Przesiewy Żniwa
Artykuł przedstawia tłumaczenie broszury J.F. Rutherforda „Harvest Siftings”, skierowanej do międzynarodowej społeczności Badaczy Pisma Świętego. Druga część opracowania stanowi polemiczną odpowiedź Rutherforda na zarzuty P.S.L. Johnsona opublikowane w piśmie „Światło w mroku”. Na końcu zamieszczono oryginalny tekst źródłowy w formacie PDF.
„Albowiem nie toczymy boju przeciw krwi i ciału, lecz przeciw zwierzchnościom, przeciw władzom, przeciw rządcom ciemności tego świata, przeciw duchowym siłom zła w okręgach niebieskich”. — Efezjan 6:12
ZŁY PONOWNIE PRÓBUJE ZNISZCZYĆ TOWARZYSTWO
POUFNE OŚWIADCZENIE O FAKTACH NA ŻĄDANIE
Do Międzynarodowych Badaczy Pisma Świętego rozsianych po całym świecie:
W tej godzinie smutku, przeplatanej radością, myślimy o słowach św. Piotra, tak stosownych w tym czasie:
„Umiłowani, uważajcie, abyście nie mieli żadnego uprzedzenia ani uczucia, ani za, ani przeciw; i abyście nie wyrobili sobie wyraźnego zdania, dopóki nie przeczytacie całego tego stwierdzenia. Abyście zrozumieli, konieczne będzie, abym powiedział: nie dziwcie się ogniowi, który jest między wami, który ma was doświadczyć, jakby spotkało was coś niezwykłego” (1 Piotra 4:12).
Nasz drogi Pastor wielokrotnie ostrzegał nas przed nadchodzącym czasem, a teraz on nadszedł. W Watch Tower z 1897 roku, na stronie 44, powiedział:
„Cały lud Pański powinien zatem spodziewać się ognistych prób, szczególnie w tym Dniu Pańskim. Tak samo pewne, jak to, że jesteśmy synami Bożymi, będziemy ich doświadczać; a kiedy nadejdą, powinniśmy bezzwłocznie rozpoznać ich misję wobec nas i zadbać o to, abyśmy byli przez nie ćwiczeni w pobożności, trzeźwości oraz głębokiej i żarliwej pobożności”.
Kto zatem będzie w stanie się ostać? Pan odpowiada: Każdy, którego serce jest doskonałe (2 Kron. 16:9).
Widząc działania Przeciwnika i nadchodzącą wielką próbę, miałem nadzieję i modliłem się, aby Kościół został od niej oszczędzony, jeśli taka jest wola Pana, ale najwyraźniej Jego wolą jest, aby ogień wypalił wszelki żużel; aby pozostało tylko oczyszczone złoto. Zapewniam was, drodzy bracia, że składając to oświadczenie, nie żywię do nikogo nieżyczliwych uczuć. Kiedy badam swoje serce, jestem pewien, że jest ono doskonałe wobec wszystkich. Pan jest moim sędzią. Uważam, że w tych okolicznościach jestem wam winien powierzenie moich zwierzeń i przedstawienie faktów w jasny sposób. Następnie niech każdy z was oceni, co wydaje się dobre, i niech Pan poprowadzi was w słuchaniu. Proszę każdego z was o spokój, czuwanie i modlitwę podczas czytania.
UCHWAŁA RADY DYREKTORÓW WATCH TOWER BIBLE AND TRACT SOCIETY
GDYŻ Prezes Watch Tower Bible and Tract Society złożył dziś oświadczenie na piśmie przed niżej podpisanymi, którzy są obecnie członkami zarządu, przedstawiając swoje działania podjęte i wykonane od śmierci brata C.T. Russella i jego wyboru na prezesa;
I PONIEWAŻ zarząd uznaje za słuszne, aby Prezes przygotował i opublikował, dla dobra Kościoła jako całości, oświadczenie faktyczne dotyczące jego działalności;
I PONIEWAŻ powszechnie wiadomo, że pojawił się sprzeciw wobec prezesa;
I PONIEWAŻ wysłuchaliśmy obszernego oświadczenia braci Rutherforda, Piersona, Hoskinsa, Wrighta, Ritchie, Macmillana, Van Amburgha, Baenerleina i innych;
I PONIEWAŻ, z przedstawionych nam faktów wynika, że bracia I.F. Hoskins, R.H. Hirsh, A.I. Ritchie i J.D. Wright nie byli legalnie członkami zarządu WATCH TOWER BIBLE AND TRACT SOCIETY przez ponad sześć miesięcy przed tym i nie są teraz członkami; i zaistniała konieczność powołania pełnego i kompletnego zarządu; a prezes, działając na mocy władzy i upoważnienia nadanych mu na mocy warunków Karty (Statutu), zobowiązał ustawodawcę stanu Pensylwania do zaapelowania do czterech członków o uzupełnienie zarządu;
TERAZ, NINIEJSZYM, POSTANAWIA SIĘ, że my, niżej podpisani członkowie zarządu, wyrażamy naszą szczerą aprobatę dla działań i postępowania naszego Prezesa, Dyrektora Generalnego oraz Dyrektora Wykonawczego WATCH TOWER BIBLE AND TRACT SOCIETY, w którym pragniemy, aby nadal działał; i korzystamy z okazji, aby wyrazić nasze najwyższe zaufanie do niego jako brata i sługi w Panu, i polecić go, z pełnymi miłości modlitwami i zapewnieniem o naszym wsparciu, wszystkim, którzy kochają naszego drogiego pastora Russella i którzy wierzą, że został posłany, aby być przewodnikiem Kościoła do końca jej drogi;
I NIECH BĘDZIE DALEJ POSTANOWIONE, że wierzymy, że nasz drogi brat Rutherford jest człowiekiem, którego Pan wybrał do wykonania pracy, która pozostała do wykonania w imieniu pastora Russella i w imieniu Pana; i że nikt inny w Kościele nie jest tak dobrze wykwalifikowany jak on do wykonania tej pracy, ani nie mógłby dać ręką Pana większych dowodów Jego miłości i łaski;
I NIECH BĘDZIE DALEJ POSTANOWIONE, że Prezydent będzie, i niniejszym prosi się go o przygotowanie pełnego sprawozdania z faktów odnoszących się do warunków obecnie istniejących w Brooklynie. To oświadczenie zostanie opublikowane, jeśli zostanie uznane za konieczne. W imię Mistrza i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, Amen!
Podpisani:
- A.N. Pierson
- W.E. Spill
- W.E. Van Amburgh
- J.A. Bohnet
- A.H. Macmillan
- Geo. H. Fisher
Brooklyn, Nowy Jork, 17 lipca 1917 r.
KONTEKST WYDARZEŃ
Brat Russell od dawna ostrzegał nas, że złe duchy będą sprawować władzę w końcowych godzinach pielgrzymki Kościoła i zastanawiam się, czy to one są przyczyną tej straszliwej próby. Wyjaśni się to w odpowiednim czasie. Przeczytaj komentarze do Objawienia rozdz. 7 w 7 tomie Studies in the Scriptures.
Abyście zrozumieli, dlaczego zostałem zmuszony do powołania czterech członków Zarządu, aby uchronić Towarzystwo przed zamrożeniem środków finansowych przez procesy sądowe i zrujnowaniem jego działalności, co jest zagrożone, muszę wam opowiedzieć o kilku sprawach, które wydarzyły się, odkąd zostałem waszym Prezesem. W tym celu czuję się zmuszony opowiedzieć wam o tym, co wydarzyło się w Wielkiej Brytanii w odniesieniu do brata Johnsona, którego bardzo kochałem.
Niektórzy z czterech braci, o których tu mowa, członkowie Rodziny Bethel, działając za radą prawnika, który nie jest zbyt przychylny Prawdzie, oraz za radą innej osoby, która nie jest prawnikiem, wygłaszali w niektórych klasach obraźliwe oświadczenia pod adresem Prezesa, Sekretarza i Skarbnika oraz innych członków Towarzystwa, co wywołało oburzenie wśród przyjaciół tych braci. Dokonali tego podczas podróży na koszt Towarzystwa i jako jego przedstawiciele. Skoro ujawnili to publicznie i zaniepokoili umysły, moim obowiązkiem wobec was jest przedstawienie faktów.
PODSUMOWANIE FAKTÓW USTALONYCH PONIŻEJ
Abyście mogli inteligentnie śledzić dowody przedstawione poniżej, najpierw podaję krótki zarys faktów:
- Że brat P.S.L. Johnson podróżował do Londynu w celu ustalenia faktów i raportowania ich przed komisją przed jej zebraniem; jednak działał bez poinformowania, że został odwołany z Anglii telegraficznie.
DZIAŁALNOŚĆ BRATA JOHNSONA W ANGLII
W tej części oświadczenia przechodzimy do szczegółowego opisu wydarzeń, które stały się zarzewiem kryzysu. Poniższe punkty rzucają światło na to, jak brat Johnson, delegowany do Europy, zaczął przypisywać sobie nadzwyczajne uprawnienia.
(3.) Roszczenia do władzy: Brat Johnson ogłosił w różnych miejscach w Anglii, że jest „szafarzem” z przypowieści Pana (Mt 20:8) i rościł sobie prawo do wszystkich mocy i autorytetu, jakie posiadał brat Russell. Miał on gotowe plany przejęcia pełnej kontroli nad wszystkimi funduszami („Penny”) w Wielkiej Brytanii i ustanowienia nowego zarządu, aby odwołać się od decyzji obecnej Rady Dyrektorów.
(4.) Próby nacisku: Kiedy powołana przez Towarzystwo komisja pięciu braci zebrała się w Londynie w celu zbadania faktów, brat Johnson odrzucił wolę akcjonariuszy z 6 stycznia 1917 r. Zignorował Prezesa i podjął kroki przeciwko kierownikowi londyńskiego oddziału oraz bankowi, wnosząc o zamrożenie funduszy Stowarzyszenia. Pozew ten został ostatecznie rozstrzygnięty przez Sąd Najwyższy na niekorzyść brata Johnsona, który został obciążony kosztami procesu.
(5.) Siłowe przejęcie biura: Gdy sprzeciwił mu się brat Hemery (kierownik biura londyńskiego), brat Johnson wraz ze wspólnikiem wszedł w posiadanie kluczy i siłą zajął biuro w Londynie oraz pocztę Stowarzyszenia. Otworzył sejf i wyciągnął z niego część pieniędzy należących do Towarzystwa. Następnie wniósł pozew do Sądu Najwyższego (Chancery Division) przeciwko Stowarzyszeniu, jednak sąd orzekł na korzyść organizacji.
KULISY KONFLIKTU W BROOKLYNIE
Sytuacja w nowojorskim biurze (Bethel) pozostawała stabilna do czasu powrotu brata Johnsona i jego prób wpłynięcia na resztę zarządu.
- (6.) Manipulacja zarządem: Wszystko w biurze w Brooklynie przebiegało sprawnie do momentu, gdy brat Johnson zażądał od Prezesa ponownego wysłania go do Anglii. Po odmowie wykorzystał swój wpływ na braci Hirsha, Hoskinsa, Wrighta i Ritchiego, przekonując ich, że Prezes ich ignoruje. Nakłonił ich do zwołania posiedzenia zarządu, aby wymusić ponowne przesłuchanie w sprawie jego działań w Europie. Gdy Prezes odmówił, brat Johnson poradził im, aby uchylili obowiązujący regulamin, odebrali Prezesowi uprawnienia i przekazali je wspomnianej czwórce braci.
- (7.) Kampania oskarżeń: Wspomniani bracia rozpoczęli systematyczną kampanię, oskarżając Prezesa o lekceważenie precedensów ustanowionych przez brata Russella. Wywierali presję, by Prezes zrzekł się władzy, grożąc, że jeśli on lub Stowarzyszenie Ambony Ludowej (People’s Pulpit Association) będą się sprzeciwiać, skierują sprawę do sądu i zamrożą wszystkie fundusze. Otwarcie deklarowali, że albo będą rządzić Towarzystwem, albo je zrujnują.
HISTORIA WYJAZDU BRATA JOHNSONA DO ANGLII
Aby zrozumieć, jak doszło do tych nadużyć, musimy cofnąć się do momentu planowania tej podróży.
Brat Russell jeszcze zeszłej jesieni planował wizytę brata Johnsona w Europie. Po jego śmierci, komitet uznał za słuszne spełnić to życzenie. Pojawił się jednak problem z paszportem z powodu trwającej wojny. Brat Johnson poinformował, że potrzebuje specjalnego dokumentu potwierdzającego, że wizyta w obcych krajach jest niezbędna dla interesów Towarzystwa.
Wspólnie przygotowaliśmy list do Departamentu Stanu. Kiedy przyszło do podpisania go, brat Van Amburgh (Sekretarz) początkowo odmówił, obawiając się zbyt szerokich uprawnień nadanych w piśmie bratu Johnsonowi. Wyjaśniono mu jednak w obecności braci Ritchiego i Johnsona, że:
- Jedynym celem listu jest uzyskanie paszportu.
- Faktyczne uprawnienia brata Johnsona będą takie same jak każdego innego „Pielgrzyma” (wykładowcy).
Brat Ritchie zasugerował wtedy, by Johnson przy okazji zebrał informacje o sposobie prowadzenia pracy w europejskich biurach. Ostatecznie wysłano go w listopadzie ubiegłego roku z upoważnieniem do głoszenia Ewangelii i raportowania faktów.
Niestety, brat Johnson drastycznie przekroczył te kompetencje:
- Oskarżył wielu lojalnych braci o brak wierności wobec brata Russella.
- Samowolnie zwolnił dwóch kierowników biura londyńskiego.
- Ogłosił brytyjskim braciom, że to on powinien zostać Prezesem Towarzystwa.
Konieczne stało się napisanie drugiego listu polecającego do biura w Londynie, spójnego z dokumentacją paszportową, aby uniknąć problemów z brytyjskimi władzami granicznymi. Dokument ten został przygotowany z takim samym zastrzeżeniem: miał służyć jedynie celom formalnym, a nie dawać bratu Johnsonowi władzy dyktatorskiej.
KŁOPOTY ZACZYNAJĄ SIĘ W ANGLII
Około 5 lutego 1917 roku sytuacja w brytyjskim oddziale gwałtownie się zaostrzyła. Do biura w Brooklynie dotarły niepokojące sygnały telegraficzne, świadczące o głębokim rozłamie w Londynie. Pierwszy telegram od brata Johnsona brzmiał następująco:
„Sytuacja nie do zniesienia. Shearn i Crawford odprawieni. Apeluję do was. Wskazane wstrzymanie odpowiedzi do czasu otrzymania mojej poczty”.
Niemal w tym samym czasie otrzymano depeszę od wspomnianych braci, Shearna i Crawforda:
„Zdumiewające wydarzenia, biuro i Tabernakulum. Proszę wstrzymać się z wszelkimi osądami”.
Warto wyjaśnić strukturę prawną tamtejszego oddziału. Brytyjskie Stowarzyszenie (International Bible Students Association), zorganizowane zgodnie z prawem Wielkiej Brytanii, składało się z pięciu członków. Bracia Hemery, Shearn i Crawford zasiadali w radzie, natomiast brat Russell i ja (Rutherford) byliśmy pozostałymi dwoma członkami. Wspomniani bracia byli kierownikami biura w Londynie, odpowiedzialnymi za sprawne prowadzenie tamtejszej pracy.
REAKCJA PREZESA NA SAMOWOLĘ
Wiedząc, że brat Johnson nie posiadał żadnych uprawnień do odwoływania kogokolwiek z funkcji kierowniczych, wysłałem do niego krótki telegram:
„Niech strony spierające się podpiszą uzgodnione oświadczenie o faktach i prześlą je do mojej decyzji”.
