I. Krzywdzenie dzieci jest godne potępienia.
Stanowisko Świadków Jehowy (dalej ŚJ) wobec nadużyć dokonywanych na dzieciach dobrze wyraża biblijna zasada zapisana przez ap. Pawła w liście do Rzymian, gdzie możemy przeczytać:
Rzymian 12:9 „Miłość wasza niech będzie bez obłudy. Miejcie wstręt do tego, co niegodziwe, lgnijcie do tego, co dobre”.
Zatem nawet jedno wykorzystane do niecnych celów dziecko jest tym o jednym za dużo. Przez całe dziesięciolecia ŚJ w związku z tym na łamach czasopism „Strażnica” i „Przebudźcie się” publikowali szereg artykułów jak np: „Let Us Abhor What Is Wicked!” published in the January 1, 1997, issue of The Watchtower ; artykuły, w których kładziono nacisk na potrzebę oraz konieczność ochrony dzieci przed przemocą.Kolejne pozycje to między innymi z tej dziedziny to: „Help for the Victims of Incest” in the October 1, 1983, Watchtower, „Your Child Is in Danger!”, „How Can We Protect Our Children?”, and „Prevention in the Home”, all in the October 8, 1993, Awake!, as well as „Child Molesting??Every Mother’s Nightmare,” in the January 22, 1985, Awake!
W powyższym Przebudźcie się z 22 stycznia 1985 roku wydanie ang. na stronie 8 zauważono, że:
„Po pierwsze, dziecko jak również wszystkie inne dzieci muszą być chronione przed jakimikolwiek dalszymi nadużyciami. Trzeba tak postąpić bez względu na koszty. W wielu przypadkach nie uniknie się konfrontacji między molestowanym a molestującym, jednak ważne jest aby skrzywdzone dziecko, które padło ofiarą takiego niecnego procederu miało pewność, że nigdy nie dojdzie do tego ponownie”.
Przeciwnicy ŚJ podważają to stanowisko i twierdzą że jest w nim ukryty dwojaki sens. Oskarżają Towarzystwo Strażnica (TS), o to, że próbuje tuszować lub w ogóle zakrywać tego typu zajścia mające miejsce w Organizacji Jehowy, tak aby nie przeniknęło to na zewnątrz i nie przyniosło jej ujmy.
Utrzymują też, że ochrona dzieci stoi w rzeczywistości na drugim planie i że ważniejsze jest dbanie o korzystny własny wizerunek w oczach opinii publicznej i sprawianie wrażenia nieskazitelnego pozostawania w tzw. raju duchowym. Ponadto co gorsze twierdzą też, iż osoby będące Świadkami Jehowy i zgłaszające przypadki molestowania swoich nieletnich dzieci na drogę sądową, poniosą represje ze strony władz Organizacji, a nawet mogą zostać pozbawione jej członkostwa, bowiem narażają ją w ten sposób na złą reputację.
Prawdą jest, że od Świadków Jehowy oczekuje się sprostania wysokim wymaganiom moralnym jakie uznają za słuszne z racji swych wierzeń opartych na Słowie Bożym . Podczas gdy inne religie podchodzą do tej kwestii dość swobodnie, to ŚJ pozostają w tym nieugięci. Ich poglądy na moralność przez całe 120 lat nowożytnej historii nigdy nie uległy zmianie. Tymczasem np. w Kościele Anglikańskim 100 lat temu nie do pomyślenia byłoby wyświęcenie członka tego Kościoła na kapłana przy jednoczesnym uprawianiu homoseksualizmu, co dziś ma już niestety tam miejsce. Również w innych wyznaniach daje się ostatnio zauważyć pobłażliwe podejście do niemoralności.
W przeciwieństwie do innych ŚJ nie rozwadniają wyraźnych oświadczeń biblijnych na ten temat i nie tolerują w swoich szeregach nikogo, kto dopuszcza się rzeczy potępionych w Biblii, jak te chociażby wymienione w liście 1 Koryntian 6:9-11:
1 Koryntian 6:9-11 „A czyż nie wiecie, że nieprawi nie odziedziczą królestwa Bożego? Nie dajcie się wprowadzić w błąd. Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani mężczyźni utrzymywani do celów sprzecznych z naturą, ani mężczyźni kładący się z mężczyznami, 10 ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani rzucający obelgi, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego. 11 A przecież takimi byli niektórzy z was. Ale zostaliście umyci, ale zostaliście uświęceni, ale zostaliście uznani za prawych w imię naszego Pana, Jezusa Chrystusa, oraz duchem naszego Boga”.
Zatem ekskomunikuje się zatwardziałych grzeszników, nie okazujących skruchy w tym oczywiście także praktykujących pedofilię. I co w istocie ma miejsce o czym przyznano w Strażnicy z 1 Stycznia 1986, strona 11:
Chociaż brzmi to szokująco, ale nawet niektórym szerzej znanym w społeczności ludu Jehowy zdarzyło się popaść w czyny niemoralne, nie wyłączając homoseksualizmu, wymiany żon i napastowania dzieci. Trzeba też zaznaczyć, że w ubiegłym roku wykluczono ze zboru chrześcijańskiego 36 638 osób, większość z nich właśnie za pogwałcenie moralności. Organizacja Jehowy musi być utrzymana w czystości!
Ważne jest aby o tym pamiętać rozważając zarzuty o molestowanie dzieci. Warto też sobie zadać pytanie: Dlaczego religia Świadków Jehowy, która przecież piętnuje i ekskomunikuje rozpustników, morderców, złodziei w tym gwałcicieli dzieci miałaby to ukrywać? Czy wydaje się to rozsądne? Ależ skąd! Przecież starsi, którym powierzono nadzór nad zachowaniem czystości moralnej w poszczególnych zborach, również posiadają własne rodziny, dzieci, które kochają i zależy im na ich pomyślności. Z pewnością dobrze znają w swoim otoczeniu osoby wykazujące skłonności do rozmaitych dewiacji seksualnych. Dlaczego więc mieliby tolerować takie postępowanie pedofila i narażać na niebezpieczeństwo również swoje dzieci, nie zgłaszając takich zajść na policję czy powołanym do tego celu odpowiednim organom ścigania? Nie ulega więc wątpliwości, że przemoc wobec dzieci w każdym środowisku jest rzeczą obrzydliwą, także wśród Świadków Jehowy.
II. Zasada dwóch świadków.
Procedurę postępowania Świadków Jehowy wobec przypadków napastowania seksualnego dzieci można ująć z grubsza następująco:
„Kiedy jakiś Świadek Jehowy jest oskarżony o akt przemocy wobec dziecka, to od lojalnych starszych z lokalnego zboru oczekuje się wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Specjalnie w tym celu wyznaczeni dwaj starsi spotkają się oddzielnie ze sprawcą i ofiarą celem ustalenia faktów. Jeżeli oskarżony nie przyznaje się do winy, dwaj starsi zaaranżują spotkanie ze sprawcą w obecności pokrzywdzonego dla konfrontacji. Jeżeli podczas tego spotkania oskarżony nadal zaprzecza oskarżeniu i nie ma żadnych innych osób, które mogą udowodnić mu winę, wówczas starsi nie mogą podjąć żadnych sądowniczych działań w zborze w takiej sytuacji i w tym czasie” (podręcznik dla starszych zboru pt. Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę Bożą).
Dlaczego nie? Dlatego że jako Organizacja ŚJ opierająca się ściśle na Biblii, musi trzymać się tego co ona ma do powiedzenia na ten temat, mianowicie że:
Powtórzonego Prawa 19:15-18 „Nie może jeden świadek wystąpić przeciwko człowiekowi w związku z jakimś przewinieniem lub jakimś grzechem, w wypadku jakiegoś grzechu, który ten popełnił. Sprawa ta ma zostać potwierdzona ustami dwóch świadków lub ustami trzech świadków. 16 Jeżeli świadek knujący zło wystąpi przeciwko jakiemuś człowiekowi, by podnieść przeciw niemu zarzut o bunt, 17 to obaj wiodący spór staną przed obliczem Jehowy, przed kapłanami i sędziami, którzy będą urzędować w owych dniach. 18 A sędziowie dokładnie zbadają i jeśli świadek jest świadkiem fałszywym i podniósł fałszywy zarzut przeciw swemu bratu”.
i co powtórzył też Pan Jezus:
Mateusza 18:16 „Ale jeśli nie posłucha, weź ze sobą jeszcze jednego lub dwóch, aby każda sprawa mogła być potwierdzona ustami dwóch lub trzech świadków”.
o czym można również się upewnić w innych miejscach Biblii:
1 Królów 21:10 „I posadźcie przed nim dwóch ludzi, nicponi, a oni niech świadczą przeciwko niemu, mówiąc: ‚Przekląłeś Boga i króla!’ I wyprowadźcie go, i ukamienujcie, by umarł”.
Jana 8:17 „Poza tym w waszym Prawie jest napisane: ‚Świadectwo dwóch ludzi jest prawdziwe”.
2 Koryntian 13:1 „Już trzeci raz przychodzę do was. „Każda sprawa ma być potwierdzona ustami dwóch lub trzech świadków”.
Tymoteusza 5:19 „Nie przyjmuj oskarżenia przeciwko starszemu, chyba że na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków”.
Hebrajczyków 10:28 „Każdy, kto zlekceważył Prawo Mojżeszowe, umiera bez współczucia na podstawie świadectwa dwóch lub trzech”.
Trzeba na wstępie wyraźnie zaznaczyć, że biblijna procedura „dwóch świadków” nie ma nic do tego, czy dane przestępstwo należy zgłosić władzom czy też nie, nawet jeżeli nie ma żadnych świadków takiego zdarzenia poza osobą pokrzywdzoną. Apostaci chcą po prostu byś uwierzył w ich wersję i świadomie manipulują stanowiskiem Strażnicy w tej sprawie. Towarzystwo w swoich publikacjach nigdzie nie oświadcza, że wszelkie nadużycia lub przestępstwa nie powinny być zgłaszane, aż nie będzie dwóch lub trzech świadków. Reguła „dwóch świadków” jest stosowana przez ŚJ tylko w celu ustalenia czy dopuszczono się grzechu i czy powinno się powołać komitet sądowniczy by wymierzyć sprawiedliwość – ale tylko na szczeblu wewnątrz zborowym, nie zaś na drodze karnej, ponieważ od tego są sądy świeckie. Jak możemy przeczytać w różnych publikacjach i listach od Ciała Kierowniczego do starszych zborów, nigdy nikomu ze ŚJ nie zabraniało ono i nie zabrania pod groźbą wykluczenia ze społeczności zgłaszać wszelkich przestępstw na tle seksualnym czy pedofilii do odpowiednich organów ścigania lub lokalnych sądów, o czym napisze się szerzej w następnych dwóch rozdziałach.
Odstępcy nadal mimo to twierdzą, że TS prowadzi złą politykę odnośnie molestowania seksualnego dzieci, gdyż przez respektowanie takiej „niewydajnej” w ich poczuciu zasady „dwóch świadków” stwarza się jakby furtkę i niby to już raj dla wszelkiej maści pedofilów, którzy czują się w takim układzie bezkarni, póki nie krzywdzą innych dzieci poza społecznością ŚJ i póki co takich ofiar gdzie indziej nie muszą szukać. W końcu oskarżają TS, że takie biblijne procedury jakich się trzyma, służą bardziej ochronie pedofila niż jego ofiary, są nierozsądne i nie na czasie. Jednak kwestionują w ten sposób natchnienie samej Biblii, która mówi o tym przecież jednoznacznie, zdradzają tym samym brak wiary w Boga odrzucając to święte oświadczenie z Jego Słowa. Jako Świadkowie Jehowy wyznajemy pogląd i jesteśmy głęboko przekonani, że najważniejszym regulaminem prawnym przy załatwianiu tego typu spraw jest dla nas zawsze na pierwszym miejscu Pismo Święte.
Proszę dobrze zauważyć: Do czego by to doszło gdyby np. każdy ot tak sobie indywidualnie mógł i miał biblijne prawo wnosić oskarżenie, niewykluczone też że nierzadko złośliwe i nieprawdziwe przeciw swemu bratu w wierze, gdyby nie było zasady „dwóch lub trzech świadków”, w oparciu o zeznania których miałoby być rozpatrywane każde takie poważniejsze wykroczenie lub grzech?
Sytuacja ta dotyczy również dzieci, które przecież nie zawsze muszą zeznawać zgodnie z prawdą. Dlaczego akurat dorosły musi być winny w każdym przypadku? Chodzi też o to, że nawet sądy świeckie nie wydadzą orzeczenia skazującego w oparciu o zeznania tylko jednego świadka. To nie jest pomysł tylko ŚJ na załatwianie tego typu spraw. Takie są po prostu podstawowe prawidła procesowe sądownictwa w ogóle jako takiego. Tego rodzaju określoność proceduralna zapobiega samowoli sędziowskiej, ponieważ sposób prowadzenia i osądzenia sprawy w przewodzie sądowym nie może być zależny od „widzimisię” sędziego na rzecz którejś ze stron, lecz musi się odbywać wedle zasad przewidzianych prawem. Prawo zaś wymaga konkretnych dowodów, także w postaci świadków lub przynajmniej wielu niezbitych poszlak.
Wierzymy, że zasada ta sama w sobie jest zainspirowana świętym duchem Bożym oraz jak najbardziej słuszna, ponieważ ustanowił ją dla naszego dobra sam Bóg, i co powtórzył też później Jezus Chrystus, a także apostoł Paweł. Niewykluczone też iż niektórzy mogą nie do końca rozumieć tę procedurę, inni zaś wiedzą o niej bardzo dobrze, lecz chcą byś został celowo wprowadzony w błąd przez manipulację, próbując ukryć przed Tobą kto lub co może służyć jako świadek w tej zasadzie „dwóch świadków”. Oni Tobie powiedzą:
„Jak to jest możliwe, że skoro molestowanie odbywa się w ukryciu, że mógł widzieć to ktoś trzeci”?
Tym sposobem zrzucają winę na TS, że stoi w obronie pedofila a nie w imieniu osoby pokrzywdzonej. Jednak jest to celowe spłycanie problemu i nie do końca uczciwe postawienie sprawy z ich strony, by przez tak ukazanie niepełnych informacji na ten temat zwyczajnie wprowadzić Cię w błąd.
Zauważ, jakie stanowisko zajmuje Towarzystwo Strażnica w tych dalszych słowach:
„Jednakże, jeśli dwie osoby są świadkami różnych zdarzeń tego samego rodzaju złych czynów oskarżonego, to ich zeznania mogą być uznane za wystarczające do podjęcia działań sądowniczych w zborze”.
Ktoś może jednak twierdzić, że forma obecnej reguły „dwóch świadków” została zmieniona po czasie pod naciskiem mediów, i że kiedyś tak nie było, ufając tym samym Billowi Bowenowi i jego Organizacji „Silent lambs” krytykującej politykę ŚJ w tym zakresie. Ale prawda jest taka, że uczono już o tym na długo wcześniej, bo w 1981 roku, i nawet zanim powstało to Stowarzyszenie, czemu dano wyraz w książce „Zważajcie na samych siebie…” na str. 119 gdzie można przeczytać:
„Jeśli istnieje inny świadek tego samego rodzaju grzechu ze strony oskarżonego, byłoby to podstawą do utworzenia komitetu sądowniczego.”
Zważywszy na ten fakt tzw. reguła „dwóch świadków” w istocie nabiera nieco innego i szerszego wymiaru zastosowania. Zatem zeznania dwojga innych dzieci, które zostały molestowane przy dwóch różnych okazjach, ale przez tę samą osobę również kwalifikują się do tej reguły.
Pozostałe informacje z Towarzystwa wykazały, że „dwoma świadkami” nie muszą być koniecznie dzieci, które były molestowanie lub też osoby, które widziały takie molestowanie. Może to być jakiś inny dowód sądowy np. próbki DNA jak i samo dziecko, które robią wówczas za „świadka”. Dlatego JR Brown, rzecznik Towarzystwa Strażnica, w udzielonym wywiadzie dla „Associated Press” w dniu 11 lutego 2001 r. oświadczył że:
„… również inne dowody potwierdzające oskarżenie mogą być zastosowane zamiast drugiego świadka w celu udowodnienia winy”.
Natomiast w liście do starszych z 30 stycznia 1992 stwierdzono:
„Należy również podkreślić, że w trakcie procesu sądowego mogą wyjść na jaw dalsze dowody w sprawie poświadczające winę sprawcy złego czynu, które mają być ponownie przeanalizowane, tak jak to ma miejsce w każdej normalnej sprawie sądowej, gdy dodatkowe wykroczenie zostało ujawnione”.
Ale czy słowa zamieszczone w Strażnicy z 1 Listopada 1995 na stronach 28, 29 (wyd. angielskie) nie zaprzeczają regule „dwóch świadków”, gdzie napisano, że”nawet jeśli więcej niż jedna osoba pamięta nadużycie seksualne przez tę samą osobę”, nie byłoby to wystarczającym dowodem, podstawą rozstrzygnięcia, gdy brak dowodów”? Czy nie jest to podwójna mowa ze strony Towarzystwa Strażnica? Nie, tak nie jest. Jeżeli przeczytamy cały artykuł i weźmiemy pod uwagę kontekst tej wypowiedzi, oraz co jest tak naprawdę przedmiotem dyskusji w tym artykule ze Strażnicy, przekonamy się iż mowa w nim o stłumionych, wypartych wspomnieniach. Właśnie dlatego na początku artykułu zamieszczono przypis -„Wyparte wspomnienia” i podobne sformułowania ujęto w cudzysłów dla odróżnienia ich od bardziej typowych wspomnień, jakie ma każdy z nas.
Tutaj poniżej cały kontekst tej wypowiedzi:
Strażnica z 195 1.11 ss. 25-29. Pocieszenie dla osób o złamanym duchu:
„Dzisiejszy szatański świat ?zatracił wszelkie poczucie moralności’ (Efezjan 4:19; 1 Jana 5:19). Cudzołóstwo i rozpusta przybrały rozmiary pandemii. W wielu krajach co najmniej połowa małżeństw kończy się rozwodem. Powszechnie aprobuje się homoseksualizm. Środki przekazu często donoszą o gwałtach i innych przestępstwach na tle seksualnym. Pornografia przynosi miliardowe zyski (Rzymian 1:26, 27).
Do najbardziej niegodziwych wynaturzeń należy seksualne napastowanie niewinnych dzieci. Tak samo jak mądrość szatańskiego świata, postępki te są ?zwierzęce, demoniczne’ (Jakuba 3:15). Według tygodnika Time w samych USA „każdego roku do urzędów trafia ponad 400 000 sprawdzonych doniesień o napaściach na tle seksualnym, zgłoszonych przez nauczycieli i lekarzy”. Kiedy ofiary takich wykroczeń dorastają, niejednokrotnie wciąż noszą bolesne, wcale nie urojone rany! Biblia powiada: „Duch ludzki [nastawienie umysłu, skryte uczucia i myśli] zniesie chorobę, lecz złamanego [zranionego, udręczonego] ducha któż dźwignie?” (Przysłów [Przypowieści] 18:14, BT).
Dobra nowina o Królestwie przemawia do ludzi wszelkiego pokroju — także do osób o ?złamanym sercu’ oraz ?zgnębionych na duchu’ (Izajasza 61:1-4, BT). Nic dziwnego, iż wielu cierpiących pod względem emocjonalnym przyjmuje zaproszenie: „Każdy, kto jest spragniony, niech przyjdzie; każdy, kto chce, niech bierze wodę życia darmo” (Objawienie 22:17). Zbór chrześcijański może być dla takich osób oazą pokrzepienia. Ogromnie raduje ich wiadomość, że cierpienia wkrótce będą należeć do przeszłości (Izajasza 65:17). Zanim to jednak nastąpi, mogą potrzebować ?pocieszenia’ i ?opatrzenia’ ran. Apostoł Paweł słusznie więc radził chrześcijanom: „Pocieszajcie swą mową dusze przygnębione, wspierajcie słabych, wobec wszystkich bądźcie wielkodusznie cierpliwi” (1 Tesaloniczan 5:14).„Wyparte wspomnienia”
Ostatnio słyszy się o osobach mających „złamane serca” z przyczyn niezupełnie zrozumiałych dla drugich. Chodzi o dorosłych, którzy na podstawie tak zwanych „wypartych wspomnień” twierdzą, że w dzieciństwie padli ofiarą wykorzystywania seksualnego. Niektórym myśl o napastowaniu była zupełnie obca, dopóki niespodziewanie nie zaczęły ich prześladować obrazy z przeszłości i „wspomnienia” sugerujące, że jakiś dorosły (lub kilku) dopuścił się kiedyś wobec nich takiego wykroczenia. Czy w zborze chrześcijańskim spotyka się ludzi miewających tego rodzaju niepokojące myśli? W pewnych krajach — tak, przy czym takie bogobojne osoby niekiedy zmagają się z depresją, gniewem, poczuciem winy, wstydem bądź uczuciem osamotnienia. Podobnie jak Dawid mogą się nieraz czuć odłączone od Boga i wołać: „Czemu, o Panie, stoisz z daleka, ukrywasz się w czasach niedoli?” (Psalm 10:1).
Specjaliści w zakresie zdrowia psychicznego nie rozumieją dokładnie wielu aspektów tych „wspomnień”. W każdym razie mogą one wpływać na usposobienie duchowe wiernych chrześcijan. Dlatego rad ułatwiających przezwyciężanie tego problemu z ufnością szukamy w Słowie Bożym. Biblia udziela „rozeznania we wszystkim” (2 Tymoteusza 2:7; 3:16). A każdemu, kogo taka sprawa dotyczy, pomaga zaufać Jehowie, „Ojcu tkliwych zmiłowań i Bogu wszelkiego pocieszenia, który nas pociesza we wszelkim naszym ucisku” (2 Koryntian 1:3, 4).Czy naprawdę do tego doszło?
Na temat charakteru owych „wspomnień” oraz stopnia ich zgodności z rzeczywistością krąży w tym świecie wiele sprzecznych opinii. Świadkowie Jehowy „nie są częścią świata” i nie wdają się w takie polemiki (Jana 17:16). Z opublikowanych doniesień wynika, iż tego rodzaju „wspomnienia” nieraz okazują się prawdziwe. Na przykład kiedy taksator ubezpieczeniowy Frank Fitzpatrick „przypomniał sobie”, że był napastowany przez pewnego księdza, to samo wyjawiło ponad sto innych osób. Podobno ów duchowny przyznał się do zarzucanych mu czynów.
Warto jednak zaznaczyć, iż niejeden nie potrafi dowieść prawdziwości swych „wspomnień”. Niektórzy odtworzyli w pamięci żywy obraz osoby dopuszczającej się nadużycia bądź konkretnego miejsca, w którym do niego doszło. Jednakże niezbite dowody wykazały później, że takie „odtworzone w pamięci” szczegóły nie mogły być prawdziwe.Udzielanie pomocy
Jak jednak można pocieszyć osoby, które z powodu tego typu „wspomnień” mają „złamanego ducha”? Rozważmy przypowieść Jezusa o miłosiernym Samarytaninie. Pewien mężczyzna został napadnięty, pobity i obrabowany. Kiedy drogą nadszedł Samarytanin, użalił się nad poszkodowanym. Co zrobił? Czy chciał koniecznie poznać każdy najdrobniejszy szczegół napaści? A może wypytywał, jak wyglądali rabusie, i od razu ruszył za nimi w pościg? Nie. Przecież leżał przed nim cierpiący człowiek! Dlatego Samarytanin delikatnie opatrzył mu rany i życzliwie zawiózł go do pobliskiej gospody, gdzie był bezpieczny i mógł wyzdrowieć (Łukasza 10:30-37).
Oczywiście jest różnica między ranami fizycznymi a „złamanym duchem” osób, które w dzieciństwie rzeczywiście były wykorzystywane seksualnie. Ale w obu wypadkach poszkodowany bardzo cierpi. Dlatego postępowanie Samarytanina z rannym Żydem pokazuje, jak można pomóc zbolałemu współwyznawcy. Najważniejsze jest udzielenie serdecznego pocieszenia i wsparcia, by mógł odzyskać siły.
Gnębiąc wiernego Joba, Diabeł najwyraźniej był przeświadczony, że albo udręki psychiczne, albo fizyczne złamią jego nieskazitelną lojalność (Joba 1:11; 2:5). Od tamtej pory Szatan często próbował osłabić wiarę sług Bożych cierpieniami — będąc ich bezpośrednim lub pośrednim sprawcą (porównaj 2 Koryntian 12:7-9). Czyż możemy wątpić, że obecnie posługuje się w tym celu wykorzystywaniem dzieci i „złamanym duchem” wielu dorosłych, którzy byli kiedyś napastowani (bądź są nękani „wspomnieniami” o takich przeżyciach)? Jeżeli chrześcijanin pomimo cierpień zdecydowanie obstaje przy swej lojalności, to naśladuje Jezusa, który odparł przeciwnika, mówiąc: „Precz, Szatanie!” (Mateusza 4:10).Zachowaj siły duchowe
„Niewolnik wierny i roztropny” publikuje informacje, które pomagają radzić sobie z urazami duchowymi i emocjonalnymi, spowodowanymi wykorzystywaniem seksualnym w dzieciństwie (Mateusza 24:45-47). Doświadczenie pokazuje, że pokrzepieniem dla cierpiącego jest ?umacnianie się w Panu i w potędze jego siły’ oraz nałożenie „całej zbroi od Boga” (Efezjan 6:10-17). W skład owej zbroi wchodzi „prawda” biblijna, demaskująca Szatana jako największego wroga i rozpraszająca ciemności, w których działa wraz ze swymi poplecznikami (Jana 3:19). Należy też przyodziać „napierśnik prawości”. Znękana osoba powinna usilnie starać się trzymać prawych zasad. Na przykład niektórych ogarnia przemożna chęć wyrządzenia sobie krzywdy lub dopuszczenia się niemoralności. Każdorazowe poskromienie takiej żądzy oznacza zwycięstwo!
Do duchowej zbroi należy też „dobra nowina o pokoju”. Rozmowa o zamierzeniach Jehowy wzmacnia zarówno przekazującego informacje, jak i słuchacza (1 Tymoteusza 4:16). Jeśli więc masz „złamanego ducha” i trudno ci się dzielić z drugimi dobrą nowiną, spróbuj towarzyszyć innemu chrześcijaninowi podczas wykonywania tego doniosłego dzieła. I nie zapominaj o „wielkiej tarczy wiary”. Bądź przekonany, że Jehowa cię kocha i przywróci wszystko, co utraciłeś. Nie powątpiewaj także w miłość Jezusa, który przecież jej dowiódł, oddając za ciebie swe życie (Jana 3:16). Szatan od dawna fałszywie twierdzi, iż Jehowa nie troszczy się o swych sług. Jest to po prostu jedno z jego wierutnych, złośliwych kłamstw (Jana 8:44; porównaj Joba 4:1, 15-18; 42:10-15).
Jeżeli zbolałe serce nie pozwala ci uwierzyć, że Jehowa się tobą interesuje, pomocą będzie utrzymywanie kontaktów z osobami, które są o tym głęboko przekonane (Psalm 119:107, 111; Przypowieści 18:1; Hebrajczyków 10:23-25). Nie pozwól, by Szatan ograbił cię z nagrody życia. Pamiętaj, że częścią zbroi jest „hełm wybawienia” i „miecz ducha”. Biblia została spisana pod natchnieniem ducha świętego, którego Szatan nie potrafi przemóc (2 Tymoteusza 3:16; Hebrajczyków 4:12). Zawarte w niej krzepiące słowa mogą uśmierzyć cierpienia emocjonalne (porównaj Psalm 107:20; 2 Koryntian 10:4, 5).
Ponadto bezustannie módl się o siły potrzebne do wytrwania (Rzymian 12:12; Efezjan 6:18). Żarliwa modlitwa umożliwiła Jezusowi zniesienie niezmiernych udręk psychicznych i tobie też może pomóc (Łukasza 22:41-43). Czy trudno ci zwracać się do Boga? Poproś więc drugich, by modlili się z tobą i za ciebie (Kolosan 1:3; Jakuba 5:14). Duch święty wesprze twe prośby (porównaj Rzymian 8:26, 27). Podobnie jak niejednej bolesnej choroby fizycznej, niektórych głębokich ran w duszy nie da się całkowicie uleczyć w tym systemie rzeczy. Niemniej z pomocą Jehowy możemy wytrwać — i tak jak w wypadku Jezusa oznacza to zwycięstwo (Jana 16:33). „Ufaj mu [Jehowie], narodzie, w każdym czasie, wylewajcie przed nim serca wasze: Bóg jest ucieczką naszą!” (Psalm 62:9).A co z domniemanym napastnikiem?
Człowiek, który wykorzystuje seksualnie dziecko, jest gwałcicielem i za takiego powinien być uważany. Każdy, kto padł ofiarą tego rodzaju nadużyć, ma prawo zaskarżyć swego napastnika. Niemniej jeśli jedyną podstawą są „wyparte wspomnienia”, oskarżenia nie należy wnosić pochopnie. W takiej sytuacji najważniejsze jest, by cierpiący odzyskał pewną miarę równowagi wewnętrznej. Kiedy upłynie trochę czasu, będzie mógł lepiej ocenić takie „wspomnienia” i zadecydować, czy chce poczynić w związku z nimi jakieś kroki, a jeśli tak, to jakie.
Weźmy pod uwagę przeżycia Donny. Podobno cierpiała na zaburzenia apetytu i udała się do doradcy, którego kompetencje najwyraźniej były wątpliwe. Wkrótce potem oskarżyła swego ojca o kazirodztwo i wniosła sprawę do sądu. Przysięgli nie byli jednomyślni, toteż ojciec nie został skazany na więzienie, ale musiał pokryć koszty procesu wynoszące 100 000 dolarów. Po tym wszystkim Donna — jak powiedziała rodzicom — przestała myśleć, że naprawdę była wykorzystywana!
Król Salomon mądrze radził: „Nie podawaj szybko do sądu” (Przysłów [Przypowieści] 25:8; BT). Gdyby istniała jakaś uzasadniona podstawa, by przypuszczać, że domniemany sprawca wciąż wykorzystuje dzieci, zapewne należałoby przed nim ostrzec. W takiej sytuacji pomóc mogą starsi zboru. Jeżeli jednak jest inaczej, nie śpiesz się. W końcu może stwierdzisz, że lepiej zaniechać całej sprawy. Ale jeśli mimo wszystko pragniesz konfrontacji z przypuszczalnym napastnikiem (po rozważeniu, jak wpłyną na ciebie ewentualne reperkusje) masz do niej prawo.
Kiedy człowiek dręczony „wspomnieniami” dochodzi do siebie, powstają czasami niezręczne sytuacje. W jego umyśle mogą się na przykład tworzyć wyraźne obrazy, że napastował go ktoś, z kim spotyka się na co dzień. Nie można ustalić żadnych reguł, jak należałoby się wówczas zachować. „Każdy bowiem poniesie swój własny ciężar” (Galatów 6:5). Niekiedy ktoś uważa, iż w sprawę jest uwikłany jego dalszy lub bliższy krewny. Warto pamiętać, jak zawodne bywają „wyparte wspomnienia”, jeśli chodzi o rozpoznanie domniemanego napastnika. Osoba, która przed ostatecznym rozstrzygnięciem tej kwestii przynajmniej od czasu do czasu odwiedza rodzinę, pisze listy bądź telefonuje, dowodzi, że pragnie się stosować do rad biblijnych (porównaj Efezjan 6:1-3).Co mogą zrobić starsi?
Jeżeli do starszych zwróci się członek zboru, którego nękają obrazy z przeszłości lub „wyparte wspomnienia” o wykorzystywaniu w dzieciństwie, to na ogół wyznaczą oni dwóch ze swego grona do udzielenia mu pomocy. Owi nadzorcy powinni serdecznie zachęcić poszkodowanego, by najpierw skoncentrował się na opanowaniu napięcia emocjonalnego. Imiona „zapamiętanych” napastników należy potraktować z największą dyskrecją.
Starsi są przede wszystkim pasterzami (Izajasza 32:1, 2; 1 Piotra 5:2, 3). Powinni więc dołożyć szczególnych starań, by ?przyodziać się w tkliwe uczucia: współczucie, życzliwość, uniżenie umysłu, łagodność i wielkoduszną cierpliwość’ (Kolosan 3:12). Mają życzliwie wysłuchać, a następnie nieść pokrzepienie słowami z Pisma Świętego (Przypowieści 12:18). Pewne osoby dręczone bolesnymi „wspomnieniami” wyrażają docenianie dla starszych, którzy regularnie je odwiedzają bądź telefonują, by się zapytać o samopoczucie. Takie rozmowy nie muszą trwać długo — chodzi o to, by cierpiący odczuł troskę organizacji Jehowy. Dostrzeżenie prawdziwej miłości chrześcijańskich braci może mu znacznie pomóc w odzyskaniu równowagi emocjonalnej.
A co zrobić, gdy poszkodowany zdecyduje się wystąpić z oskarżeniem? Wówczas dwaj starsi mogą mu poradzić, by w myśl zasady z Ewangelii według Mateusza 18:15 osobiście porozmawiał w tej sprawie z podejrzanym. Jeżeli czuje wewnętrzne opory przed spotkaniem twarzą w twarz, mógłby zatelefonować lub napisać list. W ten sposób daje oskarżonemu możliwość oficjalnego ustosunkowania się przed Jehową do zarzutu. Może przedstawi on dowody swej niewinności. Albo przyzna się do winy, co mogłoby doprowadzić do pojednania. Jakimiż dobrodziejstwem by to było! Jeżeli dojdzie do wyznania grzechu, ci dwaj starsi pokierują dalej sprawą zgodnie z wytycznymi biblijnymi.
Jeżeli oskarżenie zostało odrzucone, starsi wyjaśnią temu, kto je wniósł, że nie można poczynić żadnych innych kroków sądowniczych. Zbór będzie nadal uważał podejrzanego za osobę niewinną. Biblia mówi, że do rozpoczęcia postępowania sądowego potrzeba dwóch lub trzech świadków (2 Koryntian 13:1; 1 Tymoteusza 5:19). Nawet jeśli więcej niż jedna osoba „przypomina sobie”, że była napastowana przez tego samego człowieka, to takie wspomnienia są zbyt zawodne, by mogły stanowić podstawę rozstrzygnięcia, gdy brak wspierających dowodów. Nie oznacza to, że owe „wspomnienia” uważa się za fikcyjne (lub za prawdziwe). Niemniej przy załatwianiu sprawy sądowniczej należy kierować się zasadami podanymi w Piśmie Świętym.
A jak postąpić, gdy oskarżony — choć się wypiera występku — naprawdę jest winny? Czy można powiedzieć, że „uchodzi mu to na sucho”? Z całą pewnością nie! Orzeczenie o winie możemy ufnie pozostawić Jehowie. „Grzechy niektórych ludzi są jawne dla wszystkich i od razu prowadzą do osądzenia, ale jeśli chodzi o innych, ich grzechy później również wychodzą na jaw” (1 Tymoteusza 5:24; Rzymian 12:19; 14:12). W Księdze Przypowieści czytamy: „Oczekiwanie sprawiedliwych przynosi radość, lecz nadzieja bezbożnych wniwecz się obraca”. „Gdy umiera człowiek bezbożny, to kończy się wszelka nadzieja” (Przypowieści 10:28; 11:7). Jehowa Bóg i Jezus Chrystus w końcu wydadzą sprawiedliwy wyrok (1 Koryntian 4:5).Przeciwstawianie się Diabłu
Jakże wyraźne dowody siły wewnętrznej i miłości do Boga dają bogobojni chrześcijanie okazujący wytrwałość pomimo bolesnych udręk fizycznych lub psychicznych! Jest to również niezwykłym świadectwem wsparcia, jakiego potrafi udzielać duch Jehowy (porównaj 2 Koryntian 4:7).
Do takich osób odnoszą się słowa Piotra: „Przeciwstawcie się jemu [Szatanowi], stali w wierze” (1 Piotra 5:9). Może to nie być łatwe. Niekiedy trudno jest nawet rozsądnie i logicznie myśleć. Ale nie trać otuchy! Szatan wraz ze swymi podstępnymi knowaniami już wkrótce zniknie. Z utęsknieniem wyczekujemy czasów, gdy „sam Bóg (…) otrze z ich oczu wszelką łzę, i śmierci już nie będzie ani żałości, ani krzyku, ani bólu już nie będzie. To, co poprzednie, przeminęło” (Objawienie 21:3, 4)”.
W dalszej części tego artykułu napisano, że:
„Nawet jeśli więcej niż jedna osoba „przypomina sobie”, że była napastowana przez tego samego sprawcę, to takie wspomnienia są zbyt zawodne, by mogły stanowić podstawę do rozstrzygnięcia winy, gdy brak innych wspierających dowodów. Nie oznacza to, że owe „wspomnienia” uważa się za fikcyjne (lub za prawdziwe). Niemniej przy załatwianiu sprawy sądowniczej należy kierować się zasadami podanymi w Piśmie Świętym”.
Słowa te często cytują odstępcy wyrywając je z całego kontekstu, tak aby zasugerować rzekomą zawodność reguły „dwóch świadków” i abyś myślał, że starsi praktycznie nic więcej nie mogą uczynić z braku wystarczających dowodów. Jednak jak zauważano w tym artykule ma to zastosowanie tylko w przypadku wypartych wspomnień, a nie typowych i normalnych jakie miewają wszyscy ludzie. Nie ma więc tutaj absolutnie żadnej sprzeczności z deklarowaną polityką Świadków Jehowy odnośnie molestowania dzieci.
Zasada „dwóch świadków” została ustanowiona przez Jezusa Chrystusa i wyraźnie ponownie potwierdzona przez apostoła Pawła. Natomiast całkiem zła i niebiblijna to byłaby dopiero metoda wykluczania ze społeczności na podstawie zeznań tylko jednego świadka, czego ochoczo domagają się przeciwnicy Świadków Jehowy. W związku z powyższym Słowo Boże powinno wziąć górę nad niedoskonałym myśleniem ludzkim, być może nierzadko biorącym się z dobrej woli oraz chęci wymierzenia sprawiedliwości, ale podejście takie nie po prostu jest niebiblijne, ponieważ można idąc dalej tym tokiem myślenia skrzywdzić po drodze całkiem niewinne osoby i dopuścić się na nich oszczerstwa i czego Pismo Święte również zabrania.
III. Jeżeli jest tylko jeden świadek
Ale co wówczas jeśli jest tylko jeden świadek przemocy i oskarżony zaprzecza? Wielu przeciwników zaciera w tym momencie ręce i zarzuca Świadkom Jehowy, że Towarzystwo Strażnica w takim przypadku nie robi kompletnie nic. Ale czy rzeczywiście jest to prawdą? Czy starsi i TS ni czynią nic by chronić dzieci, jeśli jest tylko jeden świadek w oskarżeniu? Proszę zwrócić uwagę, jakie faktyczne stanowisko zajmuje w tej sprawie TS:
„Jeśli podczas tego spotkania oskarżony wciąż zaprzecza winie, i nie ma nikogo innego, kto mogły je uzasadnić, wówczas starsi nie mogą podjąć działań w zborze w tym czasie”
Jak z tego wynika, starsi nie mogą podjąć żadnych działań, ale tylko „w zborze”. Zatem chociaż starsi nie mogą podjąć określonych czynności sądowniczych na poziomie zboru, prawnie rzecz ujmując, to wcale jeszcze nie znaczy, że nie mogą uczynić absolutnie nic. W rzeczywistości istnieje wiele innych możliwości, które są wykonane w tym przypadku dla ochrony dziecka lub innych dzieci, jakie podejmują bracia starsi w lokalnych zborach.
1. Jest o tym zawiadamiane Biuro Główne.
W dyspozycjach od Ciała Kierowniczego (CK) do zborów czytamy:
„Jakkolwiek nawet jeśli starsi nie mogą podjąć działań sądowniczych wewnątrz zboru, oczekuje się od nich, że poinformują o postawionym zarzucie oddział Świadków Jehowy w ich kraju, jeżeli miejscowe prawa prywatności na to zezwalają.”
Opozycjoniści krytykują ten fakt, że TS podkreśla znaczenie poinformowania najpierw władz Organizacji o popełnionym przestępstwie. Ale są ku temu uzasadnione powody. Biuro Główne chce mieć po prostu pewność, że sprawa nie jest lekceważona przez miejscowych starszych i jest prowadzona poprawnie oraz zgodnie z wytyczonymi procedurami, i tym samym nie spowoduje to problemów dla wszystkich nią zainteresowanych. Dlatego przedstawiciel Organizacji z działu prawnego dość dosadnie ujął to następująco:
„Raz na jakiś czas w mniejszości przypadków starsi psują całą sprawę nie zgłaszając nam do Biura takich przypadków działając na własną rękę, gdyby informowali o tym Zarząd wówczas, byłoby z tym o wiele mniej problemów”.
Można sobie wyobrazić jaką falę krytyki podniosło by społeczeństwo przeciwko ŚJ, gdyby TS nie zalecało starszym z urzędu zgłaszania przestępstw o molestowanie seksualne dzieci do Biura Oddziału, i zezwoliło działać starszym w zborach na własną rękę.
Krytycy twierdzą, że starsi nie powinni tracić czasu dzwoniąc najpierw do siedziby Towarzystwa Strażnica (TS), lecz iść z tym od razu prosto na policję. Sugerują, że obie czynności nie mogą być wykonane i że powiadomienie TS w istocie tylko opóźnia moment zgłoszenia przestępstwa organom ścigania a tym samym skuteczność wyegzekwowania kary. Ale prawda jest taka, iż obie te rzeczy da się uczynić nawet w tym samym dniu. Poinformowanie Biura Oddziału nie zajmuje właściwie dużo czasu, i w praktyce jest to co najwyżej godzina lub dwie. Argument ten jest niekiedy używany w próbie zdyskredytowania Świadków Jehowy oraz naszej polityki wobec wszelkich przestępstw o charakterze kryminalnym jak i na tle seksualnym, więc jest on co najmniej łagodnie mówiąc niepoważny i żeby nie powiedzieć śmieszny.
Ale jest jeszcze inny powód, dla którego informuje się w pierwszej kolejności Zarząd Świadków Jehowy o popełnionym przestępstwie. Mianowicie dane oskarżonego zostają wprowadzane do centralnej bazy danych, które są następnie przechowywane przez bazę danych Towarzystwa. Dane takie mogą być dowodem w danej sprawie, bo być może już w przeszłości oskarżony był notowany i co również posłuży na przyszłość jako dowód w innych podobnych tego typu sprawach. Winowajca może być oskarżony ponownie wówczas sprawa zostanie ustanowiona przy użyciu dwóch świadków i postępowania sądowe może być podjęte.
2. Jeżeli istnieje uzasadniona podstawa do poinformowania władz.
Klauzula Towarzystwa stwierdza dalej na ten temat:
„Oprócz złożenia sprawozdania do Biura oddziału, starsi mogą być zobowiązani przez prawo zgłosić jeszcze niepotwierdzone lub bezzasadne zarzuty władzom świeckim. Jeśli tak, to oczekujemy, że starsi tak uczynią.”.
Zatem jeżeli zajdzie taka potrzeba wówczas obowiązkiem starszych jest obligatoryjne zawiadomienie o przestępstwie odpowiednich władz, niezależnie od wieku ofiary, i niezależnie od tego czy zarzuty są prawdziwe czy też nie.
3. Jeżeli dziecko znajduje się w niebezpieczeństwie.
List do starszych z 1988 roku stwierdza:
„Jest obowiązkiem poinformować władze jeżeli zachodzi uzasadniona obawa, że nadużycie może spowodować zagrożenie i rodzicom nie da się uchronić dzieci”.
4. Starsi zaofiarują pomoc w pójściu z dzieckiem do władz.
List do starszych z 1 grudnia 2000 stanowi, że:
„Starsi zboru mogą zaoferować swą pomoc dziecku i porozmawiają przedtem z rodzicami dziecka (lecz nie z domniemanym sprawcą) w celu udania się do odpowiednich władz, aby zgłosić przestępstwo..”
5. Ofiara lub jej rodzina może poinformować organy ścigania bez dalszych konsekwencji ze strony zboru.
Dalej czytamy w rozporządzeniach TS co do takich przypadków:
„Dodatkowo, ofiara może zgłosić sprawę władzom, i to jest jego lub jej absolutne do tego prawo. Nigdy nie sugerujcie nikomu, że nie powinni zgłosić zarzutu znęcania się nad dziećmi policji lub innym organom prawnych. Jeśli pojawi się taka prośba, będzie to osobista decyzja każdego człowieka, i nie zaistnieją żadne sankcje dla podjętych obu decyzji. Oznacza to, że starszy nie będzie krytykować kogokolwiek, kto zgłosi taki zarzut władzom”.
6. Cały zbór ma obowiązek zgłosić to władzom.
Z kolei w innym liście do starszych z 1992 czytamy:
„Jako członkowie społeczeństwa, w którym Cezar nadal działa z dopustu Bożego, a tym samym nadal ma pewną władzę, każdy chrześcijanin w zborze chrześcijańskim powinien zastanowić się nad swoją osobistą i moralną odpowiedzialnością, aby zaalarmować odpowiednie władze, nawet w przypadku gdy nie zostało popełnione i istnieje ryzyko, że może zostać popełnione poważne przestępstwo tego typu (patrz ks91, strona 138). W przypadkach nadużyć wobec dziecka organy te mogą zatrudnić lekarza rodzinnego z usługami socjalnymi, dozór lub policję.”
7. Starsi mają zachęcić tych, którzy są świadomi nadużycia, by poczuwali się do odpowiedzialności wobec tego faktu.
W liście z 1 grudnia 2000 również przypomniano te same uwagi, jak w 1992 r. o następującej treści:
„wszyscy w zborze chrześcijańskim będą chcieli zastanowić się nad swoją osobistą i moralną odpowiedzialność w powiadomieniu odpowiednich władz ...” Ale dalej czytamy też „Jego (starszego) porada skarżącemu powinna zawsze zawierać doradztwo skarżącemu, że zgromadzenie nie może przejąć daną przez Boga odpowiedzialności władz nadrzędnych w radzeniu sobie z przestępczością. Zatem skarżący powinien rozważyć fakt, że to jego lub jej (osoby pokrzywdzonej) obowiązkiem jest bezzwłocznie zgłosić sprawę do organów odnośnie przestępstwa. (por. List do Rzymian 13:4, Jakuba 4:17. ”
Dlatego starsi mają zachęcać innych do zgłaszania nadużyć wobec dzieci jeśli o tym wiedzą. W przeciwnym razie będzie to uchylaniem się od swojej odpowiedzialności.
