Badacze Pisma Świętego w Brytanii
Historia Stu Lat
A. O. Hudson Bible Fellowship Union, Hounslow, Middlesex, 1989 ISBN: 0900166 12 6 Wydrukowano przez Remous Ltd., Milbourne Port, Sherbourne, Dorset
Spis treści
- Przedmowa
- 1. Wczesne dni
- 2. Żniwo Wieku
- 3. London Tabernacle
- 4. Fotodrama Stworzenia
- 5. Ostatnie lata Russella
- 6. Kryzys 1917 roku
- 7. Paul S. L. Johnson w Anglii
- 8. Podziały i reorganizacja
- 9. Lata powojenne
- 10. Sto lat ruchu Badaczy Pisma Świętego
Przedmowa
Pewien niedoszły humorysta zdefiniował kiedyś historię jako:
„utrwalenie wątpliwej legendy w niepodważalny fakt”
Być może nie ma to zastosowania w tym przypadku; autor cieszy się przywilejem bycia blisko związanym z wydarzeniami, które relacjonuje, jeśli chodzi o ostatnie siedemdziesiąt lat tej historii, a w przypadku wcześniejszych trzydziestu pięciu – posiadaniem zapisów uzupełnionych notatkami ze wspomnień przekazanych mu w minionych latach przez wczesnych niezłomnych działaczy, którzy dawno już opuścili tę ziemską scenę.
Wyłania się więc historia wspólnoty, która prowadziła niezwykłe dzieło chrześcijańskie w pierwszych latach tego stulecia, przetrwała smutne interludium, które zagroziło jej przyszłości, i wzniosła się ponad to zagrożenie, aby kontynuować swoje świadectwo, aczkolwiek w niższym tonie, aż do teraźniejszości.
Jest to historia, jeśli chodzi o Zjednoczone Królestwo, dotycząca:
„Żniwa Wieku”
1. WCZESNE DNI
ZESZLI ze statku w Southampton, owego jesiennego dnia 1881 roku, dwaj amerykańscy ewangeliści, J.C. Sunderlin i J. J. Bender, oddelegowani przez Pastora C.T. Russella, aby zaszczepić w Wielkiej Brytanii poselstwo, które on gorliwie głosił w Stanach Zjednoczonych. Postawili stopę na tych brzegach z entuzjazmem ludzi wkraczających na dziewicze terytorium. Stany znały tę ewangelię od dwóch lat; w tym kraju była ona jeszcze nieznana. Nadszedł czas, aby ją ogłosić.
To zrozumienie Bożego celu, mówiące o nadchodzącej erze życia, pokoju i bezpieczeństwa przeznaczonej dla rasy ludzkiej, było głoszone w Stanach Zjednoczonych poprzez szerokie, bezpłatne rozpowszechnianie dość obszernej broszury zatytułowanej „Pokarm dla myślących chrześcijan” i dzięki temu generowane było wielkie zainteresowanie. Stara ortodoksyjna teologia mroku i zagłady została na jej stronach zastąpiona koncepcją Boga i Jego stosunku do ludzkości, która kładła nacisk na nieuchronne zastąpienie niesprawiedliwości, nędzy, chorób i śmierci, nieodłącznych dla obecnego świata, przez wieczny świat sprawiedliwości, szczęścia, zdrowia i życia pod nadzorem Pana Jezusa Chrystusa.
Człowiek uczynił świat takim, jakim jest teraz; Bóg uczyni go na nowo światem zgodnym ze swoim życzeniem, a wszyscy, którzy zdecydują się dostosować do tego życzenia, ostatecznie wejdą do tego świata i będą się nim cieszyć na wieki. Wszystko to pozostawia nienaruszone niebiańskie oczekiwania chrześcijan, którzy żyli w oczekiwaniu na Chrystusa w niebiańskiej sferze po tym życiu. Koncepcja ta zakładała istnienie dwóch światów, niebiańskiego i ziemskiego, w których ci najlepiej przystosowani do każdego z nich znajdą się na końcu – i będą w pełni usatysfakcjonowani, żyjąc każdy we własnym środowisku, a jednocześnie w wiecznej komunii ze sobą.
Pierwsze ziarna w Londynie i na północy
To była wizja, która inspirowała tych dwóch ludzi, gdy udawali się do Londynu. Ich mandatem było zlecenie wydrukowania w Londynie około trzystu tysięcy egzemplarzy „Pokarmu dla myślących chrześcijan” i rozprowadzenie ich pod drzwiami kościołów w niektórych głównych miastach Brytanii. Niestety Sunderlin zachorował dość poważnie wkrótce po przyjeździe i musiał pośpiesznie wrócić do Stanów, pozostawiając Bendera, by sam przeprowadził dystrybucję.
Uczynił to, zaczynając od rozdania stu tysięcy egzemplarzy w samym Londynie, przez chłopców z National Messenger Service – dawno już nieistniejącej – pod drzwiami kościołów w całej Metropolii po niedzielnym wieczornym nabożeństwie. Podróżował na północ, osobiście rozdając książkę w ten sam sposób w Glasgow, Edynburgu, Dundee, Aberdeen, Newcastle, Darlington, Huddersfield, Hull, Nottingham, Leeds, Carlisle i Manchesterze. Następnie powrócił do Stanów, pozostawiając ziarno do wykiełkowania.
Zielone pędy nie kazały na siebie długo czekać. Ze wszystkich odwiedzonych miast napływały zapytania o więcej informacji; niektórzy pytający stali się czytelnikami czasopisma Pastora Russella, „Zion’s Watch Tower” (Strażnica Syjońska). Większość zapytań pochodziła z Londynu, Glasgow, Nottingham i Manchesteru, które na zawsze pozostały głównymi ośrodkami nowej wiary.
Główną cechą tego zrozumienia było to, że długo obiecywany Drugi Adwent, zwykle wyobrażany jako ogniste zstąpienie z niebios w celu wykonania wyroku, był w rzeczywistości już w toku jako kończenie obecnego porządku społecznego w przygotowaniu do ustanęwienia Bożego rządu na ziemi, który dokona nawrócenia świata i wyeliminowania zła wraz ze wszystkimi jego towarzyszami: uciskiem, chorobami, śmiercią. Taki nowy porządek zapewniłby pełną i całkowitą okazję wszystkim do naprawy swojego życia zgodnie z zasadami prawdy i słuszności, tak aby sprawy ziemskie były prowadzone zgodnie z linią sprawiedliwości i pokoju po wsze czasy.
Narodziny wspólnoty Badaczy Pisma Świętego
Coraz większa liczba ludzi dostrzegała światło tej jasnej wizji; ów „Pokarm dla myślących chrześcijan” trafiał do miast oddalonych od punktów dystrybucji i wkrótce pojawił się znaczący odzew. Jak dotąd nie było mowy o zorganizowanych spotkaniach. Intencją i pragnieniem Russella było zainicjowanie międzywyznaniowego zainteresowania wśród członków istniejących kościołów, a nie tworzenie nowej sekty. Nieuniknione było jednak, że grupy ludzi przyciągnięte zainteresowaniem tym nowym zrozumieniem Pisma Świętego będą chciały gromadzić się w celu wspólnej dyskusji i postępu.
Działo się to już w Stanach. Teraz, w czerwcu 1882 roku, nieco ponad sześć miesięcy po dystrybucji broszury w tym kraju, kilkanaście osób w Glasgow, głównie mężczyzn, zaczęło prowadzić regularne spotkania w celu studiowania i omawiania Biblii w tym świetle. Było to pierwsze spotkanie Badaczy Pisma Świętego w tym kraju, o ile pozwalają na to zapisy i wspomnienia. Co być może stosowne, był to skromny początek. Organizatorem i liderem tego początkowego spotkania był najwyraźniej człowiek o niskim statusie społecznym – jego nazwisko zaginęło w historii – a spotkania, opisane przez kogoś, kto dołączył do nich kilka lat później, odbywały się w „malutkiej, obskurnej sali w biednej okolicy”, co przypomina własny opis Russella dotyczący jego wejścia w żywą wiarę chrześcijańską, kiedy:
„całkiem przypadkiem wpadłem do zakurzonej, obskurnej sali w Allegheny, gdzie słyszałem, że odbywają się spotkania religijne, aby sprawdzić, czy garstka, która się tam zebrała, ma do zaoferowania coś bardziej sensownego niż wyznania wiary Kościołów”.
Niech i tak będzie; niektórzy z tych w Glasgow, którzy przewodzili wierze w tak skromnych okolicznościach, mieli być świadkami, prawie trzydzieści lat later, jak pięć tysięcy osób zostało odprawionych z kwitkiem [z powodu braku miejsc], chcąc usłyszeć przesłanie, które urzekło ich własne serca w tych wcześniejszych latach. Podobnie jak w dniach, gdy wiara chrześcijańska była młoda, a Apostołowie wyruszali głosić,
„tak potężnie rosło Słowo Boże i zwyciężało”.
To jednak leżało jeszcze w przyszłości. Z pierwszych dziesięciu lat tego małego spotkania przetrwały tylko trzy nazwiska: pani Hodge oraz dwaj mężczyźni, którym przeznaczone było w późniejszych dniach stać się dobrze znanymi w rosnącej wspólnocie. William Crawford i Robert Cormack byli dwoma z tych pionierów, a Crawford przynajmniej miał wiele wspólnego z późniejszymi wydarzeniami. W tamtym momencie studiowali jednak i dyskutowali spokojnie z tą małą grupą w owej „malutkiej obskurnej sali w biednej okolicy”.
Ekspansja na prowincję i rola literatury
W tym samym czasie wydarzenia działy się gdzie indziej. Pojedyncze osoby, a w niektórych przypadkach grupy dwu- lub trzyosobowe, pozostawały w kontakcie z Pastorem Russellem, zadając pytania i dowiadując się, co mogą zrobić, aby rozpowszechnić to przesłanie w swoich regionach. Poza nieprzerwanym, bezpłatnym kolportażem „Pokarmu dla myślących chrześcijan”, istniało niewiele innych materiałów, które mogłyby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na informacje; prawdziwe podręczniki tego ruchu, sześciotomowa seria Russella „Wykłady Pisma Świętego”, nie zostały jeszcze napisane ani opublikowane.
Zadziwiające jest to, że owi zainteresowani badacze wytrwali tak długo, mając do dyspozycji tak niewiele. Jednak wytrwali; do roku 1885 w całym kraju było około trzystu osób, które były gorliwymi czytelnikami „Zion’s Watch Tower” (Strażnicy Syjońskiej); w tym świetle robili postępy w tym, co później zaczęto powszechnie określać mianem „Teraźniejszej Prawdy”. (Należy przyznać, że termin ten był używany w tym samym znaczeniu przez inne społeczności chrześcijańskie, zarówno wcześniej, jak i później).
Już w dwóch innych obszarach, Nottinghamshire i Londynie, poszczególni chrześcijanie odnajdywali w swoich miejscowościach inne osoby podążające tym samym tokiem myślenia i łączyli się, tworząc małe grupy dyskusyjne i studyjne. W East Kirkby, górniczej wiosce w Nottinghamshire, Thomas Smedley, miejscowy aptekarz, około 1890 roku wywiesił w oknie swojego sklepu ogłoszenie:
„Tu odbywa się lekcja biblijna”
i natychmiast utworzyła się grupa; Smedley w późniejszych latach wykonywał mrówczą pracę niemal do samej śmierci, podróżując po kraju i głosząc wiarę, którą przyjął. Od tego czasu obszar Nottingham stanowi ważny ośrodek Badaczy Pisma Świętego.
Aktywność w Londynie: Elizabeth Horne
W tym samym czasie aktywność przejawiła się w Londynie. Od czasu pierwszej dystrybucji „Pokarmu” w 1881 roku, szereg zainteresowanych osób kontaktowało się z Pastorem i to właśnie w roku 1883 w północnolondyńskim domu pewnej niezwykłej kobiety i jej męża rozpoczęła działalność grupa studium, mająca na celu omawianie tych zagadnień.
Elizabeth Horne była typem osoby, która po uzyskaniu wykładni Boskiego Planu, rozwiązującej wszystkie jej teologiczne wątpliwości i obawy, czuła potrzebę opowiadania o tym innym. W ciągu kilku lat ona, wraz z innymi osobami ze swojej grupy, prowadziła spotkania na świeżym powietrzu w Hyde Parku – być może były to pierwsze z „publicznych spotkań”, które w późniejszych latach stały się tak charakterystyczną cechą tej wspólnoty. Zapisy podają, że ta nieustraszona dama przemawiała w Parku przez trzy godziny bez przerwy do:
„uważnych, pełnych szacunku tłumów zdyscyplinowanych, myślących ludzi, zgromadzonych, by słuchać”
— jak podają kroniki.
W nieco późniejszym terminie, w 1891 roku, zorganizowała spotkania z okazji pierwszej wizyty Pastora Russella w tym kraju, goszcząc go w swoim domu, co sugeruje, że była równie dobrą organizatorką, jak i kaznodzieją. Ta Elizabeth Horne musiała być niesamowitą postacią! Podobnie jak siostrzana grupa w Glasgow, była to najwyraźniej mała i niepozorna grupa gorliwych studentów – nazwiska, które przetrwały, to Samuel Bather z żoną i córką, John Brookes, Arthur Carey, ale brak jest bardzo konkretnych szczegółów. Jako społeczność rosła w siłę, aż ostatecznie została wchłonięta przez większe zgromadzenia, które rozwinęły się w Londynie w późniejszych latach.
Jednak, podobnie jak w Glasgow, to tutaj, w skromnych warunkach, rozpalono płomień, któremu przeznaczone było płonąć jaśniej i wyraźniej w nadchodzących latach, aż w końcu londyńska kongregacja stała się największą społecznością Badaczy Pisma Świętego na świecie, posiadającą największy budynek kościelny, w którym oddawano cześć Bogu. Małe spotkanie w Glasgow trwało w swoim zaciszu przez piętnaście lat, zanim nastąpił rozwój związany ze znanym nazwiskiem rodowym – Edgarami. Spotkania londyńskie trwały czternaście lat, zanim rozpoczęło się dzieło związane z innym znanym nazwiskiem – Guardami, a w międzyczasie powstawały inne londyńskie grupy: Ealing w 1890, Stoke Newington w 1891, Crouch End w 1892, Lewisham w 1894, Surbiton i Forest Gate w 1896 oraz Kensington w 1899.
Wzrost wiary Badaczy Pisma Świętego w dwóch głównych ośrodkach, Londynie i Glasgow, zaczynając od tego, co niskie i niezauważone, dobrze ilustruje zasadę Bożego działania:
„nie siłą ani mocą, lecz Duchem moim, mówi Pan Zastępów”.
Rok 1891: Wizyta Pastora Russella
Wszystko to miało się zmienić. Rok 1891 przyniósł nagłe przyspieszenie świadectwa. Pastor Russell złożył swoją pierwszą wizytę na tych brzegach. Była to wizyta pośpieszna. Wydaje się, że ta podróż do Europy miała charakter bardziej osobisty i sentymentalny, gdyż większość czasu spędził w Irlandii. (Mimo że był Amerykaninem w trzecim lub czwartym pokoleniu, miał pochodzenie szkocko-irlandzkie). Lądując w Queenstown, odwiedził różnych zainteresowanych ludzi w Cork, Dublinie, Belfaście, Londonderry i kilku innych miejscach.
Po zrealizowaniu celu w Irlandii przybył do Londynu, gdzie porozumiał się z grupą z północnego Londynu w sprawie założenia londyńskiego składu (depozytu) do przechowywania i dystrybucji literatury Badaczy Pisma Świętego, pod nadzorem jednego ze starszych z północnego Londynu, Thomasa Harta. (Do tego czasu opublikowano już pierwsze trzy tomy „Wykładów Pisma Świętego”, które wzbudzały szerokie zainteresowanie).
Usługiwał na kilku spotkaniach zorganizowanych w Londynie przez Elizabeth Horne, gdzie zgromadziło się sto pięćdziesiąt osób, udał się z krótką wizytą do Glasgow, aby spotkać się z tamtejszymi zainteresowanymi, stamtąd do Liverpoolu w tym samym celu, a następnie z powrotem do Stanów. Bardzo niewiele osób wiedziało, że w ogóle był w kraju. W Liverpoolu poznał Charlesa Elama, zainteresowanego mężczyznę, który był kaznodzieją w małej sali misyjnej, gdzie zebrało się sto pięćdziesiąt osób, aby go wysłuchać. Charles Elam został założycielem kościoła Badaczy Pisma Świętego w Liverpoolu, którego historia zaczyna się od tej daty, z początkową liczbą czterdziestu członków.
Rozkwit lokalnych grup
Już wcześniej istniały spotkania w Manchesterze, Hucknall w Notts oraz w surrey’skiej wiosce Penshurst, gdzie miejscowy zawiadowca stacji, niejaki Pearson, zelektryzował wieś tym przesłaniem. Rok 1891 przyniósł pojawienie się Nottingham, Liverpoolu i Dublina, a do 1892 roku Bristolu, Edynburga, Sheffield, a następnie Belfastu w 1895 oraz Birmingham, Leeds, Middlesbrough, Dundee, Dumfries, a także Sevenoaks i Chatham w hrabstwie Kent. (Kent, nie posiadając wielkich miast, wyróżniał się mnożeniem małych grup. Większość miasteczek i bardzo wiele małych wiosek posiadało lokalną społeczność od bardzo wczesnego okresu).
Grupy te zazwyczaj powstawały dzięki gorliwej pracy aktywnych jednostek, takich jak Arthur Riley z Bristolu, James Bright z Belfastu, John Green z Sheffield, William Raynor i William Drinkwater z Nottingham, George Mullens z Sevenoaks – nazwiska te długo pozostawały w pamięci narodowej społeczności.
Przy około czterdziestu regularnych spotkaniach i rosnącej liczbie osób w całym kraju wykazujących zainteresowanie, uznano za pożądane, aby ktoś ze Stanów przyjechał do Anglii i zorganizował dzieło głoszenia poselstwa na systematycznych zasadach. Wybranym człowiekiem był niejaki S. D. Rogers, który przybył pod koniec 1893 roku, aby pokazać brytyjskim braciom, jak głosić Ewangelię. Jego zadaniem było zorganizowanie systemu kolportażu, czyli chodzenia od drzwi do drzwi, polecania i starania się o „umieszczenie” tomów „Wykładów Pisma Świętego”.
Ponieważ od dobrych kilku lat prowadzono już sporą ilość tej pracy, stało się to w dużej mierze kwestią głoszenia już przekonanym. Wkrótce jednak braciom z kościoła londyńskiego, u których był zakwaterowany, zaczęła ukazywać się inna strona S.D. Rogersa. Zaczął on propagować plan, zgodnie z którym on sam miałby być wspierany finansowo przez Braci, aby mógł podróżować od miasta do miasta jako wędrowny kaznodzieja, mając zapewnione bezpłatne wyżywienie i zakwaterowanie w każdym miejscu, a niezbędne sale i udogodnienia miały być zapewniane na koszt lokalnych braci. Ta propozycja i postawa, tak obca duchowi i zasadom Pastora Russella, który w kwestii wspierania swojej pracy polegał wyłącznie na dobrowolnych datkach, zaalarmowała kościół londyński. Rezultatem było skontaktowanie się Elizabeth Horne z Pastorem w celu przekazania, że kościół londyński uznał za konieczne całkowite odrzucenie S.D. Rogersa oraz jego pomysłów i poprosił o wskazówki. Ostatecznie Rogers powrócił do Stanów Zjednoczonych i, jeśli chodzi o Wielką Brytanię, sprawa została zamknięta.
Świadectwo publiczne i rozwój Forest Gate
W tym okresie prowadzono znaczną ilość „publicznego świadectwa”, polegającego nie tyle na publicznych spotkaniach, co na cierpliwym rozpowszechnianiu traktatów i broszur od drzwi do drzwi oraz dostarczaniu książki „Boski Plan Wieków” (będącej pierwszym tomem „Wykładów Pisma Świętego”) osobom, które wykazały wystarczające zainteresowanie. W ten sposób w krąg braci trafiali ludzie, którzy później stali się dzielnymi orędownikami wiary.
I tak oto w 1893 roku Frederick George Guard, ewangelista działający na wolnym powietrzu i lider lokalnego chóru ewangelickiego, wszedł w posiadanie egzemplarza „Boskiego Planu Wieków”. Jego treść porwała go i przekonała. Dowiedzieli się, że niektórzy z jego znajomych również widzieli i czytali tę książkę. Jako mieszkaniec Stratford we wschodnim Londynie, nie wiedział o istnieniu grupy w północnym Londynie. Zrobił rzecz oczywistą; we współpracy ze swoim przyjacielem, Williamem Thirkettle z Forest Gate, założył w 1896 roku grupę we własnym domu w Stratford. Był to początek znanego później zboru Forest Gate. Przy początkowej liczbie 18 członków, Thirkettle został wyznaczony do zorganizowania zakrojonego na szeroką skalę programu dystrybucji traktatów i kazań na świeżym powietrzu. W ciągu następnych dwudziestu lat kongregacja ta rozrosła się do ponad czterystu osób.
Londyn przygotowywał się na jeszcze większe rzeczy. Metropolia była świadkiem początku procesu, który doprowadził do powstania grup rozproszonych po całym mieście i jego okolicach oraz do dzieła ewangelizacji, którego efektem były ostatecznie spotkania wypełnione po brzegi w Royal Albert Hall, najważniejszej sali koncertowej Londynu. Temu napływowi „nowej krwi” do stolicy wraz z powstaniem Forest Gate w 1896 roku towarzyszył podobny rozwój w drugim co do wielkości mieście Brytanii – Glasgow.
„Ciocia Sarah” i rodzina Edgarów
Przez kilka lat niejakie pani Hodge, członkini oryginalnej grupy z Glasgow, starała się nawrócić własną siostrę, Sarah Ferrie (znaną późniejszym pokoleniom wspólnoty jako „ciocia Sarah”). Po przeczytaniu pierwszych trzech tomów „Wykładów Pisma Świętego” w 1897 roku, Sarah Ferrie została przekonana. Będąc osobą o silnych przekonaniach i najwyraźniej niewyczerpanej energii, w 1898 roku rozpoczęła cotygodniowe spotkania w lokalu, w którym prowadziła działalność gospodarczą, i niezwłocznie przystąpiła do ewangelizacji swoich klientów i kontaktów biznesowych.
Przykład jej nieszablonowych metod został przytoczony wiele lat później przez obserwatora, który w 1906 roku towarzyszył grupie szkockich braci na stacji kolejowej, żegnając gościa z Ameryki. Gdy pociąg stał na stacji, ciocia Sarah podeszła do maszynisty wychylającego się z kabiny w oczekiwaniu na sygnał do odjazdu, wręczyła mu kilka traktatów i nakazała:
„prowadzić bardzo ostrożnie, bo w pociągu jedzie jeden z synów Króla”.
Bezpośrednia reakcja maszynisty nie została odnotowana, ale długofalowym skutkiem było to, że przyjął on Prawdę i był obecny na wielkiej konwencji w Glasgow dwa lata później, kiedy miasto odwiedził Pastor Russell. Można przypuszczać, że Sarah Ferrie była wersją Elizabeth Horne z Glasgow!
William Crawford i Robert Cormak z istniejącej grupy w Glasgow zaczęli uczęszczać na te spotkania oprócz swoich własnych. Do 1899 roku członkiem grupy został dr John Edgar, główny chirurg w wiodącym szpitalu w Glasgow. Ojciec Johna i jedna z jego sióstr przyjęli wiarę około dziesięcie lat wcześniej; teraz, w ciągu kilku lat, kolejnych pięciu członków rodziny Edgarów przyjęło prawdę, a wraz z nimi małżeństwo Alex Tait z żoną, którzy odtąd stali się aktywnymi współpracownikami Edgarów. Oni, wraz z Crawfordem i Cormackiem, stanowili potężny zespół, który postawił zbór w Glasgow na nogi. Zapisy milczą na temat historii pierwotnej grupy z 1882 roku, ale jest niemal pewne, że połączyła się ona z wysiłkami Edgarów, dzięki czemu wszyscy bracia w mieście utworzyli wspólny front.
Jesse Hemery i centralizacja działalności
Rok 1899 przyniósł kolejne okoliczności, które miały mieć znaczący wpływ w późniejszych latach. Jesse Hemery z Eccles niedaleko Manchesteru złożył swoją pierwszą wizytę w Londynie w interesach rozwijającego się dzieła. Brat Russell spotkał Jessego Hemery’ego podczas swojej pierwszej wizyty w Brytanii w 1891 roku. Jako dwudziestosiedmioletni mężczyzna prowadził on piekarnię i cukiernię w Eccles. Musiał należeć do pierwszych osób w tym kraju, które wykazały zainteresowanie, przejawiając wielką gorliwość i entuzjazm dla sprawy oraz spędzając mnóstwo czasu na północy kraju, rozmawiając z osobami zainteresowanymi. To on w rzeczywistości był decydującym czynnikiem w nawróceniu Sarah Ferrie z Glasgow, uruchamiając tym samym sekwencję zdarzeń, która sprowadziła rodzinę Edgarów do wiary, co miało konsekwencje dla przyszłości zboru w Glasgow.
Brat Russell wyrobił sobie wysoką opinię o jego zdolnościach i teraz polecił mu odwiedzić Londyn, aby ocenić tamtejsze postępy. Hemery złożył wizytę – niezbyt długą – spędzając większość czasu z Frederickiem Guardem i rodzącym się zborem Forest Gate, liczącym już około siedemdziesięciu pięciu osób, gdzie poprowadził pięć lub sześć spotkań, po czym odbył szybki objazd po Londynie, by odwiedzić różne osoby znane z zainteresowania. Najwyraźniej nie wiedział o istnieniu grupy związanej z Elizabeth Horne, gdyż jej nie odwiedził, podobnie jak żadnego z innych starszych spotkań w Londynie. Powrócił na północ, nie osiągnąwszy zbyt wiele poza nawiązaniem więzi z Guardem i jego grupą; wizyta ta miałaby niewielkie znaczenie, gdyby nie fakt, że Jesse Hemery został później przedstawicielem brata Russella w Londynie, zyskując wpływ na cały kraj.
Wraz z rosnącą liczbą regularnych spotkań i około tysiącem pięciuset żywo zainteresowanymi osobami rozproszonymi po całym kraju, które stale pisały do brata Russella, Pastor uznał, że nadszedł czas, aby scentralizować brytyjską działalność w samej Brytanii. W maju 1900 roku wysłał jednego ze swoich współpracowników, E.C. Henningesa wraz z żoną, do Anglii w celu założenia biura i składu w Londynie, z którego prowadzona miałaby być cała przyszła praca w Wielkiej Brytanii. (Należy wyjaśnić, że praca ta obejmowała import, przechowywanie i dystrybucję publikacji Pastora, traktatów, książek itp. i nie była w żadnym sensie próbą kontrolowania czy kierowania organizacją i indywidualną pracą brytyjskich grup. W każdym czasie każda taka grupa była całkowicie niezależna, zarządzała własnymi sprawami i była powiązana z Pastorem jedynie za pośrednictwem wspólnej wiary).
Misja Henningesa i systematyczne głoszenie
Biuro i skład zostały założone przy Gipsy Lane, Forest Gate w Londynie, a Henninges nawiązał przyjacielską współpracę ze zborem Forest Gate. Wspólne wysiłki zaowocowały pozyskaniem sali na spotkania przy Woodgrange Road w Forest Gate. Ustanowiono system masowej dystrybucji traktatów, publicznych spotkań, „wizyt pielgrzymich” (zdolny brat odwiedzał odległe, powstające grupy, aby je zachęcać i instruować) oraz „pracy kolporterskiej” (polegającej na odwiedzaniu domów w celu zainteresowania mieszkańców książką „Boski Plan”).
Henninges podróżował wzdłuż i wszerz kraju, doradzając i zachęcając wszystkich, którzy chcieli wziąć udział w tej zorganizowanej misji ewangelizacyjnej. Pierwsze kilka miesięcy pracy, od czerwca do listopada, zaowocowało rozprowadzeniem trzech tysięcy egzemplarzy „Boskiego Planu” i ćwierć miliona broszur, z czego 50 000 w samym Londynie. Trzydzieści dziewięć brytyjskich miast, dotąd nietkniętych poselstwem, usłyszało je po raz pierwszy.
Jeśli chodzi o Londyn, Forest Gate brało czynny udział w tych wydarzeniach, a na początku 1901 roku brat Henninges został jednogłośnie wybrany Pastorem zboru Forest Gate. Ten rok, 1901, przyniósł stuprocentowy wzrost nakładu literatury i ogólnej aktywności. Jednakże zmiana w nadzorze była bliska. W listopadzie tego roku Pastor odwołał Henningesa, aby poinstruować go w nowej sferze działalności w Niemczech, a na jego miejsce wyznaczył Jessego Hemery’ego.
„Żniwo Wieku”
W ten sposób Jesse Hemery został kierownikiem brytyjskiego biura Towarzystwa, które to stanowisko piastował przez większość swojego życia. Przejął on skład przy Gipsy Lane. Został również jednogłośnie wybrany Pastorem zboru Forest Gate, jako następca Henningesa. W ciągu kolejnych dwunastu miesięcy nakład literatury ponownie wzrósł, osiągając prawie trzy czwarte miliona egzemplarzy oraz dwadzieścia tysięcy tomów „Wykładów Pisma Świętego”. Wszystko to wiązało się z niezwykle żmudną pracą od drzwi do drzwi w czasie, gdy liczba aktywnych pracowników nie mogła przekraczać tysiąca pięciuset.
W 1902 roku przedstawiciel Pastora, J. Hope Hay, przybywając do Anglii z misją biznesową, spędził trochę czasu podróżując po kraju i odwiedzając niektóre ośrodki dogodne dla jego zobowiązań; udało mu się skonsultować z istniejącymi grupami w kilku innych miastach, donosząc o wyraźnym wzroście zainteresowania w Irlandii, głównie dzięki wysiłkom Jamesa Brighta z Belfastu, odpowiedzialnego za rozpoczęcie tamtejszych spotkań. C.H. Houston osiągnął znaczny postęp w Edynburgu, a nowym przybyszem na tym polu był Dan Murray z Dundee; założona przez niego grupa przetrwała tam aż do 1965 roku.
Rok 1902 był końcem ery małych początków. Następny rok miał przynieść fantastycznie szybki rozwój ruchu, rozpoczynający się od wizyty brata Russella, jego podróży po głównych ośrodkach miejskich, w których istniały grupy, oraz licznie odwiedzanych konwencji w Londynie i Glasgow. Kolejne pięćdziesiąt lat miało być świadkiem tego, co później – i słusznie – nazwano dziełem żniwa,
„Żniwem Wieku”.
Fundamentalnym aspektem poglądów brata Russella było to, że koniec obecnej ery, który uważał za bliski, zostanie zasygnalizowany przez bezprecedensowe wyjaśnienie poglądów teologicznych dotyczących celu Bożego w stworzeniu oraz zrozumienie czasu, sposobu i natury Drugiego Adwentu, o wiele jaśniejsze niż w ciągu poprzednich kilku stuleci. Wskazywał on, że idea Żniwa Wieku jest zawarta w naukach Jezusa i że zgromadzanie chrześcijan wszystkich wyznań (i tych bezwyznaniowych) do zrozumienia tych rzeczy oraz żywa wiara w to, że Obecność Pańska jest faktem dokonanym, stanowiło samo w sobie żniwo w tym sensie. Fakt, że przesłanie to rozchodziło się po całym świecie i spotykało się z entuzjastycznym przyjęciem ze wszystkich stron, służył za oparcie dla jego wiary, a także wiary tych, którzy przyjęli od niego te poglądy.
Historia następnych dwudziestu lat pokazuje, jak dobrze ugruntowany był ogólny zarys tego przekonania. Obecnie w Wielkiej Brytanii istniało około sześćdziesięciu regularnych grup, liczących od piętnastu do kilkuset członków, a całkowita liczba aktywnych zwolenników zbliżała się do dwóch i pół tysiąca. Oprócz nich było wielu zainteresowanych słuchaczy na spotkaniach, którzy nie angażowali się jeszcze bezpośrednio w aktywną pracę.
Na początku 1903 roku zmarł ojciec Johna Edgara. Musiał on być jednym z pierwszych w Zjednoczonym Królestwie, którzy przyjęli poselstwo i związali z nim swój los. Widział zasiane ziarno i widział obietnicę obfitego żniwa. Pozostawił swoim synom, Johnowi i Mortonowi, oraz ich siostrze Minnie, zadanie odegrania roli w poruszających wydarzeniach, które miały nastąpić.
2. ŻNIWO WIEKU
WYRÓŻNIAJĄCĄ cechą ruchu Badaczy Pisma Świętego było kładzenie nacisku na to, że początek XX wieku miał być świadkiem „Żniwa Wieku” – okresu, w którym suma całej chrześcijańskiej pracy ewangelizacyjnej dokonanej w ciągu dwóch tysięcy lat historii chrześcijaństwa osiągnie punkt kulminacyjny, zwiastując fakt, że Drugi Adwent, tak żarliwie oczekiwany przez wielu duchownych i świeckich każdej denominacji w XIX wieku, stał się rzeczywistością.
Istniała jednak zasadnicza różnica. Dawny, ortodoksyjny pogląd na to wydarzenie oczekiwał ludzkim okiem widzialnego pojawienia się powracającego Chrystusa na niebiosach wraz z towarzyszącymi mu aniołami, przybywającego na ziemię, aby przeprowadzić dwudziestoczterogodzinny Dzień Sądu, w którym umarli i żywi zostaną wezwani przed Niego, aby zostać uznanymi za godnych życia wiecznego lub wiecznej kary – w dawnych czasach pod postacią terroru ognistego Piekła, choć ten aspekt był coraz częściej odrzucany w czasach obecnych.
Stanowisko Badaczy Pisma Świętego było takie, że Adwent obejmuje pewien okres, a jego początkowym etapem jest ten, w którym powrócony Chrystus jest obecny, choć niewidzialny, kierując działaniami i sprawami ludzi tak, aby potęgi tego świata w wyznaczonym czasie poddały się Jego panowaniu, a od tego momentu świat ten znajdzie się pod Jego dobroczynną administracją.
Taka była wizja, a kiedy porówna się ją z bardziej mrocznymi, a nawet przerażającymi perspektywami teologicznymi, którym miała rzucić wyzwanie, trudno się dziwić gorliwości i energii, z jaką pierwsi nawróceni przystąpili do głoszenia tego poselstwa, ani zainteresowaniu, jakie wzbudziło i akceptacji, z jaką się spotkało.
„Dobra nowina o wielkiej radości” – nalegali, i tak też było.
Główna zasada, mówiąca, że nikt – czy to niewierzący, nieuświadomiony poganin, czy niegodziwiec – nie może zostać wiecznie potępiony bez uprzedniego doprowadzenia do pełnej „znajomości prawdy” (używając nowotestamentowego sformułowania), rozwiązywała wszystkie zagadki dotyczące tych, którzy na tym świecie zmarli, nie słysząc nawet o środkach do życia wiecznego; kwestia ta była szeroko dyskutowana w kręgach chrześcijańskich od pół wieku.
To Charlesowi Russellowi przypadło wskazać, że właśnie taki jest cel nadchodzącego Millenium, a z powodu swego przekonania, że Millenium jest u drzwi, poczuł się zobowiązany do przewodzenia tej ogólnoświatowej proklamacji.
Ekspansja dzieła w Wielkiej Brytanii
I tak, w roku 1903, Pastor Russell wylądował w Southampton, aby rozpocząć serię wizyt, dzięki którym stał się tutaj tak samo szeroko znany, jak w swojej rodzinnej Ameryce. (Jego pierwsza wizyta w 1891 r. była wizytą wstępną, by – że tak powiem – „wyczuć kraj”). Czekała na niego pokaźna liczba entuzjastów. Główny kościół londyński, istniejący od 1883 roku, liczący obecnie około 400 członków, gościł go podobnie jak podczas wizyty w 1891 roku; istniał też młodszy zbór Forest Gate, liczący około 125 osób.
Wspólnie zorganizowały one pierwszą konwencję Badaczy Pisma Świętego w Londynie, wydarzenie, które od tego czasu było kontynuowane mniej więcej bez przerw; przy tej pierwszej okazji frekwencja na pięciu sesjach zaczęła się od 400 osób i osiągnęła maksimum na ostatniej sesji w liczbie 800. Po krótkiej podróży do Skandynawii Pastor powrócił, by odwiedzić Glasgow, gdzie stosunkowo niewielki tamtejszy kościół zgromadził tysiąc zainteresowanych osób, aby go wysłuchać. (To ugruntowało ich pomyślność; w ciągu następnych ośmiu lat liczba członków ich zboru wzrosła do 500).
Wyznaczyło to schemat na następne dziesięć lat. W 1905 roku wysłał jednego ze swoich współpracowników, M.L. McPhaila, aby przeprowadził pierwszą z serii tzw. „wizyt pielgrzymich” w całym kraju. Funkcją „pielgrzyma”, zawsze dojrzałego brata w wierze, było odwiedzanie każdego lokalnego kościoła na zaplanowanej trasie, pozostawanie z nimi przez jeden lub dwa dni, prowadzenie spotkań zboru, na których można było pełniej przedyskutować cechy wiary, przemawianie na spotkaniu publicznym, jeśli takie zostało zorganizowane, oraz skontaktowanie ich z innymi sąsiednimi kościołami, o których istnieniu wcześniej nie wiedzieli.
Członkowie uważali się nawzajem za braci w Chrystusie i w istocie słowo „bracia” stało się powszechnym i często używanym określeniem opisowym. W ciągu siedmiu lat (1903–1909), licząc wciąż nie więcej niż 3500 osób, rozprowadzili ręcznie ponad dwadzieścia milionów dużych, czterostronicowych broszur oraz dwadzieścia siedem tysięcy tomów „Wykładów Pisma Świętego”.
Zawsze pojawiał się element humoru, jak na przykład wtedy, gdy pewien dość ponuro wyglądający osobnik, biorąc podany mu traktat, zapytał:
„Kim jesteście, socjalistami?” – „Nie, Badaczami Pisma Świętego!” – „Hm, to tak samo źle!”