Niedługo potem udałem się w sprawach służbowych do Kalifornii. Będąc w Los Angeles, otrzymałem kolejne wiadomości potwierdzające, że bracia Crawford i Shearn zostali siłą usunięci z londyńskiego Bethel. W obliczu tego kryzysu powołałem komisję złożoną z pięciu zdolnych braci z Wielkiej Brytanii, mającą na celu bezstronne zbadanie sprawy, i wysłałem oficjalne polecenie:
Do: Shearn, Hemery, Crawford, Johnson, Londyn
„Zwolnienie Shearna i Crawforda nastąpiło całkowicie bez upoważnienia. Przywróćcie ich natychmiast. Muszą mieć sprawiedliwy proces przed moimi komisarzami. Przedstawcie komisarzom treść tego telegramu. Oczekuję raportu”.
Mesjańskie roszczenia brata Johnsona
Odpowiedź brata Johnsona, która nadeszła z Liverpoolu 24 lutego 1917 roku, była zdumiewająca i rzuciła nowe światło na stan jego umysłu oraz charakter roszczeń, jakie wysuwał wobec braci:
„Rutherford, Towarzystwo Strażnica:
Zdziwiony telegramem. Czy nie otrzymałeś moich listów z drugiego, jedenastego i dwudziestego pierwszego stycznia? Shearn i Crawford prowadzą 'szóste przesiewanie’. Patrz: Ezechiel 9. Zorganizowano przeciw mnie kampanię telegraficzną. Od 28 stycznia jestem szafarzem (stewardem) z Ewangelii Mateusza 20:8. Shearn to Haman powieszony za mnie na szubienicy. Mnie dano, zgodnie z księgą Estery 8:2 i 8:15, moce takie jak posiadał Russell. Crawford to Sanballat, Shearn to Tobiasz, Hemery to Giszem. Czy będziesz moją prawą ręką? Musisz wspierać moje ręce.
— P.S.L. Johnson”
Ten telegram ostatecznie potwierdził, że brat Johnson zaczął interpretować postacie biblijne w sposób narcystyczny, utożsamiając swoich oponentów z wrogami ludu Bożego, a siebie z kluczowymi postaciami proroczymi, mającymi rzekomo przejąć pełnię władzy po zmarłym Pastorze Russellu.
ESKALACJA KONSYSTENSJI W LONDYNIE
Warto zaznaczyć, że ten i kolejne telegramy wysłane przez brata Johnsona kosztowały Towarzystwo setki dolarów za ich transmisję. W ciągu następnych kilku dni sytuacja stała się krytyczna, co potwierdza telegram od brata Hemery’ego (przedstawiciela Towarzystwa w Londynie), datowany na 26 lutego:
„Johnson rości sobie pełną kontrolę nad wszystkim. Sprzeciwiam się temu jako twój przedstawiciel. Spór dotyczy jego i współmenedżerów, nie mnie. Telegram z Los Angeles dotarł. Jakie są uprawnienia Johnsona?”
W odpowiedzi, 27 lutego, wysłałem do brata Johnsona kategoryczne polecenie:
„Twoja praca w Londynie dobiegła końca; wróć do Ameryki, ważne”.
Biorąc pod uwagę treść depesz brata Johnsona, w których ogłosił się on „zarządcą” posiadającym pełnię władzy po bracie Russellu, nabrałem przekonania, że jego umysł uległ zaburzeniu i że poważnie zakłóca on pracę w Wielkiej Brytanii. W związku z tym przesłałem do brata Hemery’ego następującą ocenę:
„Johnson szalony. Nie ma uprawnień. Działaj ze współczuciem”.
KONTRATAK BRATA JOHNSONA
Brat Johnson nie zamierzał się podporządkować. 7 marca 1917 roku wysłał telegram do braci Ritchiego i Van Amburgha (licząc na ich poparcie przeciwko Rutherfordowi):
„W interesie Towarzystwa leży zachowanie uprawnień, które powierzył mi Zarząd, a nie komitet wykonawczy. Za Państwa pośrednictwem odwołuję się od decyzji Rutherforda, który odrzucił mój wniosek. On podlega Towarzystwu. […] Zbór jednogłośnie zagłosował za moim zaufaniem wobec Shearna i Crawforda. Komitet Rutherforda mnie aprobuje, jego nie. Betelczycy zatwierdzają zwolnienia. Działałem w harmonii z moimi uprawnieniami. Protestuję w imieniu Boga”.
Prawda o sytuacji w Londynie była jednak inna. Brat Hemery 14 marca telegrafował:
„Johnson szaleje. On i Housden konfiskują pocztę i gotówkę. Pospiesz się, przyślij odwołanie upoważnień. Cormack i dwaj inni współczują mu. Radca prawny zaleca przymusowe wydalenie Johnsona. Nałożono embargo na bank”.
DOWODY MANIPULACJI – LISTY OD BRATA CRAWFORDA
Po wyznaczeniu komisarzy mających zbadać spory w Londynie, brat Johnson – dowiedziawszy się o ich misji – odwiedził każdego z nich osobiście, próbując wywrzeć na nich presję. O kulisach tych działań informuje list brata Crawforda:
20 stycznia 1917 r. Lancaster Gate, Londyn, Anglia.
Do: J.F. Rutherforda i Komitetu Wykonawczego Watch Tower Bible and Tract Society, Brooklyn, N.Y.
„Drodzy Bracia w Chrystusie: Krótko mówiąc, okoliczności są następujące. Około miesiąca przed śmiercią naszego drogiego brata Russella, starsi Londyńskiego Tabernakulum stwierdzili, że ówczesne ustalenia nie dawały pełnej satysfakcji członkom zboru. Jednomyślnie zwołali zebranie i zbadali wszystkie okoliczności leżące u podstaw problemu.
Wkrótce potem nadeszła wiadomość, że brat Johnson jest w drodze. Zastanawialiśmy się, czy brat Russell nie wysłał go, by pomógł nam w tej sprawie. Kiedy brat Johnson przybył, twierdził, że nic nie wie o korespondencji i natychmiast zabrał się do 'porządkowania’ spraw w Tabernakulum. Wszyscy życzyliśmy mu pomyślności i udzieliliśmy mu wszelkiej pomocy.
Oceńcie więc moje zdziwienie, gdy kilka dni później znalazłem wszystkich jedenastu starszych skazanych przez brata Johnsona, a mnie i dwóch innych braci z personelu biura oskarżonych przez niego o następujące zarzuty:
- O próbę oszukania brata Russella.
- O zatajenie prawdy co do celu rezolucji.
- O posiadanie złego motywu przy jej podpisaniu”.
Brat Johnson, miast budować, zaczął burzyć zaufanie w zborze, stawiając się w roli sędziego sumień i oskarżyciela lojalnych dotąd współpracowników.
NARASTAJĄCY KONFLIKT Z BRATEM JOHNSONEM
Postawa brata Johnsona w Londynie stawała się coraz bardziej radykalna. Brat Crawford, jeden z oskarżonych przez niego pracowników biura, tak opisuje początki tego kryzysu:
„Na początku nie traktowałem tej sprawy poważnie i starałem się uwierzyć, że brat Johnson z pewnością nie miał zamiaru piętnować nikogo, a zwłaszcza trzech braci z Biura jako jeszcze gorszych [niż niewierzący] — 1 Tym. 6:1, 19.
Stworzona sytuacja stała się niemożliwa, ponieważ:
- po pierwsze, żadna z trzech zaangażowanych osób nie była świadoma żadnego grzechu lub złego motywu;
- po drugie, zrzeczenie się starszeństwa oznaczało wystawienie dwóch z nas na działanie Ustawy Wojskowej (Military Service Act) – krok, który każdemu rozsądnemu umysłowi wydałby się niewłaściwy. Odpowiedź brata Johnsona brzmiała, że popełniwszy 'grzech’, muszę teraz ponieść konsekwencje;
- po trzecie, ta procedura była całkowicie sprzeczna z zasadami propagowanymi przez brata Russella.
Kilka dni później, gdy brat Johnson przyjechał do Londynu, starałem się wskazać mu, jak nierozsądne było jego podejście… — W. Crawford”
ŚWIADECTWO ROZPACZY – LIST Z 3 KWIETNIA 1917 R.
Dziesięć tygodni później sytuacja stała się dramatyczna. Poniższy list rzuca światło na metody stosowane przez brata Johnsona wobec tych, którzy nie uznali jego autorytetu:
42 Selborne Rd., Ilford E, 3 kwietnia 1917 r.
„Szanowny Bracie Rutherford:
Niewątpliwie brat Johnson poinformował Cię, że zwolnił mnie i moją żonę z biura oraz domu i nakazał nam natychmiastowe opuszczenie lokalu. Ponieważ nie miałem czasu na załatwienie żadnych spraw, a brat Johnson zagroził, że wystawi moje meble na zewnątrz, byłem zmuszony wywieźć je do magazynu.
Z przykrością muszę stwierdzić, że stan brata Johnsona pogarsza się. Moim zdaniem znajduje się on albo pod wpływem spirytyzmu, albo chwilowo stracił równowagę umysłu. Żaden zdrowy na umyśle człowiek nie postąpiłby tak, jak on w ciągu ostatniego miesiąca.
Bez żadnego powodu, jedynie na podstawie swoich złych domysłów, potępiał mnie godzinami w Tabernakulum, mówiąc braciom, że jestem 'duchowo martwy’. Kilkakrotnie odwiedził też moją żonę pod moją nieobecność, próbując nas rozdzielić. Raz tak ją zrugał, że zastałem ją płaczącą i niemal histeryzującą”.
OSOBLIWE ZŁUDZENIA
Brat Crawford kontynuuje opis doktrynalnych nadużyć Johnsona:
„Brat Johnson mówił klasom (zborom), że jest ’szafarzem z przypowieści o groszu’ i że byłby Prezesem, gdyby nie odmówił kandydowania. Jego osobliwym złudzeniem jest to, że bracia Shearn i ja wypełniamy pewne negatywne typy biblijne:
- Sanballat – brat Shearn,
- Tobiasz – ja (Crawford),
- Geszem – brat Strażnik.
Zbory są w ciężkim położeniu. Wydaje się, że brat Johnson wytrącił z równowagi prawie każdą klasę, którą odwiedził. Bracia byli jednak bardzo ulżeni, otrzymując twój telegram. Johnson jednak nie uznaje teraz twojego upoważnienia, twierdząc, że może go odwołać jedynie Komitet Wykonawczy”.
KWESTIA KOMISJI ŚLEDCZEJ
Na koniec brat Crawford zwraca uwagę na trudności, z jakimi mierzyła się powołana przez Rutherforda komisja, wynikające z manipulacji Johnsona:
„Bardzo doceniam twoje wysiłki, aby sprawiedliwość została wymierzona. Chciałbym jednak zauważyć, że członkowie Komisji zostali wcześniej poddani silnemu wpływowi brata Johnsona. Spędził on kilka dni w domu jednego z nich, próbując przekonać go do swoich poglądów, zanim jeszcze dochodzenie się rozpoczęło.
Wasz z Jego łaski, W. Crawford”
BRAT JOHNSON PISZE DO BRATA HEMERY’EGO
Jako kluczowy dowód w sprawie przed Sądem Najwyższym (Wydział Kanclerski), przedstawiamy list napisany przez brata Johnsona do brata Hemery’ego. Dokument ten, oznaczony w aktach sądowych jako „JH 4”, ujawnia nie tylko plany przejęcia kontroli nad zborami, ale także osobliwe teorie brata Johnsona dotyczące „głodu” i typów biblijnych.
Sygnatura akt: 1917 W. Nr 541. W WYŻSZYM SĄDZIE SPRAWIEDLIWOŚCI – WYDZIAŁ KANCLERSKI Sędzia Eve. Watch Tower Bible and Tract Society przeciwko Hemery i inni.
BIRKENHEAD, 24 lutego 1917 r. Pan J. Hemery, 34 Craven Terr., Londyn, W.
Umiłowany Bracie Hemery:
Łaska i pokój. Cieszę się, że otrzymałem twój list.
Odnośnie kolejnej podróży: Lepiej będzie, jeśli pozostanę w Londynie do następnego czwartku lub piątku, a następnie udam się do Glasgow. W drodze powrotnej chciałbym umówić się na spotkanie w Edynburgu, aby jasno przedstawić sprawę tamtejszemu Kościołowi. Gdziekolwiek się udam, zawsze będę zdawał relację z tych kłopotów. Trzeba to zrobić, aby zapobiec szkodom, które już wyrządzają przeciwnicy. Shearn rozsiewa pogłoski, że przeszkodziłem mu w sprawach wojskowych. Proszę, miejcie oczy szeroko otwarte na drażliwe tematy.
Dziękuję za informacje o Siostrze Annie i adopcji. Rozumiem, że nasza umowa przed rodziną Bethel uczyniła sprawę wiążącą i prawną, bez konieczności udawania się do sądu. Cieszę się z tego powodu.
Kwestia zapasów żywności i „głodu Elizeusza”
„Drogi Bracie, chciałbym, abyś posłuchał mojej sugestii w tej kwestii. Mówię bardzo rozważnie: konieczne jest, aby podstawowe artykuły były gromadzone i przechowywane w bezpiecznym miejscu, z dala od ludzi i szczurów. Sugerowałbym, aby sufit podwieszany służył jako pojemnik i był wyłożony blachą. Szczególnie potrzebna jest pszenica i orzechy. Głód wkrótce będzie bardzo dotkliwy”.
Zauważysz, że prorok Elizeusz zwraca uwagę na głód i to właśnie mam na myśli. Stan ten jest u samych drzwi, dlatego konieczne jest, aby zrobić to natychmiast dla dobra rodziny Bethel. Opowiem ci o tym więcej, kiedy się zobaczymy.
Odnośnie mebli brata Shearna: reszta jego rzeczy musi opuścić dom tak szybko, jak to możliwe. Na razie zostawię je tak, jak są, czekając na dalsze wskazówki.
MANIPULACJA KOMISJĄ I PROROCZE WYROKI
Zamierzam podyktować list do wszystkich braci, prosząc ich o przybycie do Betel na konferencję ze mną 3 marca o 14:00. Przedstawię im całą sytuację. Brat Rutherford wyznaczył czterech z nich jako Komitet do zbadania sprawy; brat Housden jest piątym członkiem.
Odnośnie sześciu Starszych, którzy podpisali Rezolucję przeciwko mnie:
„Zauważycie w Księdze Estery, że pierwszego dnia, kiedy Żydzi stanęli w obronie życia (co odnosi się do zeszłej niedzieli), o dziesięciu synach Hamana mówi się jako o zabitych. Drugiego dnia zostali powieszeni. Ten drugi dzień przypada na 4 marca. Ponieważ byli synami Hamana Agagity (Agagita reprezentuje osobę grzesznie ambitną), jestem pewien, że ich ambicja skłoniła ich do buntu. Po udowodnieniu tego, należy zalecić ich zwolnienie. Ten proces będzie ich 'powieszeniem’”.
Najpierw jednak załatwimy sprawę z Shearnem i Crawfordem. Wszystko rozstrzygnie się 4 marca, a potem nastąpi radość wśród wiernych. Wielu nowych wejdzie do Prawdy, by przejąć dziedzictwo (korony) po tych, którzy upadli.
Coraz bardziej obawiam się, że brat Cormack jest „zięciem Sanballata”, a to, co mi piszesz, tylko wzmacnia ten strach. Jeśli to się okaże, zostanie on odrzucony. Niewątpliwie padł on ofiarą kampanii telegramowej zorganizowanej przez Shearna i Crawforda.