8. Oskarżony prawdopodobnie zostanie zawieszony od wszystkich zadań, dopóki sprawa się nie wyjaśni.
„Prawdopodobnie trzeba będzie za odsunąć od pełnionych zadań w zborze, który został oskarżony, aż sprawa nie zostanie rozwiązana” (List z 1 grudnia 2000)
„Może być wskazane dla brata, który został oskarżony, że nie może wykonywać zadań, aż sprawa zostanie rozwiązana” (List z 30 stycznia 1992 r)
9. Oskarżony będzie bacznie obserwowany.
W powyższym liście dalej Stwierdza się że:
„Kiedy starszy zostanie powiadomiony o zarzucie molestowania, pierwszą rzeczą jest aby uważnie wysłuchać pokrzywdzone dziecko”. Następnie list mówi, że „Starsi nie mogą tracić z oczu faktu, iż ofiary powinny być niezwłocznie zabezpieczone przed dalszymi nadużyciami, a nadużywający musi być powstrzymany przed znalezieniem kolejnej potencjalnej ofiary.”
Natomiast list z 1 czerwca 2001 nadmienia:
„Istnieje także wiele innych sytuacji, które związane są z nadużyciami na dzieciach. Na przykład może być tylko jeden świadek oskarżenia, a brat zaprzecza zarzutom (Powtórzonego Prawa 19:15; Jana 8:17). Albo małe dziecko może być molestowane przez kogoś, kto sam jest nieletni, być może nawet nastolatkiem. W tych i podobnych przypadkach nie należy sporządzać żadnych wpisów w spisie Chronionych Dzieci. Przeciwnie, informację taką powinno się umieścić w zaklejonej kopercie i dołączyć do poufnych akt zboru, jak to wspomniano powyżej. Gdyby takie osoby przeprowadziły się, zborowy Komitet Służby powinien sporządzić list zaadresowany do Działu Prawnego Towarzystwa, aby dowiedzieć się, czy powiadomić o szczegółach nowy zbór.”
Co powinni dalej uczynić starsi, kiedy choćby tylko przeciw jakiemuś bratu wysunięto zarzut oskarżenia o molestowanie, ale jest brak wystarczających dowodów winy? Z dalszej treści listu wynika:
„Przechowujcie dane dotyczące molestowania dzieci w zaklejonej kopercie w zborze w poufnym miejscu. Z krótką notatką i z podaniem nazwiska molestującego lub domniemanego molestującego. Jeżeli są znane inne dodatkowe szczegóły należy je również odnotować: imię (imiona) ofiary (r) lub domniemanej ofiary, stosunek sprawcy do ofiary (S), jak sprawa trafiła do wiadomości starszych i kiedy sprawa wyszła na jaw, a także nazwiska wszystkich starszych, którzy byli zaangażowani w ten czy inny sposób. Fakty takie jak, kiedy domniemane przestępstwo (-a) miało miejsce, czas, zaangażowany, oraz w wieku domniemane molestowanie i ofiara (ów) w czasie wypadków mogą być rejestrowane „.
Radca prawny Towarzystwa Mario Moreno General potwierdza słuszność takiej procedury w wywiadzie udzielonym „The Paducah Sun, January 28, 2001, gdzie oświadczył:
„…jeżeli jest tylko jeden świadek i oskarżony zaprzecza oskarżeniu wówczas starsi mają obowiązek bacznie go obserwować”. Dodał, że „starsi czasami doradzają oskarżonemu, by nie wikłał się i stronił od podejrzliwych sytuacji.”
10. W jakich przypadkach starsi mogą ostrzec zbór?
W Strażnicy z 1 listopada 1995, na stronie 27-28, w podtytule „Co z rzekomym sprawcą?” napisano:
„Człowiek, który wykorzystuje seksualnie dziecko, jest gwałcicielem i za takiego powinien być uważany. Każdy, kto padł ofiarą tego rodzaju nadużyć, ma prawo zaskarżyć swego napastnika”.
Z powyższego cytatu jak i z całego artykułu jasno wynika, że Strażnica omawia tutaj przypadki, w których istnieje tylko jeden oskarżyciel oraz co można w takich sytuacjach uczynić. Dalej napisano tam:
„Gdyby istniała jakaś uzasadniona podstawa, by przypuszczać, że domniemany sprawca wciąż wykorzystuje dzieci, zapewne należałoby przed nim ostrzec. W takiej sytuacji pomóc mogą starsi zboru.”
Warto też zwrócić uwagę na termin „domniemany sprawca”. Jest on potencjalnym domniemanym sprawą, ponieważ nie ma przyznania się do winy i jest tylko jeden świadek przemocy. Nawet więc, jeśli istnieją uzasadnione powody tylko do podejrzeń nadużycia, domniemana ofiara może skorzystać z pomocy starszych, i można dać ostrzeżenie. Zbiega się to z tym na co zwrócono uwagę w książce Zważajcie.. str.93:
„Ofiary takiego napastowania należy traktować z wyjątkową delikatnością i życzliwością. Starsi powinni dołożyć wszelkich starań, żeby uchronić dzieci przed dalszym napastowaniem; trzymajcie się w takich sprawach wskazówek Towarzystwa”.
11. Jeżeli sąd dostarcza dalsze dowody – działa wówczas zasada „dwóch świadków”.
Z listu do starszych z 30 Stycznia 1992 r, wynika, że:
„Ponadto, gdy w trakcie procesu sądowego wyjdą na jaw jakieś kolejne dowody winy, należy sprawą zająć się ponownie, tak jak ma to miejsce z wznowieniem sprawy na drodze sądowej kiedy dodatkowe wykroczenie zostało ujawnione”.
Z powyższych informacji jasno wynika, że stwierdzenie, iż starsi oraz Towarzystwo Strażnica nie robią kompletnie nic, jeśli jest tylko jeden świadek w sprawie o poważne przestępstwo, jest kolejnym fałszem przedstawianym przez przeciwników Świadków Jehowy. Starsi i TS, nawet gdy jest tylko jeden świadek, podejmują wiele uzasadnionych i niezbędnych działań w celu ochrony dzieci. Ale powstaje też pytanie: Gdy jest tylko jeden świadek oskarżenia, czy oskarżyciel musi spotkać się z oskarżonym twarzą w twarz? Czy nie będzie to zarówno niemiłosierne, niepotrzebne, a nawet traumatyczne przeżycie dla pokrzywdzonej ofiary, zwłaszcza gdy oskarżycielem jest dziecko?
IV. Twarzą w twarz?
Dyrektywa Towarzystwa odnośnie wykorzystywania dzieci Świadków Jehowy stwierdza:
„Jeżeli oskarżony nie przyznaje się do przedstawianych mu zarzutów, dwaj starsi mogą zorganizować dla niego i ofiary spotkanie na którym również będą obecni”.
Czy w każdym przypadku musi oznaczać to, że małe dzieci, które oskarżają kogoś o molestowanie będą musiały spotkać się z oskarżonym twarzą w twarz? Na fakt ten zwracają uwagę przeciwnicy Świadków Jehowy krytykując takie podejście do sprawy mówiąc:
„… tak tak, ŚJ wierzą taka konfrontacja jest stosowna, na której 8 letnia dziewczynka przy swoich rodzicach i dwóch starszych wraz z oskarżonym w tym samym pokoju, opisuje szczegóły napastowania jak to 45 latek się do niej dobierał itd…”.
Skutkiem czego dziecko może doznać kolejnego wstrząsu, a mające się goić rany są na nowo rozdrapywane. Czy mają rację? Z pozoru tak. Jednak przeciwnicy świadomie lub nie, ale przemilczają pewne szczegóły oraz wskazówki zamieszczone choćby w Strażnicy, co do tego jak mają postępować w takich przypadkach bracia starsi. Chcesz zobaczyć jak wygląda faktycznie stanowisko Świadków Jehowy, gdy oskarżycielem jest dziecko i nie chce widzieć się z napastnikiem, a nie wymyślone przez niektórych odstępców jak to cytowane powyżej?
Najpierw Strażnica z 1 listopada 1995 porusza kwestię dorosłych, którzy oskarżają kogoś o molestowanie ich gdy byli jeszcze dziećmi:
„Jeżeli czuje wewnętrzne opory przed spotkaniem twarzą w twarz, mógłby zatelefonować lub napisać list.”
Zatem jak widzisz żadne twarzą w twarz spotkanie nie jest konieczne nawet jeśli oskarżyciel jest dorosłym. A co z dzieckiem, które wnosi oskarżenie? List do starszych z 1 Grudnia 2000 stwierdza wyraźnie:
„Jeżeli skarżący jest dzieckiem, starszy mógłby się zaoferować że będzie mu towarzyszyć w omówieniu całej sytuacji z jego rodzicem (ale nie domniemany sprawcą) lub jego opiekunem. Nie powinno się naciskać dziecka do brania udziału w takim działaniu…”
Zauważyłeś określenie użyte w nawiasie tj. „domniemany sprawca’? Kolejna dowód na to, że Świadkowie Jehowy nie zakładają konieczności uczestniczenia w spotkaniu oskarżyciela z oskarżonym twarzą w twarz znajdziemy w książce „Zważajcie..:
”’Nie zawsze jednak może być rzeczą rozsądną, żeby sam świadek rozmawiał z oskarżonym. Na przykład, gdy świadek: Uczestniczył w wykroczeniu, takim jak rozpusta lub cudzołóstwo. Był ofiarą napaści ze strony winowajcy (kazirodztwo bądź gwałt). W takich sytuacjach, jak również w innych wyjątkowych okolicznościach, dwaj starsi mogą porozmawiać z obwinionym albo starszy może być obecny przy rozmowie świadka z taką osobą.”
Zwróć uwagę, że istnieją dwa dopuszczalne alternatywne rozwiązania dla prowadzenia sprawy dotyczącej gwałtu lub kazirodztwa, z których jedno w ogóle nie wymaga aby oskarżyciel spotkał się z oskarżonym.
Niektórzy mogą argumentować, że publikacja cytowana powyżej nic nie mówi o molestowanie dzieci, lecz tyczy się tylko „kazirodztwa lub gwałtu”. Ale takie rozumowanie jest komiczne, ponieważ jak wykazano wcześniej w Strażnicy z 1 listopada 1995 seksualne wykorzystywanie dziecka w różnorakiej postaci jest w istocie dokonaniem na niej gwałtu:
„Osoba, która faktycznie nadużywa seksualnie dziecko jest gwałcicielem i jako taka powinna być postrzega”.
Nawet sędzia Pani Anna Molloi w sprawie Vicki Boer z 1989 roku stwierdziła w orzeczeniu sądowym, że zgodnie z polityką TS oskarżyciel nie musi spotkać się z oskarżonym:
„Dowody ustalone w trakcie procesu sądowego są oczywiste, że zasada z Mateusza 18 nie ma tutaj zastosowania i nie jest wymagane zgodnie z wiarą Świadków Jehowy, by ofiara seksualnego nadużycia spotkała się ze sprawcą…”
Podsumowując ten odcinek, już po zbadaniu dokumentacji i dowodów pytamy: Czy przeciwnicy mają rację, kiedy mówią, że „Świadkowie Jehowy zakładają konieczności uczestniczenia w spotkaniu oskarżyciela z oskarżonym twarzą w twarz?” Nie ŚJ wcale tak nie twierdzą jak wykazano wyżej. Apostaci są albo źle poinformowani, albo po prostu starają się świadomie wprowadzić opinię publiczną w błąd lub wręcz okłamać. Ale czy jeżeli nie ma jednego lub dwóch świadków oskarżenia, to czy starsi i władze Towarzystwa nie zachęcają do pewnego nadużycia by sprawę rozstrzygnąć niejako „w domu” bez angażowania w nią dodatkowo władz świeckich?
V. Trzymanie tego w domu?
No właśnie, czy ofierze mówi się żeby przestępstwa nie zgłaszać na policję i po prostu załatwić ją tylko w gronie starszych, zamiatając w ten sposób sprawę niejako pod dywan i niby że wszystko dalej gra, ponieważ przyniesie to hańbę Organizacji i zniszczy jej zewnętrzny wizerunek, jak to niektórzy utrzymują? Na oficjalnej stronie Świadków Jehowy oświadczono wyraźnie:
„Oprócz złożenia sprawozdania do Biura oddziału, starsi mogą być zobowiązani wymogami prawa zgłosić jeszcze niepotwierdzone lub bezzasadne zarzuty władzom świeckim. Jeśli tak, to oczekujemy, że starsi tak uczynią. Dodatkowo, ofiara może zgłosić sprawę do władz, i do czego ma absolutne prawo.”
Zatem nie ulega wątpliwości że nieprawdziwe są twierdzenia przeciwników jakoby samo zgłoszenie nadużycia przez ofiarę odpowiednim do tego władzom prawnym skutkuje wykluczeniem ze społeczności. Następnie dodają, że jeśli nie ma „dwóch lub trzech świadków” molestowania to nie powinno się tego zgłaszać władzom. Oczywiste jest też iż nie musi być tak w każdym wypadku, zależy to bowiem od tego o jaki wymiar przestępstwa chodzi.
Niektórzy przeciwnicy twierdzą, że jeśli nie ma dwóch świadków molestowania polityka Strażnicy sugeruje wówczas, aby wykroczenia nie zgłaszać do władz. Ale czy zauważyłeś zdanie powyżej: „jeszcze niepotwierdzone lub nieuzasadnione oskarżenia”. Jak więc widać każdy ŚJ ma absolutne prawo donieść nawet istnieją podejrzenia lub „bezpodstawne oskarżenia o nadużycie” władzom, nawet jeśli nie ma dwóch świadków. Ale czy takie stanowisko TS miało zawsze?
Już w Strażnicy z 1962 roku 15 listopada na stronie 693 stwierdzono wyraźnie:
„Władze zwierzchnie wydają wyroki i karzą osoby, czy są wewnątrz czy na zewnątrz zboru, jeśli naruszają one prawa przyzwoitości i porządku. Przestępcy nie mają prawa narzekać na takie kary, jak wykazał to ap. Paweł swoją mową przed Cezarem. (Dz 25:11) Dlatego zbór nie zobowiązuje się chronić nikogo z jego członków którzy kradną, przemycają, popełniają bigamię, mordują, zniesławiają, oszukują, i tak dalej. Zgromadzenie musi być wolne od takich winnych jego członków i wydać ich by zostali ukarani przez doczesne władze. Stąd winni którzy łamią prawo danego kraju w którym mieszkają, sprzeciwiają się tym samym Bogu za którego przyzwoleniem takie władze zwierzchnie istnieją i którym chrześcijanie mają być posłuszni.”
Listy i publikacje Towarzystwa wydane w późniejszych latach podtrzymują to stanowisko, od tamtego czasu z tego wynika nic się nie zmieniło. Przeanalizujmy zatem te dokumenty. I tak list do starszych już z 1 Lipca 1989 donosi:
„W wielu stanach prawnym obowiązkiem jest powiadomienie władz o nadużyciach wobec dzieci. Jeżeli starsi otrzymają taką informację, powinni natychmiast skontaktować się z Działem Prawnym Towarzystwa. Ofiary takich nadużyć muszą być ochronione przed dalszym zagrożeniem (patrz. Awake, 22 stycznia 1985, strona 8) „
List z 23 marca 1992 zawiera podobne oświadczenie:
„Jeśli w waszym zborze wychodzi na jaw przypadek molestowania, starsi uczynią co w ich mocy, aby uchronić ofiarę przed dalszymi nadużyciami”(Patrz. „Zważajcie…”).
Po przekierowaniu do tej publikacji starszym zaleca się dalej:
„Ofiary wykorzystywania seksualnego powinny być traktowane ze szczególną uwagą i życzliwością. Starsi powinni zrobić wszystko co możliwe, aby chronić dzieci przed dalszymi nadużyciami korzystając przy tym ze wskazówek Towarzystwa dotyczących tych kwestii. (G85 1/22 str. 8)”
Godne uwagi jest że starszych w obydwu listach z 1989, 1992 odniesiono do Przebudźcie Się z 1985 wyd. ang. pod tytułem „Jeżeli zdarzy się najgorsze”. Kiedy starsi wzięli je do ręki mogli przeczytać na stronie 8:
„Jeżeli wyjdzie na jaw przypadek molestowania seksualnego czy kazirodztwa wówczas dwie rzeczy muszą być uczynione natychmiast. Po pierwsze dziecko jak też inne dzieci muszą być uchronione przed dalszymi nadużyciami i należy tak postąpić bez względu na koszty. Dziecko musi mieć pewność że napastnik nie zbliży się do niej ponownie.
Po drugie trzeba w takiej sytuacji okazać dziecku wiele miłości i emocjonalnego wsparcia. Rodzice zadbają o to by jasno wyłożyć dziecku iż to nie jego wina, oraz że każde przestępstwo, również napastowania seksualnego jest przestępstwem nawet jeśli popełni je członek bliskiej rodziny bądź krewny. Ofiara musi być o tym zapewniana tak długo aż w to uwierzy”.
Z kolei w liście do s.zb. z 1 sierpnia 1995 wyłuszczono tę sprawę jeszcze jaśniej i zwrócono uwagę na fakt, że wszelkie akty przemocy wobec dzieci powinny być zgłaszane na drogę prawną, gdy ustawa danego kraju lub stanu obligatoryjnie z urzędu tego wymaga. Zasugerowano w nim również, że rodzice, opiekunowie lub oskarżeni złożą takie doniesienie. Oto co tam czytamy:
„Gdy członek zboru jest oskarżony o molestowanie dzieci, starsi powinni natychmiast skontaktować się z Działem Prawnym Towarzystwa. W wielu stanach istnieje obowiązek z mocą ustawy, że starsi zgłoszą zarzut do odpowiednich władz, chociaż inne stany tego nie wymagają. W tych stanach gdzie zachodzi taka potrzeba przepisy te nieco się różnią. Rodzic, opiekun lub osoba oskarżona może to uczynić sama. W ten sposób ochrona poufności przez przywilej kościelnej instytucji nie jest naruszona. Zatem jeśli oskarżenie nabrało mocy wykonawczej i orzeczono winę oskarżonemu o molestowanie dziecka, zostaną podjęte odpowiednie kroki by wnieść sprawę na drogę sądową przez Dział Prawny Towarzystwa Strażnica”.
Jak więc można zauważyć z doniesień tych niedwuznacznie wynika, że starsi nie są zachęcani ani do tajenia przestępstwa jak też do nie zgłaszania tego władzom. Wręcz przeciwnie zostali wyraźnie poinstruowani przez Towarzystwo, żeby wszelkimi możliwymi środkami i za wszelką cenę ochronić pokrzywdzone dziecko przed dalszymi nadużyciami, nawet jeśli będzie to oznaczało, że sprawca napastowania którym okazał się bliski krewny pójdzie za to do więzienia.
Kolejny list tym razem z 22 maja 2002 od Ciała Kierowniczego do wszystkich zborów Świadków Jehowy jeszcze lepiej to wyjaśnia:
„Od dawna polecaliśmy starszym by zgłaszali z urzędu zarzuty o znęcanie się nad dziećmi do władz świeckich. Poleciliśmy starszym by poinformowali, gdzie jest to wymagane prawnie. Nawet w sytuacji gdzie jest tylko jeden świadek. (Rzymianie 13:1) W każdym razie starsi wiedzą, że jeżeli ofiara sama chciałaby wnieść sprawę do sądu, to ma do tego absolutne prawo żeby tak uczynić (Galacjan 6:5)”.
Natomiast już żadnych niedomówień czy jakichś dwuznaczności co do tej kwestii nie pozostawia raport zamieszczony w liście od TS z 15 lutego 2002, gdzie stwierdzono:
„Nigdy sugerujcie nikomu, że nie powinien informować policji lub inne władze o zarzucie nadużycia dziecka. Jeżeli pojawi się pytanie co do tego czy sprawę należy zgłosić władzom lub nie, będzie to osobistą decyzją każdej osoby i może tak uczynić. Obojętnie jaką decyzję podejmie z tych dwu, zbór nie zastosuje żadnej sankcji. Oznacza to że starszy nie skrytykuje kogoś, kto wniesie taki zarzut do władz.”
I w podobnych duchu wyrażono się w liście z 1992:
„Jest to również osobistą decyzją, jeżeli domniemana ofiara woli poinformować władze świeckie o takich oskarżeniach.”
I faktycznie, list kontynuuje dalej:
„Wszyscy w zborze chrześcijańskim zechcą rozważyć swoja osobistą i moralną odpowiedzialność zaalarmowania odpowiednim władzom o przypadkach, gdy zostało popełnione lub istnieje ryzyko, że może zostać popełnione poważne przestępstwo o charakterze kryminalnym”.
Niemal identycznie wyrażono się na ten temat w liście z 1 grudnia 2000 List, który zawiera te same uwagi co z 1992 roku;
„Wszyscy w zborze chrześcijańskim zastanowią się nad swoją osobistą i moralną odpowiedzialnością w celu powiadomienia odpowiednich władz …Jego (starszego) rada powinna zawsze zawierać doradztwo skarżącemu, że zgromadzenie nie może przejąć daną przez Boga odpowiedzialność władz zwierzchnich w radzeniu sobie z przestępczością. Zatem skarżący że powinien rozważyć obowiązek niezwłocznego powiadomienia o sprawie organy ścigania (por. List do Rzymian 13:4, Jakuba 4:17) Organy te mogą obejmować lekarza rodzinnego, dyrektora szkoły dziecka, szkołę, służby społeczne, lub policję”.
W cytowanym tekście z Jakuba 4:17 czytamy:
„Jeśli zatem ktoś umie czynić to, co słuszne, a jednak tego nie czyni, jest to jego grzech” .
Oczywiście starsi zgodnie z tymi instrukcjami i po przeczytaniu tego fragmentu Biblii będą zachęcać oskarżyciela, aby poinformował on odpowiednie władze, jeśli rzeczywiście był molestowany lub o tym wiedział. Skarżącemu doradzi się też żeby wziął za to odpowiedzialność na siebie. Nie ulega zatem wątpliwości, że wersetem tym TS zachęca jednoznacznie do zgłoszenie nadużycia wymiarowi sprawiedliwości o czym poinformowano starszych w książce „Zważajcie…”, str. 136:
„Chociaż zbór chrześcijański nie ma obowiązku egzekwować przestrzegania praw Cezara, to jednak sam charakter pewnych wykroczeń wymaga powiadomienia o nich władz świeckich. Może okazać się konieczne zachęcenie winowajcy, by sam zgłosił się do władz. Przed podjęciem w tej sprawie jakichkolwiek kroków skontaktujcie się z biurem oddziału. Oczywiście najpierw przypomnijcie sobie aktualne wskazówki Towarzystwa na ten temat. Wprawdzie starsi nie stoją na straży przestrzegania praw Cezara, ale gdy w grę wchodzi również naruszenie prawa Bożego, muszą dokładnie zbadać, co się wydarzyło.”
Oto kilka dalszych przykładów z publikacji TS wskazujących na słuszność takiego trybu postępowania:
Strażnica z 1 stycznia 1997 str. 28-29, Miejmy wstręt do tego, co niegodziwe:
„W zależności od praw obowiązujących w zamieszkiwanym kraju człowiek, który napastował seksualnie dzieci, może zostać skazany na pobyt w więzieniu lub ponieść inne sankcje nałożone przez państwo. Zbór nie będzie go przed tym bronił.”
Strażnica, 22 stycznia 1985 wyd ang:
„Rodzice muszą jasno wyjaśnić swemu pokrzywdzonemu dziecku, że to nie ono jest winne. Jakiekolwiek przestępstwo by to było i gdyby nawet sprawcą okazał się ktoś najbliższy i miał za to pójść do więzienia. Trzeba przekonać ofiarę, że to nie ona jest winna”
Strażnica 1991 1 listopad str. 5, Czy jest coś złego w szukaniu zemsty?
„Czy wobec tego ofiara przestępstwa ma pozostać bierna i ulec bezprawiu? Niekoniecznie. W razie naruszenia własności lub nietykalności osobistej możesz się zwrócić do odpowiednich organów władzy. Może zechcesz wezwać policję. W miejscu pracy — udaj się do zwierzchnika. W szkole można poprosić o rozmowę z dyrektorem. Jednym z powodów istnienia tych władz jest właśnie dbanie o praworządność. Biblia podaje, że rządzący są „sługą Bożym, mścicielem dla wywarcia srogiego gniewu na tym, kto popełnia zło” (Rzymian 13:4). Sprawiedliwość wymaga, by rząd robił użytek ze swej władzy, stawiał tamę bezprawiu i wymierzał karę złoczyńcom.”
Strażnica 2005 1 sierpnia str. 14, Kiedy obraza jest uzasadniona?
„Również w naszych czasach gwałt zalicza się do ciężkich przestępstw, za które grożą surowe kary. Ofiara ma pełne prawo powiadomić o tym czynie policję. Dzięki temu właściwe organy mogą ukarać winowajcę. A jeśli zgwałcono osobę nieletnią, kroki te mogą poczynić rodzice.”
Żaden z przeciwników deklarujących otwarcie swoje oskarżenia pod adresem Świadków Jehowy o skrywanie pedofilii, nigdy nie przedstawił ani jednego dowodu, w postaci jakiejkolwiek nawet choćby pojedynczej publikacji TS, z której wynikałoby, że zabrania ono zgłaszania wszelkich przestępstw o charakterze kryminalnym, w tym również na tle seksualnym policji czy sądom. Nie potrafią także podać ani jednego przykładu wykluczenia kogokolwiek ze społeczności Świadków Jehowy kto o takich przestępstwach zgodnie z prawem Bożym i świeckim powiadomił władze. Jak więc widzisz to odstępcza mowa mija się całkowicie z prawdą i nie ma żadnej racji bytu a nie Towarzystwa Strażnica.
VI. Nie będziesz pozywał brat do sądu
No dobrze, ale ktoś może powie: Czyż sami Świadkowie Jehowy nie mówią przecież „aby nie pozywać brata w wierze do świeckiego sądu” w myśl słów z listu 1 do Koryntian 6:1-7 ponieważ zburzy to reputację Organizacji?
No dobrze, ale ktoś może powie: Czyż sami Świadkowie Jehowy nie mówią przecież „aby nie pozywać brata w wierze do świeckiego sądu” w myśl słów z listu 1 do Koryntian 6:1-7 ponieważ zburzy to reputację Organizacji?
„Czy ktoś z was, mając sprawę przeciwko drugiemu, śmie iść do sądu przed ludzi nieprawych, a nie przed świętych? 2 Czy nie wiecie, że święci będą sądzić świat? A jeśli świat ma być przez was sądzony, to czy nie potraficie rozsądzać spraw bardzo błahych? 3 Czy nie wiecie, że będziemy sądzić aniołów? Czemu zatem nie sprawy tego życia? 4 Jeśli więc istotnie macie do rozsądzenia sprawy tego życia, czyż sędziami czynicie ludzi, których w zborze uważa się za nic? 5 Mówię to, aby was zawstydzić. Czy to prawda, że nie ma wśród was ani jednego mądrego, który by potrafił rozsądzać między swymi braćmi, 6 lecz brat idzie z bratem do sądu, i to przed niewierzących? 7 Przecież już samo to oznacza dla was klęskę, że prowadzicie ze sobą procesy. Dlaczego raczej nie pozwalacie się skrzywdzić? Dlaczego raczej nie pozwalacie się oszukać? 8 Wy natomiast krzywdzicie i oszukujecie, i to swych braci.”
Niektórzy apostaci aby dowieść rzekomej hipokryzji Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy ochoczo cytują powyższe słowa i wyjaśnienie ich w Strażnicy z 1974/17/str.23,24 gdzie możemy w „Pytaniach czytelników” przeczytać:
„Ponadto zwracając się ze swymi sprawami do niewierzących, w gruncie rzeczy przyznawaliby, że nikt w zborze nie ma dość rozsądku, aby rozpatrzyć „zwykłe sprawy życiowe”, jakie mogą się wyłonić wśród chrześcijan. Byłoby to trudne do pogodzenia z faktem, iż namaszczeni duchem chrześcijanie jako niebiańscy współwładcy Pana Jezusa Chrystusa mieli sądzić nie tylko ludzi, ale także aniołów. Co więcej, stawiając współwyznawców przed pogańskimi sędziami, ściągnęliby wielką hańbę na imię Boże. Ludziom postronnym nasunęłoby się przekonanie, że chrześcijanie tak samo jak inni nie potrafią załatwiać między sobą sporów, a na tym ucierpiałyby interesy prawdziwego wielbienia. Byłoby o wiele lepiej dla danych chrześcijan, gdyby gotowi byli narazić się raczej na straty niż zaszkodzić całemu zborowi przez podanie swych nieporozumień do wiadomości publicznej.”
A także z książki „Zważajcie…” str.108:„Sporów miedzy braćmi nie wolno toczyć przed sądami świeckimi, lecz trzeba je rozwiązywać zgodnie ze wskazówkami Jezusa z Mateusza 18:15-17 (część 5 (b), s. 108). W 1 Koryntian 6:1-8 apostoł Paweł udziela chrześcijanom stanowczej rady, żeby się nie procesowali przed sądami świeckimi w celu załatwiania sporów, które powinno się rozstrzygać przed starszymi zboru (w77/21, ss. 2, 3).”
Jednak jak się za chwilę okaże, przeciwnicy po raz kolejny już przekręcają kontekst tych słów z naszych publikacji przez stosowanie pokrętnej manipulacji, tak aby dostosować myśli tam zawarte do swoich własnych upodobań. Fakt , że Strażnica cytuje tutaj słowa apostoła Pawła z 1Kor 6:1-7 jeszcze wcale nie oznacza, że nigdy nie wolno wnieść żadnego oskarżenia do sądu przeciwko innemu bratu. Rozchodzi się po prostu o to o jakiego kalibru przestępstwo tu chodzi, bo co innego np. niespłacona pożyczka czy potwarz słowna, a co innego gwałt czy pobicie.
Niemniej trzeba pamiętać, że Strażnica nie porusza tutaj kwestii pozwów jednego brata przeciwko drugiemu o charakterze kryminalnym lecz cywilnym. Jak wiadomo istnieją sprawy z powództwa cywilnego jak i karnego. Jeżeli jakiś brat został pozwany przez innego brata o np. niespłacenie zaciągniętej pożyczki pieniężnej, wówczas sprawa będzie rozpatrywana przez sąd z powództwa cywilnego. Inna sytuacja zachodzi natomiast kiedy oskarżenie wnosi się o przestępstwo kryminalne ścigane z urzędu np. kradzież mienia, próba pozbawienia życia, czy gwałt. Niekiedy ktoś nawet nie domaga się procesu sądowego, ale mimo to państwo podejmuje takie działania niejako z urzędu. Wówczas sprawa jest wytoczona przez państwo przeciwko oskarżonemu, a nie oskarżyciel vs oskarżony. Zatem kto wnosi jakąś skargę na brata przed władze zwierzchnie to nie musi oznaczać, że już zaraz pozywa go przed sąd w rozumieniu słów apostoła Pawła.
Są też i tacy którzy argumentują, że w dawniejszych czasach, źle poinformowani starsi wypaczyli te słowa i błędnie zastosowali je względem niektórych braci pozywających innych przed sąd, i potem wykluczając ich za to ze społeczności. Pomijając ten fakt, nawet jeśli miały miejsce w przeszłości takie przypadki, to nie było to oficjalne stanowisko ŚJ i nikt nie miał prawa nikogo za coś takiego wykluczyć. A pozbawiony społeczności brat mógł się odwołać od decyzji wątpliwego komitetu, uzasadniając pisemnie swoje niesłuszne wykluczenie i zostałby z powrotem przywrócony do zboru, o czym również wspomniano w rzeczonej powyżej Strażnicy z 1974/17 s. 24:
„Czy z uwagi na powyższe oddani Bogu chrześcijanie doby obecnej mieliby się zwracać do sądów świeckich, choćby to odbiło się ujemnie na rozwoju prawdziwego wielbienia lub fałszywie je przedstawiło w oczach ludzi postronnych? Rzecz oczywista, że nie. Prawda, że wierni chrześcijanie, jak wszyscy inni ludzie, są nadal niedoskonali i popełniają błędy. Wyłaniają się między nimi problemy związane ze sprawami finansowymi itp. Ale nieporozumienia tego rodzaju powinny być załatwiane w obrębie zboru, ponieważ Słowo Boże zawiera odpowiednie wytyczne, a w zborze znajdują się osoby dobrze obeznane z Pismem świętym.
Jeżeli chrześcijanin odmawia naprawienia poważnej krzywdy, mimo że jasno przedstawili mu sprawę starsi usługujący w zborze w charakterze sędziów, bywa za to wykluczony. Myśl taka zresztą tkwi między innymi w słowach Jezusa: „Jeśliby zboru nie usłuchał, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik” (Mat. 18:17, NP). Na przykład ktoś, kto oszukał swego chrześcijańskiego brata lub kto zaprzestał troszczyć się o materialne potrzeby żony i dzieci, a nie okazuje skruchy, niewątpliwie znajdzie się poza zborem. — 1 Tym. 5:8.
Strona poszkodowana może potem się zastanowić, czy przedsięweźmie kroki prawne, aby osobę winną — teraz już wykluczoną ze społeczności — zmusić do naprawienia krzywdy. Oczywiście poszkodowany zechce uwzględnić okoliczność, czy sprawa warta jest zachodu, czasu, kosztów, jak również czy zborowi mimo wszystko nie przyniesie ujmy zwrócenie publicznej uwagi na poczynania kogoś z jego byłych członków. Jeżeli pokrzywdzony chrześcijanin w swym sumieniu jest przekonany, że imię Boże nie zostanie zniesławione i takie kroki byłyby stanowczo potrzebne, to niekoniecznie postąpi wbrew duchowi rady Pawła, gdy pociągnie przed sąd człowieka nie należącego już do zboru chrześcijańskiego. Jehowa Bóg pozwala istnieć świeckim zwierzchnościom, aby służyły za narzędzie do wymierzania sprawiedliwości przestępcom, a w tym wypadku poszkodowany przecież korzystałby z pomocy prawa po wyczerpaniu wewnątrz zborowych środków w celu naprawienia zła. — Rzym. 13:3, 4.
Istnieją także sytuacje, w których chrześcijańscy bracia zgodnie ze swym sumieniem uważają, że mogą podać współwyznawcę do sądu. Tak bywa na przykład, gdy chodzi o uzyskanie odszkodowania od towarzystwa ubezpieczeniowego. W niektórych krajach prawo wymaga, że pewne sprawy — między innymi poświadczenie autentyczności testamentu — muszą być załatwione przez sąd. Nie powoduje to jednak niekorzystnego rozgłosu ani nie ściąga hańby na zbór. Przy prowadzeniu takich procesów, które nie odbijają się ujemnie na zborze, chrześcijanie mogą się kierować tym, co uważają za najlepsze w danych okolicznościach.
Jednakże gdyby członek zboru chrześcijańskiego nie brał pod uwagę, jak jego postępowanie wpłynie na dobre imię zboru, i zlekceważył radę Słowa Bożego w tej sprawie, nie będzie „bez zarzutu”. Nie będzie też miał „właściwego świadectwa od ludzi postronnych” wobec zboru (Tyt. 1:6; 1 Tym. 3:7, NW). Z pewnością wtedy nie stanowi dla braci przykładu godnego naśladowania [ale nie będzie wykluczony, (ten dodatek jest mój)] i taka jego postawa musi się odbić na jego ewentualnych przywilejach w zborze.”
W podobnym duchu wyrażono się w „Zważajcie…” str.139:
„Niekiedy w roli arbitra mogą wystąpić starsi albo brat zajmujący neutralną postawę. Jeśli ktoś lekceważy w tej sprawie Słowo Boże, może to mieć wpływ na jego przywileje w zborze. Istnieją jednak kwestie prawne nie wchodzące w zakres kompetencji zboru, które można przedkładać do rozstrzygnięcia sądom świeckim bez pogwałcenia zasady z 1 Koryntian 6:1-8 lub jej ducha. Należą do nich: Sprawy rozwodowe i alimentacyjne, przyznanie opieki nad dzieckiem. Uzyskanie odszkodowania od towarzystwa ubezpieczeniowego. Jeśli ktoś poniósł straty lub odniósł obrażenia w samochodzie prowadzonym przez współwyznawcę albo wskutek najechania przez ten samochód, może okazać się konieczne wniesienie sprawy do sądu, żeby uzyskać odszkodowanie od towarzystwa, w którym dany brat był ubezpieczony. Umieszczenie na liście wierzycieli w postępowaniu upadłościowym. Potwierdzenie autentyczności testamentu. Niekiedy wniesienie powództwa na czyjeś powództwo. Na przykład: Jeżeli świecki wierzyciel procesuje się z bratem, może okazać się konieczne, żeby brat dla obrony własnych interesów wniósł powództwo wzajemne, mimo iż sprawa może dotyczyć braci duchowych. Jeżeli brat wytacza proces współwyznawcy, pozwany nie naruszy zasady z 1 Koryntian 6:1-8, gdy będzie się bronił lub gdy także wniesie powództwo. (Niezależnie od tego, czy sprawa była już rozpatrywana przez starszych)”.
Inaczej jednak ma się sprawa z przestępstwem kryminalnym czy nadużyciem seksualnym:
VII. Niech rozstrzygną to władze
Dlaczego nie pozwolić rozstrzygać przestępstw jakimi są wszelkie nadużycia seksualne na dzieciach organom prawnym skoro starsi nie mają w tej dziedzinie odpowiednich kwalifikacji? Dlatego że starsi zboru są przede wszystkim pasterzami duchowymi i w większości nie znają się na kolekcjonowaniu dowodów sądowych, odczytywaniu próbek DNA czy ogólnie na prowadzeniu spraw o przestępstwo kryminalne lub procedurach sądowych. I taki brak kwalifikacji wielu przeciwników ŚJ im w tym momencie zarzuca. Ale czy system penitencjarny jest rzeczywiście najlepszym środkiem zaradczym chroniącym dzieci przed pedofilią? Czy tak faktycznie rozumie tę kwestię TS i czy to próbuje osiągnąć rozpatrując sprawy o nadużycia seksualne w zborze?
Czy kiedykolwiek istniał jakiś doskonały system sprawiedliwości? Prawdą jest, że odkąd pojawili się na ziemi ludzie wielu uniknęło wymierzenia sprawiedliwej kary za popełnione zbrodnie. Morderstwo uchodziło płazem i szerzył się gwałt. Dużo zależy też od adwokata jakiego sobie wybierzesz, który będzie prowadził Twoją obronę, a niektóre przestępstwa jest też bardzo trudno udowodnić. W wielu przypadkach nie uniknie się scenariusza na zasadzie: „on lub ona powiedział/a to i tamto…”. Ktoś kto z początku został uznany winnym później po zbadaniu nowych dowodów np. próbek DNA – został oczyszczony z zarzutów. Zdarzało się również, że byli i tacy, którzy z różnych względów zostali niesłusznie oskarżeni. I faktycznie w istocie system sprawiedliwości popełnia wiele błędów. Osoba winna molestowania mając pieniądze może wynająć najlepszych prawników lub z jakiegoś innego powodu uniknąć sprawiedliwego wyroku. Ale czy pomimo tego nie powinien zostać on osądzony w zborze? Społeczność jako całość ma obowiązek zachować zbór w moralnej czystości i niezależnie od tego jakie standardy prawne wyznacza się w danym kraju. Czy starsi mają stać bezczynnie aż zapadnie rozstrzygnięcie sprawy przez sąd?
Niektóre procesy mogą ciągnąć się latami, zanim sąd wyda końcowy werdykt, tymczasem winny molestowania wciąż może uchodzić w zborze za Świadka Jehowy. Zatem czy zbór może coś takiego tolerować? Oczywiście że nie, bowiem jest to postanowienie zarówno biblijne, praktyczne jak i rozsądne, oraz służy ochronie wszystkich jego członków. W żadnym razie starsi nie muszą z tym czekać, aż sąd orzeknie o winie winnego nadużycia, mimo że starsi nie są fachowcami w dziedzinie kryminalistyki powołanej do badania zbrodni i nie to jest celem komitetu sądowniczego. W liście z 1 grudnia 2000 czytamy wcześniej już cytowanym czytamy, że:
„Jego (starszego) porada powinna zawsze zawierać doradzanie skarżącemu, że zbór nie może przejąć danej przez Boga odpowiedzialności władzom zwierzchnim w zajmowaniu się zbrodnią. W związku z tym skarżący powinien rozważyć swoją osobistą odpowiedzialność, by doniósł o przestępstwie do władz bez opóźnienia. (Porównaj Rzymian 13:4, Jakuba 4:17)”.
Wspomniał o tym radca prawny z ramienia Towarzystwa J.R. Brown w wywiadzie udzielonym 11 lutego 2001 dla dziennika Associated Press:
„Mamy do czynienia z grzechem, złamaniem prawa i popełnieniem przestępstwa.”
Jeśli więc starsi podczas przesłuchania na komitecie sądowniczym stwierdzą na podstawie dostępnych i oczywistych dowodów winę oskarżonego o molestowanie seksualne, wówczas podejmą odpowiednie kroki, mianowicie naprawiają zło, napomną lub usuną ze zboru nie okazującego skruchy złoczyńcę. I nie ma to nic wspólnego z tym czy przestępstwo zostało zgłoszone władzom czy też nie, jest to całkiem oddzielna sprawa. Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których starsi nie mają wystarczających dowodów pozwalających oskarżyć molestującego, i rzecz jasna w takim przypadku nie mogą podjąć żadnych działań w zborze w tym czasie. Jednak później w trakcie śledztwa sąd może takie dowody przedstawić, wówczas starsi powołają komitet ponownie celem ich podpięcia pod tzw. „regułę dwóch świadków”. W związku z tym w liście z 30 stycznia 1992 zauważono:
„Należy również podkreślić, że jeżeli wyszłyby na jaw podczas procesu dalsze dowody winy oskarżonego, konieczne będzie ponowne zbadanie sprawy, tak jak ma to miejsce w przypadku każdej normalnej sprawy sądowej, kiedy dodatkowe wykroczenie zostało ujawnione.”
Wyobraź sobie, jakie oburzenie i jaką falę krytyki podniosłoby społeczeństwo, gdyby Towarzystwo z urzędu zalecało starszym nie rozstrzygać takich spraw w zborze na własną rękę, ale żeby zdali się w tym tylko na sądy świeckie. Usłyszysz wtedy:
„Nie mogę uwierzyć że Towarzystwo uchyla się od odpowiedzialności, szybcy są do wykluczania innych za pomniejsze przestępstwa, a kryją w swych szeregach zboczeńców i pedofilów zrzucając odpowiedzialność na władze. Cóż za hipokryzja!”
I tak źle i tak niedobrze, jakby nie postąpiło TS, to i tak nie dogodzi się przeciwnikom i zawsze coś wynajdą, tak aby tylko wytknąć. Wierzymy, że Ci uczciwi z nich sami ocenią obiektywnie tę sytuację i wyciągną rozsądne wnioski.
VIII. Obowiązkowe powiadomienie?
Stanowisko Świadków Jehowy odnośnie zgłaszania do odpowiednich władz wszelkich nadużyć na tle seksualnym wobec dzieci zakłada, że:
„Oprócz złożenia sprawozdania do Biura oddziału, starsi mogą być zobowiązani wymogami prawa zgłosić jeszcze niepotwierdzone lub bezzasadne zarzuty władzom świeckim. Jeśli tak, to oczekujemy, że starsi tak uczynią. Dodatkowo, ofiara może zgłosić sprawę do władz, i do czego ma absolutne prawo.”
Ale powstaje pytanie: Dlaczego nie zgłaszać wszystkich tego typu zajść władzom (w tym jeszcze tych niepotwierdzonych), tak aby to one ustalały potem, czy jest to przestępstwo czy też nie? I czy nie lepiej byłoby, gdyby Towarzystwo zobligowało starszych w zborach do wnoszenia oskarżeń, nawet w państwach w których nie jest to wymagane ustawowo przez prawo? Krytycy zarzucają ŚJ w tym miejscu, że starsi nie są z reguły prawnikami, ani też nie są odpowiednio wykwalifikowani do tego, aby właściwie rozstrzygać jaki przypadek uznać już za czyn kryminalny podlegający zgłoszeniu a jaki nie. Jeżeli Towarzystwo Strażnica rzeczywiście interesuje się pokrzywdzonymi ofiarami i ich rodzinami to dlaczego nie wdroży obowiązkowej procedury informowania władz o wszystkich nadużyciach seksualnych dla wspólnego dobra? Pytanie w istocie sprowadza się do tego: Czy będzie to najlepszym rozwiązaniem? Ci którzy krytykują Świadków Jehowy za brak takiej praktyki żyją po prostu w niezrozumieniu tematu.
Definicja molestowania w popularnym obiegowym znaczeniu zakłada zazwyczaj typowy scenariusz, czyli że mężczyzna w średnim wieku molestuje bardzo młode dziecko. Ale prawda jest taka, że definicja ta zmienia się w zależności od jurysdykcji jakiegoś kraju czy nawet miejscowości w jakiej się mieszka. W niektórych okolicach jeżeli dwoje nastolatków lub osoby w bardzo zbliżonym wieku decydują się wzajemnie na uprawianie dobrowolnego seksu, wówczas zarówno jedna z nich, jak też obie mogą być uznane za winne molestowania dzieci, seksualnego napastowania nieletnich, gwałtu ustawowego itp. w rozumieniu prawa danego kraju w jakim żyją.
Wikipedia (edycja angielska) odnośnie wieku na przyzwolenie inicjacji seksualnej stwierdza:
„Wiek przyzwolenia seksualnego (AOC) jest zwykle wiekiem, w którym prawnie osoba może mieć kontakty seksualane z dorosłym, ale w niektórych jurysdykcjach przyjmuje się określone granice minimalnego wieku dla takich kontaktów z kimkolwiek, w innych zaś bez względu na wiek. W tych drugich można by oskarżyć już dwoje nieletnich o pogwałcenie ustawy o AOC. Z powodu dużej różnorodności opinii co do tego jak właściwie rozumieć AOC powstają konflikty prawne na tle przepisów co do ochrony płci dziecka, naturalnego ustalenia nastoletniej seksualności, czy gwałtu ustawowego. W praktyce oznacza to że przepisy te są kontrowersyjne i sprzeczne.”