Praca była uciążliwa; traktaty nie przypominały tych współczesnych o niewielkich rozmiarach, lecz miały wymiary gazet i były stosunkowo ciężkie przy przenoszeniu większej ilości. Autor wyraźnie pamięta, jak będąc tak obciążonym, wywrócił się na torach tramwajowych w Old Kent Road w południowym Londynie, co skończyło się sporym uszkodzeniem roweru i pewnymi poturbowaniami jeźdźca. Nie zapamiętano, co stało się z traktatami.
Misja kolporterów i „Prawda” w drodze
Znaczna część tej działalności była prowadzona przez kolporterów – termin oznaczający wędrownego dystrybutora literatury religijnej. Od czasu do czasu różni bracia, będący w stanie to robić, oddawali się tej pracy, podróżując od miasta do miasta i odwiedzając gospodarzy, aby przedstawić to, co w tamtym czasie nazywano już „Prawdą”.
Zwykła literatura była bezpłatna, ale pobierano symboliczną opłatę w wysokości jednego szylinga (dzisiejsze 5 pensów) za „Boski Plan”, co za książkę w płóciennej oprawie liczącą 350 stron nie było wygórowaną ceną nawet w tamtych czasach; miało to na celu uniknięcie nieprzemyślanego przyjmowania publikacji i dawało pewną pewność, że książka zostanie doceniona i wykorzystana.
Jednak prawdziwy czas kolporterów nastał od 1910 roku, kiedy to świadomość społeczna o Badaczach Pisma Świętego stała się powszechna, a ogólnie chrześcijański światopogląd ludzi ułatwiał akceptację i chęć słuchania. Podróżując od miasta do miasta, musieli znajdować noclegi tam, gdzie tylko mogli – czasem, choć nie zawsze, u braci tej samej wiary. Częściej, przebywając w wiejskich okręgach, czuli się momentami jak Mistrz, któremu służyli, nie mając gdzie skłonić głowy.
Kiedy uświadomimy sobie, że w latach 1910–1915 bracia w tym kraju zdołali rozprowadzić pięćdziesiąt cztery miliony broszur i trzy czwarte miliona tomów „Wykładów Pisma Świętego”, trzeba uznać, że osiągnięcie to było wyrazem czystego oddania temu, co powszechnie uznawano za dzieło Żniwa – Żniwa Wieku. Natura ich powołania oznaczała, że pracowali głównie w obszarach, gdzie nie było żadnych zgromadzeń. To w dużej mierze dzięki ich staraniom powstawały nowe grupy i rozpoczynały się regularne spotkania. Kolporterzy pochodzili ze wszystkich grup i warstw społecznych, mając jedną wspólną cechę: płonącą pasję oddania się głoszeniu Ewangelii o Królestwie.
Był wśród nich Archibald Rock, były wojskowy, wciąż wyprostowany i sztywny jak struna, którego w latach 1907–1916 można było spotkać w miastach i wioskach południowo-wschodniej Anglii. Był jego brat Robert, nawrócony bokser, wciąż noszący fizyczne ślady tego życia, który potrafił zmrozić krew w żyłach okazjonalnymi wspomnieniami swoich zwycięstw i porażek na ringu oraz doświadczeniami z mroczniejszej strony londyńskiego życia – a teraz łagodny jak dziecko i niezwykle przekonujący, gdy chodził od drzwi do drzwi z traktatami i książkami.
Na dalekim południowym zachodzie działała Mabel Coombes, drobna, częściowo niepełnosprawna dama w nieokreślonym wieku, o sercu lwa. Dopóki podeszły wiek nie zmusił jej do zaprzestania, włóczyła się od drzwi do drzwi, a więcej niż jedna grupa w Devon i Kornwalii zawdzięczała swoje powstanie jej trudom. Kiedy nie mogła już robić nic więcej, wycofała się bez skargi do domu opieki i odeszła spokojnie na spotkanie ze swoim Panem w 1951 roku.
Lily Blake, niezbyt wysoka, wyglądająca, jakby podmuch wiatru mógł ją porwać, wędrowała od drzwi do drzwi w środkowej Anglii w deszczu i słońcu, niewzruszona i cicho ufna. Jej niepohamowane poczucie humoru ujawniało się, gdy opowiadała, jak pewnego razu rektor parafii ostrzegał swoje owieczki w gazetce parafialnej:
strzeżcie się małej damy o srebrnym języku, która chodzi od domu do domu w wiosce, starając się zainteresować ludzi Jutrzenką Tysiąclecia.
Już na zawsze Lily była nazywana wśród braci „małą damą o srebrnym języku”. Albert Lloyd, którego pochodzenie było nieco tajemnicze – mawiał, że urodził się w rynsztoku i w rynsztoku się wychował – wnosił naturalną żywiołowość ducha do swojej pracy na północy Anglii. Na przykład pewnego razu, gdy nie otrzymał odpowiedzi na pukanie, zapukał ponownie i zawołał przez otwór na listy:
Mięso! Mięso!
I faktycznie, pani przyszła do drzwi. „Och, myślałam, że to rzeźnik!” – „Tak, to ja nim jestem, proszę pani, i oto ono. Pokarm (mięso) na czas właściwy dla domowników wiary”. Czy pani rozpoznała biblijną aluzję, tego nie odnotowano, ale w każdym razie Albert rozprowadził kolejny „Boski Plan”.
Victoria Wright, posągowa i w każdym calu będąca damą, imponowała wszystkim, których odwiedzała, swoim rzeczowym i beznamiętnym wykładem Boskiego Planu. Thomas Stracy pracował na południowym wybrzeżu i pół tuzina grup w południowej Anglii zawdzięczało swoje powstanie jego pracy. Pomimo niewygód i zagrożeń, kolporterzy zachowywali pogodną radość, która wynikała z faktu, że głosili radosną ewangelię.
„Weseli ludzie Boży” i ich misja
Lollardowie z okresu średniowiecza byli znani w swoich czasach jako „weseli ludzie Boży”, ponieważ chodzili z radosnymi twarzami, śpiewając pieśni na chwałę Boga. Kolporterzy byli do nich w pewnym sensie podobni.
Oto kolejna część tekstu, opracowana pod kątem publikacji na blogu WordPress. Zgodnie z Twoim życzeniem, treść została przetłumaczona wiernie i bez żadnych zmian merytorycznych, z zachowaniem czcionki Georgia 14pt oraz odpowiedniego formatowania cytatów i punktów.
Mieli oni przesłanie dla wszystkich, którzy chcieli słuchać – przesłanie nadziei i szczęścia, dobrą nowinę o wielkiej radości dla wszystkich ludzi, a radość ta musiała promieniować z ich twarzy. W tych późniejszych, bardziej prozaicznych czasach, komuś, kto nigdy nie znał tamtych dni, musi być trudno wyobrazić sobie ducha spontanicznej radości, który ożywiał tych, którzy wyruszali z nowiną o nadchodzącej chwale ziemi.
W 1894 roku w pełnoetatowej służbie był jeden kolporter, w 1900 roku było ich czterech. Do 1913 roku było ich już dziewięćdziesięciu trzech i obejmowali oni każdą część kraju. Skromny skład książek, który został założony w północnym Londynie w 1891 roku pod nadzorem Thomasa Harta, jednego ze starszych, dawno już wyrósł ze swoich ram poprzez kolejne przenosiny. Do 1911 roku znajdował się on w bardziej przestronnych pomieszczeniach przy Craven Terrace w Paddington. Znaczna część ze 130 000 tomów „Wykładów Pisma Świętego”, które rozeszły się w tamtym roku, została rozprowadzona dzięki wysiłkom kolporterów.
Fenomen roku 1910 i publiczne wystąpienia
Nieuniknione było, że żarliwość braci, w połączeniu z ich stale rosnącą liczbą, zacznie wymagać organizowania konwencji w głównych miastach. Takie konwencje pozostały i nadal pozostają cechą charakterystyczną tej wspólnoty. Po pamiętnych konwencjach w Londynie i Glasgow w 1903 roku, ustalono pewien wzorzec; ogólnokrajowe konwencje odbywały się rokrocznie w Londynie i Glasgow, a począwszy od 1907 roku – w Manchesterze.
Rok 1910 stał się legendarny. Był to rok spotkań w Royal Albert Hall, podczas których brat Russell, przy okazji swojej piątej wizyty w Anglii, poruszył wyobraźnię brytyjskiej opinii publicznej. Nigdy wcześniej nie widziano czegoś podobnego. Spotkania publiczne odbywały się już wcześniej, od 1908 roku, w miastach takich jak Bristol, Glasgow oraz Edynburg. To właśnie w 1908 roku doszło do nieco zabawnego epizodu w Otley, gdzie lokalny reporter błędnie usłyszał określenie „Millennial Dawnists” (Jutrzenkowcy Tysiąclecia) jako:
Aluminum Dawnists (Aluminiowi Jutrzenkowcy)
— pod którą to nazwą bracia w Otley byli lokalnie przez długi czas znani.
W maju 1910 roku grupa amerykańskich braci przybyła do Anglii wraz z bratem Russellem. Grupę wyprzedził jeden z jego współpracowników, G.C. Driscoll, który był również urzędnikiem stowarzyszenia prasowego w USA; jego obecność miała na celu pozyskanie współpracy brytyjskiej prasy. Miesiąc później przybyła główna grupa, powitana przez stu braci ze społeczności londyńskiej, pod przewodnictwem jednego z najaktywniejszych starszych, Johna Gentle’a. Kościół wydał trzy czwarte miliona dużych, czterostronicowych ulotek reklamujących spotkania w Albert Hall i był gotowy do działania.
Pierwsze spotkanie w Albert Hall odbyło się 8 maja. Siedem tysięcy pięćset osób wypełniło widownię, by wysłuchać brata Russella. Okazja była podniosła i smutna, gdyż poprzedniego dnia zmarł król Edward VII i naród pogrążony był w żałobie. Reklamowanym tematem był „Wielki Zaświat” (The Great Hereafter), a nastrojem ludzi było słuchanie.
Przewodniczącym spotkania był brat (pułkownik) Sawyer, krzepki stary żołnierz, który znał Prawdę od wielu lat i miał zwyczaj w prywatnych rozmowach nazywać brata Russella „arcybiskupem”, a Jessego Hemery’ego, ówczesnego kierownika londyńskiego składu literatury, „biskupem Londynu”. Po pieśni otwierającej przedstawił on mówcę:
Pastor Russell z Brooklyn Tabernacle w Nowym Jorku, znany kaznodzieja Ewangelii i autor 'Wykładów Pisma Świętego’.
Pastor Russell, jak powiedział, „wywyższył i rozświetlił majestatyczny Plan Boży, zamysł i cel Boga w stworzeniu, upadku, odkupieniu, restytucji, doskonałości i zbawieniu rasy ludzkiej, poprzez imię i zasługę naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa”.
Przed rozpoczęciem przemówienia Pastor nawiązał do śmierci Króla poprzedniego dnia i wyraził współczucie. Zaproponował, aby na znak szacunku słuchacze powstali i zachowali minutę ciszy. Całe zgromadzenie powstało i stało w milczeniu, dopóki nie usłyszano głosu Pastora wznoszącego modlitwę, a następnie dźwięków wielkich organów grających ulubiony hymn zmarłego Króla: „Być bliżej Ciebie chcę” (Nearer, my God, to thee).
Dopiero wtedy Pastor Russell rozpoczął swój wykład, którego ogromna widownia słuchała z wyraźną uwagą. Na zakończenie, po końcowej modlitwie i błogosławieństwie, publiczność ruszyła do wyjść. Ich ruch został nagle wstrzymany. Organista, brat Thomas Stracy, zaczął grać „Marsz żałobny” z oratorium „Saul” jako ostatni hołd dla zmarłego Króla. Całe zgromadzenie stało nieruchomo z pochylonymi głowami, dopóki muzyka nie ucichła, a potem – jak odnotowano w tamtym czasie – trwało nadal:
w ciszy tak głębokiej, że konieczne było ponowne wypowiedzenie błogosławieństwa, aby skłonić ludzi do rozzejścia się.
Tak zakończyło się najbardziej doniosłe świadectwo o nadchodzącym Królestwie, jakie kiedykolwiek znano w historii tego ruchu. Dwa kolejne spotkania odbyły się w Albert Hall w dwie następne niedziele, przy frekwencji odpowiednio 6000 i 5000 osób, które słuchały wykładów Pastora na temat „Millenijnego Odświeżenia” oraz „Obalenia imperium Szatana”.
Rok wielkich świadectw i praca z prasą
Pięć miesięcy później powrócił on do Anglii, aby poprowadzić drugą serię spotkań w Albert Hall. Odzew był równy temu z pierwszej okazji. Przez trzy kolejne niedziele stawał przed coraz większą widownią: 4000 osób słuchało tematu „Boże przesłanie do Żydów”, 6000 – „Boże przesłanie do chrześcijaństwa”, a 7600 – „Wielkiego Białego Tronu”. Zainteresowanie publiczne było tak duże, że blisko siedemset brytyjskich gazet zamieściło relacje ze spotkań, cytując jego słowa w mniejszym lub większym zakresie.
Było oczywiste, że należy zrobić coś więcej, dlatego ogłoszono sześć kolejnych spotkań w lokalnych dzielnicach Londynu; Pastor przemawiał w Acton Baths, Alexandra Palace, Bermondsey Town Hall, East Ham Town Hall oraz Woolwich Town Hall. Cała ta aktywność dała impuls do zorganizowania ogólnokrajowej konwencji braci w Londynie, która odbyła się w Whitefield’s Old Tabernacle przy City Road. Tutaj Pastor Russell przemawiał do uczestników konwencji z ambony, z której w XVIII wieku nauczali zarówno George Whitefield, jak i John Wesley.
Nie zaniedbano również reszty kraju. Pomiędzy tymi dwiema seriami spotkań brat Russell podróżował po kraju, spotykając się z entuzjastycznym przyjęciem. Konwencja w Glasgow zgromadziła pięciuset braci i ponad 3000 osób na spotkaniu publicznym; Manchester wystawił czterystu braci i dwa spotkania publiczne po ponad tysiąc osób każde.
Jedną z konsekwencji spotkań w 1910 roku był początek „pracy z gazetami”. W rezultacie powstało konsorcjum z biurem przy Strand w Londynie, którego zadaniem było odbieranie kazań wygłaszanych w USA lub Anglii i dystrybuowanie ich do każdej gazety codziennej i tygodnika biorącego udział w projekcie. Zaczynając w 1910 roku, do końca 1911 roku nie mniej niż trzysta krajowych dzienników i prowincjonalnych tygodników publikowało obszerne kazania jako stałą rubrykę.
Dziedzictwo „Żniwa” i Przybytek Londyński
Wybuch wojny w 1914 roku wraz z niedoborami papieru zaczął ograniczać skalę tego świadectwa, ale było ono kontynuowane przez kolejne dziesięć lat w malejącym zakresie. Nie sposób powiedzieć, ile osób w ten sposób przyjęło i uwierzyło w przesłanie, nie przyłączając się oficjalnie do Badaczy Pisma Świętego. Liczba znanych aktywnych członków ruchu nie ma odniesienia do liczby tych, którzy uwierzyli, uczęszczali na spotkania, gdy mogli, i nieśli tę wizję ze sobą do końca swoich dni.
Pracownicy w późniejszych latach często stykali się z takimi osobami, które miały „Wykłady Pisma Świętego” na swoich półkach i wciąż deklarowały wiarę.
Owoce Żniwa bynajmniej nie ograniczały się do tych, którzy stali się „członkami bractwa”. Były ich tysiące innych.
Euforia wywołana tymi wydarzeniami dała początek znaczącej propozycji. Kościół londyński składał się z ośmiu wzajemnie niezależnych, samorządnych zborów w różnych częściach Metropolii. Brat Russell zasugerował teraz, aby połączyli siły w celu ustanowienia imponującej kongregacji w odpowiednim budynku w centrum Londynu – i tak wydarzenia potoczyły się ku otwarciu Przybytku Londyńskiego (London Tabernacle).
3. LONDON TABERNACLE
WZBIERAJĄCA fala entuzjazmu w tym kraju, zwłaszcza w regionie Londynu, będąca następstwem spotkań w Albert Hall, skłoniła brata Russella do rozważenia celowości ustanowienia w centrum Londynu szanowanego kościoła, który stałby się widocznym symbolem Wiary i punktem zbornym dla tych w Brytanii, którzy ją przyjęli. Dwoma głównymi ośrodkami były Londyn i Glasgow, a tuż za nimi Manchester. Jako stolica państwa, Londyn był oczywistym wyborem, a jednym z celów wizyty Pastora w 1911 roku było znalezienie i nabycie takiego kościoła oraz doprowadzenie do jego powstania. Do tego czasu bracia londyńscy liczyli łącznie około trzystu osób w Forest Gate i ośmiuset rozproszonych w ośmiu grupach terenowych zrzeszonych jako Kościół Londyński – wiadomo, że samo Lewisham przekroczyło liczbę 100 osób w 1911 roku i choć oryginalna grupa z północnego Londynu wciąż była największa, większość pozostałych nie ustępowała znacznie Lewisham.
Spotkanie przy Eversholt Street, gdzie Towarzystwo miało wówczas swoją siedzibę, było najmniejsze, ale przerosło już swoje możliwości; ogółem Londyn posiadał największą kongregację Badaczy Pisma Świętego ze wszystkich miast w kraju.
Jesse Hemery znalazł się więc w towarzystwie Pastora podczas objazdu Londynu w poszukiwaniu odpowiedniego budynku. Sam Jesse musiał odczuwać pewną satysfakcję z obrotu spraw. Eversholt Street bynajmniej nie należało do najbardziej uzdrowiskowych części Londynu i mógł on z nadzieją wyruszyć na te poszukiwania, marząc o wspaniałym budynku kościelnym w wysokiej klasy dzielnicy, z nim samym jako pastorem prowadzącym. Jeśli istniały takie sny, zostały one dość brutalnie rozwiane, gdy Pastor znalazł miejsce, które uznał za godny wybór dla tego celu.
Tym budynkiem był The Ring w Blackfriars, na południe od Tamizy, w okolicy, przy której nawet Eversholt Street wydawałoby się pałacem. The Ring był dużym okrągłym budynkiem zbudowanym i używanym do turniejów bokserskich, i w tamtym czasie najwyraźniej był na sprzedaż. Dlaczego przypadł Pastorowi do gustu, pozostaje zagadką – być może jego okrągły kształt przypominał mu Albert Hall, ale na tym podobieństwa się kończyły. Jako rozwiązanie problemu był on całkowicie nieodpowiedni; fakt, że znajdował się po południowej stronie rzeki, podczas gdy wszystkie główne dworce kolejowe z wyjątkiem jednego znajdowali się po stronie północnej, czyniłby dostęp bardzo trudnym. Jesse Hemery nie zwlekał i skierował Pastora ku bardziej przyjaznej okolicy – West Endowi.
Tutaj uśmiechnęło się do nich szczęście. Na sprzedaż wystawiono Kaplicę Kongregacjonalną Craven Hill. Położona około mili na zachód od Marble Arch, w sąsiedztwie Hyde Parku, znajdowała się w centrum Bayswater, będącego wówczas ulubioną dzielnicą mieszkalną dla osób z „wyższych sfer”. Co więcej, sąsiadująca z kaplicą rezydencja pod numerem 34 Craven Terrace była dostępna do wynajęcia, co stanowiło idealną lokalizację dla siedziby Towarzystwa. Podjęto negocjacje i wkrótce budynek został nabyty i przemianowany na London Tabernacle.
Architektura i życie nowej siedziby
Zbudowany, jak się uważa, około lat 1750–1800, Tabernacle (którego już tam nie ma) był typowym dla tego okresu nonkonformistycznym miejscem kultu. Pojemność wynosiła 1200 miejsc siedzących. Trzy krótkie biegi schodów prowadziły z ulicy do trzech łukowatych, podwójnych drzwi wejściowych. Środkowe dawały dostęp do wewnętrznego przedsionka, z którego dwoje drzwi prowadziło do właściwego Przybytku. Drzwi po prawej i lewej stronie prowadziły do lobby dających dostęp do wnętrza, a także do dwóch klatek schodowych każda – jednej prowadzącej na galerię, która otaczała widownię z trzech stron, oraz drugiej prowadzącej w dół do niższej kondygnacji zwanej „salą szkolną”, rozciągającej się pod całą powierzchnią przybytku. Jedno z lobby dawało również dostęp do długiego pokoju przylegającego do jednej strony budynku, przydatnego do celów pomocniczych. Poniżej poziomu gruntu, analogicznie przylegając do sali szkolnej, znajdowały się inne pomieszczenia, magazyny, zaplecze kuchenne i inne udogodnienia oraz basen chrzcielny.
Na przedzie, poniżej ambony, widownia rozszerzała się po bokach w dwa skrzydła wyposażone w siedzenia ustawione prostopadle do części środkowej, podobnie jak na galerii. Ambona, umieszczona dość wysoko, wystawała z frontu półkolistej wnęki wystarczająco dużej, by pomieścić dziesięć lub dwadzieścia osób (jak to często bywało na konwencjach), do której prowadziły schody. W ten sposób usługujący kaznodzieja był otoczony przez swoją kongregację z trzech stron, a czasem z czwartej z tyłu.
Eklezje londyńskie – z wyjątkiem Forest Gate – przystały na sugestię, by zrezygnować ze swoich oddzielnych tożsamości i połączyć się w jedną kongregację w Tabernacle na cotygodniowe nabożeństwa. Oznaczało to, że zamiast ośmiu odrębnych kościołów, z których każdy miał własne sprawy, powstała jedna, znacznie większa eklezja, zrzeszająca wszystkich starszych i diakonów swoich składowych wspólnot. Niedzielne wieczorne spotkania wciąż odbywały się w kilku dzielnicach dla dobra tych, którzy nie mogli dojechać do centrum, istniało również wiele spotkań w tygodniu w różnych dzielnicach podmiejskich związanych z Tabernacle. Zamiarem było zgromadzenie dużej i imponującej kongregacji powiązanej z dobrze wyposażonym budynkiem w prestiżowej części Londynu, aby ułatwić dzieło szerzenia dobrej nowiny.
Należy się obawiać, że w entuzjazmie chwili bracia zapomnieli o ostrzeżeniu Apostoła przed „czynieniem pokazu w ciele” – o tym, że rozwój w dużą i potężną organizację z własnymi interesami może przynieść własne problemy. Pięć lat później niektórzy z nich zaczęli się zastanawiać, czy to rzeczywiście był aż tak dobry pomysł.
Forest Gate nie przystąpiło do koalicji. Pastor próbował ich do tego namówić i wydawał się nie rozumieć ich argumentu, że wykorzenienie ugruntowanego Kościoła liczącego trzysta osób po to, by uczęszczać do innego Kościoła po przeciwnej stronie Londynu – ze szkodą dla ich pracy ewangelizacyjnej we własnej dzielnicy – nie było najmądrzejszym wykorzystaniem zasobów. Zadanie podjęcia dyplomatycznej próby przypadło jednemu ze starszych, Alexowi Guyowi. Zasugerował on, aby brat Russell towarzyszył mu w próbnej podróży z Forest Gate do Tabernacle. Pastor dał się na to namówić.
Zanim dojechał autobusem z Forest Gate do najbliższej stacji metra, stamtąd do City, odbył dość długi spacer do stacji metra Bank, stamtąd linią Central London do Lancaster Gate i doszedł do Tabernacle, brat Russell był całkowicie wyczerpany.
„Nie miałem pojęcia, że Londyn jest tak duży” – powiedział Alexowi Guyowi. „Całkowicie się z tobą zgadzam, że nie można oczekiwać od braci, aby odbywali taką podróż w każdą niedzielę”.
Tym samym Londyn odtąd posiadał dwa główne ośrodki: Forest Gate dla Wschodniego Londynu oraz London Tabernacle dla Północy, Zachodu i Południa. (Trzeba przyznać, że wielu braci z południowego Londynu miało jeszcze dłuższą drogę do Tabernacle; dla niektórych oznaczało to dwie godziny lub więcej rano i wieczorem). Inauguracyjne spotkanie nowo otwartego kościoła odbyło się 3 kwietnia 1911 roku, a kaznodzieją był Pastor Russell. Został on już wcześniej, w 1910 roku, zaproszony jednogłośnym głosowaniem do zostania Pastorem Kościoła Londyńskiego, a teraz Tabernacle miało być siedzibą tego Kościoła i jego pastoratu. Ze względu na swoje zobowiązania – był już Pastorem Brooklyn Tabernacle i New York City Temple – spodziewał się przebywać w tym kraju tylko przez dwa okresy w każdym roku. Układ ten był w pełni satysfakcjonujący dla Kościoła Londyńskiego, który posiadał już wielu zdolnych starszych gotowych prowadzić spotkania i kierować jego losami. Pastorat brata Russella miał charakter w dużej mierze honorowy.
Rozgłos w prasie i międzynarodowe uznanie
Brytyjska prasa wykazała duże zainteresowanie tym rozwojem wypadków i zapewniła mu szeroki rozgłos. Ogólnokrajowy dziennik „Daily News” z 18 kwietnia 1911 roku zamieścił na trzeciej stronie całostronicową relację ze zdjęciami Przybytku i jego Pastora. Pod nagłówkiem „Aktualny wywiad i oświadczenie Pastora Russella, Londyn i Brooklyn”, autor artykułu wstępnego napisał m.in.:
„W Niedzielę Wielkanocną w London Tabernacle Pastor Russell z Brooklyn Tabernacle, postać o międzynarodowej reputacji i wpływach, został oficjalną głową dużej londyńskiej kongregacji chrześcijan, zyskując w ten sposób znakomite centrum dla planowanej działalności religijnej… Podczas niedzielnej sesji porannej Pastor Russell formalnie przyjął pastorat londyńskiej kongregacji… po czym wygłosił swoje wielkanocne kazanie na temat 'Zmartwychwstania’…”
Zarówno słowa akceptacji, kazanie wielkanocne, jak i odpowiedzi na pytania dziennikarza dotyczące jego przesłania i pracy, zostały opublikowane w całości, zajmując pełną stronę o wymiarach siedemnaście na dwadzieścia cztery cale (typowy rozmiar ówczesnych gazet), o szerokości siedmiu kolumn. Wywiad ten, tak szeroko rozpowszechniony w Londynie i całym kraju, sprawił, że London Tabernacle stało się znane niemal z dnia na dzień.
„Daily Graphic” z 8 kwietnia donosił: „Pastor Russell, który od wielu lat często odwiedza nasze brzegi… przyjął pastorat w London Tabernacle. Przybycie Pastora Russella sprowadza do tego miasta i kraju człowieka o międzynarodowej sławie, który w Wielkiej Brytanii jest znany niemal tak dobrze, jak w Ameryce… Uważany za najpopularniejszego kaznodzieję w Ameryce, jest godne uwagi, że staje się on tak wyraźnie związany z wysiłkiem religijnym w Anglii… Widzimy wspaniałą okazję do czynienia dobra, jaką cieszy się Pastor Russell, i istnieją wszelkie perspektywy, że londyńczycy odniosą wielkie korzyści z jego przybycia…”
„Daily Chronicle” pod nagłówkiem „Amerykański Spurgeon; Nowa praca Pastora Russella w Paddington Tabernacle” pisała:
„Pastor Russell z Brooklyn Tabernacle, znany jako 'amerykański Spurgeon’, przyjął powołanie od kongregacji London Tabernacle w Paddington… Wyraża się nadzieję, że kościół w Paddington stanie się centrum starannie zorganizowanego i trwałego wysiłku ewangelizacyjnego dla metropolii, wzorowanego na zasadach, które przez wiele lat czyniły Tabernacle Spurgeona w południowym Londynie jedną z największych i najpotężniejszych agencji religijnych i reform społecznych w tym kraju…”
Z kolei „London Globe” w tekście „Amerykański duchowny dla Londynu” podał: „Pastor Russell z Nowego Jorku przyjął pastorat w London Tabernacle, zlokalizowanym przy Lancaster Gate, W, i ma oficjalnie objąć swoje nowe obowiązki 16 bm…”. „Christian World” dodał: „Pastor Russell z Brooklyn Tabernacle… przyjął pastorat w London Tabernacle w Paddington, które będzie londyńską kwaterą główną jego pracy… Pan Russell poświęci swojej pracy w Londynie tyle czasu, na ile pozwolą mu inne obowiązki”.
Aby Ameryka również o wszystkim wiedziała, londyński przedstawiciel „New York Herald” przesłał depeszę do swojego biura głównego w Nowym Jorku, która ukazała się w wydaniu z 17 kwietnia. Napisał on m.in.: „Brooklyński Pastor na ambonie London Tabernacle. Wielebny Charles Taze Russell rozpoczyna pastorat w brytyjskim mieście”.
„Wielebny Charles Taze Russell, znany jako Pastor Russell z Brooklynu, przyjął pastorat w London Tabernacle. Pan Russell, który przebywa obecnie tutaj, ma nadzieję uczynić kościół w Paddington centrum wielkiego wysiłku religijnego na zasadach podobnych do tych, którymi kierował dr Charles Spurgeon, słynny pastor South London Tabernacle. Pan Russell zajął ambonę swojego nowego kościoła dziś po południu, głosząc na temat Zmartwychwstania…”
Dzięki temu rozgłosowi, w połączeniu z efektem spotkań w Albert Hall z poprzedniego roku, London Tabernacle zaliczyło błyskawiczny start. Kongregacja, która na początku liczyła około ośmiuset osób, rosła dość szybko i do 1916 roku była największą kongregacją Badaczy Pisma Świętego na świecie, zbliżając się do liczby tysiąca pięciuset członków. W tym późniejszym okresie w zborze służyło dziewiętnastu starszych i ponad pięćdziesięciu diakonów. Pojemność Przybytku (1200 miejsc) – o pięćdziesiąt procent większa niż własnego Brooklyn Tabernacle brata Russella – czyniła go również największym budynkiem kościelnym Badaczy Pisma Świętego na świecie, zarówno wtedy, jak i kiedykolwiek później.
Jednym z pierwszych projektów nowej zjednoczonej grupy było intensywne seminarium na temat archeologii biblijnej w murach British Museum. Jeden z londyńskich diakonów, Wordsworth Jones, laureat nagród orientalistycznych Uniwersytetu Durham, zajmował oficjalne stanowisko w Muzeum. Dzięki temu mógł zainicjować i przeprowadzić plan, w ramach którego wszyscy chętni z kongregacji mogli być oprowadzani po muzeum, otrzymując wyjaśnienia eksponatów z biblijnego punktu widzenia – w sposób znacznie bardziej gruntowny i szczegółowy niż oferowały to zwykłe publiczne wycieczki. Na początek wybrał sześciu zdolnych diakonów i przeprowadził dla nich gruntowny instruktaż z technicznych aspektów tematu. Oni z kolei oprowadzali kolejne grupy braci ku zadowoleniu wszystkich zainteresowanych.
Z tej możliwości skorzystało około trzystu braci w 1912 roku, a praktyka ta była kontynuowana w mniejszym stopniu przez kolejne cztery lub pięć lat. Co prawda niektóre korelacje eksponatów z historią biblijną okazały się nieuzasadnione w świetle odkryć dokonanych pół wieku później, ale nie było to – ani wtedy, ani teraz – zjawiskiem nowym. Wartość inicjatywy Wordswortha Jonesa polegała na powiązaniu odkryć nauki z historycznym aspektem Biblii i interpretowaniu ich w świetle ówczesnej nowoczesnej wiedzy, co czyniło z nich nieocenioną pomoc dla wiary – pomoc, którą wielu chrześcijan ignoruje lub lekceważy ze szkodą dla siebie.
Ciągły wzrost objętości pracy wykonywanej przez londyńskie biuro Towarzystwa, zlokalizowane teraz przy 34 Craven Terrace obok Przybytku, wymagał odpowiedniego zwiększenia wysiłków zarządczych; było tam więcej zajęć, niż Jesse Hemery z kilkoma asystentami mógłby udźwignąć samodzielnie. Ustanowienie Przybytku stało się zatem okazją dla brata Russella do powołania dwóch współzarządców, którzy wraz z Hemerym utworzyli triumwirat zarządzający, zamieszkujący przy 34 Craven Terrace. Jego wybór padł na dwóch dobrze znanych i szanowanych braci: Williama Crawforda i Henry’ego Shearna. Obaj mieli odegrać bardzo znaczącą rolę w późniejszej historii.
William Crawford był członkiem pierwszego kościoła w Glasgow, założonego w 1882 roku – prawdopodobnie dołączył do niego około 1885 roku. Był starszym w rozszerzonym zborze w Glasgow, gdy w 1897 roku pojawili się tam Edgarowie, i pełnił tę funkcję do 1911 roku, kiedy to opuścił miasto, by objąć nowe obowiązki w Londynie. Henry Shearn, londyński biznesmen, po raz pierwszy zetknął się z „Boskim Planem” w 1906 roku i nawiązał bliską korespondencję z bratem Russellem. Gościł go w swoim domu, a w czasie tego kontaktu wycofał się z prowadzenia własnego interesu, przekazał pieniądze na rzecz Towarzystwa, osiedlił rodzinę w wiejskim domku w Somerset i podjął pełnoetatową służbę kolporterską, podróżując po kraju i szerząc poselstwo. W tym okresie pełnił funkcję starszego w zborze w Bristolu. Teraz, w 1911 roku, przyjechał do Londynu, zamieszkał z rodziną przy 34 Craven Terrace i zajął się nadzorowaniem pracy pielgrzymiej wśród braci oraz „pracy z gazetami” – publikowaniem artykułów i kazań o wierze w dziennikach i tygodnikach w całym kraju.
Nowe ramy prawne i rozwój działalności
Nabycie London Tabernacle wywołało różne pytania prawne dotyczące posiadania nieruchomości. Aby rozwiązać te kwestie oraz inne związane z dziełem o rosnącej skali, utworzono brytyjską organizację o nazwie International Bible Students Association (Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Pisma Świętego). Nazwa ta była już używana w pewnym stopniu nieformalnie w Stanach Zjednoczonych od 1910 roku w celu określenia pracy prowadzonej przez poszczególne zbory, w odróżnieniu od Watch Tower Bible and Tract Society, które w świetle prawa USA było czysto biznesową organizacją zajmującą się wydawaniem i dystrybucją literatury biblijnej.
Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Pisma Świętego (IBSA) miało służyć temu samemu celowi w świetle prawa brytyjskiego i zostało formalnie zarejestrowane w Londynie 30 czerwca 1914 roku na mocy ustawy o spółkach (Companies Act) z 1908 roku. W skład zarządu i powierników weszli: C.T. Russell (Prezes), J. Hemery (Wiceprezes), H.J. Shearn (Sekretarz) oraz W. Crawford (Skarbnik). Praktycznym skutkiem tego kroku było poddanie całej pracy w Wielkiej Brytanii pod brytyjską kontrolę, przy ojcowskim nadzorze C.T. Russella oraz zaopatrywaniu w literaturę przez Towarzystwo. W praktyce oczywiście, skoro nie było sprzeciwu wobec przewodnictwa brata Russella, organizacje w Wielkiej Brytanii i USA współpracowały w doskonałej harmonii, a IBSA zaczęła być postrzegana jako filia głównego Towarzystwa.
Ostatnia wizyta brata Russella w tym kraju miała miejsce w 1914 roku. Po tym roku wykłady publiczne były organizowane przez praktycznie każdy lokalny zbór w ich własnych okolicach, z różnym stopniem powodzenia. W latach pierwszej wojny światowej warunki oczywiście nie sprzyjały tego rodzaju działalności i została ona znacznie ograniczona. Po wojnie została wznowiona i początkowo była tak samo skuteczna jak w dawnych czasach. W Londynie wysoce zorganizowana kampania składająca się z serii czterech kolejnych cotygodniowych wykładów, po których następywała próba ustanowienia regularnego lokalnego spotkania w danej okolicy, zaowocowała wzrostem liczby takich lokalnych spotkań w północnym, południowym i zachodnim Londynie z osiemnastu w momencie powstania Tabernacle w 1911 roku do ponad sześćdziesięciu w 1916 roku.
Humorystyczne wyzwania i radosne poselstwo
Te publiczne wykłady często nie były pozbawione humorystycznych akcentów. Na przykład Hubert Thackway miał przemawiać do tysięcznej widowni w dużym kinie w zachodnim Londynie (kina nie były wtedy otwarte w niedziele, więc za odpowiednią opłatą były dostępne na spotkania publiczne). Po przybyciu na miejsce wyznaczony przewodniczący ze zgrozą stwierdził, że nie ma podium. Ekran schodził prosto do podłogi, a przestrzeń przed nim była ograniczona wysoką na sześć stóp mosiężną barierą z niebieską zasłoną, za którą siedziała orkiestra. Gorączkowe przeszukanie lokalu nie przyniosło nic poza kuchennym stołem i dość rozklekotanym krzesłem. Nie było innego wyjścia, jak skorzystać z dostępnych materiałów i mieć nadzieję na najlepsze.
W momencie rozpoczęcia spotkania publiczność siedziała, wpatrując się w niebieską zasłonę zwieńczoną białym ekranem. Tuż nad barierką pojawiła się głowa – głowa, dodajmy, dotkliwie świadoma swojej pozycji. Chwila przerwy i wtedy, dość niepewnie z powodu chwiejności krzesła, głowa uniosła się kilka stóp w górę, ukazując górną część tułowia. Nastąpiła zwyczajowa procedura: publiczności przedstawiono pana Thackwaya, który niestety nie był widoczny, ponieważ znajdował się niżej, za zasłoną. Pojawiła się kolejna głowa, beznamiętnie lustrująca dość skonsternowaną widownię. Krótka przerwa i wyłonił się reszta ciała. Przez następne półtorej godziny Hubert Thackway musiał pamiętać, że nie stoi na podium, lecz na kuchennym stole, który w każdej chwili groził rozpadnięciem się pod jego niemałym ciężarem. Wykład dobiegł końca, ciało zniknęło, a za nim głowa. Ponownie pojawiła się pierwsza głowa, a potem reszta postaci. Powiedziano zwyczajowe uprzejmości; wyrażono nadzieję, że publiczność cieszyła się z wieczornego spotkania – prawdopodobnie tak było – i poproszono osoby chcące dowiedzieć się więcej o pozostawienie nazwisk u porządkowych przy drzwiach. Potem ciało zniknęło, a na końcu głowa. Krzesło mężnie wytrwało do samego końca.