Brooklyn, N.Y., 1 sierpnia 1917 (Komentarz: Listy te ukazują, jak brat Johnson zaczął postrzegać administracyjne spory w kategoriach mistycznych wyroków śmierci duchowej, co ostatecznie doprowadziło do paraliżu londyńskiego biura).
Mistyczne wizje i roszczenia brata Johnsona
Poniższa część listu brata Johnsona do brata Hemery’ego ukazuje głębokość jego przekonania o własnej, proroczej roli, którą zaczął narzucać organizacji.
„Dziś rano wysłałem bratu Rutherfordowi długi telegram, mówiąc mu, że jestem antytypem Ezdrasza, Nehemiasza i Mardocheusza. Twierdziłem, że 28 stycznia, po 'powieszeniu’ brata Shearna na szafocie, który sam dla mnie przygotował, zostałem wyznaczony przez Pana — zgodnie z Księgą Estery 8:2 — jako Szafarz (Steward), o którym mowa w Ewangelii Mateusza 20:8.
Poprosiłem Rutherforda, aby był moją prawą ręką. Wyraziłem zdziwienie jego telegramem. Powiedziałem mu, że Haman reprezentuje Shearna, Tobiasz reprezentuje przeciwników hebrajskich, Crawford to Sanballat, a Geszem to Strażnik. Wierzę, że ta fraza zmieni jego nastawienie, ponieważ jest on podatny na ekscytację”.
Johnson kontynuuje, instruując Hemery’ego co do przejęcia całkowitej władzy:
„Teraz, mój ukochany bracie Hemery, będę odpowiedzialny za wszystko. Widzisz wystarczająco dużo, by dostrzec, co Pan ma do powiedzenia i kim dla mnie jest. Wszystko utwierdza mnie w przekonaniu, że Pan dał mi właściwe światło na te księgi biblijne.
Co do starszych i diakonów: według księgi Nehemiasza w zgromadzeniu powinno być pięciu starszych, a nie osiemnastu. Zwróć uwagę na fragment o Ezdraszu, który miał sześciu kapłanów po każdej stronie. To jest 'brama starszych’, która jest dla mnie jasna. Mam teraz prawie wszystkie odpowiedzi i wierzę, że będę je mieć w odpowiednim czasie”.
STAN ZDROWIA I ZAMROŻENIE FUNDUSZY
W liście pojawiają się również niepokojące wzmianki o kondycji psychofizycznej brata Johnsona oraz o skutkach jego działań dla finansów Towarzystwa:
„Wcale nie czuję się dobrze. Mój mózg jest dość słaby, ale Pan najwyraźniej zorganizował mi tylko jedno spotkanie, dopóki nie skończy się moja podróż. Annie jest dla mnie wielką pomocą. Jestem zadowolony, że powtórzyły się moje ataki [prawdopodobnie o charakterze nerwowym]. Fundusze Towarzystwa są zamrożone na 3 miesiące”.
„Pan wesprze mnie, abym mógł dokończyć pracę, którą mi zlecił. Niech cię Bóg błogosławi i strzeże. Twój brat i sługa, P.S.L. Johnson”.
POZEW WSZCZĘTY BEZ UPOWAŻNIENIA
Kiedy brat Johnson zrozumiał, że nie jest w stanie przeciągnąć na swoją stronę wyznaczonych komisarzy, zmienił taktykę. Nagle zaczął kwestionować legalność wyboru J.F. Rutherforda na stanowisko Prezesa. Przeszedł od mistycznych wizji do radykalnych działań prawnych i siłowych:
- Próba przejęcia biura: Przystąpił do siłowego przejęcia poczty oraz gotówki w biurze w Londynie.
- Droga sądowa: Zatrudnił prawnika i bez żadnego upoważnienia ze strony głównej siedziby w Brooklynie, wszczął proces w imieniu Towarzystwa przeciwko jego własnym zarządcom.
Brat Hemery natychmiast zaalarmował biuro główne:
„Johnson złoży w sądzie w przyszły piątek wniosek o nakaz sądowy ograniczający bank [zablokowanie kont]. Prześlij nam instrukcje natychmiast”.
Reakcja Rutherforda: Natychmiast wysłałem telegram do brata Hemery’ego, nakazując mu sprzeciwienie się nakazowi. W odpowiedzi otrzymałem kolejną depeszę:
„Konsultuję się z mecenasem Greenopem. Proszę, wyślij mu telegram bezpośrednio, aby sprzeciwił się nakazowi i podjął niezbędne kroki ograniczające ingerencję Johnsona, ponieważ nie reprezentuje on Towarzystwa w żadnej roli”.
Te wydarzenia pokazują, że konflikt, który zaczął się od różnic w interpretacji Biblii, szybko przerodził się w otwartą batalię o fizyczną i prawną kontrolę nad mieniem organizacji.
INTERWENCJA PRAWNA I UPADEK BUNTU
W odpowiedzi na próbę zablokowania kont przez brata Johnsona, podjąłem natychmiastowe kroki prawne. Wysłałem telegram do pana Greenopa, londyńskiego radcy prawnego Towarzystwa:
„Sprzeciwiajcie się nakazowi Johnsona. Nie reprezentuje on Towarzystwa. Zatrzymajcie go”.
24 marca 1917 roku brat Hemery przesłał krótką, lecz wymowną depeszę, która zwiastowała koniec kryzysu:
„Interesy Johnsona w kryzysie. Sytuacja normalna. Większość pieniędzy otrzymana. Depozyty bezpieczne. Zwolennicy Johnsona żałowali. Nagle opuścił Bethel przez okno na piętrze”.
SZCZEGÓŁOWY RAPORT LONDYŃSKIEGO KIEROWNIKA
Tego samego dnia brat Hemery przesłał obszerny list, opisujący kulisy batalii o fundusze oraz dziwne zachowanie brata Johnsona:
Londyn, 24 marca 1917 r.
„Mój drogi Bracie Rutherford —
Wreszcie mogę napisać do Ciebie z pewną satysfakcją w związku z tą smutną sprawą… Bunt Johnsona i jego próba przejęcia całości brytyjskiej działalności wraz z funduszami bankowymi nie powiodła się.
Po otrzymaniu Twojego telegramu z 10 marca, w którym poleciłeś mi przejąć pełne posiadanie nad biurem, natychmiast skontaktowałem się z bankiem w celu zabezpieczenia depozytu w wysokości 800 funtów. Nie byłem zbyt wczesny: Johnson pojawił się tam tuż po mnie, próbując wykorzystać swoje listy uwierzytelniające z Centrali, aby uzyskać kontrolę nad pieniędzmi. Walczyliśmy o to. W końcu wydał on nakaz sądowy w celu roszczenia o pieniądze.
Jednakże, gdy sprawa trafiła przed sędziego, obrońca Johnsona – po zapoznaniu się z moim oświadczeniem – wycofał wniosek. Obecnie pozostaje jedynie kwestia ustalenia kosztów postępowania. Oznacza to, że konto bankowe pozostaje pod kontrolą moją oraz braci Shearna i Crawforda”.
DRAMATYCZNE SCENY W BETHEL
Brat Hemery opisuje również moment, w którym brat Johnson otwarcie zakwestionował legalność wyboru nowego Prezesa i próbował siłą wymusić posłuch u domowników Bethel:
„Teraz muszę wam opowiedzieć, jak rozwinęły się bezpośrednie wydarzenia. Po waszym telegramie odwołującym wszelkie uprawnienia Johnsona, milczał on przez jakieś dwadzieścia cztery godziny, po czym nagle wybuchnął oświadczeniem, że wybory Prezesa Towarzystwa są absolutnie nieuzasadnione.
Domagał się prawa do zasiadania na czele stołu w rodzinie Bethel. Aby zamanifestować swoje rzekome prawa, poszedł i demonstracyjnie usiadł na krześle przewodniczącego przed zgromadzoną rodziną. Odmówiłem uznania jego prawa do reprezentowania Towarzystwa i powiedziałem rodzinie, że to jawny bunt. Wezwałem ich, aby nie popierali buntu przeciwko waszemu autorytetowi”.
„UTRATA ZDOLNOŚCI LOGICZNEGO MYŚLENIA”
Wpływ brata Johnsona na otoczenie był wówczas tak silny, że wielu braci chwilowo uległo jego narracji:
„Ku mojemu zdziwieniu większość braci początkowo została przy Johnsonie. Przez kilka godzin na mnie nakrzyczał i 'odprawiał’ mnie z funkcji co najmniej pół tuzina razy. Jego naleganie i nieustanna gadulstwo sprawiły, że niektórzy bracia uwierzyli, iż jest on jedynym autorytetem.
Niestety, wysłuchali jego twierdzeń o tym, że jest antytypem wielu postaci biblijnych. Jak teraz sami przyznają – bo już pokutowali – wydawali się wówczas całkowicie utracić zdolność logicznego myślenia”.
(Relacja ta rzuca światło na to, jak głęboki paraliż decyzyjny i psychologiczny wywołały roszczenia Johnsona w brytyjskiej filii).
PLAN PRZEJĘCIA BRYTYJSKIEGO ODDZIAŁU
Relacja brata Hemery’ego ujawnia, że ambicje brata Johnsona wykraczały poza zwykły spór kompetencyjny.
„Około połowy tygodnia zacząłem dostrzegać prawdziwą istotę sytuacji: Johnson nie tylko zamierzał przejąć kontrolę nad urzędem, ale miał na myśli nadrzędny cel — przejąć całkowitą kontrolę nad brytyjskim polem działalności, jego zasobami i zarządzać nim jako oddzielnym bytem. Patrząc wstecz, widzę wiele rzeczy, które świadczą o jego sposobie myślenia, a które wcześniej starannie ukrywał”.
Mimo prób zjednoczenia rodziny Bethel, część domowników uległa wpływom Johnsona. Brat Cormack przyjął postawę „neutralną”, która w praktyce ułatwiała Johnsonowi działania. Gdy Hemery zażądał zestawienia finansów, spotkał się ze stanowczą odmową.
WALKA O POCZTĘ I KONTROLĘ NAD DOMEM
Kluczowym punktem oporu stała się korespondencja przychodząca do Towarzystwa, którą Johnson próbował konfiskować.
„W zeszłą sobotę zwołałem w mieście kilku starszych i diakonów zboru londyńskiego. Od wtorku rana każdy dostarczony list przechodzi pod moją opiekę. Johnson był wściekły. On i brat Housden spędzali mnóstwo czasu na rozmyślaniu nad sytuacją. Ponownie poprosiłem o wydanie pieniędzy i oświadczenia finansowego, wierząc, że środki są bezpieczne w sejfie. Spotkałem się z odmową. Ponieważ nie mogliśmy aresztować Johnsona za szaleństwo, konieczne było podjęcie bardziej rygorystycznych środków”.
NOCNA KONFRONTACJA I ZNIKNIĘCIE PIENIĘDZY
W środę wieczorem brat Hemery, wspierany przez starszego zboru, brata Cronka, zdecydował się na siłowe odzyskanie kluczy od brata Housdena, który był sojusznikiem Johnsona.
„Drzwi Johnsona były zamknięte. Poszliśmy do pokoju Housdena i zażądaliśmy kluczy. Ponieważ odmówił ich wydania, wyrwano mu je z kieszeni – bez użycia brutalnej siły, gdyż nie stawiał fizycznego oporu.
Gdy zszedłem do sejfu, stwierdziłem, że pieniądze zniknęły! Zgarnęli depozyt w wysokości 50 funtów w złocie, około 440 funtów z funduszu pomocy (niebędącego własnością Towarzystwa), oraz około 150 funtów utargu z okresu, gdy przetrzymywali pocztę. Był tam także czek na 350 funtów darowizny”.
Housden, przyciśnięty argumentem o możliwej interwencji policji, obiecał zaprzestać pomagania Johnsonowi. W tym samym czasie doszło do komicznej i groźnej sytuacji – w pokoju Housdena paliło się światło przy podniesionej rolecie, co naruszało surowe wojenne przepisy o zaciemnieniu w Londynie.
„Około 23:30 zadzwonił dzwonek. Przy drzwiach stał policjant (constable), domagając się wyjaśnień. Musiałem go zaprowadzić na górę, prosto do pokoju, gdzie przed chwilą groziliśmy Housdenowi policją! Możecie sobie wyobrazić tę sytuację – policjant pojawia się w drzwiach sypialni dokładnie w momencie, gdy rozmawialiśmy o jego wezwaniu. Na szczęście funkcjonariusz pouczył nas tylko w sprawie oświetlenia i odszedł, nic nie wiedząc o naszych sporach”.
JOHNSON UCIEKA PRZEZ OKNO
Finał pobytu brata Johnsona w londyńskim Bethel był równie chaotyczny, co jego cała wizyta.
„Około szóstej rano brat Johnson zaczął walić w drzwi i odepchnął blokadę z drewna. Miał ostatnio zwyczaj włóczyć się po domu między drugą a czwartą nad ranem, sprawdzając, czy jego 'zdobycze’ są bezpieczne. Brat Cronk rozmawiał z nim, próbując utrzymać go w ryzach, i wspomniał (stosując mały blef), że policja była już u brata Housdena.
To najwyraźniej przeraziło Johnsona. Myślał on, że policja jest w domu, by go aresztować. Nie widząc innej drogi ucieczki, wyszedł przez okno na piętrze i uciekł z Bethel”.
To dramatyczne i nieco absurdalne zakończenie buntu Johnsona w Londynie pozwoliło bratu Hemery’emu na przywrócenie porządku w brytyjskiej filii, choć sprawa zagrabionych z sejfu pieniędzy i procesów sądowych miała ciągnąć się jeszcze przez jakiś czas.
Ucieczka w kaloszach: absurdalny finał buntu
Relacja brata Hemery’ego z ostatnich chwil pobytu brata Johnsona w Bethel przy Craven Terrace 34 brzmi niemal niewiarygodnie. Strach przed rzekomą policją, o której wspominali domownicy, pchnął Johnsona do desperackiego kroku.
„Johnson poszedł do pokoju Housdena, a kiedy odkrył, że ten nie chce do niego wyjść, uznał, że sytuacja w domu jest dla niego groźna. Zamiast skorzystać z łazienki czy po prostu zejść schodami – choć drzwi wejściowe były otwarte – pospiesznie się ubrał, zostawił otwarty bagaż i wyszedł na balkon.
Wtedy to dostawcy mleka ujrzeli absurdalny widok: mężczyzna w wysokim kapeluszu i surducie, a według ich relacji – mający na nogach jedynie kalosze, schodził z balkonu wprost na ulicę. Gdyby sprawa nie była tak poważna, jej komizm byłby uderzający. To tylko strach o własną skórę, napędzany złym sumieniem, skłonił go do tej głupoty”.
Przez resztę dnia Johnson ukrywał się, wykonując jedynie dziwne telefony, by dowiedzieć się, co dzieje się z jego lojalnym współpracownikiem, bratem Housdenem.
PORAŻKA W SĄDZIE I KWESTIA ZAGRABIONYCH PIENIĘDZY
Ostateczny cios dla ambicji brata Johnsona nadszedł w Sądzie Najwyższym. Kiedy pojawił się na rozprawie, „zobaczył swoją porażkę wypisaną wielkimi literami”. Zrozumiawszy, że nie przejmie brytyjskiego oddziału, zadeklarował gotowość powrotu do Ameryki. Podobną chęć wyraził brat Housden, choć – jak zauważa Hemery – prawdopodobnie kierował nim strach przed odpowiedzialnością karną za defraudację środków Towarzystwa.