Artykuł odnosi się również do „ogromnego zamieszania jakie spowodowane jest tymi różnicami tzn. czym jest w istocie przestępstwo na tle seksualnym.” Wiek przyzwolenia na kontakty seksualne różni w zależności od kraju lub nawet jego regionu. W niektórych okolicach wiek przyzwolenia wynosi zaledwie 13 lat, co znacznie komplikuje ustalenie poprawnej definicji seksualnego nadużycia wobec dziecka, która w ten sposób staje się sprawą względną.
Z tego też względu w liście od Towarzystwa z 10 października 2002 można przeczytać:
„Trzeba zauważyć, że problem molestowania dzieci jest skomplikowaną kwestią i nie ma jakiegoś jednolitego wzorca postępowania jaki możemy podać starszym na terenie całego kraju czy nawet stanu. To czy są oni zobowiązani do tego wymogami prawa by zgłaszać władzom o takim nadużyciu czy też nie, może zostać określone tylko w czasie kiedy starsi skontaktują się z Towarzystwem po wcześniejszym otrzymaniu informacji o popełnionym nadużyciu na dziecku. Jeżeli istnieje regulaminowy obowiązek zawiadomienia o tym lokalnych władz, Towarzystwo zawsze doradza żeby starsi to uczynili. Odkąd nie ma wyraźnie sprecyzowanej definicji prawnej odnośnie 'molestowania dzieci’ i przepisy te mogą się różnić w zależności od kraju lub jego regionu, także od czasu do czasu się zmieniać, to właściwy kierunek postępowania w sprawie może być nadany tylko wtedy, kiedy dostępne są wszystkie fakty w tych poszczególnych przypadkach.”
Spójrzmy proszę na poniższy przykład z życia wzięty, ukazujący jak w pewnym stanie potraktowano przypadek molestowania.
„Więzień No. 1187055 Genarlow Wilson. Ma teraz 20 lat, zaledwie 2 lata temu został skazany na 10 lat pozbawienia wolności bez możliwości wcześniejszego warunkowego zwolnienia. Kiedyś w Douglas County High, obecnie więzień w stanie Georgia No. 1187055 odbywający karę za ciężkie molestowanie dziecka. Kiedy był uczniem ostatniej klasy szkoły średniej dopuścił się seksu oralnego z koleżanką z 10 klasy. Miał on wówczas 17 lat a ona 15. Wszyscy łącznie z dziewczyną i oskarżycielem publicznym, uznali zgodnie by wytoczyć sprawę, ale z powodu archaicznego prawa stanu Georgia (3 lata mniej od ich wieku) było to już przestępstwo z AOC, gdy dwoje nastolatków uprawia seks, i ciężkie przestępstwo w przypadku dzieci dopuszczających się seksu oralnego. Genarlow był dobrym studentem, był popularny, lubiany przez studentów i nauczycieli. Nigdy nie popadł w konflikt z prawem. Na kasecie video, policjanci zobaczyli 15 letnią dziewczynę mającą z nim seks oralny, według zeznań jej matki, to ona była podżegaczem. Problem był w tym, że wiek dziewczyny był poniżej AOC. Miejscowi prokuratorzy uznali zatem ten czyn za ciężkie molestowanie dziecka.”
Genarlow Wilson odmówił przyznania się do winy o molestowanie. Gdyby przyznał się do tego z jakichkolwiek powodów, zostałby wciągnięty w rejestr przestępców o takim charakterze, skutkiem czego nie mógłby mieszkać razem we wspólnym domu ze swoją młodszą siostrą. Nie chciał tego zaakceptować, więc czekał na rozprawę, a kiedy nastąpiła pewnego dnia sąd orzekł, że jest winny ciężkiego molestowania seksualnego na dziecku. I taki był dla niego finał tej sprawy.
W takich przypadkach jak choćby opisany wyżej starsi zboru zgłaszając nadużycie do władz (jeśli nie wymaga tego prawo, lub jeśli młodszy uczestnik biorący w tym udział sam nie chce tego uczynić) dowiodą w ten sposób że nie liczą się z uczuciami rodziców i innych w to zaangażowanych? Wyobraź sobie, że Wilson był np. jednym ze Świadków Jehowy i starsi nalegają, że trzeba to zajście zgłosić na policję, chociaż rodzice dziewczyny jak i ona sama tego się nie domagają. Zaraz wszędzie usłyszysz jak to dzielni apostaci stojący na straży praworządności moralnej i w obronie pokrzywdzonych dzieci zaczną krytykować Towarzystwo za to, że chce ono przez swoją absurdalną polityką zgłaszania bezwzględnie wszystkich przestępstw do władz zrujnować życie chłopcu. Usłyszysz także dalej, jacy to starsi są niekochający, nietroskliwi i nieliczący się z uczuciami dzieci oraz ich rodziców, przez takie nierozsądne procedury Ciała Kierowniczego ŚJ.
Rozważmy inny scenariusz scenariusz. Ojciec w przeszłości molestował swoje dziecko (oboje są ŚJ), które po latach powiadomiło o tym braci starszych. Ci oczywiście zajmą się tą sprawą na szczeblu zborowym, ale co w przypadku kiedy dzieci dorosły, nie mieszkają już z ojcem i nie zagraża im żadne niebezpieczeństwo, oraz co ważniejsze nie są chcą by sprawa nabrała rozgłosu i została zgłoszona na policję? Jeżeli nie ma obowiązku raportowania tego władzom, w takim przypadku starsi powinni wziąć sprawę na siebie, tak by nie zignorować tym życzenia ofiary. A jakim prawem mieliby uczynić inaczej? Czy mają prawo być sumieniami innych i wymuszać na nich swoje decyzje, jeśli ktoś ma prawo do myślenia w tej kwestii inaczej? Czy są panami i władcami dusz innych ŚJ? Nie, nie są.
Pewien użytkownik forum dyskusyjnego pod nickiem „Pathofhorns” zauważył, że:
„Fakt że w wielu krajach nie jest wymagane prawnie obowiązkowe zgłoszenie przestępstwa o nadużyciu seksualnym powoduje, iż sprawa ta nie jest ani czarna ani biała. Czy rozsądnym wyjściem byłoby żeby ofiara napastowania powiadomiła o przestępstwie władze, które zdarzyło się w przeszłości, a sprawa trafi na salę sądową? Z pewnością odżyją w niej dawne traumatyczne wspomnienia, wskutek zadawania krzyżowych pytań podczas rozprawy, a może poszkodowany/a chce już o tym zapomnieć i mieć święty spokój, nie szuka zemsty, wyleczyła się z dawnych ran, a tymczasem znowu miałaby je ponownie rozdrapywać ze szkodą dla siebie i już uzdrowionej na nowo odbudowanej po latach sfery psycho-emocjonalnej? Ponadto nie ma pewności czy uda się jej przed sądem udowodnić oskarżonemu winę. Oczywiście może spełnić swój obywatelski obowiązek informując o tym władze, ale rodzi się pytanie: Za jaką cenę?”
Rzecz zrozumiała, że inaczej jest w przypadku kiedy rodzicom nie uda się ochronić dzieci, lub mogą się one znaleźć w potencjalnym niebezpieczeństwie. Towarzystwo dostrzega tę różnicę, dlatego w liście z 1988 stwierdzono:
„Należy zgłosić przestępstwo w przypadku jeśli zachodzi rozsądna obawa, że rodzicom nie uda się ochronić dziecka przed nadużyciem, lub istnieje wysokie tego ryzyko.”
W związku z czym dalej w kolejnym liście z 1992 zauważono też:
„Jako członkowie społeczeństwa, w którym Cezar nadal działa z dopustu Bożego, a tym samym nadal ma pewną władzę, każdy chrześcijanin w zborze chrześcijańskim powinien zastanowić się nad swoją osobistą i moralną odpowiedzialnością, aby zaalarmować odpowiednie władze, nawet w przypadku gdy nie zostało popełnione i istnieje ryzyko, że może zostać popełnione poważne przestępstwo tego typu (patrz ks91, strona 138). W przypadkach nadużyć wobec dziecka organy te mogą zatrudnić lekarza rodzinnego z usługami socjalnymi, dozór lub policję.”
Ale ktoś może powie w tym miejscu, że „Wykorzystywanie dzieci jest przecież przestępstwem i starsi są odpowiedzialni za to, żeby donieść o tym władzom!” Jednak nie jest to tak do końca prawdą, że w każdym przypadku, kiedy ktoś łamie prawo starsi czy ktokolwiek są zobowiązani by o tym donieść. Jeżeli ogólnie rzecz biorąc wszystkie przestępstwa należałoby raportować organom ścigania, to dlaczego tylko niektóre z nich są prawnie obowiązkowe a inne nie? To w interesie obywateli leży takie postępowanie a nie starszych, którzy nie muszą tego czynić za każdym razem, nawet jeśli wiedzą o tym że ktoś złamał prawo. Wyobraź sobie starszych, powiadamiających władze o każdym przestępstwie np: cudzołóstwie, homoseksualizmie, nadużyciu alkoholu, paleniu papierosów przez nieletnich, paleniu marihuany, przekraczaniu prędkości na drodze, chodzeniu po ulicy na czerwonym świetle itd. Nie ma takiego obowiązku i nie jest to uzasadnione, żeby zgłaszać dosłownie wszystkie wykroczenia, i które są w istocie rzeczy złamaniem też prawa i tym samym jakąś tam formą przestępstwa. Prawo tego nie stanowi. Jeszcze inni utrzymują, że starsi powinni zgłaszać nadużycia do władz, i wtedy ofiara lub jej rodzice sami zadecydują czy dalej kontynuować oskarżenie czy nie. Niestety, ale jest to kolejne nieporozumienie, bowiem to nie zawsze od rodziców zależy czy państwo wytoczy proces przeciwko oskarżonemu, czego dowodem jest choćby wcześniej wspomniana historia Wilsona.
Stąd list od Towarzystwa z 27 września 2002 mówi, że:
„Nasza polityka nie zakłada aby zgłaszać wszystkie przestępstwa, jest zbyt wiele zmiennych w ustawodawstwie żeby zastrzec cokolwiek co jest niezgodne z prawem.”
Trzeba zatem kierować się rozsądkiem i logicznym myśleniem w tak skomplikowanej sprawie. Wielu uważa, że obowiązkowe powiadamianie władz o każdym nadużyciu wobec dzieci jest najlepszym środkiem zaradczym w walce z pedofilią, i uważają że inaczej gdy się tego nie czyni to tworzy się cichą przystań dla pedofilów. Towarzystwo z kolei zgodnie zresztą z prawem zachowuje w tym względzie pewien umiar, pozostawiając swobodę wyboru zarówno starszym w zborach jak i osobie pokrzywdzonej, tzn. czy zgłaszać przestępstwo czy też nie. Dzieje się tak dlatego, że w wielu krajach nie ma po prostu takiego obowiązku z mocy prawa. W niektórych przypadkach gdy starsi oraz rodzice dziecka podjęli już odpowiednio wystarczające kroki celem zabezpieczenia swych dzieci przed dalszym napastowaniem i gdy nie zachodzi już realne zagrożenie, przy tym dodatkowo nie chcą aby złamano zasadę poufności, więc często wolą nie zgłaszać sprawy na policję, bowiem jest to dla nich i tak już wystarczająco traumatyczne i poniżające przeżycie, a wizja dalszego procesowania zwyczajnie odstrasza. Niewykluczone również, że pedofil okazuje skruchę, prosi o wybaczenie ofiarę i podejmuje leczenie odwykowe. Ofiara zatem ma pełne prawo wybaczyć lub nie, i jest to jej osobista decyzja. Starsi nie są strażnikami sumień swoich duchowych braci i niekiedy nie mogą konkretnie doradzić jak postąpić w danej sytuacji – tak czy inaczej.
Ciekawe jest również to co powiedział sam założyciel Silent Lambs, Bill Bowen, potępiający TS za brak regulaminowego zgłaszania każdego przypadku o nadużyciu, nawet jeśli nie wymaga tego prawo. Tak oto wypowiedział się na pewnej stronie internetowej zwanej JWD:
„Rozmawiałem z wieloma ofiarami, które nigdy nie zgłosiły komukolwiek dokonanego na nich nadużycia. Ja po prostu zachęcam ich żeby porozmawiali o tym ze swoimi bliskimi, zaufanymi przyjaciółmi czy napisali do nas na SL (Sielent Lambs), żeby uczyli się mówić otwarcie o swoim problemie głośno i że jest szansa aby w końcu powiadomić o tym władze”.
Ale chwileczkę, czy to oznacza, że nawet Bill Bowen nie praktykuje obowiązkowego zgłaszania przemocy wobec dzieci, skoro rozmawia z ofiarami i o tym wie, mimo że one jeszcze tego nie uczyniły? Zauważ jak wcześniej wspomniany użytkownik forum Pathofhorns wskazał na sprzeczność takiej postawy:
„Grupa Silent Lambs sugeruje, że jeżeli starszy otrzyma informację o molestowaniu to powinien natychmiast zgłosić to władzom i to niezależnie od tego czy ofiara tego chce czy nie. Z tego co Bill pisał wcześniej w tym wątku, wydaje się że postępuje w takich przypadkach dokładnie tak samo jak Towarzystwo, pozostawiając ofierze zawiadomienie o przestępstwie osobistej decyzji”.
Mówiąc wprost – Bill Bowen nie czyni tego o czym sam głosi. Wzywa TS do robienia czegoś do czego sam się nie kwapi. W rzeczywistości skoro jak sam przyznaje, że posiada własną bazę danych zawierającą nazwiska tysięcy ofiar lub ich oprawców, to znaczy że jest też winien tysiąca razy zaniechania w powiadomieniu o takich przestępstwach władz. Idąc dalej wychodzi na to iż niejeden Świadek Jehowy staje się mniej winny w nie powiadomieniu policji o jakimś pojedynczym przypadku, niż sam Bill Bowen mający aż tyle informacji o nadużyciach.
IX. Nie mówić nic złego?
Ale rodzą się kolejne pytania: Czy starsi słusznie nie ujawniają wszystkich prowadzonych spraw o molestowanie nie, z obawy że narazi to Organizację na złą reputację? Czy tajne komitety sądownicze prowadzone przez starszych nie sprzyjają wyciszaniu sprawy, i że Towarzystwo poinstruowało listownie wszystkich członków zboru, że mają siedzieć cicho jeśli wiedzą kto jest lub był pedofilem? Czy postawa taka nie stwarza raczej bezpiecznej przystani dla molestujących dzieci? I czy prawdą jest że każdy Świadek Jehowy, który mówi o tym głośno innym, może zostać wykluczony ze zboru? Czy jest to może kolejna „rewelacja” odstępców, którzy świadomie lub z niedoinformowania przez powielanie takich „wieści” chcą wprowadzić opinię publiczną w błąd? Przyjrzyjmy się temu bliżej.
W liście do starszych zboru z 1997 możemy przeczytać:
„Co mogą uczynić starsi, żeby pomóc ochraniać nasze dzieci? Starsi powinni być wyczuleni na zachowanie każdego o kim wiadomo, że molestował w przeszłości dzieci. Osoby które przejawiły słabość w tym względzie, powinny być wrażliwe na tle swych skłonności i nie pozostawać same z dziećmi. Powinny powstrzymywać się od trzymania dzieci lub okazywania im niestosownej sympatii we wszelkich postaciach. Wskazane byłoby żeby starsi uprzejmie udzielili rady wszystkim osobom które mają z tym problem, tak aby nie stwarzać pokusy do takich niecnych zachowań mogących być powodem do niepokoju dla innych członków zboru.”
List z 2000 roku dodaje do tego:
„Będzie to obejmować niedopuszczanie dzieci (innych niż jego własnych), aby spędzić noc w jego domu, nie uczestniczyć w służbie polowej z dzieckiem, nie kultywowania przyjaźni z dziećmi, i tym podobne”.
Stwierdzenia te są oczywiste dla każdego kto chce być uczciwy i rozważnie podejść do sprawy. Jeżeli inni w zborze są czymś zaniepokojeni o czym wiedzą, że czyni to były molestujący, to co powinni w takiej sytuacji zrobić starsi? Udzielić reprymendy za rozsiewanie plotek? Wykluczyć ich za zniesławienie i oszczerstwo? Nie, nie ma takich zaleceń w instrukcjach od Towarzystwa. Jest wręcz odwrotnie. Każdy członek zboru który ma „powód do niepokoju” wywołany zachowaniem osoby która w przeszłości molestowała dzieci, może otwarcie powiedzieć o swoich odczuciach i nie zostanie to poczytane za zniesławienie, a starsi zechcą dokładnie zbadać i wyjaśnić całą tę sytuację. Niektórzy apostaci zaś opowiedzą Ci swoją wersję, bo przecież oni wiedzą lepiej, czyli że „starsi nie wtrącają się w cudze sprawy i zganią plotkującego za rzucanie pomówień, lub że jeśli tego nie zaprzestanie zostanie zwyczajnie wykluczona”. I owszem taka procedura postępowania w istocie istnieje, lecz w przypadkach molestowania wygląda to nieco inaczej, bowiem w sytuacji gdy zdarzył się powód do takiego niepokoju wywołany być może nieświadomie przez byłego molestującego, zarówno osoba zaniepokojona tym jak i sam b. molestujący nie zostaną z miejsca zganieni, ale raczej życzliwie pouczeni i ostrzeżeni przez starszych przed dalszymi mogącymi z tego wyniknąć problemami. Jak więc widzisz jest wiele ograniczeń jakie nakłada się na Świadków Jehowy, którzy w przeszłości przejawiali skłonności do molestowania dzieci. Dalej ten sam list z 2000 roku wspomina o kolejnych takich ograniczeniach:
„Nie powinno się takiej osobie powierzać odpowiedzialnych zadań w zborze, lub takich które tak mogą zostać zinterpretowane, niemniej można rozważyć możliwość przydzielenia innych pomniejszych zadań”.
Egzekwowanie takich ograniczeń ma na celu aby przynajmniej niektórzy członkowie zboru prócz starszych uświadomili sobie potrzebę zachowywania czujności względem dawnych dręczycieli dzieci. Oczywiście słudzy pomocniczy lub ci którzy organizują zbiórki do służby kaznodziejskiej również powinni o tym wiedzieć. A będąc silnie zwartą społecznością jaką są Świadkowie Jehowy, taką postawę da się szybko wdrożyć.
W liście do starszych z 1992 podaje następne wskazówki co do tego, czy można o tym mówić otwarcie z innymi czy nie:
„Dlatego starsi nie powinni lekceważyć uwag chrześcijanina gdy podejmie decyzję o skorzystaniu ze specjalistycznej pomocy. To czy domniemana ofiara zdecyduje się wnieść oskarżenie do władz świeckich, będzie również jej osobistą decyzją. Starsi powinni zachęcić cierpiącego do zachowania dyskrecji jeśli chce się zwierzyć o tym dojrzałemu przyjacielowi”.
Podobnie wyrażono się w Przebudźcie się z 1993.8.10 s. 9
„Opiekunowie powinni więc robić wszystko, co w ich mocy, żeby w rozsądny sposób chronić dzieci! Wielu odpowiedzialnych rodziców postanawia zapewnić poszkodowanemu dziecku fachową pomoc. Upewnij się jednak, czy dany specjalista uszanuje twe przekonania religijne — tak samo, jak byś postąpił wtedy, gdybyś potrzebował skorzystać z usług chirurga. Pomóż dziecku odzyskać poczucie godności osobistej, bezustannie okazując mu rodzicielską miłość.”
O czym nam to mówi? Proszę zauważyć, że wspomniano tu o przedyskutowaniu tego z dojrzałym przyjacielem, oraz że można skorzystać z fachowej pomocy medycznej jeśli ofiara wyraża taką wolę. Mówi nam również o tym, że osoba na której dopuszczono się nadużycia nie zostanie wykluczona za podzielenie się tym faktem z zaufanym przyjacielem w celu ostrzeżenia również jego dzieci, tak by je jeszcze lepiej chronić i nie pozwolić na spędzenie nocy z byłym molestującym. Z tego wynika – jak napisano w powyższych listach – że Towarzystwo nie praktykuje wykluczenia kogoś tylko za to, że doniesie o tym komuś innemu lub zgłosi ten fakt władzom. Wszelkie inne działania jakie podjęliby starsi, będą przekroczeniem ich kompetencji jakich udzieliło im TS do rozwiązywania tego typu spraw. Nieprawdą jest także mówienie, że Świadkowie Jehowy pochwalają jakąś zmowę milczenia czy ukrywania pedofilii w swojej organizacji, o czym można się przekonać gdy weźmie się do ręki Przebudźcie Się z 8 października 1993 r:
„Niestety, dość często dorośli bezwiednie ułatwiają zadanie uwodzicielom dzieci. W jaki sposób? Otóż zamiast ostrzegać przed niebezpieczeństwem, pomijają ów temat milczeniem, a ponadto wierzą w często powtarzane mity. Niewiedza, dezorientacja i milczenie zapewniają bezpieczeństwo napastnikom, ale nie ich ofiarom.”
Żeby chronić dzieci rodzice muszą być świadomi realnego zagrożenia. Nie należy problemu spychać do jakiegoś tabu czy nieporozumienia, jakoby nic aż tak tragicznego się nie stało i co gorsze brać winę na siebie, ale poprzez edukację zdobyć potrzebną wiedzę o tym jak w różnych sytuacjach w sposób jawny i otwarty przeciwstawiać się pedofilowi. Mówiąc o pedofilach, dla uproszczenia używamy rodzaju męskiego, ale zasady te są aktualne bez względu na płeć napastnika i ofiary.
Cały artykuł odnośnie tego jak rodzice mogą chronić swoje dzieci przed pedofilami można przeczytać na oficjalnej stronie Świadków Jehowy tutaj.
Podobną myśl podjęto w magazynie „Asiaweek”:
„Wszyscy eksperci są zgodni, że najlepszą obroną przeciw przemocy wobec dzieci jest świadomość społeczna”.
Zatem przekonanie, jakie wyrażają niektórzy apostaci, że Towarzystwo Strażnica uczy o ekskomunikowaniu każdego jej członka, który zgłasza przypadek nadużycia seksualnego na policję to mitologia.
Oto dla przypomnienia kilka innych przykładów z publikacji TS cytowanych już wcześniej obalających te fałszywe koncepcje:
„Władze zwierzchnie wydają wyroki i karzą osoby, czy są wewnątrz czy na zewnątrz zboru, jeśli naruszają one prawa przyzwoitości i porządku. Przestępcy nie mają prawa narzekać na takie kary, jak wykazał to ap. Paweł swoją mową przed Cezarem. (Dz 25:11) Dlatego zbór nie zobowiązuje się chronić nikogo z jego członków którzy kradną, przemycają, popełniają bigamię, mordują, zniesławiają, oszukują, i tak dalej. Zgromadzenie musi być wolne od takich winnych jego członków i wydać ich by zostali ukarani przez doczesne władze.” – Strażnica z 15 listopada 1962, strona 693 wyd. angielskie
„Rodzice muszą jasno wyjaśnić swemu pokrzywdzonemu dziecku, że to nie ono jest winne. Jakiekolwiek przestępstwo by to było i gdyby nawet sprawcą okazał się ktoś najbliższy i miał za to pójść do więzienia. Trzeba przekonać ofiarę, że to nie ona jest winna” – Strażnica, 22 stycznia 1985 wyd. ang.
„Czy wobec tego ofiara przestępstwa ma pozostać bierna i ulec bezprawiu? Niekoniecznie. W razie naruszenia własności lub nietykalności osobistej możesz się zwrócić do odpowiednich organów władzy. Może zechcesz wezwać policję. W miejscu pracy — udaj się do zwierzchnika. W szkole można poprosić o rozmowę z dyrektorem. Jednym z powodów istnienia tych władz jest właśnie dbanie o praworządność. Biblia podaje, że rządzący są „sługą Bożym, mścicielem dla wywarcia srogiego gniewu na tym, kto popełnia zło” (Rzymian 13:4). Sprawiedliwość wymaga, by rząd robił użytek ze swej władzy, stawiał tamę bezprawiu i wymierzał karę złoczyńcom.” – Strażnica 1991 1 listopad str. 5
„Również w naszych czasach gwałt zalicza się do ciężkich przestępstw, za które grożą surowe kary. Ofiara ma pełne prawo powiadomić o tym czynie policję. Dzięki temu właściwe organy mogą ukarać winowajcę. A jeśli zgwałcono osobę nieletnią, kroki te mogą poczynić rodzice.” – Strażnica 2005 1 sierpnia str. 14, Kiedy obraza jest uzasadniona?
„W zależności od praw obowiązujących w zamieszkiwanym kraju człowiek, który napastował seksualnie dzieci, może zostać skazany na pobyt w więzieniu lub ponieść inne sankcje nałożone przez państwo. Zbór nie będzie go przed tym bronił.” – Strażnica z 1 stycznia 1997 str. 28-29
„Również w naszych czasach gwałt zalicza się do ciężkich przestępstw, za które grożą surowe kary. Ofiara ma pełne prawo powiadomić o tym czynie policję. Dzięki temu właściwe organy mogą ukarać winowajcę. A jeśli zgwałcono osobę nieletnią, kroki te mogą poczynić rodzice.” – Strażnica 2005 1 sierpnia str. 14
„Wszyscy w zborze chrześcijańskim zastanowią się nad swoją osobistą i moralną odpowiedzialnością w celu powiadomienia odpowiednich władz …Jego (starszego) rada powinna zawsze zawierać doradztwo skarżącemu, że zgromadzenie nie może przejąć daną przez Boga odpowiedzialność władz zwierzchnich w radzeniu sobie z przestępczością. Zatem skarżący że powinien rozważyć obowiązek niezwłocznego powiadomienia o sprawie organy ścigania (por. List do Rzymian 13:4, Jakuba 4:17) Organy te mogą obejmować lekarza rodzinnego, dyrektora szkoły dziecka, szkołę, służby społeczne, lub policję.” – List do starszych z 1 grudnia 2000
„Dzieci powinny być także ostrzegane i zachęcane do tego aby zawiadomiły władze, o każdej osobie które zachowują się w stosunku do nich niewłaściwie w tym te które znają” – 08 kwietnia 1997 Awake
„Dodatkowo, ofiara może zgłosić sprawę władzom, i to jest jego lub jej absolutne do tego prawo. Nigdy nie sugerujcie nikomu, że nie powinni zgłosić zarzutu znęcania się nad dziećmi policji lub innym organom prawnych. Jeśli pojawi się taka prośba, będzie to osobista decyzja każdego człowieka, i nie zaistnieją żadne sankcje dla podjętych obu decyzji. Oznacza to, że starszy nie będzie krytykować kogokolwiek, kto zgłosi taki zarzut władzom”. – List do starszych z 1 grudnia 2000
Nie istnieją żadne inne publikacje ŚJ, które podważają to stanowisko i temu przeczą. Polityka skrytości nigdy nie była przez TS ani promowana, ani zaawansowana, czy w jakiś nawet choćby pośredni sposób sugerowana. Wręcz przeciwnie, postępowanie sądowe podjęte przeciwko sprawcy nadużycia zapewnia, że wszyscy w zborze są o tym informowani. W jaki sposób?
X. Działania sądownicze
Jakie działania podejmują starsi w zborach Świadków Jehowy na całym świecie wobec osób, które zostały uznane za winne nadużycia seksualnego na podstawie zeznań dwóch lub trzech świadków, lub gdy same się do tego przyznały? Czy informuje się o tym publicznie cały zbór, w celu ostrzeżenia innych jego członków, tak aby wszyscy zdali sobie sprawę z potencjalnego zagrożenia ze strony takich osób i wzmogły tym samym czujność? Zauważ, jakie stanowisko w tej sprawie zajmuje Towarzystwo:
„Jeżeli w trakcie konfrontacji z oskarżonym o molestowanie dzieci, zostanie mu udowodniona wina, wówczas starsi powołają komitet sądowniczy. Jeżeli podczas przesłuchania mimo oczywistych dowodów nie okazuje skruchy to nie może on nadal pozostać w zborze.”
Świadkowie Jehowy postępują w tym momencie dokładnie tak samo jak czynią to niektóre organizacje religijne, czyli ekskomunikują zatwardziałego grzesznika, a później go unikają. Działania takie stosuje się bez wyjątku, wobec wszystkich (również tych na odpowiedzialnych stanowiskach) o których wiadomo, że czynnie praktykują pedofilię. Jest to konieczne aby przede wszystkim ochronić dzieci, niezależnie nawet od procesów w świeckich sądach jakie mogą się toczyć w tym samym czasie. Postępowanie takie jest często krytykowane przez przeciwników TS. Pomyśl, jeżeli ŚJ nie wykluczaliby ze swoich szeregów winnych nadużyć na tym tle, ale tylko ich napominali to dopiero pojawiłaby się krytyka, w stylu że organizacja hoduje molestujących przez co stwarza dla nich prawdziwy azyl. Jednak jako ŚJ wolimy raczej zastosować się do biblijnej reguły tzw. „dwóch świadków” i „usunąć spośród siebie niegodziwca” jak nakazuje to Biblia, niż narazić się za to na niepochlebne opinie w oczach ludzi postronnych.
Jednak i to za mało przeciwnikom, bowiem znów wynajdują inny powód, aby zdyskredytować nasze procedury oparte przede wszystkim na Piśmie Świętym, że napominanie odbywa się za zamkniętymi drzwiami bez informowania o szczegółach innych członków zboru. W ten sposób pedofil ma dalsze pole do popisu w swych lubieżnych zapędach, gdyż zbór jako całość nie jest niby to niczego świadom. Czy rzeczywiście Świadkowie Jehowy stosują taką politykę w przypadku molestowania? No to zobaczmy jak to faktycznie wygląda.
Po pierwsze z instrukcji listownych od Towarzystwa wynika, że nie ma czegoś takiego jak prywatne nagany dla pedofilów i jest to zawsze czynione publiczne.
List z 15 lutego 2002 stwierdza:
„Istnieje wiele sytuacji związanych z popełnieniem poważnych grzechów przez członków zboru, w których mądrość nakazuje udzielenia za nie publicznego napomnienia wobec wszystkich, zwłaszcza w dwóch przypadkach jak to zalecano na Kursie Służby Królestwa: 1) Jeżeli grzechem było cudzołóstwo…2) Jeśli przestępstwo dotyczyło molestowania seksualnego na dziecku, ogłoszenie tego będzie służyło ochronie wiernych ze wskazaniem, że nie wszystko jest w porządku ze skruszonym grzesznikiem”.
Z kolei w Strażnicy z 1981/22 ss. 11-13 pt. „Skrucha prowadząca z powrotem do Boga. Pomoc dla zboru” na temat podejmowanych działań przez starszych zboru w tym kierunku możemy przeczytać:
„W niektórych wypadkach nawet poważny grzech nie jest i według wszelkiego prawdopodobieństwa nie stanie się powszechnie znany. Być może wiedzą o nim tylko nieliczne jednostki, jak na przykład najbliższa rodzina lub kilku świadków. (Wprawdzie są to bezpośredni „obserwatorzy”, ale należy im wytłumaczyć, że miłość wymaga, aby o sprawie nie plotkować). Skoro więc komitet sądowniczy osiągnął pewność, że winowajca przejął się skruchą, nie potrzeba jego uchybieniu nadawać szerszego rozgłosu; przecież wszyscy „obserwatorzy” wysłuchali już upomnień biblijnych, a i grzesznik jest doprowadzony do skruchy.
Kiedy indziej grzech może być znany wielu członkom zboru, ewentualnie nawet szerszemu otoczeniu. Może też mieć taki charakter, że z czasem niewątpliwie nabierze rozgłosu. W takim wypadku należy postąpić inaczej. Całemu zborowi trzeba umożliwić nabranie przekonania, że sprawę załatwiono właściwie. Ponadto odniesie on korzyść z rady biblijnej, która w nim ugruntuje zdrową bojaźń przed grzechem.
Innym razem starsi mogą uznać, iż należy przejawić pewną miarę ostrożności. Na przykład chociaż winowajca teraz ogarnięty jest prawdziwą skruchą, mógł w przeszłości wykazywać pewien brak zdecydowania, jeśli chodzi o unikanie poczynań prowadzących do grzechu. Dlatego w trosce o dobro zboru, żeby mu nie zagroził ktoś od wewnątrz przez wywieranie szkodliwego wpływu, komitet złożony ze starszych może postanowić, aby zostało wygłoszone pouczające przemówienie biblijne. Tego samego wieczora, ale w dalszej części zebrania służby, wyznaczony starszy może wygłosić przekonujące przemówienie biblijne. Nie powinien bezpośrednio wymieniać winowajcy ani wyjawiać szczegółów z tych poufnych informacji, które wyszły na jaw w trakcie spotkań komitetu sądowniczego. Omówi natomiast, co Słowo Boże powiada na temat błędu lub grzechu, o który w tym wypadku chodzi, czym on grozi i jak go unikać. Cały zbór odniesie pożytek z takiej biblijnej przestrogi (2 Tym. 4:1, 2).”
Jak więc widać zbór został publicznie powiadomiony o całej tej rozmowie odbytej w gronie starszych. Po latach 80 -tych zostało to nieco zmienione, a wynik debaty miał zostać ujawniony do publicznej wiadomości dopiero na kilka tygodni później, lecz mimo wszystko zgromadzenie nadal o wszystkim było publicznie informowane, przez co świadome istniejącego potencjalnego zagrożenia ze strony grzesznika, jego popełnionych złych czynów, a dzieci tym sposobem ochronione.
Ale co w sytuacji, gdy były molestujący został napomniany a później przyłączony z powrotem do zboru? Czy już po kilku miesiącach czy nawet latach może on piastować odpowiedzialne funkcje w zborze, i czy nie daje mu to zbyt łatwego przystępu do nic niepodejrzewających, niczego niewinnych dzieci, ponieważ byłby on na takim stanowisku godnym zaufania? I czy nie obarczałoby to do pewnego stopnia odpowiedzialnością również Towarzystwo?
XI. Przywileje
Czy Świadkowie Jehowy zezwalają na to, żeby były pedofil usługiwał w zborze? Jeśli tak, to wówczas czy nie różniłoby się to od postępowania jakie ma miejsce w innych kościołach, kiedy np. przenosi się księży i duchownych w różne miejsca, tam gdzie nikt nic nie wie o ich dawnej grzesznej przeszłości w związku z nadużyciami seksualnymi? Również tego typu zarzuty są podnoszone tu i ówdzie przeciwko ŚJ w mediach czy w sieci, ale zobacz sam jaka jest rzeczywiście polityka TS co do tego:
Strażnica z 1997 1.1 s. 27 pt. „Miejmy wstręt do tego, co niegodziwe”, donosi:
„Jeszcze inne konsekwencje może ponosić mężczyzna, który przed chrztem dopuszczał się nadużyć seksualnych na dzieciach. Kiedy poznał prawdę, okazał skruchę i się nawrócił, nie kala więc już zboru tym potwornym grzechem. Mógł później poczynić piękne postępy duchowe i całkowicie wykorzenić niegodziwe pragnienia, wobec czego chciałby otrzymać odpowiedzialną funkcję w zborze. Co jednak, jeśli w okolicy ludzie postronni ciągle jeszcze znają go jako dawnego pedofila? Czy w takim wypadku byłby „człowiekiem nieposzlakowanym”, mającym „bardzo dobre świadectwo od osób postronnych” oraz czy byłby wolnym od oskarżenia’ (1 Tymoteusza 3:1-7, 10; Tytusa 1:7). Nie. A zatem nie nadawałby się do zaszczytnych zadań w zborze.”
Dalej w tej samej Strażnicy na stronach 28-29 czytamy:
„W zależności od praw obowiązujących w zamieszkiwanym kraju człowiek, który napastował seksualnie dzieci, może zostać skazany na pobyt w więzieniu lub ponieść inne sankcje nałożone przez państwo. Zbór nie będzie go przed tym chronił. Ponadto mężczyzna ten ujawnił poważną słabość, którą w przyszłości trzeba będzie brać pod uwagę. Jeżeli da się u niego zauważyć skruchę, zostanie zachęcony do czynienia postępów duchowych i udziału w służbie polowej. Może zapisać się do teokratycznej szkoły służby kaznodziejskiej oraz mieć udział w zebraniu służby nie polegającym na nauczaniu innych. Nie oznacza to jednak, że będzie się nadawać do sprawowania odpowiedzialnych funkcji w zborze. Cz taka praktyka ma uzasadnienie biblijne?
Po pierwsze, starszy musi 'panować nad sobą’'(Tytusa 1:8). Co prawda nikt z nas nie czyni tego w sposób doskonały (Rzymian 7:21-25). Ale grzech oddanego Bogu, dorosłego chrześcijanina polegający na wykorzystaniu seksualnym dziecka świadczy o nienaturalnej cielesnej słabości. Doświadczenie uczy, że ktoś taki może z czasem napastować jeszcze inne dzieci. Oczywiście nie każdy pedofil popełni ten grzech ponownie, niemniej wielu z nich właśnie tak postępuje. Zbór zaś nie potrafi czytać w sercach, nie może więc określić, kto już na pewno nie dopuści się nadużyć seksualnych na dzieciach, a kto w dalszym ciągu ma takie skłonności (Jeremiasza 17:9). Wobec tego do ochrzczonych, dorosłych mężczyzn, którzy napastowali dzieci, w sposób szczególny odnosi się rada Pawła skierowana do Tymoteusza: „Nigdy na nikogo nie wkładaj rąk pochopnie ani nie bądź współuczestnikiem cudzych grzechów” (1 Tymoteusza 5:22). Ze względu na bezpieczeństwo naszych najmłodszych mężczyzna, o którym wiadomo, że kiedyś napastował seksualnie dzieci, nie może sprawować odpowiedzialnych funkcji w zborze. Nie może też być pionierem ani pracować w żadnej gałęzi specjalnej służby pełnoczasowej (porównaj zasadę podaną w 2 Mojżeszowej 21:28, 29).”
Wynika z tego że byli sprawcy seksualnego wykorzystywania dzieci przez resztę swego życia nie nadadzą się już do pełnienia żadnych odpowiedzialnych przywilejów związanych z nauczaniem w Organizacji Jehowy, czy to w charakterze pionierów, sług pomocniczych lub starszych. Nie są też przenoszeni w inne miejsca, tak aby tam po jakimś czasie i okazaniu skruchy zacząć na nowo działalność niejako z „czystym kontem”. Nie ma takiego zwyczaju w Zborze Świadków Jehowy. A jak przedstawia się sprawa, jeśli chodzi o ewentualny przydział „pomniejszych” przywilejów dla byłych molestujących?
Reguluje to list do starszych z 2000 roku w taki oto sposób:
„Nie powinno się takiej osobie powierzać odpowiedzialnych zadań w zborze, lub takich które tak mogą zostać zinterpretowane, niemniej można rozważyć możliwość przydzielenia innych pomniejszych zadań. Osoba taka nie powinna zajmować się obsługą kont zborowych, działem czasopism, literatury, przydziałem terenów itp. Nie będzie usługiwała w charakterze podającego mikrofon, przy nagłośnieniu, nie będzie służyła modlitwą reprezentując zbór, lub wprowadzać czy przestawiać jakieś ogłoszenia na zebraniu. Nie będzie brana pod uwagę jako lektor na zborowym studium Biblii za pomocą książki lub Strażnicy, ani też przeprowadzać zbiórek do służby polowej. Byłoby wskazane również, żeby zborowe studium tzw. „książki” nie odbywało się w jego domu (obecnie wszystkie zebrania prowadzone są już na Sali Królestwa z „książką” włącznie – ten nawias jest mój). Nie kwalifikuje się też do zatwierdzenia wniosku o odbycie służby w charakterze pioniera pomocniczego lub stałego. Podczas gdy można zezwolić mu na udział w spotkaniach w celu opieki nad salą Królestwa jeśli zaoferuje się z taką pomocą, to niemniej na innych salach czy jakichś działach produkcyjnych już nie. Może jednak brać udział w zajęciach Teokratycznej Szkoły Służby Kaznodziejskie (TSSK – szkoła biblijna prowadzona przez ŚJ) z innymi studentami, lecz pod warunkiem, że nie będzie to zgorszeniem dla tych braci, którzy wiedzą o jego haniebnej przeszłości”.
Jak się okazuje osoba taka nie może dzierżyć jakichkolwiek nawet „najmniejszych” przywilejów w zborze, oraz niekiedy też brać udziału w zajęciach w TSSK, ale tutaj w zależności od sytuacji.
Byli molestujący nie tylko są pozbawieni praktycznie wszystkich przywilejów, ale nakłada się na nich też pewne ograniczenia, a to celem ochrony dzieci przed potencjalnym dalszym zagrożeniem z ich strony. Dlatego w liście do starszych z 1997 czytamy:
„Co mogą uczynić starsi, żeby pomóc ochraniać nasze dzieci? Starsi powinni być wyczuleni na zachowanie każdego o kim wiadomo, że molestował w przeszłości dzieci. Osoby które przejawiły słabość w tym względzie, powinny być wrażliwe na tle swych skłonności i nie pozostawać same z dziećmi. Powinny powstrzymywać się trzymania dzieci np. na kolanach, przytulania lub okazywania im niestosownej sympatii we wszelkich postaciach. Wskazane byłoby żeby starsi uprzejmie udzielili rady wszystkim osobom które mają z tym problem, tak aby nie stwarzać pokusy do takich niecnych zachowań mogących być powodem do niepokoju dla innych członków zboru.”
A list z 15 października 2000 dodaje do tego:
„Będzie to obejmować niedopuszczanie dzieci (innych nie jego własnych), aby spędzić noc w jego domu, nie uczestniczyć w służbie polowej z dzieckiem, nie kultywowania przyjaźni z dziećmi, i tym podobne”. Te zaś powinny być zawsze pod opieką i w towarzystwie dorosłych, co leży w najlepszym interesie zarówno dzieci jak też byłego sprawcy”.
Ale czy oznacza to, że prze takie procedury TS nie czyni w ogóle żadnych wyjątków od tej reguły postępowania wobec byłych molestujących w kwestii powierzania im przywilejów służby i czy oznacza to że już nigdy nie mogą oni jej piastować w każdym przypadku? Otóż okazuje się iż niekiedy okoliczności jak również sam charakter niecnego czynu pozwala na coś takiego.
Inne dyspozycje od Ciała Kierowniczego stanowią, że:
„W niektórych przypadkach winni nadużycia na dziecku, zostali zamianowani na odpowiedzialne stanowiska w zborze, jeśli wiadomo o nich, że przez dziesięciolecia swym przykładnym życiem zmazali dawne winy i cieszą się przez ten cały czas wzorową opinią, jednak należy podejść do tego ostrożnie…Załóżmy np. że dawno temu 16 letni chłopak miał stosunki seksualne z 15 letnią dziewczyną. W zgodzie z ówczesnym prawem w zależności od jurysdykcji w konkretnym stanie USA, starsi byli zobowiązani zgłosić taki incydent jako nadużycie na tle seksualnym władzom zwierzchnim. Potem powiedzmy po 20 latach prawo odnośnie tego mogło ulec zmianie, mężczyzna ów pojął za żonę tę już kobietę, żyją razem już jakiś czas w w przykładnym związku i cieszą się szacunkiem. W takim przypadku mężczyźnie temu można powierzyć do sprawowania odpowiedzialne funkcje w zborze.”
Jak widać w takiej sytuacji odstąpienie od przyjętej reguły jest zarówno rozsądne, miłościwe, i w żaden sposób nie będzie stanowić zagrożenia dla dzieci.
Co natomiast w sytuacji, gdy byli molestujący po wcześniejszym wykluczeniu, powrocie i okazaniu skruchy przenosi się do innego zboru? Czy jest możliwe aby tam mogli usługiwać, gdzie nikt z braci nie zna ich grzesznej przeszłości? I czy nie będzie im łatwiej dopuścić się ponownie kolejnego nadużycia, z racji tego że nikt ich nie będzie o to podejrzewał?
XII. Możesz uciekać, ale się nie ukryjesz.
Jak już wspomniano wcześniej, były molestujący nie ma praktycznie żadnych szans na ukrycie swej dawnej przeszłości kiedy zawita do nowego zboru. Uniemożliwia to przekaz listowny z poprzedniego zboru, w którym o takich historiach zawsze się nadmienia. Stanowi to bowiem bardzo poważne zagrożenie dla wszystkich braci.
List do starszych datowany na 14 marzec 1997 roku oznajmia:
„Co powinni uczynić starsi gdy były molestujący przemieszcza się do innego zboru? Jak stwierdzono w Naszej Służbie Królestwa z lutego 1991 w 'Skrzynce Pytań’ i w liście z 1 sierpnia 1995 od Ciała Kierowniczego do wszystkich starszych, nasza polityka w tym zakresie zawsze wymaga wysłania listu z danymi personalnymi głosiciela, w którym zawarte będą również informacje o przebiegu służby oraz ewentualnych popełnionych wykroczeniach. Jest to konieczne tym bardziej jeśli ktoś był lub jest znany ze skłonności do pedofilii. Sekretarz ma obowiązek nakreślić tło sytuacji oraz jakiej pomocy udzielono takiemu bratu. Poinformuje o tym w imieniu starszych swojego zboru grono starszych nowego zboru gdzie będzie należał molestujący. Starsi powinni wysłać kopię tego listu do biura Towarzystwa Strażnica w specjalnej niebieskiej kopercie.”
Jak widać, list jest wysyłany za każdym razem, kiedy były molester przemieszcza się przez resztę swojego życia. Tak więc sytuacja może być obsługiwana lokalnie. Starsi wiedzą kim jest i mają na niego przysłowiowe oko. Jak wykazano wcześniej, istnieją reguły i ograniczenia, które mają być egzekwowane na byłych pedofilach w celu ochrony dzieci. Starsi po poinformowaniu mogą się upewnić, czy zasady co do tego zostały przeprowadzane. Na przykład upewniają się, że nie pracuje w terenie z dzieckiem, czy nie spędza nocy z dziećmi, nie przyjazni się z dziećmi, otrzymuję przywileje, ostrzegają innych, jeśli istnieją powody do obaw itp. Świadkowie Jehowy tworzą zwartą społeczność o charakterze rodzinnym, pozostając ze sobą w bliskich kontaktach, dlatego inni członkowie zboru również będą musieli wiedzieć o sytuacji w celu zastosowania ograniczeń i zasad by chronić swoje dzieci.