Tego rodzaju incydenty zapewniały chwilę wytchnienia podczas późniejszych niedzielnych spotkań, gdy wierni pytali: „Jak poszedł wykład?”. Innym razem Theodore Seeck udał się z przewodniczącym do świetlicy wiejskiej na obrzeżach Londynu, gdzie ponownie okazało się, że nie ma podium, a jedyny stół był w stanie gwarantującym, że jeśli zostanie użyty, wykład zakończy się przedwczesną katastrofą. Jedynym innym solidnym obiektem była martwa palma w dużej donicy. Wspomniany przewodniczący, będący wówczas technicznie rzecz biorąc nastolatkiem, bez wahania wyrwał drzewko z donicy i postawił swojego mówcę na ziemi, wewnątrz donicy, za stołem przykrytym obrusem. Mówca był pod niefortunną koniecznością stania sztywno i nieruchomo jak posąg przez cały czas trwania wykładu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby w połowie spotkania donica nie zaczęła się kołysać.
Przewodniczący musiał podjąć działania ratunkowe przez resztę spotkania, klęcząc na podłodze za donicą, poniżej mówcy, ukryty pod obrusem, trzymając mocno naczynie, aby uniknąć katastrofy. Nie wiadomo, kto był bardziej wyczerpany na koniec wykładu – mówca czy przewodniczący.
Te spotkania publiczne były przygotowywane i prowadzone w duchu pogody ducha, ponieważ przesłanie, które głosili, było pełne radości i szczęścia. W proklamacji nie było elementu „ucieczki przed nadchodzącym gniewem”, ani straszenia niewierzących mękami piekielnymi. Ewangelia była ewangelią nadziei i pocieszenia, wywyższającą zarówno Miłość, jak i Mądrość Bożą. Dawała nadzieję całej ludzkości i nadawała sens pozornemu paradoksowi, że świat pełen zła, chorób i śmierci może istnieć równocześnie z istnieniem wszechmiłującego i wszechmocnego Boga. Mnóstwo ludzi przychodziło na te spotkania i odchodziło z nową nadzieją w życiu, nawet jeśli nie od razu wiązali swój los z Badaczami Pisma Świętego. Wielu wypatrywało ogłoszeń o tych publicznych wykładach i przychodziło na nie wielokrotnie.
Entuzjazm braci i rosnący odzew ze strony publiczności sprawiły, że lata 1910–1916 były najlepszymi w historii. Frekwencja w większych miastach, takich jak Plymouth, Tunbridge Wells, Cheltenham, Hull, York czy Stirling, wynosiła od tysiąca do tysiąca pięciuset osób; mniejsze miasta odnotowywały od pięciuset w górę. Glasgow w 1913 roku zorganizowało spotkanie, w którym uczestniczyło sześć tysięcy osób, a po jego zakończeniu wpłynęło ponad osiemset zapytań o dalsze informacje i kontakt. W tym samym roku ponad trzy tysiące osób stłoczyło się w Manchester Hippodrome, z których wiele stało przez dwie godziny słuchając mówcy; mimo to setki osób odeszły z kwitkiem.
Radosne akcenty trwały nadal. Na spotkaniu w Nottingham pod koniec tego okresu przemawiał niejaki J. Faulds Ross, który wyróżniał się tym, że zanim zetknął się z Prawdą, był zawodowym aktorem. Wniósł on swoje umiejętności dramatyczne do służby, co nadawało kolor jego stylowi przemawiania, więc bracia w Nottingham wiedzieli, czego się spodziewać. Jedna z sióstr miała małego synka słynącego z psot – co nie jest rzadką cechą. Chłopiec chciał przyjść na spotkanie – większość mówców miała styl wolny od świętoszkowatości, co czyniło ich atrakcyjnymi zarówno dla najmłodszych, jak i starszych. Pozwolono mu przyjść po wymuszeniu obietnicy, że nie będzie żadnych psot. Spotkanie otworzyło się w zwykły sposób, a mówca zapalał się do swojego tematu. Doszedł wreszcie do momentu, w którym opisywał cierpienia znoszone przez mężów Bożych w czasach Starego Testamentu – pamiętny fragment z Listu do Hebrajczyków. Opowiadał, jak nieustępliwi wrogowie ścigali ich i nękali z miejsca na miejsce, torturowali i zabijali.
„Kamienowano ich” – deklamował, przyjmując charakterystyczną pozę – „przerzynano piłą, zabijano mieczem. Błąkali się w owczych i kozich skórach, w nędzy, w ucisku, w utrapieniu. Błąkali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi!”.
Zatrzymał się dla efektu dramatycznego i utkwił wzrok w urzeczonej publiczności. Zapadła wielka cisza. I w tę ciszę, z samej góry, z tyłu galerii, wpadł czysty, przenikliwy głos, docierający do wszystkich zakątków budynku:
„Łotry!” – zawołał chłopiec.
I czar prysł. Nie ma żadnych zapisów o tym, co wydarzyło się, gdy mały chłopiec wrócił do domu. W każdym razie musiał on bardzo uważnie słuchać wykładu.
Odmienny styl spotkań zapoczątkowali bracia w południowej Walii. Byli to głównie górnicy z zagłębi węglowych, niedysponujący wystarczającymi środkami materialnymi, by wynajmować duże hale ze wszystkimi związanymi z tym dodatkowymi kosztami. Przenieśli się więc na zbocza gór pod wioskami i noc w noc organizowali spotkania pod gołym niebem dla licznie zgromadzonej publiczności. Przez wiele kolejnych lat każde miasto i wioska w południowej Walii posiadały lokalną społeczność Badaczy Pisma Świętego.
W pewnym stopniu ten ogromny wzrost zainteresowania publicznego wynikał z bliskości szeroko ogłaszanego roku 1914, który – jak oczekiwano – miał być świadkiem rozpoczęcia okresu przejściowego od świata, jakim jest on teraz, do świata pod przewodnictwem Pana Chrystusa podczas jego Adwentu i nadchodzącego Millennium. Chociaż wierni spodziewali się, że proces ten dokona się w znacznie krótszym czasie, niż pokazała rzeczywistość, fakt, że początkowa faza – wybuch niszczycielskiej wojny światowej, przewidziany trzydzieści lat wcześniej – nastąpiła dokładnie w terminie, wywarł głęboki wpływ. Nawet szydercy zostali tymczasowo uciszeni, a zainteresowanie poselstwem trwało stosunkowo niesłabnąco przez mroczne lata wojny, ograniczone jedynie przez wpływ warunków wojennych na takie wydarzenia jak spotkania publiczne.
Patrząc wstecz z perspektywy końcowych lat stulecia, można zauważyć, że C.T. Russell miał rację w swoich oczekiwaniach, z tą różnicą, że realizacja programu zajęła – a dokładniej zajmuje – stulecie zamiast spodziewanych dziesięciu lat. Nikt zaznaznajomiony z jego pismami nie może zaprzeczyć, że świat pod względem politycznym, religijnym, ekonomicznym i ekologicznym znajduje się właśnie w takim stanie, jaki on przewidział niemal sto lat temu.
Ekspansja i nowe metody pracy
W tym czasie, począwszy od około 1915 roku, pojawiło się coś, co nazywano „Pracą Rozszerzania Klas” (Class Extension Work). Było to zaplanowane przedsięwzięcie mające na celu organizowanie nowych, regularnych grup, szczególnie na przedmieściach miast. Do 1911 roku istniało około stu pięćdziesięciu regularnych grup spotykających się w „klasach” lub „zborach”, skupiających blisko pięć tysięcy braci, a efekt spotkań z 1910 roku był taki, że zainspirował ich wszystkich do podjęcia dalszego, wspólnego wysiłku ewangelizacyjnego.
Ogólny system polegał na przeprowadzaniu serii czterech lub pięciu cotygodniowych niedzielnych spotkań publicznych w odpowiedniej sali, podczas których wykładano główne zasady Wiary. Na koniec serii z podium zadawano pytanie, czy ktoś z obecnych jest gotów udostępnić swój dom na regularną grupę dyskusyjną poświęconą tym tematom – pół wieku później niektóre z uznanych wyznań wypróbowały tę samą innowację i spotkały się z podobnie udanym rezultatem. Prawie zawsze pojawiała się oferta – czasem dwie lub trzy – i zapraszano wszystkich zainteresowanych. Na początku obecnych było kilku dojrzałych braci, aby zorganizować i nadać kierunek takiemu spotkaniu; po roku lub dwóch uczestnicy byli już na tyle dojrzali, by sami przejąć nadzór. Taki był zawsze cel i w ten sposób rodziła się nowa, pełnoprawna wspólnota.
Większość większych kościołów miejskich podjęła tę działalność na dość dużą skalę, osiągając wybitnie zachęcające wyniki. Cztery wspólnoty na północno-wschodnim wybrzeżu w rejonie Newcastle-Hartlepool przeprowadziły czternaście takich serii spotkań w 1912 roku, w wyniku czego powstało dwanaście nowych wspólnot liczących łącznie ponad dwustu nowych członków; niektóre z nich w późniejszych latach urosły do grup liczących po sto lub więcej osób. Aby zareklamować te spotkania, rozdano blisko pół miliona broszur, uczestniczyło w nich ponad trzy tysiące osób, a niemal tysiąc tomów „Boskiego Planu” trafiło do rąk najbardziej zainteresowanych słuchaczy.
Rok później Glasgow miało podobne doświadczenia. Siedemnaście serii spotkań, w których uczestniczyło trzy tysiące osób w odpowiedzi na dystrybucję trzystu tysięcy ulotek, przyniosło sześć nowych wspólnot. Londyn prowadził te spotkania rozszerzające na szeroką skalę; w latach 1915–1920 odbywały się one stale w jednej lub drugiej części metropolii, gdyż rozległe londyńskie przedmieścia oferowały duże pole do popisu. Do 1917 roku istniało ponad siedemdziesiąt lokalnych spotkań odbywających się w dni powszednie w północnym, zachodnim i południowym Londynie, powiązanych z Kościołem Londyńskim, oraz około piętnastu we wschodnim Londynie przy zborze Forest Gate. Efekt wizyty brata Russella w 1910 roku i spotkań w Albert Hall był wciąż widoczny.
Pierwsze kroki w Hampshire: mróz i brak planu
Nowo nawróceni często dawali się porwać temu entuzjazmowi i wyruszali na własną rękę, pełni zapału niepohamowanego jeszcze przez doświadczenie. Pewna młoda wspólnota w miasteczku w Hampshire około 1922 roku postanowiła sama przekazać dobrą nowinę w sąsiedniej wiosce i poprosiła Londyn o pomoc w zapewnieniu mówcy.
Pewnego sobotniego popołudnia z biura dotarła pilna wiadomość do jednego z londyńskich starszych z prośbą, aby następnego dnia udał się do wspomnianej wioski i wygłosił wykład – organizacją zajmowali się lokalni bracia. Nigdy wcześniej nie słysząc o tym miejscu, mówca sprawdził odpowiednie mapy, które ujawniły, że wioska leży w Hampshire. Miała stację kolejową, a pociągi kursowały raz na trzy godziny. Był styczniowy dzień, dotkliwie mroźny, a na ziemi leżał śnieg. Gdy nieszczęsny starszy wysiadł z pociągu, rozejrzał się i nie zobaczył żadnej wioski, tylko pokryte śniegiem pola, drzewa i jedną zaśnieżoną chatkę z magicznym napisem „Herbatka” (Teas).
Zapytanie w chatce ujawniło, że wieś jest oddalona o milę. Kierując się zasadą, że biedny nie może wybrzydzać, spożył jedyny dostępny napój – mleko słodowe Horlick’s. Potem przyszedł czas na spacer do wioski, która po dotarciu na miejsce okazała się zwykłym skupiskiem domków, kościołem, gospodą i świetlicą wiejską – wszystko pozamykane i nigdzie nie było znaku życia. Na drzwiach świetlicy widniało jednak ogłoszenie o spotkaniu, więc – już dość zmarznięty – mówca wiedział, że jest we właściwym miejscu. Ale po braciach ani śladu. A do spotkania zostały jeszcze dwie godziny. W tych okolicznościach jedynym wyjściem wydawał się powrót do chatki. Tam przynajmniej był ogień. I mleko słodowe Horlick’s.
Dwa mleka słodowe później rozpoczął się powrót do wioski. Wciąż była bez życia. I wciąż było zimno. I wciąż nie było braci. A drzwi wciąż zamknięte. Mówca przypomniał sobie, że jedną z chrześcijańskich cnót jest cierpliwość. Czekał więc. Pół godziny przed ogłoszonym czasem rozpoczęcia podjechał autokar i wysypało się z niego kilkanaście osób. To była owa odpowiedzialna wspólnota i to ich pierwszy w historii wykład publiczny. Sami byli pierwszymi, którzy przyznali, że nie mają bladego pojęcia, jak się do tego zabrać. Na szczęście mieli klucz. Cała grupa wmaszerowała do środka. Wewnątrz było tak samo zimno jak na zewnątrz. Wyjaśniono wiernym, że trudno oczekiwać, by ludzie najlepiej słuchali wykładu biblijnego, gdy temperatura powietrza jest mniej więcej poniżej punktu zamarzania. Szybkie przeszukanie ujawniło w tylnym pomieszczeniu kilka przenośnych grzejników naftowych i wkrótce kilku krzepkich mieszkańców wsi chodziło po sali, wymachując grzejnikami niczym trybularzami, ryzykując podpalenie całego przybytku.
Zaczęli przychodzić ludzie. Trzeba było się przygotować. Padło pytanie, kto z nich ma pełnić funkcję przewodniczącego i przedstawić mówcę. O tym nie pomyśleli. W końcu jeden brat zdecydował, że skoro jest liderem w ich badaniach, to on powinien być przewodniczącym. Postęp!
„Czy byłeś już kiedyś przewodniczącym?” – „Nie”. „Czy wiesz, co robi przewodniczący?” – „Nie”. „Czy kiedykolwiek przemawiałeś do ludzi z podium?” – „Nie”.
Brat ten zaczął wyglądać na nieco zaniepokojonego. Być może poczucie postępu było nieco złudne. Nastąpił szybki odwrót do pokoiku, w którym znaleziono grzejniki, i udzielenie dokładnej instrukcji: dokładnie o czasie rozpoczęcia ma on wyjść przed mówcą na podium, wyjaśnić słuchaczom, kim on i jego koledzy są – małą grupą Badaczy Pisma Świętego z przesłaniem – oraz ogłosić, że pan X z Londynu przemówi teraz na zapowiedziany temat. Miał pozostać na podium aż do zakończenia wykładu, a następnie ogłosić, że każdy zainteresowany dalszymi informacjami powinien zostawić swoje nazwisko u jednego z porządkowych. Mówca w duchu żarliwie ufał, że znajdą się jacyś porządkowi. W międzyczasie przewodniczący miał wymknąć się do drzwi, by witać przychodzących ludzi i wrócić na pięć minut przed czasem, by być w gotowości. Zniknął.
4. FOTODRAMA STWORZENIA
NAJBARDZIEJ ambitnym i najskuteczniejszym środkiem propagandy, jaki kiedykolwiek opracowali Badacze Pisma Świętego, była publiczna prezentacja tego, co nazwano „Fotodramą Stworzenia”.
Fotodrama była połączeniem ruchomych obrazów i slajdów (przezroczy), którym towarzyszył komentarz mówiony odtwarzany z płyt gramofonowych. Ilustrowała ona historię świata od jego początków w odległych zakamarkach czasu geologicznego, poprzez historię ludzkości, aż do końca Tysiąclecia i dopełnienia Boskiego Planu wobec człowieka. Pomiędzy sekwencje „mówionych slajdów” wstawiono krótkie fragmenty niemych, kolorowych filmów, przedstawiających biblijne incydenty od czasów Abrahama po sceny z życia Chrystusa i Apostołów. Całość trwała osiem godzin ciągłego wyświetlania; została podzielona na cztery części po dwie godziny każda, prezentowane zazwyczaj w tygodniowych odstępach w danej miejscowości.
Dwa czynniki sprawiły, że Fotodrama wzbudziła ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Pierwszym był fakt, że filmy były kolorowe w czasach, gdy nawet czarno-białe filmy były stosunkową nowością, a fotografia barwna jeszcze nie istniała. Sztuka nakładania kolejnych obrazów na taśmę filmową została wynaleziona przez Edisona dopiero w 1892 roku i minęło sporo czasu w obecnym stuleciu, zanim zaczęto otwierać publiczne „kina kinematograficzne”. Filmy z Fotodramy były pierwszymi kolorowymi filmami, jakie kiedykolwiek widziano, i uznano je wówczas za sensację. W rzeczywistości zostały wyprodukowane poprzez ręczne kolorowanie klatka po klatce – było to kolosalne zadanie wymagające obróbki blisko ćwierć miliona obrazków, z których każdy mierzył zaledwie 1,25 cala na 1 cal. Praca ta musiała być wykonywana pod szkłami powiększającymi.
Drugim czynnikiem było zastosowanie „mówiących” kolorowych slajdów. Były to ortodoksyjne, kwadratowe szklane przezrocza o boku 3 cali, wykonane specjalnie do tego celu. Inne zostały sfotografowane na podstawie istniejących danych naukowych, jak na przykład seria przedstawiająca ewolucję ziemi od jej pierwotnego stanu bezładu poprzez ery geologiczne aż do pojawienia się człowieka. Przygotowano specjalne slajdy opisujące wczesne wydarzenia z Księgi Rodzaju, takie jak historia ogrodu Eden, Potop, wieża Babel i tym podobne. W niektórych przypadkach wykorzystano dostępne w handlu slajdy z późniejszymi historiami biblijnymi, ale musiały one zostać mocno uzupełnione przez te wykonane specjalnie na potrzeby serii, w tym końcowe części zawierające oczekiwane wydarzenia końca Wieku i wejście w chwałę Tysiąclecia. W sumie było prawie tysiąc pięćset takich slajdów. Każda z czterech prezentacji wymagała dwudziestu czterech nagrań gramofonowych, opisujących i zsynchronizowanych z odpowiednimi grupami slajdów. W odpowiednich odstępach czasu pojawiał się krótki, około dwudziestominutowy film obejmujący konkretną historię lub motyw biblijny, któremu towarzyszyły wybrane utwory muzyczne z gramofonu (akompaniament muzyczny do niemych filmów był w tamtych czasach normą, a filmy dźwiękowe jeszcze nie istniały).
Techniczna strona i zasięg widowiska
„Mechanika” operacji była dość skomplikowana. Musiała tam być latarnia magiczna (projektor slajdów) wraz z operatorem. Po drugie, projektor kinowy do filmów z własnym operatorem. Poniżej, u stóp ekranu, dwa gramofony, z których każdy miał własnego operatora, pracujących naprzemiennie, aby zapewnić ciągłość mowy podczas zdejmowania i wymiany płyt (które w tamtym czasie mogły trwać tylko kilka minut każda). To, nawiasem mówiąc, nie zawsze działało zgodnie z planem.
Na początku każdego pokazu wyświetlano krótki film z samym Pastorem, z kilkoma słowami z gramofonu opisującymi cele przedsięwzięcia; Pastor z uprzejmym gestem pożegnania opuszczał studio i znikał z pola widzenia. Przynajmniej raz, a według raportów w kilku innych przypadkach, krótka przerwa w odtwarzaniu gramofonu spowodowana błędem operatora sprawiła, że Pastor pożegnał się i wyszedł ze studia, podczas gdy jego przemówienie trwało jeszcze przez minutę, co psuło pożądany efekt.
Nowość tego rozwiązania – pierwszego mówiącego filmu widzianego po obu stronach Atlantyku – przeważała nad tą drobną wadą, a publiczność była pod należytym wrażeniem. Jednak ze względu na operatorów i porządkowych, przy każdym zestawie sprzętu Fotodramy musiał pracować spory zespół ludzi, a w Wielkiej Brytanii było wystarczająco dużo zestawów na pięć równoczesnych pokazów w różnych miastach. Dwudziestu brytyjskich braci porzuciło swoje normalne zajęcia, aby podróżować z miasta do miasta ze sprzętem, rozstawiać go, obsługiwać i demontować. Tych dwudziestu zostało przeszkolonych przez amerykańskich braci, którzy przyjechali w tym celu. W ślad za nimi bracia z Norwegii, Szwecji, Finlandii, Danii, Niemiec, Szwajcarii i Francji spędzili trochę czasu w Anglii, by przejść podobne szkolenie od swoich angielskich odpowiedników przed planowanymi pokazami w tamtych krajach.
Projekt ten został okrzyknięty przez prasę i opinię publiczną najbardziej ambitną obrazową prezentacją historii biblijnej, jaką kiedykolwiek podjęto. Część 1 rozpoczynała się opisem rozwoju ziemi z chaosu, „sześciu dni Stworzenia”, Potopu i czasów Abrahama. Część 2 kontynuowała historię do czasów Mojżesza i Wyjścia, potem do monarchii izraelskiej, Dawida i Salomona, aż do niewoli babilońskiej. Część 3 dotyczyła przyjścia Chrystusa, wydarzeń z Jego życia, śmierci i zmartwychwstania. Część 4 podsumowywała historię, przedstawiając dzieje od Pięćdziesiątnicy i wczesnego Kościoła przez ostatnie dwa tysiące lat aż do współczesności, z wizjami oczekiwanego stanu nieładu na świecie w obecnym stuleciu – wizje te okazały się uderzająco trafne w świetle obecnych wydarzeń – przechodząc ostatecznie w serię przedstawień scen z Tysiąclecia, które mają zostać jeszcze potwierdzone przez rzeczywistość w nadchodzących dniach.
Jedyną krytyką, jaką można by dziś wysunąć pod adresem tych końcowych obrazów, jest fakt, że przedstawienia ludzkich umiejętności – takie jak budynki, samochody, samoloty i tym podobne, zaczerpnięte z najwspanialszych przykładów znanych w 1913 roku i ukazane jako szczyt inwencji człowieka, mający charakteryzować Tysiąclecie – dziś, siedemdziesiąt lat później, zostałyby uznane za zdecydowanie przestarzałe. Jednak zasada pozostała ta sama, a w tamtym czasie te obrazy postulowanych warunków Tysiąclecia wywoływały słyszalne wyrazy podziwu lub zdumienia u publiczności.
Podjęto ambitną kampanię reklamową, prowadzoną przez setki aktywnych braci. W pierwszej kolejności od drzwi do drzwi rozdawano literaturę opisową, podając daty i godziny nadchodzących lokalnych prezentacji. Rozprowadzono blisko trzydzieści milionów takich ulotek, a ponieważ populacja Zjednoczonego Królestwa wynosiła wówczas nieco ponad czterdzieści milionów, wynika z tego, że praktycznie każdy dorosły w kraju musiał widzieć jedną z nich. Wykorzystano wszelkie możliwe środki, aby nagłośnić projekt: ogłoszenia w gazetach i popularnych czasopismach, plakaty na tablicach ogłoszeniowych, karty wystawowe w witrynach sklepowych – wszystko to bez wątpienia przyczyniło się do ogromnego zainteresowania opinii publicznej. Każda osoba wychodząca z pokazów otrzymywała pamiątkowy „scenariusz” – dwudziestoczterostronicowy folder zawierający cały tekst wygłaszanych dialogów z danej prezentacji oraz wybór około trzydziestu powiązanych z nią obrazów. Później wydano kompletne cztery części tego scenariusza w formie oprawionego tomu; dodatkowo udostępniono kolorowe pocztówki z wieloma obrazami, dzięki czemu pamięć o Fotodramie pozostawała żywa przez wiele kolejnych lat.
Osiągnięcia i dziedzictwo „Żniwa Wieku”
Ostatecznym rezultatem tego przedsięwzięcia, które trwało w tym kraju od czerwca 1914 do końca 1915 roku, było to, że w pokazach wzięło udział blisko dwa miliony ludzi, a mniej więcej co trzydziesta osoba pogłębiła swoje zainteresowanie poprzez zapytania, które zapewniły lokalnym klasom zajęcie na długi czas. Pierwszy publiczny pokaz Fotodramy odbył się w Londynie w niedzielę, 14 czerwca 1914 roku, w Princes Theatre przy Shaftesbury Avenue. Budynek był wypełniony po brzegi, a publiczność została nagrodzona osobistym wystąpieniem Pastora Russella na scenie, który wprowadził Fotodramę do tego kraju. W niedzielę, 21 czerwca, rozpoczęto pokazy w Glasgow w St. Andrews Hall.
Następnie odbyła się pięciotygodniowa seria w London Opera House, gdzie ciągłe poranne i wieczorne seanse kończyły się pełną salą, a setki osób odsyłano z kwitkiem. Od tego czasu do końca roku Fotodrama odwiedziła sto miast i miasteczek w Wielkiej Brytanii i Irlandii, a pięć zespołów wraz ze sprzętem pracowało – jak to się mówi – „na pełnych obrotach”. Pierwotnie spodziewano się, że do końca roku wysiłek ten osiągnie swój cel i dobiegnie końca, ale wrzawa publiczna raczej rosła, niż malała. Ponowna ocena sytuacji doprowadziła do mianowania Henry’ego Shearna z londyńskiej kwatery głównej „superintendentem Fotodramy”, aby mógł on zarządzać i zaspokajać to stale rosnące zainteresowanie.
Bezpośrednim efektem była organizacja kolejnej wystawy londyńskiej obejmującej siedem dni w Royal Albert Hall i kolejne siedem dni w London Opera House. W obu przypadkach, podobnie jak wcześniej, sale były pełne; uczestniczyło w nich czterdzieści dwa tysiące londyńczyków. Następnie Fotodrama wyruszyła w kolejną trasę po prowincji i została pokazana w kolejnych dwustu miastach, przy łącznej liczbie sześciuset tysięcy widzów. Przy dwóch pokazach dziennie w Londynie oznacza to średnio 1500 osób na każdym seansie w stolicy i od 300 do 1500 na prowincji, zależnie od wielkości miasta.
Koszty musiały być znaczne. Filmy zostały wykonane profesjonalnie przez jedną z ówczesnych głównych wytwórni według scenariuszy dostarczonych przez brata Russella, dzięki czemu prezentacje biblijne były tak dokładne, jak tylko Badacze Pisma Świętego mogli je przygotować – w przeciwieństwie, co niefortunne, do wielu nowoczesnych filmowych wersji historii biblijnych.
Zdarzyła się być może jedna drobna wpadka przy wyborze nakrycia głowy dla patriarchy Abrahama, które natychmiast ochrzczono i przez lata znano jako „ocieplacz do imbryka Abrahama”.
Wymagało to zaangażowania zawodowych aktorów, aktorek i scenografii filmowej, z których wiele musiało być scenami plenerowymi. Ręczne kolorowanie powstałych filmów znacząco podniosło koszty. Tak oto ten niezwykły wysiłek ewangelizacyjny dobiegł końca w Wielkiej Brytanii. Kraj był już od ponad roku w stanie wojny, a warunki stawały się trudne. Naloty Zeppelinów nad Londynem odstraszały ludzi od wychodzenia w nocy, a gromadzenie się w dużych salach zaczęło być oficjalnie odradzane. Mimo wszystko było to niezwykłe osiągnięcie, nie tylko ze względu na czysto ludzki wysiłek włożony przez wielu, którzy pracowali nieustannie na różne sposoby, aby projekt odniósł sukces.
Trzydzieści lat później podjęto próbę wskrzeszenia Fotodramy w tym kraju, wykorzystując kopie wykonane z ocalałych starych filmów i slajdów. Jednak stara magia zniknęła; obrazy, które w 1914 roku uważano za cudowne, zostały wyparte przez nowoczesne wynalazki. Rozwinęła się kolorowa fotografia i film dźwiękowy; nie było już możliwe dotarcie do nowego pokolenia w taki sam sposób, jak do ich przodków.
Fotodrama była niezbędnym i bardzo potężnym czynnikiem w dziele, które Badacze Pisma Świętego nazywali Żniwem Wieku. Odegrała wielką rolę w zbieraniu tego Żniwa, ale po nieubłaganym marszu wydarzeń w pierwszy okres powojenny, w którym nic już nie było takie samo i nigdy nie miało być, natura „poselstwa Żniwa”, jak je często nazywano, miała się zmienić… i to drastycznie. Jednak „Fotodrama Stworzenia” nigdy nie została zapomniana.
5. OSTATNIE LATA RUSSELLA
31 PAŹDZIERNIKA 1916 ROKU zmarł Pastor Russell. Nagle.
To ogłoszenie wysłało falę szoku do całej społeczności Badaczy Pisma Świętego na całym świecie. W jakiś sposób nikt nigdy nie wyobrażał sobie możliwości istnienia ruchu bez jego lidera. To, że został zabrany nagle i bez ostrzeżenia, było nie do pomyślenia. A miał tylko sześćdziesiąt cztery lata! Świadectwo Żniwa było w pełnym toku, a on był powszechnie postrzegany jako siła inspirująca i przywódca tego świadectwa.
Teraz odszedł! Pytaniem nadrzędnym w każdym umyśle było: „Co teraz?”.
Oczywiście rozpoczęła się reorganizacja. Instrukcje Pastora były jasne i jednoznaczne. Na wypadek jego śmierci sprawami Towarzystwa miała zarządzać Rada Dyrektorów, której członków wymienił z nazwiska. Ponieważ Towarzystwo było w rzeczywistości wyłącznie organizacją wydawniczą, niemającą władzy nad poszczególnymi zborami Badaczy Pisma Świętego, życie zborowe nie powinno zostać dotknięte niczym innym, jak tylko utratą inspirującego przykładu lidera.
Choć było to nieoczekiwane, niektórzy z nich zapewne pamiętali, że trzy lata wcześniej, w 1913 roku, podczas pobytu w tym kraju, Pastor przeszedł poważny atak serca, a pod opieką dwóch londyńskich specjalistów jego serce przestało bić na pięć sekund. Wtedy nie spodziewano się, że przeżyje. Ich werdykt brzmiał wówczas, że był to niezwykły przypadek – ciało fizyczne niemal wyczerpane, ale umysł świeży i prężny jak zawsze.
Ostrzeżenie przed „godziną pokuszenia”
Pastor Russell wiedział aż nader dobrze, co tak często działo się, gdy reformator, który zapoczątkował i zbudował dany ruch, odchodził. Zbyt często inni ludzie – mniejszego formatu, a czasem, niestety, ambitni – walczyli o przejęcie kontroli, by nagiąć organizację do własnych celów lub ukształtować ją zgodnie z własnymi ideami.
Redagując wydanie „Strażnicy” z 1 listopada 1916 roku, nie mógł wiedzieć, że zawarte w nim jego własne słowa okażą się prorocze. W artykule zatytułowany „Godzina pokuszenia” pisał:
Wybór niewłaściwych liderów jest odbiciem stanu Kościoła, który takich liderów posiada. Jakże mogliby oni zająć pozycje reprezentujące lud Pana, gdyby nie głosy tych ostatnich? Kiedy lud Pana nauczy się, że umiejętność publicznego przemawiania jest tylko jedną z kwalifikacji Starszego? Wielokrotnie zauważaliśmy, jak Sprawa Pana była hamowana, a duchowość wśród braci tłumiona przez próby naśladowania uznanych kościołów w wysuwaniu ludzi o gładkim języku, lecz pozbawionych duchowości.
Czy w takim przypadku nie jest to pycha ze strony Kościoła, chęć zrobienia dobrego wrażenia w ciele przed światem? Jeśli nie, to dlaczego wybierają takie osoby? … Kiedy Starsi dążą do poddania Kościoła pod swoją kontrolę i odnoszą sukces, czy nie pokazuje to, że Kościołowi brakuje właśnie tej cechy, którą Pan pragnie widzieć – odwagi, zwycięstwa? I czy Kościół nie krzywdzi takiego niedoszłego władcy, jak i samego siebie, pozwalając mu odnosić sukcesy przy użyciu takich niebiblijnych metod? …
Wspomnieliśmy już o ambitnym i samolubnym duchu w świecie, prowadzącym do anarchii; i właśnie wskazaliśmy, jak ten sam samolubny, ambitny duch prowadzi do anarchii w Kościele. Świat nie może się sam oczyścić, gdyż liderzy i prowadzeni mają światowego ducha. Lecz nie tak jest w Kościele Chrystusa. Nasz duch to duch Mistrza, duch lojalności wobec Prawdy, duch Złotej Reguły, duch braterskiej miłości, duch wolności i pomocności, duch wierności temu, co uważamy za Prawdę. Nie ma usprawiedliwienia dla Kościoła posiadającego tego ducha, by nadal pozostawał pod dominacją ambitnych ludzi. Jeśli nie prowadzili swoich spraw kościelnych według właściwych linii, czy nie powinni zacząć natychmiast? Wierzymy, że jest to czas, w którym należy doprowadzić Dom Pana do porządku …
Lecz ktoś powie: 'wywołalibyśmy wielkie zamieszanie, gdybyśmy próbowali zrobić cokolwiek wbrew życzeniom tych, którzy narzucili się nam jako nasi liderzy i władcy. Jakikolwiek ruch naraziłby Kościół na podział, a jak moglibyśmy pomyśleć o czymś, co doprowadziłoby do takiej katastrofy?’. Lecz my pytamy: co byłoby lepsze – mieć mniejszy Kościół działający według linii wskazanych przez Pana, czy większy Kościół podtrzymujący zasady sprzeczne z postanowieniem Pana, szkodzący sobie, hamujący swój wpływ i zachęcający jako lidera kogoś, kto jest albo 'wilkiem’, albo też 'owcą’, która została błędnie wciągnięta w światowego ducha? Zachęcamy wszystkich drogich braci, którzy są w takim kłopocie, aby byli bardzo bohaterscy, aby dbali o to, by nic nie czynić z kłótliwości czy próżnej chwały, lecz wszystko w duchu łagodności i miłości, aby mogli powrócić do wolności, którą wyswobodził nas Chrystus, i nie dali się ponownie wplątać w żadną ludzką niewolę.
Nowy Prezes Towarzystwa, Joseph Rutherford, wybrany w wierze, że będzie wiernie kontynuował ścieżkę Pastora Russella, niemal natychmiast podjął politykę dyktatorskich rządów – będącą całkowitym przeciwieństwem metod Pastora. Ta druga grupa podążyła za nim w procesie przekształcania Towarzystwa z organizacji służącej literaturą w dość dogmatyczną sektę religijną, w której od wszystkich członków oczekiwano posłuszeństwa wobec mandatów lidera.
Sytuacja w Wielkiej Brytanii i London Tabernacle
London Tabernacle zostało nabyte przez brata Russella w 1911 roku jako centrum brytyjskiego dzieła. Trzej współzarządcy pracy Towarzystwa przy 34 Craven Terrace – Jesse Hemery, Henry Shearn i William Crawford – byli starszymi tej kongregacji, a Hemery pełnił funkcję Asystenta Pastora oraz Przewodniczącego Rady Starszych.
Kluczem do zrozumienia tych wydarzeń jest fakt, że w latach 1913–1916 wśród pewnych elementów w Radzie Starszych zaczęła narastać tendencja do ograniczania swobody kongregacji w zarządzaniu sprawami zboru. W coraz większym stopniu nabożeństwa kaznodziejskie były monopolizowane przez Jessego Hemery’ego. Argumentowano to tym, że skoro budynek jest własnością Towarzystwa, a Pastor Russell został jednogłośnie wybrany Pastorem kongregacji, to jego wyznaczony przedstawiciel – Jesse Hemery – powinien być główną osobą reprezentującą go na ambonie.
Niestety, Jesse Hemery był w pełni świadomy tego, że jest najlepszym mówcą w kraju. Mógł być całkowicie szczery w przekonaniu, że w najlepszym interesie Prawdy leży sprawowanie przez niego jak największej osobistej kontroli. Niestety, świadomość własnych zdolności, poklask ludzi oraz zewnętrzny sukces często sprawiają, że do szczerości dołącza ambicja.
Tradycyjnie Starszy u Badaczy Pisma Świętego, wierny nauczaniu Nowego Testamentu, stawiał sobie za cel służenie trzodzie, a nie panowanie nad nią. Jesse Hemery, jako młodszy człowiek na przełomie wieków, był niestrudzonym misjonarzem, gotowym jechać w każdy zakątek kraju, by rozmawiać choćby z jedną lub dwiema osobami poszukującymi Prawdy. Teraz jednak zaczął postrzegać siebie jako ministra wielkiego londyńskiego kościoła, podobnego do wielu innych wokół niego – a to była zupełnie inna rola.
Przez pierwsze trzy lub cztery lata wszystko szło dobrze. Praca nad „Fotodramą Stworzenia” absorbowała umysły i ręce braci przez lata 1914 i 1915. Z biegiem lat zaczęło się jednak pojawiać dręczące poczucie, że nie wszystko jest tak, jak być powinno. Dlaczego inne zbory w Wielkiej Brytanii były całkowicie pod kontrolą swoich kongregacji, a w London Tabernacle rosła tendencja do innego modelu?
Dlaczego zalecenia brata Russella z szóstego tomu Wykładów Pisma Świętego, opisujące biblijny porządek kościelny, były tu omijane? Zaczęli odkrywać, że „duże” nie zawsze oznacza „piękne”. W 1915 roku Starsi zainicjowali dyskusję nad tym narastającym napięciem. Uwaga poczyniona przez Russella na konwencji w USA w 1915 roku sugerowała, że jego przenikliwy umysł przewidział nadchodzący kryzys – mówił o „ognistej próbie, która oddzieli Eliasza od Elizeusza”.
Z zachowanych listów wynika, że 20 czerwca 1915 roku Pastor napisał do londyńskiego zboru, sugerując, by kongregacja przejęła odpowiedzialność za koszty utrzymania Tabernacle, oraz by „praca zborowa i praca Towarzystwa były trzymane oddzielnie”. Dwa miesiące później kongregacja zaakceptowała tę propozycję. W międzyczasie Russell napisał do trzech współzarządców, sugerując, by Jesse Hemery zajmował ambonę w co drugą niedzielę, a w pozostałe terminy służyli inni bracia, w tym Shearn i Crawford.
Wydawało się, że sprawa jest na dobrej drodze, jednak 22 października Pastor pisał w liście:
Jeśli Londyn jest gotowy przejąć wszystkie zobowiązania… z radością przekażemy całe zarządzanie Tabernacle w ręce kongregacji.