W kwestii finansowej doszło do skomplikowanych negocjacji:
- Zwrot części środków: Brat Housden przekazał bratu Gentle’owi paczkę zawierającą około 220 funtów (w złocie i banknotach), próbując jednak narzucić warunek, by pieniądze te zostały u brata Gentle’a do czasu zgody prawników Johnsona.
- Zdecydowana reakcja: Brat Hemery przypomniał pośrednikowi, że przetrzymywanie „praktycznie skradzionego mienia” jest niebezpieczne. W efekcie, po krótkim czasie, Towarzystwo odzyskało czek na 217 funtów.
- Brakujące kwoty: Z paczki zniknął czek na 350 funtów, o którym wspominał Housden. Na szczęście, jak dopisano później: „Czek wrócił do szuflady i jest bezpieczny przed bratem Johnsonem”.
KOSZTY PRAWNE I ODPOWIEDZIALNOŚĆ
Bunt Johnsona nie był tylko problemem duchowym, ale i ogromnym obciążeniem finansowym dla organizacji.
„Koszty w tej sprawie muszą być wysokie. Johnson musiał zatrudnić adwokatów i radców prawnych, co zmusiło Bank oraz nas do podjęcia takich samych kroków. Prawo stanowi, że adwokat wszczynający tego rodzaju bezpodstawne powództwo może ponosić osobistą odpowiedzialność za koszty w przypadku przegranej. Wygląda na to, że adwokat Johnsona desperacko szukał funduszy, stąd jego pośpiech w pobraniu 40 funtów na poczet wydatków”.
Mimo że większość środków udało się uratować, Towarzystwo wciąż domaga się od brata Johnsona i jego sojuszników pełnego zestawienia wpływów i wydatków z okresu, gdy bezprawnie kontrolowali oni pocztę i finanse londyńskiego biura.
1 sierpnia 1917 (Relacja ta kończy opis wydarzeń w Londynie, które stały się jednym z najtrudniejszych doświadczeń w historii Towarzystwa po śmierci C.T. Russella).
KWESTIE PRAWNE I WAŻNOŚĆ DOKUMENTÓW
Batalia sądowa w Londynie obnażyła słabość formalną roszczeń brata Johnsona. Nasz radca prawny, pan Greenop, dostrzegł, że Johnson opierał swoje działania na dokumentach, które nie miałyby mocy prawnej przed brytyjskim sądem.
„Johnson strasznie namieszał w tej sprawie. Bank uważa, że konto tak naprawdę nie należało bezpośrednio do Towarzystwa, lecz znajdowało się pod kontrolą pierwotnych sygnatariuszy. Kwestia ważności jego listów uwierzytelniających (akredytacyjnych) nie została ostatecznie podniesiona tylko dlatego, że moje oświadczenie pod przysięgą zniszczyło jego linię ataku.
Gdyby jednak zbadano ich ważność, prawdopodobnie zostałyby odrzucone, ponieważ nie zostały poświadczone notarialnie przed brytyjskim konsulem w Nowym Jorku. Proszę, aby na przyszłość wszelkie dokumenty anulujące uprawnienia zawierały podpis brytyjskiego konsula – dla bezpieczeństwa”.
TCHÓRZLIWE ZAKOŃCZENIE „PEŁNOMOCNIKA”
Brat Hemery podsumowuje ucieczkę Johnsona z Bethel jako ostateczny dowód na upadek jego nienormalnych roszczeń.
„Wszystkie jego wysiłki zostały udaremnione. Nie ma nic bardziej absurdalnego – co można uznać za właściwe zakończenie jego roszczeń – niż widok tego 'Pełnomocnika’ (słowo, którego ostatnio używał setki razy), rzekomo obdarzonego pełnią władzy, który z tchórzliwym sercem i niespokojnym sumieniem wyskakuje przez okno sypialni w swoim wysokim kapeluszu, uciekając przed niebezpieczeństwem, które wykreowała jego własna wyobraźnia”.
SPRAWA PEŁNA LEKCJI: ANALIZA CHARAKTERU
Mimo wyrządzonych szkód, brat Hemery stara się spojrzeć na tę sytuację przez pryzmat Bożej Opatrzności, analizując, jak doszło do tak wielkiego zwiedzenia.
„Przyjęliśmy go jak dobrego brata, oceniając go według jego własnych słów. Teraz musimy przyznać, że zostaliśmy oszukani. Jednak nie chciałbym, abyście myśleli, że całe jego życie i praca tutaj były jedynie hipokryzją. Ta sprawa jest dziwna i pełna lekcji.
Od chwili, gdy brat Johnson zszedł z pokładu parowca St. Louis w Liverpoolu, nie przestał mówić o sobie. Przez jakiś czas zdawał się działać mądrze, lecz gdy tylko napotkał opór ze strony braci Shearna i Crawforda, rozwinął surową i dumną stronę swojego charakteru”.
KORZENIE OBŁĘDU: ROK 1910 I GŁOSY W GŁOWIE
Okazuje się, że skłonności brata Johnsona do utożsamiania się z postaciami biblijnymi miały swoją historię, sięgającą jego wcześniejszego załamania nerwowego.
- Wyobraźnia o sukcesji: Johnson od lat widział siebie jako następcę brata Russella.
- Doświadczenia mistyczne: Głosy, które słyszał podczas choroby w 1910 roku, wywarły na nim trwałe wrażenie, które odżyło po przyjeździe do Anglii.
- Antytypy biblijne: W swojej wyobraźni utożsamił swoją misję z dziełem Ezdrasza (wspieranie duchowe), a atak na braci Shearna i Crawforda uznał za dzieło rekonstrukcyjne Nehemiasza.
„Wydaje się, że niemal każdą wolną chwilę poświęcał na dopasowywanie faktów do swojej teorii. Znalazł dwadzieścia pięć rzekomych dowodów biblijnych na poparcie swoich działań. Twierdził nawet, że okres pięćdziesięciu dwóch dni (czas odbudowy murów Jerozolimy) ma swoje odzwierciedlenie w jego pobycie tutaj.
Prawdą jest, co mu osobiście powiedziałem: istniał związek między Nehemiaszem a nim samym – ale polegał on na tym, jak Nehemiasz 'wyrywał włosy swoim przeciwnikom’ i chełpił się swoimi dokonaniami. Ostatecznie, widząc siebie w Ezdraszu i Nehemiaszu, zasugerował, że kolejnym etapem jego drogi będzie postać z Księgi Estery – mianowicie rola Szafarza (Stewarda)”.
(Relacja ta ukazuje mechanizm psychologiczny, w którym osobiste ambicje i niestabilność emocjonalna zostały ubrane w szaty proroctw biblijnych, prowadząc do niemal całkowitego rozbicia brytyjskiego oddziału).
Podał się za „stewarda”
W miarę jak brat Johnson zbliżał się do Liverpoolu, porzucił resztki powściągliwości, jakiej oczekiwano by od pełnomocnika Towarzystwa. Otwarcie ogłosił się „Szafarzem (Stewardem) z Przypowieści”.
„Słyszałem o jego telegramie do Ciebie i o tym, co powiedział. Jak Cię informowałem, natychmiast zająłem stanowisko przeciwne jego roszczeniom. Od tego momentu jego plan stał się jawny – zrozumiał, że nie ma szans na sukces jako przywódca tutaj, jeśli nie pozyska mnie dla swojej sprawy. Próbował mnie namawiać, schlebiać, a nawet stosować subtelne pochlebstwa. Gdy jednak odmówiłem jakiegokolwiek kompromisu, wystąpił przeciwko mnie otwarcie”.
DIAGNOZA POSTAWY JOHNSONA
Brat Hemery wnikliwie analizuje stan umysłu Johnsona, wskazując na niebezpieczne połączenie pychy i wyrachowania:
- Szaleństwo dumy: „Nie mogę powiedzieć, że brat Johnson jest w pełni szalony, ale w jego sercu gości rodzaj szaleństwa dumy. Brak równowagi jest oczywisty – zdrowy umysł nie wysyłałby takich telegramów”.
- Wielkie oszustwo: „Teraz jest już tylko przebitą bańką. Nie mam do niego żadnego zaufania. Jest tak przebiegły, że nie można tego zrzucić na karb choroby; umiejętnie prowadził swoje sprawy, co prowadzi do wniosku, że usiłował dokonać wielkiego oszustwa na tych, których chciał uczynić swoimi stronnikami”.
POSTAWA DOMOWNIKÓW BETHEL
Smutnym aspektem tej sprawy było to, jak niektórzy członkowie londyńskiej rodziny Bethel dali się uwieść retoryce Johnsona.
„Nie było dla mnie zaskoczeniem, że niektórzy związali z nim swój los. Brat Cormack odegrał w tym haniebną rolę. Zamiast wykazać się lojalnością wobec dzieła, stwierdził, że woli poczekać na 'oficjalne dokumenty’ anulujące upoważnienie Johnsona, ignorując Twoje wyraźne telegramy podpisane jako Watch Tower”.
Na szczęście inni bracia przejrzeli na oczy:
- Bracia Dingle i Guiver: Wyrazili głęboką i szczerą skruchę. Dostrzegli głupotę swojego postępowania i przeprosili za wspieranie Johnsona. Hemery sugeruje, że gdyby brat Cormack – jako starszy i doświadczony pracownik – zajął właściwe stanowisko, młodsi bracia nie daliby się zwieść obietnicom Johnsona.
- Brat Housden: Choć zwrócił pieniądze, jego motywacja wydaje się niepewna. Hemery podejrzewa, że kierował nim bardziej strach przed konsekwencjami prawnymi niż rzeczywista zmiana przekonań, niemniej jednak stara się utrzymać z nim kontakt, by go „uratować”.
KWESTIE PERSONALNE I WOJENNE
Sytuacja była o tyle trudna, że działo się to w cieniu surowych przepisów wojennych dotyczących Służby Narodowej (National Service).
„Nie uważam za słuszne, aby brat Cormack pozostał dłużej w domu Bethel, mam też wątpliwości co do jego dalszej służby w charakterze Pielgrzyma (wędrownego przedstawiciela). Pozostawiam to Twojemu rozstrzygnięciu, biorąc pod uwagę jego długoletnią służbę”.
W przypadku braci Dingle’a i Guivera, Hemery wykazuje więcej wyrozumiałości:
- Brat Guiver: Dzięki pracy dla Towarzystwa został uchroniony przed poborem do wojska. Przerwanie jego pracy oznaczałoby natychmiastowe wcielenie do armii.
- Brat Dingle: Podlega on pod Narodowy Program Służby, ale Hemery wierzy, że jego serce jest już „prawe”, mimo że jego reputacja w zborze ucierpiała.
POWRÓT DO NORMALNOŚCI
Mimo wstrząsu, londyńskie biuro powoli wraca do rutyny. Brat Kirkwood przejął obowiązki biurowe, realizując zamówienia, a sprawna pomoc stenograficzna pozwala na kontynuowanie pracy bez większych przeszkód.
„Jesteśmy teraz w stanie kontynuować naszą pracę jak zwykle. Nie mamy już trudności w bieżących zadaniach, a atmosfera oczyszcza się po odejściu brata Johnsona i wycofaniu się jego sojuszników”.
KONIEC MISJI W ANGLII – RAPORT KOŃCOWY HEMERY’EGO
Brat Hemery zakończył swoją pierwszą relację z Londynu, zapowiadając dalsze informacje, które miały rzucić światło na stan tamtejszego zboru po burzliwych wydarzeniach związanych z bratem Johnsonem.
„Ponieważ życzę sobie, abyś otrzymał powyższe informacje jak najszybciej, ta część mojego listu zostaje już wysłana. Druga część dotrze wkrótce. Mam nadzieję podzielić się w niej moją opinią na temat związku tej sprawy z ogólną działalnością w kraju, a także sprawozdaniem ze zboru w Londynie i informacją o powrocie brata Johnsona.
Tymczasem, z serdeczną miłością w Panu i modlitwą, aby Pan prowadził Cię na całej Twojej drodze, jestem, drogi Bracie Rutherfordzie, Twoim bratem i sługą w Nim, — J. Hemery.”
Brat Johnson opuszcza Anglię – chory psychicznie
Po ucieczce z londyńskiego Bethel, miejsce pobytu brata Johnsona pozostawało tajemnicą aż do 4 kwietnia 1917 roku. Wtedy to nadszedł telegram od brata Hemery’ego: „Odkryto, że odpłynął statkiem St. Louis w sobotę”.
Dowiedziawszy się, że brat Johnson jest w drodze do Ameryki, postanowiliśmy spotkać się z nim na nabrzeżu i sprowadzić go do domu Bethel w Brooklynie. Jego żona osobiście prosiła mnie, abym zatrzymał go u nas, dopóki nie odzyska pełnej równowagi umysłowej.
Johnson poprosił o możliwość wystąpienia przed Zarządem. Zwołałem członków Zarządu oraz kilku innych braci do gabinetu, gdzie słuchaliśmy go przez dwie godziny.
- Przedstawiłem mu kopię telegramu, w którym podawał się za „Szafarza” (Stewarda) z Ewangelii Mateusza 20:8.
- Po długich wykrętach w końcu przyznał, że to on był nadawcą tej wiadomości.
Podczas kolejnego spotkania brat Johnson przez dwie godziny opisywał, jak Pismo Święte rzekomo zapowiadało jego doświadczenia w Anglii. Wszyscy obecni zgodnie uznali, że brat Johnson jest chory psychicznie. Chcąc załagodzić sytuację, powiedziałem mu wówczas:
„Bracie Johnson, w tej sprawie przyznajemy, że uważałeś, iż miałeś prawo robić to, co robiłeś w Wielkiej Brytanii, i że postępowałeś uczciwie [według własnego sumienia]. Pozostawmy tę sprawę i nie myślmy o niej więcej”.
Uścisnęliśmy sobie dłonie, a brat Johnson zamieszkał w Bethel. Przez dwa miesiące panował spokój, choć raz jeszcze ogłosił przy wspólnym stole, że jest „Szafarzem”, by po kilku dniach ponownie to wycofać. Mieliśmy nadzieję, że kryzys został zażegnany.
POCZĄTEK KŁOPOTÓW W AMERYCE
Spokój został zburzony pod koniec czerwca, gdy brat Johnson ponownie zaczął domagać się powrotu do Europy.
Johnson: „Czuję się teraz na siłach, by wrócić do Anglii i podjąć tam pracę”. Rutherford: „Bracie Johnson, nie wracasz do Anglii; nie masz tam pracy”.
Gdy stanowczo odmówiłem, Johnson oświadczył, że odwoła się do Rady Dyrektorów (Zarządu). Jak sam przyznał miesiąc później, to właśnie ta odmowa legła u podstaw późniejszego buntu braci Ritchiego, Wrighta i Hoskinsa.
Brat Johnson zaczął naciskać na zwołanie oficjalnego posiedzenia Zarządu w celu zbadania faktów z jego pobytu w Anglii. Moja odmowa wywołała u niego wybuch gniewu:
„Jesteś uzurpatorem! Odwołam się do Zarządu i dopilnuję, aby mnie wysłuchano!”
Następnego poranka w jadalni brat Johnson wręczył mi pismo podpisane przez opozycyjnie nastawionych członków Rady:
Brooklyn, NY, 18 czerwca 1917 r.
Szanowny Bracie Rutherford:
My, niżej podpisani członkowie Zarządu WTB i TS, niniejszym uprzejmie prosimy o zwołanie posiedzenia tego Zarządu, aby wysłuchać brata Johnsona o jego działalności w Wielkiej Brytanii i zbadać fakty w tej sprawie. Będziemy wdzięczni za zwołanie tego posiedzenia tak wcześnie, jak to możliwe.