A co z tymi, którzy zostali oskarżeni przez jednego świadka? Czy nie jest prawdą, że kiedy przemieszczą się do innego zboru, nikt, nawet starsi nowego zboru, nie zostaną poinformowani o oskarżeniu? Zwróć uwagę na ten list z 1 czerwca 2001 roku:
„Istnieje wiele innych sytuacji związanych z nadużyciem na dziecku. Na przykład może być tylko jeden świadek, a brat wypiera się winy … lub może być objęty prowadzonym dochodzeniem przez władze świecki za domniemane molestowanie dzieci, mimo że sprawa nie została jeszcze ustalona. Potem znów dziecko mogło zostać wykorzystane przez osobę, która sama jest niepełnoletnia, być może w przedwczesnym wieku. W takim przypadku Komitet Zboru powinien napisać list skierowany do Działu Prawnego Towarzystwa, prosząc o poradę by przekazać szczegóły do nowego zboru.”
Jak wskazano, starsi muszą napisać do Towarzystwo Strażnica i zapytać: czy lub nie informować o tym nowy zbór. Chociaż list nie stwierdza kategorycznie, że starsi z nowego zboru zostaną poinformowani to z pewnością jest to wskazane, że tak będzie, chyba że istnieją powody, dla których nie powinni być o tym informowani. Oczywiste jet że każda sprawa jest inna i nie będzie można podejmować żadnych trudnych lub szybkich działań w każdym przypadku. Na przykład, jeśli udowodniono w sądzie lub w inny sposób, że osoba oskarżona nie mogła popełnić nadużycia, to nie ulega wątpliwości, że nie trzeba było informować starszych z nowego zboru. Wydaje się jednak, że w innych przypadkach, gdy oskarżony nie został wyraźnie oczyszczony z zarzutów, starsi zostaną poinformowani, aby bacznie obserwować i być blisko oskarżonego. Sam fakt, że Towarzystwo Strażnica wspomina potrzebę zasięgania opinii w tych przypadkach, ujawnia że jest to prawda. Jest to zarówno dla ochrony dzieci, jak i ochrony przed odpowiedzialnością prawną.
Czy jednak zauważyłeś, że cytowany powyżej list z marca 1997 r. ukazuje również, że „starsi powinni wysłać kopię tego listu do Towarzystwa w specjalnej „Niebieskiej Kopercie”. Dlaczego? Ma to zapewnić, że odpowiednie informacje są przekazywane ciału zarządzającemu w nowym zborze, a także do aktualizacji bazy danych Strażnicy. Co? Myślisz, że Bill Bowen i inni przeciwnicy maja rację w swoich twierdzeniach, że Towarzystwo Strażnica ma jakąś imienną bazę danych osób molestujących dzieci? Dlaczego Towarzystwo Strażnica w ogóle posiada taką bazę danych? W jakim celu i dlaczego nie ujawniają nazwisk wszystkich osób znajdujących się w bazie danych?
XIII. Słynna baza danych
Bez wątpienia słyszałeś wiele plotek i przeinaczeń dotyczących bazy danych przechowywanych przez Strażnicę w sprawie molestujących dzieci. Czy to dobrze, czy źle? Czy chciałbyś zobaczyć, z czym na prawdę wiąże się taka baza danych? Przyjrzyjmy się faksowi z 9 maja 2002 r. wysłanego do Betsan Powys z BBC z Towarzystwa Strażnicy. Ona jest tą osobą, która prowadziła program dotyczący Świadków Jehowy i przeprowadziła wywiad z Sarą Poisson itd.
„Droga pani Powys:
… Utrzymuje pani, że tutaj w Stanach Zjednoczonych sporządziliśmy listę 23.720 nazwisk osób mających związek z dopuszczeniem się nadużycia na dzieciach. To nieprawda. Po pierwsze, całkowita liczba nazwisk w naszych dokumentach jest znacznie niższa niż ta. Ponadto nie ma znaczenia, by skupiać się na liczbie nazwisk, które mamy w naszych dokumentach. Wynika to z faktu, że chociaż nasze dane faktycznie zawierają nazwiska wielu osób, to obejmują również te które tylko zostały oskarżone o nadużycia wobec dzieci, mimo że zarzuty wobec nich nie zostały uzasadnione …
Również na naszej liście znajdują się zarzuty dokonane na podstawie tak zwanych „wypartych wspomnień”, których ważność wiele władz kwestionuje. Są też nazwiska osób, które zostały oskarżone o wykorzystywanie dzieci, zanim stały się Świadkami Jehowy oraz osób, które nigdy nie były ochrzczonymi Świadkami, ale których nazwiska musimy zachować ze względu na ich związek ze Świadkami (przykładem tego byłby ojciec nie będący Świadkiem lub ojczym, który jest oskarżony przez swoich domowników Świadków lub pokrzywdzone dzieci). Dla bezpieczeństwa, wymieniamy również nazwiska tych którzy mogą być lub nawet nie są uważani za wykorzystanych seksualnie, w zależności od jurysdykcji, w której mieszkają (na przykład ten 16-letni chłopiec, który miał stosunki seksualne z 15-letnią dziewczynką zgadzającą się na nie). Nazwisko osoby, winnej podżegania lub zaangażowana w pornografię dziecięcą, to kolejne przykłady osób, które również znalazłaby się na liście. I w istocie, lista zawiera także nazwiska tych którzy są rzeczywiście winni molestowania dzieci. Nie przepraszamy za prowadzenie takich rejestrów w Stanach Zjednoczonych. Niezależnie od wymogów prawa, były i są one bardzo pomocne dla nas w naszych wysiłkach w celu ochrony trzody przed szkodami. (Izajasza 32: 2) Chrześcijańscy rodzice mogą słusznie czuć się pewnie, wiedząc że TAKIE DZIAŁANIA SĄ WSZCZYNANE PRZEZ PRZEDSTAWICIELI ZBORU ŚWIADKÓW JEHOWY PIASTUJĄCYCH WYSOKIE STANOWISKA, a to właśnie celem ochrony dzieci.”
Czy widzisz jak pieczołowicie są archiwizowane takie dane przez Towarzystwo Strażnica? Taka szczegółowa i dokładna baza danych nie ma sobie równych w żadnej innej społeczności religijnej. Zawiera każdy aspekt sprawy. Niektórzy przeciwnicy mówią, że Świadkowie Jehowy nie przeprowadzają dochodzenie w tle (proces wyszukiwania i zestawiania rejestrów karnych, rejestrów handlowych i danych finansowych jednostki lub organizacji). Jak widać, robią to znacznie lepiej niż to.
Czy wydaje się rozsądne wnioskować, że Biuro Główne, które zachowuje tak szczegółowe notatki, nie byłoby wystarczająco mądre, aby poświęcić zwykłe 5 minut i skonsultować się z braćmi odpowiedzialnymi za rejestr nadużyć seksualnych na dzieciach w administracji przed wyznaczeniem jakiegoś brata na sługę pomocniczego? Każdy starszy, który próbował polecić skazanego molestera na sługę, może powiedzieć, że takie osoby nie zostaną powołane, ponieważ Towarzystwo Strażnica będzie sprawdzać i wiedzieć, czy figurują one zarówno w rządowych jak też ŚJ rejestrach przestępców seksualnych.
List z dnia 1 czerwca 2001 r stanowi dowód na to, że w bazie danych znajdują się nazwiska molestujących dzieci skazanych przez sąd. Mówiąc o rodzajach osób, które powinny być umieszczone w bazie danych, stwierdza się:
„Ponadto osoby, które zostały skazane przez sąd karny jako winne nadużycia wobec dzieci powinny zostać włączone do wykazu”.
W istocie Towarzystwo chciało mieć po prostu pewność, że nawet ci którzy dopuścili się molestowania, ZANIM zostali Świadkami Jehowy będą dodani do rejestru. Zatem list z dnia 20 lipca 1998 r. wyjaśnia:
„Sprawozdania wskazują, że niektórzy starsi uważają iż ten kierunek nie ma zastosowania, jeśli przed chrztem doszło do molestowania seksualnego dziecka, ale nawet w takiej sytuacji starsi powinni napisać do Biura Oddziału ŚJ. Nawet jeśli wydarzyło się to wiele lat temu i gdyby jakiekolwiek grono starszych w zborze jeszcze nie zgłosiło takiej sprawy, powinno to uczynić natychmiast”.
Jednym z powodów dla nich by tak postępowali jest fakt, że jeśli wyznaczą byłego skazanego molestera na sługę pomocniczego, mogą oskarżyć go jeśli ponownie będzie się on znęcał seksualnie i otworzyć przyczyny lub powody zalegające w postępowaniu sądowym jego dawniejszych przestępstw. A Towarzystwo nie chce w żaden sposób takich spraw sądowych. Jest to jeden z powodów dla tworzenia bazy danych w pierwszej kolejności. Ponieważ powyższy faks wskazuje, że jest to konieczne i bardzo pomocne w wysiłkach na rzecz ochrony dzieci przed krzywdzeniem.
Przeciwnicy Świadków Jehowy często krytykują Biuro za to że gromadzi ono nazwiska osób znajdujących się w „tajnej bazie danych”, jak to nazywają i że nie są udostępniane publicznie. Ale gdyby tak uczyniło wówczas otworzyłoby je na wiele spraw sądowych. Mogłoby ponosić odpowiedzialność i nawet naruszyć postanowienia sądu w przypadku odszkodowań, jeśli nierozważnie na oślep i jak leci ujawniłoby publicznie informacje o nazwiskach w bazie danych. Byłoby to po prostu nieetycznie i moralnie niepoprawne. Ale czy Bill Bowen ujawnia tę listę wszystkich molestujących na swojej stronie Silentlambs, o której twierdzi że wie że taka znajduje się u Świadków Jehowy? Twierdzi, że posiada bazę danych z ok. 7000 ofiar pedofilów wśród Świadków Jehowy, ale czy demaskuje tych oskarżonych pedofilów przez ujawnienie ich imion publiczne? Zobaczmy.
Bill Bowen uczestnicząc swego czasu w znanym anglojęzycznym forum internetowym (Jehovah’s Witnesses Discussion Forum) zamiesił tam takiej oto treści wpis:
„Jeżeli chodzi o publiczne zamieszczanie nazwisk poszczególnych osób, które dopuściły się molestowania to nie zachęcamy do tego typu działań, ani też Silentlambs celowo nie podaje takiej listy do publicznego wglądu. Okazyjnie w „Księdze Gości” może się to wymsknąć, ale staramy się zachować te informacje. Dlaczego? Ponieważ byłoby to nieuczciwe. Kiedyś pomyślałem sobie, żeby Silentlambs zapraszało molestujących i podawało ich nazwiska, a następnie jeśli by zechcieli, to również do wyjawiania ich działań. Kiedy chcesz tak zrobić to wszystko zaczyna się bardzo komplikować. Po konsultacji z adwokatami przekształciliśmy się w formułę jakiej teraz używamy. Anonimowy przekaz wszystkich historii…”
Co? Czy ma to oznaczać że najbardziej otwarty krytyk Strażnicy w sprawie nadużyć seksualnych Bill Bowen ma swoją osobistą „tajną bazy danych” której nie chce ujawnić?
Kiedy Bill Bowen udzielił wywiadu pewnej stacji radiowej prowadzonej przez Meria Hellar tak oto wypowiedział się o swojej „tajnej bazie danych”:
„Ze względów prawnych nie zamieszczam listy nazwisk na swojej stronie internetowej i zachowuje to jako prywatne”.
Innymi słowy, jest to zadziwiająco podobne do poczynań Towarzystwa Strażnica w tej samej kwestii. Bowen nie podaje do wiadomości publicznej swojej pedofilskiej listy i przechowuje ją na osobności. Dlaczego? Zwróć uwagę że Bowen powziął taką decyzję dopiero „po konsultacji z adwokatami” i „ze względów prawnych”. Wychodzi na to że w swoich działaniach w tym momencie niczym się nie różni od Strażnicy. Wydaje się zatem, że prawnicy Bowena i prawnicy Strażnicy uważają Bowena za zwykłego hipokrytę.
Ale niektórzy przeciwnicy utrzymują, że ani prawnicy Świadków Jehowy, ani też starsi zborów nie przestrzegają polityki Towarzystwa w zakresie nadużyć seksualnych zamieszczanej w listach od Ciała Kierowniczego i publikacjach. Twierdzą, że jednak na osobności przedstawiciele Towarzystwa podają inne instrukcje starszym niż te które zamieszczają w listach. Czy to rzeczywiście ma sens?
XIV. Porozmawiaj z moim prawnikiem.
Niektórzy przeciwnicy twierdzą, że oficjalna polityka prowadzona przez prawników Towarzystwa Strażnica w zakresie nadużyć na tle seksualnym jest tylko „zasłoną dymną”, mającą na celu wprowadzać w błąd opinię publiczną i tym samym ukryć prawdziwe oblicze takiej polityki Strażnicy. Ale pomyśl:
Czy wydaje się rozsądne, żeby prawnicy doradzający Towarzystwu Strażnica nakłaniali je, aby zalecało ono ofiarom nie zgłaszać władzom przestępstw seksualnych pod grozbą wykluczenia? Czy mówili by, żeby powoływać byłych molestujących na odpowiedzialne stanowiska w zborach? Byłoby to zaproszeniem do wszczynania kolejnych spraw sądowych. Czy prawnicy Strażnicy są tak głupimi i niekompetentnymi w kwestii molestowania dzieci, ale za to genialnymi prawnikami w innych sprawach prawnych, jak wywalczenie wolności i swobód religijnych dla Świadków Jehowy? To sprzeciwia się logice. Czy chciałbyś zobaczyć niektóre wypowiedzi prawników Strażnicy, którzy wykazali, że ich rada jest zgodna z polityką Strażnicy?
Oto kilka cytatów Mario Moreno, radcy prawnego Towarzystwa Strażnica.
Z Paducah Sun 1-28-01:
Kiedy zapytano go, czy rodzice ofiary mogliby powiedzieć swoim współbraciom dlaczego członek zboru [który molestował] jest wykluczony, Moreno odrzekł:
„To ich wybór. Nie mówimy im tego, ale to byłby ich wybór”.
Louisville Courier-Journal, 1-4-01:
„Jeżeli istnieje prawo nakazujące zgłoszenie na policję, które ma precedens w stosunku do wszelkiej poufności, czy to w polityce kościoła czy w ustawie … W stanach, w których nie ma wymogu zgłaszania, jest to inny scenariusz … Starsi mogliby zadecydować, że ofiara zostałaby przeniesiona z dala od sprawcy lub rodzica, opiekuna ofiary, a nawet mogliby wnieść oskarżenie, albo zgłosić nadużycie policji”.
„Ofiarom i ich rodzicom wolno szukać pomocy ze strony policji lub terapeutów i nie powinniśmy winić kościoła, jeśli tego nie chcą. Rodzice są zachęcani do robienia wszystkiego, co trzeba zrobić, aby chronić swoje dziecko”.
„Nie popełnili grzechu ci którzy obracają się przeciwko Świadkowi Jehowy poprzez zgłoszenie popełnienia przez niego przestępstwa do władz i jest to bardzo osobista decyzja”.
„To nie jest biblijne: nauczamy z Pisma Świętego, a Pismo Święte nie mówi 'Jeśli złożysz oskarżenia przeciwko sprawcy przemocy, będziesz miał wieczne potępienie’. Ten, kto jest w niebezpieczeństwie wiecznego potępienia – to sprawca a nie ofiara.”
Zgodnie z artykułem CBS AP News z dnia 29 lipca 2003 r., Doradca generalny Towarzystwa Strażnica, Philip Brumley zaprzeczył, że:
„… kościół zniechęca ofiary lub ich rodziców do pójścia na policję”.
Gazeta dalej cytuje Brumley’a:
„Gdzie zarzuty molestowania są potwierdzone, zbór zabrania sprawcy sprawować jakąkolwiek władzę”.
Jak widać z powyższych cytatów doradztwo i instrukcje od prawników Strażnicy nie różnią się od tych, które są na piśmie. Ale czy prawnicy ŚJ twierdzili, że ani starsi, ani Towarzystwo Strażnica nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za ochronę dzieci?
XV. Zgłaszanie obowiązku powierniczego
Robert King jako jeden z zagorzałych zwolenników organizacji Silentlambs tak się wypowiedział o prawnikach Towarzystwa Strażnica:
„Zaprzeczyli Jehowie twierdząc, że starsi chrześcijańscy nie są odpowiedzialni przed Bogiem za ochronę dzieci przed zbrodniami Zboru Świadków Jehowy”.
Ale czy naprawdę tak prawnicy twierdzili? Tym co argumentowali prawnicy Towarzystwa w sądzie cywilnym w New Hampshire w sprawie Holly Bery przeciwko Towarzystwo Strażnica było, że:
„starsi nie mieli powierniczego obowiązku chronienia powodów przed nadużyciem”
Według internetowej encyklopedii Wikipedia czytamy, że:
„obowiązkiem powierniczym jest legalny związek między dwiema lub większą liczbą stron”.
Dlatego twierdzili, że Towarzystwo Strażnica i starsi nie mają „prawnego związku” z powodami w tym przypadku. Ponieważ nie byli prawnymi opiekunami dzieci, ani nie byli mianowani na powierników nad dziećmi, nie powinni być więc uważani za „legalnie” odpowiedzialnymi za działania przeciwko dzieciom. Nie mieli prawa wspólnego lub powierniczego (prawnego związku lub powiernictwa) wobec dzieci. Tak na prawdę to rodzice ponoszą odpowiedzialność prawną za własne dzieci, a nie z Towarzystwo Strażnica lub starsi.
I to jest logiczne i poprawne. Jest to zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Nigdy nie twierdzili, że „starsi nie mają żadnej odpowiedzialności przed Bogiem, aby chronić dzieci”. W rzeczywistości tak się nie stało. Chodziło o ich prawną odpowiedzialność wobec dzieci. Skarga została oddalona przez sąd, ponieważ większość sędziów w tej sprawie uważała, że Towarzystwo Strażnica ma rację w swojej argumentacji. King twierdził jednak, „nie ma znaczenia, że większość sędziów Sądu Najwyższego z Nowego Jorku zgodziła się z obroną Strażnicy …”. Może teraz King uważa, że jest wyznaczonym strażnikiem w sądach i musi zaoferować mu swoją interpretację ważności i legalności ich decyzji. Ale w przeciwieństwie do tego co powiedział King większość sędziów zdała sobie dokładnie sprawę z tego, co prawnicy Strażnicy rozumieli przez powiernictwo. A zatem sprawa przeciwko niej została oddalona a decyzja została uwzględniona.
King próbuje mimo to nadać inny sens wypowiedziom prawników Strażnicy: „mówiąc żargonem prawnym, czy jednak chrześcijańscy starsi nie mają obowiązku – świętego powiernictwa – uczynić wszystko co w ich mocy, aby chronić dzieci przed nadużyciem? Wszyscy Świadkowie Jehowy znają odpowiedź na to pytanie…” Jako nastolatek mógłbyś odpowiedzieć jednym słowem: „Tak! Nie sposób się z tym nie zgodzić”? Wszyscy w zborze, w tym starsi, powinni robić wszystko co w ich mocy, aby chronić dzieci przed nadużyciami i wszelkimi innymi niebezpieczeństwami. Towarzystwo Strażnica nigdy nie argumentowało inaczej.
Ale prawda jest taka, że to rodzice są odpowiedzialni prawnie i w każdy inny sposób za ochronę swoich dzieci. Dlaczego rodzice mieliby się spodziewać, że taka odpowiedzialność będzie przeniesiona na innych? Czy rodzice mogą zatem w takim układzie pozwać Towarzystwo Strażnica i starszych, gdy sami są odpowiedzialni za ochronę własnych dzieci? Jeśli rodzice nie zgłosili nadużycia, więc nie mają prawa winić za to nikogo, ale co jedynie samych siebie.
Znowu ktoś powie „Ale starsi kazali mi nie zgłaszać tego do władz!” To jest zwykłe roszczenie osób wnoszących skargę przeciwko Towarzystwu Strażnica. Ale czy pamiętasz, co mówili często nasi rodzice, kiedy byliśmy młodzi: „Jeśli ktoś powie ci żeby skoczyć z mostu…?” Jak często publikacje Strażnicy mówiły Świadkom Jehowy, żeby badali wypowiedzi innych i nie wierzyli ślepo we wszystko co ktoś inny im mówi. Jeśli instrukcje starszych do członków zboru są sprzeczne z Biblią lub publikacjami Strażnicy [w tym przypadku publikacje, listy do starszych sugerowały zgłaszanie nadużycia do władz jeśli tego wymagało prawo i starsi nie zakazywali], to czy członkowie powinni przestrzegać tych instrukcji? Nie, zgodnie ze Strażnicą z 1.04.1988, strony 29-30 która stwierdza:
„A jak się rzecz ma ze zwierzchnością w zborze chrześcijańskim? Z uwagi na fakt, że jednostki pełniące odpowiedzialne funkcje powoływane są pod działaniem ducha świętego, a swoje rady i napomnienia opierają na Słowie Bożym, możemy być pewni, iż posłuszeństwo wobec odpowiednio zamianowanych przełożonych w zborze jest jak najbardziej na miejscu (Dzieje Apostolskie 20:28; Hebrajczyków 13:17). Nie znaczy to jednak, że mamy słuchać takich osób bez zwracania należytej uwagi na to, co mówią. Dlaczego? Apostoł Jan udzielił następującej rady: „Nie wierzcie każdej inspirowanej wypowiedzi, ale sprawdzajcie inspirowane wypowiedzi, aby stwierdzić, czy pochodzą od Boga” (1 Jana 4:1). Nie idzie o to, by podejrzliwie przyjmować wszystko, co ktoś mówi. Powinniśmy natomiast zachowywać w pamięci słowa apostoła Pawła z Listu do Galatów 1:8: „Choćbyśmy nawet sami albo chociażby anioł z nieba opowiadał wam jako dobrą nowinę coś poza tym, co my wam opowiedzieliśmy jako dobrą nowinę, niech będzie przeklęty. Czy podawana informacja nie różni się od tego, czego nas uczy „niewolnik wierny i rozumny”? Czy osoba rozpowszechniająca daną wiadomość czyni to ku chwale imienia Jehowy, czy też próbuje wywyższać siebie? Czy poruszana myśl jest zgodna z całokształtem nauk Pisma Świętego? Pytania takie pomogą nam „sprawdzić” wszystko, co mogłoby budzić wątpliwości. Polecono nam: „Upewniajcie się o wszystkim; trzymajcie się mocno tego, co szlachetne.”
Jasne jest więc, że jeśli starsi błędnie podają informacje lub instrukcje, które są sprzeczne z instrukcjami Biblii lub publikacjami Towarzystwa, to rodzice i członkowie zboru nie są zobowiązani do przestrzegania tych wadliwych instrukcji. Nie zwalnia też rodzica z jego odpowiedzialności za to, co jest konieczne do ochrony własnych dzieci. Powściągliwy obowiązek nadal spoczywa na barkach rodziców.
Ani samo Towarzystwo Strażnica ani starsi nie mogą być spotwarzani przez Prawo, kiedy dzieci Świadków Jehowy są przez kogoś molestowane. Podobnie jak wtedy gdy jakiś Świadek Jehowy okradnie bank, dopuści się morderstwa czy innego wykroczenia. Świadkowie Jehowy uczą, że wszystkie te akty są przestępstwami, wykluczają za to ze zboru i uciekają od osób uprawiających takie przestępstwa. To samo dotyczy molestujących dzieci. Czy wyobrażasz sobie, że każda religia i jej przywódcy mieliby być prawnie odpowiedzialni za przestępstwa, które popełnili członkowie ich religii? Nastąpiła by wówczas istna powódz procesów sądowych!
Wyobraz sobie teraz jak zareagowali by na apostaci, gdyby Towarzystwo stwierdziło że ma prawo do prawnego powiernictwa nad dziećmi Świadków Jehowy? Zaraz powiedzą ci „czy nie wystarczy, że kontrolują osoby dorosłe? A teraz jeszcze nawet dzieci! Strażnica rości sobie prawo do opieki nad naszymi dziećmi! Nie chce narażać ich na nadużycia, ale też chce, by były jak Strażnica!”
Czy chciałbyś przeczytać więcej o przypadku Berry Vs Strażnica i innych sprawach przeciwko Towarzystwu Strażnica i starszym?
XVI. Przypadek Poisson…
Jedną z najbardziej znanych spraw, które zostały wszczęte przeciwko Towarzystwu Strażnica jest ta, którą dzieci Sary Poisson wniosły na zlecenie organizacji Silent Lambs. Pani Poisson zeznała, że jej mąż molestował seksualnie dwójkę ich dzieci, a starsi stali i nic nie robili. Pewnie słyszeliście również twierdzenia, które starsi jej powiedzieli, aby nie zgłaszać nadużycia do władz i nie szukać fachowej pomocy. Ale czy to prawda? Czy jest to może tylko kolejne fałszywe opowiadanie powtarzane przez niedoinformowanych przeciwników Świadków Jehowy?
Możesz przeczytać artykuły na ten temat:
W tej kwestii są oświadczenia sióstr Heather i Holly Berry, które twierdzą, że zgromadzenie Świadków Jehowy w Wilton zignorowało skargi matki, o to że ich ojciec molestował je seksualnie. Paul Berry, poprzednio z Greenville, wykorzystywał dziewczęta (w wieku 3 i 10 lat) seksualnie i fizycznie w latach osiemdziesiątych, gdy byli między sobą, a Paul Berry został skazany za atak na Holly w 2000 roku i odsiaduje wyrok od 56 do 112 lat w więzieniu stanowym. W jednym przypadku został oskarżony o powieszenie Holly przez jej nadgarstki do haczyków na ścianie stodoły. Gdy ich matka, Sara Poisson, zgłosiła nadużycie starszym od sześciu do dziesięciu razy, kazali jej „być lepszą żoną i więcej się modlić.” Czy teraz chciałbyś zobaczyć, jakie są stwierdzenia, zeznania i decyzja sądu?
Prawda jest taka, że świadectwo Sary Poisson rzeczywiście ujawnia, iż nigdy nie powiedziała ona starszym o wykorzystywaniu seksualnym, kiedy dzieci były jeszcze w domu. Skąd o tym wiadomo? Zwróć uwagę na oświadczenie Sary Poisson w fazie skazania Paula Berry. Poisson zeznała wtedy:
„Pracownik socjalny odwiedził mnie i poinformował mnie, że muszę usunąć Paula z domu o 5 tej w tym dniu i że zabierze moje dzieci z dala ode mnie. Przede mną była decyzja – Prawdziwa decyzja – wybrać Boga jak mu obiecałam w tamtym czasie, albo wybrać moje dzieci. Wybrałam dzieci, wybór ten doprowadził do lat skrajnego ubóstwa, a cały zbór odwrócił się od nas”.
Potem zauważ, co działo się znacznie później, gdy córka dorosła do wieku dojrzałości. Sara Poisson kontynuuje swoje zeznania:
„Nie miałam wieści od Holly przez 18 miesięcy, gdy zadzwoniła pewnego dnia z Indiany, chciała wrócić do domu, wysłałam jej bilet autobusowy i zabrałam ją do (Ascutney), Vermont. Była chuda, chora i miała pasożyty. Kiedy wysiadła z tego autobusu, spytała mnie 'Dlaczego na to pozwoliłaś?’ Odpowiedziałam 'Dlaczego pozwoliłam, aby co się stało?’ I to był pierwszy raz kiedy usłyszałam o seksualnym nadużyciu, które jej się przydarzyło.”
Czy zauważyłeś, że według zeznań Sary Poisson w sprawie skazania Paula Berry dowiedziała się ona o seksualnym wykorzystywaniu swoich dzieci po raz pierwszy w znacznie późniejszym terminie, niż odbyła się rozmowa ze starszymi. Nie mogła zatem opowiedzieć starszym o jakimkolwiek molestowaniu seksualnym przez Paula Berry. Silent Lambs próbują zdyskredytować Towarzystwo Strażnica poprzez rozpowszechnianie nieprawdy. Nic dziwnego, że Towarzystwo w skardze przeciwko niemu zaprzeczyło jej:
„Zbór Świadków Jehowy kwestionuje twierdzenia sióstr, a prawnik Donald Gardner z Manchesteru powiedział, że starsi zboru nie wiedzieli o nadużyciach, na długo potem aż do czasu gdy policja wszczęła śledztwo.”
Ale jest jeszcze coś więcej. Świadectwo Sary Poisson dotyczące jej pierwszego podejrzenia o molestowanie seksualne w fazie skazania w procesie Paula Berry jest również sprzeczne:
„W tym czasie Heather, która była bardzo młoda, zaczęła zachowywać się dziwnie, odmawiała spania w swoim łóżku, woląc spać w wannie, rzucała różnymi przedmiotami w swego ojca i stała się bardzo agresywna. Heather była taką dziewczynką, która przynosiła mi zwiędłe mniszki. Podejrzewałem, że Paul wykorzystywał ją seksualnie, zaczęłam zadawać pytania specjalistom i pojechałam z Heather do poradni. Ta sytuacja ciągnęła się latami i nadużycia wciąż trwały”.
Co to ujawnia?
1. Załóżmy na chwilę, że Sara Poisson mówi prawdę, czyli że starsi doradzili jej aby nie zgłaszała nadużycia do władz, ale żeby zatrzymała to w zaciszu domowym. Nie usłuchała ich w pełni, gdyż jak przyznaje, szukała pomocy na własną rękę poza Organizacją w poradni do spraw nadużyć. Tak, faktem jest i wiemy że Świadkowie Jehowy nie potępiają otrzymywania pomocy od profesjonalistów. Nie karzą ani nie dyscyplinują za to członków że zgłosili nadużycie władzom. Jest to indywidualna decyzja każdej osoby.
2. Heather otrzymała pomoc prawną i została przesłuchana przez specjalistów. Trzeba się zastanowić, dlaczego ci doradcy i specjaliści nie donoszą do organów ścigania o nadużyciach fizycznych i seksualnych dzieci? Dlaczego Heather nie wszczęła pozwu przeciwko tym profesjonalistom, którzy na pewno dużo nauczyli się o nadużyciach i doradzaniu dziecku jak i samej Sarze Poisson?
3. Poisson przyznaje, że ta sytuacja trwała od lat i nie miała żadnego dowodu, aż do momentu kiedy Holly powiedziała jej o tym. Nie mogła i nie chciała mówić starszym, że jej córki są molestowane seksualnie, ponieważ według niej, ona tego nie wiedziała. Takie są fakty. Ci, którzy słuchali i wierzyli w inny sposób, muszą z pewnością uświadomić sobie, że zostali uwikłani w kłamstwa Silentlambs i Sary Poisson.
Mógłbyś zwrócić uwagę na inne fałszywe wypowiedzi Sary Poisson np. jeśli chodzi o szkolnictwo u Świadków Jehowy, powiedziała tak:
„Kobietom nie wolno podejmować edukacji”.
Oczywiście jest to nieprawda. Powiedziała też:
„Pracownik socjalny odwiedził mnie i poinformował, że muszę usunąć Paula z domu o 5 tej w tym dniu i że zabierze moje dzieci z dala ode mnie. Przede mną była decyzja – Prawdziwa decyzja – wybrać Boga jak mu obiecałam w tamtym czasie, albo wybrać moje dzieci. Wybrałam dzieci, wybór ten doprowadził do lat skrajnego ubóstwa, a cały zbór odwrócił się od nas”.
Kolejna fałszywa wypowiedź. Nie ma dyscypliny sądowej przeciwko osobie oddzielającej się od męża. Nie było decyzji, aby wybrać Boga lub wybrać swoje dzieci. Mogła łatwo podjąć obie decyzje naraz jeśli chciała. Wielu zostało oszukanych kłamstwami Sary Poisson i Silent Lambs.
W 2002 roku reporter BBC Betsan Powys przeprowadził wywiad z Sarą Poisson i jej córką Heather. Oświadczenia są dość odkrywcze w poszukiwaniu prawdy w tym przypadku.
POWYS: Nawet po tym, jak powiedziałaś im [starszym], że jej ojciec wykorzystywał seksualnie Heather, nic się nie zmieniło?
POISSON: Nie, nie. No tak, wszystko się zmieniło, byli dla mnie gorsi.
Zwróć uwagę na stymulowanie. Według jej własnego zeznania, które pokazaliśmy powyżej nie miała pojęcia o seksualnym wykorzystywaniu, kiedy rozmawiała z starszymi. Jak im o tym powiedziała? Skłamała pod przysięgą, gdy zeznawała lub kłamie w tym wywiadzie. Zauważ, jak kontynuuje.
POWYS: W końcu trzeba było podjąć decyzję. W szkole widać było siniaki na jej dzieciach. Pracownicy socjalni, dali jej wybór „albo zostawisz męża albo my zabierzemy dzieci ze sobą”. Ale wiedziała, że gdyby go zostawiła wówczas zbór odciąłby się od niej i w sensie przenośnym skazał na śmierć.”
POISSON: W tym momencie musiałam podjąć decyzję między Bogiem a moimi dziećmi i wiedziałam … dobrze wtedy wiedziałam, że jeśli wybrałabym moje dzieci, nie mogłabym się modlić, ale już mnie to nie obchodziło. Więc straciliśmy wszystko w jednym dniu.”
POWYS: „Sarah Poisson nie miała życia poza Salą Królestwa, a kiedy zbór ją wyrzucił, nie miała innego wyboru niż odejść. Straciła dom i przyjaciół, którzy ją odtąd otwarcie unikali, była bezdomna i bezrobotna.
Dlaczego została odrzucona i usunięta ze zboru? Czy z powodu separacji od męża? Możesz nam wierzyć lub nie, ale każda uczciwa i rozsądna osoba wie, że nie zostanie wykluczona z tego powodu. Nie ma odrzucenia z powodu separacji od współmałżonka, a nawet ich rozwiedzenia. Podstawy do wykluczenia pojawiłyby się dopiero po ponownym zawarciu małżeństwa, nie mając powodów biblijnych (rozpusta) aby je zawrzeć.
POWYS: Heather Berry i jej siostra Holly Brewer przybyli tu z New Hampshire a mężczyzna ich ojciec, który molestował je seksualnie, został skazany na co najmniej 56 lat.
HEATHER: Jestem Heather z New Hampshire. Nie chcę opowiadać mojej historii, ale dzisiaj słyszałem słowo „ofiara” zbyt wiele razy, a my wszyscy stoimy tu dziś, stoimy wysoko i dumni, mówiąc że to się zdarzyło i że nie może się zdarzyć, jesteśmy ocalałymi, my walczymy, więc my nie jesteśmy ofiarami”.
POWYS: Są to pierwsi z tych ocalałych, którzy biorą udział w walce o to, że zbór nie zrobił niczego, gdy byli wykorzystywani, a potem jeszcze skazani na ostracyzm, gdy wezwali policję.
HEATHER: Cieszę się, że przyszłam i jak już powiedziałam, zrobię to jeszcze raz, i znowu i tyle razy ile będzie trzeba, aby zmienić politykę i rzeczy które stale się ukrywa.
Czy wierzysz, że starsi w zborze tak z nimi postąpili, za to że pojechali na policję? Jak strasznie musi organizacja Strażnicy karać swoich członków za zgłaszanie zwykłego przestępstwa? Czy tak odważna była Sara Poisson, która w końcu zignorowała instrukcje starszych narażając się na ostre oskarżenia i poinformowała policję? Czy tak naprawdę się stało? Później w wywiadzie, co zostało powiedziane już wcześniej, wyszło na jaw kto naprawdę to zgłosił.
POWYS: W końcu trzeba było podjąć decyzję. W szkole widać było siniaki na jej dzieciach. Pracownicy socjalni, dali jej wybór „albo zostawisz męża albo my zabierzemy dzieci ze sobą”. Ale wiedziała, że gdyby go zostawiła wówczas zbór odciąłby się od niej i w sensie przenośnym skazał na śmierć.
POISSON: W tym momencie musiałam podjąć decyzję między Bogiem a moimi dziećmi i wiedziałam … dobrze wtedy wiedziałam, że jeśli wybrałabym moje dzieci, nie mogłabym się modlić, ale już mnie to nie obchodziło. Więc straciliśmy wszystko w jednym dniu.
Pracownicy socjalni byli świadomi sytuacji w szkole. Dzieci miały być usunięte z obecności ojca. Policja musiała zostać poinformowana o tym aby nastąpiło śledztwo w sprawie karnej. Sara Poisson nie miała absolutnie żadnego wyboru, jeśli chodzi o rozmowę z policją. Jak mogła być poddana ostracyzmowi za to ze strony starszych, jeśli nawet nie zainicjowała kontaktu z policją?
1. Czy starsi ukarali ją dyscyplinarnie w jakikolwiek sposób za to że zgłosiła sprawę na policję? Czy policja wszczęła śledztwo dopiero za jej sprawą? Nie, obydwa przypadki nie są prawdziwe.
2. Czy była oskarżona przez starszych za kontakt z policją lub odłączenie się od męża? Ponieważ Świadkowie Jehowy nie są karani za zgłaszanie przestępstw lub separację, trzeba przyznać, że jej zarzuty wobec starszych są kłamstwem.
Zatem z wywiadu i zeznań Sary Poisson wynika, że to ona a nie Towarzystwo Strażnica kręci w zeznaniach.
W każdym bądz razie sąd oddalił zarzuty przeciwko starszym i Towarzystwu, a potem orzekł co następuje:
„Nie zgadzamy się również z twierdzeniem stron, że istnieją szczególne okoliczności w tym przypadku, aby pokusy i szanse na popełnienie przestępstwa karnego Berry zostało stworzone przez Strażnicę i Zbór w Wilton. Nie ma żadnych zarzutów, wobec starszych z tego zboru, wskazujących na to że przyczynili się do popełnienia nadużycia seksualnego Berry na jego córkach. Jak wspomniano, nie było żadnych zarzutów, że domniemane nadużycia miały miejsce na terenie zboru lub w działalności związanej ze zborem. Starsi nie działali w jakikolwiek inny sposób niż jedynie przez dostarczanie duchowych wskazówek i biblijnych porad na prośbę matki powodów.”
Jak widzisz Towarzystwo Strażnica nigdy nie straciło ani jednego pojedynczego pozwu o nadużycia wobec dzieci. A co z przypadkiem Vicki Boer? Czy nie przegrali tej sprawy? I nie musieli płacić Vicki Boer?
XVII. Cała nudna prawda
W Kanadzie Vicki Boer wniosła pozew cywilny przeciwko starszym ze swojego byłego zboru oraz Towarzystwu Biblijnemu i Traktatowemu Strażnica, domagając się 700 000 dolarów odszkodowania za molestowanie jej dziecka przez ojca, który był Świadkiem Jehowy. Twierdził on, że dopuścili się zaniedbań, naruszyli swoje obowiązki, odradzali jej kontakt z władzami i szukanie profesjonalnej pomocy. Co ustalił sąd?
Sędzia przewodnicząca Anne Molloy orzekła, że Towarzystwo Strażnica i starsi nie ponieśli winy i nie przyczynili się do ani w żaden sposób nie promowali wykorzystywania seksualnego dzieci. Sąd stwierdził: „W faktach nie ma podstaw do przyznania odszkodowania za straty moralne. Większość zarzutów wobec pozwanych nie została poparta faktami. Pozwani, którzy kontaktowali się z powódką, nie żywili do niej złej woli. Uznali prawdziwość jej zeznań, współczuli jej sytuacji i nie chcieli jej skrzywdzić. Roszczenie o odszkodowanie za straty moralne zostaje oddalone”.
Odnosząc się do ustaleń dotyczących tego, czy starsi doradzili Boer, aby nie zgłaszała sprawy władzom i nie szukała pomocy u specjalisty, sędzia bardzo jasno przedstawiła swoje ustalenia: „Pozwani nie poinstruowali powódki, aby nie korzystała z pomocy medycznej. Sama zdecydowała się nie szukać pomocy u specjalisty wbrew radom starszych i pana Mott-Trille. Pozwani nie poinstruowali powódki, aby nie zgłaszała przypadków znęcania się nad jej ojcem. Wręcz przeciwnie, pozwani polecili panu Palmerowi (sprawcy przemocy) zgłosić się do CAS, a następnie bezpośrednio upewnili się, że to zrobił”.
Czy wiesz, że starsi nakazali panu Palmerowi zgłosić się nie tylko raz, ale dwa razy? Kiedy lekarz, któremu po raz pierwszy zgłosił sprawę, nie zgłosił jej do Towarzystwa Pomocy Dzieciom (CAS), starsi nalegali, aby osobiście zgłosił sprawę do CAS. Zwróć uwagę na zapis sądowy orzeczenia sędziego Molloya: „[73] … zarówno Mary, jak i Gower Palmer byli u lekarza 29 stycznia 1990 roku. Pan Cairns (starszy w tej sprawie) zgłosił do centrali Towarzystwa Strażnica, że pan Palmer rozmawiał tego dnia z lekarzem, ale lekarka zaznaczyła, że nie jest pewna, czy w tej sytuacji istnieje obowiązek zgłoszenia się do CAS (prawdopodobnie dlatego, że skarżąca nie była już dzieckiem).
[74] Kilka dni później pan Cairns i pan Didur (starszy z Betel) ponownie rozmawiali telefonicznie. Pan Cairns zeznał, że pan Didur polecił mu dopilnować, aby zgłoszenie zostało złożone do Towarzystwa Pomocy Dzieciom, ponieważ nie było pewne, czy lekarz Palmerów się zgłosi. Pan Cairns zadzwonił zatem do pana Palmera i powiedział mu, aby osobiście zgłosił się do CAS. Pan Palmer poinformował starszych, że zabrał ze sobą żonę i dwoje najmłodszych dzieci do Towarzystwa Pomocy Dzieciom i zgłosił im sprawę. Pan Brown zeznał, co potwierdzam, że natychmiast po tym osobiście zadzwonił do biura CAS, aby potwierdzić, że zgłoszenie zostało złożone. Powód przyznaje, że pan Palmer faktycznie zgłosił się do Towarzystwa Pomocy Dzieciom.
Co więcej, sędzia Molloy wyraźnie orzekła, że „pamięć” Vicki Boer dotycząca tego, co się wydarzyło, nie pokrywała się z faktami, co później stwierdziła w swoim orzeczeniu: „Orzekłam już, że nie akceptuję zeznań pani Boer, że starsi kazali jej nie szukać pomocy medycznej i nie zgłaszać nadużyć władzom. Były to ważne kwestie, co do których była pewna w swoim umyśle. Jej pamięć w tej kwestii była niedokładna”.
Sędzia Molloy zbadała również podobne sprawy ze Stanów Zjednoczonych i szczerze stwierdziła w swoim orzeczeniu: „Dochodzę do wniosku, że gdyby powództwo pani Boer zostało wniesione w Stanach Zjednoczonych, prawdopodobnie skutkowałoby oddaleniem sprawy w trybie sumarycznym na podstawie tych przypadków”.
Jednakże, mimo że sędzia Molloy w swoim orzeczeniu dotyczącym starszych stwierdziła również, że „współczuli powódce. Rozumiała, że uwierzyli w jej wersję wydarzeń… Rozsądnie i wręcz słusznie w danych okolicznościach zadbali o to, by głos powódki został wysłuchany i by nie polegali wyłącznie na wersji wydarzeń przedstawionej przez pana Palmera…”, przyznała Boer 5000 dolarów odszkodowania za traumę, której doznała, konfrontując się z ojcem podczas spotkania śledczego ze starszymi, stwierdzając: „Spotkanie z 29 grudnia 1989 r. wyrządziło powódce krzywdę psychologiczną. Była wówczas w bardzo złym stanie, ponieważ dopiero zaczynała radzić sobie ze skutkami nadużyć ze strony ojca. Przyjmuję zeznania różnych ekspertów, w tym dr. Awada, że ta konfrontacja pogorszyła sytuację powódki”.
Ale drugą stroną wyroku jest to, że ten sam sąd nakazał Vicki Boer zapłatę Towarzystwu Strażnica 142 000 dolarów kosztów sądowych. W rezultacie wniesionego przeciwko niemu pozwu cywilnego Towarzystwo Strażnica uzyskało w sumie 137 000 dolarów. Wygląda na to, że kanadyjskie sądy nie lekceważą spraw opartych na „błahych zarzutach” i zmuszających kogoś do obrony „przed fałszywymi lub nieudowodnionymi zarzutami”.
Jak myślisz, ile duchowy doradca Burów, Bill Bowen i jego organizacja Silent Lambs, byli gotowi wnieść, aby pomóc Burom pokryć ich własne koszty sądowe w wysokości ponad 90 000 dolarów, które ponieśli, a także 137 000 dolarów, które zostali zobowiązani zapłacić Towarzystwu Strażnica? Najwyraźniej ich wkład, o ile w ogóle, nie był wystarczający, ponieważ mąż Vicki, Scott Boer, skomentował: „Prawie wyczerpaliśmy nasze fundusze na prowadzenie tej sprawy do tej pory i teraz jesteśmy w punkcie, w którym po prostu nie stać nas na apelację. Będziemy musieli po prostu zaakceptować wyrok, a jeśli będziemy musieli ogłosić upadłość, aby wygrać, to będziemy musieli ogłosić upadłość”.
Wygląda na to, że Silent Lambs, zachęcając do takich pozwów, przyczyniają się do dalszego finansowego wykorzystywania ofiar, które już padły ofiarą przemocy. Należy się zastanowić, czy to troska o ofiary przemocy motywuje organizację Bowena, czy też ich oczywisty cel, jakim jest zdyskredytowanie Towarzystwa Strażnica, który ich motywuje i pożera.
Samozwańczy strażnik E, Robert King, próbując przedstawić Towarzystwo Strażnica jako chciwą, żądną pieniędzy korporację, skomentował: „Nie muszą jej narzucać wyroku sądu. Najwyraźniej jednak Strażnica ma zamiar wyegzekwować wyrok sądu, aż do ostatniego grosza”.
Należy jednak zauważyć, że w przeciwieństwie do przedwczesnego osądu Roberta Kinga, który nie wykazał złej woli ani żądzy zemsty, Towarzystwo Strażnica zgodziło się hojnie uznać sprawę za wyrównaną i nie nalegało, aby Vicki Boer zapłaciła 137 000 dolarów zasądzonych im przez sąd. Wygląda na to, że ostatecznie Towarzystwo Strażnica wsparło finansowo Boerów bardziej niż organizacja Ciche Owce.
Dlaczego przyznano mi 5000 dolarów?