Tydzień później na spotkaniu Starszych wyrażono opinię, że skoro zbór ponosi ciężar finansowy, sprawy kościoła powinny być jawnie w rękach wybranych Starszych i Diakonów – tak jak wszędzie indziej. To właśnie w tym momencie pojawia się coś, co można nazwać „grą na zwłokę” ze strony Jessego Hemery’ego. Stwierdził on, że taka zmiana polityki wymaga głębokiego rozważenia i powinna zostać podjęta przez nową Radę Starszych, która miała objąć urząd w lutym.
Był to argument wątpliwy, ponieważ skład Rady Starszych od fuzji w 1911 roku pozostawał niemal niezmienny. Co więcej, nie chodziło o „zmianę polityki”, lecz o przywrócenie praw kontroli, które zostały odebrane kongregacji w ciągu ostatnich kilku lat – a które Pastor Russell w pełni zatwierdził. Doszło do dziwnego „szumu informacyjnego”: podczas gdy zbór był przekonany, że już opłaca wszystkie wydatki, Pastor wciąż wysyłał listy z pytaniem, kiedy kongregacja będzie gotowa do rozpoczęcia tego układu.
Kryzys samorządności i pierwsze podziały
Zbór stawał się coraz bardziej niespokojny. Podczas spotkania 28 listopada 1915 roku padł wniosek z sali: „Wobec faktu, że kongregacja opłaca teraz wydatki Tabernacle, sugeruje się, aby służba Starszych została rozszerzona na obsadzanie niedzielnych nabożeństw”. Jesse Hemery jako przewodniczący musiał poddać wniosek pod głosowanie, ale wcześniej podjął „walkę osłonową”, twierdząc:
W ograniczonym stopniu już to działa, a brat Russell sugerował, by bracia Shearn i Crawford służyli częściej.
Choć Hemery swoim spokojem i ujmującym sposobem bycia zdołał doprowadzić do odrzucenia wniosku (choć tylko niewielką większością głosów), stało się jasne, że połowa kongregacji obawia się nadejścia „klerykalizmu” i utraty standardów samorządności. Zaczęło kiełkować poczucie, że połączenie ośmiu niezależnych zborów w jedną wielką strukturę – dającą pole do popisu osobistym ambicjom – było błędem.
W roku 1915 Rada Starszych London Tabernacle składała się z dziewiętnastu mężczyzn o długim stażu. Z tego, co udało się ustalić, piętnastu z dziewiętnastu było starszymi w zborach składowych jeszcze przed fuzji w 1911 roku. Spośród nich czterech opowiadało się za utrzymaniem status quo z Hemerym, a jedenastu popierało ruch na rzecz reform. Czterech starszych, którzy dołączyli do Rady w 1911 roku lub później spoza Londynu, przyłączyło się do wspomnianej jedenastki. Zatem w 1915 roku propozycje reform miały piętnastu zwolenników i czterech przeciwników.
Ten motyw był z pewnością nadmiernie eksploatowany przez Jessego Hemery’ego – prawdopodobnie z najlepszych pobudek. Na tym etapie był on niemal na pewno przekonany, że interesy Prawdy w tym kraju wymagają jego osobistej kontroli nad centralnym zborem w Londynie. Jednak kroki te zostały podjęte. Dyskusje, posunięcia i kontrposunięcia ciągnęły się przez cały rok 1915 bez rozstrzygnięcia, aż do grudnia, kiedy część kongregacji miała już dość. Niektórzy z członków dwóch pierwotnych północnolondyńskich eklezji – Crouch End i Stoke Newington – reaktywowali te wspólnoty i w styczniu 1916 roku rozpoczęli regularne spotkania.
Bracia ci zdecydowali się skorzystać ze swojego konstytucyjnego prawa do organizowania i kontrolowania własnych spotkań równolegle ze zborem Tabernacle, pozostając z nim wciąż w pełnej jedności. Pokazało to jednak, w którą stronę wieje wiatr. To, co północny Londyn zrobił dzisiaj, jutro mógł zrobić zachód i południe.
Ostatnia rezolucja i śmierć Pastora
1 września 1916 roku Hubert Thackway zgłosił rezolucję, by Starsi ostatecznie zajęli się sprawą samostanowienia zboru. Na kolejnym spotkaniu we wrześniu ustalono, że pełne oświadczenie o proponowanych zmianach zostanie wysłane do brata Russella, podpisane przez obie strony. 17 września Jesse Hemery napisał jednak osobny list do brata Russella, w którym oskarżył swoich dwóch współzarządców, Henry’ego Shearna i Williama Crawforda, o „nielojalność wobec Pastora”.
Pomimo tego listu, Jesse wziął udział w przygotowaniu wspólnego oświadczenia. Zostało ono ostatecznie zatwierdzone i podpisane 21 października. Ostatecznie pod dokumentem widniało 11 podpisów „za” i 5 „przeciw”.
-
Podpisy „ZA”: Cotton, Cormack, Crawford, Cruikshank, Doe, Edgell, Fraser, Gentle, Hart, Radwell, Shearn.
-
Podpisy „PRZECIW”: Cronk, Hemery, Seeck, Swain, Thackway.
Rezolucja stwierdzała, że Starsi „za” uważają za leżące w najlepszym interesie zboru, aby zasady rządzące jego sprawami zostały zorganizowane zgodnie z wytycznymi z szóstego tomu, które uznają za metodę biblijną. Theodore Seeck wysłał list 23 października.
Pastor Russell zmarł 31 października. Około 13 listopada z Nowego Jorku wypłynął Paul Johnson – niegdyś prawa ręka brata Russella, teraz emisariusz Josepha Rutherforda. Johnson wylądował w Liverpoolu 19 listopada i udał się do Londynu, twierdząc, że przybył jako „minister pełnomocny” (minister plenipotentiary). Bracia szybko jednak odkryli, że oczekuje się od nich słuchania, a nie mówienia. Johnson stwierdził wprost:
Dyskusja jest niedozwolona. Zadaniem brytyjskich braci jest realizowanie sugestii przedstawiciela Towarzystwa, który sprawuje pełną pieczę nad jego sprawami w tym kraju.
Johnson przyjechał do Anglii posiadając nie tylko kopię rezolucji, ale także kopię harmonogramu Starszych z 1916 roku, zaznaczoną przez Jessego Hemery’ego tak, by pokazać, którzy bracia popierają dążenie zboru do samostanowienia. Wygląda na to, że po amerykańskiej stronie doszło do pilnych narad, a Johnson przybył z już wyrobionym wyrokiem.
Pierwszym aktem jego domniemanej władzy było zwolnienie Henry’ego Shearna i Williama Crawforda z funkcji współzarządców Towarzystwa w Brytanii i nakazanie im natychmiastowego usunięcia mebli i rzeczy osobistych z biura. Następnie ogłosił, że rezolucja przeznaczona dla brata Russella jest nieważna – sprawy Tabernacle miały pozostać pod wyłączną kontrolą Jessego Hemery’ego. Ta wiadomość, choć fatalna dla większości Starszych, była zbawienna dla Jessego, który zyskał potężnego sojusznika.
Następnie Johnson ogłosił, że wyrusza w trasę po kraju, co londyńscy bracia przyjęli prawdopodobnie z ulgą. Nigdy wcześniej nie gościli brata ze Stanów o takim usposobieniu. Ogólne przekonanie, że cokolwiek przychodzi z Brooklynu musi być dobre, powstrzymywało ich przed pochopnymi sądami. Tymczasem Johnson udał się do Manchesteru.
Manchester miał jednak inne zdanie. Krajowa Konwencja w tym mieście (30 grudnia – 1 stycznia) była zaplanowana od dawna, a programy z udziałem osiemnastu brytyjskich mówców wydrukowane. Johnson zażądał wyrzucenia programu do kosza i przyznania mu większości wystąpień. Pod silną presją organizatorzy ulegli. W styczniu wrócił do Londynu na coroczne wybory Starszych i Diakonów. Zazwyczaj przewodniczył im Jesse Hemery. Johnson jednak nalegał, że to on, jako wysłannik Towarzystwa, obejmie przewodnictwo – co było całkowicie bezprawne, gdyż wybory były wewnętrzną sprawą zboru. Hemery słabo ustąpił. Zdumiewające, że kongregacja nie zaprotestowała, ale Johnson był człowiekiem elokwentnym i błyskotliwym, a jego urok osobisty do pewnego stopnia maskował brutalny autorytaryzm.
Wtedy przypuścił ponowny atak na Shearna i Crawforda, żądając z ambony, by zostali usunięci z urzędu Starszych.
Brat Crawford nie jest już dzieckiem Bożym – grzmiał – ale wierzę, że brat Shearn nim jest.
W ogłuszającej ciszy, która nastąpiła, jeden z nastoletnich obserwatorów zastanawiał się w duchu, dlaczego nikt ze Starszych nie wstanie i nie zaprotestuje przeciwko tej potwarzy. Nikt się nie ruszył. W końcu William Crawford wstał, spokojnie zebrał swoje książki z ławki i powiedział wyraźnie:
Dla mnie to wystarczy.
Wyszedł z budynku. Po raz pierwszy stało się oczywiste, że dzieje się coś bardzo złego.
„Nehemiasz” w Londynie i kryzys przywództwa
Obłęd sytuacji potwierdził się, gdy Johnson ogłosił, że został powołany przez Boga do wykonania w Londynie pracy typizowanej przez Nehemiasza. Twierdził, że ma w sensie symbolicznym „osądzić i zgładzić” wrogów, czyli tych, którzy popierali wolność zboru. Gdy wyłuszczał tę tezę grupie braci, podszedł do niego Duncan Cronk, jeden ze starszych słynący z rozładowywania napięcia humorem.
– Więc jesteś Nehemiaszem, bracie Johnson? – Tak jest. – A brat Shearn to Tobiasz, brat Crawford to Sanballat, i zamierzasz ich powiesić w Tabernacle? – Tak jest. – Więc kim ja jestem? – Pan mi jeszcze tego nie pokazał, bracie Cronk, ale pokaże. – Nehemiasz podobno wyrywał włosy swoim wrogom… – zauważył Cronk. – Tak jest. – Więc wyrwij moje! – zawołał brat Cronk, pochylając głowę i ukazując łysinę tak gładką, że nawet biblijny Nehemiasz nie miałby za co chwycić.
Po raz pierwszy od przyjazdu, Johnsonowi zabrakło słów. Stało się jasne, że Jesse Hemery liczył na to, iż Johnson wyeliminuje jego oponentów (Shearna i Crawforda), po czym wróci do USA, zostawiając Jessego przy absolutnej władzy. Jednak pod koniec lutego Johnson ogłosił, że to on, a nie Rutherford, jest prawdziwym następcą Russella i wypełnia rolę „Rządcy” z przypowieści o groszu.
Dla postronnego obserwatora źródło problemu było oczywiste. Oto trzej mężczyźni – Rutherford, Johnson i Hemery – z których każdy był przekonany, że to on i tylko on jest powołany do rządzenia braci. Byli na tyle ambitni, by o to walczyć, i na tyle ślepi, by nie dostrzegać krzywdy, jaką wyrządzają. Jak mówi stare przysłowie:
Gdy Grek spotyka Greka, zaczyna się przeciąganie liny.
W tym przypadku Greków było trzech, a lina była ciągnięta w trzy strony. Zwycięzca mógł być tylko jeden – ten, który pociągnie najmocniej. W międzyczasie Johnson podróżował po kraju, odwiedzając większe zbory i zapewniając je, że jest prawowitą głową Towarzystwa, a one powinny go słuchać i być mu posłuszne. W większości miejsc odprawiano go z kwitkiem. Tylko nieliczni zwrócili na niego uwagę. W owym czasie jednak przytłaczająca większość nie pragnęła niczego więcej, jak tylko zobaczyć jego plecy.
Koniec misji Paula Johnsona i nowa droga
Z Liverpoolu napisał do Jessego Hemery’ego długi list, w którym przepowiadał nadejście wielkiego głodu, co miało być wypełnieniem epizodu z życia Elizeusza. Nakazywał w nim kupowanie i magazynowanie zapasów żywności, w szczególności:
pszenicy i fistaszków!
To wtedy prawda zaczęła wychodzić na jaw: ten człowiek przechodził poważne załamanie nerwowe.
Nie czuję się wcale dobrze – pisał – mój mózg jest bardzo zmęczony… Jestem pewien, że Pan dał mi siostrę A (siostra z Betel towarzysząca mu w charakterze sekretarki), aby dać mi tak potrzebną ulgę. Gdyby ta pomoc nie nadeszła, jestem przekonany, że nastąpiłaby powtórka z mojego załamania z 1910 roku, ale Pan podtrzyma mnie, bym dokończył dzieło, które mi powierzył.
Johnson cierpiał na załamanie już w 1910 roku, ale sądzono wówczas, że to stan, który się nie powtórzy. To, w połączeniu z licznymi ekscentrycznymi zachowaniami, doprowadziło brytyjskich braci oraz Rutherforda w Ameryce do tego samego wniosku. Paul Johnson otrzymał wezwanie z Brooklynu do natychmiastowego powrotu. Johnson odmówił wyjazdu i po raz kolejny zadeklarował, że wybór Rutherforda na prezesa Towarzystwa był nieważny, a on sam jest prawdziwym następcą Pastora Russella. W tym samym czasie „odwołał” Jessego Hemery’ego z funkcji zarządcy Towarzystwa. Jesse zignorował to, ale zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, wezwał Shearna i Crawforda, aby wrócili i pomogli mu pozbyć się Johnsona. Bracia ci, wykazując godne pochwały zapomnienie o dawnych urazach, uczynili to.
Patrząc z perspektywy lat, można dostrzec ponury humor w tym spóźnionym apelu Hemery’ego. Ataki Johnsona na Shearna i Crawforda były niczym w porównaniu z tym, co pisał o Hemerym wiele lat później, nazywając go:
jednym z najbardziej przebiegłych hipokrytów, z jakimi kiedykolwiek miał do czynienia.
Być może jednak Johnson był narzędziem Bożym, jeśli chodzi o brytyjskich braci. To głównie w wyniku zamieszania, jakie wywołał, postawa co najmniej połowy z nich stwardniała w postanowieniu, że nie zaakceptują ani z Ameryki, ani od siebie żadnego lidera dzierżącego autorytarną władzę. Od tej pory brytyjscy Badacze Pisma Świętego mieli stać przy zasadach wyłożonych przez zmarłego Pastora i pozostać ciałem zdecentralizowanym.
W ostatnim tygodniu marca Paul Johnson opuścił 34 Craven Terrace – wcześnie rano, po cichu, zanim ktokolwiek inny wstał. Odszedł, a wraz z jego odejściem nastała ulga. Nikt nie wiedział, gdzie przebywa, dopóki nie nadeszła wiadomość z Liverpoolu, że 31 marca odpłynął do Stanów Zjednoczonych. Przebywał w tym kraju przez dziewiętnaście tygodni i w tym krótkim czasie stworzył bezprecedensową scenę zamieszania i nieporozumień. Szereg zborów napisało do Brooklynu z prośbą, aby nigdy więcej nie pozwalano mu przyjeżdżać do Brytanii.
6. KRYZYS 1917 ROKU
W ROKU 1917 kości zostały rzucone. Po wyjeździe Johnsona nie nastąpiło uspokojenie. Podstawowy problem, który narastał od 1915 roku, wciąż pozostawał nierozwiązany. Cały kraj patrzył na Londyn, oczekując impulsu, a Londyn nie był pewien, w którą stronę pójść.
Z jednej strony stała wizja Jessego Hemery’ego – kontrola sprawowana przez wyznaczonego ministra wspomaganego przez kilku czołowych starszych. Z drugiej strony narastało wezwanie do powrotu do zasad Pastora: demokratycznego, kongregacyjnego rządu z wyboru, wspieranego przez Henry’ego Shearna, Williama Crawforda i innych. Pośrodku znajdowała się ta sekcja londyńskiego zboru, która w danej chwili nie była pewna, kto ma rację. Reszta kraju, o ile była świadoma sytuacji, czekała na finał.
Między ideałem demokracji a autorytetem lidera
Demokratyczna kontrola sprawowana przez ogół wygląda świetnie na papierze i brzmi logicznie, gdy jest propagowana z mównicy – przemawia bowiem do indywidualnej dumy i poczucia własnej wartości. Niestety ludzie – nawet chrześcijanie o wysokich ideałach – są notorycznie niedoskonali i często brakuje im owego zrównoważonego i beznamiętnego osądu, który jako jedyny może zagwarantować sukces demokracji.
W wielu dziedzinach mądre kierownictwo i autorytatywne nauczanie akceptowanego lidera jest najskuteczniejszą drogą do porządku i postępu w wiedzy. W świecie chrześcijańskim wielu woli, aby to lider lub minister myślał za nich, i przyjmują to, co mówi, bez dalszych pytań. Zazwyczaj jednak kończy się to tym, że stają się oni skostniali w swoich przekonaniach i działaniach; nie dostrzegają postępującego światła Boskiej Prawdy ani relacji tych rzeczy ze zmieniającym się i rozwijającym światem wokół nich. W ten sposób mogą nieświadomie stać się łupem pozbawionego skrupułów i ambitnego lidera.
Z drugiej strony ci, którzy obawiają się demokracji, wskazują na niebezpieczeństwa tkwiące w społeczności pozbawionej lidera, gdzie wysokie ideały zostają ostatecznie pogrzebane i – niczym w Izraelu za czasów sędziów – „każdy czynił to, co wydawało się słuszne w jego własnych oczach”. Sama wolność myśli i interpretacji Pisma, której domagają się jako swego prawa, może prowadzić – i aż nazbyt często prowadzi – do rozbieżności w zrozumieniu i współpracy, a ostatecznie do fragmentacji wspólnoty. W tamtym czasie wielu szczerze nie wiedziało, którą drogą pójść.
Jednym z ludzi, którzy wiedzieli, był Henry Shearn. Widział on, być może wyraźniej niż ktokolwiek inny, prawdziwą naturę zagrożenia dla przyszłości ruchu. To nie była tylko sprawa londyńska; dotyczyła ona całej społeczności w Wielkiej Brytanii. Pytanie nie brzmiało, czy Londyn ma kontrolować własne sprawy, ale czy cały brytyjski ruch pozostanie w wolności, którą cieszył się od początku, czy też przejdzie pod rządy autokraty. Ponieważ zbór londyński był najbardziej wpływowy, stało się prawdą, że to, co Londyn pomyśli dzisiaj, Glasgow zrobi jutro, a reszta kraju w następnym tygodniu.
Ktoś musiał przejąć inicjatywę, a Henry Shearn był jedynym człowiekiem, który mógł to zrobić. Ktoś mniejszego formatu podniósłby sztandar buntu i krążył po kraju, wzniecając powstanie i tworząc nowy ruch. Nastroje ku temu były i wciąż rosły. Jednak ten człowiek, który oddał życie i środki na rzecz Badaczy Pisma Świętego, nie zamierzał przyznać się do porażki, dopóki nie wyczerpie wszystkich wysiłków, by utrzymać kraj razem na wzajemnie akceptowalnych zasadach.
Shearn i Crawford, po usunięciu z biura Towarzystwa za opór wobec Hemery’ego, musieli wrócić do normalnego życia zawodowego. W międzyczasie związali się z różnymi zreorganizowanymi zborami w metropolii oraz w Forest Gate we wschodnim Londynie, który to zbór jako pierwszy zerwał więzi z Towarzystwem i Rutherfordem, ogłaszając publicznie swoją niezależność. Rozpoczął się proces odchodzenia Starszych popierających „ruch wolnościowy”, który osiągnął punkt kulminacyjny w 1924 roku, gdy wyeliminowano ostatnich dwóch z nich.
Nowe rządy i rzucona rękawica
Na spotkaniu w London Tabernacle 21 stycznia 1917 roku postawiono wniosek, aby nowy Prezes Towarzystwa, Joseph Rutherford, został mianowany Pastorem Tabernacle w miejsce zmarłego Russella. Nie było w tym zbyt wiele entuzjazmu – Rutherford był prawie nieznany w tym kraju, a to, co przefiltrowało się z USA na temat okoliczności przejęcia przez niego władzy, nie zjednało mu przychylności myślących braci. Wielu wstrzymało się od głosu; wśród głosujących „za” znacznie przewyższyli liczbę „przeciw” i Rutherford został ogłoszony Pastorem. Kilka tygodni później mianowano go Przewodniczącym kongregacji i Rady Starszych, z Jessem Hemerym jako wiceprzewodniczącym.
W późniejszych latach często pytano, jak to możliwe, że brytyjscy bracia tak potulnie poddali się rządom człowieka, który był im obcy. Ci, którzy tam byli, znają odpowiedź. Wynikało to z głęboko zakorzenionego przekonania, że „dzieło Żniwa” jest autentycznym ruchem Ducha Bożego. Argumentowano:
Pan tak cudownie błogosławił dziełu zainicjowanemu przez Pastora Russella. Czy to możliwe, aby pozwolił przejąć kontrolę komuś, kto nie utrzyma tych samych wysokich standardów? Może Rutherford nie wydaje nam się odpowiedni, ale być może Pan wie lepiej.
W ówczesnym klimacie był to argument potężny. Patrząc wstecz, można odnieść wrażenie, że na dłuższą metę tak było lepiej. Ruch stawał się zbyt duży i potrzebował „przesiania”. Znaczna część kongregacji składała się już wtedy z osób, które traktowały Tabernacle jak swój kościół, a Hemery’ego jak swojego ministra, nie angażując się głęboko w charakterystyczną pracę braterstwa. Ich głosy automatycznie popierały to, co preferował Hemery.
Mimo narastających nieporozumień, zbory, które odłączyły się od Tabernacle i wróciły do swoich lokalnych struktur, nie dążyły do całkowitego zerwania więzi. Chciały zachować ogólną społeczność z dawnymi towarzyszami. Jednak próba powstrzymania dalszych podziałów doprowadziła do uchwalenia 25 lutego 1917 roku rezolucji, która brzmiała:
Postanawia się, że jedynymi nabożeństwami kaznodziejskimi w rejonie Londynu wspieranymi przez tę kongregację będą te odbywające się w London Tabernacle… Jeśli lokalne potrzeby wymagają niedzielnego spotkania w oddaleniu od Tabernacle, powinno ono przyjąć formę Beriańskiego Studium Biblijnego, a wyznaczenie przewodniczącego pozostawia się do decyzji Komitetu Wykonawczego Kościoła.
Było to rzucenie rękawicy z całą stanowczością. Żadne spotkanie w Londynie nie miało być uznawane za spotkanie Badaczy Pisma Świętego, o ile nie zostało zatwierdzone i nie było kontrolowane przez „Komitet Wykonawczy” Tabernacle. Era wolności i niezależności zborów właśnie dobiegała końca, a na jej miejscu wyrastała nowa, scentralizowana struktura.
Termin „Wykonawczy” (Executive) był pojęciem nowym i nieznanym, a z pewnością nie został autoryzowany przez Kościół. Istniał „Komitet Nominacji”, składający się z pięciu starszych rangą, którego funkcją było wyznaczanie z miesiąca na miesiąc zmian przewodniczących dla około pięćdziesięciu wieczornych klas Studiów Biblijnych w Londynie spośród starszych i diakonów.
Mogło to być uczciwe przeoczenie twórców rezolucji, gdzie niewypowiedziane życzenie stało się ojcem myśli; mogło to być natomiast „badanie gruntu”, by sprawdzić, jak bracia na to zareagują. Jeśli tak było, bracia tego nie przyjęli, mimo że przegłosowali rezolucję. Termin „Komitet Wykonawczy” znika z dokumentów, które przetrwały, i nie pojawia się aż do 1922 roku – ale to już inna historia. Znaczenie tej rezolucji leżało jednak w uświadomieniu sobie, że brak podporządkowania się coraz bardziej autorytarnym żądaniom Tabernacle będzie wiązał się z wykluczeniem.
Dwa stosunkowo drobne incydenty z tego czasu ilustrują realność tej tendencji. W toku otwartej dyskusji kongregacyjnej nad sprawami Kościoła jeden ze starszych, Duncan Cronk, wspomniał o „naszych braciach w Forest Gate”. Jesse Hemery, spoglądając na niego z podium lodowatym tonem, zapytał: „Naszych braciach… gdzie, bracie Cronk?”. Forest Gate przez wiele lat było siostrzanym Kościołem londyńskim, lecz teraz odmówiło zaakceptowania nowego Prezesu Towarzystwa i ogłosiło swoją niezależność.
Z uporem i przewidywalnie Dan Cronk odpowiedział:
Naszych BRACI w Forest Gate.
„Nie wiem, co masz na myśli” – zauważył chłodno Jesse i zmienił temat. Innym zdarzeniem było nabożeństwo pamiątkowe (Memorial Service) odbywające się 28 października 1917 roku ku czci Pastora Russella. John Gentle przemawiał rano na temat „Nauk brata Russella”, George Swain po południu o „Przykładzie brata Russella”, a Jesse Hemery wieczorem o „Poselstwie i dziele Żniwa”. Podczas gdy zarówno Gentle, jak i Swain przedstawili pomocne i zachęcające wykłady – zbyt długie, by je tutaj przytoczyć – Hemery, po omówieniu tematu w swój zwykły, mistrzowski sposób i zamknięciu go obrazem obecnego stanu dzieła, musiał zakończyć osobistą „szpilą” wymierzoną w „reformatorów”.
Bracia, mówię wam to, co mówię samemu sobie; dokonajmy przeglądu naszego poświęcenia Panu, naszego spojrzenia na te sprawy, a Pan da nam wszystko, czego potrzebujemy, aby nasze powołanie i wybór uczynić pewnymi. Jest mnóstwo pracy dla chętnych. Miło mi poinformować, że klasy kontynuują działalność jak zwykle. Kilka klas odłączyło się od nas; myślą, że w IBSA są w niewoli. Cóż, mogą mieć swoją wolność, jeśli tak to nazywają. Niektórzy bardzo chętnie wchodzą w niewolę, tak jak kobieta wychodząca za mąż. Bracia, my czujemy, że nigdy nie mieliśmy tyle wolności, co wtedy, gdy staliśmi się niewolnikami (bond-servants).
Bezpośrednim skutkiem tego pod koniec 1917 roku była utrata kolejnych dwóch „reformatorskich” starszych: Franka Edgella, który udał się do Stoke Newington, oraz Roberta Cormacka, który wrócił do rodzinnego Glasgow, gdzie po raz pierwszy odnalazł wiarę około 1885 roku. Tam przyłączył się do niezależnego zgromadzenia, które niedawno odłączyło się od drugiego co do wielkości brytyjskiego Kościoła. Współpracował i służył tam przez kolejne dwadzieścia lat. Powstały niezależne spotkania w Kensington, Ealing i Surbiton, które wcześniej, w 1911 roku, zostały zamknięte, by dołączyć do Tabernacle. Cotton, Cruikshank i Fraser wrócili do kościoła w Crouch End na początku roku. Wszyscy oni, z wyjątkiem Kensington, pozostawali w jedności z Tabernacle aż do ostatecznego oddzielenia w 1919 roku – niektórzy aż do 1924.
Rok ten odznaczył się przejściem Johna Gentle’a ze strony „reformatorów” na stronę „establishmentu”. Hubert Thackway uczynił to samo rok wcześniej. Ich strata była dotkliwie odczuwalna po stronie „reform”; jako starsi o długim stażu posiadali duży wpływ. W pierwszych miesiącach 1918 roku pozostało już tylko pięciu reformatorów; wielu członków kongregacji poddało się i odeszło, by dołączyć do dysydenckich spotkań, ale wciąż nie było otwartego zerwania. Był to przypadek ufności wbrew nadziei, że uda się utrzymać choćby pozory jedności.
Jednak wydarzenia nabierały tempa w innych częściach kraju. Nowy Prezes Towarzystwa nie przedstawił się jeszcze osobiście brytyjskim braciom – jest niemal pewne, że wciąż miał trudności z ugruntowaniem swojej pozycji tam, gdzie przebywał – i w Londynie wciąż tliła się nadzieja, że gdy przybędzie do Wielkiej Brytanii, okaże się bardziej skłonny do zmian, niż go przedstawiano. (Była to płonna nadzieja, ale nikt wtedy o tym naprawdę nie wiedział). Wojna zbliżała się do końca; wszyscy byli nią serdecznie zmęczeni i panował spokój. Jednak ogólny ruch w kierunku secesji od Towarzystwa stawał się faktem, idąc za przykładem braci z głównych ośrodków: Forest Gate, London Tabernacle i Glasgow.
Miasta prowincjonalne, takie jak Manchester, Birmingham, Bristol, Nottingham, Darlington, miały już swoje niezależne spotkania. Łącznie istniało już około sześćdziesięciu takich ośrodków, dużych i małych, miejskich i wiejskich, które domagały się przewodnictwa od kogoś znajomego, kto wskazałby drogę ku wspólnej przyszłości. Chcieli, aby ich lokalna niezależność była zapewniona i spójna z istnieniem odpowiedniego centrum dostarczającego literaturę do dzieła ewangelizacyjnego, mówców na spotkania publiczne oraz doradców „pielgrzymów”, którzy odwiedzaliby ich i udzielali duszpasterskiej pomocy w trwaniu w łasce i duchu Wiary – wszystkich tych pomocy, które dotychczas zapewniało Towarzystwo założone w tym celu przez ich zmarłego Pastora, a od którego musieli się teraz ze smutkiem odwrócić.
Powstanie Komitetu Badaczy Pisma Świętego
I tak powstał Komitet Badaczy Pisma Świętego w Wielkiej Brytanii (Bible Students Committee of Great Britain).
Na początku 1919 roku żądania podjęcia działań ze wszystkich stron kraju stały się zbyt głośne, by można je było dłużej ignorować. W Wielkiej Brytanii istniało już ponad sto niezależnych „klas” – Kościołów. Niektóre znajdowały się w miejscowościach, gdzie cała istniejąca społeczność IBSA odłączyła się en bloc od Towarzystwa; większość składała się z części – czasem mniejszości, czasem większości – która oddzieliła się od istniejącego zgromadzenia i sformowała na nowo w nowym miejscu spotkań. Henry Shearn i William Crawford, wraz z innymi, zdali sobie sprawę, że nadszedł czas na działanie, jeśli to pragnienie zjednoczenia dla wspólnego celu nie miało zostać zaprzepaszczone. Wciąż było wielu, nie tylko w Londynie, ale w wielu miastach prowincjonalnych, którzy pozostawali przy pierwotnych zgromadzeniach Towarzystwa, mając nadzieję, że podziału uda się uniknąć, lecz stale tę nadzieję tracili; niemniej jednak rosnąca liczba tych, którzy nie widzieli na to szans i nie chcieli dłużej czekać, sprowokowała krok, który został podjęty.
Po konsultacjach z wieloma braćmi z całego kraju, 5 kwietnia 1919 roku w University Hall w Londynie odbyła się konferencja, na której zdecydowano o powołaniu centralnego komitetu znanego jako Komitet Badaczy Pisma Świętego (Bible Students Committee). Miał on inicjować i prowadzić działania wymagające wspólnego wysiłku społeczności, takie jak druk i publikacje, zapewnianie mówców na wykłady, pielgrzymów itp. Komitet ten miał podlegać corocznym wyborom przez ogół braci w Wielkiej Brytanii i nie miał posiadać żadnego tytularnego szefa ani lidera. Postanowiono natychmiast przystąpić do organizacji, a za cztery miesiące zatwierdzić, zmodyfikować lub rozwiązać te ustalenia podczas Walnej Konwencji (General Convention) w Londynie. W ten sposób całe przedsięwzięcie spoczywało w rękach ogółu braci, wypełniając zasady, o które walczyli dysydenci.
Wybrano siedmiu braci, aby służyli w tym komitecie:
-
William Crawford (Londyn)
-
Frank Edgell (Londyn)
-
F. G. Guard, Sr. (Forest Gate)
-
Alex Guy (Forest Gate)
-
William Seagar (Ipswich)
-
Henry Shearn (Londyn)
-
George Tharatt (Bishops Stortford)
Wszyscy oni byli powszechnie znani i darzeni zaufaniem.
Okólnik z datą maj 1919 roku, wysłany z tymczasowego adresu Komitetu przy 42 Selborne Road, Ilford w Londynie, został szeroko rozesłany wśród braci. Raportował on o podjętych ustaleniach i zapowiadał nadchodzącą Konwencję w Londynie w dniach 2–4 sierpnia, na której cały układ miał zostać poddany powszechnej dyskusji i ratyfikacji. Konwencja ta odbyła się zgodnie z planem w East Ham Town Hall w Londynie.
Obecnych było sześciuset braci z wszystkich części kraju – od Londonderry i Dublina po Dover i Ipswich, od Penzance i Barnstaple po Glasgow i Sunderland. Sześćdziesiąt pięć lokalnych Kościołów z całego obszaru przysłało delegatów wyposażonych w konkretne instrukcje, a większość z pozostałych około czterdziestu ośrodków przekazała swoje opinie i życzenia, tak że łączna liczba osób mających zdanie w omawianej kwestii znacznie przekraczała owe sześćset osób. Ostatecznym rezultatem była jednomyślna decyzja o ratyfikowaniu powołania proponowanego Komitetu i postawieniu całego systemu na solidnym fundamencie. W konsekwencji, również jednomyślnie, dotychczasowy Komitet pozostawiono na urzędzie na kolejne dwanaście miesięcy, po upływie których miały zostać przeprowadzone wybory krajowe, by wyłonić skład na kolejną kadencję. Henry Shearn został mianowany pierwszym Sekretarzem Komitetu.
(W rzeczywistości piastował on ten urząd aż do przejścia na emeryturę ze względu na wiek w 1935 roku). F. H. Guard, Jr. został mianowany zastępcą sekretarza.
Ostatnia próba pojednania
Po dokonaniu powszechnie uzgodnionych ustaleń, które – jak miano nadzieję – zapewnią niezakłócone prowadzenie tradycyjnej i normalnej działalności Badaczy Pisma Świętego, myśli skierowały się ku braciom, od których teraz oficjalnie się odłączono. Wielu obecnych w sali wyraziło silne przekonanie, by podjąć ostatnią próbę doprowadzenia do pojednania z Towarzystwem i wypracowania jakiejś formy jedności, która wciąż chroniłaby prawo poszczególnych Kościołów do samorządności bez konieczności tworzenia tej nowej organizacji. George Tharatt, podkreślając, że „właściwe jest, aby drzwi do ponownego zjednoczenia były zawsze otwarte”, zaproponował nawiązanie kontaktu z Towarzystwem i wyrażenie ogólnych odczuć Konwencji. Rozwinęło się to w wniosek, który został zaproponowany i zatwierdzony przez braci w słowach:
Jeśli propozycje pojednania przedłożone przez Towarzystwo zostaną uznane za możliwe do zaakceptowania przez braci korespondujących z Towarzystwem w tej sprawie, niech przedłożą je Komitetowi Badaczy Pisma Świętego. Jeśli zostaną one uznane za wystarczająco satysfakcjonujące, Komitet zostanie upoważniony do zwołania Konwencji w terminie najbliższego święta (Bank Holiday), aby cała sprawa mogła zostać rozpatrzona na odpowiednio zwołanym spotkaniu roboczym w celu podjęcia decyzji, czy propozycje pojednania są zadowalające i czy Komitet Badaczy Pisma Świętego powinien zostać rozwiązany.
Przekonanie Komitetu, że należy podjąć tę „ostatnią szansę” na uleczenie rozłamu, zostało wyrażone w raporcie z Konwencji słowami:
Jedynym celem Komitetu jest pocieszanie i wspieranie wielu braci w Wielkiej Brytanii, którzy obecnie nie są w stanie zgodzić się na wiele z tego, co mówi się i czyni w imieniu Pana i dzieła Żniwa. Widząc, że poza nadzwyczajnymi roszczeniami wysuwanymi ostatnio przez Towarzystwo, nie ma żadnych istotnych różnic doktrynalnych, bracia mają nadzieję, że prawdziwa podstawa unii, sprawiedliwości, wolności, pokoju i miłości zostanie uznana i jedność zostanie przywrócona.
W tym duchu wybrano specjalny „Komitet Pojednawczy” składający się z ośmiu zaufanych braci, którym powierzono mandat „do podjęcia wszelkich możliwych kroków w celu doprowadzenia do pojednania z Towarzystwem, w harmonii z wyrażonym pragnieniem Konwencji”.
Konwencja się zakończyła, delegaci wrócili do domów, by zdać relację swoim współbraciom, a wszyscy zasiedli do oczekiwania na wynik tej ostatniej próby rozwiązania punktów spornych z Towarzystwem. Zakończyła się ona niepowodzeniem. Korespondencja i rozmowy trwały wiele miesięcy, ale odpowiedź zawsze była taka sama. Wędrowcy powracający do owczarni byliby mile widziani, ale musieliby zaakceptować nową koncepcję, na której upierał się teraz Rutherford, mianowicie, że Towarzystwo Watch Tower wraz ze swoim Prezesem jest jedynym kanałem Bożej Prawdy i kierownictwa w działalności ewangelizacyjnej. Każdy musi zaakceptować życzenie i słowo Lidera.
W oświadczeniu z dnia 26 stycznia 1921 roku, dostarczonym każdemu członkowi kongregacji London Tabernacle, dotyczącym tej próby pojednania i obarczającym winą za jej niepowodzenie rzekomą nieustępliwość drugiej strony, padają słowa:
Ewidentnie to, czego pragnie Komitet Badaczy Pisma Świętego, to nie tyle pojednanie, co szczere wyparcie się przez Towarzystwo jego urzędu jako kanału dla Pana.
Było to, oczywiście, stwierdzenie całkowicie prawdziwe. To roszczenie leżało u podstaw całej sprawy. Wydarzenia kolejnych dziesięciu lat pokazały zamiar Rutherforda, by przekształcić cały ruch w narzędzie własnej woli, a każdy antagonistyczny czynnik musiał być rygorystycznie tłumiony.
Nowy porządek i wizyta „Sędziego”
Zatem do roku 1921 secesja stała się faktem dokonanym, a bracia biorący w niej udział przyzwyczajali się do nowego porządku rzeczy. Liczba niezależnych kościołów stowarzyszonych w ruchu wzrosła do 135, skupiając około trzy tysięcy braci – czyli mniej więcej połowę tych, którzy byli związani z Towarzystwem, gdy w 1916 roku pojawiły się różnice. Kontynuowano doroczną Konwencję Londyńską wraz z drugą w Midlands, rozpoczęto też publikację literatury typu dawniej preferowanego, ale już z nowym oznaczeniem wydawcy.