(Podpisano przez czterech dyrektorów)
NARASTAJĄCY OPÓR W ZARZĄDZIE
Dokument, który otrzymałem w jadalni, nie był jedynie prośbą o spotkanie. Był to sygnał formowania się opozycji wewnątrz samej Rady Dyrektorów.
„Modląc się o błogosławieństwo Pana dla naszych obrad w tej sprawie, aby były one ku chwale Pana i dobru sprawy, którą wszyscy kochamy, pozostajemy z wielką miłością,
Wasi Bracia i Słudzy w Panu, — Isaac F. Hoskins, A. I. Ritchie, J. D. Wright, R. H. Hirsh.”
Co istotne, dokument ten został napisany przez samego brata Johnsona. To on zaniósł go wymienionym braciom i nakłonił ich do podpisania petycji o zwołanie posiedzenia Zarządu.
Uderzające było zachowanie sygnatariuszy: dwóch z tych braci siedziało ze mną przy tym samym stole podczas każdego posiłku (jeden tuż po mojej lewej stronie), a wszyscy czterej widywali mnie codziennie. Mogli porozmawiać ze mną bezpośrednio w każdej chwili, jednak wybrali drogę formalnego nacisku. Co więcej, całkowicie pominęli brata Van Amburgha, który również był członkiem Zarządu.
KONFRONTACJA W SALONIE
Czując, że ta procedura jest co najmniej dziwna, wezwałem wspomnianą czwórkę do salonu na rozmowę. Bracia ci stanowczo nalegali, abym zwołał posiedzenie Zarządu specjalnie po to, by wysłuchać wyjaśnień brata Johnsona. Moja odpowiedź była jednoznaczna:
„Sprawa została już zamknięta. Zarząd nie powinien się nią teraz zajmować. Głupotą jest myśleć o odesłaniu brata Johnsona z powrotem do Anglii – on tam nie wróci. Nie pozwolę mu wymusić posiedzenia Zarządu na jego warunkach”.
W tamtym czasie opierałem się na faktach zawartych w dokumentacji przesłanej z Londynu oraz na raportach powołanych przeze mnie komisarzy.
ŚWIADECTWA BRYTYJSKICH KOMISARZY
Aby zrozumieć, dlaczego moja decyzja o zablokowaniu powrotu Johnsona do Anglii była tak stanowcza, warto przyjrzeć się listom od braci, którzy badali sprawę na miejscu. Poniżej znajduje się list od brata MacKenziego, jednego z trzech komisarzy (obok braci McCloya i Wardena):
Glasgow, 4 lipca 1917 r.
„Mój Drogi Bracie Rutherford:
Pozdrowienia! Często jesteś w moich myślach i wspominam Cię w modlitwach, zdając sobie sprawę, jak wielkiej pomocy i siły potrzebujesz w trudnych obowiązkach, które na Ciebie spadają.
Chciałbym wyrazić wdzięczność za zaufanie, jakim mnie obdarzyliście, wybierając mnie na jednego z komisarzy w związku z trudnościami w Londynie. Chciałbym też powiedzieć, jak bardzo doceniam Wasz spokojny, życzliwy osąd oraz Wasze stanowcze, lecz pełne miłości rekomendacje dla osób zaangażowanych w spór. Bardzo żałuję, że nie od razu się do nich zastosowano.
Załączam kopię listu, który napisałem do brata Crawforda (po przekazaniu mu Waszej decyzji), który ukaże Wam mój pogląd na całą tę sprawę”.
OCENA DZIAŁALNOŚCI JOHNSONA W WIELKIEJ BRYTANII
Listy od komisarzy oraz innych brytyjskich braci stanowią miażdżący dowód na to, jak destrukcyjny wpływ miała wizyta Johnsona na tamtejsze dzieło. Choć w Brooklynie Johnson próbował kreować się na ofiarę nieporozumień, raporty z terenu mówiły o:
- Manii wielkości i utożsamianiu się z postaciami biblijnymi.
- Próbach siania niezgody między pracownikami biura a zborami.
- Nieuzasadnionych oskarżeniach wobec lojalnych starszych.
Moja odmowa zwołania Zarządu w celu „wysłuchania brata Johnsona” wynikała z faktu, że fakty były już znane, a dalsze dawanie mu forum do głoszenia jego „antytypicznych” teorii tylko pogłębiłoby chaos, który zaczął już przenikać do serca Towarzystwa w Ameryce.
ANALIZA KOMISARZA MACKENZIEGO
Brat Gilbert MacKenzie, jeden z wyznaczonych komisarzy, w swoim liście do brata Rutherforda podsumowuje duchowe i psychiczne skutki misji Johnsona w Wielkiej Brytanii.
„Brat P.S.L. Johnson ewidentnie został wykorzystany przez Pana, aby ujawnić niezgodę istniejącą w londyńskim Tabernakulum, ale z pewnością nie podszedł do sprawy we właściwy sposób. Przybył z przesłaniem miłości, ale sprowadził na braci wielką próbę. Być może na początku zbyt wiele od niego oczekiwaliśmy, co przyczyniło się do jego załamania.
Niektóre z jego oświadczeń – np. to, że tylko on i brat Russell w pełni poznali Prawdę zawartą w Wykładach Pisma Świętego – sprawiły, że zaczęliśmy się zastanawiać, co chce osiągnąć. Gdy usłyszałem o jego czynach w Londynie, doszedłem do wniosku, że biedny brat oszalał. Po osobistej wizycie w Londynie nie miałem już co do tego wątpliwości. To, co wyczyniał przed wyjazdem do Stanów, było najbardziej niegodnym zachowaniem brata, o jakim słyszałem”.
MacKenzie wyraża nadzieję na powrót Johnsona do zdrowia, ale kategorycznie sprzeciwia się jego powrotowi na pole brytyjskie:
„Jeśli przyjedzie tu ponownie z tymi samymi wyobrażeniami o sobie i skromnym mniemaniu o innych, nie będzie tu mile widziany. Ale jeśli zostanie w pełni przywrócony do równowagi i będzie miał umysł Chrystusa (pokorny umysł), wszyscy z radością go powitamy”.
SYTUACJA W GLASGOW I JEDNOŚĆ BRACI
Brat MacKenzie donosi również o pozytywnych aspektach pracy w Szkocji, kontrastując je z chaosem wywołanym przez Johnsona w Londynie.
„W Glasgow panuje harmonia; staramy się zachować jedność ducha w więzi pokoju. Rośnie liczba tych, którzy doceniają studia bereańskie, tak polecane przez brata Russella i przez Ciebie. Czekamy na Pana, pragnąc, by błogosławieństwa tych studiów rozciągnęły się na wszystkich”.
GŁOS Z BIRKENHEAD – OSTRZEŻENIE PRZED POWROTEM
Kolejne świadectwo pochodzi z Birkenhead, datowane na 20 czerwca 1917 r. List ten potwierdza, że wieści o chęci powrotu Johnsona do Anglii wzbudziły wśród braci uzasadniony niepokój.
„Słyszę, że brat Paul Johnson czuje się lepiej. Mówi się, że pragnie wrócić do tego kraju, aby 'naprawić błędne wrażenie’. Jego pragnienie jest dobre, ale uważam, że byłoby to bardzo nierozsądne. Jestem pewien, że z Twoim rozsądniejszym osądem nie pozwolisz mu tu ponownie przyjechać.
Jeśli jego interpretacja Pisma Świętego będzie taka sama jak wtedy, gdy tu był, przyniesie braciom jedynie zamieszanie zamiast pocieszenia. Czy brat Johnson nadal utrzymuje kontakt z bratem Housdenem i wpływa na jego poglądy? Obawiam się, że tak jest, a nie powinien tego teraz robić”.
MANIPULACJA W BROOKLYNIE
Wracając do sytuacji w głównej siedzibie (Bethel), warto zauważyć, jak brat Rutherford odnosi się do nacisków czterech zbuntowanych dyrektorów, o których mowa w poprzedniej części. Mimo że komisarze z terenu (jak MacKenzie) przesyłali miażdżące raporty o stanie Johnsona, opozycja w Zarządzie – podpuszczona przez samego Johnsona – ignorowała te fakty.
Kluczowy wniosek: Brat Rutherford, dysponując listami od MacKenziego, McCloya i innych, wiedział, że ponowne wysłanie Johnsona do Anglii byłoby katastrofą dla tamtejszych zborów. Tymczasem czterej dyrektorzy (Hoskins, Ritchie, Wright i Hirsh) domagali się oficjalnego przesłuchania Johnsona, dając mu platformę do dalszego siania zamętu wewnątrz Zarządu.
(Relacje te pokazują, że podczas gdy bracia w Wielkiej Brytanii modlili się o spokój po przejściu 'huraganu Johnson’, w Brooklynie ten sam człowiek zdołał pozyskać sojuszników do walki o władzę nad Towarzystwem).
JEDNOMYŚLNOŚĆ KOMISARZY: GŁOS THOMSONA MCCLOYA
List brata McCloya dopełnia obrazu sytuacji, jaki wyłonił się po badaniu przeprowadzonym przez komisarzy w Wielkiej Brytanii.
„Teraz mój ukochany bracie w Panu, przyjmij naszą zjednoczoną miłość. Twój w tej samej nadziei, Thomson McCloy.”
RAPORT Z DUMBRECK: OBŁĘD WIDOCZNY DLA WSZYSTKICH
Brat Warden z Glasgow opisuje moment, w którym lokalni starsi zorientowali się, że zachowanie Johnsona wykracza poza ramy normalności. Decyzja o odwołaniu jego wystąpień w prestiżowej St. Andrew’s Grand Hall była podyktowana troską o zdrowie psychiczne brata oraz spokój zboru.
Dumbreck, Glasgow.
„Drogi Bracie Rutherford:
Słyszałem, że brat Johnson pragnie wrócić do Wielkiej Brytanii, aby dokończyć to, co uważa za swoją pracę. Zanim zwolnił on braci Shearna i Crawforda z biura w Londynie, otrzymałem od niego list, który odczytałem starszym klasy Glasgow. Wszyscy byli jednomyślni w opinii, że brat Johnson stracił równowagę psychiczną.
Incydenty, które miały miejsce później, tylko utwierdziły nas w tej decyzji. Osobiście uważam, że byłoby korzystne dla braci, gdyby brat Johnson tu nie wrócił. Jeśli jego stan zdrowia się nie poprawi, nie sądzę, aby mógł nam w czymś pomóc. Nie oznacza to, że nie był wsparciem, gdy przybył po raz pierwszy – pomógł nam na wiele sposobów, ale obecnie nie widzimy żadnego powodu, by zgadzać się z jego interpretacją Pisma Świętego dotyczącą 'szafarza’.
Twój w jednej nadziei, W. O. Warden.”
Manchester: „Rezerwacja miejsca po lewicy Pana”
Szczególnie niepokojące świadectwo napłynęło z Manchesteru. List ten rzuca światło na narastający egocentryzm brata Johnsona i jego coraz bardziej osobliwe interpretacje doktrynalne.
Manchester, 30 czerwca 1917 r.
„Mój Drogi Bracie Rutherford:
Celem mojego listu jest danie wam wyobrażenia o wpływie, jaki wywarł brat Paul Johnson podczas swojej pielgrzymki. Zetknąłem się z nim podczas Konwencji w Nowy Rok. Choć był bratem o wielkich zdolnościach, nie byłem zadowolony z jego postawy i sposobu, w jaki stosował 'przypowieść o groszu’.
Spędziłem z nim dwa dni w Manchesterze. Te dwa dni okazały się bardzo smutne i potwierdziły moje podejrzenia dotyczące jego stanu psychicznego. Zamiast pocieszenia dla braci, jego obecność przyniosła coś wręcz przeciwnego. Mogę cię zapewnić, że gdyby zaproponowano mu powrót do Wielkiej Brytanii, większość klas (zborów) poprosiłaby o jego nieprzyjęcie”.
Autor listu przytacza jedną z najbardziej szokujących teorii, jakie Johnson głosił w tamtym czasie:
„Jeśli brat Johnson uważa, że ma tu pracę do wykonania, z pewnością nie jest to dzieło Pana – chyba że zmieni swoje dziwaczne interpretacje. Powiedział nam tutaj, w Manchesterze, że jest głęboko przekonany, iż brat Russell został wyniesiony na prawicę Pana, a lewa strona została zarezerwowana dla INNEGO [sugerując samego siebie]”.
PERSPEKTYWA BROOKLYNU: KONFRONTACJA Z FAKTAMI
Powyższe listy stanowiły dla brata Rutherforda twardy dowód na to, że roszczenia Johnsona nie są jedynie wynikiem „nieporozumień biurowych” w Londynie, ale głębokiego kryzysu osobowościowego i doktrynalnego.
Mimo to, jak widzieliśmy w poprzedniej części, w Brooklynie grupa czterech dyrektorów (Ritchie, Wright, Hoskins, Hirsh) ignorowała te alarmujące sygnały z Europy. Pod wpływem brata Johnsona domagali się oni ponownego rozpatrzenia jego sprawy, co de facto oznaczało podważenie decyzji Rutherforda o odwołaniu Johnsona z placówki, na której – w opinii brytyjskich braci – siał on jedynie zamęt i zwiedzenie.
Dla Rutherforda sprawa była jasna: powrót człowieka, który uważał się za „antytypicznego szafarza” i pretendował do miejsca u boku Pana, byłby duchowym samobójstwem dla brytyjskiego oddziału Towarzystwa.
JEDNOMYŚLNY SPRZECIW BRYTYJSKIEJ FILII
Kolejne listy od kluczowych przedstawicieli z Wielkiej Brytanii potwierdzają, że misja brata Johnsona, mimo początkowych nadziei, zakończyła się całkowitą klęską wizerunkową i duchową.
„Musisz zrozumieć ducha, w jakim piszę do ciebie tę wiadomość i ufać, że może ci ona pomóc w tym czasie. Twój brat z Jego łaski, John J. Cochran.”
W liście od brata Hemery’ego, datowanym na Londyn, 29 czerwca 1917 r., czytamy:
„Brat Johnson przybył do nas, jakby powierzono mu szczególną misję pocieszania brytyjskich braci. Dziwiło mnie, że jego publiczna posługa była tak nieproduktywna niemal pod każdym względem. […] Jego późniejsze roszczenia pozbawiły go możliwości pomagania braciom, ponieważ chcieli oni być wierni kanałowi, który dał im Pan, i nie mogli zrozumieć nikogo, kto próbowałby ustanowić się kanałem Pana, a jednocześnie sprzeciwiać się głównemu rzecznikowi tego kanału.
Jestem pewien, że gdybym zapytał przedstawicieli braci w kraju, jednogłośnie powiedzieliby: ’Pod żadnym pozorem nie wysyłajcie nam brata Johnsona’. Ponowna wizyta teraz, nawet gdyby miał rację w swoim nastawieniu, nie przyniosłaby oczekiwanego efektu”.
ODKRYCIE WEWNĘTRZNEGO SPISKU
Podczas gdy w Anglii trwała walka o porządek, w samej siedzibie w Brooklynie zaczęły wychodzić na jaw niepokojące działania brata Ritchiego oraz innych współpracowników.
- Sianie niepokoju: Wiosną 1917 r. brat Ritchie podczas podróży do Kanady i Stanów Północnych zaczął rozgłaszać plotki o rzekomym rozłamie w Domu Bethel.
- Osobliwe roszczenia: Ritchie oświadczał, że gdyby wybrano go na oficera Towarzystwa, uważałby się za członka „Klasy Wielkiej Kompanii” (co w ówczesnej teologii sugerowało niższą rangę duchową, ale tutaj służyło budowaniu opozycyjnej tożsamości).