W świetle powyższego orzeczenia sędziego, dlaczego właściwie przyznał Boerowi początkowe 5000 dolarów? Oto jej uzasadnienie:
Najpierw zajmę się pierwszym spotkaniem, które odbyło się 29 grudnia 1989 roku. (Było to spotkanie konfrontacyjne). Powódka twierdzi, że uczestniczyła w tym spotkaniu tylko dlatego, że Sheldon Longworth doradził jej, aby uczyniła to w ramach stosowania Ewangelii Mateusza 18. Chociaż pan Longworth nie jest wymieniony jako pozwany, powódka argumentuje, że Strażnica pozwanego i/lub John Didur (starszy z Betel) ponoszą odpowiedzialność za postępowanie pana Longwortha. Ustaliłem, że pan Longworth powiedział powódce, że w tej sytuacji jest zobowiązana zastosować Ewangelię Mateusza 18. Stwierdziłem również, że rada pana Longwortha w tej kwestii wydaje się być sprzeczna z oficjalnym stanowiskiem Kościoła, który głosi, że Ewangelia Mateusza 18 nie ma zastosowania do tego rodzaju grzechu.
John Didur (starszy z Betel) jest oskarżonym. Zeznał na rozprawie, że Ewangelia Mateusza 18:15-18 nie ma zastosowania w tego typu sytuacji i że nigdy nie powiedziałby o tym Sheldonowi Longworthowi. Notatki pana Longwortha z jednej z rozmów z panem Didurem wskazują, że pan Didur powiedział mu, że Ewangelia Mateusza 18 ma tu zastosowanie. Z jego notatek wynika również, że pan Longworth rozmawiał z innymi doradcami w centrali i że co najmniej jeden inny starszy powiedział mu, że ma zastosowanie Ewangelia Mateusza 18. Dokładne wspomnienia pana Longwortha dotyczące tego, którzy starsi udzielili której rady, nie są wiarygodne, co szczerze przyznał w swoich zeznaniach. Możliwe, że pan Didur udzielił takiej rady, nie w pełni doceniając okoliczności. Możliwe również, że pan Longworth był zdezorientowany radą, którą otrzymał od pana Didura, lub że błędnie zapisał rozmowę jako przeprowadzoną z panem Didurem, podczas gdy w rzeczywistości była ona z kimś innym. Uważam pana Didura za przekonującego świadka. Nie jestem w stanie z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że to on polecił panu Longworthowi zastosowanie Ewangelii Mateusza 18, 15-18. W związku z tym nie ponosi on osobistej odpowiedzialności odszkodowawczej wobec powoda w związku ze spotkaniem z 29 grudnia 1989 roku.
( 1 ) Pozwany Towarzystwo Biblijne i Traktatowe Strażnica Kanady
[181] Sheldon Longworth nie jest wymieniony jako osobisty pozwany. Jednakże pani Boer skontaktowała się z panem Longworthem w jego roli starszego kościoła. Pan Longworth konsultował się przez cały czas z bardziej doświadczonymi doradcami w siedzibie głównej Świadków Jehowy i przekazywał ich rady powodowi. Działał przez cały czas jako agent pozwanego Towarzystwa Strażnica. Pozwany Towarzystwo Strażnica nie próbowało zdystansować się od postępowania Longwortha i innych starszych, którzy udzielali porad pani Boer w Toronto, ani zrzec się jakiejkolwiek odpowiedzialności za ich działania. Chociaż pozew mógłby być jaśniejszy w tej kwestii, uważam, że po uczciwej lekturze pisma procesowego i później dostarczonych szczegółów istnieje zarzut, że Towarzystwo Strażnica ponosi odpowiedzialność za szkodę poniesioną przez powódkę w wyniku udzielonego jej polecenia zastosowania Ewangelii Mateusza 18:15-18. W związku z tym stwierdzam, że pozwane Towarzystwo Biblijne i Traktatowe Strażnica Kanady ponosi odpowiedzialność wobec powódki za szkodę, którą poniosła w wyniku uczestnictwa w spotkaniu w dniu 29 grudnia 1989 r.
Krótko mówiąc, gdyby Sheldon Longworth postępował zgodnie z prawidłową polityką Strażnicy, Vicki Boer nie otrzymałaby nawet tych 5000 dolarów. To właśnie nieprzestrzeganie przez niego polityki Strażnicy skłoniło sędzię do wydania takiego orzeczenia. I chociaż nie udowodniono, że ktokolwiek w siedzibie Strażnicy udzielił bratu Longworthowi tak złej rady, sędzia i tak uznała, że Towarzystwo Strażnica powinno wypłacić 5000 dolarów w tej sprawie, ponieważ nie zdystansowało się od Sheldona Longwortha i jego rady dla Vicki Boer. Zatem 5000 dolarów zostało przyznane z powodu cierpienia emocjonalnego, jakiego Vicki Boer doznała w konfrontacji z ojcem za radą brata Longwortha.
Teraz zadaj sobie pytanie: Czy to wygląda na jakiś nikczemny plan lub złą politykę Towarzystwa Strażnica, czy może po prostu na błąd niedoskonałego człowieka, który stara się jak najlepiej uczciwie i szczerze wypełniać swoje obowiązki starszego, mając na względzie dobro innych?
Opinia sędziego na temat traktowania Boera
Czy sędzia w tej sprawie, przyznając Vicki Boer początkowe 5000 dolarów, uznał, że starsi byli wobec Boer surowi i nieczuli, że nie mieli na sercu jej dobra? Proszę zwrócić uwagę na poniższe komentarze sędzi w jej orzeczeniu:
„Jednakże pan Longworth (starszy) okazywał współczucie powoda i nie działał w żadnym własnym interesie.
…nie ma dowodów na to, że ludzie w centrali (WT) doradzający panu Longworthowi nie mieli najlepszych intencji.
Oni (starsi) okazali jej współczucie podczas spotkania.
Wierzyli, że postępują słusznie i nie zignorowali po prostu interesów powódki (Boer). Na przykład, podczas drugiego spotkania, chociaż omówili zarzuty dotyczące nadużyć z powódką, nie wymagali od niej przeprowadzenia tego ćwiczenia w obecności ojca. Podobnie, personel centrali, doradzający lokalnej starszyźnie, nie zrobił nic, co można by określić jako nielojalność lub działanie w złej wierze.
Nie ma dowodów na to, że unikali powoda ani że instruowali innych, aby to robili. Zatem nawet jeśli postrzeganie innych członków zgromadzenia było takie, jak opisuje pani Boer (co również nie zostało udowodnione), nie ma podstaw, aby obarczać winą za to oskarżonych.
Uważam za fakt, że żaden z oskarżonych nie kierował się złą wolą wobec powódki ani stronniczością na korzyść jej ojca. Działali szczerze i uczciwie, wypełniając swoje obowiązki jako starsi zboru. Nie było w tym elementu złej wiary.
Sędzia w ogóle nie uwierzył, że starsi lub Towarzystwo Strażnica byli wobec Vicki Boer nieczuli lub surowi.
Szczery błąd
Jeden z przeciwników polityki Świadków Jehowy wobec dzieci, który nazywa siebie E-Watchmanem, tak wypowiedział się na ten temat: „Jednak kiedy Vicki udała się do starszych, co jest obowiązkiem każdego dobrego Świadka Jehowy, który zgłasza poważny grzech, starsi powiedzieli Vicki, że musi zabrać ze sobą dwóch starszych, aby ponownie skonfrontować się z ojcem. Najwyraźniej Strażnica wbiła im do głowy, że tak właśnie należy postępować… Ewangelia Mateusza 18
Niestety, starsi najwyraźniej pomylili podręcznik dla starszych, ponieważ dla każdego, kto ma zdrowy rozsądek, powinno być oczywiste, że jedynym powodem, dla którego Jezus radził bratu zabrać ze sobą jednego lub dwóch innych, była odmowa wysłuchania osoby urażonej. W przypadku ojca Vicki tak nie było. Przyznał się do winy i przeprosił. Starsi nie mieli absolutnie żadnego uzasadnienia dla nalegania, by Vicki skonfrontowała się z nim, zwłaszcza że powiedziała starszym, jak przerażająca byłaby perspektywa kolejnej konfrontacji. Starsi powinni byli po prostu skonfrontować go ze świadomością, że już się przyznał.
Prawda jest jednak taka, że polityka Towarzystwa Strażnica nie zakłada, że ofiara powinna konfrontować się ze sprawcą twarzą w twarz. To nie jest strona z podręcznika dla starszych. Wbrew twierdzeniom Kinga, Strażnica z 1 listopada 1995 roku, nawet omawiając oskarżenie osoby, która nie przyznała się do molestowania seksualnego dziecka, wyraźnie stwierdza: „Jeśli oskarżyciel nie jest w stanie emocjonalnie stanąć twarzą w twarz, może to zrobić telefonicznie lub ewentualnie pisząc list”.
Choć King podstępnie próbuje oszukać swoich czytelników, w jednym względzie ma rację i to prawda, że starsi nie mieli absolutnie żadnego powodu, by nalegać na konfrontację Vicki z ojcem, a publikacje Strażnicy zgadzają się z tą oceną. Jednak King podstępnie przeinacza i podstępnie przekręca politykę Strażnicy, aby służyła jego celowi dyskredytowania Świadków Jehowy. I to nie starsi nalegali, aby Vicki Boer skonfrontowała się z ojcem, ani nie była to polityka Towarzystwa Strażnica, to jeden ze starszych doradził jej, aby skonfrontowała się z ojcem. Zwróćmy uwagę na słowa sędziego:
„Pozwani Steve Brown i Brian Cairns (starsi członkowie grupy na przedmiotowym spotkaniu śledczym) nie mieli pojęcia o przedmiocie spotkania z 29 grudnia 1989 roku, zanim wysłuchali go osobiście od pana Palmera i powódki. Dowiedzieli się o tym od obecnych członków rodziny, przeprowadzili kilka dochodzeń, aby upewnić się, że młodsze dzieci nie są w niebezpieczeństwie, i poinformowali Palmerów, że skontaktują się z nimi w sprawie dalszych działań. Ani pan Brown, ani pan Cairns nie byli odpowiedzialni za przebieg spotkania. Nie wiedzieli, że zastosowano Ewangelię Mateusza 18. Powódka nie poinformowała ich, że nie chce tam być, i nie prosiła o wyjście ani nie próbowała go opuścić. W tych okolicznościach ani pan Brown, ani pan Cairns nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek szkody poniesione przez powódkę w wyniku spotkania. Ustaliłem już, że nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek ich zachowanie po spotkaniu z 29 grudnia”.
Zatem, według sędziego, to właśnie starszy, Sheldon Longworth, powiedział Vicki Boer, że powinna stanąć twarzą w twarz z ojcem w obecności dwóch starszych. Starszy popełnił uczciwy błąd. Nie było w tym żadnych złych intencji, nic złego ani złowrogiego. Chociaż nie jest to to, co apostaci pokroju Roberta Kinga chcieliby wmówić.
Co z ofertą ugody pozasądowej?
Czy Towarzystwo Strażnica nie zaoferowało Vicki Boer 50 000 dolarów na ugodę pozasądową przed rozpoczęciem procesu? I czy to samo w sobie nie dowodzi, że Towarzystwo Strażnica wiedziało, że starsi się mylili i że byli winni zatuszowania molestowania seksualnego dziecka? A potem wydali ponad 100 000 dolarów na koszty sądowe w tej sprawie. Czy Towarzystwo Strażnica nie wydałoby swoich pieniędzy o wiele lepiej, wypłacając odszkodowanie ofierze molestowania seksualnego, zamiast próbować przekupić panią Boer, by zamilkła, nakazując jej milczenie i próbując w ten sposób odrzucić roszczenia prawne podrzędnej ofiary?
Rozważmy to rozumowanie w świetle prawdy. Towarzystwo Strażnica wiedziało, że starsi dopilnowali, aby powiadomiono odpowiednie władze, ponieważ bez wątpienia istniał zapis o tym w Towarzystwie Pomocy Dzieciom, odkąd zostało to tam zgłoszone. Towarzystwo Strażnica wiedziało, że starsi nie zalecili jej, aby nie szukała profesjonalnej pomocy, ponieważ ojciec jej bliskiego przyjaciela, Jonathana Motta Trilla, był starszym i nakazał jej skorzystanie z profesjonalnej pomocy, a nawet umówił ją na wizytę. Niewątpliwie ta wizyta była odnotowana. Zauważmy, że sędzia zgodziła się z tą oceną. W swoim orzeczeniu stwierdziła:
„[10] Pani Boer zeznała również, że rozmawiała o swoim stresie związanym z tą sytuacją z wieloletnim przyjacielem z dzieciństwa, Jonathanem Mottem-Trillem. Jego rodzina należała do zboru Świadków Jehowy w Shelbourne. Powiedziała, że płakała i była histeryczna, gdy opowiadała swojemu przyjacielowi Jonathonowi o konieczności konfrontacji i oskarżenia jej ojca. Jonathan powiedział jej, że uważa konfrontację za niesłuszną i obiecał, że omówi tę sprawę ze swoim ojcem, Frankiem Mottem-Trillem, prawnikiem i starszym w zborze w Shelbourne.
[11] Następnego dnia pani Boer spotkała się z Jonathanem i Frankiem Mott-Trille w ich domu w Toronto. Frank Mott-Trille powiedział jej, że nie ma obowiązku konfrontacji z ojcem. Poradził jej również, aby zgłosiła nadużycie do Children’s Aid Society („CAS”) i zalecił wizytę u psychiatry. Frank Mott-Trille umówił panią Boer na wizytę u dr. Kaplana, psychiatry, którego poleciła mu jego córka (która sama jest lekarzem).
[12] W międzyczasie pani Boer odebrała telefon od ojca z informacją, że na 29 grudnia 1989 r. w domu rodziny Palmerów w Shelburne zaplanowano spotkanie, na które będą obecni dwaj starsi z Shelburne, Steve Brown i Brian Cairns. Pani Boer zeznała na rozprawie, że poszła na spotkanie, ponieważ pan Longworth nakazał jej uczestnictwo i nie miała innego wyboru, jak tylko posłuchać starszych….
[14] Pani Boer nie skontaktowała się z CAS i nie stawiła się na wizytę u psychiatry, którą zorganizował dla niej Frank Mott-Trille. Zeznała w sądzie, że wiedziała, że potrzebuje pomocy, ale nie szukała jej, ponieważ starsi jej tego zabronili.
Chodzi o to, że zakładając, że Towarzystwo Strażnica rzeczywiście zaproponowało ugodę w wysokości 50 000 dolarów: Wbrew temu, co mogą zakładać przeciwnicy, oferta ugody w wysokości 50 000 dolarów ze strony Towarzystwa Strażnica nie została złożona dlatego, że wiedzieli, że są w błędzie. Pieniądze zostały niewątpliwie zaoferowane, ponieważ wiedzieli, że proces kosztowałby więcej. I dlaczego nie mieliby nalegać na nakaz milczenia, skoro wiedzieli, że Vicki Boer składa fałszywe oskarżenia? Czy powinni byli po prostu wyłożyć pieniądze, pozwalając Vicki Boer wysuwać twierdzenia, że Towarzystwo Strażnica wiedziało, że są w błędzie i dlatego jej zapłaciło? Oczywiście, że nie. Próbowali po prostu zaproponować ugodę, aby ograniczyć koszty długotrwałego procesu sądowego. Co więcej, Vicki Boer jako ofiara molestowania seksualnego dziecka mogłaby skorzystać z tych 50 000 dolarów. Niestety, chciwi odstępcy chcieli jedynie zdyskredytować Świadków Jehowy kosztem Vicki Boer, zachęcając ją do kontynuowania procesu. Najwyraźniej jej sytuacja ich nie obchodziła.
Zamiast być krytykowanym za swoją ofertę, Towarzystwo Strażnica powinno być chwalone za hojność w pomocy ofierze molestowania seksualnego dziecka, mimo że ta fałszywie je oskarżała. Jak powiedział Jezus: „Jeśli twój wróg uderzy cię w policzek, nadstaw drugi” . Właśnie to usiłowało zrobić Towarzystwo Strażnica. Jednak duchowi doradcy Vicki Boer nie cofnęliby się przed niczym, próbując zdyskredytować Świadków Jehowy. Kogo obchodzi los Vicki Boer, zniszczmy Strażnicę!
Ale czy to nie dowodzi, że część pieniędzy przekazywanych przez braci i siostry z ich zborów na działalność na całym świecie jest przeznaczana na pokrycie kosztów sądowych? Jeśli tak, czy nie jest to sprzeniewierzenie funduszy, a być może nawet naruszenie zaufania?
Weźmy przykład sprawy Vicki Boer przeciwko Towarzystwu Strażnica. Zostało to udowodnione w sądzie, a sędzia przyznał, że Vicki Boer wysunęła fałszywe oskarżenia przeciwko Towarzystwu Strażnica, lub jak to ujął sędzia, jej „pamięć” była „niedokładna” . W świetle jej fałszywych oskarżeń, co miało zrobić Towarzystwo Strażnica? Czy niesłusznie się bronili? Czy powinni byli po prostu dać jej 700 000 dolarów, których żądała? Dla tych, którzy sprzeciwiają się wykorzystywaniu przez Towarzystwo Strażnica darowizn na obronę, jaka jest alternatywa? Otworzyć konta bankowe dla wszystkich, którzy mają spór lub zgłaszają nadużycia? Czy to jest odpowiedzialne podejście do darowizn?
Prawda jest taka, że pieniądze z ugody nie pochodzą z darowizn na rzecz ogólnoświatowej działalności. Darowizny te są przeznaczane wyłącznie na szerzenie dobrej nowiny o Królestwie. Ponieważ Towarzystwo Biblijne i Traktatowe Strażnica jest ogromną korporacją, zarządzającą tysiącami Sal Królestwa i innymi aktywami, musi ono, tak jak każda korporacja, wykupić ubezpieczenie. Dlatego Towarzystwo Strażnica utworzyło fundusz właśnie w tym celu, zwany Funduszem Pomocy Salom Królestwa. Pieniądze są wpłacane na to konto przez zbory.
Na przykład w Stanach Zjednoczonych średnio mniej niż 40 centów od każdego głosiciela jest co miesiąc przekazywane na ten fundusz ubezpieczeniowy. W przypadku uznania roszczeń o zaniedbanie, z jakiegokolwiek powodu, wobec Towarzystwa Strażnica, zborów lub starszych i sług pomocniczych wykonujących powierzone im obowiązki na rzecz zborów lub Towarzystwa i/lub zawarcia ugód mających na celu ograniczenie wydatków, ubezpieczyciel pokryje koszty. Oczywiście może istnieć obowiązek uiszczenia udziału własnego, w takim przypadku Towarzystwo Strażnica pokryje go z nadwyżki środków na koncie w ramach programu Kingdom Hall Assistance Arrangement.
Prawdziwy program
Jaki był prawdziwy cel Vicki Boer w pozwie przeciwko Towarzystwu Strażnica? Czy spotkanie, na którym obecny był jej ojciec, rzeczywiście ją ztraumatyzowało? Czy przebywanie w pobliżu ojca sprawiło jej ogromny ból emocjonalny?
Ciekawa uwaga z stenogramów sądowych na temat Vicki Boer. „Po posiedzeniu Komisji Sądowniczej pani Boer wróciła do Toronto, aby podjąć pracę jako niania. Przeżywała jednak tak trudny okres emocjonalny, że zrezygnowała z pracy. Bezrobotna, bez mieszkania i jakiegokolwiek źródła dochodu, ostatecznie wróciła do RODZICÓW w Shelburne”.
Oto oś czasu.
- Początek lat 80.: Vicki była molestowana przez ojca.
- 1989–Vicki się wyprowadziła.
- Grudzień 1989 r. — Vicki spotyka się z ojcem na spotkaniu.
- Początek lat 90. – Wyjechałem do Toronto w poszukiwaniu pracy.
- Wkrótce potem rezygnuje z pracy i wraca, aby zamieszkać z rodzicami.
- Jakieś dziesięć lat później – wnosi pozew przeciwko Towarzystwu Strażnica.Czyż to nie zdumiewające, że wróciła, by zamieszkać z tym, który ją molestował, niedługo po spotkaniu ze starszymi w jego obecności? Czyż nie wydaje się, że byłaby zbyt przerażona, by wrócić do tego samego domu, w którym mieszkał pedofil? A potem, lata później, składa pozew, twierdząc, że doznała traumy na posiedzeniach komisji w latach 1989/90. Coś jest nie tak z tym obrazem. Co byłoby bardziej traumatyczne: stawienie czoła pedofilowi jednej nocy na przesłuchaniu czy stawianie mu czoła każdego dnia w domu? Z pewnością skłania to do zastanowienia się, dlaczego pozwała Towarzystwo Strażnica za to, że raz czy dwa razy, jak twierdzi, postawiło ją w obecności pedofila, skoro sama zdecydowała się na to regularnie, mieszkając w tym samym domu. I z pewnością skłania to do zastanowienia się, czy w tej sprawie chodziło bardziej o pieniądze, czy o prawdę.Zwycięstwo Victorii?Bill Bowen i jego organizacja Silent Lambs, Robert King i inni przeciwnicy próbowali wykorzystać sprawę Vicki Boer jako przykład, aby zdyskredytować Świadków Jehowy, a nawet twierdzili, że Vicki Boer odniosła zwycięstwo. Jednak bliższe przyjrzenie się sprawie i temu, co się faktycznie wydarzyło, pokazuje, że jest wręcz przeciwnie. Sprawa wybuchła im w twarz. Obróciła się przeciwko nim. Jest oczywiste, że Vicki Boer nie uznała tego za zwycięstwo. Na znanym portalu napisała: „Dlaczego sędzia nie dostrzegł… Nie mam pojęcia… Mamy tydzień na złożenie wniosków do sędziego lub apelację, a nikt nie był w stanie wymyślić planu, który zadziała”. Musimy się zastanowić: skoro Boer wygrała tę sprawę, to dlaczego ona, jako zwyciężczyni, miałaby się od niej odwoływać? Odpowiedź jest oczywista. Nie wygrała, dlatego stwierdziła: „NAJPIERW MÓJ OJCIEC MNIE GWAŁCI… A TERAZ SĘDZIA MU WIERZY I PONOWNIE MNIE PRZEŚLADOWUJE”.I zamiast dyskredytować Świadków Jehowy lub Towarzystwo Strażnica, sprawa ta udowodniła, że polityka Świadków Jehowy wobec dzieci jest doskonała i rzeczywiście skuteczna. Fakty pokazują, że ewidentnie zadziałała w sprawie Vicki Boer. Musimy się zastanowić, ile innych spraw przeciwko Towarzystwu Strażnica to zwykłe sfabrykowane historie, takie jak sprawa Vicki Boer. Ale czy Towarzystwo Strażnica nie zawarło ugody pozasądowej w innych sprawach? I czy to nie dowodzi, że wiedziało, że jest w błędzie i przegra, dlatego zdecydowało się na ugodę?
XVIII. Umowa czy nie umowa
Sześć spraw przeciwko Towarzystwu Strażnica, w których uczestniczyło 10 domniemanych ofiar, wniesionych do sądów cywilnych w Kalifornii, zostało podobno zakończonych ugodą (dokumenty sądowe wskazują, że zostały one „odrzucone z poszanowaniem prawa”) 13 lutego 2007 roku. „Na czele pozwów stoi teksańska kancelaria prawna Love and Norris, która początkowo zwróciła się do Nolena Saula Brelsforda w sprawie tych spraw w Kalifornii” – czytamy w artykule dziennikarki Joy Lanzendorfer. Najwyraźniej pozwy te były wynikiem ustawy z 2003 lub 2004 roku uchwalonej w Kalifornii, która wydłużyła okres przedawnienia, umożliwiając wnoszenie pozwów nawet w sprawach, które miały miejsce jeszcze w latach 70. XX wieku.
Początkowo Brelsford wniósł 17 spraw przeciwko Świadkom Jehowy w całej Kalifornii, ale 11 z nich zostało umorzonych lub oddalonych, pozostawiając sześć pozwów. W pewnym momencie kancelaria prawnicza Love and Norris włączyła się do sprawy i sześć pozostałych pozwów zostało połączonych w jeden duży proces w Napa Valley. Co ciekawe, często czyta się o tych pozwach składanych w takich miejscach jak Silentlambs, ale rzadko słyszy się o ich oddaleniu lub umorzeniu, jak w przypadku 11 z 17 spraw wniesionych przez Brelsforda.
Gerard, użytkownik strony JWD, który twierdzi, że jest przyjacielem i zwolennikiem prawniczki Kimberlee Norris z Love and Norris, donosi, że powiedziała, że nigdy nie pójdzie na ugodę w tych sprawach. Oto jego dokładne słowa: „…Jestem niezmiernie rozczarowany Kimberly Norris, ich prawniczką. Zapytałem ją o to kilka lat temu na tej liście, a ona powiedziała, że nigdy nie pójdzie na ugodę. Chyba każdy ma swoją cenę… prawnicy stojący z boku nie są wyjątkiem. Prawnik potrzebuje więcej nadużyć w przyszłości, żeby móc je załatwiać poza sądem. Po co zabijać kurę znoszącą złote jaja?”. Później powtórzył: „Dla porządku: Kim powiedziała mi, że nie pójdzie na ugodę, więc to było rozczarowujące i wywołało we mnie złość, ponieważ czułem, że skłamała”.
Zakładając, że nie kłamie (dlaczego miałby to zrobić, skoro popiera Norrisa przeciwko Towarzystwu Strażnica) i zakładając, że sprawy zostały rozstrzygnięte poza sądem, to musimy się zastanowić, dlaczego zawarła ugodę poza sądem, skoro twierdziła, że nigdy tego nie zrobi? Dlaczego wszystkie 10 osób zaangażowanych w 6 spraw zdecydowało się na ugodę z zachowaniem poufności, czyli z zakazem wypowiadania się, jak to niektórzy nazywają?
Zazwyczaj osoba prowadząca sprawę, taka jak Kim Norris, prowadzi ją bez żadnych opłat od powoda, co oznacza, że poświęca swój czas, ale otrzymuje 40% uzyskanego wyroku lub ugody. Jeśli odkryje, że jej sprawa jest słaba, może wywrzeć na powoda silną presję, aby zawarł ugodę, w przeciwnym razie powód musiałby zapłacić z własnej kieszeni, aby kontynuować sprawę. Większość nie może sobie na to pozwolić, więc musi skorzystać z rady swojego prawnika. W ten sposób 10 na 10 osób kończy sprawę ugodą, a żadna nie wytrzymuje próby udowodnienia swojej racji. Najbardziej wymowny jest również fakt, że wkrótce potem trzy inne sprawy dotyczące sześciu innych domniemanych ofiar w Teksasie, Oregonie i San Diego również zostały rozstrzygnięte na podstawie tego samego „nakazu milczenia”.
Być może słyszeliście, że ugody opiewały na MILIONY dolarów. Ci, którzy wysuwają takie roszczenia, tak naprawdę nie mają pojęcia o kwocie. Po prostu zgadują, i to bezpodstawnie. Niewinni oskarżeni często proponują ugody, aby zakończyć sprawy, a jeśli przyjrzymy się historii Towarzystwa Strażnica, zobaczymy, że prawie zawsze robią to samo. Nie świadczy to o winie oskarżonego. Chociaż nie ma sposobu, aby dowiedzieć się, ile zaoferowano w tych 9 sprawach dotyczących 16 domniemanych ofiar, są dwie sprawy, o których znamy szczegóły i które możemy traktować jako barometr.
Najpierw przyjrzyjmy się sprawie o nadużycia wniesionej przeciwko Kościołowi Mormonów z powodu Johna Charlesa Blome’a. Cytując jedno ze źródeł, czytamy: „Ta sprawa cywilna została wniesiona w hrabstwie Montgomery w Teksasie i trafiła do sądu z ławą przysięgłych. Sprawa zakończyła się ugodą na kwotę 4 milionów dolarów po tym, jak mormoni zostali uznani za winnych zaniedbania. Trzynastoletni chłopiec, który był molestowany przez lidera młodzieżowego Kościoła Mormonów w okręgu Magnolia, otrzymał odszkodowanie wyższe niż to, o które wnioskowali jego prawnicy 8 października 1998 roku. Blome molestował wielu innych chłopców z tego samego regionu i z innych okolic. Zastępcy szeryfa byli oburzeni, że biskup mormonów poinformował Blome’a o toczącym się śledztwie i spalił dowody, zanim mogły zostać zabezpieczone. We wcześniejszej sprawie przeciwko Blome’owi Kościół Mormonów również został uznany za winnego zaniedbania”.
Jak widać, sprawa trafiła przed ławę przysięgłych, a Kościół Mormonów został uznany za winnego zaniedbania. Co się potem stało? Zawarto ugodę w wysokości 4 milionów dolarów. I jak widać, był to DRUGI raz, kiedy Kościół został uznany za winnego zaniedbania z powodu tego człowieka. Z pewnością możemy zdać sobie sprawę, że jest to jeden z najgorszych przypadków zaniedbania, jakie mogą się zdarzyć. Biorąc pod uwagę powyższą sprawę, czy wydaje się prawdopodobne, aby Towarzystwo Strażnica zaproponowało ugodę w wysokości 3 lub 4 milionów dolarów za sprawę PRZED procesami, równą kwocie, jaką mormoni zapłacili PO tym, jak zostali uznani za winnych zaniedbania w sądzie, nie raz, ale dwa razy, a dodatkowo zostali uznani za winnych palenia dowodów? Dlaczego, jeszcze przed rozpoczęciem procesu, Towarzystwo Strażnica oferowało tyle, ile mogłoby stracić, nawet gdyby zostali uznani za winnych zaniedbania w wyniku procesu? Miliony dolarów oferowane przez Towarzystwo Strażnica przed procesem? Bardzo mało prawdopodobne!
Drugą sprawą jest sprawa Vicki Boer. Ile zaoferowano Vicki Boer? Miliony? Setki tysięcy? Według samej Vicki Boer zaoferowano jej 50 000 dolarów, jeśli zgodzi się nie mówić o sprawie. Przeciwnicy chcieliby, abyśmy uwierzyli, że Towarzystwo Strażnica przeszło od oferowania komuś 50 000 dolarów w jednej sprawie do oferowania 3 lub 4 milionów dolarów za sprawę, jak w procesach w Kalifornii. Co do Boer, odrzuciła ofertę, ponieważ powiedziała, że nie chodziło o pieniądze, ale raczej o sprawiedliwość dla dzieci. Przypominając teleturniej Deal or No Deal, zaryzykowała 50 000 dolarów i skończyła z niczym. Nie, nawet gorzej! Skończyła z winną swoim prawnikom 90 000 dolarów, a Towarzystwu Strażnica 137 000 dolarów.
Kimberly Norris i 16 osób w niedawno zakończonych sprawach stanęło w podobnej sytuacji. Czy zaryzykowałyby oferowane pieniądze i ewentualnie znalazłyby się w takiej samej sytuacji jak Vicki Boer? Czy były tak pewne swojej sprawy, że bez wahania przyjęłyby pieniądze, ponieważ Towarzystwo Strażnica musiało zostać zdemaskowane? Fakty mówią same za siebie. Przyjęły pieniądze i zgodziły się na zakaz wypowiadania się.
Bill Bowen z SilentLambs skomentował ugodę: „Z jednej strony cieszymy się, że kilka ofiar w końcu otrzymuje pomoc finansową. Z drugiej strony jesteśmy smutni i zaniepokojeni, ponieważ zostały one w zasadzie zmuszone do zrzeczenia się prawa do ochrony innych, mówiąc publicznie o swoich nadużyciach”. Ale czy naprawdę „zmuszono je do zrzeczenia się prawa do ochrony innych, mówiąc publicznie” ? Nie, nie zostały zmuszone do zachowania tajemnicy. Nikt nie przystawił im pistoletu do głowy. Mogły odrzucić propozycję ugody, jeśli chciały, i kontynuować proces. Z własnej woli ZDECYDOWAŁY się podpisać na linii przerywanej i tym samym ZGODZIŁY się na zakaz wypowiadania się.
The fact that they settled leaves us with only 3 possibilities:
1. Their case was weak and they doubted they would win so they took the offer.
2. Kimberly Norris insisted on the settlement or else she was pulling out because the money in hand outweighed the risk.
3. The money, for whatever reasons, was more important than exposing the Watchtower Society.
I know if I had irrefutable proof that the elders covered up child abuse, knowingly appointed a pedophile to a position of leadership or transferred him to another congregation as an elder, and as a result the pedophile elder molested more children, I would NEVER settle. However if I had a weak case with little hope of winning, I would settle in a heart beat, even if it required a gag order. Can you imagine this prayer being offered up? ’Dear Lord, I really wanted to expose the bad old Satanic Watchtower organization and their pedophile paradise but money was just more important. I mean er… They twisted my arm and forced me into silence.’
Where does this settlement money come from? Isn’t it true that some of the money donated by the brothers and sisters for the worldwide work is being used for paying legal expenses? And since this is the case, is this not a misuse of funds and perhaps even a breach of trust?
Well truth be known, settlement money does not come from donations made to the worldwide work. Such donations are strictly used for the furtherance of the good news of the Kingdom. Since the Watchtower Bible and Tract Society is a huge corportation, overseeing thousands of Kingdom Halls and other assets, they must quite naturally purchase insurance as any corporation must do. Thus the Watchtower Society has created a fund just for that purpose called the Kingdom Hall Assistance Arrangement. Money is donated specifically to that account by the congregations.
For example, in the United States an average of less than 40 cents per publisher is donated each month to that insurance fund. When claims of negligence, for any reason, made against the Watchtower Society, congregations, or elders and ministerial servants performing assigned duties for the congregations or Society are upheld and/or settlements are reached to curtail expenses, their insurance would pay. Of course, there may be a deductible to pay in which case the Watchtower Society would pay that out of the excess funds in the Kingdom Hall Assistance Arrangement account.
To those who object to the Watchtower Society using donated funds to defend themselves, what is the alternative? Open up the bank accounts to one and all who have a dispute or who claim abuse? Is that being responsible with donations?
But still, doesn’t the settlement prove that the Watchtower Society was in the wrong? The fact is, if you examine the documents of dismissal you will see that all the cases were ’dismissed with prejudice’. ’Dismissed with prejudice’ means that the court has dismissed the case and plaintiffs cannot bring the case to court again. Cases are often times ’dismissed with prejudice’ if the plaintiff has shown bad faith, misled the court, persisted in filing frivolous lawsuits, or settled out of court. You will find this at http://www.answers.com/topic/prejudice-law. It is not a court judgment against the defendant and there is no admission of guilt at all by the Watchtower Society if indeed the cases were settled out of court as assumed.
Opposers say that the Watchtower Society knew they were in the wrong and so they offered a settlement. But lets consider this reasoning in light of the truth about the Boer case. The Watchtower Society knew that all the facts were in their favor. They knew that it was on record that the elders had seen to it that her father reported himself and that elders had even made an appointment for her to meet with a therapist. And yet the Watchtower Society offered a settlement. Why?
Contrary to what opposers may assume, the Watchtower’s reported settlement offer of $50,000 was not made to Boer because they knew they were in the wrong and neither was the settlement offer involving the 16 persons made for that reason. The money was no doubt offered because they knew that it would cost more than that to go to trial and that it would be very time consuming. They were simply trying to offer a settlement as a way of curtailing expenses for a long drawn out court case. Not only that but Vicki Boer as a child abuse victim could have benefitted from that $50,000. But you have to wonder why the plaintiffs would take the offer along with the gag order? If they had such a strong case, why not go for more money and expose the Watchtower Society?
So then who really was the victor in the settlement? Well, consider this. If it had went to court and the Watchtower Society been found libel or guilty they would have definitely been the loser. They would have paid out millions of dollars as ordered by the court. But since it did not go to court the Watchtower Society was not found libel. The Watchtower Society was not found guilty of promoting child abuse. In short, the Watchtower Society did NOT lose. Those who were out to 'expose the evil Watchtower’ failed in their mission. Kimberlee Norris supporter Gerard mentioned earlier even lamented, „…with a gag order, no reporter will want to touch it and the WT is winning.” Yes, the truth still remains that the Watchtower Society has never lost not one single child abuse case brought against them in a court of law. This attest to the strength of their child abuse policy, a child abuse policy ’unequaled in the religious community’.
After Kimberlee Norris read much of what is written here she responded. Please continue.
XIX. Wiara, Nadzieja, Miłość i Norris
Wielu przeciwników Świadków Jehowy zaufało kancelarii prawnej Love and Norris, licząc na wygranie przez nią wysokiego wyroku przeciwko Towarzystwu Strażnica w sądach krajowych i tym samym zdyskredytowanie polityki Strażnicy w zakresie molestowania dzieci. Jak dotąd bezskutecznie. Po tym, jak Kimberlee Norris zapoznała się z wieloma informacjami przedstawionymi w poprzednim rozdziale zatytułowanym „Umowa albo nie umowa”, poczuła potrzebę udzielenia odpowiedzi i zrobiła to na stronie Topix. Stwierdziła:
„Uważam za interesujące, że obecni apologeci WTS wyrażają bardzo stanowcze (i nieuzasadnione) opinie na temat „siły” wcześniejszych spraw przeciwko Strażnicy, mając niewiele, jeśli w ogóle, RZECZYWISTYCH informacji o toczącym się procesie sądowym między Strażnicą a ofiarami nadużyć. Ugody zawierane są z różnych powodów. Jednym z czynników jest zdrowie emocjonalne strony sporu.
W każdym razie trzeci świadek NIE MA POJĘCIA o rzeczywistej wartości ugody. Nie prowadzimy spraw, w których nie możemy wygrać; to nie jest korzystne dla klienta i nie jest korzystne dla biznesu. Generalnie nie mogę wydawać tyle, ile potrzeba, na prowadzenie spraw o nadużycia bez znaczącego zwrotu.
BTW, to szaleństwo, żeby jakikolwiek prawnik kiedykolwiek twierdził, że NIE ZAWARŁ UGÓD, W ŻADNYCH OKOLICZNOŚCIACH. W najlepszym interesie klienta często leży ugoda, niezależnie od tego, czy wynika to z upływu czasu, problemów zdrowotnych, czy stresu emocjonalnego. Kimberlee D. Norris, adwokat.
„Apologeci WTS” odpowiedzieli, przedstawiając dowody i dokumentację, ale trudne pytania, na które pani Norris nie odpowiedziała.
Trzeci świadek odpowiedział: „Zakładając, że naprawdę jesteś Kimberlee D. Norris, najpierw chciałbym podziękować za odpowiedź. Zdaję sobie sprawę, że chciałabyś odzyskać wydane pieniądze i trochę drobnych dla siebie i osób, które reprezentujesz. Ale mówiąc, że „trzeci świadek NIE MA POJĘCIA o rzeczywistej wartości ugody” , czy twierdzisz, że ugoda rzeczywiście opiewała na MILIONY dolarów? Podejrzewam, że na tym etapie procesu jest to wysoce nieprawdopodobne. Oto dlaczego.
Przyjrzyjmy się sprawie o nadużycia wniesionej przeciwko mormonom z powodu Johna Charlesa Blome. Cytując jedno ze źródeł, czytamy: „Ta sprawa cywilna została wniesiona w hrabstwie Montgomery w Teksasie i trafiła do sądu z ławą przysięgłych. Sprawa zakończyła się ugodą na 4 miliony dolarów po tym, jak mormoni zostali uznani za winnych zaniedbania. Trzynastoletni chłopiec, który był molestowany przez lidera młodzieżowego Kościoła Mormona w okręgu Magnolia, otrzymał odszkodowanie wyższe niż wnioskowali jego prawnicy 8 października 1998 roku. Blome molestował wielu innych chłopców z tego samego regionu i z innych okolic. Zastępcy szeryfa byli oburzeni, że biskup mormonów poinformował Blome o toczącym się śledztwie i spalił dowody, zanim mogły zostać zabezpieczone. We wcześniejszej sprawie przeciwko Blome Kościół Mormona również został uznany za winnego zaniedbania”.
Jak widać, sprawa trafiła przed ławę przysięgłych, a Kościół Mormonów został uznany za winnego zaniedbania. Co się potem stało? Ugoda wyniosła 4 miliony dolarów. Jak widać, był to DRUGI przypadek, kiedy Kościół został uznany za winnego zaniedbania z powodu tego człowieka. Z pewnością zdajesz sobie sprawę, że to jeden z najgorszych przypadków zaniedbania, jakie mogą się zdarzyć.
A teraz, rozważając powyższą sprawę, czy naprawdę oczekujecie, że uwierzymy, iż WTS zaoferuje ugodę w wysokości 3 lub 4 milionów dolarów za sprawę, równą kwocie, jaką zapłacili mormoni po tym, jak zostali uznani za winnych zaniedbania w sądzie, nie raz, ale dwa razy, a dodatkowo spalili dowody? Czy oczekujecie, że uwierzymy, iż WTS zaoferowało 3 lub 4 miliony dolarów za sprawę, skoro sprawy nie trafiły jeszcze nawet do sądu? I co więcej, WTS nie zostało wcześniej uznane za winne zaniedbania z powodu sprawców nadużyć w żadnej z tych spraw, ani nie zostało uznane za winne spalenia dowodów, tak jak Kościół mormonów? Miliony dolarów zaoferowane przez WTS w postępowaniu przedprocesowym?
Mówisz nam to?
Dodatkowo piszesz: „Zdrowie emocjonalne strony sporu to jeden z czynników”. Byłby to ogromny zbieg okoliczności, gdyby wszystkie 16 spraw zakończyło się ugodą z tego powodu. Czy to właśnie próbujesz nam powiedzieć?
Czekam na odpowiedź.
Jak zareagowałaby, gdyby przedstawiła dowody i dokumentację? Czy odpowiedziałaby jasno, przedstawiając fakty na poparcie swojego stanowiska? Zwróć uwagę, że w swojej odpowiedzi nie przedstawiła żadnych dowodów i odbiegła od tematu, stwierdzając:
„Kwota ugody nie może zostać podana do publicznej wiadomości ze względu na umowy o zachowaniu poufności.
Najwyraźniej niewiele wiesz o faktach w sprawach wniesionych przeciwko WTS. To, co opisujesz, nazywa się „zawiadomieniem” i jest niezbędne, aby pociągnąć pozwanego do odpowiedzialności za działania jego agentów, pracowników lub wolontariuszy, przynajmniej w tym kontekście.
Proszę o odpowiedź.
Kimberlee D. Norris”
Diogenes zapytał wtedy: „Jak dokładnie udało ci się wygrać? Zauważyłem, że wszystkie twoje sprawy zostały oddalone z zastrzeżeniem prawa. To nie brzmi dla mnie jak wygrana. I dlaczego doradzałeś wszystkim swoim klientom, aby zgodzili się na ugodę z dołączonym kneblem? Czy możliwe, że podczas postępowania dowodowego odkryłeś, że twoje sprawy nie są tak solidne, jak ci się wydawało?”
Od dłuższego czasu aktywnie namawiasz ofiary nadużyć ze strony Świadków Jehowy (jak ci poganiacze ofiar, których widzisz w telewizji). Ile dokładnie spraw wygrałeś po tych wszystkich latach? Z moich obliczeń wynika, że wciąż nie ma ich wcale.
Thirdwitness odpowiedział ponownie: „Pani Norris, a tak na marginesie, to jeden z pani przyjaciół z JWD o imieniu Gerard powiedział:
Z drugiej strony, jestem niezmiernie rozczarowany Kimberly Norris, ich prawniczką. Zapytałem ją o to kilka lat temu na tej liście, a ona powiedziała, że nigdy nie pójdzie na ugodę. Chyba każdy ma swoją cenę… prawnicy stojący z boku nie są wyjątkiem. Prawnik potrzebuje więcej nadużyć w przyszłości, żeby móc je załatwiać poza sądem. Po co zabijać kurę znoszącą złote jaja?
Przypuszczam, że mógł kłamać. Ale wydaje się to bardzo mało prawdopodobne, skoro jest twoim zwolennikiem. Później, po tym, jak niektórzy zganili go za komentarz, jaki wygłosili jego przyjaciele z JWD, powiedział:
Dla porządku: Kim powiedziała mi, że nie pójdzie na ugodę, więc to było rozczarowujące i rozgniewało mnie, bo czułem, że skłamała. Właściwie, Kim, jesteś jedyną osobą, która doprowadziła WT na kolana. Twoja praca jest niesamowita, a moja opinia na temat twojej zmiany taktyki powinna pozostać prywatna, w końcu nie jestem ofiarą, a obserwatorem.
Jestem bardzo szczęśliwy, że te ofiary znalazły ukojenie i otrzymały znaczącą rekompensatę. Źródłem mojej frustracji (z którą się zmierzyłem w starciu z Kim) są dziesiątki, a może setki dzieci, które są i staną się ofiarami wykorzystywania seksualnego… Musimy znaleźć sposób, aby ta ugoda pomogła również im, ale z zakazem wypowiadania się żaden reporter nie będzie chciał się do niej odezwać, a WT wygrywa.
Niestety, niektóre z Twoich postów na JWD zostały w tajemniczy sposób usunięte i nie możemy już zweryfikować tego, co powiedział Gerard.
Zastanawiam się tylko, czy mógłby Pan nam powiedzieć, czy osoby, które Pan reprezentował, zostały „zmuszone” do podpisania umów o zachowaniu poufności, jak twierdzi Bowen i inni. Proszę również o wyjaśnienie tych spraw, jeśli Pan może, ponieważ „niewiele wiem o faktach” . Chętnie zapoznam się z wszelkimi informacjami, stenogramami sądowymi lub zeznaniami, które mógłby Pan nam udostępnić. Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas na odpowiedź.
Odpowiedzi „apologetów WTS” spotkały się z milczeniem Kimberlee Norris. Zastanawiamy się, dlaczego w ogóle odpowiedziała. Czy była to jedynie próba umniejszenia „apologetów WTS” poprzez stosowanie taktyk zastraszania, aby wykazać się lepszą znajomością spraw i aspektów prawnych? Czy odchodzenie od tematu miało na celu jedynie pokazanie, że „apologeci WTS” nie dorastają jej do pięt pod względem zrozumienia terminów i wyrażeń prawnych? Z pewnością nie przedstawiła żadnych dowodów na poparcie swojego stanowiska. Stosując tę samą taktykę, której często używają przeciwnicy Świadków Jehowy, po prostu rzucała bezsensownymi sformułowaniami, mającymi na celu umniejszenie i uprzedzenie czytelników do „apologetów WTS”. Zwróćcie uwagę na niektóre z tych sformułowań: „Apologeci WTS wyrażają bardzo zdecydowane (i nieuzasadnione) opinie… mając niewiele, jeśli w ogóle, RZECZYWISTYCH informacji… Trzeci świadek jest BEZ POJĘCIA… Najwyraźniej niewiele wiesz o faktach”.