Biuro i magazyn otwarto przy 23 Marylebone Road w centrum Londynu; po krótkim czasie przeniesiono je na 92 Cambridge Gardens w Kensington, w zachodnim Londynie, gdzie istniała kongregacja odłączonych Badaczy Pisma Świętego. Pozostało tam do 1924 roku, kiedy to przeniosło się ponownie do obszerniejszych pomieszczeń w 204 Broadway Chambers w Letchworth, w pewnej odległości od Londynu. Stało się to dobrze znanym centrum i tam biuro mieściło się aż do 1935 roku, kiedy to wraz z przejściem na emeryturę H. J. Shearna przeniosło się do Welling, a w 1956 roku do Hounslow w przypadku Basile’a Dumonta.
W 1922 roku „Sędzia” (Rutherford) złożył swoją długo oczekiwaną wizytę w Brytanii, by spotkać się i porozmawiać z tymi brytyjskimi braćmi, którzy wciąż byli mu lojalni – w całym kraju była to tylko około połowa tych, którzy byli w ruchu w momencie śmierci Pastora. Złożył on krótką, błyskawiczną wizytę w 1920 roku, ale tylko po to, by skonsultować się z Jessem Hemerym co do planów na przyszłość i – poza jednym londyńskim spotkaniem – niewielu wiernych w ogóle go widziało.
Teraz przybywał, by ogłosić nowy rodzaj ewangelizacji, który zamierzał wprowadzić. Na wstępie miał zostać przedstawiony starszym London Tabernacle, z których tylko trzech opowiadało się po stronie dysydentów (pozostali zostali w poprzednich latach wyeliminowani z takich czy innych powodów i zastąpieni „świeżą krwią”, której lojalność wobec Sędziego była mniej lub bardziej gwarantowana).
Starszym kazano stawić się w pełnym stroju ceremonialnym (który składał się z tradycyjnego angielskiego surduta, niezbędnego dla londyńskiego starszego w tamtych czasach; ale Sędzia szybko położył temu kres). Stanęli oni w szerokiej podkowie w jadalni Betel przy 34 Craven Terrace, podczas gdy Jesse Hemery, widocznie zdenerwowany, przeprowadzał rodzaj inspekcji wojskowej, by upewnić się, że każdy wygląda schludnie i porządnie, mówiąc: „Idę teraz przyprowadzić Sędziego, bracia” i zniknął w drzwiach na dalekim końcu pokoju.
Po chwili pojawił się ponownie, a za nim potężna postać o ponurym wyrazie twarzy, typu niekojarzonego zwykle z braćmi w Panu. „To są starsi, bracie Rutherford” – oznajmił Jesse z lekkim machnięciem ręki. Głośne i głębokie mruknięcie było jedyną odpowiedzią tego o ponurym obliczu; spojrzał na Jessego, jakby chciał powiedzieć: „Niewiele o nich myślę”. Myśl przeszyła umysł jednego ze starszych: „To nie jest żaden następca Pastora Russella”, a późniejsza dyskusja z dwoma współtowarzyszami-dysydentami ujawniła, że byli tego samego zdania. Nastąpiła niezręczna pauza, przerwana przez Jessego, który zaczął podawać informacje o organizacji Kościoła, na co wielki człowiek odpowiedział, że zobaczy się ze starszymi ponownie, i z krótkim skinieniem głowy odwrócił się i wyszedł tą samą drogą, którą przyszedł.
Oddając mu sprawę, Sędzia Rutherford wypadł nieco lepiej, gdy przemawiał do kongregacji w następną niedzielę. Jesse Hemery wyjaśniał później starszym, że owo mruknięcie podczas powitania wynikało z bliżej nieokreślonej dolegliwości gardła; jednak po usłyszeniu go w pełnej krasie podczas niedzielnego wystąpienia, to konkretne usprawiedliwienie wydało się braciom dość naciągane.
Na szczęście starsi nie zostali wezwani na kolejne spotkanie z nim podczas tej wizyty. Zorganizowano trasę po głównych miastach Wielkiej Brytanii, aby dać mu szansę zapoznania brytyjskich braci z jego wizją ich przyszłej pracy. W wielu miejscach wizja ta nie przypadła słuchaczom do gustu. Ponieważ niemal natychmiast liczba klas i kościołów ogłaszających niezależność i przyłączających się do Komitetu Badaczy Pisma Świętego wzrosła ze 135 do 160, można sądzić, że – oczywiście nieświadomie – Sędzia okazał się całkiem skutecznym agentem rekrutacyjnym dla ruchu secesyjnego.
Incydent w Glasgow, głos sumienia i system raportowania
Szczególnie jaskrawy przypadek miał miejsce w Glasgow. Rutherford stanął tam przed drugim co do wielkości zborem w kraju, liczącym około 800 osób, powiększonym o gości z innych szkockich zborów, tak że słuchało go tysiąc osób. Sędzia pojawił się na podium w otoczeniu pewnego rodzaju „bodyguardów” – umięśnionych młodych mężczyzn. Nikt nie wiedział, skąd ich wzięto ani jakiemu celowi mieli służyć.
Ktoś powinien mu powiedzieć, że jeśli chce wprowadzać tego typu innowacje, Szkocja jest ostatnim miejscem w Wielkiej Brytanii, w którym należy to robić. Glasgow miało długą historę związku z Wiarą i Pastorem Russellem; to, co bracia tam widzieli i słyszeli, nie spotkało się z dobrym przyjęciem. Szkoccy bracia byli bardziej krzepcy i mniej ulegli niż ci w Londynie.
Punkt kulminacyjny nastąpił, gdy Rutherford zainicjował rodzaj wyborów starszych – okazało się, że wcześniej powiedziano mu, którzy z obecnych starszych prawdopodobnie będą mu sprzyjać, a którzy stawiać opór. Zaczął skreślać każde nazwisko, które uznał za stosowne. Na tę jawną uzurpację praw i przywilejów Kościoła sala zareagowała słyszalnym sprzeciwem. Widząc to, Rutherford krzyknął obcesowo:
Niech kulawe kaczki (lame ducks) się wynoszą!
Nie mógł przewidzieć reakcji. Z tysiąca obecnych osób prawie pięćset wstało i strumieniem opuściło budynek. Istniejące małe niezależne zgromadzenie w Glasgow otrzymało tego dnia taki zastrzyk członków, że wysunęło się na prowadzenie wśród niezależnych Kościołów w Brytanii. Mówiono wówczas, że był to jedyny odnotowany moment w karierze Sędziego, kiedy był on widocznie wstrząśnięty obrotem spraw.
To właśnie wtedy Duncan Cronk, jeden z londyńskich starszych najgoręcej wspierających Rutherforda, porzucił to stanowisko i dołączył do dysydentów. Dan Cronk był człowiekiem o czułym sercu, za co bracia go kochali, ale posiadał też cięty język i przenikliwy wgląd tam, gdzie wykrył dumę, ambicję czy nieszczerość. Powiedział pewnego dnia Jessemu Hemery’emu, że nadejdzie czas, gdy nad drzwiami London Tabernacle zostanie wypisane słowo „Ichabod” („chwała odeszła”). Jesse nigdy mu tego nie zapomniał.
Wiele listów pełnych troski i błagań płynęło do biur Towarzystwa w Londynie i Brooklynie – większość z nich nigdy nie ujrzała światła dziennego. Zachował się jednak list pewnej siostry z Kentu, który doskonale oddaje nastroje tamtego okresu:
W poniższych uwagach nie sprzeciwiam się pracy służby, ale opowiadam się za wolnością religijną i tolerancją. W Strażnicy z 15 czerwca, w artykule o świadczeniu, wydaje się, że indywidualna opinia nie jest dozwolona. Twierdzenie, że W.T.B. & Tract Society jest JEDYNĄ widzialną organizacją Pana na ziemi, jest moim zdaniem niebiblijne. Przyznaję, że może to być JEDNA z organizacji Pana, ale dla mnie Pismo naucza, że «jeśli KTOŚ jest w Chrystusie, jest Nowym Stworzeniem» i wszyscy zrodzeni z Ducha Świętego Bożego są namaszczeni i upoważnieni do głoszenia Słowa, niezależnie od jakiejkolwiek organizacji. (…) Kościół ma prawo rządzić się sam, ale jeśli cała polityka (…) ma przychodzić przez organizację, to Kościół nie ma własnego zdania i w pewnym stopniu znajduje się w niewoli. Musimy pamiętać, że takie było roszczenie Papiestwa… Moja lojalność należy wyłącznie do Pana.
Odpływ od Towarzystwa trwał. Do 1924 roku istniało 181 lokalnych ośrodków współpracujących ze sobą. Komitet był coraz bardziej zajęty drukiem literatury i organizowaniem wizyt „pielgrzymów” – Henry Shearn, William Crawford i inni przemierzali kraj, zachęcając mniejsze społeczności.
Pewną pomoc w tym projekcie – choć nieświadomie – oddał w 1923 roku sam Jesse Hemery, wprowadzając system raportowania. Starsi z Tabernacle odwiedzający prowincjonalne spotkania mieli składać raporty, czy dana społeczność jest „zdrowa”, czy „chora” (czyli: czy wykazują uległość, czy opór wobec wytycznych z Ameryki). Na spotkaniu starszych 12 października 1923 roku, gdy wyrażono silny sprzeciw wobec tej mało brytyjskiej formy „szpiegowania”, Jesse zapewniał, że to tylko „prośba”, a nie nakaz. Pół godziny później ogłosił jednak, że „Egzekutywa” (czyli on sam i kilku lojalnych mu braci) zdecydowała o usunięciu jednego z londyńskich spotkań (Plumstead nr 54) „ze względów politycznych” – co oczywiście oznaczało, że uznano ich za „chorych”.
Był to jednak koniec taktyki zwlekania. Jesse wiedział, że jeśli wola Egzekutywy będzie mogła być niweczona, cały budowany system dyktatorskiej kontroli zostanie zagrożony. Pierwszym niezbędnym krokiem było pozbycie się Duncana Cronka. Nie było to łatwe – był powszechnie szanowany, popularny i był starszym „od zawsze”. Coroczne wybory starszych zbliżały się w styczniu 1924 roku.
Skoro cała społeczność miała możliwość głosowania, reelekcja Duncana Cronka wydawała się praktycznie zapewniona. Co się więc stało? Nadszedł dzień wyborów i zbór zgromadził się na tym, co zawsze uważano za poważną i doniosłą okazję. Wybór odpowiednich mężczyzn uznawano za kluczowy dla pomyślności Kościoła. Procedura była zawsze taka sama. Nazwiska były zgłaszane i popierane w poprzednim tygodniu, a każdy posiadał swoją listę. Jesse Hemery przewodniczył i wywoływał każde nazwisko słowami: „Brat A—. Kto jest za bratem A—, proszę podnieść rękę”. Liczący głosy szybko przechodzili między ławkami, licząc, a następnie udawali się na przód, gdzie sumy były szybko dodawane. Wynik przekazywano Jessemu, który rzucał na niego okiem i ogłaszał: „Brat A— otrzymał tyle a tyle głosów. Został wybrany” – lub „nie został wybrany”, zależnie od przypadku.
Przy tej okazji wybory przebiegały jak zwykle, z rutynową formułą, przechodząc przez nazwiska na litery A i B, aż do C. Gdy przyszła kolej na nazwisko Cronk, Jesse przerwał na moment, podczas gdy kongregacja czekała. Podniósł głowę:
Poproszę brata Gentle’a, aby zajął moje miejsce podczas głosowania nad tym nazwiskiem. Nie mogę z czystym sumieniem przewodniczyć głosowaniu nad bratem, któremu tak bardzo brakuje opanowania i poważania dla zasad Prawdy, dlatego wolę odsunąć się na bok podczas tego głosowania.
Pośród ogłuszającej ciszy zszedł po schodach z podium. John Gentle zastąpił go i zarządził głosowanie. Konsternacja była widoczna. Ludzie patrzyli na siebie z oszołomieniem. Coś takiego nigdy wcześniej nie wydarzyło się w Tabernacle. Co zrobił brat Cronk? Co wiedział brat Hemery, czego nie wiedzieli bracia w ogólności? Wybory tradycyjnie były czasem, w którym nie zadawano pytań i nie prowadzono dyskusji. Nikt się nie odezwał ze strachu, że musi istnieć jakiś głęboki, mroczny sekret, który sprowokował to niesłychane działanie.
Liczący głosy wykonali swoją rutynową pracę. Kilku braci, którzy przejrzeli ten fortel, wyzywająco podniosło ręce. Inni, którzy wyżej cenili swoją znajomość brata Cronka niż słowa padające z podium, również oddali głosy, ale gdy ogłoszono wynik, nie było większości. „Brat Cronk — nie został wybrany”.
To pozostawiło dwóch ostatnich dysydentów. Brat Hemery podjął słabą próbę usunięcia jednego z nich. Zamiast zwykłej formuły „Brat X. Kto jest za bratem X…”, najpierw podał nazwisko „Brat X”. Nastąpiła długa pauza; potem dodał: „Ci z was, którzy uważają, że brat X powinien być starszym, oczywiście podniosą ręce”. Sugestia nie umknęła uwadze kongregacji. Jednak tym razem to nie zadziałało – brat X otrzymał większość głosów.
Jednakże dzwon bił już głośno. Dwaj pozostali dysydenci wiedzieli, że ta farsa nie potrwa długo. Pozostawało jedynie pójść na dno z podniesioną flagą. Sędzia Rutherford miał przybyć do Wielkiej Brytanii ponownie w tym roku, aby dokończyć reorganizację spraw.
Spór o hymny i „natchnione” odpowiedzi
Jako przedsmak nadchodzących wydarzeń, na drugim spotkaniu starszych w roku, 15 lutego 1924 r., Jesse Hemery podniósł kwestię melodii, do których śpiewano hymny podczas nabożeństw w Tabernacle. Zauważył, jak stwierdził, że wiele melodii nie jest tymi z książki (Hymny Jutrzenki Tysiąclecia) i chciał wiedzieć dlaczego. W odpowiedzi na liczne uwagi członków kongregacji, Komitet Uwielbienia, który był za to odpowiedzialny, przygotował nowy śpiewnik z nutami, wykorzystując wiele lepiej znanych i cenionych melodii, bardziej zwyczajnych w brytyjskich miejscach kultu.
W tym drugim przypadku wycięli wspomniane melodie z książki używanej wcześniej przy organach w Tabernacle, pozostawiając ją przez to smutno okaleczoną. John Radwell, zwołujący Komitet Uwielbienia, odpowiedział na pytanie Jessego Hemery’ego, wyjaśniając okoliczności i zauważając, że zmiany cieszą się ogólnym poparciem. Jesse musiał coś na to rzec:
Nie tylko Komitet Uwielbienia wziął na siebie zmianę melodii, które Towarzystwo wybrało do swojego oficjalnego śpiewnika, ale także pocięli oficjalny śpiewnik Tabernacle, aby stworzyć swój własny.
Wydawał się bardziej dotknięty uszkodzeniem śpiewnika niż naruszeniem autorytetu Towarzystwa w kwestii melodii hymnów. Niemniej jednak wygłosił następujące imponujące dictum:
Harmonia z Towarzystwem wymaga harmonii z melodiami, które Towarzystwo wybrało do swojego śpiewnika.
Znaczenie „teologii śpiewnika” i wpływ treści doktrynalnej hymnów na wierzenia są dobrze znane w kręgach chrześcijańskich, ale teza, że ortodoksja doktrynalna zależy również od melodii, do której śpiewa się te hymny, była zdecydowanie nowością dla londyńskich starszych. Możliwe, że Jesse poczuł, iż nieświadomie został w tej sprawie „wyprowadzony w pole”, ale nie widząc innego wyjścia, niechętnie zgodził się na wpisanie do protokołu notatki dającej Komitetowi Uwielbienia wolną rękę w zmianie melodii.
Po uczynieniu tego chwalebnego ustępstwa, starsi zostali poinformowani, że zostaną przyjęci na audiencji przez brata Rutherforda. Jego zamiarem było nakreślenie przyszłej pracy i metod wpajania Boskiej prawdy, które bracia mieli stosować. Egzekutywa zdecydowała, że potrzebne są tylko dwa pytania: brat Seeck został poinstruowany, by zadać jedno, a brat Middledith drugie. Sugestia była jasna – każdy inny starszy, który ośmieliłby się skorzystać z okazji do zadania pytania, wpędziłby się w kłopoty.
Theodore Seeck zadał pierwsze pytanie: Jaki powinien być idealny temat na niedzielne popołudniowe studium w Tabernacle? Padła wyrocznia: powinien to być oczywiście artykuł ze „Strażnicy”, „Lekcja Szkoły Niedzielnej”, a dodając coś nadprogramowo – wszystkie spotkania w tygodniu powinny być poświęcone studiowaniu i omawianiu głównego artykułu w bieżącej „Strażnicy”. To, oczywiście, nie było właściwie studium Biblii, ale pytanie zostało zadane i wyrocznia przemówiła.
Henry Middleditch zadał drugie pytanie: Jak powinny być przeprowadzane wybory starszych i na jakich zasadach? Sędzia zastanowił się chwilę, jakby była to sprawa najwyższej wagi, po czym wydał werdykt.
Komitet złożony z trzech starszych rangą powinien przygotować listę wszystkich braci uznanych przez nich za odpowiednich na starszych oraz podobną listę na diakonów. Lista ta powinna zostać przedstawiona ustępującej Radzie Starszych, a wszystkie nazwiska, co do których panowałaby jednomyślność, powinny zostać przegłosowane przez zbór en bloc (jako całość). Każde nazwisko, co do którego nie byłoby jednomyślności, byłoby nominowane i głosowane przez zbór w zwykły sposób. Każde nazwisko, które nie znalazło się na liście, nie kwalifikowało się do wyboru.
Wbrew ustalonym zasadom jeden z opozycyjnych starszych zadał pytanie uzupełniające: Jak ta propozycja ma się do metody biblijnej, która była uznawana przez wszystkich Badaczy Pisma Świętego przez ostatnie czterdzieści lat i została nakreślona w tomie 6?
Sędzia wyjaśnił lakonicznie, że czasy się zmieniają i praktyki muszą się odpowiednio zmieniać. A poza tym, tom 6 został napisany dwadzieścia lat temu. Zasygnalizował, że był na spotkaniu wystarczająco długo i został należycie wyprowadzony przez Jessego Hemery’ego.
Standaryzacja i „nieproduktywne” klasy
W magazynku nie zostało już wiele naboi. Na następnym spotkaniu starszych, 20 czerwca 1924 r., przewodniczący – Jesse Hemery – ogłosił, że Egzekutywa zdecydowała, iż wszystkie spotkania w tygodniu w rejonie Londynu mają odbywać się w czwartki i wszystkie muszą studiować ten sam artykuł ze „Strażnicy”.
Była to bezmyślna standaryzacja z całą surowością: tysiąc osób w całym Londynie dowiedziało się, że muszą spotykać się konkretnej nocy i omawiać to, co im kazano – nie Biblię, lecz słowo ludzkie. Jeden z dwóch opozycyjnych starszych zabrał głos w proteście, pytając, co dzieje się z twierdzeniem Badaczy Pisma Świętego, że opierają wszystkie swoje przekonania i wnioski na podstawowym studium samej Biblii; co dzieje się z tomami Wykładów Pisma Świętego, które były inspiracją dla całego ruchu?
Jesse Hemery odpowiedział tonem bardziej pojednawczym niż ten, którego używał wobec pytającego przez długi czas. Być może z poczuciem zmęczenia udzielił odpowiedzi, o której wiedział, że musi jej udzielić:
„Musimy być nowocześni. Bracia mogą studiować tomy w domu, jeśli sobie tego życzą”.
I to było wszystko. Ale nie do końca. Ponownie wypłynął temat „niezdrowych” spotkań klasowych w tygodniu. Klasa „niezdrowa” to taka, której członkowie nie okazywali uległości wobec głosu przemawiającego z Ameryki. Lekarstwem, jeśli nie dali się przekonać do zmiany postępowania, było skreślenie ich z listy. „Nieproduktywni” – to był techniczny termin ukuły dla określenia tej sytuacji.
Ostatni opór i dziesięciolecie aktywności
Kilku obecnych mówiło z pewną rozpaczą o złym wpływie, jaki Walter Mott wywierał na spotkanie odbywające się w jego domu w South Norwood. Co dziwne, to samo spotkanie i ten sam Walter Mott przez wiele lat byli wysoko cenieni jako dobra społeczność Badaczy Pisma Świętego, ale odkąd ujawnił swoje zastrzeżenia wobec bieżących wydarzeń, nie mówiono już o tym zbyt wiele.
Walter Mott był zamożnym biznesmenem, który po przyjęciu Wiary wiele lat wcześniej przekazał duże sumy Towarzystwu na jego działalność oraz hojne dary dla samego Tabernacle. Był radosnym, entuzjastycznym i całkowicie szczerym człowiekiem oraz popularnym starszym. Ale sprzeciwił się i musiał odejść. Najlepszym sposobem na osiągnięcie tego było wykluczenie jego lokalnej klasy. Ich zdania nie brano pod uwagę. Złożono formalny wniosek. Walter Mott nie był obecny na tym konkretnym spotkaniu. Nikt nie wydawał się uważać, że to ma znaczenie. Przed głosowaniem Albert Hudson, jedyny pozostały opozycjonista, wskazał na niesprawiedliwość potępiania człowieka pod jego nieobecność i bez wysłuchania go. Jego jedyną zbrodnią – jeśli była to zbrodnia – było to, że opowiadał się za kontrolą kongregacji nad własnymi sprawami w przeciwieństwie do dyktatury z góry, co przecież do niedawna było modelem obowiązującym w London Tabernacle. Hudson dodał, że sam był wyznaczonym przewodniczącym tej konkretnej klasy studiów w minionym miesiącu i uznał ich za żarliwą i wykształconą grupę ludzi w pełni godnych miana Badaczy Pisma Świętego. Sprzeciwił się wnioskowi.
Usiadł, myśląc: „Jeśli Mottie idzie pod topór, idę na szafot razem z nim i to jest koniec”.
I tak było. Arthur Lodge, wyważonym tonem i nienaganną angielszczyzną, przedstawił przeciwną argumentację, zapewniając wyrok. South Norwood zostało skreślone. Ostatni dwaj dysydenci poddali się. Rada Starszych z 1925 roku nie miała już żadnych opozycjonistów i żadnej opozycji.
Jednak ruch secesyjny rozkwitał i rósł w siłę.
7. PAUL S. L. JOHNSON W ANGLII
Ukonstytuowanie się Komitetu Badaczy Pisma Świętego w 1919 roku zapoczątkowało dziesięcioletni okres aktywności i wzrostu ruchu secesyjnego. Postęp był z konieczności stopniowy. Dawną zasadą Badaczy Pisma Świętego było nieprowadzenie list członkowskich, a jedynie londyńskie biuro Towarzystwa wiedziało dokładnie, jakie lokalne zgromadzenia istnieją i gdzie się znajdują.
Znaczna liczba tych grup odłączyła się lub zorganizowała w różnym czasie, nie wiedząc o powstaniu Komitetu, i nawiązała z nim kontakt dopiero wtedy, gdy wiadomości o tym dotarły do nich w późniejszym terminie. Świadomi tego faktu i pragnąc dotrzeć do każdego, kto był niezadowolony z bieżących wydarzeń, bracia przygotowali i rozpowszechnili wszelkimi dostępnymi środkami pocztówkę informującą o zaistniałej sytuacji. Zatytułowana „W Imieniu Mistrza”, głosiła ona:
Nie jest zaskakujące, że w niektórych kręgach panuje zdziwienie i rozczarowanie. Pierwotna radość z Prawdy przygasła w labiryncie aktywności i służby, która w wielu przypadkach przeszkadza pracy Ducha Świętego we własnym sercu. Dlatego niektórzy są zakłopotani i strapieni, a niektórzy tracą wiarę.
Inni przeszli przez to doświadczenie wcześniej, ale Dobry Pasterz, wierny Swemu słowu, poprowadził ich nad zielone pastwiska i spokojne wody. Dziś radują się oni społecznością, która choć nieliczna i często nie dorastająca do swych wyznań, stara się przejawiać ducha Chrystusowego. Nie ma centralnej organizacji, której nakazom wszyscy musieliby się podporządkować — poszczególne klasy same decydują o tym, co będą studiować i jak będą prowadzone ich spotkania. Istnieje darmowa literatura i liczne możliwości składania publicznego świadectwa wszelkiego rodzaju. Kilka czasopism służy duchowym potrzebom braci, a wizyty pielgrzymów, konwencje i inne środki wzrostu w łasce są do dyspozycji przyjaciół 'bez pieniędzy i bez płacenia’. Jak w dawnych dniach, dzieło Mistrza prowadzone jest w wierze, że On dostarczy środków.
Jeśli jesteś zaniepokojony w umyśle, zdając sobie sprawę, że twoje chrześcijańskie życie mogłoby być bogatsze i pełniejsze niż jest; jeśli czujesz, że nie możesz w pełni korzystać z tej wolności, którą Chrystus nas wyswobodził; bądź pewien, że są tacy, którzy czekają, aby podać ci prawicę braterskiej pomocy.
Na odwrocie karty znajdował się adres zwrotny Komitetu oraz miejsce na nazwisko i adres odbiorcy, co pozwalało na wysyłanie dalszych informacji i szczegółów dotyczących najbliższego regularnego spotkania braci. Karty te były w regularnym użyciu przez ponad piętnaście lat, ale ich największy wpływ przypadał na lata 1920-1928. Wielu braci brało duże ilości tych kart i przesyłało je swoim znajomym, dzięki czemu znaczna liczba osób nawiązała kontakt z ruchem.
Pewna liczba zgromadzeń nie przyłączyła się do tych ustaleń, woląc zachować nieco zdystansowaną postawę, przynajmniej w pierwszych latach. Ich członkowie zostali tak głęboko zranieni przez ostatnie doświadczenia, że mieli tendencję do nieufności wobec wszelkich form organizacji i decydowali się na prowadzenie swojej społeczności w pewnej izolacji. Było to odczucie zrozumiałe i w większości przypadków nie miało większego wpływu na ich więzi z braćmi w ogólności oraz ich udział w zgromadzeniach konwencyjnych i tym podobnych.
Rozwój Służby Pielgrzymiej i nowe metody ewangelizacji
Z całego kraju zaczęły napływać prośby o wizyty duszpasterskie członków Komitetu lub innych zdolnych braci w celu informowania, doradzania i zachęcania lokalnych grup, a także o materiały drukowane w formie ulotek i książek odpowiednich do pracy ewangelizacyjnej. Cały nacisk kładziono na kontynuowanie życia i działalności kościelnej w takiej formie, w jakiej istniały one przed secesją. Fundusze napływały szybko i było ewidentne, że rosnące dzieło nie będzie hamowane przez brak pieniędzy. Słusznie oceniając, że najważniejszą rzeczą jest poznanie z pierwszej ręki poglądów i życzeń braci wszędzie, pierwszym jawnym działaniem Komitetu było zorganizowanie „Służby Pielgrzymiej”.
Różni bracia podejmowali zaplanowane podróże, odwiedzając spotkania i braci na danym obszarze, aby z jednej strony służyć radą duszpasterską i zachętą, a z drugiej zdobywać wiedzę o tym, co bracia chcieliby robić i co w praktyce można zdziałać. W ciągu pierwszych dwóch lub trzech lat obowiązek ten spoczywał głównie na H. J. Shearnie, W. Crawfordzie, F. B. Edgellu i E. Housdenie; ten ostatni przez szereg kolejnych lat poświęcał tej służbie cały swój czas. W późniejszym okresie Służba Pielgrzymia znacznie się rozszerzyła.
Bracia byli oczywiście przyzwyczajeni do wspólnych spotkań na Konwencjach Generalnych, zwykle w okresach świąt państwowych, trwających kilka dni. Pierwsza konwencja w 1919 roku w East Ham Town Hall wyznaczyła schemat i stało się jasne, że podobne coroczne wydarzenie jest powszechnie pożądane. Zgodnie z tym ustanowiono ogólnokrajową Konwencję trwającą trzy dni podczas sierpniowego weekendu Bank Holiday w Londynie — trwało to jeszcze ponad pół wieku później. Przez pierwsze pięć lat, począwszy od 1920 r., odbywały się one w South Place Institute w Londynie, przy udziale uczestników z całego kraju. Zgromadzenia te łączyły braci, którzy inaczej by się nie poznali, zacieśniając to, co tradycyjnie nazywano „więzią, która łączy”. Inne konwencje organizowane przez trzy główne zgromadzenia w Brytanii — Forest Gate, Glasgow i Manchester, zazwyczaj w okresie Wielkanocy lub Zielonych Świątek, również wnosiły swój wkład w ogólne dobro.
„Karta Królestwa” i działalność wydawnicza
Cała ta aktywność była bardzo cenna i satysfakcjonująca, ale bracia nie zamierzali tworzyć swego rodzaju klubu religijnego i towarzystwa wzajemnej adoracji, w którym całe nauczanie skierowane byłoby tylko do już nawróconych. Wiara Badaczy Pisma Świętego była z natury wiarą misyjną — chcieli literatury ewangelizacyjnej, dużej jej ilości, swobodnie dostępnej, tak jak to było w dawnych dniach. Dlatego w 1920 roku, sześć miesięcy po utworzeniu Komitetu, do akcji wkroczyły drukarnie.
Tym pomysłem była „Karta Królestwa” (Kingdom Card). Karta Królestwa była małą zieloną kartką, nieco mniejszą od zwykłej pocztówki. Na jednej stronie widniało przesłanie zwracające uwagę na znaczenie bieżących wydarzeń w relacji do biblijnych zapowiedzi przyszłych planów Bożych. Druga strona zawierała adres Komitetu i miejsce dla pytającego na wpisanie swojego nazwiska i adresu. Nadawca karty otrzymywał zestaw literatury oraz szczegóły dotyczące lokalnych spotkań. Pomysł okazał się natychmiastowym sukcesem. W późniejszych latach roczny nakład osiągał prawie ćwierć miliona sztuk rocznie, a w odpowiednich centrach Wielkiej Brytanii istniały trzy punkty dystrybucji. Odzew ze strony „publiczności” znacznie przekraczał ten zwyczajowy przy dawnych traktatach, a pomysł „chwycił” wszędzie.
Oczywiście trzeba było zapewnić odpowiednią literaturę „uzupełniającą”, aby doposażyć Kartę Królestwa, która w końcu była tylko środkiem do uzyskania zapytania. Dlatego od 1921 roku trwała coroczna produkcja i konsumpcja cztero-stronicowych ulotek zajmujących się tematami takimi jak:
-
„Dlaczego Bóg dopuszcza zło”
-
„Ciemna chmura i jej srebrne obrzeże”
-
„Która Ewangelia jest prawdziwa”
-
„Przyjdź Królestwo Twoje”
-
„Nadchodzi Lepszy Dzień” i inne.
Wszystko to wysunęło na pierwszy plan kwestię publikowania większych książek poświęconych wykładowi Wiary. Szczególnie pożądany był dostęp do wydania tradycyjnego podręcznika, „Boskiego Planu Wieków”, bez starego emblematu Towarzystwa. Rezultatem było wydanie w 1922 roku prawdopodobnie najpiękniejszej edycji „Boskiego Planu”, jaka kiedykolwiek się ukazała. Pełny format biblioteczny, oprawa w ciemnoniebieskie płótno ze złotymi napisami i portretem autora na froncie – książka ta stała się standardowym wydaniem wśród braci na kolejne dwadzieścia lat.
Stopka wydawnicza była potrójna: Bible Students Committee of London, Pastoral Bible Institute of Brooklyn oraz Berean Bible Institute of Melbourne. Projekt został zrealizowany przez Komitet, a książkę wydrukowano w Anglii; pozostałe dwie organizacje przejęły swoją część nakładu na własny użytek, odpowiednio dzieląc koszty.
Przenikliwy umysł H. J. Shearna szybko dostrzegł, że wigor, z jakim rozpowszechniano to wydanie „Boskiego Planu”, wkrótce wywoła zapotrzebowanie na coś tańszego niż pełna edycja biblioteczna. Wynikiem było jego mistrzowskie skrócenie pełnej, 350-stronicowej książki do zaledwie 100 stron, przy zachowaniu jej zasadniczego przesłania. Zostało ono wydane pod koniec 1922 roku pod tytułem „The Plan of God in Brief” („Plan Boży w skrócie”), w atrakcyjnej złoto-zielonej sztywnej papierowej okładce. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy rozeszło się ponad pięć tysięcy egzemplarzy.
Dwa lata później ukazały się dwie skromniejsze książki w oprawie płóciennej, skierowane nie do pracy ewangelizacyjnej, lecz do samych braci. Bardziej dalekowzroczni przewidywali potrzebę zwięzłej i jasnej definicji zasadniczych doktryn teologii chrześcijańskiej w świetle typowego stanowiska Badaczy Pisma Świętego. Werdykt większości brzmiał: używanie „Wykładów Pisma Świętego” noszących obraźliwy emblemat uznano za nierozsądne, gdyż utrwalało to w świadomości publicznej związek ze starym Towarzystwem, co nie miało już miejsca.
To, co zrobiono, to opublikowanie w tym samym roku dwóch skromnych książek: „A Review of the Doctrines” („Przegląd doktryn”) oraz „Doctrines and Disciplines” („Doktryny i dyscyplina”), które stosunkowo zwięźle przedstawiały poglądy doktrynalne braci. Publikacje te weszły do użytku w celu pouczania nowych członków wspólnoty. W 1930 roku Komitet opublikował książkę Benjamina Bartona zatytułowaną „Przymierza Boże”, omawiającą biblijne doktryny przymierzy, okupu, ofiary za grzech i usprawiedliwienia; cieszyła się ona umiarkowanym nakładem i była dostępna aż do czasów II wojny światowej.
Narodziny „Bible Student Monthly”
Najważniejszym wydarzeniem roku 1924 było jednak powstanie czasopisma „Bible Student Monthly”. Od początku zdawano sobie sprawę, że odpowiedni periodyk jest niezbędny dla nowej wspólnoty. Czasopismo Pastoralnego Instytutu Biblijnego z Brooklynu, „The Herald of Christ’s Kingdom”, zaczęło wypełniać lukę dla wielu braci – Komitet działał jako jego brytyjski agent, a nakład w Wielkiej Brytanii stale rósł przez około dziesięć lat. Jednak w tej, jak i w innych sferach, istniało silne poczucie niezależności – przekonanie, że brytyjska wspólnota musi być tak narodowa, jak to tylko możliwe.
Dlatego w połowie 1924 roku ukazał się pierwszy numer nowego czasopisma pod redakcją Ebenezer’a Housdena. Było ono bardzo skromne w porównaniu z pismem w jego dzisiejszej formie, ale był to początek. Ograniczając się wówczas głównie do artykułów o charakterze budującym i instruktażowym, służyło m.in. do rozpowszechniania ogłoszeń o konwencjach, podróżach pielgrzymów, działalności lokalnych zgromadzeń i wiadomościach ogólnego zainteresowania.
Pierwotny tytuł brzmiał „B.S.C. Monthly”, ale w 1927 roku zasugerowano zmianę na „Bible Students Monthly”, co na Konwencji Generalnej w Huddersfield w tym samym roku przyjęto z aklamacją. (Dalsza zmiana na „Bible Study Monthly” nastąpiła w 1952 roku z powodu mylenia ruchu w oczach opinii publicznej ze starym Towarzystwem i pod tym tytułem pismo ukazuje się do dziś).
Były też inne próby. W 1925 roku zbór w Glasgow rozpoczął wydawanie „Associated Bible Students Magazine” na większą skalę niż „Monthly”; prawdopodobnie stało się to przyczyną jego upadku, gdyż mimo dobrego poziomu literackiego i edytorskiego nie zdołał się utrzymać i zniknął po kilku latach. Frank Edgell opuścił Komitet w 1923 roku, aby poświęcić się wydawaniu małego czasopisma o nazwie „Fellowship”, które nadal wychodzi pod inną redakcją (Frank Edgell zmarł w 1965 roku). Bracia „Dawn” z USA, którzy pojawili się w 1930 roku, zaczęli wydawać pismo „The Dawn”, które ma ograniczony nakład w Wielkiej Brytanii. „Bible Study Monthly” pozostaje głównym czasopismem i w rzeczywistości zwiększyło swój zasięg na większość części świata, znajdując w Wielkiej Brytanii czytelników (zarówno świeckich, jak i duchownych) niemal we wszystkich wyznaniach chrześcijańskich, do tego stopnia, że czytelnicy „spoza” znacznie przewyższają liczbę braci, dla których pismo pierwotnie powstało.
Osobna droga: LHMM
Warto w tym miejscu wspomnieć o jednej małej społeczności brytyjskich Badaczy Pisma Świętego, która trzymała się nieco z boku głównego nurtu. W 1916 roku, kiedy Paul Johnson z USA odegrał znaczącą rolę w wydarzeniach w tym kraju, była niewielka grupa osób, które poparły jego działania i utworzyły zalążek zwolenników pozostających z nim w kontakcie. Kiedy później, już w Ameryce, zorganizował on Laymen’s Home Missionary Movement (LHMM), grupa ta uznała się za członków tego ruchu w naszym kraju.
Pod wpływem wpajanego przez Johnsona przekonania, że tylko oni reprezentują prawdziwą „ostatek” pierwotnego ruchu Badaczy Pisma Świętego, przez lata kroczyli osobną drogą. Bardzo mocno trzymali się poglądów i metod pracy charakterystycznych dla brata Russella, ale dodatkowo postrzegali Paula Johnsona jako jego natchnionego następcę, którego wskazówkom w sprawach wiary i postępowania należy być bezwzględnie posłusznym.
Ponieważ właśnie to roszczenie (o konieczności posłuszeństwa jednemu liderowi) było powodem, dla którego brytyjscy bracia jako całoś odłączyli się od Rutherforda, nie dziwi fakt, że idea ta znalazła niewielkie poparcie gdzie indziej. Nie było większego sensu w odrzucaniu Rutherforda po to, by w jego miejsce przyjąć Johnsona i jego następców (zmarł on w 1952 r.). W rzeczywistości niemal nikt w Wielkiej Brytanii nie chciał mieć z nim nic wspólnego po wydarzeniach z 1916 roku.