- Złamane obietnice: Mimo konfrontacji z bratem Rutherfordem w obecności świadków (Van Amburgha i Piersona), Ritchie złamał daną obietnicę milczenia już w ciągu tygodnia.
OSZCZERCZE ZARZUTY O „POLITYKĘ”
Brat Sturgeon otwarcie zarzucił Rutherfordowi stosowanie metod politycznych w celu zapewnienia sobie wyboru na prezesa. Jako źródło tych oskarżeń wskazał właśnie brata Ritchiego.
„Pewnego ranka przy śniadaniu, w obecności brata Piersona, wspomniałem o tym publicznie rodzinie. Wtedy bracia Pierson, Van Amburgh i Macmillan – którzy oddali większość głosów na konwencji – kolejno złożyli oświadczenie, że nigdy nawet nie rozmawiałem z nimi o wyborach przed ich terminem. Nie ma na świecie osoby, która mogłaby szczerze powiedzieć, że prosiłem o głosowanie na mnie”.
Rutherford odniósł się również do zarzutów dotyczących jego roli jako doradcy prawnego (Counsel):
„Jestem doradcą z zawodu od ponad 25 lat. Służyłem w tej roli bratu Russellowi i Towarzystwu przez lata. Nie mam pragnienia zyskiwania prestiżu; staram się jedynie służyć przyjaciołom w całym kraju”.
POTRZEBA JEDNOOSOBOWEGO KIEROWNICTWA
W obliczu narastających kłopotów z Komitetem Wykonawczym i Radą Dyrektorów, brat Rutherford przypomniał historyczny model zarządzania Towarzystwem, który sprawdził się przez trzy dekady pod przewodnictwem Pastora Russella.
„Przez ponad trzydzieści lat prezes Watch Tower Bible and Tract Society zarządzał jego sprawami w sposób wyłączny, a Rada Dyrektorów miała niewiele do czynienia. Nie jest to powiedziane w ramach krytyki, ale z tego powodu, że praca Towarzystwa szczególnie wymaga kierownictwa jednego umysłu.
Komitet Wykonawczy wyraźnie wykazał, że trzem ludziom te same zadania zajmowały dwie godziny dziennie, podczas gdy jeden mógł to zrobić w jedną trzecią tego czasu. Nadmiar konsultacji dotyczących drobnych szczegółów po prostu paraliżuje pracę”.
(Niniejszy fragment pokazuje, jak brat Rutherford zaczął dostrzegać, że opozycja w Brooklynie używa argumentów o 'demokratycznym zarządzaniu’ jedynie po to, by blokować jego działania i wspierać destrukcyjne roszczenia brata Johnsona).
SPRAWOZDANIE Z ZARZĄDZANIA I OSZCZĘDNOŚCI
Zgodnie z wolą akcjonariuszy wyrażoną podczas wyborów w Pittsburghu (6 stycznia 1917 r.), podjąłem się zarządzania sprawami Towarzystwa. 17 lipca 1917 r. przedłożyłem Zarządowi szczegółowe sprawozdanie, które ukazało wymierne sukcesy finansowe, osiągnięte mimo trudnego okresu po śmierci brata Russella.
„Dzięki łasce Pana udało mi się oszczędzić dla Towarzystwa ponad 50 000 dolarów. Wynikało to głównie z renegocjacji umów z podmiotami zewnętrznymi, które po śmierci brata Russella próbowały zerwać kontrakty lub wysuwać bezzasadne roszczenia odszkodowawcze.
Dodatkowo uzyskaliśmy korzystną decyzję w Sądzie Najwyższym w sprawie podatków, co oszczędzi organizacji kolejne 20 000 dolarów. Udało się także odzyskać ponad 5 000 dolarów w spornych sprawach majątkowych”.
Równolegle prowadziłem sprawy sądowe w Los Angeles, które stały się okazją do dania wielkiego świadectwa Prawdzie. Moja osobista znajomość europejskich realiów pozwoliła mi na sprawne zarządzanie tamtejszymi sprawami bez konieczności długotrwałych konsultacji, które paraliżowałyby pracę biura.
REORGANIZACJA DOKONANA PRZEZ PASTORA RUSSELLA
Warto przypomnieć, że tuż przed śmiercią brat Russell sam dokonał istotnych zmian personalnych, które ja jedynie kontynuowałem. Kluczową decyzją było odsunięcie brata Ritchiego ze stanowiska dyrektora i kierownika biura (Tabernakulum) na rzecz brata Martina.
Poniższy protokół z 7 listopada 1916 r. (tuż po śmierci Russella) potwierdza, że Zarząd chciał utrzymać te ustalenia:
UCHWAŁA RADY DYREKTORÓW: „W związku z tym, że Pastor C.T. Russell 16 października 1916 r. zreorganizował siły robocze i wyznaczył kierowników działów:
- Brat A.I. Ritchie: nadzór nad Biblioteką, przyjmowanie gości w Bethel, obsługa telefonów.
- Brat J. Martin: nadzór nad biurem w Tabernakulum oraz Angelophone Company.
- Brat A.H. Macmillan: Generalny Kierownik i przedstawiciel Prezesa (Asystent Prezesa).
- Brat Baker i brat Emerson: sprawy gospodarcze i zaopatrzenie pod nadzorem brata Macmillana.
Niniejszym postanawia się, że wyżej wymienione osoby pozostają na swoich stanowiskach i składają sprawozdania Komitetowi Wykonawczemu”.
LISTY INSTRUKTAŻOWE BRATA RUSSELLA
Decyzje te nie były przypadkowe, co potwierdza korespondencja samego Pastora Russella. Mianował on brata Macmillana swoim asystentem, dając mu szerokie pełnomocnictwa.
List do brata Macmillana (5 sierpnia 1916 r.):
„Drogi bracie Macmillanie: Przyjmuję Twoją odpowiedź jako objaw woli Pana w tej sprawie. Serdecznie witamy [na stanowisku asystenta]”.
List do brata Martina (16 października 1916 r. – na dwa tygodnie przed śmiercią):
„Drogi bracie Martin: Chociaż brat Macmillan jako asystent prezesa ma ogólny nadzór nad całą pracą, to jednak pod nieobecność brata Ritchiego powinna być osoba w Tabernakulum, która miałaby szczególny nadzór nad sprawami. To moja prośba, abyś przyjął to stanowisko”.
BŁOGOSŁAWIEŃSTWO DLA WYDAJNOŚCI
Jako nowy prezes uznałem za wolę Pana, aby utrzymać ten układ sił. Wyniki mówią same za siebie:
„Brat Macmillan i brat Martin wykazali się wielką sprawnością. Dzięki ich pracy biuro działa dziś na zasadzie najwyższej wydajności i jest zarządzane lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Cały zespół biurowy jest szczęśliwy i pracuje w harmonii.
Moim celem było utrzymanie każdego na miejscu, w którym postawił go brat Russell. Niestety, to właśnie te zmiany – dokonane jeszcze przez Pastora – stały się zarzewiem buntu brata Ritchiego i jego stronników, którzy nie mogli pogodzić się z utratą wcześniejszych wpływów”.
(Niniejszy fragment pokazuje, że opozycja w Zarządzie nie walczyła o 'zasady’, lecz o przywrócenie wpływów bratu Ritchiemu, ignorując wyraźne, ostatnie instrukcje Pastora Russella).
ZASADA KONFRONTACJI I LOJALNOŚĆ MACMILLANA
Po objęciu urzędu Prezesa, brat Macmillan pozostał na stanowisku Asystenta Prezesa – tym samym, które wyznaczył mu jeszcze brat Russell. Okazał się pracownikiem wiernym i lojalnym, co jednak wzbudziło niechęć części dyrektorów.
„Bracia Hoskins i Hirsh złożyli mi skargi na brata Macmillana. Jako Prezes ustanowiłem zasadę: nie przyjmuję oskarżeń przeciwko komukolwiek, jeśli oskarżony nie jest obecny, by móc się bronić.
Gdy brat Hirsh ponownie próbował mówić do mnie przeciwko Macmillanowi, zaproponowałem: 'Jeśli masz jakieś zarzuty, chodźmy we trzech i omówmy to teraz’. Hirsh odmówił. Trzykrotnie próbował stosować tę samą taktykę szeptanych oskarżeń, a ja za każdym razem odmawiałem słuchania bez obecności zainteresowanego. To wywołało u niego wielki gniew”.
INTENSYWNA PRACA RADY DYREKTORÓW
Wbrew późniejszym zarzutom o autorytaryzm, protokoły pokazują, że w pierwszych miesiącach 1917 roku Rada Dyrektorów spotykała się częściej i pracowała intensywniej niż za czasów Pastora Russella.
- 7 i 17 listopada 1916 r.: Pierwsze posiedzenia po śmierci brata Russella, ustalenie spraw formalnych.
- 13 grudnia 1916 r.: Przyjęcie wniosku brata Hoskinsa o regularnym składaniu sprawozdań przez Komitet Wykonawczy przed Radą.
- Styczeń 1917 r.: Decyzja o sprzedaży „Fotodramy Stworzenia” bratu Kuehnowi.
- 3 lutego 1917 r.: Odrzucenie kontrowersyjnej propozycji brata Ritchiego, który chciał przejąć spółkę Angelophone Co. (wraz z jej zobowiązaniami) na własne nazwisko, mimo że znajdowało się tam 18 000 dolarów funduszy Towarzystwa. Spółkę ostatecznie przekazano bratu Cooke’owi.
- 29 marca 1917 r.: Przedstawiłem Radzie pełny raport o kryzysie w Anglii i działaniach brata Johnsona.
„ZIARNA ZACZYNAJĄ RODZIĆ”: KONFLIKT O WŁADZĘ
Pod koniec kwietnia 1917 roku współpraca zaczęła się psuć. Bracia Hirsh i Hoskins zaczęli kwestionować strukturę zarządzania Towarzystwem, próbując narzucić model, w którym Prezes byłby jedynie wykonawcą poleceń Rady.
„Brat Hirsh przyniósł mi list, w którym stwierdził: ’Zarząd jest zarządcą, a Prezes podlega ich kontroli’. Zauważyłem uprzejmie, że nie jest to zgodne z faktami ani statutem korporacji. Podobnie brat Hoskins powtarzał: ’To my, Zarząd, będziemy wydawać polecenia’”.
Bracia ci zignorowali statut uchwalony przez akcjonariuszy w Pittsburghu, który jasno stanowił, że Prezes pełni funkcję Dyrektora Wykonawczego i Generalnego.
PRÓBA PRZEJĘCIA KONTROLI I INTERWENCJA BRATA PIERSONA
20 czerwca 1917 r. konflikt wszedł w fazę jawną. Podczas posiedzenia dotyczącego raportu z Anglii, brat Hirsh przedstawił przygotowaną wcześniej rezolucję mającą na celu odebranie Prezesowi uprawnień wykonawczych.
- Argumentacja opozycji: „Skonsultowaliśmy się z prawnikami i wiemy, co możemy zrobić. Rada Dyrektorów nie odpowiada przed akcjonariuszami”.
- Reakcja Rutherforda: Próbowałem uświadomić im, że działają wbrew woli tysięcy akcjonariuszy, którzy wybrali mnie na to stanowisko.
- Głos rozsądku: Brat Pierson (Wiceprezes) zaprotestował: „Bracia, uważam, że lepiej nie ingerować w decyzje akcjonariuszy”.
Ostatecznie zgodzono się zawiesić obrady na miesiąc. Brat Pierson zaznaczył, że wcześniejszy powrót na posiedzenie będzie dla niego niemożliwy.
ODMOWA SŁUŻBY PIELGRZYMIEJ
W tym samym czasie starałem się zaktywizować braci do pracy w terenie. Wyznaczono trasy pielgrzymie dla brata Johnsona oraz brata Hoskinsa (który od dwóch tygodni praktycznie nic nie robił w biurze).
„Poprosiliśmy brata Hoskinsa, by udał się w dwutygodniową podróż służbową. Następnego ranka otrzymałem od niego notatkę (wraz ze zwróconym czekiem na wydatki), w której kategorycznie odmówił wyjazdu. Stało się jasne, że bracia ci nie zamierzają angażować się w pracę, lecz wolą pozostać w Brooklynie, by kontynuować walkę o przejęcie kontroli nad Towarzystwem”.
(Relacja ta ukazuje moment, w którym spór o zarządzanie korporacją zaczął paraliżować codzienną działalność Bethel, a opozycyjni dyrektorzy zaczęli otwarcie ignorować Statut i wolę wyborców).
Konfrontacja w jadalni i odmowa służby
Napięcie w brooklyńskim Bethel osiągnęło punkt krytyczny, gdy brat Johnson otwarcie sprzeciwił się poleceniom służbowym, co doprowadziło do bezpośredniego starcia z bratem Rutherfordem.
„Tego samego ranka spotkałem brata Johnsona w jadalni, a on podszedł do mnie i powiedział: »Nie czuję się na siłach, żeby pojechać w tę pielgrzymkę«. Zasugerowałem, żeby miał tylko jedno spotkanie dziennie i żeby jechał do Columbus, swojego domu, bo nie widział żony od listopada ubiegłego roku. Wtedy powiedział: »Nie, odmawiam wyjazdu«”.
Wobec tak jawnej niesubordynacji, brat Rutherford postawił sprawę stanowczo:
„Powiedziałem: »Bracie Johnson, niektórzy przyjaciele w domu uważają, że podżegasz do zamieszek i że knujesz spisek, aby spróbować rozbić pracę tutaj, tak jak zrobiłeś to w Wielkiej Brytanii. Teraz proszę cię, w interesie pokoju i harmonii, abyś opuścił Bethel«”.
Reakcja Johnsona była gwałtowna:
„Odpowiedział: »Odmawiam: Pan jest z ciebie niezadowolony; jesteś uzurpatorem; nie pójdę«. Wtedy powiedziałem: »Bracie Johnson, żądam, abyś opuścił Dom Bethel«. Odparł: »Odwołuję się do Rady Dyrektorów« i odszedł”.
GROŹBY PRAWNE I ŚWIADKOWIE
Kolejnego dnia doszło do kolejnej wymiany zdań, która ujawniła, że opozycja zaczęła szukać rozwiązań na drodze prawnej.
„Następnego ranka brat Johnson przyszedł do mnie i powiedział: »Czy nie moglibyśmy omówić tej sprawy?«. Powiedziałem: »Bardzo dobrze, ale teraz nie mam czasu«. Zaczął mówić kilka słów o tym, że jestem uzurpatorem i że Pan jest ze mnie niezadowolony, a ja odpowiedziałem: »Bracie Johnson, Pan jest moim sędzią, nie ty«. Potem, w gniewnym tonie, grożąc mi palcem, powiedział: »Konsultujemy się z prawnikami i wiemy, co możemy z tobą zrobić«”.
Brat Rutherford wezwał obecnych w pobliżu braci Martina i Eshlemana, aby poświadczyli te słowa, jednak Johnson w gniewie odmówił ich powtórzenia i wyszedł.
ULTIMATUM CZTERECH DYREKTORÓW
21 czerwca 1917 r. na biurko prezesa trafiło formalne wezwanie, które potwierdziło istnienie zorganizowanej opozycji wewnątrz Zarządu.
Bethel, 21 czerwca 1917 r.
„Szanowny Bracie RUTHERFORD: — W związku ze sprawami, które wymagają uwagi, my, niżej podpisani, prosimy o zwołanie posiedzenia zarządu The Watch Tower Bible and Tract Society najpóźniej w środę 27 czerwca. Pozwoli to na powiadomienie wszystkich członków zarządu.