W rzeczywistości z pewnością powinniśmy współczuć pani Norris, ponieważ została źle poinformowana i wprowadzona w błąd co do prawdziwej polityki Świadków Jehowy wobec wykorzystywania dzieci. Warto zauważyć, że według law.com, Norris uzyskała większość informacji na temat polityki Świadków Jehowy wobec wykorzystywania dzieci. O Norrisie napisano: „…przeszukała stronę internetową www.silentlambs.org, grupy pomagającej ofiarom domniemanych nadużyć ze strony Świadków Jehowy. Następnie skontaktowała się z założycielem Silentlambs, Billem Bowenem, byłym starszym kościoła. Bowen twierdzi, że struktura organizacyjna tej religii jest tak skomplikowana, a jej apokaliptyczna wizja tak niekonwencjonalna, że „załatwienie sprawy prawnikowi zajmuje nawet sześć miesięcy”. W Norrisie, samozwańczej „dziecku kaznodziei”, która jako nastolatka krótko uczęszczała na studia biblijne Świadków Jehowy, Bowen znalazła kogoś, kto wyprzedzał trendy. Niestety, podczas gdy Bowen udzielał jej korepetycji, najwyraźniej dała się nabrać i uwierzyła w wymyśloną przez Bowena mityczną politykę Strażnicy dotyczącą nadużyć wobec dzieci, która nigdy nie istniała.
Przekonasz się zatem, że to, co mówi Kim Norris, często brzmi jak cytaty Billa Bowena. Zwróć uwagę na cytowany wcześniej artykuł na law.com: „Moreno mówi: … „Ofiary i ich rodziny mają również absolutne prawo do zgłaszania nadużyć władzom”. Norris odpowiada, że praktyka kościelna jest wręcz odwrotna. W każdym z pozwów Świadków Jehowy jej klienci twierdzą, że oskarżeni z Towarzystwa Strażnica stosują „obowiązującą w całej organizacji politykę uniemożliwiającą zgłaszanie przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci organom ścigania”. Zwróć też uwagę na ten artykuł Jennifer Rouse z „Mid-Valley Sunday”: „Kimberlee Norris, jedna z teksańskich prawniczek wnoszących sprawy przeciwko Świadkom Jehowy, twierdzi, że zasady kościelne stwarzają okazję do nadużyć. Jedna z zasad, jak twierdzi, nakazuje członkom kościoła zgłaszanie problemów z udziałem innych wierzących przywódcom kościoła, a nie policji. Inna wymaga obecności dwóch naocznych świadków zdarzenia, aby oskarżony mógł zostać ukarany”.
Oczywiście, wykazaliśmy wcześniej, że te stwierdzenia stoją w bezpośredniej sprzeczności z polityką i praktyką Strażnicy, co widać w liście Towarzystwa Strażnica z 1992 roku, w którym wyraźnie stwierdzono: „To również osobista decyzja, czy domniemana ofiara zdecyduje się zgłosić takie oskarżenia władzom świeckim… wszyscy członkowie zboru chrześcijańskiego powinni rozważyć swoją osobistą i moralną odpowiedzialność za powiadomienie odpowiednich władz w przypadkach, w których popełniono lub istnieje ryzyko, że popełniono poważne przestępstwo tego typu…”. I to oświadczenie z polityki Strażnicy, zamieszczone na ich stronie internetowej: „Jeśli jednak dwie osoby są świadkami odrębnych incydentów tego samego rodzaju wykroczenia, ich zeznania mogą zostać uznane za wystarczające do podjęcia działań”.
Mamy nadzieję, że pani Norris przeczyta przedstawione tu informacje i zda sobie sprawę, że Bill Bowen i spółka wymyślili politykę Świadków Jehowy wobec wykorzystywania seksualnego dzieci, która nie istnieje. Prawdziwa polityka wobec wykorzystywania seksualnego dzieci jest przedstawiona w tych pismach wraz ze szczegółową dokumentacją i instrukcjami Towarzystwa Strażnica. Mamy nadzieję, że z czasem pani Norris dostrzeże, że organizacja Świadków Jehowy nie jest rajem dla pedofilów, lecz ich koszmarem. Mamy nadzieję, że pani Norris dostrzeże, że jej czas, pieniądze i wysiłki można lepiej wykorzystać na organizacje, które nie wykluczają i nie unikają praktykujących pedofilów, nie prowadzą baz danych, aby upewnić się, że żaden były pedofil nie otrzyma odpowiedzialnego stanowiska, a wręcz starają się ukryć pedofilów, przenosząc ich po prostu do innego kościoła, aby mogli kontynuować służbę. Mamy również nadzieję, że pani Norris dostrzeże prawdę, że walczy o organizację religijną, która ma „niezrównaną w społeczności religijnej” politykę wobec wykorzystywania seksualnego dzieci. Ale w jakiś sposób pani Norris prawdopodobnie odkrywa to w każdym przypadku osobno!
Na etapie postępowania dowodowego w kalifornijskich procesach sądowych, Towarzystwo Strażnica przedstawiło jako dowód telenotatkę o molestowaniu dzieci. Przeciwnicy twierdzą, że telenotatka ta była szkodliwa dla Towarzystwa Strażnica. Przeanalizujemy ją później.
XX. Telepamięć informacyjna
Podczas spraw sądowych, które niedawno zostały oddalone z pokrzywdzeniem w Napa Valley w Kalifornii, w fazie gromadzenia dowodów ujawniono formularz wydrukowany przez Towarzystwo Strażnica, zatytułowany „Telememo w sprawie molestowania dzieci”. „Telememo w sprawie molestowania dzieci” był formularzem wypełnianym przez członka Działu Prawnego Towarzystwa, gdy starsi dzwonili do siedziby głównej, zgłaszając przypadki molestowania dzieci. Ponieważ jest to formularz, do którego dostęp miałyby tylko osoby w siedzibie głównej Towarzystwa Strażnica, z pewnością musi on zawierać prawdziwe instrukcje przekazane starszym przez Towarzystwo Strażnica. A z pewnością dostarczyłby on obciążających dowodów przeciwko Towarzystwu Strażnica, które przeczą temu, co opublikowali na piśmie na temat swojej polityki w sprawie molestowania dzieci. Właśnie w to chcieliby, abyś uwierzył.
Aby stworzyć wrażenie, że telenotatka zawierała kluczowe dowody przeciwko Strażnicy, przeciwnicy często będą przekonywać, że Towarzystwo Strażnica zaciekle walczyło o to, by telenotatka nie trafiła do sądu. W rzeczywistości puste formularze telenotatek zostały złożone na wczesnym etapie postępowania dowodowego. Powodowie pozywający Strażnicę domagali się jednak konkretnych telenotatek wypełnionych w każdej ze spraw objętych pozwem. Sąd orzekł, że takie wypełnione telenotatki są poufne i chronione tajemnicą adwokacką. Zwróć uwagę na orzeczenie sądu z rozprawy przeprowadzonej 13 października 2006 roku:
Powodowie następnie zapoznali się z zeznaniami PMK dotyczącymi (1) organizacji, obsady kadrowej i działalności Działu Prawnego; (2) roli Działu Prawnego w reagowaniu na zarzuty dotyczące wykorzystywania seksualnego dzieci w organizacji i badaniu tych zarzutów; (3) opracowywania i stosowania „telenotatek dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci”, czyli formularzy służących do uzyskiwania i rejestrowania informacji dotyczących zgłoszeń dotyczących wykorzystywania (puste formularze zostały sporządzone w toku postępowania dowodowego) ; (4) dokumentacji przechowywanej przez Dział Prawny lub pod jego nadzorem, dotyczącej zarzutów dotyczących wykorzystywania; oraz (5) odpowiedzi na „pytania ankietowe” zawarte w jednej z telenotatek….
Sąd zgadza się, że punkty 1, 2 i 4, które dotyczą ogólnych informacji strukturalnych, politycznych i organizacyjnych dotyczących Działu Prawnego, nie dotyczą ani relacji prawnik-klient, ani przywilejów związanych z produktem pracy. Z drugiej strony, punkty 3 i 5 dotyczą informacji chronionych. Zgodnie z oświadczeniem rady generalnej Kościoła, formularze Telememo są wypełniane przez prawników lub asystentów prawnych na podstawie informacji przekazanych im przez starszych zboru i służą do udzielania porad prawnych starszym jako klientom Działu Prawnego. Podobnie, wszelkie zestawienia informacji, takie jak te zawarte w „pytaniach ankietowych”, stanowią produkt pracy prawnika i nie podlegają ujawnieniu. Z tych powodów sąd PRZYJMIE wniosek w odniesieniu do punktów 1, 2 i 4, a ODRZUCI wniosek w odniesieniu do punktów 3 i 5.
Formularze telememo dotyczące nadużyć wobec dzieci, złożone w fazie gromadzenia dowodów, pochodziły z lat 1989–1994. Wszystkie były zasadniczo takie same, z wyjątkiem niektórych nieznacznie różniących się sformułowań. W telememo wymagane są szczegółowe informacje o sprawcy, ofierze, zaangażowanych zborach, starszych dzwoniących do Towarzystwa, osobie odbierającej połączenie, działaniach podjętych wobec sprawcy, a także inne istotne informacje. Zawarto również informacje w sekcji „Zgłaszanie lub brak zgłaszania”, w której zaznaczono jedno pole, aby wskazać, czy stan wymaga obowiązkowego zgłaszania, czy nie.
Interesujące i sedno sprawy tkwi w tym, co zostało następnie stwierdzone w każdej kategorii. W sekcji „Niezgłaszanie” czytamy: „Starsi nie mają obowiązku zgłaszania przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci na mocy ustawy __________ o zgłaszaniu przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci. Decyzja, czy osoby posiadające wiedzę o zgłoszeniu takiego przypadku zgłoszą go, czy podejmą kroki prawne, należy do nich osobiście”. Dalej czytamy: „Zachęcamy strony do nieangażowania zboru, jeśli władze prowadzą dochodzenie”. W sekcji tej apeluje się do starszych o zapoznanie się z wcześniejszymi publikacjami Towarzystwa w celu udzielenia rodzinie odpowiedniej pomocy duchowej, o rozpatrzenie sprawy na drodze sądowej jako poważnego wykroczenia, a następnie stwierdza się: „Należy podjąć odpowiednie kroki, aby zapobiec dalszym nadużyciom. Starsi powinni uważnie monitorować sytuację w celu ochrony innych potencjalnych ofiar”.
W kolumnie „Zgłaszanie” czytamy: „Starsi mają obowiązek zgłaszania przypadków znęcania się nad dziećmi zgodnie z ustawą _________ o zgłaszaniu przypadków znęcania się nad dziećmi. Powinni porozmawiać bezpośrednio ze sprawcą i dowiedzieć się, czy jest on gotów się oddać. Jeśli nie wyrazi zgody, może być ktoś inny, kto ma wiedzę o znęcaniu się i złoży zgłoszenie. Jeśli nikt, kto ma wiedzę o znęcaniu się, nie jest gotów złożyć zgłoszenia, dwóch starszych powinno anonimowo zgłosić sprawę telefonicznie z neutralnego miejsca, takiego jak budka telefoniczna”. Następnie starsi mają obowiązek zarejestrować istotne informacje dotyczące tego, kto zadzwonił do władz, komu zgłosili sprawę, o której godzinie, dacie itp. Następnie mają oni obowiązek zapoznać się z materiałami, aby pomóc rodzinie, rozstrzygnąć sprawę na drodze sądowej, a następnie zamieszczają to samo oświadczenie, które znajduje się w sekcji „Niezgłaszanie”: „Należy podjąć odpowiednie kroki w celu zapobiegania dalszym znęcaniom. Starsi powinni uważnie monitorować sytuację, aby chronić inne potencjalne ofiary”.
Jakie wnioski wyciąga Pan po przeanalizowaniu tych oświadczeń w telememo? Czy potwierdzają one twierdzenia przeciwników, że Towarzystwo nakazało starszym grozić każdemu, kto zgłosi nadużycie policji, karą dyscyplinarną w zborze? Czy Strażnica nakazała starszym chronić sprawcę, zamiast chronić ofiarę lub inne dzieci?
W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. W telememo wyraźnie stwierdzono: „To, czy osoby posiadające wiedzę zgłoszą przestępstwo, czy podejmą kroki prawne, jest osobistą decyzją”. Nie było absolutnie żadnych instrukcji zniechęcających do zgłaszania przestępstwa. Ale co z tym stwierdzeniem: „Zachęcaj strony, aby nie angażowały zboru, jeśli władze prowadzą dochodzenie?” ? To w rzeczywistości stanowi kolejny dowód, ponieważ starsi są doskonale świadomi, że władze mogą wszcząć dochodzenie, jeśli rodzina ofiary podejmie kroki prawne. Nigdzie w telememo nie ma instrukcji dla starszych, aby grozili karami dyscyplinarnymi osobom zgłaszającym nadużycie. I nigdzie w telememo nie ma instrukcji dla starszych, aby zniechęcali ofiarę do zgłaszania przestępstwa. W rzeczywistości w stanach, w których obowiązuje obowiązek zgłaszania przestępstw, starsi są nawet instruowani, aby zachęcać ofiarę do zgłaszania przestępstwa policji.
A co z ochroną dzieci? Czy według telememo obowiązki starszych zostały wypełnione po tym, jak rozpatrzyli sprawę na drodze sądowej w zborze i/lub dopilnowali, aby przestępstwo zostało zgłoszone władzom? Nie, starsi mają obowiązek podjąć kroki „w celu zapobiegania dalszym nadużyciom” i „uważnie monitorować sytuację dla ochrony innych potencjalnych ofiar” .
Ale dlaczego telememo nakazuje starszym dokonanie „anonimowego zgłoszenia telefonicznego” do władz? Proszę się zastanowić. Najpierw starsi proszą sprawcę o dokonanie zgłoszenia. Jego brak dobrowolnego podporządkowania się i wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny, a tym samym brak skruchy, bez wątpienia skutkowałby wykluczeniem ze społeczności. Jeśli nie chce sam dokonać zgłoszenia, starsi proszą ofiarę, jej rodzinę lub kogoś, kto ma wiedzę o nadużyciu, o zgłoszenie tego do władz. Jeśli również odmówią współpracy, starsi znajdują się w niepewnej sytuacji. Muszą sprzeciwić się woli ofiary i jej rodziny i sami zgłosić nadużycie. Anonimowe zgłoszenie nie tylko spełnia wymogi prawa, ale także zapewnia ochronę starszym, gdyby osoby zaangażowane próbowały pozwać starszych za naruszenie poufności.
Przeciwnicy twierdzą, że anonimowe zgłaszanie przestępstw w jakiś sposób dowodzi, że Towarzystwo Strażnica i starsi odmawiają współpracy z władzami i że w istocie chronią i osłaniają pedofilów, zgłaszając przestępstwo w ten sposób. Ale czy rzeczywiście tak jest? Zastanówmy się nad tym.
Zgłaszając nadużycie, nawet anonimowo, sprawa karna trafia wprost w ręce władz, które muszą przeprowadzić śledztwo, a ofiara i jej rodzina muszą współpracować, aby sprawca mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Władze przesłuchają następnie ofiarę i jej rodzinę. Jeśli nadal będą odmawiać współpracy z policją, tak jak wcześniej starsi, to oficjalnie zaznaczą, że nie chcieli angażować władz. Co jeszcze mogą zrobić starsi? Wykluczyli sprawcę, zgłosili sprawę, zaoferowali rodzinie pomoc duchową, podjęli kroki w celu zapobieżenia dalszym nadużyciom i będą nadal uważnie monitorować sytuację zgodnie z instrukcjami Towarzystwa Strażnica.
W telememo zadano jedno pytanie, które na pierwszy rzut oka może wydawać się niestosowne. W sekcji pytań ankietowych, pytanie nr 9 brzmi: „Ilu starszych uważa, że ofiara była w pewnym stopniu winna lub świadomie uczestniczyła w akcie?”
„Jakie bezduszne!” – krzyczą przeciwnicy. Twierdzą, że to dowód braku troski i zrozumienia dla ofiar oraz minimalizuje krzywdę sprawcy. Wyobraźcie sobie, że część winy spada na małe dziecko, które dobrowolnie uczestniczyło w molestowaniu. Jak mogli zadać tak niestosowne pytanie? Ponownie, zastanówmy się nad tym.
Molestowanie dzieci, zgodnie z definicją prawa danego kraju, nie dotyczy starszego mężczyzny z małym dzieckiem, jak się powszechnie zakłada, omawiając molestowanie dzieci. W niektórych stanach dobrowolny seks między osobą tuż po ukończeniu wieku zgody a osobą zbliżającą się do wieku zgody jest uważany za gwałt lub znęcanie się nad dzieckiem. Na przykład, gdyby 20-latek odbył dobrowolny seks z 17-latkiem, zgodnie z prawem w niektórych stanach, mogłoby to zostać uznane za znęcanie się nad dzieckiem. Teraz widzimy, że pytanie wcale nie jest takie naciągane. Z pewnością 20-latek w tym przypadku nie powinien być do końca życia nazywany pedofilem lub gwałcicielem. Pytanie jest w tym przypadku zarówno rozsądne, jak i właściwe. I właśnie dlatego je postawiono.
Jakie wnioski możemy wyciągnąć po dokładnej analizie telememo? Zamiast wspierać twierdzenia przeciwników i odstępców, telememo w rzeczywistości stanowi udokumentowany dowód na korzyść Towarzystwa Strażnica. Instrukcje zawarte w telememo są zgodne ze wszystkimi listami i innymi publikacjami Towarzystwa, które nakazują starszym zgłaszanie nadużyć, gdy jest to obowiązkowe, nigdy nie zniechęcać ani nie grozić karą dyscyplinarną ze strony zboru osoby zgłaszającej nadużycie, podejmować kroki w celu ochrony ofiary oraz uważnie monitorować sytuację, aby zapewnić bezpieczeństwo wszystkim pozostałym dzieciom.
W rzeczywistości jedno z pytań zadanych w telememo, mające na celu upewnienie się, że starsi przestrzegają wytycznych ustalonych przez Towarzystwo, brzmiało: „Czy starsi przejrzeli listy z 1 lipca 1989 r., 23 marca 1992 r. i 3 lutego 1993 r.?”. Przegląd tych listów, które obszernie cytowaliśmy na tej stronie, wyraźnie pokazuje, że twierdzenia przeciwników dotyczące polityki Świadków Jehowy wobec nadużyć wobec dzieci są ewidentnie fałszywe, a ich twierdzenia dotyczące telememo to nic innego jak zwykłe odstępcze wyolbrzymianie i przekręcanie faktów.
Takie przesady, przeinaczanie faktów, oszustwa i jawne kłamstwa to powszechne taktyki krytyków polityki Świadków Jehowy wobec dzieci. Najważniejszym z nich jest Bill Bowen i jego organizacja Silentlambs. Pokażemy, jak daleko on i jego kumple posuną się w nadziei na zdyskredytowanie Świadków Jehowy.
XXI. Ciche jagnięta lub hałaśliwe kozy
Bill Bowen i jego współpracownicy często wygłaszają oświadczenia dotyczące polityki Strażnicy wobec osób molestujących dzieci. Chcą, aby inni uwierzyli, że ich oświadczenia są rzeczywiście oświadczeniami faktów na temat tej polityki. Mają nadzieję, że inni uwierzą im na słowo i nie będą sami tego sprawdzać. Prawda jest jednak taka, że tak naprawdę wymyślili politykę Strażnicy, która tak naprawdę nawet nie istnieje, aby następnie zdyskredytować tę wymyśloną politykę. Przyjrzyjmy się niektórym z tych „faktycznych” oświadczeń i sprawdźmy, czy są prawdziwe, czy fałszywe. Po pierwsze, aby uniknąć nieporozumień, zrozummy, że Bill Bowen założył swoją stronę internetową na początku 2001 roku. Na jego stronie czytamy: „Strona została uruchomiona w marcu 2001 roku…”. Mając to na uwadze, przyjrzyjmy się niektórym z ich oświadczeń.
W liście od Silentlambów z 8 sierpnia 2001 roku czytamy: „Organizacja Świadków Jehowy jest zamkniętą społecznością, która wymaga od swoich członków, aby w razie problemów zwracali się do organizacji, zamiast szukać pomocy na zewnątrz. Praktyka ta jest sprzeczna z przepisami prawa nakazującymi zgłaszanie podejrzeń o molestowanie dzieci”.
Czy to prawda czy fałsz?
List do starszych z 1992 roku: „Są chwile, gdy chrześcijanin z problemami emocjonalnymi może szukać profesjonalnej pomocy. To, czy brat lub siostra skorzysta z leczenia u psychiatry, psychologa lub terapeuty, jest osobistą decyzją, o ile terapia nie jest sprzeczna z zasadami biblijnymi”.
22 maja 1986 r. „Przebudźcie się”, od naszych czytelników: „Pomoc w depresji Aby pomóc mojemu mężowi w radzeniu sobie z poważną depresją i wynikającymi z niej konfliktami rodzinnymi, wraz z mężem korzystaliśmy ze specjalistycznej terapii u psychologa. W ciągu sześciu miesięcy leczenia regularnie sprawdzaliśmy porady, które otrzymaliśmy w numerach „Przebudźcie się!” z 8 września i 22 października 1981 r. Okazało się, że wiele z tych samych porad, za które płaciliśmy, było już dostępnych w tych czasopismach za darmo, ale to potwierdziło, że profesjonalne porady, które otrzymywaliśmy, były rzetelne”.
Strażnica z 1 sierpnia 1983 roku: „Ale co, jeśli ktoś w zborze cierpi na poważną depresję? Załóżmy, że odczuwa głęboką bezwartościowość, poczucie winy, beznadzieję lub rozpacz i nic, co ktokolwiek mówi, nie pomaga? Najpierw należy zalecić mu konsultację lekarską, ponieważ poważna depresja często ma podłoże fizyczne”.
Już w 1975 roku Strażnica z 15 kwietnia stwierdzała: „Czy Świadkowie Jehowy uważają, że konsultacja z psychiatrą jest właściwa? To, czy chrześcijanin skonsultuje się z psychiatrą lub innym lekarzem, jest kwestią osobistej decyzji… …może chcieć omówić to ze starszymi w zborze chrześcijańskim – chociaż ostateczna decyzja należy do niego samego (lub rodzica, bądź też do wspólnej decyzji męża i żony)”.
Strażnica z 1 listopada 1991 roku: „Kiedy nasza osoba lub własność zostaje naruszona, istnieją władze, do których można się zwrócić. Możesz zadzwonić na policję… Biblia mówi nam, że władze państwowe są „sługą Bożym, mścicielem, który ma wywrzeć gniew na czyniącym zło”.
Teraz pytam, czy Bill Bowen wiernie przedstawił wierzenia Świadków Jehowy? A może kłamał, próbując zdyskredytować Świadków Jehowy?
W liście czytamy dalej: „Zgodnie z polityką Kościoła, dowodem może być dwóch naocznych świadków każdego aktu nadużycia. Brak takiego dowodu może skutkować wykluczeniem ofiary ze strony starszych i zboru za fałszywe oskarżenia wobec członka wspólnoty”.
Czy to rzeczywiście prawda, czy też jawne kłamstwo mające na celu wprowadzenie innych w błąd? Dwóch świadków „każdego aktu nadużycia” nie jest wymagane. Dwóch świadków tego samego rodzaju nadużycia jest dopuszczalne. Polityka Strażnicy wyraźnie stanowi o tym na swojej stronie internetowej: „Jeśli jednak dwie osoby są świadkami odrębnych incydentów tego samego rodzaju wykroczenia, ich zeznania mogą zostać uznane za wystarczające do podjęcia działań”.
Bill Bowen próbuje przypisać sobie zasługi za tę zasadę, stwierdzając: „…stało się to zasadą wprowadzoną, gdy Silent Lambs naciskało na kwestię znęcania się nad dziećmi”. Prawda jest jednak taka, że zostało to stwierdzone już w 1981 roku w książce „Pay Attention to the Flock Book”. Na stronie 119 czytamy: „Jeśli istnieje inny świadek tego samego rodzaju grzechu ze strony oskarżonego, będzie to podstawą do powołania komisji sądowniczej”.
Stosując tę dyrektywę, wydaną na długo przed powstaniem organizacji Silent Lambs, wiemy, że dwoje różnych dzieci, które były molestowane w różnych sytuacjach przez tę samą osobę, kwalifikowałoby się jako dwaj świadkowie. Inne informacje z Towarzystwa Strażnica ujawniły, że dwaj świadkowie nie muszą być jednocześnie dziećmi, które były molestowane, ani osobami, które widziały molestowanie. Mogą to być dowody sądowe i dziecko. Mogą to być dowody DNA i dziecko. W liście do starszych z 30 stycznia 1992 roku stwierdzono: „Ponadto, gdyby w trakcie rozprawy ujawniono dalsze wykroczenia, konieczne byłoby ponowne rozpatrzenie sprawy, tak jak ma to miejsce w przypadku każdej sprawy sądowej, w której ujawniono dodatkowe wykroczenia”.
Brak przedstawienia takich dowodów nie skutkuje ostracyzmem ani wykluczeniem ze strony zboru za fałszywe oskarżenia, jak twierdzi Silentlambs. Każda ofiara ma prawo zgłosić nadużycie wobec dziecka władzom, niezależnie od liczby świadków. Jak wyraźnie stwierdza polityka na stronie internetowej Strażnicy: „Dodatkowo, ofiara może chcieć zgłosić sprawę władzom i ma do tego bezwzględne prawo”. W liście z 1992 roku stwierdzono: „To również osobista decyzja, czy domniemana ofiara zdecyduje się zgłosić takie oskarżenia władzom świeckim”. W istocie WSZYSCY są zachęcani do zgłaszania przypadków nadużyć wobec dzieci właściwym władzom, jak stwierdzono w tym samym liście z 1992 roku: „…WSZYSCY w zborze chrześcijańskim chcieliby rozważyć swoją osobistą i moralną odpowiedzialność za powiadomienie odpowiednich władz w przypadkach, w których doszło do popełnienia lub istnieje ryzyko popełnienia poważnego przestępstwa tego rodzaju”.
Bill Bowen stwierdził: „Poczułem się zmuszony zrezygnować z funkcji pastora mojej lokalnej parafii w proteście przeciwko wewnętrznym zasadom, które chronią przestępców seksualnych i krzywdzą dzieci. Kiedy kościół awansuje pedofilów na stanowiska kierownicze i wymaga od nich, aby odwiedzali domy nieświadomych osób, to jest to zła polityka”.
Czy to rzeczywiście prawda, czy kolejny wymysł? Polityka Świadków Jehowy nie pozwala byłym pedofilom zajmować stanowisk kierowniczych do końca życia. Strażnica z 1 stycznia 1997 roku zaprzecza wypowiedzi Bowena: „Dla ochrony naszych dzieci, mężczyzna, o którym wiadomo, że dopuścił się molestowania seksualnego dzieci, nie kwalifikuje się do odpowiedzialnego stanowiska w zborze. Co więcej, nie może być pionierem [pełnoetatowym misjonarzem Świadków Jehowy] ani służyć w żadnej innej specjalnej, pełnoczasowej służbie”.
List z 2000 r. wysłany do starszych w sprawie osób winnych znęcania się nad dziećmi posunął się jeszcze dalej. Stanowi on: „…nie należy mu przypisywać żadnych konkretnych obowiązków, które można by uznać za przydzielone zadanie, nawet jeśli niektóre z nich można uznać za drobne. Nie powinien zajmować się księgowością, literaturą, czasopismami, prenumeratami ani terytoriami. Nie powinien też być wykorzystywany jako asystent, osoba obsługująca mikrofon, do obsługi sprzętu nagłaśniającego, do reprezentowania zboru w modlitwie ani do prezentowania „Ogłoszeń” na zebraniu służby. Nie będzie też lektorem na zborowym studium książki ani studium Strażnicy, ani do prowadzenia zebrań do służby polowej. Wskazane byłoby, aby studium książki nie odbywało się w jego domu. Nie kwalifikuje się również do pomocniczej ani stałej służby pionierskiej. Chociaż może zgłosić się na ochotnika do pomocy w ogólnej opiece nad Salą Królestwa, w której uczestniczy w zebraniach, nie może zostać zatwierdzony do pracy w innych Salach Królestwa ani Salach Zgromadzeń. Może wygłaszać wykłady ćwiczeniowe w ramach Teokratycznej Szkoły Służby Kaznodziejskiej i uczestniczyć w częściach niezwiązanych z nauczaniem na zebraniu służby, pod warunkiem, że nie będzie to obraźliwe dla członków zboru, którzy wiedzą o jego wcześniejszych przewinieniach”. Wszystko to działo się jeszcze przed powstaniem SilentLambs!
Co więcej, choć prawdą jest, że wszyscy Świadkowie Jehowy są zobowiązani do udziału w głoszeniu dobrej nowiny o królestwie, byli pedofile nie są „zobowiązani” do odwiedzania domów nieświadomych osób. Istnieje wiele różnych form działalności kaznodziejskiej, które nie wymagają głoszenia od drzwi do drzwi. Istnieje głoszenie przez telefon, od sklepu do sklepu, nieformalne, uliczne i w formie studiów biblijnych. Jeśli jednak były pedofil zdecyduje się głosić od drzwi do drzwi, musi to robić w towarzystwie innej osoby dorosłej. List z 2000 roku stwierdza: „Obejmuje to… brak pracy w służbie polowej z dzieckiem…”. A list z 15 października 2002 roku, dotyczący byłych pedofilów, którzy mogą głosić w służbie polowej, stwierdza: „Zawsze powinni być pod opieką osoby dorosłej”.
Zwróćcie uwagę na nagłówki w Silentlambs. „Dwóch naocznych świadków” pozwala na gwałt na drugim dziecku. Bez wątpienia musi to być artykuł o pedofilu, który wykorzystał seksualnie jedno dziecko. Starsi nic nie zrobili, bo był tylko jeden świadek, a to pozwoliło pedofilowi wykorzystać kolejne dziecko, prawda? Cóż, artykuł dotyczy Nestora Cabady, który przyznał się do molestowania przed władzami, bo starsi go do tego namawiali. Nawet artykuł w Silent Lambs przyznaje: „W tej historii sprawca sam się zgłosił, a bez wątpienia było to na polecenie miejscowej starszyzny”.
Ale czy polityka Strażnicy dotycząca dwóch świadków rzeczywiście doprowadziła do molestowania kolejnego dziecka, ponieważ starsi nic nie zrobili, gdy zostali poinformowani o pierwszym molestowaniu? Do takiego wniosku prowadzi nagłówek. Zwróćmy jednak uwagę na to, co mówi artykuł w Silentlambs: „GDYBY uzyskano dostęp do poufnych akt zboru, istniałoby duże prawdopodobieństwo, że pierwsza ofiara została uciszona i musiała czekać, aż drugie dziecko zostanie wykorzystane”.
Mówimy o oskarżeniach bez żadnych dowodów. I mówimy o podstępnym podstępie autora artykułu. Przecież to niemożliwe, żeby starsi dowiedzieli się o molestowaniu po tym, jak dwójka dzieci została zgwałcona, prawda? Nawet w tym przypadku, gdy było jasne ponad wszelką wątpliwość, że starsi dopilnowali zgłoszenia nadużycia, Silentlambs i tak musi za wszelką cenę znaleźć błąd w Świadkach Jehowy, nawet jeśli oznacza to publikację mylących informacji.
Powszechnie wiadomo, że Bill Bowen i jego organizacja Silentlambs często potępiają Towarzystwo Strażnica za brak obowiązkowego zgłaszania WSZYSTKICH przypadków molestowania dzieci oraz za prowadzenie „tajnej bazy danych”, która nie jest publikowana publicznie. Być może nie zdajesz sobie sprawy, że sam Bowen stosuje dokładnie tę samą politykę co Towarzystwo Strażnica. Zwróć uwagę na jego wypowiedzi ze strony internetowej JWD: „Rozmawiałem z wieloma ofiarami, które nigdy nie zgłosiły swoich nadużyć, po prostu zachęcam je do rozmowy o tym z terapeutami, bliskimi przyjaciółmi lub do zgłoszenia sprawy na stronie internetowej SL. Im więcej dowiedzą się, że mogą mówić, tym bardziej prawdopodobne jest, że zgłoszą przestępstwo… Jeśli chodzi o publikowanie nazwisk poszczególnych sprawców molestowania, nie zachęcamy do tego typu działań, ani organizacja Silentlambs celowo nie publikuje tego typu informacji… Kiedy zaczynasz podążać w tym kierunku, wszystko staje się bardzo skomplikowane. Po konsultacjach z prawnikami opracowaliśmy format, którego używamy teraz. Anonimowe publikowanie wszystkich historii…”
Do ciekawej wymiany zdań doszło podczas wywiadu z Billem Bowenem, prezenterką radiową Merią Hellar. W wywiadzie pochwaliła Bowena za umieszczenie na swojej stronie nazwisk pedofilów. Musiał jednak z zażenowaniem przyznać, że tego nie zrobił. Proszę zapoznać się z transkrypcją.
„Bill: …mam część mojej strony internetowej zatytułowaną „Znajdź pedofila”… Ale potem okazuje się, że wiele z tych osób wypełnia ankietę „Znajdź pedofila”, podając wszystkie szczegóły na temat danej osoby, kim była, jak miała na imię, a my przechowujemy te dane.
Meria: O, świetnie! To jest dostępne publicznie, gdyby ktoś chciał tam zajrzeć i sprawdzić, czy Brat Taki-a-Taki i Siostra Taka-a-Taka są pedofilami? …
Meria: …Ale macie tam faktycznie listę, gdzie ludzie mogą sprawdzić nazwiska?
Bill: Ze względów prawnych nie mam tego wpisu na stronie internetowej; trzymam go w tajemnicy. Ale używam go do celów ankietowych; żeby pokazać, z ilu stanów pochodzą pedofile, jakie stanowiska zajmują, ilu starszych zostało zgłoszonych jako pedofilów, ilu faktycznie trafiło na policję i trafiło do więzienia.
Innymi słowy, zdumiewająco podobnie jak Towarzystwo Strażnica, Bowen nie upublicznia swojej „tajnej bazy danych” pedofilów. Bowen nie stosuje również polityki obowiązkowego zgłaszania przypadków molestowania dzieci. Ostro potępia Świadków Jehowy, nazywając ich wręcz rajem dla pedofilów, za coś, czego sam nie chce robić. Stosując tę samą skalę, którą Bowen ocenia Towarzystwo Strażnica, jego organizacja Silentlambs, kierując się własną polityką, również musi przyczyniać się do tworzenia raju dla pedofilów. Bowen to nic więcej niż szarlatan i hipokryta!
Inni zwolennicy Bowena również składali wprowadzające w błąd oświadczenia, świadomie lub nieświadomie. Na przykład, adwokat Bowena, Jeff Anderson, stwierdza: „Wykorzystywanie seksualne dzieci nie jest tolerowane nigdzie indziej. Wraz z wprowadzeniem przepisów chroniących dzieci, takich jak przepisy o powiadamianiu sąsiadów i obowiązkowe zgłaszanie przestępstw, minęły czasy, gdy pedofile korzystali z osłony milczenia, z wyjątkiem Świadków Jehowy. Ten kościół zdaje się uważać, że jest ponad prawem, a zasady go nie dotyczą. Ta sprawa ma po prostu uświadomić Świadkom Jehowy, że w kwestii ochrony naszych dzieci obowiązują ich takie same zasady jak wszystkich innych”.
Co? Czy to możliwe, że pan Anderson zbyt długo słuchał kłamstw Billa Bowena? Polityka Świadków Jehowy stanowi, że starsi powinni zgłaszać przypadki wykorzystywania dzieci zgodnie z prawem. Polityka Strażnicy jasno to określa: „Starsi mogą być zobowiązani przez prawo do zgłaszania władzom nawet niepotwierdzonych lub bezpodstawnych zarzutów. W takim przypadku oczekujemy, że starsi się dostosują”. Jak wspomniano powyżej , „wszyscy” członkowie zboru mają obowiązek zgłaszania przypadków wykorzystywania dzieci, jeśli są ich świadomi lub jeśli mają uzasadnione podejrzenie, że dziecko jest w niebezpieczeństwie.
Już w 1962 roku w Strażnicy z 15 listopada na stronie 693 stwierdzono: „9 Władze świeckie wydają wyroki i karzą osoby, niezależnie od tego, czy są w zborze, czy poza nim, jeśli naruszają prawa przyzwoitości i porządku. (…) Dlatego zbór chrześcijański nie może chronić żadnego ze swoich członków, jeśli kradną, przemycają, dopuszczają się bigamii, morderstw, zniesławiają, defraudują itd. Zbór musi wypuścić takich winnych członków na pastwę władz świeckich. Ponieważ winni łamią prawa kraju i w ten sposób sprzeciwiają się „władzy”, sprzeciwiają się postanowieniom Boga.
10 Zbór chrześcijański nie ma nakazów od Boga i nie ma prawa chronić takich przeciwników i przestępców przed należną karą ze strony „władz” kraju. Nie możemy utrudniać, sprzeciwiać się ani potępiać wykonania krima, czyli wyroku, wspierając lub osłaniając przestępców. Takie postępowanie również postawiłoby zbór chrześcijański w opozycji do Bożego postanowienia…”.
A oto jeden z najbardziej zagorzałych zwolenników organizacji Silentlambs, Robert King, który o Towarzystwie Strażnica powiedział: „Zaprzeczają Jehowie, twierdząc przed sądami, że chrześcijańscy starsi nie mają przed Bogiem żadnego obowiązku ochrony dzieci przed przestępstwami popełnionymi przez członka zboru”.
Ale jak wspomniano wcześniej, prawnicy Strażnicy wcale tego nie argumentowali. Prawda jest taka: argumentowali, że Towarzystwo Strażnica i starsi nie mają „prawnego” obowiązku ochrony dzieci. Argumentowali, że nie powinni ponosić odpowiedzialności za dzieci z prawnego punktu widzenia. Nie byli prawnymi opiekunami dzieci. Nie zostali wyznaczeni na powierników dzieci. Nie mieli obowiązku prawa zwyczajowego ani powierniczego (prawniczego powiernictwa) wobec dzieci. Rodzice ponoszą prawną odpowiedzialność za swoje dzieci, a nie Towarzystwo Strażnica ani starsi. I to jest logiczne i poprawne. To zdrowy rozsądek. Nigdy nie twierdzili, że w ogóle nie mają obowiązku ochrony dzieci. W rzeczywistości nie o to chodziło w tej sprawie. Chodziło o ich prawną odpowiedzialność wobec dzieci. Sąd oddalił pozew, ponieważ Towarzystwo Strażnica miało rację w swoim argumencie.
W świetle przedstawionych powyżej dowodów jasne jest, że prawda i uczciwość muszą zejść na dalszy plan w obliczu ich planu dyskredytowania Świadków Jehowy. Bowen i jego kumple okazali się zwodniczymi, oszukańczymi i przesadnymi ludźmi. Nawet wielu byłych Świadków Jehowy patrzy na Billa Bowena z pogardą. Czy zaufalibyście takiemu człowiekowi, że powie wam prawdę o polityce Świadków Jehowy wobec molestowania dzieci? Ale co z tymi wszystkimi okropnymi historiami o molestowaniu dzieci, które krążą na stronie Silentlambs? Przecież nie wszystkie mogą być fałszywe, prawda?
XXII. A co z tymi wszystkimi historiami?
Oto typowy wybieg odstępcy:
1. Twierdzenia o szczególnych, poufnych informacjach, którymi nikt inny nie dysponuje, informacjach, które nie zostały zebrane z innych odstępczych witryn.
2. Twierdzi, że starsi wiedzieli o tym od początku, ale nie zrobili absolutnie nic lub wykluczyli ofiarę zamiast sprawcy przemocy.
3. Nie przedstawiaj żadnych dowodów na poparcie swoich twierdzeń i licz na to, że nikt nigdy nie poświęci czasu na zbadanie ich twierdzeń i znalezienie informacji, które mogłyby obalić ich słowa.
4. Próbuje grać na emocjach, sprawiając, że osoba, która zadaje jej pytania, wydaje się być po stronie molestującego i przeciwko ofierze.
Z pewnością słyszeliście tego typu historie: „Znałem kogoś, kto został wykluczony za zgłoszenie zarzutów policji. Siostrze z mojego zboru starsi powiedzieli, żeby nie zgłaszała się na policję. Ten brat molestował dzieci przez dziesięciolecia, a starsi stali z boku i nic z tym nie zrobili. Ten starszy molestował dzieci i nigdy nie został usunięty ze stanowiska starszego”. I tak dalej, i tak dalej. Bill Bowen z Silentlambs twierdzi, że ma około 7000 podobnych, przerażających historii.
Zgodzisz się, że Świadków Jehowy ma wielu hejterów i przeciwników. Zrobią wszystko, by ich zdyskredytować. Niewątpliwie niektóre historie pochodzą właśnie z nich. Inne mogą być oparte na prawdzie, ale są nieco przesadzone. Często zgodzisz się, że historia ma dwie strony. Czasami ktoś pomija lub zapomina niektóre fakty, aby wyglądać bardziej wiarygodnie. Dwie z najsłynniejszych spraw przeciwko Towarzystwu Strażnica, z udziałem Vicki Boer i Sary Poisson, są tego przykładem. Bliższa analiza ich historii i akt sądowych pokazuje, że ich twierdzenia są fałszywe, jak już wcześniej wykazaliśmy.
Czy twierdzimy, że wszystkie historie o nieudolnym postępowaniu starszych są nieprawdziwe? Oczywiście, że nie. Dopóki mamy do czynienia z niedoskonałymi ludźmi, błędy są nieuniknione. Niektórzy starsi mogą naruszyć zasady Towarzystwa Strażnica i samodzielnie decydować, jak postąpić w danej sprawie, co prowadzi do poważnych błędów i problemów dla osób zaangażowanych. Nawet prawnik Towarzystwa Strażnica, Philip Brumley, przyznał: „Zdarzają się sytuacje, gdy sytuacja, która powinna zostać zgłoszona, nie jest zgłaszana. Albo gdy opieka powinna zostać udzielona, a nie została udzielona. Ale twierdzenie, że zasady nie są przestrzegane w sposób doskonały, jest dalekie od stwierdzenia, że istnieje polityka, która pozwala na zdecydowane minimalizowanie lub ukrywanie tego problemu. Zasady Świadków Jehowy dotyczące postępowania w przypadkach molestowania dzieci nie mają sobie równych w społeczności religijnej”.
Ale z drugiej strony nie ma wątpliwości, że liczby są mocno przesadzone przez grupę Silentlambs, ponieważ najwyraźniej mają cel, który nie jest łatwo dostrzegalny dla tych, którzy nie chcą go dostrzec. Ich oświadczenia i pisma są mylące i przeinaczone. Naginają rzeczywistość, aby pasowała do ich agendy, jak pokazano wcześniej. Zadaj sobie pytanie, dlaczego miałbym wierzyć każdemu ich słowu? Czy jestem gotów wierzyć słowom tych, którzy próbują zdyskredytować Towarzystwo Strażnica, ale nie wierzyć dokumentom faktograficznym i słowom tych, którzy pomagają mi dostrzec prawdę Biblii? Czy jestem gotów wierzyć ich słowom, ale nie jestem gotów wierzyć słowom organizacji, która stara się zachować czystość, wykluczając rozpustników, gwałcicieli, pedofilów i tym podobnych? Jaka inna organizacja wyklucza i unika praktykujących pedofilów? Gdyby Świadkowie Jehowy chcieli zwiększyć swoje szeregi, wystarczyłoby, że pozwoliliby rozpustnikom pozostać lub dołączyć do nich. Prawdopodobnie mogliby potroić liczbę członków w mgnieniu oka, gdyby był to po prostu cel Towarzystwa Strażnica.
Dlaczego Świadkowie Jehowy chcieliby trzymać w swojej organizacji pedofilów? Bo są tak wspaniałymi starszymi i sługami pomocniczymi? Świadkowie Jehowy po prostu KOCHAJĄ tych ludzi! Tak miło ich mieć w zborze! Owszem, czasami pakują się w zbyt duże kłopoty i ich czyny muszą być ukrywane, żeby cokolwiek zrobić, by chronić tych uroczych pedofilów, ale warto. Nawet gdy starsi są zmuszeni z powodu przytłaczających dowodów usunąć ich ze zboru (jakże smutne jest widzieć pedofila odchodzącego), nadal starają się zapewnić sobie bezpieczeństwo przed władzami. To byłaby wielka niesprawiedliwość, gdyby musieli trafić do więzienia, gdzie nie mogliby wślizgnąć się z powrotem do innego zboru, aby znów móc cieszyć się swoim towarzystwem. I tak, Strażnica zdaje sobie sprawę, że ta praktyka będzie ich w końcu kosztować miliony dolarów w sądach, ale mówię wam, warto mieć wśród nas tych wspaniałych ludzi śliniących się na widok naszych maluchów. Jakże absurdalne jest powyższe rozumowanie. Ale czyż nie jest to w zasadzie rozumowanie tych, którzy twierdzą, że Świadkowie Jehowy tuszują molestowanie dzieci?
Nie ma logicznego ani rozsądnego wyjaśnienia, dlaczego Towarzystwo Strażnica chciałoby, aby pedofile byli członkami organizacji lub pełnili w niej służbę. Po prostu starają się przestrzegać zasad biblijnych w swojej polityce. To nie jest złowrogie. To nie jest próba zatuszowania, mająca na celu pokazanie, że mamy raj duchowy. Gdyby tak było, dlaczego nie zatuszować również rozpusty? Rozpustników jest o wiele więcej niż pedofilów. Dlaczego nie utrzymać rozpusty w tajemnicy, aby stworzyć pozory organizacji, która żyje w doskonałym raju duchowym, bez żadnych przestępstw? To nie ma sensu. To jest nielogiczne. I nieoparte na faktach.