Ruchowi LHMM należy się jednak uznanie za jego inicjatywę misyjną, a także za głębokie poczucie całkowitego poświęcenia w służbie Panu, przejawiane przez jego członków. W ostatnich latach są oni reprezentowani głównie w Midlands, a ich gorliwość w krzewieniu Wiary jest godna naśladowania. Ich upór w kwestii tego, że każde zgromadzenie i każda jednostka musi akceptować kierownictwo i interpretację Pisma lidera ruchu jako osoby powołanej przez Pana na ten urząd, ma tendencję do wykluczania jakiegokolwiek organicznego połączenia czy wzajemnej współpracy, co przez wielu odczuwane jest z żalem. Niemniej jednak muszą być oni uważani za część wspólnoty, mimo ich niechęci do przyłączenia się do głównego nurtu.
Tak więc rok 1925, sześć lat po formalnej secesji, przyniósł praktyczne zakończenie tego procesu. Nowa wspólnota działała w pełni, z funkcjonującymi konwencjami i służbą pielgrzymią – tak jak dawniej – z prosperującymi lokalnymi spotkaniami oraz obfitymi zapasami literatury, dzięki której poselstwo o Królestwie mogło być ogłaszane. Do tego czasu liczba stowarzyszonych zgromadzeń wzrosła do nieco poniżej 200. Faktyczna liczba była niemal na pewno znacznie większa, gdyż są to tylko te, które są znane i dają się wywieść z zapisów, a faktem jest, że wiele niezależnych spotkań powstawało spontanicznie i nigdy nie pojawiło się w żadnych rejestrach. Utrzymywano bliski kontakt ze zorganizowanymi braćmi w USA, Australii, Niemczech, Danii, Szwecji, Norwegii i Finlandii. Kraj – i świat – powoli podnosił się ze skutków I wojny światowej, a przyszłość z punktu widzenia działalności na rzecz Prawdy rysowała się w różowych barwach.
William Crawford i stabilizacja wspólnoty
W 1924 roku William Crawford, brat o długim stażu i darzony wielkim szacunkiem – najpierw w Glasgow, a później w Londynie – zaczął wyrażać przekonanie, że istnieje potrzeba położenia większego nacisku, za pomocą słowa drukowanego, na konieczność „zdrowej nauki”. Było to samo w sobie dobre; większość braci akceptowała tę zasadę, a w tamtym czasie we wspólnocie nie było rozbieżności doktrynalnych – niektóre pojawiły się później. Konieczność tego, co wydawało się nadmiernym naciskiem, nie przemawiała jednak do większości. Crawford przedłożył propozycję, aby Komitet poparł i opublikował jego poglądy na temat doktrynalnych podstaw Wiary.
Komitet nie był przekonany, czy wspomniane poglądy, a przynajmniej sposób ich wyrażania, uzasadniają podjęcie się tego zadania. Głosowanie nad wnioskiem zakończyło się wynikiem: dwóch członków za, pięciu przeciw. Świadomi jednak fundamentalnej zasady wspólnoty, że kierownictwo nie pochodzi z centrum organizacyjnego, lecz od samej społeczności, poddano tę propozycję pod ogólnokrajowe referendum. Był to trzeci przypadek odwołania się do referendum w ciągu pięciu lat istnienia Komitetu. Wynikiem było miażdżące odrzucenie propozycji.
William Crawford przyjął tę decyzję z dobrym sercem i zdecydował, że sam będzie publikował treści, które miał na myśli, znajdując własne środki na ich upowszechnianie, w czym Komitet życzył mu powodzenia (God-speed). W konsekwencji w 1925 roku ukazał się pierwszy numer „Old Paths Publications” i znalazł chętnych czytelników wśród niektórych braci. Zdając sobie sprawę, że trudno mu pozostać w Komitecie, nie angażując go w pewnym stopniu w swoją publikację, zrezygnował z członkostwa w 1924 roku, by poświęcić się wybranej pracy.
Crawford, nieugięty Szkot, miał tendencję do bycia dość dogmatycznym w kwestiach doktrynalnych i czasem potępiał to, co uważał za rozluźnienie w wierze. Wielu doceniało jego charakterystyczną posługę i pozostawał on popularnym mówcą na konwencjach, choć miał skłonność do przekraczania normalnego czasu sześćdziesięciu minut. Przywołuje to na myśl pół-humorystyczny incydent z konwencji w Conway Hall w 1931 roku, gdzie William był mówcą w niedzielny poranek. Zgodnie z przewidywaniami nadeszła godzina wpół do pierwszej, kiedy sesja powinna się skończyć, a on dopiero „rozgryzał” temat. Brat H—, przewodniczący konwencji tego dnia, podszedł cicho za mówcę i położył przed nim na pulpicie kartkę z napisem: „CZAS KOŃCZYĆ”. Ale nie nieustraszony William. Podniósł kartkę, spojrzał na nią i ogłosił słuchaczom:
Brat H— uważa, że to już czas, abym skończył
– i natychmiast to zrobił.
Publikacje „Old Paths” kontynuowano przez trzydzieści lat, aż do śmierci Williama Crawforda w 1957 roku. Miał on długą i zaszczytną drogę wśród braci – był jednym z pierwszych, którzy przyjęli wiarę około 1885 roku w Glasgow, służył jako starszy w tamtejszym Kościele aż do przyjazdu do Londynu in 1911 roku, a następnie odegrał wiodącą rolę w formowaniu niezależnej wspólnoty w 1919 roku.
Do roku 1925 „choroby wieku dziecięcego” minęły i wspólnota wpłynęła na spokojniejsze wody. Do tego czasu „tylna straż”, która pozostawała w London Tabernacle i kilku innych większych ośrodkach w beznadziejnym oporze wobec zmieniającego się tam porządku, albo poddała się, albo została wyeliminowana. Wszyscy byli teraz razem w jednym obozie, współpracując dla przyszłości.
Od tego momentu liczba osób przyłączających się z tego źródła zaczęła gwałtownie spadać; większość tych, którzy mieli „wyjść”, już to zrobiła, a całkowita liczba niezależnych braci w kraju zbliżała się do czterech tysięcy. Co naturalne, poszerzający się wachlarz zdolnych braci znalazł odzwierciedlenie w składzie Komitetu – kolejne doroczne wybory pokazywały odchodzenie od początkowej przewagi braci z Londynu na rzecz większej reprezentacji z prowincji. Głosy braci z całego kraju zapewniały okresowy dopływ „świeżej krwi”, z korzyścią dla wspólnoty.
Jedynie Henry Shearn pozostał w składzie od powstania aż do przejścia na emeryturę – zapewnił mu to powszechny szacunek i miłość, jakimi go darzono.
Dwie tradycyjne formy aktywności, które próbowano ożywić w tej dekadzie, okazały się rozczarowujące. Praca kolporterska z okresu przed 1916 rokiem była tak skuteczna, że bracia naturalnie założyli, iż można ją przywrócić w dawnej formie. Od 1925 roku i przez około dziesięć lat nieliczni podejmowali sporadyczne próby powrotu „na szlak”, używając nowego wydania „Boskiego Planu” jako głównego narzędzia. Gusta społeczeństwa jednak się zmieniały. Ludzie nie byli już tak zainteresowani religią oferowaną u ich drzwi. Pokolenie powojenne nie było tak chłonne, jak to przedwojenne.
Choć w dowolnym momencie tego okresu w różnych częściach kraju w pracę kolporterską zaangażowanych było około dziesięciu braci, okazało się to przedsięwzięciem nieopłacalnym. Z tego powodu praca ta stopniowo zanikała, aż w końcu ustała całkowicie.
Innym rodzajem aktywności były wykłady publiczne. Naturalnym założeniem było to, że liczna publiczność, normalna w latach przedwojennych, powróci – ale tak się nie stało. Istniało ku temu kilka powodów i nie był to brak gorliwości czy wysiłku ze strony braci. Dekada lat 20. była czasem, w którym bardzo wielu ludzi rozczarowało się religią – niedawna wojna światowa odcisnęła tu swoje piętno. Czasy były ciężkie, a przystosowanie do normalnego życia powolne i bolesne.
Właśnie wynaleziono radio i nowością było siedzenie w domu i słuchanie mówcy ze stacji radiowej British Broadcasting Company (BBC), co było być może nieco wygodniejsze niż wychodzenie z domu, by słuchać prelegenta w lokalnej sali. (W 1928 roku BBC zaprosiło Henry’ego Shearna do wygłoszenia piętnastominutowej prezentacji wiary Badaczy Pisma Świętego „na antenie”. Odmówił, twierdząc, że nie może powiedzieć tego, co chce, w piętnaście minut – być może był to błąd; zaproszenie nigdy nie zostało powtórzone). Nieco więcej szczęścia odnotowano w latach 30., ale na razie zainteresowanie było niewielkie.
Typowym przykładem był wykład w Woolwich Town Hall w południowo-wschodnim Londynie, gdzie w 1910 roku Pastor Russell przemawiał do tysiąca miejscowych osób. W 1927 roku obecnych było zaledwie sto dwadzieścia osób. Inne wysiłki w tej dekadzie wykazały ten sam spadek zainteresowania, tak że przegląd sytuacji dokonany przez czołowych braci w 1928 roku zawierał opinię, iż w tej formie świadectwa „wyniki nie są dobre”.
Powoli wyciągano lekcję, że wraz z następowaniem kolejnych pokoleń zmieniają się poglądy i standardy, a wraz z nimi muszą zmieniać się metody głoszenia Ewangelii, która sama w sobie nigdy się nie zmienia. Wykłady publiczne trwały jeszcze przez wiele lat po tej dekadzie, ale już bez oczekiwania na tysiące słuchaczy. Przecież Pan powiedział kiedyś:
„Kto wzgardził dniem małych początków?”.
Służba dla Niewidomych
W innym kierunku odnotowano realny efekt. W 1922 roku zasugerowano, że skuteczną drogą służby może być pomoc niewidomym. W tamtym czasie istniało niewiele zorganizowanych ułatwień w dostępie do lektury dla takich osób. Dyskusje zainteresowanych doprowadziły do zwrócenia się do Komitetu z prośbą o zbadanie możliwości w tym zakresie.
Rezultatem było wprowadzenie biblioteki wypożyczającej literaturę Prawdy w alfabecie Braille’a. Koszt początkowy był wysoki, ale napłynęły odpowiednie fundusze. Do 1924 roku „Boski Plan Wieków” został przełożony na Braille’a wraz z szeregiem krótkich rozpraw na interesujące tematy. „Boski Plan” składał się z sześciu tomów Braille’a, z których każdy miał wymiary czternaście na dziesięć cali i trzy cale grubości; kolejne części były wysyłane pocztą do zainteresowanych czytelników. Na początku wyprodukowano i wprowadzono do zasobów pięćdziesiąt pięć takich tomów, w tym pięć kompletnych zestawów „Boskiego Planu”. Braci wszędzie zachęcano do odszukiwania niewidomych w swoich rejonach i przesyłania nazwisk osób pragnących skorzystać z tej usługi. Prawie natychmiast zapisało się trzydzieści sześć takich osób i system zaczął działać.
Zgodnie z dalszą sugestią, do kompendium dodano sto pojedynczych arkuszy zawierających ulubione hymny, z myślą o tym, że niektórzy mogą docenić możliwość przeczytania słów prawdopodobnie już im znanych. Rok 1925 przyniósł dodanie w alfabecie Braille’a tomu 5 – „Pojednanie”, oraz książki „Cienie Przybytku”. Liczba czytelników wzrosła; znajdowali się oni w całym kraju – od Brighton na południowym wybrzeżu po Thurso na północy Szkocji.
Trzy lata później do rosnącej biblioteki dodano szereg traktatów dotyczących różnych aspektów Pisma Świętego, zwłaszcza tych odnoszących się do wydarzeń zwiastujących koniec Wieku i nadchodzące Tysiącletnie panowanie Chrystusa. Mała grupa braci zajmująca się tym aspektem pracy była w pełni zaabsorbowana pakowaniem, wysyłką, ewidencjonowaniem i odbieraniem stale krążących książek. W 1930 r. donoszono, że książki będące w magazynie są w pełni wykorzystywane. Trwało to do 1934 r., kiedy to dodano tom 2 – „Nadszedł Czas”, wraz z kolejnymi trzema tuzinami traktatów „tysiącletnich” i częścią scenariusza „Fotodramy Stworzenia”. Rok 1937 przyniósł ostatnią konwersję na Braille’a w postaci tomu 6 – „Nowe Stworzenie”; praca ta ukazała się w formie siedmiu grubych tomów, które wysyłano czytelnikom pojedynczo.
Do 1940 roku oryginalne książki, czytane dziesiątki razy, stały się tak zużyte, że praktycznie nie nadawały się do użytku. Jedynie najnowszy, szósty tom, był w stanie pozwalającym na dalsze korzystanie. Jednocześnie państwowe biblioteki publiczne dostrzegły ten problem i dostarczały coraz więcej przykładów literatury Braille’a wszelkiego rodzaju. Stało się oczywiste, że odnawianie zużytych egzemplarzy nie służy już żadnemu celowi, dlatego w 1943 r. biblioteka Braille’a została zamknięta, a nieużyteczne kopie zniszczone. Przez dwadzieścia lat służyła ona szczytnemu celowi i wielu doceniło poselstwo, o którym inaczej mogliby nigdy nie usłyszeć.
Fundusz Dobroczynny (Benevolent Fund)
Inną ścieżką służby, która znalazła gotowe pole do działania, było powołanie Funduszu Dobroczynnego. Już przy inauguracji nowej wspólnoty in 1919 roku czuło się i wyrażano podczas obrad Konwencji, że należy pomyśleć o trudnej sytuacji braci dotkniętych skutkami wojny, która zakończyła się zaledwie dziewięć miesięcy wcześniej. Konsekwencją było ustanowienie funduszu, z którego można było zaspokajać potrzeby takich osób (w tamtych czasach nie istniało coś takiego jak opieka społeczna – ostatecznym końcem bardzo biednych był dom pracy).
Mając w pamięci żarliwe słowa Apostoła Jakuba, administrację funduszu powierzono centralnemu Komitetowi z napomnieniem, by – ponownie cytując Jakuba – potrzebujący byli „ogrzani i nasyceni”. Pod względem finansowym Fundusz od początku był dobrze wspierany przez darczyńców. Potrzeba i jej zaspokajanie wzrosły, gdy kraj – i świat – zmierzał ku wielkiemu kryzysowi finansowemu i gospodarczemu roku 1930. Do tego czasu dobrowolnie przekazywano nie tylko pieniądze, ale także odzież (używaną i nową) oraz niezbędne wyposażenie domowe, takie jak pościel.
O skali tej pracy świadczy fakt, że w 1933 roku w Anglii i Szkocji istniało nie mniej niż szesnaście centrów dystrybucji, obsługiwanych przez braci wolontariuszy, którzy przyjmowali i przechowywali artykuły, a następnie wysyłali je zgodnie z informacjami przesyłanymi z biura centralnego. Braci w całym kraju proszono o zgłaszanie każdego przypadku zauważonej potrzeby, po czym podejmowano odpowiednie działania.
Potrzeba była szczególnie wielka w południowej Walii, gdzie znaczna liczba braci w dolinach górniczych przez długi czas pozostawała bez pracy, bez pieniędzy i bez jedzenia. Gdyby nie ich żarliwa wiara, byliby też bez nadziei. Jeszcze w połowie lat 30., kiedy ciężar zaczął lżeć, chrześcijańska hart ducha tych braci z południowej Walii stał się niemal przysłowiowy i w cudownym Bożym porządku stali się oni inspiracją dla innych.
Wprowadzenie rządowego systemu ubezpieczeń społecznych w 1948 roku odciążyło Fundusz Dobroczynny, ale w niektórych kręgach zawsze istniała potrzeba, którą należało zaspokoić, więc fundusz kontynuował swoją działalność i funkcjonuje do dziś. Po II wojnie światowej istotnym elementem stała się pomoc dla braci w Niemczech; również administracja Funduszu przeszła w ręce oddzielnego komitetu powołanego w tym celu.
Druga połowa dekady przyniosła gwałtowny wzrost aktywności Pielgrzymów. Głównym powodem był znaczny przyrost liczby lokalnych zgromadzeń oraz rosnąca świadomość, że całkowicie brytyjski, niezależny ruch Badaczy Pisma Świętego stał się rzeczywistością i pozostanie na stałe.
Przez kilka lat Ebenezer Housden podróżował po Anglii i Szkocji, z okazjonalnymi wyprawami do Irlandii. W 1928 roku dołączył do niego Thomas Smedley i we dwóch odbyli ponad trzysta wizyt w lokalnych ośrodkach. W 1929 roku na krótko dołączył do nich Henry Shearn z podobnym programem. W 1930 roku Housden musiał zrezygnować, ale lukę tę wypełnił Tom Holmes, a później podobną służbę pełnił George Ford z Luton. Pełny program takich wizyt utrzymano aż do końca lat 30.
Oprócz posługi braci brytyjskich, kraj odwiedzali również goście z zagranicy. W 1924 roku na zaproszenie BSC przybył brat Blackburn z USA, który odwiedził trzydzieści lokalnych spotkań. W 1926 roku przyjechał Isaac Hoskins (na zaproszenie zboru Forest Gate) i spędził w kraju sześć miesięcy. Następnie w 1929 roku, na zaproszenie BSC, przybył R. B. Nicholson z Berejskiego Instytutu Biblijnego w Australii. Wszyscy zgadzali się, że bracia są obsługiwani przez wizytujących braci lepiej niż kiedykolwiek w latach przed secesją. Przez całe lata 30. niemal każdego roku jeden lub więcej braci z USA lub kontynentu odbywało trasę po kraju.
„Zgromadzenia Domowe” jako odpowiedź na kryzys
Lata 1926–1930 przyniosły spadek liczby Konwencji Generalnych. Kondycja ekonomiczna kraju pogarszała się, bezrobocie rosło, a zbliżał się zapaść gospodarcza roku 1930. Koszty podróży i zakwaterowania na trzy lub cztery dni konwencji w wielkim mieście stawały się poważnym obciążeniem. Ogólnokrajowe referendum w 1925 roku wykazało silną preferencję dla organizowania większej liczby lokalnych „Zgromadzeń Domowych” (Home-gatherings), gdzie frekwencja oscylowała w granicach 100–150 osób, zamiast wielkich konwencji dla 600 uczestników.
„Zgromadzenie Domowe” zawdzięczało swoją nazwę temu, że było to jednodniowe spotkanie braci z określonego obszaru (np. sześciu lub siedmiu sąsiednich grup), a nie wydarzenie przyciągające ludzi z całego kraju. Zaletą były niskie koszty podróży i brak wydatków na nocleg. W 1927 roku odbyło się co najmniej piętnaście takich spotkań w miejscach tak odległych jak Worthing, Cardiff czy Mansfield. W 1929 roku było ich już blisko trzydzieści. Szczyt przypadł na rok 1936, kiedy zorganizowano ponad czterdzieści takich wydarzeń.
Typowy raport z „Monthly” ze stycznia 1936 roku, nadesłany przez brata Cartera z Tunbridge Wells – małego człowieka o wielkim sercu – ilustruje ducha tych spotkań:
„My z małej klasy w Tunbridge Wells mieliśmy radosne zgromadzenie 17 października. Gościliśmy braci i siostry z wielu okręgów, a ich radosne i kochające twarze były prawdziwą inspiracją… Około 90 przyjaciół słuchało poselstwa”.
Brat Carter nie wspomniał jednak w raporcie o humorystycznej „gafie”, którą popełnił w przemówieniu powitalnym. Odśpiewano hymn „Jak rzeka wspaniała jest doskonały pokój Boży”. Trzecia zwrotka zawiera metaforę zegara słonecznego (sun-dial): „Każda radość czy próba spada z góry, nakreślona na naszej TARCZY [dial] przez słońce miłości”. Brat Carter, w swojej niewinnej prostocie, znał tylko angielskie slangowe znaczenie słowa „dial” oznaczające „twarz”. Wypalił więc:
„Kiedy patrzę na te wszystkie wasze szczęśliwe buzie, myślę sobie, że nigdy w życiu nie widziałem takiej kolekcji lśniących tarczy (dial)!”.
Konwencja w Conway Hall (1931)
W tym czasie w kraju istniało około 240 regularnych zgromadzeń – od dużych kościołów miejskich w Glasgow czy Forest Gate (po ok. 400 członków), przez Manchester czy Birmingham (100–150), aż po wiejskie grupy liczące dziesięć lub dwadzieścia osób. Ostrożne szacunki oparte na zachowanych zapisach pozwalają przyjąć, że w 1930 roku aktywna społeczność liczyła około cztery tysiące osób.
Do tej pory doroczną konwencję londyńską organizował Komitet. Jednak w 1931 roku bracia z Londynu czuli się już na siłach, by przejąć stery. Idealnym miejscem okazał się Conway Hall – zupełnie nowy budynek w centrum Londynu. Konwencja Badaczy Pisma Świętego była w rzeczywistości pierwszą imprezą, jaka odbyła się w jego murach po otwarciu. W kolejnych latach Conway Hall stał się niemal domem dla brytyjskich braci – konwencje odbywały się tam praktycznie co roku (z przerwą na czas wojny) aż do 1970 roku.
Konwencja rozpoczęła się w Wielki Piątek 1931 roku i trwała do Poniedziałku Wielkanocnego. Sala na 600 miejsc była stale wypełniona, a przez całe wydarzenie przewinęło się prawdopodobnie blisko tysiąc osób. Gościem specjalnym był Isaac Hoskins z USA.
Zmiana warty
Konwencja dobiegła końca, a uczestnicy wrócili do domów promienni, pełni duchowego wzmocnienia i radosnych oczekiwań na przyszłość. Niewielu wiedziało, że te dni wzrostu i budowania mają wkrótce ustąpić miejsca czasowi konsolidacji tego, co już osiągnięto. Lata mijały; bracia, którzy pamiętali jeszcze czasy „Żniwa” i przeszli przez trudne chwile secesji, zaczynali odczuwać ciężar wieku.
Do głosu dochodziło młodsze pokolenie. Pokolenie, które nigdy nie zaznało entuzjazmu przedwojennego głoszenia ani mrocznych czasów walki o niezależność z lat 1917–1919. Ponieważ byli młodzi i patrzyli na świat z innej perspektywy, musieli nieuchronnie postrzegać Wiarę – i przyszłość – przez własny pryzmat. To miało przynieść zmiany.
Było to trudne do zaakceptowania dla wielu starszych osób; tak jest zawsze w każdym pokoleniu. Coś z dawnego zapału miało zostać utracone, podobnie jak część dawnego światopoglądu. Jednak dzieło Prawdy toczyło się dalej.
8. PODZIAŁY I REORGANIZACJA
Dekada rozpoczynająca się rokiem 1930 była spokojna w porównaniu z poprzednią. Trauma rozstania należała do przeszłości; gorączkowa aktywność związana z budowaniem organizacji i przyzwyczajaniem się do nowego porządku dobiegła końca. Konwencje, służba pielgrzymia oraz – w mniejszym stopniu – „publiczne świadectwo” przebiegały normalnie, tak jak w przeszłości, a perspektywy na przyszłość wydawały się pomyślne.
Niemniej jednak istniała różnica. Nie wynikała ona z tego, że spotkań publicznych było mniej niż dawniej, ani z faktu, że frekwencja na nich liczona była w setkach zamiast tysięcy, czy w dziesiątkach zamiast setek. Żarliwość w głoszeniu tego, co zwykle nazywano „ewangelią królestwa”, była tak silna jak zawsze i nie gasła pod wpływem mniejszego odzewu. Nie chodziło też o to, by ze wspólnotą lub spotkaniami działo się coś złego. W Zjednoczonym Królestwie istniało obecnie ponad 240 oddzielnych zgromadzeń, zrzeszających łącznie około czterech tysięcy braci i znaczną liczbę sympatyków uczęszczających na niedzielne spotkania. Nie brakowało świątecznych i weekendowych konwencji, a służba pielgrzymia realizowała znacznie większą liczbę wizyt w klasach, niż kiedykolwiek w dniach przed rokiem 1916. Wszystko zdawało się zachęcać, a przyczyn do przygnębienia było niewiele.
Różnica tkwiła w rosnącej świadomości, że tradycyjne oczekiwanie na szybki koniec Wieku i inaugurację Tysiącletniego Królestwa było zbyt optymistyczne. Wybuch I wojny światowej w 1914 roku, uzasadniający wcześniejsze o czterdzieści lat oczekiwania na to wydarzenie, przekonał praktycznie wszystkich wiernych, że pozostałe zapowiedziane wydarzenia nastąpią bez zwłoki. Wtedy wszystko miałoby się skończyć i nastałby nowy Wiek. Nikt w tamtym czasie nie śnił, jak długo stary świat będzie umierał. Dzisiaj, ponad siedemdziesiąt lat później, widać wyraźniej, że zaangażowane kwestie wymagały znacznie dłuższego czasu, niż wówczas przewidywano. Jednak te siedemdziesiąt lat przyniosło większość oczekiwanych wydarzeń, które przeszły do historii, a „obecny świat” wszedł w swoje agonalne drgawki.
W samym oczekiwaniu nie było nic złego poza wyczuciem czasu, ale nie można było oczekiwać, że gorliwe dusze z 1930 roku będą o tym wiedzieć. Manifestował się element niepewności co do tego, co może przynieść przyszłość, co miało tendencję do tępienia ostrza świadectwa i ograniczania siły głoszenia.
Zmiana metod ewangelizacji i kolportażu
Lata trzydzieste były więc spokojniejsze. Powszechnie uznano, że czas, pieniądze i wysiłek włożony w organizację spotkań publicznych nie są uzasadnione wynikami, i ten aspekt działalności stopniowo ograniczano. Glasgow zorganizowało serię pięciu kolejnych spotkań w 1933 roku, uzyskując średnią frekwencję 70 osób. Warrington w tym samym roku mogło przyciągnąć tylko 35 osób. Abertillery w południowej Walii, w serii siedmiu spotkań, miało 100 osób na jednym, ale 60 lub mniej na pozostałych. W Gateshead w 1939 roku rozdano pięć tysięcy ulotek od drzwi do drzwi, zamieszczono ogłoszenia w lokalnej prasie i wyświetlono slajdy we wszystkich okolicznych kinach. Przyszło pięćdziesiąt osób.
Jedyną jasną gwiazdą – choć niezbyt jasną – w tej dekadzie była wizyta Normana Woodwortha z amerykańskiego ruchu „Dawn” (Brzask) w 1938 roku. Przemawiał on na cyklu publicznych spotkań w dziewięciu brytyjskich miastach od Londynu po Glasgow, po których odbyło się jedenaście kolejnych spotkań prowadzonych przez różnych brytyjskich braci. Najwyższa frekwencja wyniosła 360 osób, a najniższa 80. Było to dalekie echo dni, gdy Royal Albert Hall w Londynie, St. Andrews Hall w Glasgow czy Manchester Hippodrome wypełniały się pięcioma lub sześcioma tysiącami ludzi. Poselstwo, które tak łatwo znajdowało miejsce w sercach pokolenia z 1910 roku, nie miało tego samego uroku w roku 1930, dlatego bracia zwrócili uwagę na inne metody ewangelizacji.
Oczywistą alternatywą było zintensyfikowanie ogólnego kolportażu ulotek, od drzwi do drzwi lub w inny sposób. To zawsze było atrakcyjne, ponieważ istniało tak wiele sposobów robienia tego, niektóre graniczyły z dziwactwem. Na przykład Horace Norris z Abertillery rozwinął praktykę wkładania traktatów do szklanych butelek i wrzucania ich do rzeki Usk, skąd trafiały do kanału Bristolskiego, a potem na pełne morze. Zapytania od ludzi, którzy znaleźli i otworzyli butelki, napływały często z wybrzeży północnej Walii aż po ujście Tamizy. „Grupy traktatowe” młodszych ludzi z dużych zgromadzeń wyruszały w weekendy na rowerach, by zalać wiejskie miasteczka poselstwem o Królestwie. Skala tej pracy nie umywała się do dawnych czasów, gdy liczba rozdawanych rocznie traktatów szła w miliony. Normą stało się kilkaset tysięcy rocznie.
Mimo tych czynników, większość lat przyniosła wydanie kilku nowych tytułów ulotek, dostarczanych użytkownikom bezpłatnie. Świadomi potrzeby rozsądnego korzystania z nich, przyjaciele z Barrow-in-Furness poinformowali redakcję „Monthly” o swoich metodach. Ich słowa przytoczono w numerze z czerwca 1937 r.:
„W odniesieniu do ulotki 'Pokój na ziemi’, nasi członkowie świadczą za jej pomocą na północnym zachodzie, stosując nie przypadkową i marnotrawną metodę, lecz starannie przemyślany system: (a) wszystkim duchownym, pastorom świeckim, lokalnym kaznodziejom (niektórym pocztą, jeśli mieszkają w odległych rejonach); (b) wszystkim mężczyznom i kobietom, o których wiemy, że są religijnie usposobieni i uczęszczają do miejsc kultu; (c) inteligentnym ludziom, o których wiemy, że interesują się tematem pokoju z punktu widzenia politycznego; (d) pukając od drzwi do drzwi z osobistym pytaniem, czy domownik interesuje się tematem i czy przeczyta ulotkę. Czujemy, że to prawdopodobnie skieruje je do właściwych rąk z wyższym odsetkiem potencjalnych czytelników, a kilka słów rozmowy wynikającej z tego kontaktu było w niektórych przypadkach zachęcające”.
Punktem kulminacyjnym tej dekady był system „Kart Królestwa” (Kingdom Cards), wprowadzony w 1922 roku. W połowie lat 30. odnotowywano liczby zbliżające się do ćwierć miliona rozdawanych kart. Wybuch wojny w 1939 roku sprawił, że bardzo wielu ludzi przypomniało sobie, iż Badacze Pisma Świętego mówili o tym od dłuższego czasu. Jako przykład powszechnych nastrojów przytoczono tutaj raport grupy z Guildford z czerwca 1937 roku:
„Byliśmy zachwyceni sposobem, w jaki Ojciec pobłogosławił nasze wysiłki w tym zakątku winnicy poprzez rozpowszechnianie Kart Królestwa, które przedstawiają panujący niepokój oraz dowody Królestwa Bożego, mającego wkrótce zostać ustanowionym wśród ludzi; zapraszając tych, którzy łakną wyraźniejszej wiedzy o radosnej nowinie. Odzew był bardzo zachęcający. Jakże entuzjastycznie nastawieni powinniśmy być do rozwoju Jego planów i zamierzeń! Doświadczyliśmy prawdziwej radości, odwiedzając tych, którzy byli tak zainteresowani 'Królestwem’, że przysłali prośbę o dalsze informacje”.
Rok później grupa w Guildford wciąż płonęła entuzjazmem, o czym świadczy wyciąg z ich zachęty z lipca 1938 roku:
„Nasz Lord rozpoczął swoją służbę słowami z Łk 4:18, ogłaszając dobrą nowinę o Królestwie… Bliskość Królestwa wzywa do wielkiej aktywności w służbie Mistrza. Cóż za okazja!… Czy zamierzamy zignorować to poselstwo?… Karty Królestwa są bezpłatne dla wszystkich klas i osób gotowych używać ich rozważnie… Pozwólmy napełnić się duchem Mistrza… Czy wszyscy zrobiliście użytek z Kart Królestwa i objęliście nimi cały teren? Jeśli nie, napiszcie do biura w Londynie po zapas, a otrzymacie błogosławieństwo, które napełni wasze serca radością i weselem”.
Niestety, wojna położyła kres systemowi Kart Królestwa. Wymogi wojenne i brak papieru doprowadziły do wprowadzenia dekretu o kontroli papieru (Paper Control Order). „Władze zwierzchnie” zadekretowały, że Karta Królestwa jest „nieistotna” i nie przyznano na nią papieru.
Ostatnie tchnienie kolportażu i życie wewnętrzne
W okresie 1930–1940 nastąpiło pewne ożywienie zainteresowania pracą kolporterską. Pojawiły się jednak trudności; nieuniknione było, że kolporterzy zaczęli być utożsamiani z członkami innej, znanej już wówczas organizacji o znacznie bardziej agresywnym posłannictwie. Stawało się coraz bardziej oczywiste, że ta metoda ogłaszania poselstwa o Królestwie nie będzie zbyt owocna. Ostatni kolporter odnotowany w rejestrach zrezygnował w 1941 roku.
Z tego powodu tendencja wewnątrz wspólnoty skłaniała się ku większemu naciskowi na jej życie wewnętrzne: konwencje, służbę pielgrzymią i spotkania klasowe. Konwencje odbywały się bez zakłóceń; sierpniowa ogólnokrajowa konwencja w Londynie była punktem kulminacyjnym roku, a tuż za nią plasowały się inne ośrodki jak Nottingham, Dewsbury czy Leicester. Pod koniec tego okresu frekwencja zaczęła nieco spadać, co było odzwierciedleniem podeszłego wieku wielu uczestników. Jednak żarliwość i duch wspólnoty pozostały niezmienne. Podobnie było z mniejszymi wydarzeniami, lokalnymi weekendowymi „Zgromadzeniami Domowymi”, które w 1936 roku osiągnęły rekordową liczbę czterdziestu.
Znana postacią we wspólnocie od samego początku, która zyskała rozgłos w latach 30., był dr Adam Rutherford. Wywodząc się z rodziny związanej z Prawdą niemal od jej zarania w Wielkiej Brytanii, będąc członkiem Królewskiego Towarzystwa Geograficznego oraz innych ciał naukowych i jednym z wiodących matematyków w kraju, Adam łączył żarliwą wierność wierze z głębokim zainteresowaniem naukowymi i religijnymi aspektami Wielkiej Piramidy w Egipcie.
Był on oczywiście tylko jednym z wielu wybitnych ludzi w ostatnich dwóch stuleciach, którzy przejawiali to zainteresowanie, ale jego pisma na ten temat, ostatecznie skondensowane w czterotomowym dziele „Pyramidology”, prawdopodobnie przewyższyły dokonania któregokolwiek z jego poprzedników. Ściśle współpracując z władzami egipskimi, przeprowadził on w ciągu wielu lat ogromną liczbę badań w samej Piramidzie.
Jako założyciel i pierwszy prezes Instytutu Piramidologii, redagował czasopismo „Pyramidology” aż do śmierci w 1950 roku, kończąc karierę spędzoną na podróżowaniu po świecie, wygłaszaniu wykładów i rozprowadzaniu przy okazji wielu egzemplarzy „Boskiego Planu Wieków”. Bez względu na zasługi czy wady jego szczególnej dziedziny zainteresowań, faktem pozostaje, że z punktu widzenia braci rozprowadził on prawdopodobnie więcej egzemplarzy tej książki w ciągu trzydziestu lat swojej aktywności niż ktokolwiek inny i już z tego powodu zasługuje na pamięć. Człowiek radosny, niezmordowany i pełen bezgranicznego entuzjazmu, do końca pozostał lojalny wobec wyznawanej wiary.
Dwadzieścia lat wcześniej John i Morton Edgarowie z Glasgow wykazali znaczne zainteresowanie tym samym tematem; przez wiele lat Morton spędzał mnóstwo czasu w Egipcie na badaniach. Wynikiem ich starań było dwutomowe dzieło „Great Pyramid Passages”, które cieszyło się szerokim obiegiem nie tylko wśród braci, ale i w szerszym świecie – podobnie jak późniejsze prace Adama Rutherforda.
Inne inicjatywy wydawnicze i pielgrzymie
Rok 1936 przyniósł także narodziny kolejnego czasopisma, wydawanego przez zbór Forest Gate pod nazwą „Forest Gate Bible Monthly”. Mimo lokalnego rodowodu zyskało ono szeroki krąg czytelników w Wielkiej Brytanii, a spora liczba egzemplarzy trafiała za granicę. Spadek liczby członków w tym zborze doprowadził do zakończenia publikacji w 1985 roku, co przyjęto z dużym żalem.
Stała służba wizyt „Pielgrzymów” trwała przez pierwszą połowę dekady, służąc głównie mniejszym społecznościom i rozproszonym grupkom osób w danych okręgach. Większe ośrodki, dobrze obsługiwane przez własnych starszych, nie odczuwały tak silnej potrzeby tej usługi, gdy wspólnota była już ugruntowana. Każdego roku Henry Shearn, Ebenezer Housden, Tom Holmes, Thomas Smedley i George Ford odbywali od trzystu do czterechset wizyt, pokonując łącznie od dziewięciu do piętnastu tysięcy mil rocznie.
Oprócz wysiłków tych braci, organizowano dłuższe trasy po kraju podejmowane przez wizytujących braci z zagranicy, zapraszanych w tym celu przez Komitet, a czasem przez jeden z większych zborów. W roku 1931 kraj odwiedził Isaac Hoskins z USA (była to jego czwarta wizyta). W latach 1933, 1934 i 1937 gościł Carl Lüttichau z Danii, stary przyjaciel brytyjskich braci. W 1938 roku przybył Paul Thomson z USA – wnuk słynnego XIX-wiecznego misjonarza w Palestynie i autora książki „The Land and the Book”. Również w 1937 i 1938 roku bracia odnowili znajomość z Normanem Woodworthem ze stowarzyszenia „Dawn” (Brzask). Ponadto w 1933 roku sporo czasu spędził w kraju inny stary przyjaciel, George Van Halewijn z Holandii.
Zmiany w administracji i nowe publikacje
Dość drastyczna zmiana w składzie Komitetu nastąpiła w 1935 roku. Czterech najdłużej służących członków: Henry Shearn, Benjamin Thatcher, William Drinkwater i Thomas Smedley, uznało, że nadszedł czas, aby ustąpić miejsca młodszym. W rezultacie powstał niemal całkowicie nowy Komitet – ze starego składu pozostał jedynie Tom Holmes. Nowo wybrani bracia byli w większości ludźmi młodymi: George Absalom, Stephen Couling, Andrew Cruikshank, Tom Holmes, Albert Hudson, William Morrall oraz Cedric Smith. Największy żal budziło odejście Henry’ego Shearna, który przez dziewiętnasta lat był „gwiazdą przewodnią” ruchu.