— A. I. Ritchie, J. D. Wright, R. H. Hirsh, I. F. Hoskins”.
W odpowiedzi Rutherford osobiście rozmawiał z sygnatariuszami, wskazując na niedogodność terminu. Ostatecznie ustalono, że Zarząd zawiesi obrady na miesiąc, co miało umożliwić powrót bratu Piersonowi, który nie mógł przybyć wcześniej.
BOJKOT PRACY PIELGRZYMIEJ
Podczas gdy brat Rutherford przygotowywał się do własnej, dwutygodniowej trasy pielgrzymiej, podobne zadania wyznaczono bratu Hoskinsowi. Ten jednak, podobnie jak Johnson, odmówił współpracy.
„Wyznaczono trasę pielgrzymki dla brata Hoskinsa na dwa tygodnie. Praktycznie nic nie robił, a ponieważ możliwości służby były dobre, uznaliśmy, że dobrze by było, gdyby pojechał. […] Następnego ranka otrzymałem od brata Hoskinsa pismo wraz ze zwrotem czeku [na wydatki], w którym odmówił on podjęcia tej służby”.
Sytuacja w siedzibie głównej stała się patowa: podczas gdy część zarządu odmawiała wykonywania obowiązków i pozostawała w Bethel, by prowadzić spór o władzę, brat Rutherford musiał mierzyć się z zarzutami o „uzurpację” i groźbami procesów sądowych.
KONFRONTACJA Z BRATEM JOHNSONEM
Napięcie między mną a bratem Johnsonem osiągnęło punkt, w którym dalsza współpraca pod jednym dachem stała się niemożliwa. Po jego powrocie z Wielkiej Brytanii, zamiast szukać pokoju, brat Johnson zaczął otwarcie kwestionować mój mandat.
„Następnego ranka brat Johnson przyszedł do mnie i powiedział: „Czy nie moglibyśmy omówić tej sprawy?”. Odpowiedziałem: „Bardzo dobrze, ale nie mam teraz czasu”. Zaczął mówić kilka słów o tym, że jestem uzurpatorem i że Pan jest ze mnie niezadowolony, a ja odpowiedziałem: „Bracie Johnson, to Pan jest moim sędzią, a nie ty”. Potem w gwałtowny sposób powiedział, grożąc mi palcem: „Konsultujemy się z prawnikami i wiemy, co możemy z tobą zrobić”.
Brat Martin i brat Eshleman byli w pobliżu; wezwałem ich, aby poświadczyli te słowa, ale Johnson wyszedł w gniewie, odmawiając ich powtórzenia przy świadkach.
ULTIMATUM CZTERECH DYREKTORÓW
Tego samego dnia, 21 czerwca 1917 roku, otrzymałem oficjalne pismo od grupy dyrektorów, którzy sprzymierzyli się z Johnsonem. Ich celem było wymuszenie posiedzenia Zarządu w terminie, który uniemożliwiał pełną frekwencję i rzetelne przygotowanie:
Bethel, 21 czerwca 1917 r. „Drogi Bracie RUTHERFORD: — W związku ze sprawami, które wymagają uwagi, my, niżej podpisani, prosimy o zwołanie posiedzenia zarządu The Watch Tower Bible and Tract Society najpóźniej w środę 27 czerwca. Pozwoli to na powiadomienie wszystkich członków zarządu.
— A. I. Ritchie, J. D. Wright, R. H. Hirsh, I. F. Hoskins”
Osobiście rozmawiałem z tymi braćmi, wyjaśniając, że takie spotkanie nie jest teraz wskazane. Brat Pierson, członek Zarządu, wyraźnie zaznaczył, że powrót do Brooklynu przed upływem miesiąca byłby dla niego niezwykle uciążliwy.
ODMOWA SŁUŻBY PIELGRZYMIEJ
Chcąc uniknąć dalszych tarć w Domu Bethel i skierować energię braci na pożyteczną pracę, zaproponowałem bratu Johnsonowi i bratu Hoskinsowi wyjazd w trasę pielgrzymią.
- Brat Hoskins: Choć praktycznie nie miał zajęć w biurze, odmówił wyjazdu. Następnego ranka otrzymałem od niego notatkę wraz ze zwrotem czeku na wydatki podróżne (co z przekąsem nazwał „małym napiwkiem”), kategorycznie odrzucając przywilej służby.
- Brat Johnson: Początkowo sugerował gotowość do wyjazdu, lecz wkrótce zmienił zdanie.
„Spotkałem brata Johnsona w jadalni, a on podszedł do mnie i powiedział: „Nie czuję się na siłach, żeby pojechać w tę pielgrzymkę”. Zasugerowałem, żeby miał tylko jedno nabożeństwo dziennie i żeby jechał do Columbus, swojego domu, ponieważ nie widział żony od listopada ubiegłego roku. Wtedy powiedział: „Nie, odmawiam wyjazdu”.
ŻĄDANIE OPUSZCZENIA BETHEL
Wobec jawnego buntu i siania zamętu, podjąłem trudną, ale konieczną decyzję:
„Powiedziałem: „Bracie Johnson, niektórzy przyjaciele w domu uważają, że siejesz zamęt i knujesz spisek, aby spróbować rozbić tutejszą pracę, tak jak zrobiłeś to w Wielkiej Brytanii. Teraz proszę cię, w interesie pokoju i harmonii, abyś opuścił Bethel”.
Odpowiedział: „Odmawiam: Pan jest z ciebie niezadowolony; jesteś uzurpatorem; nie pójdę”.
Wtedy powiedziałem: „Bracie Johnson, żądam, abyś opuścił Dom Bethel”. Odparł: „Odwołuję się do Rady Dyrektorów” i odszedł”.
Sytuacja w Brooklynie stała się patowa. Z jednej strony stała wola akcjonariuszy i obowiązki Prezesa, z drugiej – grupa dyrektorów wspomagana przez brata Johnsona, którzy zamiast służyć braciom w terenie, postanowili wykorzystać literę prawa i pomoc prawników przeciwko porządkowi ustanowionemu w Towarzystwie.
KONFRONTACJA W BETEL: BUNT I GROŹBY PRAWNE
Sytuacja w Domu Betel stawała się coraz bardziej napięta. Brat Rutherford, dążąc do przywrócenia porządku, postanowił zaangażować oponentów w pracę pielgrzymkową, co spotkało się z ich gwałtownym oporem.
Odmowa służby brata Hoskinsa
Pomimo sprzeciwu wobec zwołania posiedzenia Zarządu w niefortunnym terminie, wyznaczono trasy pielgrzymkowe. Brat Hoskins, który od dłuższego czasu pozostawał bezczynny, otrzymał propozycję dwutygodniowej podróży służbowej.
Następnego ranka otrzymałem od brata Hoskinsa notkę, w której odmówił on przyjęcia tego małego napiwku [funduszy na podróż].
Starcie z bratem Johnsonem w jadalni
Równolegle doszło do kluczowej rozmowy z bratem P.S.L. Johnsonem. Gdy Rutherford zaproponował mu wyjazd do Columbus (gdzie Johnson mógłby po miesiącach rozłąki zobaczyć się z żoną), spotkał się ze stanowczą odmową.
— Nie, odmawiam wyjazdu — powiedział brat Johnson.
— Bracie Johnson — odpowiedziałem — niektórzy przyjaciele w domu uważają, że podżegasz do zamieszek i knujesz spisek, aby spróbować rozbić tutejszą pracę, tak jak zrobiłeś to w Wielkiej Brytanii. Teraz proszę cię, w interesie pokoju i harmonii, abyś opuścił Betel.
Odpowiedź Johnsona była bezpardonowa:
„Odmawiam: Pan jest z ciebie niezadowolony; jesteś uzurpatorem; nie odejdę”.
Kiedy brat Rutherford oficjalnie zażądał opuszczenia Domu Betel, Johnson zapowiedział odwołanie się do Rady Dyrektorów i opuścił pomieszczenie.
KONSULTACJE Z PRAWNIKAMI I ULTIMATUM DYREKTORÓW
Następnego dnia Johnson podjął próbę ponownego omówienia sprawy, jednak szybko wrócił do oskarżeń o „uzurpację”. Rutherford zareagował krótko: „Bracie Johnson, to Pan jest moim sędzią, a nie ty”. Wówczas padły słowa, które zwiastowały przeniesienie konfliktu na grunt prawny:
Potem w gwałtowny sposób powiedział, grożąc mi palcem: „Konsultujemy się z prawnikami i wiemy, co możemy z tobą zrobić”.
Wydarzenia te zbiegły się w czasie z oficjalnym pismem, które wpłynęło 21 czerwca 1917 r. Czterej dyrektorzy – Ritchie, Wright, Hirsh i Hoskins – zażądali zwołania posiedzenia Zarządu najpóźniej na 27 czerwca.
Stanowisko Prezesa
W odpowiedzi na ten list brat Rutherford osobiście rozmawiał z sygnatariuszami, argumentując, że zwołanie spotkania w tym czasie nie byłoby wskazane. Wyjaśnił, że takie działanie wymusiłoby powrót części braci z zagranicy (m.in. z Wielkiej Brytanii), co kolidowałoby z dobrem bieżącej pracy.
LOGICZNY CIĄG WYDARZEŃ
Obraz, który wyłania się z tych relacji, jest jasny:
- Próba rozładowania napięcia: Rutherford próbuje wysłać oponentów na pole służby (Hoskins, Johnson).
- Otwarty bunt: Oponenci odmawiają wyjazdu, oskarżając Prezesa o uzurpację i powołując się na „wolę Pana”.
- Zagrożenie procesem: Johnson otwarcie przyznaje, że grupa buntowników szuka porady u świeckich prawników, by usunąć Rutherforda.
- Zorganizowana opozycja: List z 21 czerwca jest dowodem na to, że czterej dyrektorzy działają w porozumieniu, ignorując sugestie prezesa o zachowaniu pokoju i harmonii wewnątrz Betel.
Konfrontacja z bratem Johnsonem i żądanie opuszczenia Betel
Napięcie w Domu Betel osiągnęło punkt krytyczny. Po moich próbach skierowania brata Johnsona do pracy w terenie, spotkałem się ze zdecydowanym oporem i otwartą wrogością.
„Powiedziałem: »Bracie Johnson, niektórzy przyjaciele w domu uważają, że siejesz zamęt i knujesz spisek, aby spróbować rozbić tutejszą pracę, tak jak zrobiłeś to w Wielkiej Brytanii. Teraz proszę cię, w interesie pokoju i harmonii, abyś opuścił Betel«.
Odpowiedział: »Odmawiam: Pan jest z ciebie niezadowolony; jesteś uzurpatorem; nie pójdę«.
Wtedy powiedziałem: »Bracie Johnson, żądam, abyś opuścił Dom Betel«. Odparł: »Odwołuję się do Rady Dyrektorów« i odszedł”.
Następnego ranka brat Johnson podjął próbę rozmowy, która jednak szybko przerodziła się w kolejny atak:
„Zaczął mówić kilka słów o tym, że jestem uzurpatorem i że Pan jest ze mnie niezadowolony, a ja odpowiedziałem: »Bracie Johnson, to Pan jest moim sędzią, a nie ty«. Potem w gorący sposób powiedział, grożąc mi palcem: »Konsultujemy się z prawnikami i wiemy, co możemy z tobą zrobić«. Brat Martin i brat Eshleman byli w pobliżu i wezwałem ich, aby poświadczyli to, co powiedział, ale wyszedł w gniewie i odmówił powtórzenia tego”.
ULTIMATUM CZTERECH DYREKTORÓW
Tego samego dnia, 21 czerwca 1917 roku, otrzymałem oficjalną petycję od czterech członków Zarządu:
Bethel, 21 czerwca 1917 r.
„Drogi Bracie RUTHERFORD: — W związku ze sprawami, które wymagają uwagi, my, niżej podpisani, prosimy o zwołanie posiedzenia Zarządu The Watch Tower Bible and Tract Society najpóźniej w środę 27 czerwca. Pozwoli to na powiadomienie wszystkich członków Zarządu.
— A. I. Ritchie, J. D. Wright, R. H. Hirsh, I. F. Hoskins”.
W odpowiedzi osobiście rozmawiałem z braćmi, wyjaśniając, że zorganizowanie posiedzenia w tym terminie nie byłoby dogodne, ponieważ brat Pierson nie mógłby przybyć. Brat Pierson potwierdził później, że ze względu na zobowiązania zawodowe wobec syna, pozostanie poza miastem do połowy lipca.
DRUGA PETYCJA I KWESTIE FINANSOWE
Mimo moich wyjaśnień, bracia ci pojawili się 27 czerwca, nalegając na natychmiastowe zwołanie zebrania. Po południu brat Hirsh wręczył mi kolejny list:
Bethel, 27 czerwca 1917 r.
„Drogi Bracie RUTHERFORD: — Ponieważ poprzednia petycja nie spotkała się z aprobatą Prezesa, my, niżej podpisani, członkowie Zarządu The Watch Tower Bible and Tract Society, niniejszym ponawiamy naszą prośbę o zwołanie posiedzenia Zarządu z następujących powodów:
My, członkowie Zarządu, pragniemy informacji dotyczących „Świątyni”, a także w odniesieniu do kondycji finansowej Towarzystwa i innych ważnych spraw — konwentów itp.; oraz w celu przeprowadzenia innych spraw Towarzystwa, które mogłyby zostać właściwie przedstawione Zarządowi. Nie zamierzamy jednak na tym spotkaniu podejmować próby przekazania niedokończonych spraw z poprzedniego posiedzenia Zarządu”.
ODPOWIEDŹ PREZESA
Moja odpowiedź na to ponaglające wezwanie była podyktowana brakiem kluczowych osób odpowiedzialnych za finanse:
„Drodzy Bracia: — Twoja notatka z tego dnia, wręczona mi po południowym posiłku przez brata Hirsha, jest przed mną, w której prosicie o spotkanie Zarządu dzisiaj z podanego w niej powodu.
Jeśli chodzi o sytuację finansową Towarzystwa, nikt nie mógł udzielić tych informacji szczegółowo, z wyjątkiem brata Van Amburgha, a on przebywa poza miastem. Nie mam żadnych istotnych informacji, którymi mógłbym się z wami podzielić”.
Sytuacja stała się patowa – opozycyjni dyrektorzy domagali się wglądu w sprawy Towarzystwa w momencie, gdy osoby posiadające stosowną wiedzę i uprawnienia były nieobecne, co uniemożliwiało rzetelne przeprowadzenie posiedzenia.
ODPOWIEDŹ PREZESA I NARASTAJĄCY NIEPOKÓJ
W odpowiedzi na żądania dyrektorów, brat Rutherford przedstawił jasne stanowisko dotyczące bieżących spraw organizacyjnych:
„Jeśli chodzi o konwencje itp., wszystkie posiadane przeze mnie informacje przekazałem Komitetowi Redakcyjnemu i są one obecnie drukowane, z wyjątkiem programów, które Dział Pielgrzymów wraz z bratem Macmillanem opracowuje. Poproszę ich o dostarczenie wam kopii programu lub czegokolwiek związanego z konwencjami. Uważam, że to obejmuje wszystko, o co pytaliście. Odpowiedziałem tak wyczerpująco, jak tylko potrafiłem.
Wasz brat i sługa z Jego Łaski, J.F. Rutherford”.
Brat Van Amburgh, sekretarz, był wówczas nieobecny, co uniemożliwiło przekazanie szczegółowych informacji finansowych. Pod nieobecność prezesa, odpowiedzialność za biuro i dom spoczywała na bracie Macmillanie, wiceprezesie Stowarzyszenia Peoples Pulpit Association, które kontrolowało majątek w Nowym Jorku.