Jeden z użytkowników Topix podsumował to w kontekście historii o molestowaniu dzieci słowami: „Ludzie twierdzą najróżniejsze rzeczy. Twierdzą, że wiedzą o najróżniejszych przypadkach molestowania dzieci. Znają każdy szczegół tego, co się wydarzyło. Wiedzą, kto o tym wiedział, wiedzą, kiedy się o tym dowiedział, po prostu wiedzą wszystko. I oczywiście temat całej tej „wiedzy” zawsze uchodził im na sucho…
To wariacja na temat historii o okrucieństwie – powszechnej taktyki stosowanej przez tzw. ruch „antysektowy”. Nie musi być prawdziwa. Nie musi nawet być weryfikowalna. Liczy się tylko to, żeby wywołać emocjonalną reakcję u czytelnika. Doprowadzić go do szału. Rozpalić w nim mentalność naganiacza na czarownice. Rozbudzić w nim pragnienie bycia „wtajemniczonym”. Pamiętaj, ci ludzie mają „poufne informacje”, znają „prawdę” o „prawdzie”. Mają wiedzę, której nikt inny nie ma…
To ogromna arogancja, zrodzona z przekonania, że były Świadek Jehowy, który stał się przeciwnikiem, był osobą uciskaną, mądrzejszą lub lepszą od reszty zgromadzenia Świadków Jehowy, a oni każą Świadkom Jehowy i ich agentowi, WTS, płacić za „trzymanie ich w ryzach”.
Nie oznacza to, że niektóre rzeczy wygłaszane przez przeciwników nie są lub nie mogą być prawdą. Jestem pewien, że istnieją historie o „milczących” „owcach”, które mogą być prawdziwe. Zawsze powtarzałem, że są nieweryfikowalne. Nie mają potwierdzenia w faktach. To plotki. A wiele z tych szczegółów jest tak oburzających, że bez dysonansu poznawczego nie da się w nie uwierzyć bez jakiegoś dowodu.
Ale dowód jest wrogiem przeciwnika Świadków Jehowy. Dlatego mogą wysuwać oburzające twierdzenia… ponieważ nie oczekują, że ktoś będzie kwestionował ich lub ich „dowód”. Oczywiście dowody, które przedstawiają, ich potępiają – jak dowody w sprawie Burów. Ale są tak aroganccy, że oczekują, że czytelnicy uwierzą im na słowo. Żądanie dowodów na przeciwnika Świadków Jehowy to robienie z siebie „trolla apologety”…
Klasycznym przykładem tego typu fortelu stosowanego przez przeciwników jest sprawa Ralpha Heroux. Proszę kontynuować, jeśli chcesz o tym przeczytać.
XXIII. Heroux Apostatów
„Na przykład w moim zborze było kilku molestujących, z których jeden został wielokrotnie zgłoszony starszym i nic nie zrobiono, dopóki kilka jego ofiar (wówczas byłych Świadków Jehowy) nie zdobyło się na odwagę, by wnieść przeciwko niemu oskarżenie karne dziesiątki lat po tym, jak padły ofiarą. Ten mężczyzna służył jako sługa kaznodziejski w swoim ostatnim zborze, nigdy nie został wykluczony i był zawodowym pedofilem przez prawie 40 lat, mając pełną wiedzę o starszych w co najmniej czterech różnych zborach. Jego lista ofiar była długa… Ralph Heroux… sługa kaznodziejski… molestował wiele ofiar przez dekady… wielokrotnie zgłaszał starszym w kilku zborach… nigdy nie zrobiono nic w zborze i nikt nie dowiedział się o jego skłonnościach, dopóki dwie z jego ofiar, które w tamtym czasie były Świadkami Jehowy, nie wniosły przeciwko niemu oskarżenia karnego, które z powodu luki prawnej nie zostały unieważnione z powodu przedawnienia…”
To słowa przeciwniczki Świadków Jehowy, którą nazwiemy RHW. Posługuje się ona przykładem Ralpha Heroux jako jaskrawym przykładem porażki polityki Świadków Jehowy w zakresie przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu dzieci. Słyszeliśmy tego typu historie wielokrotnie. Jednak śledztwo w sprawie Ralpha Heroux dostarczy nam jaskrawego przykładu tego, jak przeciwnicy kłamią, oszukują i wyolbrzymiają, mając nadzieję na zdyskredytowanie Świadków Jehowy i ich polityki w zakresie przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu dzieci.
Dla tych, którzy nie znają tej sprawy, podajemy nazwiska osób zaangażowanych:
- Kristi Hynes, jego pasierbica, była molestowana w latach 1972–1979.
- W tym samym okresie jej kuzyn, Randy Cardoza, również dopuścił się przemocy.
- Shiela, jak przypuszczam, jego druga żona, która rozwiodła się z nim w 1979 roku.
- Zakładam, że chodzi o jego biologiczne dzieci, rzekomo molestowane przed upływem tych lat.Kiedy stan Massachusetts uchwalił prawo nakazujące zgłaszanie zarzutów o molestowanie dzieci, nawet jeśli miały miejsce w przeszłości, starsi zgłosili zarzut molestowania dzieci przez Ralpha Heroux. W rezultacie został on skazany za molestowanie dzieci i trafił do więzienia.RHW posługuje się klasyczną sztuczką odstępców i przeciwników.
- Twierdzenia o szczególnych, poufnych informacjach, których nikt inny nie posiada, informacjach, które nie zostały zebrane z innych odstępczych witryn.
- Twierdzi się, że starsi wiedzieli o tym od początku, ale nie zrobili absolutnie nic lub wykluczyli ofiarę zamiast sprawcy przemocy.
- Nie przedstawia żadnych dowodów na poparcie swoich twierdzeń i liczy na to, że nikt nigdy nie poświęci czasu na zbadanie jego twierdzeń i znalezienie informacji, które mogłyby obalić jego słowa.
- Próbuje grać na emocjach, sprawiając, że osoba, która zadaje jej pytania, wydaje się być po stronie molestującego i przeciwko ofierze.Sprawdźmy prawdziwość jej słów w świetle dokumentacji i zeznań innych osób. Komentarze RHW zaznaczono kursywą.„Ten człowiek… nigdy nie był wykluczony i był zawodowym pedofilem przez prawie 40 lat, mając pełną wiedzę o starszych z co najmniej 4 różnych zborów”.RHW bezpośrednio zaprzecza artykułowi na Silentlambs. Artykuł znaleziony na tej stronie stwierdza: „Jednak w pozwie zarzuca się, że zbór w Attleboro został poinformowany o nadużyciach i że Heroux został „wykluczony”…”. Wyobraźcie to sobie! RHW zaprzecza stronie numer jeden krytykującej politykę Strażnicy dotyczącą wykorzystywania dzieci. Oczywiście, po zapoznaniu się z tą informacją, nie miała innego wyjścia, jak tylko zmienić swoją wersję wydarzeń. Cofała się, stwierdzając: „Podczas mojego pobytu w zborze w Attleboro nigdy nie został wykluczony… nigdy… Odkąd go opuściłam, nie było żadnej wzmianki o tym, że został wykluczony, zanim stałam się nieaktywna. Jedna z przyjaciółek ŚJ, która utrzymywała ze mną kontakt, była w tym zborze przez długi czas po moim odejściu i nigdy nie wspomniała o jego wykluczeniu”. Tak więc jej historia zaczyna się od stwierdzenia : „Ten człowiek… nigdy nie został wykluczony”, mimo że był „zawodowym pedofilem przez prawie 40 lat”, a kończy się stwierdzeniem: „Nigdy nie słyszałam, żeby został wykluczony”. Oczywiście to pierwsze stwierdzenie brzmi o wiele lepiej, jeśli ktoś próbuje przedstawić Świadków Jehowy jako raj dla pedofilów.Kontynuując jej cytaty: „Nigdy nic nie zostało zrobione na szczeblu wspólnoty… Ten człowiek pełnił funkcję Sługi Duchownego w swojej ostatniej wspólnocie…”Jeśli nic nie zrobiono, a Heroux nadal pełnił funkcję służebnika pomocniczego, jak można wytłumaczyć, dlaczego Kristi Hynes na stronie silentlambs powiedziała: „Sheila (jej matka) to również ta, która udała się do nadzorcy obwodu i przypomniała mu, co zrobił Ralph, kiedy chcieli go mianować sługą pomocniczym”. Wygląda na to, że jednak coś zrobiono, skoro w tym czasie nie pełnił on funkcji sługi pomocniczego ani nie został rekomendowany przez starszych. RHW w zasadzie nazywa ofiarę molestowania kłamcą.„Jego lista ofiar była długa… Ralph Heroux… sługa duchowny… molestował wiele ofiar przez dziesięciolecia”Oczywiście, poproszony o przedstawienie dowodów, RHW nie potrafił przedstawić żadnych dowodów na to, że molestowanie miało miejsce „przez dekady”, ani żadnych dowodów na to, że molestował jakiekolwiek dzieci w zborze poza swoimi biologicznymi dziećmi, pasierbicą i kuzynem? Nie potrafił przedstawić długiej listy dzieci w zborze, które twierdziły, że były molestowane przez Heroux?„pedofil z powołania od prawie 40 lat, mający pełną wiedzę o starszych w co najmniej 4 różnych zborach”. Porównaj to stwierdzenie z tym: „Ralph został zgłoszony starszym w co najmniej trzech zborach.Hmmm. Czy to były 3, czy 4 zbory? I jakie miała dowody na to, że starsi wiedzieli o molestowaniu w tych 3 czy 4 zborach? Po dalszych pytaniach RHW o wydarzenia w innych zborach, w końcu musiała przyznać: „Nie wiem, co działo się w innych zborach”.Ciąg dalszy: „Oni (starsi) NIE „zgłosili” tego. Musieli przekazać dokumenty… Jestem pewien, że nigdy nie spodziewali się, że państwo zażąda tych dokumentów, ale ich przekazanie NIE oznacza „zgłoszenia” sprawy. Proszę, postarajcie się uporządkować fakty i przestańcie je przekręcać dla własnych korzyści”.Oto list wysłany do Kristi Hynes, który można znaleźć na stronie silentlambs:ZBÓR ŚWIADKÓW JEHOWY SEEKONK
290 Arcade Ave.
Seekonk, MA 02771
…
28 maja 2002 r.Droga Jane Doe,Zgodnie z wymogami nowego prawa stanu Massachusetts dotyczącego zgłaszania przypadków znęcania się nad dziećmi, 28 maja 2002 roku złożyliśmy do Biura Prokuratora Okręgowego Hrabstwa Bristol zawiadomienie o zarzutach, że padłeś ofiarą znęcania się nad dzieckiem. Niniejsze zawiadomienie jest przekazywane zgodnie z wymogami nowego prawa.
Z poważaniem,
Starsi
zboru SeekonkDodatkowo na stronie silentlambs można znaleźć ten cytat: „Starsi kościoła wysłali jej list, zgodnie z wymogami niedawno uchwalonego prawa, które nakłada na kościoły obowiązek zgłaszania władzom oskarżeń o nadużycia seksualne”.
RHW ponownie wprowadzało w błąd. Starsi nie otrzymali od państwa wyraźnego nakazu przekazania wszystkich dokumentów dotyczących Ralpha Heroux. Państwo wprowadziło prawo nakazujące zgłaszanie wcześniejszych zarzutów o molestowanie dzieci, więc starsi „zgłosili” zarzuty przeciwko Ralphowi Heroux. To doprowadziło do aresztowania i skazania Ralpha Heroux. Warto zauważyć, że data listu wysłanego przez starszych to maj 2002 roku. Heroux został aresztowany i nie przyznał się do winy (pierwotnie przyznał się do winy) w styczniu 2003 roku. Tak, starsi „zgłosili” to. Sprytne przedstawienie sprawy przez RHW było jedynie próbą podania mylących i oszukańczych informacji w celu zdyskredytowania Świadków Jehowy.
„Przez dziesięciolecia zwlekali z tym, aż zostali ZMUSZENI do zgłoszenia tego… zwlekali z tym przez dziesięciolecia, aż zostali zapędzeni w kozi róg”.
Towarzystwo Strażnica nigdy nie było „zmuszone” do zgłaszania zarzutów. Nie zostało zapędzone w kozi róg. Państwo nic nie wiedziało o zarzutach. Towarzystwo Strażnica mogło z łatwością ich nie zgłosić i nikt by się nie dowiedział. Czyż nie tak często twierdzą odstępcy, że Towarzystwo Strażnica i starsi zazwyczaj nie zgłaszają przypadków molestowania, nawet gdy wymaga tego prawo? A tutaj zgłaszają molestowanie po 30 latach. To samo w sobie całkowicie obala zarzuty, że Towarzystwo Strażnica zazwyczaj nie zgłasza przypadków molestowania, nawet gdy wymaga tego prawo?
„Aha, i żeby było jasne, „raport” NIE był kluczowym elementem, który doprowadził do jego aresztowania i skazania. To przekazanie tego raportu PRZEZ PAŃSTWO ofiarom skłoniło ONE do złożenia skargi karnej przeciwko Ralphowi. „Raport” kongregacji nie miał z tym bezpośrednio nic wspólnego”.
RHW liczy, że wszyscy będą kompletnymi idiotami. Nawet strona internetowa silentlambs pisze: „Starsi kościoła wysłali jej list zgodnie z nowo uchwalonym prawem, które nakłada na kościoły obowiązek zgłaszania władzom zarzutów molestowania seksualnego. List ten wywołał u kobiety z Attleboro stłumione wspomnienia o molestowaniu, jak czytamy w pozwie. Późniejsze śledztwo doprowadziło do postawienia Heroux zarzutów i przyznania się do winy w sprawie o napaść na tle seksualnym, pobicie i gwałt”.
„Dwie ofiary, które w końcu wniosły oskarżenie, opuściły organizację Świadków Jehowy i wyparły wspomnienia o tych zdarzeniach, aż do momentu, gdy otrzymały powiadomienie od stanu Massachusetts o skargach złożonych w zborze wiele lat wcześniej”.
Jeśli Kristi Hynes wyparła wspomnienia, jak można wytłumaczyć, dlaczego w swoim liście na tej samej stronie Silentlambs stwierdza: „Wyprowadziłam się z domu Sheili, gdy miałam 18 lat i poszłam dalej ze swoim życiem najlepiej, jak potrafiłam. Nigdy nikomu nie wspomniałam ani słowem o nadużyciach, nawet dlatego, że się wstydziłam”. A jeśli wyparła wspomnienia, jak można wytłumaczyć, dlaczego w komunikacie prasowym Bowena stwierdzono: „Kristi Hynes-35, z Appleboro, MA, była wierną Świadką Jehowy, która została ochrzczona w wieku 13 lat. Kiedy w wieku 14 lat zgłosiła gwałt, jakiego dopuścił się jej ojczym w wieku od 5 do 14 lat,…” Po raz kolejny przeciwnicy zaprzeczają sobie lub współoponenci.
W rzeczywistości, gdy poprosiliśmy o szczegółowe odpowiedzi na temat Ralpha Heroux, okazało się, że RHW nie wiedziała więcej niż ktokolwiek inny, kto czytał o tej sprawie, a może nawet mniej. Oto niektóre z jej odpowiedzi na konkretne pytania.
Kiedy był sługą pomocniczym? W jakich latach i w jakich zborach? Kiedy został usunięty ze stanowiska sługi pomocniczego? „Nie mogę podać szczegółów,…
Czy został usunięty? „Nie wiem”.
W jakich latach uczęszczał do zboru w Attleboro? „Nie znam konkretnych lat…”
Kiedy przeniósł się do zboru Seekonk i ile lat tam spędził? „Sprawdź z nimi”.
Do jakiego zgromadzenia uczęszczał później? „Sprawdź w Towarzystwie”.
Kiedy ożenił się ponownie po rozwodzie z Sheilą, do jakiej wspólnoty należał i czy pasierbowie oskarżyli go o molestowanie? Czy ta żona się z nim rozwiodła? „Sprawdź w Stowarzyszeniu”.
Czy on jeszcze żyje? Nie wiem. Sprawdź w kongregacji Seekonk.
Wow, czy możesz w to uwierzyć? Jak na kogoś, kto ciągle narzeka na sprawę Heroux z powodu informacji z pierwszej ręki, z pewnością nie ma zbyt wielu informacji na ten temat albo po prostu nie chce ujawnić tego, co wie, żeby uniemożliwić nam poznanie prawdy. Wygląda na to, że RHW po prostu chce, żebyśmy uwierzyli w to, co mówi i nie drążyli tematu zbyt głęboko. RHW zdaje się potwierdzać słowa, że dowód jest wrogiem przeciwników Świadków Jehowy! Ale nagle, o dziwo, prawda miała wyjść na jaw.
Aby udowodnić, że znała szczegóły sprawy bez otrzymywania informacji z apostatycznych stron internetowych, wyraźnie oświadczyła: „Nie czytałem relacji na stronie Silentlambs…”. Ale potem odkryliśmy jej oświadczenie na stronie Topix, około 4 miesiące przed złożeniem powyższego oświadczenia. Stwierdziła w nim o Ralph Heroux: „Jego lista ofiar była długa. Z tego, co wyczytałem na stronach takich jak SilentLambs…”. Ups. Przyłapany!
A zatem, oprócz jej sprzecznych Silentlambów i ofiary, Kristi Hynes, RHW została przyłapana na oczywistym kłamstwie. Czy naprawdę znała Ralpha Heroux? Teraz, przyłapana na oczywistym i bezczelnym kłamstwie, nadszedł czas, aby zastosować chwyt apostazji, który próbuje grać na emocjach, sprawiając, że każdy, kto ich kwestionuje, wydaje się być po stronie molestującego, a przeciwko ofierze. I tak powiedziała: „Czy apologetom Świadków Jehowy w ogóle zależy na ofiarach w tych zborach, czy też bardziej zależy im na wyciąganiu starych postów, które pozornie wydają się szkodzić MOJEJ wiarygodności, co oczywiście NIE jest tu problemem”.
Co tak naprawdę pokazują fakty w sprawie Heroux.
1. Ralph Heroux został wykluczony.
2. Nie ma długiej listy ofiar w kilku zborach na przestrzeni kilku dekad.
3. Tylko członkowie rodziny Heroux twierdzą, że byli przez niego molestowani, a nie „liczne dzieci Świadków Jehowy”.
4. Żadne dziecko nie twierdziło, że było molestowane od czasu molestowania pasierbicy Heroux pod koniec lat 70., kiedy to starsi dowiedzieli się o tym.
5. Nie ma dowodów na to, że Heroux został mianowany sługą pomocniczym po tym, jak starsi dowiedzieli się o molestowaniu pod koniec lat 70., a nawet jeśli był sługą pomocniczym po tym czasie, to nie ma to znaczenia, ponieważ nikt nie twierdzi, że molestował ich po latach 70.
6. Starsi zastosowali się do nowego prawa o obowiązkowym zgłaszaniu, chociaż nie mogli tego zrobić i nikt nigdy nie dowiedziałby się o czymś innym.
7. To starsi, którzy zgłosili zarzuty, a nie ofiara, doprowadzili do aresztowania Heroux i ostatecznego skazania. Jednak domniemana ofiara chce teraz zrzucić odpowiedzialność na Świadków Jehowy i Towarzystwo Strażnica, chociaż gdyby nie starsi, nigdy nie doszłoby do skazania, a jej pozew przeciwko Towarzystwu Strażnica nigdy by nie został wniesiony.Ile innych historii o przeciwnikach lub odstępcach opiera się na kłamstwach, przesadzie i oszustwie, jak ta? Ponieważ przeciwnicy i odstępcy zazwyczaj mają jeden cel – zdyskredytowanie Towarzystwa Strażnica, niezależnie od tego, co ujawnia prawda, bez wątpienia można śmiało powiedzieć, że sporo z nich jest fałszywych.
XXIV. ______ kontra Strażnica
Być może czytałeś o pozwach przeciwko Towarzystwu Strażnica, ale często słyszysz tylko jedną stronę historii – stronę skarżącego. Z pewnością widziałeś programy informacyjne, takie jak Dateline, w których oskarżane są Świadkowie Jehowy i ich polityka wobec molestowania dzieci, ale rzadko, jeśli w ogóle, dowiadujesz się, co ujawniono w toczącym się po emisji programu postępowaniu sądowym. W związku z tym, gdy przeciwnicy wskakują na typowy wózek z napisem „to raj dla pedofilów”, rzadko można zobaczyć rzetelną analizę sprawy. A jeśli pozew zostaje umorzony lub oddalony, często ginie w mentalności polowania na czarownice i nigdy nie jest nagłaśniany.
Celem tego rozdziału nie jest próba ustalenia, czy oskarżony o molestowanie w każdym przypadku jest winny, czy nie, ale raczej zbadanie winy siedziby głównej Świadków Jehowy oraz tego, czy zeznania i fakty wskazują na zaniedbanie lub zniesławienie ze strony Towarzystwa Strażnica, a także sprawdzenie, jak sądy rozpatrzyły pozew przeciwko Towarzystwu Strażnica. Sporządziliśmy tabelę z listą spraw, które do tej pory zakończyły się w sądzie i mamy nadzieję przeanalizować każdą z nich, gdy tylko czas na to pozwoli i w miarę dostępności informacji.
Jak na ironię, to właśnie założyciel Silentlambs, Bill Bowen, powiedział w wywiadzie radiowym dla Merii Hellar w kwietniu 2002 roku: „W styczniu, a właściwie w lipcu tego roku, wniesiono pozew cywilny przeciwko Towarzystwu Strażnica, a inni natychmiast stają w ich obronie. Jeśli nie odpowiedzą na ten problem moralnie, to odpowiemy w sądzie i zobaczymy, jak wytrzymają próbę amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości za to, co zrobili dla dzieci”.
Jak odpowiedziały sądy? Ku wielkiemu rozczarowaniu Bowena, oto lista, którą do tej pory sporządziliśmy wraz z wydanymi wyrokami.
Rees przeciwko WT – powództwo oddalone w trybie natychmiastowym.
Amy B przeciwko WT – powództwo oddalone w trybie natychmiastowym.
Amber Long przeciwko WT – powództwo oddalone w trybie natychmiastowym.
Heidi Meyers przeciwko WT – powództwo oddalone w trybie natychmiastowym.
Berry przeciwko WT – powództwo oddalone w trybie natychmiastowym.
Beal i in. przeciwko WT – powództwo oddalone w trybie natychmiastowym.
Decorso przeciwko WT – powództwo oddalone w trybie natychmiastowym.
Erica Garza Rodriguez przeciwko WT – powództwo oddalone.
Nolen’s Eleven przeciwko WT – powództwo wycofane lub oddalone w trybie natychmiastowym.
Boer przeciwko WT – powództwo netto WT wynosi 137 000 USD.
Welch, Nicole D, Tabitha H. przeciwko WT – powództwo oddalone z zastrzeżeniem.
Kara L. przeciwko WT – powództwo oddalone z zastrzeżeniem.
Daniel West i inni przeciwko WT – oddalił sprawę z uprzedzeniem.
Wimberly Gutierez i inni przeciwko WT – oddalił sprawę z uprzedzeniem.
Tim W przeciwko WT – oddalił sprawę z uprzedzeniem.
Jared Grafmyer przeciwko WT – oddalił sprawę z uprzedzeniem.
AB, GG, SH, NH i inni przeciwko WT – oddalił sprawę z uprzedzeniem.
Przyjaciele Amandy M. przeciwko WT – oddalili sprawę bez uprzedzania.
Towarzystwo Strażnica uznane za niedbałe – ZERO
Nie jest to bynajmniej lista wszystkich spraw, które trafiły do sądu przeciwko Towarzystwu Strażnica, ale zapewniamy, że powód nie wygrał żadnej sprawy, zmuszając Towarzystwo Strażnica do zapłaty milionów dolarów, jak miało to miejsce w przypadku innych religii. Jak trafnie ujął to adwokat Strażnicy, Mario Moreno: „Jak dotąd powodom nie wiedzie się dobrze”. (Auburn Journal/19 stycznia 2004, Ryan McCarthy)
Jeśli chcesz poznać drugą stronę medalu, kliknij konkretny przypadek poniżej.
XXV. Dawidow kontra Strażnica
Kimberlee Norris z kancelarii prawnej Love and Norris stwierdziła na stronie internetowej Topix: „Nie zajmujemy się sprawami, w których nie możemy wygrać; to nie jest korzystne ani dla klienta, ani dla biznesu. Generalnie, nie mogę wydawać tyle, ile potrzeba, na prowadzenie spraw o nadużycia bez znaczącego zysku”.
Z tego stwierdzenia można by wywnioskować, że jej kancelaria prawna zajmuje się wyłącznie sprawami, w których nie ma wątpliwości, że wygra bezapelacyjnie. Można by pomyśleć, że takie oczywiste i oczywiste sprawy dotyczyłyby sprawcy molestowania, który został wykluczony, później przywrócony do wspólnoty, a następnie ponownie mianowany starszym, mimo że wiadomo było, że był wcześniej sprawcą molestowania, tylko po to, by ponownie molestować dzieci w zborze. Albo sprawcy molestowania, który w momencie molestowania był starszym, a następnie został przeniesiony do innego zboru, aby kontynuować swoją funkcję, i ponownie molestował niczego niepodejrzewające dzieci w nowym zborze. Czy tak jest w tym przypadku? Przyjrzyjmy się sprawie z Oregonu, którą podobno podjęła kancelaria prawna Love and Norris.
Jennifer Rouse z Mid-Valley Sunday z 6 października 2002 roku pisze:
„Mężczyzna pozywa zbory Świadków Jehowy w North Corvallis i „krajową siedzibę” tej religii o 3 miliony dolarów. Pozew oskarża przywódców kościoła o ignorowanie molestowania seksualnego, którego doświadczył w dzieciństwie.
… Twierdzi się, że gdy Tyler C. Davidow, obecnie dwudziestokilkulatek, miał 4 lub 5 lat, współwyznawca Świadków Jehowy dopuścił się wobec niego przemocy. Jego matka, Cathy Davidow, twierdzi, że kiedy zwróciła się do starszych kościoła, nie zrobili nic, aby powstrzymać przemoc….
Według pozwu, Cathy Davidow była właścicielką sklepu Blackbeard’s Market 145 NW w Corvallis w latach 80. XX wieku… Cathy Davidow zatrudniała kobietę, która była członkinią zgromadzenia. Według pozwu, kobieta ta często zabierała ze sobą do pracy swojego nastoletniego syna, który, jak wynika z pozwu, często przebywał w magazynie, gdy kobiety pracowały.
Jak wynika ze skargi, w 1985 r. powiedział matce, że nastolatka od roku dopuszczała się wobec niego przemocy seksualnej, po czym matka zgłosiła sprawę starszym ze swojego kościoła.
Po złożeniu pozwu przez Davidowa, John Muir, były członek zboru Corvallis, wystąpił z oskarżeniem, że McKenzie znęcał się również nad jego synem, Elim.
Kiedy Cathy Davidow zgłosiła starszym molestowanie syna, pozostali rodzice nie zostali poinformowani o zarzutach wobec McKenziego, powiedział Muir. Muir dowiedział się jednak o zarzutach od innego członka kościoła. Usłyszał również, że Davidow nie był jedynym chłopcem, który padł ofiarą molestowania – i że syn Muir był jedną z ofiar.
Zszokowany Muir udał się do starszych i poprosił ich, aby powiedzieli mu, co wiedzą. „Kiedy poprosiłem o informacje, powiedziano mi, że nie muszę ich znać. To nic nie da” – powiedział.
Kimberlee Norris, prawniczka prowadząca sprawę, powiedziała, że Świadkowie Jehowy zachęcają członków Kościoła do składania skarg przywódcom Kościoła…
Czas mijał, a Davidow nie widziała żadnych działań, ani w celu pomocy jej synowi, ani w celu ukarania sprawcy. Nadal pytała starszych, co robią w tej sprawie, jak czytamy w pozwie. W końcu skontaktowała się ze starszymi ze zboru, do którego należeli domniemany sprawca i jego matka.
Starsi (zboru w Corvallis) powiedzieli jej, żeby przestała o tym mówić. My się tym zajmiemy” – czytamy w pozwie.
W 1993 roku Davidow zgłosiła sprawę policji w Corvallis.
„Aby ona mogła dojść do tego punktu, jako Świadek Jehowy musisz dojść do punktu, w którym jesteś gotowy na odrzucenie” – powiedział Norris…
Kiedy Cathy Davidow w końcu zgłosiła policji molestowanie syna, została wykluczona. McKenzie nie został wykluczony, ale sam zdecydował się odejść od wiary. Koniec cytatów.
A oto, czego nie wiecie. McKenzie, oskarżony o molestowanie, nigdy nie był Świadkiem Jehowy. Nigdy nie został ochrzczony. Po prostu uczęszczał na spotkania z matką. Aby ława przysięgłych uznała Towarzystwo Strażnica i starszych za winnych zaniedbań, musieliby dokonać ogromnych postępów, jakich żaden sąd dotąd nie dokonał. Proszę to rozważyć.
Po pierwsze, starsi twierdzą, że nigdy nie zostali poinformowani o nadużyciach. Ława przysięgłych musiałaby zatem zaufać słowom Davidowa, a nie słowom starszych. Oczywiście, taka sytuacja jest możliwa, ale chodzi o coś więcej. Nawet jeśli starsi zostali poinformowani o nadużyciach, to jak to miałoby oznaczać, że dopuścili się zaniedbań? Davidow nie był wykorzystywany po tym, jak im powiedziano.
Ale co z zeznaniami Johna Muira, który wystąpił po wniesieniu przez Davidowa pozwu przeciwko Towarzystwu Strażnica? Należy zauważyć, że Muir nie twierdzi, że jego syn był molestowany po tym, jak sprawca został zgłoszony starszym, chociaż niektórzy przeciwnicy Świadków Jehowy napisali komentarze na temat tych wydarzeń, zakładając, że McKenzie wykorzystała seksualnie więcej dzieci po tym, jak rzekomo powiadomiono starszych. Ale w rzeczywistości nikt nie wysunął takich twierdzeń. Nie ma żadnych zarzutów, że to, że starsi nie powiadomili policji lub nie nakazali jej, aby powiadomiła policję, doprowadziło do molestowania większej liczby dzieci w zborze. Pytanie brzmi zatem, w jaki sposób starsi i Towarzystwo Strażnica dopuścili się zaniedbań, skoro rzekomo nie doszło do żadnych aktów molestowania po tym, jak rzekomo zostali poinformowani? Czy starsi i Towarzystwo Strażnica ponoszą odpowiedzialność za czyny, które miały miejsce, zanim się o nich dowiedzieli, a także za czyny, które nigdy nie miały miejsca, gdy się o nich dowiedzieli?
Przeciwnicy zakładają również, że wszystko, co John Muir i Cathy Davidow mówią nam o słowach i czynach starszych, rzeczywiście miało miejsce. Tego nie wiemy, ale tak naprawdę nie ma to znaczenia, ponieważ żadne dziecko w zborze nie padło ofiarą molestowania z powodu zaniedbania ze strony starszych w zgłoszeniu tego na policję lub ostrzeżeniu zboru. Zastanawiamy się również, dlaczego matka ofiary nie ma obowiązku zgłaszania nadużyć? Czy to nie rodzic ma powierniczy lub prawny obowiązek ochrony własnych dzieci, a nie starsi ani Towarzystwo Strażnica? Po co próbować obarczać winą stronę, która potępia i wyklucza ze zboru osoby dopuszczające się nadużyć, a nie miała z nimi nic wspólnego?
Po drugie, ława przysięgłych musiałaby uznać, że starsi Świadków Jehowy wykraczają poza to, co nakazuje im Towarzystwo Strażnica, ponieważ Towarzystwo Strażnica nigdy, ani razu, nie nakazało starszym, aby nikomu nie zgłaszali na policję przypadków molestowania dzieci. Nawet jeśli starsi błędnie zinterpretowali słowa Pawła, aby nie pozywać brata do sądu, i odnieśli je do zgłaszania przestępstw, McKenzie, oskarżony o molestowanie, nie był nawet bratem. Werset, nawet gdyby został błędnie zastosowany, nie miałby zastosowania w tej sytuacji. McKenziego mógłby pozwać do sądu każdy członek zboru, nie naruszając przy tym słów Pawła.
A co z wykluczeniem Cathy Davidow za zgłoszenie tego na policję? Czy taka jest polityka Świadków Jehowy? Nie, nie. I znowu, nawet jeśli słowa Pawła z 1 Kor 6:7: „To, że się ze sobą procesujecie, jest dla was całkowitą porażką” , to czy Strażnica kiedykolwiek stwierdziła, że pozwanie brata do sądu grozi wykluczeniem? Zwróćcie uwagę na najgorszą karę, jaka zostałaby zastosowana według Strażnicy z 15 listopada 1973 roku:
„Jeśli jednak którykolwiek członek zboru chrześcijańskiego, nie zważając na wpływ swojego postępowania na dobre imię zboru, zlekceważy radę Słowa Bożego w tej sprawie, taki człowiek nie będzie „wolny od zarzutu” jako chrześcijanin. Nie będzie miał „dobrego świadectwa od ludzi spoza zboru” (Tyt. 1:6; 1 Tm. 3:7). Z pewnością nie będzie przykładem do naśladowania dla innych, co wpłynęłoby na PRZYWILEJE, jakie mógłby mieć w zborze”.
Tak, ktoś może stracić pewne przywileje w zborze, takie jak pionierstwo czy przekazywanie mikrofonów itp. Ale nie ma mowy o wykluczeniu. I pamiętajmy, że mówimy o tym, CZY te słowa zostały błędnie zastosowane przez starszych do zgłaszania przestępstw, takich jak wykorzystywanie seksualne dzieci. Prawda jest taka, że Towarzystwo Strażnica nigdy nie zastosowało słów Pawła do zgłaszania przestępstw, ponieważ zgłoszenie przestępstwa NIE oznacza pozwania brata do sądu. To państwo wnosi oskarżenie przeciwko oskarżonemu i pozywa go do sądu. Zatem ława przysięgłych musiałaby stwierdzić, że starsi w ogóle NIE stosują się do instrukcji Towarzystwa Strażnica, jeśli mieliby uznać, że Davidow mówi prawdę, kiedy twierdzi, że została wykluczona za zgłoszenie nadużycia na policji.
I wreszcie ława przysięgłych musiałaby stwierdzić, że Towarzystwo Strażnica i starsi ponoszą odpowiedzialność za czyny tych, którzy po prostu uczestniczą w nabożeństwach. Czy wyobrażacie sobie pozwy, jakie by to wywołało, gdyby kościoły ponosiły odpowiedzialność za czyny popełnione nie tylko przez poszczególnych członków, ale nawet tych, którzy po prostu uczestniczą w nabożeństwach? Co dalej? „Ta osoba, która uczestniczyła w nabożeństwie, molestowała mnie, więc pozywam Towarzystwo Strażnica”. To staje się absolutnie absurdalne.
Norris stwierdził, że „nie zajmujemy się sprawami, w których nie możemy wygrać” . Ta sprawa to jednak strzał w ciemno, ryzykowne przedsięwzięcie dla każdego prawnika. Jak ktokolwiek mógłby uwierzyć, że to oczywista sprawa, w której odniosą zwycięstwo? Jeśli to jedna z najlepszych spraw, jakie wymyślą, obawiam się, że ich plan ujawnienia złowrogiego „raju pedofilów” szybko dobiega końca.
XXVI. Rees kontra Watchtower
W 1998 roku Bryan Rees z Maine wniósł pozew przeciwko Towarzystwu Strażnica, twierdząc, że starsi „naruszyli swoje obowiązki powiernicze”. Twierdził, że jego ojczym, który był starszym, powinien był ostrzec go przed sąsiadem Larrym Bakerem, członkiem zboru.
Rees twierdził, że przed 1989 rokiem Baker przyznał się starszym do molestowania chłopca i że został jedynie upomniany. Rees twierdził następnie, że Baker molestował go później, w latach 1989–1992. W rzeczywistości sam Baker przyznał się do molestowania Reesa co najmniej 30 razy i został skazany za „nielegalny kontakt z nieletnim” i odsiedział około 90 dni w więzieniu.
Co stało się z pozwem Reesa? Wygrał 1,2 miliona dolarów… ach, ale nie przeciwko Towarzystwu Strażnica. To właśnie wygrał od Larry’ego Bakera, odpowiedzialnego za molestowanie. Jeśli chodzi o pozew przeciwko Towarzystwu Strażnica, sąd najwyższy stanu Maine oddalił sprawę w 1999 roku. Kolejne zwycięstwo religii, której polityka dotycząca molestowania dzieci jest „niezrównana w społeczności religijnej”.
XXVII. Amy B. kontra Watchtower
To był pozew w Amarillo w Teksasie przeciwko sprawcy nadużyć Larry’emu Kelly’emu, Towarzystwu Strażnica i dwóm lokalnym zborom w Dumas i Amarillo, wytoczony przez Love i Norrisa, który został niedawno „oddalony z pokrzywdzeniem” z dołączoną umową o zachowaniu poufności lub „nakazem milczenia”. Oddalenie z pokrzywdzeniem oznacza, że powód nie może ponownie wnieść sprawy do sądu. Istnieje wiele powodów, dla których sprawa jest oddalana z pokrzywdzeniem, niektóre z nich to: powód działał w złej wierze, wprowadził sąd w błąd, uparcie wnosił błahe pozwy lub zawarł ugodę pozasądową. Szeroko rozpowszechniono i donoszono o zawarciu ugody pieniężnej poza sądem i to był powód, dla którego sprawa została oddalona z pokrzywdzeniem, ale nie zostało to potwierdzone, chociaż nakaz milczenia sugeruje, że jest to bardzo prawdopodobne.
W każdym razie przeciwnicy twierdzą, że ta sprawa, podobnie jak sześć innych niedawno zakończonych spraw, dotyczyła milionów dolarów. Czytając udokumentowane dowody i orzeczenia sądowe w tej sprawie, bez wątpienia zgodzisz się, że jest wysoce nieprawdopodobne, aby ugoda dotyczyła dużej sumy pieniędzy, bliskiej milionom dolarów, i będziesz zszokowany, dowiadując się, że ugoda w ogóle nie mogła obejmować Towarzystwa Strażnica.
Według artykułu prawnego z Teksasu pt. „Odpowiedzialność za wróżenie” autorstwa adwokata Marka Donalda z 5 maja 2004 r.: „Powódka (Amy B.) w swojej Trzeciej Poprawce do Prawa (Third Amendmented Petition) twierdzi, że Kelley pełnił funkcję starszego w zborze Świadków Jehowy w Dumas do 1985 r., kiedy to wykorzystał tę pozycję, dopuszczając się molestowania seksualnego dzieci w zborze. Kiedy oskarżeni z Towarzystwa Strażnica dowiedzieli się o czynach Kelleya, zbór w Dumas ukarał go, chociaż oskarżeni „ukryli przestępstwo przed organami ścigania”. Kelley później przeniósł się do zboru w Amarillo, który znał jego przeszłość, ale zachował tę informację w tajemnicy.
…powód twierdzi, że starsi z Amarillo wyznaczyli Kelleya na stanowisko „prowadzącego do służby”, czyli prozelityzmu od domu do domu, z którego Świadkowie Jehowy są najbardziej znani. 8-letnia Amy B. odbyła „służbę” z Kelleyem i została poinstruowana, aby pomagać jego niepełnosprawnej żonie w domu, jak twierdzi pozew. W czasie służby, jak zeznała Amy B., Larry Kelley „wielokrotnie ją molestował seksualnie”.
W artykule prawnym stwierdzono, że według adwokata Amy B., Hartleya Hamptona, „powiedziała starszym kościoła o nadużyciach”. „Zgłosiła to również policji w Amarillo”. W artykule czytamy dalej: „W 1992 roku policja wszczęła postępowanie w sprawie o nieprzyzwoitość wobec dziecka spokrewnionego z Amy B., do którego Kelley przyznał się. Został skazany na „wstrząsowy okres próbny”… a następnie otrzymał wyrok 10 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu”.
Według Moore County News-Press/24 lipca 2003 r. autorstwa Lauri Zachry’ego, pojawiają się także dodatkowe roszczenia. W pozwie stwierdzono, że: „W pozwie stwierdzono, że zbór Dumas powierzył Kelleyowi „konkretne zadanie nauczania i nadzorowania dzieci w zborze”. Koordynował on dziecięcy spektakl kukiełkowy, aby „edukować i przyciągać dzieci Świadków Jehowy” … Strażnica następnie przeniosła Kelleya do zboru Amarillo-Southwest, gdzie został sługą pomocniczym. Był odpowiedzialny za dzieci w zborze. Amy B. uczęszczała do zboru Amarillo-Southwest w wieku ośmiu lat, a obecnie ma 23 lata. W pozwie stwierdzono, że to właśnie wtedy rozpoczęło się wobec niej domniemane wykorzystywanie seksualne. W pozwie stwierdzono, że powódka była rzekomo wykorzystywana w latach 1988-1992… W pierwotnym pozwie stwierdzono, że pozwani ze Strażnicy zakazali ofierze ostrzegania innych lub mówienia o tej sprawie komukolwiek pod groźbą kary dyscyplinarnej. W pozwie twierdzi się również, że przez pięć lat organizacje wiedziały o domniemanym wykorzystywaniu w zborze i nie podjęły żadnych działań”.
Ronald T. Spriggs, który reprezentował Larry’ego Kelly’ego w pozwie, zaprzecza wielu zarzutom. Spriggs złożył odpowiedź na zarzuty w imieniu Larry’ego Kelly’ego. W piśmie procesowym zaprzeczono, jakoby jego klient miał jakąkolwiek odpowiedzialność w parafii w Amarillo. Według artykułu Lauriego Zachry’ego, cytowanego powyżej, „W piśmie stwierdzono, że jedyną nieprzyzwoitością, jakiej dopuścił się wobec dziecka w Dumas, nie była młoda dziewczyna ze zboru Dumas, lecz dziewczyna mieszkająca w Amarillo. Kelley napisał w piśmie: „Poczułem tak wielką odrazę do swojego zachowania, że następnego dnia poszedłem do starszych zboru Dumas i wyznałem, co zrobiłem”. Kelley powiedział, że w zborze Dumas pełnił funkcję starszego, ale nigdy nie powierzono mu konkretnego zadania nauczania i nadzorowania dzieci w zborze… W piśmie stwierdzono, że został natychmiast usunięty ze wszystkich stanowisk kierowniczych i miał zakaz wypowiadania się na jakimkolwiek spotkaniu. Powiedział, że następnie polecono mu udać się do żony i rodziców dziewczyny i powiedzieć im, co zrobił… W piśmie Kelley stwierdził, że nie został przeniesiony przez pozwanych ze Strażnicy, ale przeniósł się do Amarillo z powodów biznesowych… „Nie zamierzam umniejszać mojego przestępstwa, ale powód sugeruje, że nadużycia miały miejsce od 1988 roku”. „Do 1992 roku odnotowano tylko dwa przypadki molestowania seksualnego ” – czytamy w piśmie Kelleya.
Jak widać, wiele dowodów jest sprzecznych, a niektóre twierdzenia wręcz absurdalne. Każdy, kto ma związek ze Świadkami Jehowy lub zna ich wyznanie, od razu wie, że niektóre z twierdzeń zawartych w petycji powoda nie mają pokrycia w rzeczywistości. Na przykład wiemy, że przedstawienie kukiełkowe, które Kelly poprowadził, nie było wydarzeniem sponsorowanym przez Strażnicę, jak sugeruje jedna z petycji, ani że żaden starszy nie otrzymał specjalnego zadania opieki nad dziećmi, jak gdyby był nauczycielem szkółki niedzielnej. Petycja powoda prowadzi również do wniosku, że Amy B. otrzymała od starszych zboru specjalne zadanie opieki nad niepełnosprawną żoną Kelly’ego. Starsi nie powierzają takich zadań w sprawach osobistych.
Jeden artykuł twierdzi, że pozew twierdzi, że został mianowany sługą pomocniczym w Amarillo, podczas gdy drugi artykuł jedynie twierdzi, że przewodził grupie w służbie. Sam Larry Kelly zaprzecza, że był sługą pomocniczym w zborze w Amarillo. Jeden artykuł mówi, że Strażnica przeniosła Kelly’ego do zboru w Amarillo, co zdaje się sugerować, że podobnie jak Kościół katolicki, Świadkowie Jehowy po prostu przenoszą pedofilów do innych zborów i pozwalają im nadal pełnić swoje obowiązki. Oczywiście nigdy nie było to polityką Strażnicy. Nawet w pozwie powoda przyznano, a Kelly się z tym zgadza, że został upomniany i zwolniony ze wszystkich obowiązków. Kelly twierdzi również, że przeniósł się do Amarillo z powodów biznesowych, a nie dlatego, że Towarzystwo Strażnica go tam przeniosło.
Jeśli chodzi o zarzuty wysunięte przeciwko zborowi Dumas, Amy B. nawet nie uczęszczała do zboru Dumas i nie mieli oni nic wspólnego z tą sprawą. Fakt, że Kelly był starszym, gdy należał do zboru Dumas, zanim przyznał się do wcześniejszego incydentu molestowania dzieci, jest całkowicie nieistotny dla sprawy. Zbór Dumas zganił Kelly’ego i zdjął z niego wszelką odpowiedzialność po tym, jak przyznał się do tego incydentu molestowania. A co do zarzutu dotyczącego tego incydentu, że starsi z Dumas „ukryli przestępstwo przed organami ścigania” , prawo stanu Teksas w tamtym czasie nie wymagało obowiązkowego zgłaszania. Zatem nawet jeśli incydent nie został zgłoszony policji przez starszych z Dumas, nie było zaniedbania ani zatajenia przestępstwa z ich strony. Jak zbór Dumas mógłby być winny zaniedbania w tej sprawie?
Jeśli chodzi o zbór w Amarillo, nie mianowali Kelly’ego sługą w zborze ani nie zleciliby młodej dziewczynie, takiej jak Amy B., opieki nad innymi członkami zboru. Starsi zboru w Amarillo z pewnością nie wyznaczyli go „odpowiedzialnym za dzieci”, jak twierdzi pozew. Twierdzi się również, że starsi zboru w Amarillo powiedzieli Amy B., aby nie zgłaszała tego na policję, bo w przeciwnym razie zostanie ukarana przez zbór. Mimo to Kelly został zgłoszony na policję i skazany. Jak wykazaliśmy, Towarzystwo Strażnica nigdy nie miało polityki karania członków za zgłaszanie przestępstw na policję.
Jak więc widzimy, istnieje wiele rozbieżności i wiele twierdzeń, które po prostu nie zgadzają się z naukami i wierzeniami Świadków Jehowy. Sprawa z pewnością wydaje się przesadzona. Niektóre z rozbieżności dotyczą scenariusza „on powiedział, ona powiedziała” i oczywiście nie ma sposobu, aby stwierdzić, kto mówi prawdę, ponieważ, jak wiemy, sprawa nigdy nie trafiła do sądu, a zatem brakuje zeznań wszystkich zaangażowanych.