Pierwszym problemem, z którym musiał zmierzyć się nowy Komitet, było coraz silniejsze domaganie się odpowiedniego śpiewnika. Tradycyjnym zbiorem pieśni był „Hymns of Millennial Dawn”, wydany przez stare Towarzystwo. Pierwszy krok wykonał zbór Forest Gate w Londynie, publikując w 1925 roku zbiór „Christian Hymns” (330 pieśni). Dopiero w 1937 roku Komitet zdecydował się na ogólnokrajowy projekt. Podczas dyskusji nad tytułem jeden z członków zauważył:
„Jest tylko jeden możliwy tytuł: ‘Bible Students Hymnal’”.
W 1939 roku ukazało się wydanie tekstowe, oprawione w niebieskie płótno ze złotymi napisami. Zostało przyjęte z entuzjazmem jako wypełnienie długo odczuwanej luki. Plany wydania z nutami ogłoszono w lipcu 1939 roku, jednak wybuch wojny i racjonowanie papieru wstrzymały projekt na lata. Śpiewnik nutowy wydano ostatecznie w 1955 roku.
Różnice doktrynalne i zakończenie dekady
W tej dekadzie zaczął pojawiać się również fenomen dotąd relatywnie nieznany – różnice w przekonaniach doktrynalnych. Doprowadziło to do przesilenia w jednym z największych zborów miejskich, w Forest Gate. Część braci uznała, że tradycyjne poglądy Badaczy Pisma Świętego na biblijne doktryny Przymierzy oraz Ofiary za Grzech są zbyt radykalnym odejściem od ortodoksyjnej teologii chrześcijańskiej i powinny zostać zakwestionowane.
Sprawa została rozwiązana w sposób zalecany przez Pastora wiele lat wcześniej w podobnych sytuacjach: zbór sformował oddzielne społeczności, w których każda podążała za własnymi przekonaniami. Powstało spotkanie „Nowego Przymierza” w Romford oraz inne, służące tym, którzy pragnęli trzymać się dotychczasowej formy wiary w całości – w Wanstead, znane ogólnie jako zbór Aldersbrook. Pozostali kontynuowali działalność w Forest Gate.
Odmienne poglądy nie wywarły wówczas większego wpływu na innych, z wyjątkiem Glasgow, gdzie uwidoczniły się podobne wpływy z podobnym skutkiem. Powstałe dwa zbory w Glasgow zachowały jednak zasadniczą jedność, łącząc się na comiesięcznych spotkaniach oraz przy okazji wizyt braci z zagranicy, dając pod tym względem chwalebny przykład.
Dekada dobiegła końca. Wspólnota trwała, będąc spokojniejszą niż w traumatycznych latach 20., lecz wciąż przekonaną o słuszności swojego tradycyjnego zrozumienia: że żyje w końcowych dniach Wieku i w dniach niewidzialnej Obecności Pana w początkowej fazie Jego Drugiego Przyjścia – choć to ostatnie zaczęło być kwestionowane przez nieliczne jednostki tu i ówdzie. Niektóre długo istniejące grupy zaczęły się zamykać z powodu malejącej liczby członków, ale co jakiś czas pojawiała się nowa i życie wspólnoty zdawało się trwać bez poważniejszych zakłóceń.
A potem nadeszła II wojna światowa.
9. LATA POWOJENNE
Świat roku 1945 nie był światem roku 1939. Koniec działań wojennych pozostawił zmiany, których nigdy nie dało się cofnąć. Doświadczenia tych sześciu lat dotknęły każdego. Dopiero gdy wszystko się skończyło i przywrócono pozory normalnego życia, możliwe stało się zatrzymanie i dokonanie bilansu sytuacji.
Ludzie zostali wykorzenieni i znajdowali się teraz daleko od swoich przedwojennych miejsc zamieszkania; spotkania zawieszono, a w niektórych przypadkach nigdy ich nie wznowiono. Charakterystyczna praca ruchu została utrudniona przez restrykcje dotyczące publikacji, spotkań publicznych i przemieszczania się. Dominującym nastrojem było jedno nadrzędne pytanie: Co teraz?
Mimo tych przeszkód i regresu w niektórych dziedzinach, w innych udało się osiągnąć bardzo wiele. Najbardziej ucierpiały konwencje; w latach wojny duże zgromadzenia w miejskich halach pod groźbą nalotów były wykluczone. Ogólnokrajowa sierpniowa konwencja w Londynie w Conway Hall została zawieszona na czas trwania wojny, podobnie jak wiele zwyczajowych konwencji prowincjonalnych. Chlubnym wyjątkiem było Warrington, gdzie konwencja wielkanocna była utrzymywana przez cały czas, służąc potrzebom braci z Midlands i północnego zachodu. Dewsbury zdołało zorganizować konwencję w 1941 roku, Manchester w 1942, a Birmingham w 1944.
Mniejsze, lokalne „Zgromadzenia Domowe” mogły być kontynuowane, choć nie tak licznie jak wcześniej. Odnotowano około ośmiu do dziesięciu takich spotkań w każdym roku wojennym, z frekwencją od dziewięćdziesięciu do stu pięćdziesięciu osób. Przy wojennych trudnościach w podróżowaniu były one niemal jedynym środkiem kontaktu dla braci mieszkających na wsiach lub w małych miasteczkach.
Wizyty pielgrzymie praktycznie ustały. Czas wojny nie sprzyjał wędrownym kaznodziejom; w domu było zbyt wiele do zrobienia. Rzecz jasna ustały też wizyty przyjaciół z Ameryki. Po długich trasach Paula Thomsona i Normana Woodwortha w 1938 roku, nastąpiła przerwa aż do 1947 roku, kiedy John T. Read spędził sześć miesięcy w UK.
Wydawnictwa w cieniu wojny
W dziedzinie wydawniczej – być może najważniejszym aspekcie – mimo obowiązywania dekretu o kontroli papieru (Paper Control Order), istniała ciągła, choć znacznie ograniczona produkcja literatury, szybko wykupywana przez braci pragnących „pracować, dopóki trwa dzień”. Rozpowszechnianie traktatów spadło do dziesięciu procent poziomu z lat przedwojennych.
Rekompensatą była jednak spora produkcja broszur. Zarys Planu Bożego zatytułowany „Złota Przyszłość” (The Golden Future), wydany po raz pierwszy w 1939 roku, wyczerpał pierwszy nakład 25 000 egzemplarzy w dwa lata. Inna popularna broszura o Drugim Przyjściu, „Obietnica Jego Obecności” (The Promise of his Presence), doczekała się drugiego wydania w 1943 roku.
Inne broszury, które ujrzały światło dzienne w latach wojny, to:
-
„Piękno świętości” (The Beauty of Holiness)
-
„Przypowieści o Królestwie” (Parables of the Kingdom)
-
„Ucisk Jakuba” (Jacob’s Trouble) – traktująca o końcowych doświadczeniach Izraela w Ziemi Świętej według wizji Ezechiela; cieszyła się ona zawsze dużym popytem i była dostępna w późniejszych edycjach.
Jednak całkowita ilość publikacji wydanych w czasie wojny była żałośnie mała.
Odrodzenie „Fotodramy Stworzenia”?
Niemożność organizowania zwyczajowych wykładów publicznych mocno zaprzątała umysł jednego ze znanych braci, który był związany z publicznymi pokazami „Fotodramy Stworzenia” w 1914 roku. Bob Darby wpadł na pomysł, że sukces z czasów pierwszej wojny mógłby zostać powtórzony podczas drugiej i zwrócił się z tym do Komitetu.
Spotkał się ze sporym sceptycyzmem. Nie wiedziono, czy filmy w ogóle jeszcze istnieją i czy można je zlokalizować, a nawet jeśli – czy publiczne pokazy w warunkach wojennych byłyby wykonalne. Jednak entuzjazm Boba Darby’ego był nie do odparcia. Uzgodniono, że BSC spróbuje pozyskać filmy poprzez swoje amerykańskie kontakty, pod warunkiem, że Bob i kilka związanych z nim osób wezmą na siebie odpowiedzialność za ich wykorzystanie i pokazywanie w Zjednoczonym Królestwie.
Początkowe postępy wydawały się obiecujące. Odnaleziono filmy, a kopie kilku typowych części wykonano i przesłano do BSC na start. Bob Darby i jego ludzie ruszyli do akcji. Pomysł polegał na ograniczeniu pokazów filmów – wraz z towarzyszącym im krótkim wykładem na temat Boskiego Planu w relacji do obrazu – do małych spotkań publicznych, na które zapraszano zainteresowanych, w niewielkich salach, gdzie aktualny sprzeciw wobec dużych zgromadzeń nie był tak istotny.
W numerze „Monthly” z października 1940 roku zamieszczono ogłoszenie o tej propozycji, sformułowane w tonie przywołującym na pamięć dni Fotodramy sprzed trzydziestu lat. Natychmiast obudziło to zainteresowanie tych, którzy uczestniczyli w tamtych działaniach. Ogólnym tytułem wybranym dla tego przedsięwzięcia był „Boski Dramat Wieków” (The Divine Drama of the Ages); to samo w sobie wystarczyło, by wzbudzić zainteresowanie braci. W ogłoszeniu napisano częściowo:
„Fotodrama Stworzenia jest pamiętana przez wielu jako cudowny bodziec dla wiary i aktywności. Bracia, którzy widzieli te obrazy, często pragną zobaczyć je ponownie; inni, którzy nigdy ich nie widzieli, wyrażają czasem żal, że Fotodrama należy do przeszłości. Jako środek świadczenia innym o naszym poselstwie, Fotodrama była bezkonkurencyjna… teraz, w pełni czasu, filmy Dramatu będą (D.V.) ponownie widoczne w Anglii. Modlitwy wznosiły się i trwało oczekiwanie na prowadzenie naszego Mistrza. Jako pierwszy krok w kierunku nowego 'świadectwa filmowego’, przyjaciele będą mogli zobaczyć na ekranie niektóre z obrazów, które zachwycały ich w latach minionych… Planuje się udostępnienie pierwszych filmów każdej klasie lub grupie przyjaciół, która tego zapragnie. Jeśli możecie zapewnić małą salę lub duży pokój spotkań w swojej okolicy, napiszcie do biura z prośbą, a zostaną poczynione ustalenia. Nie będzie żadnych opłat, a bracia, którym ta praca leży na sercu, zapewnią całą aparaturę i operatorów”.
Na początku wszystko szło dobrze. „Monthly” ze stycznia 1941 roku podał szczegóły ustaleń:
„Celem tego wysiłku jest zachęcenie braci do organizowania biblijnych spotkań filmowych, na które można zaprosić osobistych przyjaciół, sąsiadów i innych, aby mogli na własne oczy zobaczyć coś z biblijnego poselstwa tak, jak my je rozumiemy… Pożądane jest, choć nie niezbędne, aby wyznaczono brata do wygłoszenia krótkiej mowy po filmie, wyjaśniającej niektóre z poruszonych kwestii, choć niektórzy mogą woleć dać publiczności okazję do zadawania pytań…”
Pierwszymi dwoma udostępnionymi w ten sposób filmami były dwa dobrze pamiętane fragmenty: „Wskrzeszenie syna Szunamitki” oraz „Królewski Książę” (ten ostatni obejmował historię wczesnego życia Jezusa od narodzin do dorosłości). Projekt obiecywał sukces. Decyzja o ograniczeniu pokazów do małych pomieszczeń i limitowanej liczby osób okazała się słuszna. Minęły dni, kiedy te same filmy pokazywano tysiącom ludzi w miejscach takich jak Opera Londyńska.
We wrześniu 1941 roku „Monthly” donosił:
„Przyjaciele w wielu częściach kraju mieli już okazję zobaczyć dwa pierwsze filmy z tej serii. Duże grupy i małe, w salach i domach, zostały przeniesione w pamięci o jakieś dwadzieścia pięć lat lub więcej wstecz, kiedy po raz pierwszy widzieli wielki Boski Plan Wieków ogłoszony w formie obrazów… Szkocja i Kent, miasta w Midlands i Walia – krótko mówiąc, każda część kraju została odwiedzona po kolei, a wciąż jest okazja dla tych, którzy nie mieli jeszcze wizyty, aby złożyć prośbę…”
Entuzjazm w Dewsbury i Manchesterze
Wydaje się, że pokazy te wzbudziły wiele dawnego zapału. Konwencja wielkanocna w Dewsbury w 1941 roku przydzieliła miejsce w swoim programie na dwa pierwsze filmy. Manchester, tradycyjnie szybki w wykorzystywaniu nowych pomysłów, podjął specjalny wysiłek i pod koniec roku złożył raport:
„Przyjaciele w Manchesterze byli pod wrażeniem faktu, że kolorowe filmy przemawiają do publiczności i okazały się skutecznym medium w prezentowaniu tematów biblijnych zainteresowanym dzieciom i dorosłym… Poprzez ulotki i ogłoszenia w gazetach zwrócono uwagę na poselstwo, a cały wysiłek wykazał oznaki odzewu, jakiego trudno było się spodziewać. Z pewną nieśmiałością niektórzy przyjaciele mieli nadzieję, że to nowoczesne zastosowanie popularnego środka przekazu przyciągnie publiczność, a teraz wiara przerodziła się w praktyczną rzeczywistość… Mały syn Szunamitki stał się narzędziem do zgromadzenia tych, których serca radośnie szukały w przeszłości służby dla Pana, a bracia, ponownie odświeżeni, zjednoczyli się w uwielbieniu Pana w radosnej służbie”.
Podczas podobnego wysiłku zorganizowanego przez braci w Darlington, gdzie pokazowi towarzyszył krótki wykład wyjaśniający, jedna osoba oświadczyła, że tego popołudnia dowiedziała się o Biblii więcej niż przez całe swoje życie, a inna – że dowiedziała się więcej niż przez czterdzieści lat chodzenia do kościoła. Takie incydenty tylko zwiększały pewność braci, że otwiera się nowa i owocna droga świadectwa, która być może zastąpi przestarzały już „wykład publiczny”.
Niestety, tak się nie stało. Narastająca intensywność wojny zaczęła sprawiać, że nawet ograniczona skala pokazów stawała się coraz trudniejsza, a ostatecznie niewykonalna. Same filmy, skopiowane ze starych i zużytych oryginałów, w żaden sposób nie odpowiadały nowoczesnym standardom, a gdy raz zostały pokazane w danej miejscowości, nie było sensu wyświetlać ich ponownie. Do połowy 1942 roku ich użyteczność dobiegła końca i wszelkie pomysły na kontynuację tego wysiłku wygasły. Było to inspiracją dla braci, dopóki trwało, i skontaktowało pewną liczbę osób z wiarą i nadzieją, o której wcześniej nie wiedzieli.
Powojenne próby powrotu do tradycji
Po wojnie wszyscy wrócili do tradycyjnych wykładów publicznych. Sale publiczne znów były dostępne, nie brakowało mówców ani literatury. Przez następne około dziesięć lat w całym kraju panował istny nadmiar (plethora) takich wydarzeń. Najbardziej zauważalna była „Północno-Zachodnia Rada Aktywności” (North-West Council of Activity), której duchowym przywódcą był Fred Musk. System ten zakładał wspólne działanie braci z Cheshire i Lancashire, skupionych wokół Manchesteru, dzięki czemu spotkania publiczne odbywały się niemal nieustannie w jednym lub drugim mieście.
Zorganizowana w 1946 roku „Rada Aktywności” działała przez około dwanaście lub czternaście lat, dopóki entuzjaści stojący za projektem nie musieli przyznać, że wyniki nie są warte wysiłku. Nie było szans w walce z konkurencją radia i setką innych atrakcji, które nie istniały w czasach, gdy wystarczyło wystawić ogłoszenie „Wykład biblijny w tej sali”, by wypełnić ją tłumem słuchaczy. Bracia z Midlands, zrzeszeni jako „Grupa Midland”, prowadzili podobną pracę na mniejszą skalę; na obszarze od Newcastle do Yorku „Północno-Wschodnia Rada Aktywności” ruszyła w podobny sposób, ale wycofała się znacznie wcześniej. Południowa Walia radziła sobie nieco lepiej proporcjonalnie do sił, ale i tam zapał nie przetrwał długo.
W Londynie stawiano na rzadsze, ale większe spotkania. Poza spektakularnym wydarzeniem w Conway Hall in 1947 roku, gdzie jedna czwarta tłumnie zgromadzonej publiczności była tak zainteresowana tym, co Fred H. Guard miał do powiedzenia, że zostawiła prośby o dalsze informacje, nie wydarzyło się nic trwałego. Powoli docierało do wszystkich, że dzień spotkań publicznych w Brytanii minął. Po 1956 roku stały się one rzadkością.
Rok 1941 i powrót dawnych braci
Rok 1941 przyniósł unikalne wydarzenie. Liczna grupa „starych” braci, którzy pozostali w pierwotnym Towarzystwie po secesji w 1919 roku, teraz wystąpiła z niego wspólnie z powodów dla nich zadowalających i zintegrowała się z ruchem niezależnym. Powitano ich jako braci mających tę samą wiarę i nadzieję, choć powitanie to dla niektórych zostało nieco przyćmione odkryciem, że podczas dwudziestu lat separacji porzucili oni charakterystyczny pogląd Badaczy Pisma Świętego na Adwent.
Tradycyjny pogląd Badaczy głosił, że Adwent rozpoczyna się od wejścia Pana w ramy czasu i przestrzeni naszego świata, co jest niedostrzegalne dla ludzkich zmysłów, ale wyczuwalne dla Jego „czuwających” dzięki zrozumieniu „znaków czasu”. Po tym następuje zmiana Kościoła do warunków niebiańskich, upadek obecnego porządku świata i wreszcie objawienie się Pana całemu światu wraz z Kościołem w celu inauguracji Królestwa Tysiąclecia. To była wizja, która inspirowała wczesnych Badaczy i umożliwiła dokonania okresu „Żniwa”.
Nowo przybyli przyjęli natomiast powszechną koncepcję teologii kościelnej: że Adwent ma być wydarzeniem natychmiastowym, zamanifestowanym od razu wszystkim ludziom, a „Kościół” zostanie „pochwycony” w powietrze na spotkanie z Nim – wszystko to miało być przyszłe, choć bliskie.
Pogląd ten nie był bynajmniej nowy. Adwent był postrzegany w tych kategoriach od czasów Reformacji. Oparty na dosłownym odczytywaniu Pisma Świętego, pasował do mentalności XV wieku i wciąż odpowiada za wiarę wielu chrześcijan dzisiaj. Jednak w tamtym czasie niewielu braci spodziewało się, że będzie on poważnie argumentowany jako postęp względem tego, co od początku ruchu uznawano za jaśniejsze i bardziej aktualne zrozumienie Planu Bożego.
Mimo to pogląd ten nie był całkowicie nieznany wśród braci. Od kilku lat jednostki stanowiące niewielką mniejszość myślały i rozmawiały w tym duchu, głównie w obrębie zboru w Forest Gate, gdzie ostatecznie stał się on poglądem większościowym, tak że w 1939 roku zbór ten ogłosił go jako swoje powszechnie przyjęte stanowisko. Jedna z dwóch głównych grup w Glasgow, znana jako „All-sufficient Word Fellowship”, poszła w jego ślady; poza tym teza ta miała niewielkie poparcie. Nagłe pojawienie się nowej, licznej grupy wyznającej ten sam pogląd sprawiło, że stał się on szerzej znany w całym kraju i zaczął zyskiwać zwolenników.
Wolność od dominacji i Manifest z 1941 roku
Choć stosunkowo mała liczba osób zaangażowanych w tę secesję (wywodzących się głównie z obszarów Manchesteru i Londynu) nie może być porównywana z pierwotnym rozłamem z lat 1919–1924, kiedy to ponad trzy tysiące osób opuściło dawnych współpracowników, z pewnością nastąpiło powtórzenie ducha animującego tamte wydarzenia. Manifestowało się to w poczuciu wolności od dominacji i odrodzeniu entuzjazmu dla pracy Prawdy. Niektórzy „starzy weterani” zauważali, że mogli to zrobić dwadzieścia lat wcześniej, zamiast wspierać system, który teraz musieli odrzucić, ale były to raczej przyjacielskie żarty niż krytyka. Więzi przyjaźni i braterstwa, które zostały zerwane, teraz zostały przywrócone.
To poczucie wolności i odnowionego zapału znalazło ujście podczas niewielkiego zgromadzenia w Queens Square w Londynie, 22–23 listopada 1941 roku. Wynikiem tego spotkania był rodzaj manifestu skierowanego do ogółu braci, opublikowanego w całości w „Bible Study Monthly” w styczniu 1942 roku. Jego treść przypominała oświadczenie z 1919 roku:
„Było ewidentne – głosił raport przygotowany przez organizatorów – że zgromadzeni na tej konwencji zdali sobie sprawę, iż nadszedł czas, aby wszyscy poświęceni Pańscy, mający tę samą nadzieję i wiarę, starali się bardziej gromadzić i współpracować w tym, co Pan może mieć dla swojego ludu do zrobienia… Przygotowano oświadczenie skierowane do braci ogólnie, które brzmiało częściowo:
’Bracia zgromadzeni na tej konwencji w Londynie w sobotę i niedzielę, 22/23 listopada 1941 roku, będący spośród tych, którzy znaleźli się w odłączeniu od swojego pierwszego stowarzyszenia… przesyłają miłość i pozdrowienia wszystkim swoim braciom w Chrystusie. To zgromadzenie wierzy, że Ciało Chrystusa nie może być podzielone… My, wasi bracia w Londynie przy tej okazji, ubolewając nad wszelkim rozłamem i utratą społeczności w duchu i pracy, prosimy o waszą modlitewną uwagę w tej sprawie… i dlatego zapraszamy do zgłaszania sugestii wszystkich tych, którzy są tej samej drogocennej wiary i pragną znać oraz czynić Jego wolę’”.
Chociaż wezwanie to, skierowane do osób, które od dwudziestu lat robiły właśnie to, mogło być odebrane jako „prawienie kazań nawróconym”, zachęta została przyjęta w duchu, w jakim ją przedstawiono, a nowo przybyli mogli poczuć się całkowicie zintegrowani.
Ruch „Maranatha” i konferencje
W 1952 roku zaczęto wydawać periodyk „Maranatha” („Pan przychodzi”), poświęcony wyłącznie zagadnieniom związanym z tym nowym (dla ruchu) zrozumieniem Adwentu. Pismo ukazywało się przez trzydzieści sześć lat, tworząc więź między braciami, którzy postrzegali Adwent jako wydarzenie przyszłe i otwarcie „wyczekiwali Jego pojawienia się”. Jako rozszerzenie tej tezy, w 1950 roku zapoczątkowano coroczną, tygodniową konferencję „Maranatha”. Początkowo odbywała się ona w Rosehill Conference Centre w Reading, a później w High Leigh w Hoddesdon. Została zawieszona w 1980 roku z powodu malejącej frekwencji. Fakt, że konferencja ta reprezentowała pogląd odmienny od tego, co zawsze uważano za fundamentalną cechę wiary, nie przeszkadzał braciom z obu szkół myślenia w uczestnictwie. W rzeczywistości stała się ona jednym z najpopularniejszych i najprzyjemniejszych spotkań w późniejszych latach.
Zmiany organizacyjne w cieniu wojny
Pod koniec wojny rozwijała się sytuacja, która wymusiła fundamentalną zmianę w centralnej organizacji. Wyborczy charakter Komitetu oznaczał, że jego siedmiu członków pochodziło z różnych części kraju, co wymagało dalekich podróży na comiesięczne posiedzenia. Ponieważ członkowie pracowali zawodowo, jedynym możliwym dniem spotkań była niedziela.
Przed wojną system ten działał idealnie dzięki tanim niedzielnym biletom kolejowym. Członkowie mogli wyjechać z domu o piątej rano i być na miejscu o jedenastej. Jednak wojna to zmieniła. Tanie przejazdy wycofano, połączenia zredukowano, a wagony stały się przepełnione. Praca Komitetu zaczęła spoczywać głównie na barkach członków mieszkających w okolicach Londynu.
Sytuacja stała się krytyczna podczas wyborów w lipcu 1940 roku. Spośród siedemnastu osób nominowanych przez zgromadzenia, tylko siedem wyraziło zgodę na kandydowanie. Faced z tą sytuacją, która nigdy wcześniej nie miała miejsca, skrutynierzy ogłosili wybór tych siedmiu osób, dając braciom możliwość zgłoszenia sprzeciwu. Nikt tego nie uczynił. Do wszystkich zgromadzeń wysłano specjalną ulotkę o następującej treści:
„Sytuacja bez precedensu powstała w związku z tegorocznymi wyborami. Po raz pierwszy od powstania Komitetu w 1919 roku, tylko siedmiu braci spośród siedemnastu nominowanych przez klasy jest gotowych ubiegać się o wybór. W tych okolicznościach nie ma możliwości przedstawienia przyjaciołom wyboru do głosowania i zgodnie z Konstytucją Komitetu, ci siedmiu bracia właściwie podejmują spoczywające na nich obowiązki”.
Ta zmiana wymuszona przez okoliczności wojenne stała się wstępem do głębszej reorganizacji, która miała nastąpić w nadchodzących latach pokoju, dostosowując strukturę ruchu do nowych realiów demograficznych i logistycznych.
„Uważa się jednak, że szczególne okoliczności sprawy czynią stosownym, aby ogółowi przyjaciół dano możliwość wyrażenia aprobaty dla zaistniałej sytuacji lub wskazania innej preferencji. Ponieważ całkowita kontrola nad Komitetem i jego działaniami spoczywa w rękach braci w tym kraju, uważamy, że obecna sytuacja może być środkiem do ponownego uświadomienia sobie związanej z tym odpowiedzialności i że przyjaciele chętnie wezmą udział w kierowaniu tymi działaniami wśród nas, które są przedmiotem wspólnej troski.
W przypadku osób nominowanych do kandydowania w wyborach zdajemy sobie sprawę, że zawiłości obecnej sytuacji politycznej, dłuższe godziny pracy i tak dalej sprawiają, że trudniej niż kiedykolwiek poświęcić czas na obowiązki spoczywające na członkach Komitetu… W tych okolicznościach prosimy zatem wszystkich braci wszędzie o wskazanie zgody na to, aby: (a) Siedmiu braci sprawujących obecnie urząd kontynuowało go do następnych wyborów w lipcu 1941 r., lub alternatywnie (b) Przedstawienie sugestii, jaki inny kurs należy przyjąć.
Obowiązkiem Skrutynierów Wyborczych jest dopilnowanie, aby wola braci została spełniona, a jeśli pojawi się wyraźne pragnienie jakiejś zmiany w obecnych ustaleniach, podjęte zostaną kroki w celu uzyskania głosu braci w całym kraju… Prosimy o przesłanie odpowiedzi do 30 września 1940 r. do Skrutyniera Wyborczego, br. G. Absaloma…”
Nadszedł czas wyborów w 1941 roku. Wojna trwała nadal i tym razem nominowano tylko siedem nazwisk, z czego pięć osób już służyło w Komitecie. Gdy w 1942 roku powtórzyła się ta sama sytuacja, zaczęło to wyglądać tak, jakby bracia ogólnie uważali, że potrzeby czasu wojny najlepiej zaspokoi stały komitet, co przy beznamiętnym spojrzeniu na sytuację miało sens.
Referendum narodowe z 1942 roku
Jednak nie obyło się bez przemyśleń i dyskusji. Czy ta powtarzająca się frustracja normalnego procesu wyborczego wskazywała na prowadzenie ku jakiejś modyfikacji tradycyjnej organizacji? Wynikiem tych rozważań, po uwzględnieniu sugestii napływających od zainteresowanych braci, było rozpisanie narodowego referendum z pytaniem o decyzję w sprawie trzech alternatyw. Karta do głosowania z dnia 1 sierpnia 1942 roku brzmiała częściowo:
„…Komitet omawiał ten temat w ciągu minionego roku, czując, że sytuacja nie jest całkowicie zadowalająca, i chciałby teraz zaoferować zainteresowanym przyjaciołom kolejną okazję do oddania głosu… Istnieją dwie bezpośrednie praktyczne alternatywy; pierwsza, że obecny Komitet pozostaje na stanowisku przez kolejne dwanaście miesięcy, podlegając reelekcji po upływie tego czasu, oraz druga, że nowe wybory zostaną przeprowadzone natychmiast.
Istnieje trzecia alternatywa, która może przemówić do niektórych: aby Komitet został zreorganizowany na zasadach specjalnie opracowanych w celu zaspokojenia dzisiejszych potrzeb. Ci, którzy uważają, że należy opracować zupełnie nową kartę (charter), która zastąpi Konstytucję z 1919 roku, mogą głosować na trzecią alternatywę, przy założeniu, że w takim przypadku istniejący komitet pozostaje na stanowisku do czasu przygotowania i przegłosowania nowej karty. W przypadku, gdy trzecia alternatywa zdobędzie najwięcej głosów, przyjaciele zostaną wezwani do przedstawienia swoich propozycji dla nowej karty”.
Wyniki tego głosowania, ogłoszone w listopadzie 1942 r. w „Monthly”, brzmiały:
„Wynik głosowania pocztowego. Skrutynier Wyborczy, br. G. Absalom, złożył raport, który wykazuje ogromną większość na rzecz Alternatywy 1, mianowicie, aby obecny komitet pozostał na stanowisku do lipca 1943 r. Alternatywa ta została przyjęta większością 77,6%. Druga alternatywa, aby wybory do komitetu odbyły się natychmiast, zdobyła tylko 3,4% głosów, a trzecia alternatywa, aby przygotować i przegłosować nową kartę definiującą działalność komitetu, otrzymała 19,9% głosów. Liczba braci, którzy głosowali, jest większa niż kiedykolwiek od 1937 roku”.
Zmierzch wojny i nowa struktura
Z tym 80-procentowym mandatem do zachowania status quo nie było innej opcji niż kontynuowanie pracy, co było powszechnie akceptowane aż do końca wojny. Dopiero w 1945 roku, gdy koniec był bliski, sprawa powróciła. Przez ostatnie dwa lata toczyły się liczne dyskusje nad najbardziej odpowiednim systemem usług. Stało się jasne, że ogólna myśl zmierza w kierunku utworzenia stałego centrum produkcji i dystrybucji literatury oraz wydawania miesięcznika, pozostawiając poszczególnym zborom wolną rękę w działaniu z ich własnymi zasobami.
Niektóre z dawnych aktywności wymagających pomocy organu centralnego, takie jak świadectwo publiczne czy konwencje, leżały teraz w zasięgu możliwości lokalnych zborów miejskich. W społeczności panował duch niezależności, który sprzyjał wysiłkom lokalnym bardziej niż wspólnotowym.
Po konsultacjach, pod koniec 1945 roku przedstawiono braciom propozycję, która miała oddzielić administrację Funduszu Dobroczynnego (Benevolent Fund) od głównej pracy komitetu – zadanie to podjął George Ford. Pozostałe funkcje komitetu, obejmujące teraz jedynie pole drukarskie i wydawnicze, miały zostać skoncentrowane na stałej podstawie w południowo-wschodnim Londynie, gdzie istniała społeczność zdolna do podtrzymania tej pracy. Kilku członków komitetu pragnęło odejść na emeryturę.
W ogólnokrajowym głosowaniu wynik nie budził wątpliwości. Skrutynierzy G. Absalom i A. G. Reid ze zboru w Nottingham zgłosili 90% głosów „za” i 10% „przeciw”. Rewizja ustaleń zyskała ogólną aprobatę, a życie ruchu toczyło się dalej bez zauważalnych zmian.
Rok 1946: Nowy start i „Millennial Message”
Bracia wkroczyli w rok 1946 w całkiem dobrych nastrojach. Organizacja produkcji literatury i utrzymywania kontaktu między wszystkimi grupami wciąż istniała i funkcjonowała. Nadal istniało zapotrzebowanie na materiały drukowane, ulotki i broszury, dzięki którym poselstwo o Królestwie mogło być natychmiast ogłaszane, jak w dawnych dniach.
W ciągu następnych ośmiu lat wydrukowano blisko milion cztero- i sześciostronicowych ulotek, głównie przez centrum londyńskie, ale częściowo także przez grupy miejskie, takie jak Forest Gate, Glasgow, Aldersbrook, Manchester, Midlands czy Darlington.
W 1948 roku centrum londyńskie rozpoczęło wydawanie dużej, czterostronicowej publikacji w formacie ilustrowanej gazety pod tytułem „Millennial Message” (Poselstwo Tysiąclecia). Zawierała ona różne aspekty ogólnego tematu prezentowane jako „wiadomości” (news items). Zostało to natychmiast podchwycone w wielu kręgach i dystrybuowane w całym kraju.
W ciągu czterech lat kontynuowania projektu – o którego ostatecznym upadku zadecydowały koszty – wydano ćwierć miliona egzemplarzy. W ciągu dziesięciu lat (1946–1956) opublikowano dziesięć nowych broszur zajmujących się różnymi aspektami Boskiego Planu, z których najpopularniejszymi były „Wypełniający się Cel Boży” (God’s Fulfilling Purpose) oraz „Wgląd w Plany Boże” (A Glimpse of God’s Plans). Te pozycje, wraz ze starymi standardowymi faworytami, takimi jak „Plan Boży w skrócie” i „Złota Przyszłość”, rozchodziły się w tym okresie w nakładzie od siedmiu do dziesięciu tysięcy rocznie. Dodatkowo wyprodukowano nowe wydanie starej broszury „Obietnica Jego Obecności”, aby potwierdzić podstawy tradycyjnej wiary w Adwent.
Broszura „Plan Boży w skrócie” została przetłumaczona na język szwedzki przez tamtejszych braci w 1948 roku, a na język hebrajski w 1953 roku przez przyjaznych braci amerykańskich i była szeroko stosowana w odpowiednich kręgach. (Kopia wersji hebrajskiej została wysłana do każdego rabina w Wielkiej Brytanii w celu zainteresowania ich tematem, bez wywierania nacisku czy oczekiwania konwersji). Oprócz całej tej aktywności, w Wielkiej Brytanii zaczął zaznaczać swój wpływ dorobek stowarzyszenia Dawn Bible Students z USA. „Dawn” (Brzask), powstały w wyniku późniejszej secesji w 1930 roku, został wprowadzony do UK dzięki zaproszeniu komitetu z 1937 roku dla Normana Woodwortha, jego ówczesnego lidera. Od tego czasu utrzymywano bliskie relacje. W 1946 roku „Dawn” uznał za stosowne założyć w tym kraju stały skład i punkt dystrybucji swojej literatury, która od tamtej pory jest dostępna dla brytyjskich braci w pożądanym przez nich zakresie.
Odbudowa kontaktów w Europie
Mimo zapału braci do powrotu do pracy ewangelizacyjnej, istniała inna sprawa o dużym znaczeniu – przywrócenie kontaktu z braćmi na kontynencie europejskim, od których bracia z UK zostali odcięci przez wojnę. Od początku konfliktu nie otrzymywano praktycznie żadnych wiadomości o ich losie. Tylko jeden list przedostał się do Ameryki w 1942 roku od starego przyjaciela, Carla Luttichaua z Danii, w którym zapewniał on o swoim bezpieczeństwie, „biorąc pod uwagę okoliczności”.
„Ja sam oraz przyjaciele, którym mam przywilej służyć, miewamy się bardzo dobrze” – pisał. „Mamy wolność gromadzenia się wokół Biblii, a nawet spotykania się na małych niedzielnych konwencjach… Mamy pełną swobodę rozsyłania naszej gazety w tym kraju. W czasie Bożego Narodzenia miałem przywilej odwiedzić przyjaciół w Sztokholmie w Szwecji… Wciąż mogę podróżować po kraju i spotykać się z małymi grupami”.
Szybko nawiązano kontakt z Danią, krajami skandynawskimi, Holandią, Belgią i Niemcami. Niektórzy przeżyli, inni nie. Dobrze znany gość w Wielkiej Brytanii, George Van Halewijn z Rotterdamu, był wśród ocalałych i wraz z Carlem Luttichauem miał później złożyć kolejne wizyty w UK.
Co ważniejsze jednak, tragiczna była sytuacja braci niemieckich, którzy wraz ze wszystkimi rodakami dotkliwie odczuwali skutki wojny. Aby sprawdzić, co można zrobić, Harry Nadal ze zboru Aldersbrook w Londynie podjął w 1948 roku dwie wyprawy do Niemiec. Już wcześniej przez znaczny czas organizował wysyłkę żywności i odzieży, a teraz miał osobiście przekonać się o stanie rzeczy. Odwiedził Stuttgart, Frankfurt, Hamburg, Hanower i inne miejsca, odnawiając znajomości i ustalając potrzeby. Budującym aspektem była chętna współpraca Brytyjskiej Kontroli Wojskowej w Niemczech; wyprawa ta umożliwiła skuteczniejszą organizację pomocy.
Do 1951 roku George Jennings i Will Fox podjęli kolejną podróż, by obserwować postępy i bieżące potrzeby. W tym samym roku praca Harry’ego Nadala została rozszerzona na Amerykę Południową, gdzie wielu braci cierpiało niedostatek. Do 1957 roku pomoc przestała być niezbędna – Niemcy stawały na nogi. W tym roku Harry Nadal i Tom Allen odbyli kolejną wizytę, która miała już bardziej charakter „pielgrzymi”, odwiedzając 24 grupy w całych Niemczech.
Wizyty i Konwencje (1947–1960)
Wizyty braci z USA trwały nadal. W 1947 i 1948 roku kraj odwiedził John T. Read, a w 1950 roku Brother Trippler z Niemiec oraz Russell Pollock z USA. Każdy rok aż do 1960 miał swojego gościa: Normana Woodwortha (1951), George’a Van Halewijna (1952), Percy’ego Reada i innych. Podróże te stawały się krótsze, w miarę jak ubywało grup gotowych ich przyjąć, lecz duch pozostawał ten sam.
Podobnie było z konwencjami. Frekwencja malała, nie z powodu braku zainteresowania, ale przez „odchodzenie” „starych weteranów”. Każdego roku odbywały się trzy główne zgromadzenia: Wielkanoc w Warrington, Midlands w Zielone Świątki oraz sierpniowe spotkanie w Conway Hall w Londynie. W 1950 roku otwarto nowe miejsce corocznych spotkań w Portrush w Irlandii Północnej, co trwało do 1980 roku.