Ale oto prawdziwy szok, o którym prawdopodobnie nie słyszeliście. Jim McBride z „Amarillo Globe News” opublikował artykuł dotyczący pozwu. Tytuł artykułu brzmiał: „Ogólnokrajowe grupy Świadków Jehowy wycofały się z pozwu” . Co to znaczy? W artykule czytamy dalej: „Pozew o wykorzystywanie seksualne przeciwko grupom Świadków Jehowy w Amarillo i Dumas trafi do sądu po orzeczeniu sędziego, ale krajowe grupy Świadków Jehowy z Nowego Jorku i Pensylwanii zostały wycofane z pozwu”. Zgadza się. O czym wam nie powiedziano i czego przeciwnicy nie chcą, abyście wiedzieli, to fakt, że Towarzystwo Strażnica zostało wycofane z pozwu. Jak to możliwe?
29 marca 2004 roku sędzia Pirtle wydał wyrok w trybie uproszczonym na rzecz Towarzystwa Strażnica z Nowego Jorku i Pensylwanii. Oznacza to, że sędzia Pirtle oddalił sprawę. Sędzia Pirtle stwierdził: „…sąd musi rozważyć, czy jedna ze stron miała większą wiedzę o potencjalnych zagrożeniach, a także charakter i zakres, o ile w ogóle, prawa lub możliwości kontrolowania postępowania domniemanego sprawcy”. W związku z tym Pirtle orzekł, że na Towarzystwo Strażnica nie można nałożyć żadnego obowiązku prawnego.
Choć nie znamy wysokości ugody, jedno wiemy na pewno: korporacja Towarzystwa Biblijnego i Traktatowego Strażnica nie zapłaciła nic, ponieważ została odrzucona ze sprawy. Bez głębokich kieszeni Towarzystwa Strażnica, Love, Norris i Amy B. najwyraźniej nie mieli innego wyjścia, jak tylko zawrzeć ugodę, nawet jeśli oznaczałoby to przyjęcie „nakazu milczenia”. Zapłata za kontynuowanie procesu, nawet w przypadku wygranej, prawdopodobnie nie uzasadniałaby wydania kwoty niezbędnej do jego kontynuacji. Wydaje się rozsądne założyć, że większość, jeśli nie całość, wypłaconych pieniędzy spoczęłaby całkowicie na barkach osoby odpowiedzialnej za molestowanie, a mianowicie Larry’ego Kelly’ego, samego sprawcy, a nie zbory Dumas czy Amarillo, a już na pewno nie Towarzystwo Strażnica, ponieważ wcześniej zostały odrzucone jako oskarżeni.
XXVIII. Jedenastka Brelsforda kontra Strażnica
Adwokat Nolan Saul Brelsford z Kalifornii wniósł 17 pozwów przeciwko Towarzystwu Strażnica w Kalifornii. Słyszeliście o 6, które zostały ugodowe po przejęciu spraw przez kancelarię Love & Norris. Zostały one szeroko nagłośnione przez przeciwników Świadków Jehowy. Ale co z pozostałymi 11 sprawami, które wniósł? Co się z nimi stało i dlaczego nic o nich nie napisano?
Dziennikarka Joy Lanzendorfer odpowiada: „Początkowo kancelaria prawnicza Nolan Saul Brelsford z Sacramento prowadziła 17 spraw przeciwko kościołom Świadków Jehowy w całej Kalifornii, w tym jedną w hrabstwie Sonoma. Kancelaria umorzyła 11 spraw, a pozostałe sześć pozwów obejmuje kilka hrabstw…”
Wygląda na to, że jedenastka Brelsforda została po cichu zapomniana, ponieważ nie miała żadnej wartości dla przeciwników, którzy planowali ujawnić „raj pedofilów”. Wygląda na to, że przeciwnicy chcieliby zrobić to, co ich zdaniem robią Świadkowie Jehowy – ukryć i zamiatać pod dywan rzeczy, do których nie chcą się przyznać. I tak jedenastka Brelsforda została po prostu zamiatana pod dywan przez przeciwników. Ale te jedenaście przypadków nie pozostało niezauważone przez poszukiwaczy prawdy. Stanowią one kolejny dowód na to, że istnieje tak wiele niepotwierdzonych i fałszywych zarzutów wobec Świadków Jehowy.
XXIX. Garza Rodriguez kontra Watchtower
Erica Garza Rodriguez twierdzi, że była molestowana przez większość swojego dzieciństwa przez Manuela Beliza ze zboru Othello w stanie Waszyngton. Molestowanie najwyraźniej ustało, gdy przeprowadziła się z rodziną do Sacramento w Kalifornii. Jakiś czas po przeprowadzce, gdy miała około 16 lat w 1996 roku, w końcu powiedziała matce o Beliz. Wtedy zostało to zgłoszone starszym w ich zborze w Kalifornii, którzy następnie zgłosili to starszym w Othello. Jeśli chodzi o Beliza, został zgłoszony na policję i uznany za winnego w 1998 roku, ale odwołał się. Po nowym procesie został ostatecznie uznany za winnego w 2001 roku i skazany na ponad 11 lat więzienia. W 2002 roku Garza Rodriguez wniósł pozew przeciwko Belizowi, hiszpańskojęzycznemu zborowi Othello w stanie Waszyngton i Towarzystwu Strażnica. Wywiad z Garzą został wyemitowany w Dateline 28 maja 2002 roku. Czy Towarzystwo Strażnica próbowało zatuszować nadużycie? Czy polityka Strażnicy dotycząca molestowania dzieci sprawdziła się w tym przypadku? Analiza wywiadu dla Dateline, innych komentarzy i wyroku sądu pomoże nam ustalić prawdę w tej sprawie.
Oto fragment transkryptu wywiadu dla Dateline z Johnem Larsonem:
(Głos z offu) Erica Garza spodziewała się, że jej pedofil zostanie co najmniej wykluczony. Ale po pięciu miesiącach oczekiwania na reakcję kościoła w Otellu, wpadła w złość i zrobiła coś nie do pomyślenia.
Pani E. GARZA: Zadzwoniłam więc do starszych i powiedziałam: „Słuchajcie, zgłaszam to policji”.
LARSON: Co powiedzieli?
Pani E. GARZA: „Nie rób tego. W przeciwnym razie.”
LARSON: A co innego?
Pani E. GARZA: Właśnie to powiedziałam. Zapytałam: „Albo co innego?”. A on na to: „Po prostu tego nie rób”. Zapytałam: „Co? Zostanę wykluczona, jeśli pójdę na policję? Czy to mnie spotka?”. A on na to: „Tak. Zostaniesz wykluczona”. A ja na to: „Co? Wykluczysz mnie za gwałt, a ten facet, który mnie zgwałcił, nadal jest Świadkiem Jehowy?”. A oni na to: „Nie. Nie idź na policję. Zostaniesz potępiona przez Boga”.
LARSON: (Głos z offu) Był październik 1996 roku i Erica mówi, że w końcu zdecydowała, że niezależnie od kary, musi zgłosić się na policję. Po śledztwie Manuel Beliz został oskarżony o molestowanie i gwałt.
A kościół? Erica mówi, że jej Kalifornijska Sala Królestwa nie tylko ją odrzuciła, ale także jej rodzinę.
(Erica; Beliz; Sala Królestwa)
LARSON: Co się stało?
Pan GARZA (ojciec Eriki): Został usunięty ze stanowiska starszego.
LARSON: Więc cię wyrzucili.
Pan GARZA: Tak, zrobili to.
LARSON: (Głos w tle) Erica czuła się wykorzystana, porzucona przez kościół i samotna.
Przyjrzyjmy się teraz fragmentowi komunikatu prasowego US Newswire z 22 stycznia 2002 r.:
„Po wysłuchaniu oskarżeń Rodriguez, zbór Othello zaczął chronić Beliz jako starszą w kościele i odrzucił jej rodzinę – powiedziała Rodriguez”.
Z tych cytatów najprawdopodobniej wywnioskujesz, że Erica Garza Rodriguez i jej ojciec zostali wykluczeni i odrzuceni za doniesienie na Beliz na policję, a zbór nie zrobił nic Beliz. Czy możesz uwierzyć, że Świadkowie Jehowy mogliby to zrobić? I czy możesz uwierzyć, że Towarzystwo Strażnica stałoby z boku i pozwoliłoby na taką niesprawiedliwość?
Cóż, nie wierzcie w to. Bo to nieprawda. Doniesienia są mylące. Prawda jest taka, że ani Erica Garza, ani jej ojciec nie zostali wykluczeni i do tej pory nie zostali. Na stronie Topix Erica Garza, pisząca jako Angel, przyznaje: „Nikt w mojej rodzinie nigdy nie został wykluczony, poza moim tatą i mamą”. Prawda jest taka, że Manuel Beliz został usunięty ze społeczności starszego i faktycznie został wykluczony. Tak, jego nazwisko zostało ogłoszone z podium w Sali Królestwa i to on został wykluczony przez zbory i organizację Świadków Jehowy. Nie było żadnego sankcjonowanego przez Strażnicę ani zbór wykluczenia Erici Garzy i jej rodziny. Jeśli ktoś zdecydował się nie utrzymywać z nią kontaktów ani z jej rodziną, była to osobista decyzja, niezależna od Towarzystwa Strażnica.
Nawet artykuł w Dateline przyznaje później, że Beliz rzeczywiście został wykluczony. Najbardziej interesujące jest jednak to, jak Larson z Dateline próbuje zminimalizować wykluczenie, stwierdzając: „Chociaż Beliz najwyraźniej przyznał się do swoich przestępstw przed starszymi kościoła, wydawało się, że nie miało to większego znaczenia. Został wykluczony z kościoła, ale tylko tymczasowo. Starsi pozwolili mu powrócić do kościoła przed rozprawą”.
Musimy się zastanawiać, jak to możliwe, że nie miało to większego znaczenia, a mimo to został wykluczony. I musimy się zastanawiać nad zwrotem „tylko tymczasowo”. W przeciwieństwie do czego? Do trwałego wykluczenia! Trwałe wykluczenie kogoś z pewnością oznaczałoby zlekceważenie biblijnego napomnienia oraz miłosierdzia i przebaczenia, które sam Jezus Chrystus uwypuklił i uosabiał swoją śmiercią. A co do przyznawania się do swoich przestępstw, nie mamy sposobu, aby dowiedzieć się, co wyznał starszym. Artykuł w Dateline sugeruje, że przyznał się starszym do molestowania Erici Garzy co tydzień przez prawie 10 lat, a starsi wykluczyli go „tylko tymczasowo”. Nawet Garza przyznaje: „Manuel nigdy nie przyznał się do wszystkiego, co zrobił, próbował zminimalizować sprawę przed policją i kto wie, co powiedział starszym”.
Jedyne, czego możemy być pewni, to to, że przyznał się do winy na tyle, by zostać wykluczonym, a także na tyle, by przyznać się policji, wraz z zeznaniami Garzy, by zostać uznanym za winnego w sądzie. Wątpliwe jest, by proces przyniósł jakiekolwiek nowe dowody, a zatem starsi nie mieli innego wyboru, jak tylko podjąć decyzję w oparciu o to, co zostało udowodnione jako fakty. Niemniej jednak, niezależnie od tego, czy Beliz przyznał się do wszystkiego, czy nie, został rzeczywiście wykluczony. Wbrew temu, co podaje Dateline, miało to znaczenie. Czy brzmi to jak bezstronne relacjonowanie faktów, czy też próba ich przeinaczenia, by dopasować do własnych celów?
Załóżmy jednak, dla dobra argumentacji, że Garza mówi prawdę i że jeden ze starszych lub starsi powiedzieli jej, że zostanie wykluczona, jeśli zgłosi nadużycie policji. Tymczasem polityka Świadków Jehowy dotycząca nadużyć wobec dzieci stanowi: „ofiara może chcieć zgłosić sprawę władzom i ma do tego absolutne prawo”. Zatem, jeśli którykolwiek ze starszych powiedział jej inaczej, zlekceważył politykę Świadków Jehowy. Mimo to polityka ta nadal działała. Jak to możliwe? Ponieważ nawet jeśli założymy, że starsi przekazali jej błędne informacje, sprzeczne z deklarowaną polityką, Towarzystwo Strażnica nie dopuściło do realizacji tej groźby. Fakty to potwierdzają, ponieważ Erica Garza nie została wykluczona. A Manuel Beliz został wykluczony i odrzucony. To pokazuje nam, że polityka Strażnicy rzeczywiście była przestrzegana, wbrew twierdzeniom często wysuwanym przez przeciwników i odstępców.
Czytając raporty i komentarze innych osób, mogłeś zauważyć, że pojawiły się też inne oburzające twierdzenia. Przyjrzyjmy się niektórym z nich.
„Kiedy mężczyzna, który molestował Erikę, został uznany za winnego i sędzia wydał na niego wyrok, wszyscy Świadkowie Jehowy zbuntowali się i zagrozili, że zamordują Erikę”
Nieprawda. Nie wszyscy Świadkowie Jehowy zbuntowali się i nie zagrozili Erice. To córka Beliz, była przyjaciółka Garzy, i być może jeszcze jedna osoba, wpadła we wściekłość i jej zagroziła. Takie niechrześcijańskie zachowanie było i jest nieakceptowane przez zbory Świadków Jehowy. Nie ma to absolutnie nic wspólnego z jej sprawą przeciwko Towarzystwu Strażnica.
Cała kongregacja stawiła się, aby okazać wsparcie Belizowi.
Znów nieprawda. Kilku Świadków Jehowy zeznawało jako świadkowie charakteru w imieniu Beliza, z których większość stanowili członkowie jego rodziny. Jak sama Erica Garza Rodriguez stwierdza: „On rzeczywiście ma dużą rodzinę i było tam wielu członków rodziny…”. Jednak to, czy członkowie jego rodziny byli Świadkami Jehowy, nie ma znaczenia. Towarzystwo Strażnica nie zwerbowało braci jako świadków charakteru w jego imieniu. Nie było absolutnie żadnego nakazu Strażnicy, aby Świadkowie Jehowy składali zeznania na rzecz Beliza. Każda decyzja o zeznawaniu na jego rzecz była decyzją osobistą i nie miała nic wspólnego z Towarzystwem Strażnica. Ponieważ była to decyzja osobista, Towarzystwo Strażnica nie miało prawa ingerować w decyzje innych w tej sprawie.
Adwokat ze Strażnicy reprezentował Beliz w sprawie karnej.
Nieprawda. Towarzystwo Strażnica nie wysyła adwokatów do reprezentowania kogokolwiek w sprawach karnych ani nie przeznacza swoich funduszy na opłacanie adwokatów osób oskarżonych o przestępstwa takie jak wykorzystywanie dzieci. Z usług adwokatów korzysta się wyłącznie w procesach sądowych przeciwko Towarzystwu Strażnica lub zborowi. Nawet Garza przyznaje w Topix: „Na rozprawie karnej nie było adwokatów Świadków Jehowy. Kiedy pozwałem Strażnicę, starsi byli przesłuchiwani, a ja byłem obecny podczas dwóch z tych przesłuchań – jednego w imieniu Miltona Melendeza i drugiego w imieniu Carlosa Chicasa – i podczas obu tych przesłuchań był obecny adwokat ze stowarzyszenia, który ich reprezentował”.
Garza twierdzi również, że była molestowana przez starszego z Sacramento o imieniu Valenzuela. Ponownie przedstawiając się jako Angel, podaje powody, dla których nie został on oskarżony przez władze Topix, stwierdzając: „Valenzuela nigdy nie został oskarżony, ponieważ starsi tutaj nie zrobili tego, co było obowiązkowe. Kalifornia jest stanem, w którym obowiązuje obowiązek zgłaszania przestępstw, a oni nigdy tego nie zrobili”. Czy to prawda, że starsi zignorowali prawo o obowiązku zgłaszania przestępstw, a Valenzuela nigdy nie została zgłoszona władzom? Czy Valenzuela została zgłoszona policji, czy nie?
Zwróćcie uwagę na dalsze wypowiedzi Garzy Rodrigueza z Topix: „Mój najlepszy przyjaciel jest policjantem i rozmawialiśmy, a on powiedział: «To boli, ale muszę ci to powiedzieć… jeśli nie złożysz doniesienia na Manuela, on zrobi to samo komuś innemu, czy możesz się z tym pogodzić?». Nie mogłem żyć ze świadomością, że mogłem go powstrzymać, a tego nie zrobiłem… więc pomógł mi, wszystko zorganizował i wysłał policjantkę do mojego domu, żeby spisała moje zeznania, i tak to się potoczyło. Nie mogłem sobie poradzić z Manuelem i Valenzuelą, więc postanowiłem nie ścigać Valenza, chociaż teraz żałuję, że tego nie zrobiłem (został usunięty ze stanowiska starszego i na krótko zwolniony z pracy).”
Czy zauważyłeś problem z jej wypowiedziami? Jeden z użytkowników Topix zauważył tę rozbieżność. Odnosząc się do doniesień o Valenzueli, stwierdził: „Ale zauważyłeś, prawda? Powiedziałeś, że rozmawiałeś ze znajomym policjantem i on złożył doniesienie. Nie rozumiem, dlaczego nie ścigałby też miejscowego, skoro Kalifornia tak bardzo stara się ścigać każdego, kto jest oskarżony o nadużycia”.
Następnie zaprzecza, że zgłosiła Valenzuelę, ale w swoim zaprzeczeniu ponownie to przyznaje: „Nigdy go nie zgłosiłam, zgłosiłam Manuela, a nie Valenza. Żałuję tego!! Chciałam tylko zamknąć Manuela. Czułam (w tamtym czasie), że to, co mi zrobił, było o wiele gorsze niż to, co zrobił Valenz. Chociaż znęcanie się to znęcanie się. Moja przyjaciółka umówiła spotkanie z funkcjonariuszką i złożyłam z nią doniesienie sama. Obiecałam, że po procesie Manuela pójdę za Valenzem, ale kiedy się skończył, miałam już tego dość. Uszanował fakt, że nie chciałam zajmować się dwiema sprawami naraz. I tak byłam przytłoczona sprawą Waszyngtonu, ale teraz mówi, że i tak powinien był mnie do tego zmusić”.
Erica Garza twierdzi, że starsi nie zgłosili Valenzueli policji, a zatem nie został on oskarżony, ale przyznaje, że opowiedziała o molestowaniu ze strony Valenzueli swojej najlepszej przyjaciółce, która akurat jest policjantką. Z jej zeznań nie wynika jasno, czy zgłosiła to również policjantce, niemniej jednak z pewnością zgłosiła to swojej przyjaciółce, policjantce. Zatem Valenzuela została rzeczywiście zgłoszona przez samą Garzę.
Zastanów się nad tym. Gdybyś był starszym w zborze i wiedział, że oskarżycielka skontaktowała się z policją specjalnie w celu zgłoszenia molestowania, musiałbyś założyć, że powiedziała o tym, kto ją molestował. Dlaczego więc starsi mieliby ponownie zgłaszać domniemane nadużycie, skoro sama oskarżycielka już je zgłosiła?
Prawda jest taka, że Valenzuela nie został oskarżony, ponieważ nie chciała, aby został oskarżony, a jego przyjaciel, policjanci, nie zastosowali się do obowiązku zgłaszania przestępstw, zgodnie z jej oświadczeniami. Mimo tych powodów, dla których nie został oskarżony, próbuje zrzucić winę wyłącznie na starszych i stwierdza: „Valenzuela nigdy nie został oskarżony, ponieważ starsi tutaj nie zrobili tego, co było obowiązkowe. Kalifornia jest stanem, w którym obowiązek zgłaszania przestępstw jest obowiązkowy, a oni nigdy tego nie zrobili”.
I możesz być zaskoczony, dowiadując się, że w Kalifornii nie obowiązywało wówczas prawo o obowiązku zgłaszania przestępstw przez ministrów. Ale jej przyjaciel, który najwyraźniej nie zgłosił tego swoim przełożonym, z pewnością podlegał przepisom o obowiązku zgłaszania przestępstw, będąc funkcjonariuszem organów ścigania. Dlaczego nie powiedziała: „Valenzuela nigdy nie został oskarżony, ponieważ mój przyjaciel policjant nie dopełnił obowiązku? Kalifornia jest stanem, w którym obowiązek zgłaszania przestępstw obowiązuje, a on nigdy tego nie zgłosił”. Albo dlaczego nie powiedziała: „Valenzuela nigdy nie został oskarżony, ponieważ ja nie chciałam go wtedy ścigać”. Dlaczego twierdzi, że powodem, dla którego nie został oskarżony, są starsi, skoro to ona sama nie chciała go ścigać, a to jej przyjaciel policjant naruszył prawo o obowiązku zgłaszania przestępstw, skoro tego nie zrobił?
Powody są oczywiste. Wydaje się, że jej celem jest oczernienie starszych, obarczając ich winą. Nie chciała ścigać Valenzueli, ale to i tak nie jej wina. Jej znajomy policjant, który nie zastosował się do prawa, jest prawdziwym przyjacielem, ponieważ uszanował jej decyzję o zaniechaniu ścigania. Ale jeśli chodzi o starszych, którzy kochają pedofilię, to są oni „zaniedbani”, ponieważ nie zgłosili nadużycia. Jej brak uczciwości w tej kwestii i fakt, że nie została wykluczona za zgłoszenie nadużycia, z pewnością podważają wiarygodność jej twierdzenia, że starsi powiedzieli jej, że zostanie wykluczona, jeśli zgłosi nadużycie.
Zrozumiałe jest zatem, dlaczego Towarzystwo Strażnica zaprzecza relacji Garzy. Gazeta LOUISVILLE-COURIER (Kentucky) w środę, 8 maja 2002 roku, donosi:
„W jednym z pozwów wniesionych w styczniu przez Ericę Rodriguez, która twierdzi, że lata temu była wielokrotnie molestowana przez członka kościoła, twierdzi się, że starszy z jej byłego zboru w stanie Waszyngton groził jej ekskomuniką, jeśli zgłosi sprawcę na policję. Oświadczenie Strażnicy temu zaprzecza, stwierdzając, że nie ma żadnych sankcji wobec osób, które zdecydują się zgłosić na policję, a starsi zboru i Strażnica nie wiedzieli o molestowaniu przez wiele lat po jego wystąpieniu”. To oświadczenie z pewnością brzmi prawdziwie, ponieważ z całą pewnością wiemy, że nie została wykluczona za zgłoszenie molestowania i z całą pewnością wiemy, że starsi nie wiedzieli o molestowaniu przez wiele lat po jego wystąpieniu.
Jeśli chodzi o pozew przeciwko Towarzystwu Strażnica, który nawet nie dotyczył Valenzueli, zadaj sobie pytanie, jak mogli dopuścić się zaniedbania lub zniesławienia w przypadku Beliza. Starsi i Towarzystwo Strażnica dowiedzieli się o molestowaniu długo po jego ustaniu. Beliz został wtedy wykluczony, a nie Garza. Z pewnością nie pozostawili go w sytuacji odpowiedzialności, aby mógł ponownie molestować, ani nie powierzyli mu żadnych obowiązków od tamtej pory. Nikt nie twierdził, że został przez niego wykorzystany, ponieważ starsi lub Towarzystwo nie poradzili sobie z sytuacją. I nigdy więcej nie będzie sługą w zborze. Patrząc na prawdziwe fakty w tej sprawie, jak Erica Garza Rodriguez mogła wygrać sprawę przeciwko Towarzystwu Strażnica? Nie mogła.
A tak przy okazji, 17 września 2003 roku sprawa została umorzona. Bill Bowen na swojej stronie Silentlambs komentuje: „…może istnieć szansa na apelację, ale to jeszcze nie zostało ustalone”. Czy naprawdę myślisz, że jakikolwiek prawnik odważyłby się dotknąć tej sprawy kijem o długości 3 metrów, skoro szanse na wygranie sprawy są nikłe, jeśli w ogóle,? Bardzo mało prawdopodobne. To kolejny przykład tego, jak odstępcy i przeciwnicy wyolbrzymiają sprawę, aby przedstawić ją jako przytłaczającą, ale po przeanalizowaniu faktów w tej sprawie, nie ma niczego, co potwierdzałoby ich twierdzenia.
XXX. Kto ma lepszą politykę?
Jeśli przeczytałeś poprzednie rozdziały, zdałeś sobie sprawę, że przeciwnicy wypaczyli politykę Świadków Jehowy wobec wykorzystywania seksualnego dzieci. Wymyślili i przedstawili mityczną, fikcyjną politykę, która nie istnieje i nigdy nie istniała. Teraz, gdy przedstawiono ci prawdziwą politykę wobec wykorzystywania seksualnego dzieci, opartą na cytatach i dokumentacji z autentycznych źródeł Strażnicy, jesteś w stanie lepiej ocenić jej wartość w oparciu o fakty, a nie fikcję, prawdę, a nie mit. Można więc teraz zadać pytanie: która religia ma lepszą politykę wobec wykorzystywania seksualnego dzieci niż Świadkowie Jehowy?
W istocie jest to ogólna polityka Świadków Jehowy wobec nadużyć wobec dzieci, jak pokazaliśmy.
1. Świadkowie Jehowy wykluczają ze społeczności, nawet ogłaszając nazwisko z podium, i unikają osób dopuszczających się molestowania dzieci, które udowodniły lub przyznały się do takiego czynu.
2. Osoby molestujące uznane za żałujące są ogłaszane z podium, publicznie ganiąc je i wygłaszając przemówienie na temat ich grzechu. Wszyscy otrzymują w ten sposób ostrzeżenie.
3. Starsi zgłaszają nadużycia władzom, gdy wymaga tego prawo lub gdy dziecko jest w niebezpieczeństwie.
4. Starsi są pouczeni, aby nigdy nikomu nie mówić, aby nie zgłaszał nadużyć władzom, a za zgłoszenie nadużyć nie grożą żadne sankcje.
5. Jeśli osoba nieletnia zgłasza molestowanie starszemu, starszy oferuje mu towarzyszenie w rozmowie z władzami.
6. Wszyscy członkowie zboru są zachęcani do zgłaszania nadużyć wobec dzieci władzom, jeśli o nich wiedzą.
7. Jeśli jest tylko jeden świadek, a oskarżony zaprzecza, podejmuje się kilka kroków w celu ochrony dzieci.
8. Każdy oskarżony o molestowanie przez jedną osobę jest prawdopodobnie usuwany ze służby do czasu wyjaśnienia sprawy, ponieważ nie jest już „wolny od zarzutów”.
9. Towarzystwo Strażnica prowadzi szczegółową bazę danych osób molestujących i byłych sprawców molestowania, nawet jeśli molestowanie miało miejsce przed chrztem, aby zapewnić, że nie otrzymują oni władzy w zborze.
10. Byli pedofile nigdy nie mogą być sługami i nie otrzymują nawet drobnych przywilejów.
11. Byłym pedofilom (i zwykle tym, którzy zostali oskarżeni przez jednego świadka) towarzyszy list do końca ich życia, gdy przenoszą się do innego zboru.
12. Starsi mają oko i ostrzegają innych, gdy istnieje powód do obaw dotyczących byłych pedofilów.
13. Byli pedofile mają wiele innych ograniczeń, w tym zakaz trzymania dzieci, zakaz nocowania u nich, zakaz pracy z dziećmi lub samotnego udziału w służbie polowej itd.
A co z innymi religiami? Czy mają jakąś politykę, która choć trochę przypomina politykę Świadków Jehowy? Analiza niektórych polityk innych religii ujawni prawdę.
Polityka metodystów: „Niniejsza polityka i jej postanowienia mają zastosowanie do wszystkich osób, w tym wszystkich opłacanych i nieopłacanych liderów, zarówno świeckich, jak i duchownych, którzy mają jakikolwiek bezpośredni lub pośredni kontakt z dziećmi i młodzieżą uczestniczącą w jakichkolwiek działaniach lub wydarzeniach sponsorowanych przez Konferencję Teksańską”.
Propozycja polityki Południowych Baptystów: „Polityka zapobiegania wykorzystywaniu dzieci. Wszystkie osoby pragnące pracować z dziećmi/młodzieżą w ramach jakiejkolwiek posługi (obecnej lub przyszłej) tego kościoła muszą najpierw spełnić następujące wymagania”.
Zalecenie American Baptist dotyczące polityki: „…Rada ds. Służby Edukacyjnej przyjęła zalecenie dotyczące polityki, którą kościoły i regiony powinny brać pod uwagę podczas rekrutacji i selekcji wolontariuszy i personelu pracującego z dziećmi, młodzieżą i/lub innymi grupami ryzyka”.
Polityka luterańska: „Świeccy i zawodowi liderzy zajęć dla dzieci i młodzieży muszą przejść standardową procedurę weryfikacji… wynika to ze świadomości problemów w innych kościołach, które dopuszczają się wykorzystywania dzieci przez opłacanych i nieodpłatnych pracowników zajmujących się dziećmi i młodzieżą w kościele…”
Polityka prezbiteriańska: „Pracownicy i wolontariusze, którzy podejmują się szczególnej odpowiedzialności związanej z pracą z dziećmi OPMH, nie mogą naruszyć zaufania wynikającego z odpowiedzialności poprzez angażowanie się w akty niewłaściwego zachowania seksualnego”.
Polityka Kościoła Anglikańskiego: „W Kościele, gdzie ludzie powierzają swoje życie i duchowe dobro duchowi duchowieństwu, innym pracownikom i wolontariuszom, kwestie wykorzystywania seksualnego i molestowania seksualnego mają ogromne znaczenie. Przywódcy Kościoła cieszą się zaufaniem tych, którzy do nich przychodzą”.
Polityka Kwakerów: „Niniejsza polityka i procedury dotyczą wszystkich, którzy pracują z dziećmi i młodzieżą poniżej 18 roku życia, niezależnie od tego, czy otrzymują wynagrodzenie, stypendium lub zwolnienie z opłat, czy też pracują jako wolontariusze…”
Zauważ, że polityka religii przedstawiona powyżej dotyczy wyłącznie osób odpowiedzialnych za młodzież, takich jak duchowni, pracownicy, wolontariusze, liderzy młodzieżowi i doradcy. Wydaje się, że nie ma polityki chroniącej dzieci przed poszczególnymi członkami kościoła ani ich własnymi rodzicami. Wydaje się, że ich troską jest upewnienie się, że żaden przywódca nie zostanie oskarżony o molestowanie dzieci, aby uniknąć pozwów sądowych. Wiele z opisanych polityk to jedynie rekomendacje lub sugestie, które poszczególne kościoły powinny rozważyć. O ileż lepsza jest polityka Świadków Jehowy, polegająca na usuwaniu z organizacji osób dopuszczających się molestowania dzieci i ich unikaniu.
Ciekawe jest również to, co się dzieje, gdy w procesie weryfikacji religia odkryje, że ktoś dopuścił się molestowania seksualnego dzieci. Czy religia zgłosi tę osobę policji? Usuwa ją ze wspólnoty? Ostrzega pozostałych członków kościoła? Mało prawdopodobne. Dlaczego tak twierdzimy?
Weźmy za przykład politykę sugerowaną przez Kościół Baptystów Południowych. Tak, Kościół Baptystów Południowych zaleca każdemu kościołowi przeprowadzenie weryfikacji przeszłości osób poszukujących pracy lub chcących zgłosić się na wolontariat w opiece nad dziećmi, ale jaki jest rezultat, jeśli okaże się, że dana osoba jest lub była pedofilem? Nie zostanie zatrudniona. I tyle.
Nie sporządzono żadnego raportu władzom. Nie wydano żadnego ostrzeżenia dla zboru. Nie sporządzono żadnego ostrzeżenia dla kościołów baptystycznych w pozostałych 49 stanach. Nie sporządzono żadnego ostrzeżenia dla duchownych w żadnym stanie. Czy to naprawdę tak?
Na przykład, przeglądając rekomendowany wniosek o wolontariat w Georgia Southern Baptist, znajdziesz taki cytat: „Rozumiem, że Georgia Baptist Convention ma politykę zerowej tolerancji dla molestowania seksualnego i nadużyć, a każdy taki incydent dyskwalifikuje mnie z udziału w działaniach Georgia Baptist Convention”. Cóż w tym złego? Ale chwila… Zaraz potem czytamy: „Rozumiem, że te informacje będą wykorzystywane wyłącznie do celów wolontariatu i NIE BĘDĄ PRZEKAZYWANE INNYM OSOBOM ANI WYKORZYSTYWANE W ŻADNYM INNYM CELU”.
Zidentyfikowany pedofil pozostaje baptystą, a informacji tych nie można wykorzystać do usunięcia go ze zboru ani do żadnych innych celów. Może on molestować dzieci po cichu, bez wiedzy kogokolwiek. Może przenieść się do dowolnego innego kościoła baptystycznego i ponownie molestować niczego niepodejrzewające dzieci.
Polityka kwakrów jest podobna. W artykule 4 stwierdza się: „Wszystkie informacje pochodzące z referencji, comiesięcznych spotkań i weryfikacji przeszłości będą traktowane jako ściśle POUFNE… Akta NIE SĄ UDOSTĘPNIANE OSOBOM POZA FGC”. I niestety przekonacie się, że jest to normą w większości religii.
Z drugiej strony, co jeśli Świadkowie Jehowy odkryją, że ktoś jest lub był pedofilem? Świadkowie Jehowy wykorzystują uzyskane informacje do ochrony dzieci. Zostaje wykluczony ze społeczności lub, jeśli okaże skruchę, zostaje ogłoszony i wygłoszony wykład. Jego nazwisko trafia do bazy danych. Nie może mieć żadnych przywilejów. Jest pod stałą obserwacją. Nie może przebywać sam na sam z dziećmi, utrzymywać z nimi kontaktów towarzyskich, nocować z nimi, opiekować się nimi ani pracować w służbie z dziećmi. Gdziekolwiek się przeprowadzi, list podąża za nim do zboru. Zebrane informacje służą ochronie dzieci. Nie są one utrzymywane w tajemnicy.
Problem, jaki napotyka większość religii w egzekwowaniu polityki obejmującej całą organizację, polega na tym, że nie są one zjednoczone w poszczególnych kościołach. Każdy kościół jest zarządzany autonomicznie. Ponownie, biorąc za przykład Baptystów, zwróćmy uwagę na ten cytat z Advocate.com z 23 lutego 2007 roku: „Przywódcy kościelni przyznają, że w zborach Południowych Baptystów doszło do pewnych incydentów nadużyć, ale twierdzą, że mają związane ręce, jeśli chodzi o badanie skarg w obrębie denominacji. …Kościoły baptystów są niezależne. Same podejmują decyzje o zatrudnianiu duchownych i prowadzeniu dochodzeń, twierdzą przywódcy baptystów. Prezes Południowej Konwencji Baptystów, Frank Page, powiedział, że denominacja planuje nauczyć swoje kościoły, jak przeprowadzać weryfikację przeszłości i wymagać listów polecających od kandydatów do pracy. Dodał jednak, że Południowa Konwencja Baptystów, która liczy 16,3 miliona członków, nie ma uprawnień prawnych do powołania niezależnej komisji do badania skarg dotyczących nadużyć”.
Na stronie internetowej Południowych Baptystów znajdujemy następujące pytanie i odpowiedź: „5. Uważam, że nasz pastor (lub mój kościół) postąpił niewłaściwie. Co zrobi z tym SBC? W rzeczywistości Południowa Konwencja Baptystów nie jest w stanie podejmować żadnych działań dyscyplinarnych wobec pastorów ani kościołów. Ponownie, ze względu na autonomię lokalnego kościoła, każdy kościół SBC jest odpowiedzialny przed Bogiem za ustalanie własnych zasad dotyczących pastorów lub problemów w kościele. Zasady te zależą wyłącznie od poszczególnych zborów”.
Zatem bez ogólnoświatowej jedności niemożliwe jest, aby inne religie miały politykę wobec dzieci równą tej, jaką mają Świadkowie Jehowy. Takiej polityki nie dałoby się egzekwować w każdym kościele z osobna. A ponieważ żadna religia, z nielicznymi wyjątkami, nie ma ogólnoświatowej jedności ani polityki obejmującej całą organizację, prowadzenie scentralizowanej bazy danych osób molestujących lub śledzenie ich w poszczególnych kościołach jest praktycznie niemożliwe.
A co z odszkodowaniami przyznanymi ofiarom nadużyć przez kościoły za zaniedbania? Wystarczy poszukać w Google, a okaże się, że sądy uznały każdą z głównych religii „chrześcijańskich” za winną zaniedbań i zmusiły ją do wypłaty odszkodowań. Na przykład Kościół Katolicki wypłacił ponad 2 miliardy dolarów. Nawet Kościół Mormonów wypłacił co najmniej 10 milionów dolarów po uznaniu go winnym zaniedbań. Oto kilka krótkich przykładów.
„28-letni mężczyzna, który w momencie ataku dochodził do siebie po napadach padaczkowych w swoim mieszkaniu, otrzyma 300 000 dolarów odszkodowania od Kościoła Baptystów Sierra Vista za napaść seksualną, której dopuścił się John Adams Marshall w kwietniu 1991 roku. Marshall uprawiał seks oralny i pieścił osłabionego mężczyznę, jednocześnie go przyciskając. Ława przysięgłych uznała, że kościół ponosi 40% odpowiedzialności za napaść Marshalla i dopuścił się zaniedbań w utrzymaniu go na stanowisku pastora. Marshall nie utracił święceń kapłańskich w innym miejscu”. (Inland Valley Daily Bulletin, 15.01.1994)
„KOŚCIÓŁ W MIAMI NA FLORYDZIE ZAPŁACI MILIONY ZA NADUŻYCIA KSIĘGOWEGO. Kościół baptystyczny Wayside w Miami otrzymał wyrok w wysokości 6,7 miliona dolarów za zaniedbania w zatrudnieniu i utrzymaniu Keitha Gerena na stanowisku pastora ds. młodzieży. Kościół nie sprawdził jego przeszłości ani referencji, a Geren nawet nie wypełnił podania o pracę, choć przyznał się do molestowania chłopców. Molestował seksualnie prawie tuzin nastoletnich chłopców”. (Sarasota Herald-Tribune, 6.02.1994)
„Denver, CO. Bohrer otrzymała ponad 700 000 dolarów odszkodowania w procesie cywilnym w okręgu Denver przeciwko byłemu pastorowi Danielowi DeHartowi i Konferencji Dorocznej Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego (odpowiednikowi diecezji). Twierdziła, że DeHart uwiódł ją i zmusił do stosunku seksualnego, gdy miała 13 lat, a on sam był duszpasterzem młodzieży w Pierwszym Kościele Metodystycznym w Greeley”. (Rocky Mountain News, 2 sierpnia 2012 r.)
„W pozwie cywilnym złożonym przez trzy siostry, obecnie w wieku 19, 16 i 13 lat, ich matkę i inną 13-letnią dziewczynkę, ława przysięgłych z Kenai przyznała prawie 430 000 dolarów odszkodowania czterem dziewczynkom molestowanym seksualnie przez Tickela. Ława przysięgłych uznała również, że Trickel, jego żona Debbie oraz Armia Zbawienia ponoszą odpowiedzialność za ich nadużycia”. (http://www.adn.com/alaska/story/4752362p-4698974c.html)
„…kościół Kościoła Chrystusowego i jego były 59-letni pastor zgodzili się zapłacić 300 000 dolarów mężczyźnie, którego były pastor dopuścił się napaści seksualnej podczas sesji terapii rodzinnej. Wcześniej, chłopiec, obecnie 17-latek, otrzymał od ławy przysięgłych 450 000 dolarów odszkodowania za podobne zarzuty”. (The Rocky Mountain News)
„Sędzia Stuart Shiffman podtrzymał wyrok ławy przysięgłych w wysokości 450 000 dolarów przeciwko ZJEDNOCZONEMU KOŚCIOŁOWI METODYSTYCZNEMU W ILLINOIS, dotyczący ks. Williama Fyffe’a, który molestował trzech braci w Macon w 1982 roku. Kościół został pociągnięty do odpowiedzialności, ponieważ wiedział, że Fyffe molestował chłopców w parafii Taylor Ridge w 1975 roku, ale mimo to udzielił mu święceń kapłańskich, usunął dokumentację dotyczącą terapii w związku z molestowaniem i przeniósł go do wspólnoty, która nie była świadoma tych incydentów”. (Quad-City Times, 7.09.1989; 18.10.1989)
„Jedna z największych dotychczasowych ugód w kościołach protestanckich dotyczyła sprawy byłego pastora luterańskiego Geralda Patricka Thomasa Jr. w Teksasie, gdzie kilka lat temu ława przysięgłych przyznała ofiarom pastora prawie 37 milionów dolarów odszkodowania. Oddzielne, wcześniejsze ugody z udziałem Thomasa kosztowały dodatkowe 32 miliony dolarów”. (Insurancejournal.com)
„Dwie siostry w wieku studenckim otrzymały 4,2 miliona dolarów odszkodowania w procesie przeciwko Kościołowi Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Wyrok ten został wydany częściowo z powodu sposobu, w jaki biskup potraktował molestowanie seksualne, którego dopuścił się ich ojczym, gdy były dziećmi”.
„John Charles Blome. Ta sprawa cywilna została wniesiona w hrabstwie Montgomery w Teksasie i trafiła do sądu z ławą przysięgłych. Sprawa zakończyła się ugodą na kwotę 4 milionów dolarów po tym, jak mormoni zostali uznani za winnych zaniedbania. Trzynastoletni chłopiec, molestowany przez lidera młodzieżowego Kościoła Mormona w okręgu Magnolia, otrzymał odszkodowanie wyższe niż to, o które wnioskowali jego prawnicy 8 października 1998 roku. Blome molestował wielu innych chłopców z tego samego i innych rejonów. Zastępcy szeryfa byli oburzeni, że biskup mormonów poinformował Blome o toczącym się śledztwie i spalił dowody, zanim mogły zostać zabezpieczone. We wcześniejszej sprawie przeciwko Blome, Kościół Mormona również został uznany za winnego zaniedbania.” (Houston Chronicle)
„Michael Rex Shean. Ta sprawa miała miejsce w Santa Maria w Kalifornii. Shean był prawnikiem i przywódcą Kościoła mormonów, który wykorzystywał swoją pozycję trenera, adwokata i nauczyciela religijnego do nakłaniania chłopców do uwodzenia. Prezydentem palika w tej sprawie był agent FBI, Nolan Phillips, który powinien być o wiele bardziej czujny na problem drapieżnego pedofila w swojej trzodzie. Kościół mormonów został uznany za winnego zaniedbań i otrzymał ugodę w nieujawnionej wysokości.” (Geocities.com)
W rzeczywistości sytuacja doszła do punktu, w którym „Boston Globe” doniósł nawet, że „duże organizacje kościelne Kościoła katolickiego, anglikańskiego, zjednoczeniowego i prezbiteriańskiego stoją w obliczu bankructwa z powodu oskarżeń o nadużycia seksualne i fizyczne”. (Boston Globe, 2 sierpnia 2002 r.)
Oczywiście moglibyśmy tak ciągnąć w nieskończoność. Ale co ze Świadkami Jehowy? Czy zostali uznani za winnych zaniedbania przez sąd i zmuszeni do zapłaty milionów dolarów? Cóż, Vicki Boer otrzymała 5000 dolarów odszkodowania karnego od sądu w Kanadzie za uczciwy błąd starszego, który nie zastosował się do polityki Strażnicy. Ale drugą stroną wyroku było to, że Towarzystwo Strażnica otrzymało 142 000 dolarów, które Boer miał zapłacić Towarzystwu Strażnicy. W ten sposób Towarzystwo Strażnica zarobiło 137 000 dolarów. Tak więc, podczas gdy inne religie wypłaciły miliony dolarów w sądowych wyrokach za znęcanie się nad dziećmi po uznaniu ich za winnych zaniedbania, Świadkowie Jehowy nie zapłacili ani jednego dolara w sądowych wyrokach. Jeśli orzeczenia sądów w kraju są jakąkolwiek wskazówką, to jedynym werdyktem, jaki można sformułować, jest to, że Świadkowie Jehowy mają najlepszą politykę w zakresie znęcania się nad dziećmi.
Nic dziwnego, że Philip Brumley, główny radca prawny Towarzystwa Strażnica, mógł śmiało stwierdzić: „Polityka Świadków Jehowy w zakresie postępowania w przypadkach molestowania dzieci nie ma sobie równych w społeczności religijnej”. Podobnie, „Paducah Sun” z 28 stycznia 2001 roku donosi, że prawnik Towarzystwa Strażnica, Mario Moreno, „byłby skłonny skonfrontować politykę Kościoła z jakąkolwiek inną”. Innymi słowy, żadna religia nie ma lepszej polityki wobec molestowania dzieci niż Świadkowie Jehowy. W przeszłości wzywaliśmy przeciwników Świadków Jehowy do podania nam linku do religii, która ma lepszą politykę wobec molestowania dzieci, ale jak dotąd nikt tego nie zrobił, chociaż rzeczywiście próbowali.
Niektórzy przeciwnicy twierdzą, że nie możemy twierdzić, że Świadkowie Jehowy mają najlepszą politykę, dopóki nie przeanalizujemy polityki wszystkich religii świata, których jest około 10 000. Oczywiście byłoby to niemożliwe. Jak więc Philip Brumley, Mario Moreno czy ktokolwiek inny może wygłosić tak śmiałe stwierdzenie? To naprawdę proste.
1. Religia musi być zjednoczona, aby mieć politykę, która będzie stosowana we wszystkich kościołach.
2. Religia musi usunąć ze swoich szeregów osoby dopuszczające się molestowania dzieci, aby chronić dzieci.
3. Religia musi posiadać bazę danych z nazwiskami byłych molestujących, skazanych za molestowanie, wykluczonych, upomnianych itd., aby upewnić się, że byli molestujący nie zostaną powierzeni odpowiedzialnym stanowiskom, aby zyskać zaufanie dzieci i ponownie dopuścić się molestowania.
4. Wreszcie, religia musi śledzić losy molestującego, gdy przenosi się do innej kongregacji, aby móc egzekwować ograniczenia nałożone na byłych molestujących.
Ponieważ żadna inna religia nie spełnia wszystkich czterech powyższych punktów, niemożliwe jest, aby mieli lepszą politykę wobec dzieci niż Świadkowie Jehowy. Dla uczciwych osób jest oczywiste, że polityka Świadków Jehowy wobec dzieci jest najlepsza ze wszystkich religii, bez dwóch zdań. Ale czyż nie tego właśnie można oczekiwać od organizacji kierowanej przez Najwyższego Boga? Oczywiście, moglibyśmy się mylić, gdyby ktoś po prostu podał nam link do lepszej polityki. Ale nie wstrzymujcie oddechu.

5 thoughts on “Milczące owce czy hałaśliwe kozły?”