Nowe pokolenie i zmiana nazwy
W tym czasie zaczęło dawać o sobie znać powojenne pokolenie nastolatków. Znając niewiele z historii ruchu sprzed I wojny światowej, pragnęli oni wytyczyć własną drogę. W 1948 roku powstało „Young Bible Students Circle” (Koło Młodych Badaczy Pisma Świętego). Przez pewien czas panował wielki entuzjazm – organizowano konwencje młodych, próbowano głosić na wolnym powietrzu, co starsi bracia dawno uznali za mało skuteczne, ale każde pokolenie musi przekonać się o tym na własnej skórze. Po około piętnastu latach „młodzi” osiedli w zwykłych strukturach wspólnoty.
Rok 1951 przyniósł zmianę nazwy czasopisma, które konsekwentnie się ukazywało. Z „Bible Students Monthly” stało się ono „Bible Study Monthly”. Powodem, jak podano w ogłoszeniu, był fakt, że „stare Towarzystwo” zaczęło ponownie używać określenia „Badacze Pisma Świętego” w swojej pracy, co prowadziło do nieporozumień u czytelników. Z tego samego powodu wiele grup zaczęło nazywać się „Bible Fellowship” (Wspólnota Biblijna), poprzedzając to nazwą swojego miasta. Pierwszy taką nazwę przyjął Leicester w 1946 roku, a za nim poszły inne grupy na prowincji, gdzie nazwa ta stała się niemal uniwersalna.
Do tego czasu wielu pierwotnych pracowników, którym tak wiele zawdzięczano, a których działalność wywodziła się z okresu lat 1910–1920, było powoływanych do „wyższej służby”. Henry Shearn, architekt secesji, w 1946; „Ojciec” Guard z Forest Gate w 1947; Don McLeod ze Swansea w 1948; Ben Thatcher z Leicester i Sidney Smith z Manchesteru w 1949; Morton Edgar z Glasgow w 1950; William McNerlen z Sheffield w 1953; W. Reid Sharp z Newcastle w 1956; John Melville z Barrow i William Crawford w 1957. Wszyscy oni „ukończyli swój bieg z radością”, a ich strata była odczuwalna.
Pokoleniowe badanie serc
Pod koniec tego okresu, wśród bardziej poważnie myślących starszych braci, trwało pewnego rodzaju badanie serc. Nie ulegało wątpliwości, że postęp w ruchu zwalniał. Młodsze pokolenie, w głównej mierze, nie podążało całkowicie drogą swoich ojców, co w niektórych kręgach budziło niepokój. Fakt, że to samo zjawisko było prawdziwe dla każdego pokolenia od świtu dziejów, nie był w pełni doceniany przez wielu, a ci, którzy go doceniali, nie byli pewni, co mogą z tym zrobić.
Co było w tej wspólnocie, jej aktywności, teologii i wymaganiach, co nie zdołało skłonić młodych do wzięcia udziału w życiu społeczności tak pełnym sercem, jak robili to ich przodkowie? Jak to się stało, że przesłanie o obecnym Panu i nadchodzącym Wieku błogosławieństw nie zdołało wywołać tego samego radosnego przyjęcia, jak to miało miejsce we wcześniejszych latach stulecia? Kilka lat później odpowiedzi stały się oczywiste; w owym czasie były to jednak tylko pytania. W międzyczasie starsi schodzili ze sceny coraz szybciej.
Ten niepokój zaowocował serią kilku spotkań czołowych braci w Londynie, mających na celu rozważenie sytuacji. Tutaj, być może po raz pierwszy, niektórzy poczuli i wyrazili opinię, że taki rozwój wypadków był nieunikniony. Każde pokolenie musi znaleźć własną drogę dla siebie, a jeśli ma na tyle rozsądku, by czerpać korzyści z pracy swoich poprzedników, to bardzo dobrze;
„inni pracowali, a wyście weszli w ich trud”.
Jeśli jednak nie, znajduje drogę przez doświadczenie i od żadnego pokolenia nie można oczekiwać, że będzie podążać dokładnie za poprzednim.
Sama wiara Badaczy Pisma Świętego była wynikiem budowania przez młodsze pokolenie sprzed sześćdziesięciu lat na wcześniejszym fundamencie XIX-wiecznych oczekiwań adwentowych i przekształcenia ich w coś nowego. Kto wie, czego można się jeszcze spodziewać po obecnym pokoleniu?
Spotkania w Caxton Hall
Wynikiem tego wszystkiego było ustanowienie comiesięcznych spotkań w Caxton Hall w Londynie, gdzie młodzi i starsi mogli gromadzić się w celu wzajemnego rozważania kwestii wiary i przekonań; stało się to zgromadzeniem, na którym uczestnicy z różnych grup londyńskich i okolicznych obszarów mogli spotykać się na tym, co sprowadzało się do serii mini-konwencji.
Sporo osób znalazło wspólną płaszczyznę na tych spotkaniach, które rozpoczęły się w 1950 roku i nie zostały przerwane aż do 1956 roku. Malejąca frekwencja wymusiła ich zakończenie, co było konsekwencją czynnika stającego się coraz bardziej zauważalnym: nadejścia starości. Zaczęto zdawać sobie sprawę, że wyraźny wzrost liczby członków braterstwa w pomyślnych dniach lat 1910–20, w dniach „Żniwa”, teraz, czterdzieści lat później, znajdzie odzwierciedlenie w konsekwentnym odejściu z tej ziemskiej sceny tak wielu spośród tych, którzy przyjęli wiarę w wieku trzydziestu i czterdziestu lat, a teraz byli w wieku siedemdziesięciu i osiemdziesięciu lat.
I tak w 1956 roku trzeba było poważnie rozważyć perspektywy na przyszłość, a w szczególności to, w jaki sposób orędzie Prawdy może być najskuteczniej głoszone współczesnemu pokoleniu.
Członkowie Komitetu Badaczy Pisma Świętego 1919-1945
Oto historyczne zestawienie braci służących w Komitecie w kluczowych latach formowania się ruchu:
| Rok | Sekretarz | Skład Komitetu (Pozostali członkowie) |
| 1919 | Shearn | Crawford, Edgell, Tharatt, Seager, Guard Sr., Guy |
| 1920 | Shearn | Crawford, Edgell, Tharatt, Seager, Guard Sr., Guy |
| 1921 | Shearn | Crawford, Edgell, Housdon, Seager, Guard Sr., Guy |
| 1922 | Shearn | Crawford, Edgell, Housdon, Seager, Guard Sr., Guy |
| 1923 | Shearn | McNerlen, Brett, Palmer, Housdon |
| 1924 | Shearn | Thatcher, McNerlen, Brett, Palmer, Crawford, Housdon |
| 1925 | Shearn | Jacobs, Thatcher, McNerlen, Brett, Palmer, Crawford |
| 1926 | Shearn | Hillary, Thatcher, McNerlen, Wileman, Morrall, Crawford |
| 1927 | Shearn | Holmes, Hillary, Thatcher, McNerlen, Humphrey, Morrall |
| 1928 | Shearn | Holmes, Hillary, Thatcher, McNerlen, Humphrey, Morrall |
| 1929 | Shearn | Holmes, Hillary, Thatcher, Morrall, Court, Smedley |
| 1930 | Morrall | Holmes, Drinkwater, McNerlen, Court, Smedley, Shearn |
| 1931 | Holmes | Morrall, Drinkwater, McNerlen, Court, Smedley, Shearn |
| 1932 | Holmes | Morrall, Drinkwater, McNerlen, Court, Smedley, Shearn |
| 1933 | Holmes | Morrall, Drinkwater, McNerlen, Court, Smedley, Shearn |
| 1934 | Holmes | Morrall, Drinkwater, Ford, Court, Smedley, Shearn |
| 1935 | Holmes | Morrall, Drinkwater, Ford, Court, Smedley, Shearn |
| 1936 | Hudson | Absalom, Smith, Cruikshank, Couling, Morrall, Holmes |
| 1937 | Hudson | Absalom, Smith, Cruikshank, Wenborn, Morrall, Guy |
| 1938 | Hudson | Absalom, Smith, Cruikshank, Wenborn, Morrall, Guy |
| 1939 | Hudson | Ward, Smith, Batcheller, Osborne, Boyce, Morrall |
| 1940 | Hudson | Ward, Hall, Ford, Smith, Sears, Morrall |
| 1941 | Hudson | Ward, Hall, Ford, Smith, Rew, Allbon |
| 1942 | Hudson | Ward, Hall, Ford, Smith, Rew, Allbon |
| 1943 | Hudson | Ward, Hall, Ford, Smith, Rew, Allbon |
| 1944 | Hudson | Ward, Hall, Ford, Smith, Rew, Allbon |
| 1945 | Hudson | Ward, Hall, Ford, Smith, Rew, Allbon |
10. STO LAT RUCHU BADACZY PISMA ŚWIĘTEGO
Oznaki zmian zaczęły pojawiać się w 1960 roku. Z punktu widzenia ogółu braci sytuacja pozostawała niezmieniona. Lokalne wspólnoty prowadziły swoje życie zborowe, nabożeństwa, konwencje i tym podobne. Literatura była pod dostatkiem dostarczana z centrum londyńskiego, a w pewnym stopniu trwało sporadyczne rozpowszechnianie traktatów. Jednak brakowało już czegoś z dawnego ognia.
Zapał, który zasilał publiczne spotkania i pracę świadectwa w minionych latach, wyparowywał; „starzy weterani”, którzy znosili upał i ciężar dnia, wciąż byli niezłomni, ale znacznie starsi, a siły naturalne słabły. Późniejsi członkowie i młodsze pokolenie, które nigdy nie znało żaru dawnego poczucia misji głoszenia o bliskości końca Wieku i nadchodzącego Millenijnego świata, dorastając w materialistycznym Wieku, w którym te rzeczy uchodziły za czcze mrzonki, bardziej troszczyli się o praktykowanie wiary we własnych wspólnotach.
W wielu spotkaniach widoczny był częściowy powrót do starej tradycji chrześcijańskiej, kładącej nacisk na świętość Jezusa i Jego śmierć, kosztem ogromu Jego nadchodzącego dzieła dla człowieka w mocy Jego zmartwychwstania. Stopień, w jakim stawało się to prawdą, różnił się w zależności od wspólnoty. Ogień płonął słabo nie z powodu utraty wiary i przekonań, lecz z braku sił fizycznych i zewnętrznych możliwości.
Zmiana warty i statystyki
Starsi zaczęli schodzić ze sceny, znane twarze znikały, a młodszych, gotowych zająć ich miejsce, nie było tak wielu. Sytuacja ta stała się bardziej zauważalna po 1960 roku. W pełni zdano sobie sprawę, że ogromny wzrost liczby członków w latach 1910–20, będący wynikiem kampanii w Albert Hall i pokazów Fotodramy z 1914 roku, musiał mieć teraz swoje reperkusje. Większość osób, które wtedy były młode (ruch ten był wówczas zasadniczo ruchem ludzi młodych w wieku dwudziestu i trzydziestu lat), znajdowała się teraz u kresu drogi.
Do 1970 roku około 80% braci, którzy wzięli udział w secesji z 1919 roku, odeszło, a do 1980 roku podążyła za nimi większość pozostałych. W tym ostatnim roku społeczność składała się w przeważającej mierze z nowo przybyłych członków oraz dzieci i wnuków założycieli. Jednak nowo przybyli nie uzupełnili liczby swoich poprzedników i skala działań uległa zmniejszeniu.
Wśród osób najbardziej zatroskanych zaczęło świtać zrozumienie. Przypomniano sobie słowa Koheleta: „Nie mów: 'Jak to jest, że dawne dni były lepsze niż obecne?’, bo nie mądrze o to pytasz”. Dawny świat – świat licznych spotkań publicznych, masowej dystrybucji traktatów i ewangelizacji na wielką skalę – przeminął i nie miał powrócić.
„Liczba wiernych w 1970 roku stanowiła 60% stanu z roku 1930, a liczba regularnych spotkań – 50%. Można by wybaczyć komuś pytanie, czy w istocie Żniwo się skończyło, poselstwo zostało przekazane, praca wykonana, a cała struktura służby i uwielbienia zbudowana przez siedemdziesiąt lat jest teraz skazana na wejście do kategorii opisanej przez autora listu do Hebrajczyków słowami: 'to zaś, co się przedawnia i starzeje, bliskie jest zaniku’”.
Powrót do korzeni: „Sianie ziarna”
Refleksja ta doprowadziła do wniosku, że na samym początku Charles Russell nie miał zamiaru tworzyć nowej denominacji, lecz raczej rozpowszechniać swoje poselstwo wśród chrześcijan wszystkich wyznań lub bezwyznaniowych. Postawiono pytanie: czy mamy wrócić do początku i skierować nasze wysiłki na systematyczne przedstawianie poselstwa jednostkom, bez myśli o wprowadzaniu ich do owczarni?
Zwrócono uwagę na „Bible Study Monthly”. Od momentu powstania w 1924 roku, podczas gdy inne formy służby wzrastały, a potem malały, nakład i wpływ „Monthly” stale rosły. Postanowiono użyć tego medium, aby dotrzeć do poszukujących chrześcijan poza kręgiem braterstwa.
Schemat ten rozpoczął się w 1956 roku. Ogłoszenia w wybranych brytyjskich czasopismach szybko przyniosły zapytania. Wyniki przerosły oczekiwania. W ciągu czterech lat nakład się podwoił, a wkrótce wzrósł czterokrotnie. Znaczna część czytelników – około jeden na siedmiu w UK – to ordynowani duchowni niemal wszystkich wyznań, w tym anglikańscy kanonicy, biskupi, rektorzy uczelni teologicznych i rzesza kaznodziejów.
Głosy uznania od duchowieństwa
Oto kilka skróconych opinii, które napłynęły od duchownych różnych wyznań:
-
„Wspaniała kolekcja. Bardzo pomogła mi w posłudze, zarówno w pracy parafialnej, jak i ewangelizacyjnej”.
-
„Bardzo pomocne jako dla świeckiego kaznodziei w Armii Zbawienia”.
-
„Dobra pomoc przy przygotowywaniu kazań”.
-
„W dzisiejszych czasach modernizmu i samozadowolenia niezwykle odświeżające jest znalezienie artykułów o takiej wartości i przekonaniu”.
-
„’Przyjście Króla’ pomogło mi lepiej zrozumieć Drugi Adwent”.
Wniosek był taki, że otwiera się pole służby, które nie polega na pozyskiwaniu konwertytów dla wspólnoty, lecz na działaniu podobnym do tego, co robili bracia Sunderlin i Bender wiek wcześniej – rozsiewaniu ziarna i pozostawieniu go, by wykiełkowało na swój własny sposób.
Działalność wydawnicza po 1955 roku
Mimo mniejszej liczby braci, działalność wydawnicza trwała. W latach 1955–1965 opublikowano szesnaście nowych broszur, a w kolejnej dekadzie następne dwadzieścia. Łącznie od 1939 roku centrum wydało pięćdziesiąt osiem różnych broszur.
W 1975 roku podjęto bardziej ambitny wysiłek. Od dawna odczuwano brak szczegółowego opracowania tematu „Przyszłej Próby” (Future Probation) w dziełach Russella. Choć doktryna ta była obecna w jego pismach, brakowało formalnego traktatu. Rezultatem była publikacja w 1975 roku książki pt. „Future Probation in Christian Belief”. Ta 100-stronicowa pozycja przedstawiała biblijne podstawy tej tezy, opierając się nie tylko na pracy Pastora Russella, ale także na wspierających poglądach wybitnych XIX- i XX-wiecznych duchownych. Analizowali ją tacy teolodzy jak dr R. H. Charles (anglikanin) oraz dr W. B. Pope (metodysta), wybitni duchowni kalibru F.W. Farrara, F.B. Meyera, dr. J. Patersona Smytha czy dr. Vrankena Holmesa z USA, dali swoje świadectwo. Od czasów archidiakona Farrara z Opactwa Westminsterskiego w końcu XIX wieku pojawiło się bardzo niewiele afirmatywnych opracowań tego tematu, dlatego czuło się, że ta książka może dać potężne świadectwo Prawdzie.
Wydrukowano pierwsze wydanie w nakładzie dwudziestu tysięcy egzemplarzy. Jako pierwszy krok, kopie wysłano do dużej liczby duchownych wszystkich wyznań w Wielkiej Brytanii wraz z ulotką wyjaśniającą. Jednocześnie nawiązano kontakt z brytyjskim systemem bibliotek publicznych – wszystkie biblioteki, które wyraziły zgodę, otrzymały egzemplarze na swoje półki. W późniejszych latach otrzymano znaczną liczbę zapytań od czytelników, którzy natrafili na książkę w swojej lokalnej bibliotece; to źródło zainteresowania wciąż pozostaje aktualne.
Wielu duchownych było pod korzystnym wrażeniem. Niespodzianką było odkrycie, że całkiem sporo z nich posiadało już na swoich półkach „Wykłady Pisma Świętego” Pastora Russella i dawało wyraz temu, jak wysoko je cenią. „Praca u podstaw” wykonana przez poprzednie pokolenia braci w czasie „Żniwa” musiała mieć większy wpływ, niż sami wiedzieli. Jeden z kanoników Kościoła Anglii był tak pod wrażeniem implikacji książki, że zwołał konferencję wszystkich duchownych w swoim regionie, aby przedyskutować ten temat, po uprzednim uzyskaniu wystarczającej liczby egzemplarzy, by wręczyć każdemu po jednym. Metodystyczny pastor w nadmorskim miasteczku zwołał spotkanie wszystkich tamtejszych duchownych w podobnym celu. Kolportaż książki trwał przez lata, a jej szersze zastosowanie ograniczał jedynie brak rąk do pracy.
Ostatnie echa spotkań publicznych i zmierzch konwencji
Ostatni błysk w sferze spotkań publicznych nastąpił w 1986 roku, kiedy kilku braci z północno-wschodniej Anglii podjęło próbę wskrzeszenia dawnego zainteresowania prezentacjami filmowymi. Bracia z „Dawn” w USA wyprodukowali nowoczesną cineramę obrazów nieruchomych z towarzyszeniem dźwięku zatytułowaną „For This Cause” (Dla tej przyczyny), która wzbudziła tam spore zainteresowanie. Pytanie brzmiało: czy będzie równie skuteczna w Wielkiej Brytanii? Poddając to próbie, wynajęto salę w Yorku i dobrze zareklamowano wydarzenie. Przyszła spora liczba osób, co zaowocowało pewną ilością zapytań, jednak w dłuższej perspektywie zyskało się jedynie kilku stałych czytelników „Monthly” i to było właściwie wszystko. Dalsze pokazy w Oxfordzie i Yeovil wywołały jedynie nikły odzew, po czym inicjatywa wygasła.
Liczba konwencji oraz frekwencja na nich zaczęły zauważalnie spadać. Dawne stałe punkty programu – Warrington i Glasgow w Wielkanoc, Leicester w Zielone Świątki, Londyn w sierpniu – pozostały, aczkolwiek w mniejszej skali niż dawniej. Mówcy zaczęli komentować coraz większą liczbę siwych głów wśród słuchaczy. Ostatnia konwencja w Conway Hall odbyła się w 1969 roku; potem malejąca frekwencja i brak braci zdolnych do podjęcia prac pomocniczych wymusiły zmianę na mniejsze obiekty. Londyńskie zgromadzenia przeniosły się najpierw do Langley, a następnie do obecnej lokalizacji w Chesham. Do 1971 roku Blaby w Leicestershire stało się stałą siedzibą tradycyjnych spotkań w Midlands. Coroczna, tygodniowa konferencja „Maranatha”, rozpoczęta w 1950 roku, zakończyła działalność w 1980 roku, choć z drugiej strony pięciodniowe zgromadzenia w Yeovil – konwencja „Patmos” – trwały od 1978 do 1987 roku. Dublin zorganizował tylko jedną skromną konwencję w 1976 roku. Stało się jasne, że dni sprzed sześćdziesięciu lat, kiedy sześciuset lub ośmiuset braci gromadziło się na kilkudniowe sesje, bezpowrotnie minęły.
Aktywność młodszych i służba pielgrzymska
Na tym nieco ponurym tle wyróżniło się powstanie kilku cyklicznych spotkań związanych z młodszym braterstwem, skupionych głównie w Midlands. Od końca lat 60. do chwili obecnej odbywają się regularne wielkanocne spotkania w Purley Chase Conference Centre koło Nuneaton. Charakter sesji i poruszane tematy są dostosowane do młodszych elementów wspólnoty, podobnie jak rekreacyjne zajęcia towarzyszące. Choć nie zawsze odpowiada to gustom starszych braci, ma to swoje miejsce w pańskim planie.
Zorganizowana służba pielgrzymska trwała nadal, choć ciszej niż w przeszłości. Wielu przyjaciół z USA przyjeżdżało na zaproszenie, realizując trasy zaplanowane przez centrum londyńskie. Paul Thomson odwiedził 42 miasta w 1958 roku, w tym samym roku przybył Will Siekman. Fred Essler w 1960 roku przemierzył terytorium od Cardiff po Ipswich. Po nim w 1962 roku przyjechał Percy Read, nowy sekretarz Pastoral Bible Institute z USA, odwiedzając nawet Dublin i Belfast. W 1962 roku przybył też Alex Muir, po pewnym zamieszaniu na lotnisku w Londynie, gdzie po kilku nieudanych próbach odebrania go z dwóch różnych samolotów, odnaleziono go w końcu cierpliwie czekającego w poczekalni. Mimo niefortunnego początku, odwiedził on cały kraj. Erę zorganizowanych wizyt z USA zamknęli Fred Essler i Alex Muir odpowiednio w 1967 i 1968 roku.
Od tego czasu grupy lokalne zaczęły same organizować tego typu usługi, zazwyczaj na mniejszą skalę, zapraszając braci z USA lub Kanady, ale częściej korzystając z pomocy braci brytyjskich. Usługi centrum londyńskiego przestały być w tej dziedzinie konieczne i w późniejszych latach w dużej mierze wygasły.
Fundusz Dobroczynny (Benevolent Fund)
Długo sądzono, że rozszerzające się ramiona państwa opiekuńczego (Welfare State) uczynią Fundusz Dobroczynny niepotrzebnym. Tak się jednak nie stało. Założony w 1919 roku, dwadzieścia pięć lat przed powstaniem koncepcji państwa opiekuńczego, fundusz w 1967 roku wciąż aktywnie działał dzięki dobrowolnym datkom. Od 1946 roku opiekował się nim George Ford, lecz w 1968 roku, czując ciężar lat, przekazał obowiązki trzem młodszym braciom.
Komitet ten, z okazjonalnymi zmianami składu, kontynuuje pracę do dziś. Mimo istnienia państwa opiekuńczego, bracia przekonali się, że słowa Pana: „ubogich zawsze u siebie mieć będziecie”, są wciąż smutną prawdą. Fakt, że potrzeby nadal istnieją, a fundusze wciąż napływają, dodaje im otuchy do kontynuowania pracy. Choć większość dużych zborów miejskich utrzymywała własne fundusze, zawsze istniało szerokie spektrum potrzeb wśród braci odizolowanych i małych społeczności w różnych częściach kraju – i te potrzeby były i są zaspokajane.
Troska o potrzebujących przejawiała się również w obszarze niezamożnej starości. W dawnych czasach, przed powstaniem państwa opiekuńczego w 1946 roku, w przypadku skrajnej i bezsilnej starości – bez środków do życia i krewnych – nie było alternatywy dla wiktoriańskich domów pracy (workhouses). Tam nieszczęśni pensjonariusze mogli jedynie siedzieć i czekać na śmierć. W kręgu niezależnego braterstwa rozwiązaniem często było przyjmowanie starszych osób do domów przez młodszych braci. Jednak do lat trzydziestych XX wieku średni wiek braterstwa na tyle wzrósł, że praktyka ta stawała się coraz mniej wykonalna. Dyskusje nad rozwiązaniem problemu toczyły się powoli – zbyt wolno dla jednej energicznej siostry, która ostatecznie przeszła do czynów na własną rękę.
Rose Bush i dom w Anerley
Rose Bush była byłą przełożoną pielęgniarek w dużym londyńskim szpitalu, która na początku lat trzydziestych przeszła na emeryturę. Była to postać dość budząca respekt, o zdecydowanym charakterze, z poczuciem humoru i złotym sercem. Myśl o braciach i siostrach w wierze, którzy pracowali dla Sprawy w młodości, a u kresu życia byliby skazani na „gnicie” w domu pracy, była dla niej wstrętna. Uznała to za wyzwanie, któremu ktoś musi sprostać.
Pewnego dnia ta dostojna dama (opisywana niekiedy żartobliwie jako przypominająca XIX-wieczny żaglowiec pod pełnymi żaglami) stanęła na ulicy południowolondyńskiego przedmieścia, oglądając stary, trzykondygnacyjny wiktoriański dom o wielu pokojach. Rose Bush po prostu go kupiła. Dołączyła do niej dawna koleżanka ze szpitala, siostra w wierze Ruth Pressley. Bracia zostali poinformowani, że Rose przyjmie darowizny w postaci niepotrzebnych mebli i pościeli. Wkrótce dom był w pełni umeblowany i wypełniony mieszkańcami – starszymi ludźmi w różnych stadiach fizycznego osłabienia.
Sposób, w jaki Rose pozyskiwała podopiecznych, owiany był legendą. Mówiono apokryficznie, że urzędnicy domów pracy nagle stawali twarzą w twarz z tą imponującą postacią i zanim zdążyli się zorientować, co się dzieje, jeden z ich podopiecznych znajdował się już w szybko oddalającej się taksówce. Znając Rose Bush, nikt nie miał trudności z uwierzeniem w te historie.
Wiara i codzienne poświęcenie
Dom dla starszych braci przetrwał około dwudziestu lat, aż do 1955 roku, kiedy to nieustraszona Rose i równie dzielna Ruth musiały zrezygnować ze względu na wiek i stan zdrowia. Finansowanie całego przedsięwzięcia pozostawało tajemnicą. Ówczesne emerytury były śmiesznie niskie, a Rose mawiała, że jeśli Pan chce kontynuacji dzieła, to pośle pieniądze – i jej wiara była nagradzana.
Bracia składali dobrowolne datki, ale Rose sama zajmowała się zakupami. Opinia publiczna przyzwyczaiła się do widoku bardzo postawnej damy jadącej na bardzo małym rowerze z targu w Croydon, obładowanej z przodu, z tyłu i po bokach wielkimi torbami z towarami. Ryzykowała kolizje i upadki na liniach tramwajowych, ale najwyraźniej czuwał nad nią oddział niewidzialnych aniołów stróżów.
Dla Rose fakt, że mieszkańcy byli braterstwem, oznaczał, iż muszą mieć zebrania. Ponieważ niemożliwe było dowiezienie ich do zborów, zebrania odbywały się w domu. Co więcej, nie dało się posadzić obłożnie chorych na krzesłach, więc część dużego pokoju przeznaczonego na spotkania musiała zostać umeblowana łóżkami. Anerley w południowym Londynie było prawdopodobnie jedynym miejscem zebrań Badaczy Pisma Świętego, gdzie mówca stawał przed słuchaczami leżącymi w kilku rzędach łóżek ustawionych ciasno jedno obok drugiego.
Nowe inicjatywy: Droga ku „Bethel”
W 1950 roku, zdając sobie sprawę, że Rose Bush nie będzie żyć wiecznie, grupa z Welling wysunęła pomysł utworzenia domu opieki zgodnego z nowymi przepisami rządowymi. Początkowo propozycja upadła – złożoność regulacji wydawała się zbyt przytłaczająca. Jednak w 1975 roku pomysł powrócił, a tym razem poparcie było ogromne. Bracia zaczęli deklarować fundusze, a niektórzy z entuzjazmu wysyłali pieniądze jeszcze przed podjęciem ostatecznej decyzji.
Na początku 1976 roku zapadła decyzja o założeniu takiego domu. Poszukiwania odpowiedniej nieruchomości koncentrowały się na hrabstwach Dorset i południowym Somerset, gdzie klimat był łagodny, a ceny ziemi najniższe w kraju. Zespoły poszukiwawcze marzyły o dużej wiejskiej posiadłości w idyllicznej scenerii – obraz ten być może nieco mieszał się z wyobrażeniami o nadchodzącym Królestwie Tysiąclecia.
Poszukiwania trwały dwa lata, podczas których obejrzano około czterdziestu posiadłości. Agenci nieruchomości robili wszystko, by sprzedać dostępne obiekty. Wkrótce znaleziono nieruchomość położoną w wspaniałych ogrodach, dziewięć mil od najbliższego miasta. Fakt, że od dziewięciu miesięcy nikt inny jej nie oglądał, poszukiwacze uznali za znak, iż dom ten został zachowany właśnie dla nich.
Powiernicy nowo utworzonego funduszu Bible Fellowship Eventide Trust pośpieszyli z zaoferowaniem ceny, która wyczerpała ich dostępne w tamtym momencie fundusze i w konsekwencji była nieco niższa od ceny wywoławczej, opierając się na zapewnieniu agenta, że oferta zostanie przyjęta – i tak by się stało, gdyby w ostatniej chwili nie pojawił się ktoś obcy, oferując pełną cenę, przez co marzenie prysło.
Znaleziono kolejny dom, który był lepszy od poprzedniego. Miał cztery akry zamiast trzech, większą liczbę pokoi, a same pomieszczenia były przestronniejsze. Najbliższe miasto znajdowało się zaledwie dwie mile dalej i kursował tam autobus. Dobito targu i dopełniono formalności prawnych. Zostałyby one ukończone pomyślnie, gdyby nie właściciel sąsiedniej posesji, emerytowany wojskowy, który powziął gwałtowną niechęć do posiadania za sąsiadów tego, co opisał jako „mnóstwo zniedołężniałych starców”. Powiernicy uznali, że życie w tej okolicy mogłoby nie być zbyt przyjemne i rozsądniej będzie spisać straty na straty, wycofać się i poszukać gdzie indziej.
To „gdzie indziej” okazało się domem pod każdym względem lepszym od obu poprzednich i wszczęto drugą serię formalności prawnych. Lokalny krajobraz był płaski, a niedaleko płynęła rzeka, ale nikt nie zwracał na to uwagi, dopóki przypadkowe słowo zamienione z lokalnym urzędnikiem ds. planowania nie ujawniło, że rzeka okresowo występuje z brzegów i zalewa teren na mile wokół. Jakoś wizja starszych braci brnących po kolana w wodzie, aby dotrzeć do jadalni, nie wydała się zbyt nęcąca i entuzjazm wygasł.
Tak historia toczyła się dalej, aż kolejno sześć nieruchomości zostało zatwierdzonych i osiągnięto wstępne porozumienia co do zakupu, a następnie z tego czy innego powodu były one anulowane. Minęły dwa lata, a osiągnięcie celu wydawało się tak odległe, jak zawsze.
„To, czego wy ludzie potrzebujecie, to cud” – mruknął jeden z agentów do siostry, która była stałą klientką dłużej, niż on chciałby pamiętać. „Ma pan rację” – brzmiała riposta – „i otrzymamy go”.
I otrzymaliśmy go!
Do poszukujących zaczęło docierać, że różowa wizja dużego wiejskiego domu położonego w rozległych ogrodach, na bujnej prowincji, mile od wszystkiego, może mieć swoje wady. Kto zaopiekuje się czterema lub pięcioma akrami ogrodu? Kto zrobi zakupy i odbierze emerytury starszych osób w wiosce, w której nie ma sklepów ani poczty? Co z zimą, gdy śnieg zablokuje wiejskie drogi i komunikacja zostanie przerwana? Co z kosztami utrzymania dużego domu, który na początku projektu będzie zajęty tylko w połowie? Czy idee nie były zbyt ambitne i czy nie należało pamiętać, że większość osiągnięć Prawdy wyrastała z małych i niepozornych początków?
Rezultatem tego wszystkiego było spotkanie Trustu, na którym sporządzono nową i definitywną specyfikację dezyderatów. Nieruchomość miała mieć małą powierzchnię, nieprzekraczającą jednego akra. Dom miał być umiarkowanej wielkości, zdolny pomieścić na początku ograniczoną liczbę osób. Musiał posiadać niezwykle rozbudowany szereg budynków gospodarczych nadających się do adaptacji na mieszkania w miarę wzrostu potrzeb. Musiał znajdować się w wiosce lub blisko niej, gdzie istniała poczta, dobra opieka medyczna i odpowiedni zestaw sklepów wystarczający do codziennych potrzeb, oraz posiadać połączenie autobusowe z najbliższym miastem. A kiedy specyfikacja została sporządzona, Powiernicy przyznali sobie nawzajem, że w ciągu całych dwóch lat poszukiwań nigdy nie trafili na taką wioskę i wątpili, czy w ogóle taka istnieje.
Czternaście dni później zaoferowano nieruchomość, która w całości spełniała tę specyfikację. Gainsborough House w Milborne Port był pół-zrujnowaną posiadłością, która została kupiona przez lokalnego budowniczego z wyraźnym zamiarem jej odrestaurowania i zaoferowania do ponownej sprzedaży. Przez cały czas, gdy poszukujący przeszukiwali dwa hrabstwa w poszukiwaniu odpowiedniej nieruchomości, przygotowania te trwały bez ich wiedzy. Teraz Powiernicy stanęli w ogrodach domu, obejrzeli rozległy kompleks budynków gospodarczych, który spełniał wszystkie ich nadzieje, spojrzeli na siebie i powiedzieli: „To jest to!”.
I tym razem nie było żadnych przeszkód ani niepowodzeń. W ciągu czterech tygodni nieruchomość znalazła się w rękach Trustu i była gotowa do adaptacji. W grudniu 1978 roku wprowadzili się pierwsi mieszkańcy.
Po oddaniu do użytku głównego domu, kolejne lata przyniosły stopniową adaptację budynków gospodarczych na samodzielne mieszkania, które otaczając ogród z trzech stron, nabierały coraz bardziej charakteru miniaturowej wioski – praca ta wciąż trwa, gdyż pełne możliwości nieruchomości nie zostały jeszcze wykorzystane. Postęp prac rok po roku był możliwy dzięki hojnym darom i legatom, małym i dużym, od zainteresowanych braci nie tylko z Wielkiej Brytanii, ale także z Ameryki i Australii.
Pod zarządem Rady Powierniczej wyłonionej spośród braci, ośrodek ma szansę trwać tak długo, jak długo będzie istniała potrzeba. Oprócz wypełniania swojego podstawowego celu jako centrum mieszkalnego dla osób starszych, przyjmuje on również gości z daleka i bliska oraz mieści bibliotekę, w której literatura i publikacje związane z ruchem Badaczy Pisma Świętego z całego stulecia jego istnienia są przechowywane w celu dokumentacji i referencji. Akt Powierniczy wymaga, aby Gainsborough House był zawsze ograniczony do użytku jako chrześcijański ośrodek mieszkalny dla starszych chrześcijan, tak aby cokolwiek przyniesie przyszłość, ci, którzy przyczynili się i przyczyniają do jego powstania i utrzymania, mogli mieć pewność, że ich dary zawsze będą przynosić korzyść chrześcijańskiej pracy. A jeśli chodzi o daleką przyszłość, projekt i jego pomyślność są w rękach Pana.
Wiek temu Badacze Pisma Świętego ogłosili, że świat zmierza ku własnemu końcowi, a chciwość i egoizm człowieka doprowadzą do całkowitej katastrofy. Mówili, że ostateczność człowieka będzie okazją dla Boga i że panowanie Chrystusa nad ziemią zastąpi panowanie człowieka, a wszystko stanie się nowe. Oczekiwali tego dopełnienia wcześniej, niż uzasadniły to wydarzenia, ale wszystko, co wtedy przewidziano, nadeszło i manifestacyjnie się spełnia.
Wojna światowa, po której nastąpił upadek monarchistycznych królestw i zastąpienie ich republikami ludowymi, po czym nastąpiły niepokoje społeczne i ostatecznie powszechna anarchia, upadek systemów społecznych i komercyjnych świata; spadek praktyk religijnych i narastająca demoralizacja ludzkiego postępowania; przywrócenie Izraela do jego ojczystej ziemi i jego ponowne wyłonienie się jako suwerenne państwo – wszystkie te rzeczy zostały przewidziane i wszystkie się wydarzyły. A teraz system ekologiczny ziemi załamuje się i ze wszystkich stron przyznaje się, że sprawy zaszły za daleko i żaden człowiek nie wie, jak je naprawić. Ten świat doszedł do swojego kresu, a poselstwo Badaczy Pisma Świętego jest tym, czym było zawsze. Nadszedł czas.
„Królestwa tego świata stały się królestwem Pana naszego i Chrystusa Jego, i królować będzie na wieki wieków”.
Zatem to nie jest koniec. To wprowadzenie do nowego początku.
Świt jaśnieje na horyzoncie. Zwiastunowie świtu są nadal potrzebni – ci, którzy rozumieją znaczenie czasów, w których żyją, i są gotowi uczynić głoszenie tego orędzia dziełem swojego życia. Bóg w całej historii nigdy nie pozostawił samego siebie bez świadectwa, a teraz, w tym być może najbardziej doniosłym okresie historii świata, to świadectwo wciąż musi być wydawane – być może nie z aklamacją i zewnętrznym pokazem, jak we wcześniejszych czasach, lecz raczej cicho, niepozornie, docierając do serc i umysłów mężczyzn i kobiet, którzy dostrzegają kurs, jaki obrał świat, i chętnie poznaliby jego wynik.
Tak więc siewcy mogą jedynie rozpraszać ziarno, które być może zainspiruje do nowego zrozumienia i nowej nadziei. Rozproszone, lecz skuteczne, przeznaczone by rosnąć, kwitnąć i ostatecznie przynieść owoc w tym nadchodzącym Millenijnym świecie, który był treścią poselstwa Żniwa.
Tak więc może być, że ci, którzy trudzili się w głoszeniu tego poselstwa – które zastąpiło chrześcijańską ortodoksję lepszą i bardziej radosną ewangelią „o wielkiej radości, która będzie udziałem wszystkich ludzi” – patrząc wstecz na osiągnięcia przeszłości i uczestnicząc w być może cichszych dziełach teraźniejszości, mogą nabrać otuchy.
Podobnie jak Apostoł Paweł dwa tysiące lat temu, mogą oni rozważać, że byli – i nadal są – „obywatelami niepodłego miasta”…