W tym czasie niektórzy z czterech opozycyjnych braci zaczęli sugerować pracownikom biurowym, że wkrótce przejmą dowodzenie. Wywołało to zamieszanie, gdyż zespół biurowy poważnie wątpił w ich zdolności i uprawnienia do kierowania pracą.
OTWARTE LEKCEWAŻENIE ZASAD BETEL
Biuro posiadało wydrukowany zestaw reguł, który każdy członek rodziny Betel zobowiązał się przestrzegać z podniesioną ręką. Jeden z kluczowych punktów regulaminu brzmiał:
„Rozumie się, że żaden członek Zarządu nie ma uprawnień do wydawania poleceń ani wskazówek dotyczących pracy indywidualnie; Zarząd działa w charakterze oficjalnym podczas sesji, a podczas gdy każdy członek Zarządu wykonuje pracę biurową, podlega niniejszym regulaminom tak samo, jakby nie był członkiem zarządu”.
Mimo to bracia Hirsh, Hoskins, Wright i Ritchie przez kilka tygodni zaniedbywali swoje obowiązki, odbywając prywatne narady w różnych pokojach Domu Betel.
INCYDENT Z 5 LIPCA: PRÓBA PRZEJĘCIA KONTROLI
5 lipca, po jednej z takich narad, cała czwórka przybyła do biura, by zażądać wyjaśnień od kierownika, brata Martina. Gdy interweniował brat Macmillan, przypominając o zasadach, spotkał się z agresywną reakcją:
- Brat Ritchie: „Zamknij się i usiądź; to nie twoja sprawa”.
- Brat Hirsh (grożąc pięścią): „Jesteś wielkim blefem; nie możesz nas oszukać”.
- Brat Hoskins: „My, Rada Dyrektorów, postawiliśmy cię tam, gdzie jesteś, i będziemy ci wydawać rozkazy”.
Brat Macmillan, pamiętając o tym, jak brat Johnson siłą zajął biuro i zablokował fundusze w Londynie, obawiał się powtórzenia tego scenariusza. Mając instrukcje od prezesa, by strzec biura skarbnika i sejfów, wezwał policjanta, aby wyprosić braci zakłócających pracę.
RAPORT BRATA WISDOMA
W tym czasie brat Rutherford przebywał w Duluth w Minnesocie. Otrzymał tam telegram o próbie zwołania posiedzenia przez sekretarza Van Amburgha pod nieobecność prezesa oraz o konsultacjach opozycji z prawnikiem. Rutherford odpowiedział krótko: „Proszę, odłóż tę sprawę do mojego powrotu”.
10 lipca w Chicago, brat Rutherford spotkał się z bratem Wisdomem, który przybył z pilną wiadomością:
„Poinformował mnie, że kilka dni wcześniej, będąc w Betel, rozmawiał z kilkoma z wyżej wymienionych braci i zastał ich w bardzo złym humorze. Powiedział między innymi: »Ci biedni, zwiedzeni bracia bezkarnie dopuszczają się obmowy. Żal mi ich z głębi serca«”.
Brat Wisdom relacjonował również swoją podróż z bratem Hirshem, podczas której omawiali sprawy Towarzystwa. Hirsh potwierdził, że próbowali zmusić brata Van Amburgha do udziału w ich spotkaniu, ale ten odmówił, nie chcąc mieć nic wspólnego z ich działaniami pod nieobecność prezesa.
PRZYGOTOWANIA DO PRZEJĘCIA WŁADZY: RAPORT BRATA WISDOMA
Napięcie w kierownictwie Towarzystwa zaczęło przybierać formę otwartego buntu. Podczas mojego pobytu w Chicago, 10 lipca, odwiedził mnie brat Wisdom, który przekazał mi przerażające szczegóły dotyczące planów „Wielkiej Czwórki”.
„Ci biedni, zwiedzeni bracia bezkarnie dopuszczają się obmowy. Żal mi ich z głębi serca”.
Brat Wisdom relacjonował swoją pięciogodzinną podróż pociągiem z bratem Hirshem. Z tej rozmowy wyłonił się obraz grupy zdeterminowanej, by za wszelką cenę przejąć kontrolę nad Towarzystwem:
- Cel ostateczny: Postanowili „złamać” Prezesa i twierdzili, że nic ich nie powstrzyma, „z wyjątkiem śmierci jednego z członków Zarządu”.
- Plan restrukturyzacji: Zamierzali usunąć brata Macmillana, a mnie pozostawić na stanowisku prezesa „bez władzy”. To oni mieli zarządzać sprawami, nie pytając mnie o zdanie.
- Groźba finansowa: Jeśli nie udałoby im się przejąć kontroli metodami pokojowymi, planowali powołać się na prawo świeckie i zamrozić fundusze Towarzystwa w banku.
- Przerzucenie odpowiedzialności: Stwierdzili, że jeśli ich działania doprowadzą do ruiny dzieła, to „Sędzia” (Rutherford) będzie za to całkowicie odpowiedzialny jako „buntownik”.
LIST BRATA WISDOMA
Kilka dni po naszym spotkaniu, brat Wisdom przesłał mi pisemne podsumowanie zarzutów i planów opozycji, aby dokumentacja ta mogła służyć jako świadectwo prawdy.
Drogi Bracie RUTHERFORD: „W obliczu trudnych doświadczeń, przez które przechodzisz ty i twoi towarzysze, wydaje się właściwe, abym przekazał ci na piśmie krótkie podsumowanie tego, co powiedziałem ci osobiście podczas pobytu w Chicago. Istotę zarzutów wysuniętych przeciwko tobie przez »Członka Zarządu«, który najwyraźniej udawał, że przemawia w imieniu pozostałych trzech, z którymi jest w zmowie, można ująć w jednym zdaniu: Jesteś uzurpatorem władzy.”
Zarzuty wobec Prezesa:
Brat Wisdom wyliczył główne punkty oskarżeń wysuwanych przez opozycję:
- Naruszenie Statutu Towarzystwa i unieważnienie jego Regulaminu.
- Zignorowanie „Woli Założyciela” (brata Russella).
- Brak konsultowania „każdego najdrobniejszego szczegółu” z tzw. Wielką Czwórką.
- Kierowanie się duchem „rządów albo rujnowania”.
Atak na brata Macmillana:
Szczególna nienawiść oponentów skupiła się na bracie Macmillanie, którego wyznaczyłem na swojego pełnomocnika.
„Ustanowiłeś brata Macmillana nad wszystkimi i wszystkim, którego napiętnowali jako cara i łotra. […] Nie tylko jako przypadek »złej głowy«, ale i »złego serca« – że w rzeczywistości jest on hańbą dla sprawy Pana”.
Fanatyczna „Zasada”:
Brat Wisdom próbował apelować do rozsądku brata Hirsha, jednak bezskutecznie. Opisał tę rozmowę jako trwającą od godziny ósmej wieczorem do kwadransa po pierwszej rano:
„Próbowałem przemówić do rozsądku temu biednemu Bratu, ale najwyraźniej całkowicie stracił rozum. […] Przyznał otwarcie, że dostrzega ryzyko ruiny dzieła, ale w grę wchodzi »Zasada«, której porzucenie oznaczałoby dla niego utratę korony. Musiał po prostu robić to, czego nie lubił robić”.
Strategia „prawa ludzkiego”:
Brat Wisdom potwierdził, że opozycja jest gotowa pójść do „Cezara” (sądów świeckich), choć sami przed sobą próbowali temu zaprzeczać.
„Jeśli więc nie »ukłonisz się im«, to »dowiedziesz, że jesteś buntownikiem« itd. […] Jeśli w ślad za takim postępowaniem nastąpiłaby ruina, to odpowiedzialny byłby całkowicie »Sędzia«. Wygląda na to, że nawet nie nazywają cię Bratem”.
ŚWIADECTWO BRATA WISDOMA I DECYZJA O DZIAŁANIU
List brata Wisdoma, będący podsumowaniem jego rozmów z opozycją, kończył się słowami pełnymi wsparcia dla obecnego kierownictwa:
„Kończąc, myślę, że powinienem powiedzieć, że gdybym nie był głęboko przekonany, że Ty i Twoi współpracownicy macie absolutną rację w tym sporze, powiedziałbym to równie swobodnie, jak złożyłem te oświadczenia. Nie myślę ani nie rozważam ludzkiej aprobaty. Stoję za tym, co uważam za zarządzenie Pana. To Pan umieścił Was, Bracia, tam gdzie jesteście, a nie człowiek. Trudno mi zatem uwierzyć, że człowiek powinien Was wyrzucić. Ale niech się stanie Jego wola.
Z najszczerszą miłością i współczuciem, Wasz brat z Jego Łaski, W.M. Wisdom.”
Dowiedziawszy się, że wspomniani bracia postanowili przejąć stery Towarzystwa i kierować nim według własnego uznania lub je zniszczyć – co moim zdaniem byłoby pewnym rezultatem ich rządów – poważnie rozważyłem dalsze kroki. Skonsultowałem się z kilkoma wybitnymi i mądrymi braćmi. Zapytałem ich wprost: „Czy mam zrezygnować z funkcji Prezesa i pozwolić tym przeciwnikom przejąć kierownictwo?”. Każdy z nich odpowiedział: „Bracie, Pan postawił cię tam, gdzie jesteś, a rezygnacja lub odejście byłoby nielojalne wobec Pana”.
OSTATECZNE KROKI PRAWNE
Opuściłem Chicago w nocy 11 lipca i udałem się do Pittsburgha. Tam, traktując to jako ostateczność, podjąłem kroki prawne w celu ustanowienia właściwego i legalnego Zarządu.
W piątek, 13 lipca, przybyłem do Brooklynu. Rozmawiałem z bratem Ritchiem, informując go, że będę musiał wyjechać w drugiej połowie tygodnia, i zaproponowałem spotkanie Zarządu we wtorek, 17 lipca. Ritchie odpowiedział: „Myślę, że to będzie nam bardziej odpowiadało”. W związku z tym wysłałem oficjalne zawiadomienie do brata Piersona oraz doręczyłem je każdemu z czterech braci opozycyjnych.
DYWERSJA I ODMOWA SPOTKANIA
Sytuacja przybrała jednak niespodziewany obrót. Czterej bracia, bez mojej wiedzy, wysłali list do brata Piersona, twierdząc, że spotkanie 17 lipca się nie odbędzie. Zdezorientowany brat Pierson zatelegrafował do mnie z zapytaniem o powód odwołania sesji. Odpowiedziałem mu natychmiast: „Nie otrzymałem żadnej informacji o odwołaniu; czterech braci jest w Domu Bethel, spotkanie odbędzie się, przyjeżdżaj”.
W poniedziałek po południu, 16 lipca, brat Hirsh wręczył mi list, który był jawnym aktem buntu:
„J.F. RUTHERFORD, Bethel
Drogi Bracie: — Otrzymaliśmy Twoją notatkę informującą nas, że spotkanie Zarządu Straży odbędzie się we wtorek rano, 17 lipca. Dziękujemy. W odpowiedzi chcielibyśmy powiedzieć, że Pańskie postępowanie w przedmiotowej sprawie skomplikowało ją do tego stopnia, że nie będziemy gotowi na zwołanie posiedzenia Zarządu przed 20 lipca.
Niedawno przekazaliśmy Państwu trzy lub cztery wnioski o zwołanie posiedzenia, na którym mieliśmy nadzieję, że nasze sprawy zostaną rozwiązane polubownie i szybko; jednak odmówiono nam. Ponadto, rozpowszechniły się nieprawdziwe i fałszywe pogłoski na nasz temat, a Pański »specjalny przedstawiciel« groził przemocą… Musimy tylko powtórzyć: nie odbędzie się posiedzenie Zarządu przed 20. dniem bieżącego miesiąca, jeśli w ogóle wtedy… Poinformujemy Państwa, kiedy będziemy mogli zwołać posiedzenie Zarządu.
Z poważaniem, R.H. Hirsh, J.D. Wright, A.I. Ritchie, I.F. Hoskins.”
Dyrektorzy ci uzurpowali sobie prawo do wyznaczania terminów posiedzeń, ignorując statutowe uprawnienia Prezesa i dążąc do przejęcia pełnej kontroli nad organizacją, podczas gdy brat Pierson był już w drodze na wyznaczone wcześniej, legalne spotkanie.
Kto składa się na Radę Dyrektorów? Status prawny Towarzystwa
Mając na uwadze doświadczenia ze spotkania Rady z 20 czerwca i widząc zły nastrój braci, uznałem za konieczne ujawnienie faktów, o których wiedziałem od stycznia 1909 roku, a które – o ile mi wiadomo – były znane tylko bratu Russellowi. Aby zrozumieć moje kroki, należy przyjrzeć się statusowi prawnemu Watch Tower Bible and Tract Society (Towarzystwa Strażnica).
Towarzystwo to jest korporacją zarejestrowaną w Pensylwanii i jego działalność prawna ogranicza się do tego stanu. Prawo oraz statut wymagają, aby Rada Dyrektorów i członkowie zarządu byli wybierani na spotkaniach odbywających się wyłącznie w stanie Pensylwania.
Kwestia kadencyjności:
- Statut Towarzystwa zawierał zapis o dożywotnim sprawowaniu funkcji dyrektora.
- Zapis ten jest jednak sprzeczny z prawem stanu Pensylwania, które nakazuje coroczny wybór zarządu przez akcjonariuszy (kadencja roczna).
- Statut przewiduje, że wakaty w Radzie muszą być obsadzone przez pozostałych członków w ciągu 20 dni. Jeśli tego nie zrobią w ciągu 30 dni, prawo do wyznaczenia dyrektora przechodzi na Prezesa. Osoba ta pełni funkcję tylko do najbliższych wyborów.
ANALIZA STATUSU CZTERECH DYREKTORÓW
Fakty prawne dotyczące oponentów przedstawiały się następująco:
- J.D. Wright: Wybrany w 1904 r., kadencja wygasła w styczniu 1905 r. Od tego czasu nie był ponownie wybrany przez akcjonariuszy.
- I.F. Hoskins: Wybrany przez Radę w 1908 r., nigdy nie uzyskał reelekcji.
- A.I. Ritchie: Wybrany w 1911 r., jego kadencja wygasła w styczniu 1917 r. (zastąpił go A.N. Pierson).
- R.H. Hirsh: Wybrany przez Radę w marcu 1917 r. w Brooklynie (poza Pensylwanią).
Żaden z tych braci nie mieszkał w Pensylwanii przez wymagany czas, a ich wybór był prawnie wadliwy. Potwierdziła to opinia prawna znanego prawnika korporacyjnego, pana H.M. McCaugheya:
OPINIA PRAWNA (H.M. McCaughey)
„Artykuł 17 ustawy wyraźnie stanowi, że Rada będzie wybierana corocznie przez akcjonariuszy lub członków. Ten przepis jest obowiązkowy. Statut korporacji nie może przyznawać uprawnień sprzecznych ze statutem państwowym; w takim przypadku wszystkie czynności podjęte zgodnie z takim zapisem byłyby nieważne.
Ta część statutu Towarzystwa, która stanowi, że Zarząd będzie pełnił swój urząd dożywotnio, jest oczywiście pozbawiona mocy prawnej, ponieważ jest sprzeczna z Ustawą o Zgromadzeniu (Pensylwania), która stanowi, że członkowie zarządu będą pełnić swój urząd przez rok.
W związku z tym nieodparty wniosek jest taki, że panowie Wright, Hoskins i Ritchie nie są w żadnym sensie prawnie członkami Rady Dyrektorów. Wszelkie działania podejmowane przez nich w tym charakterze byłyby nieważne, a oni sami odpowiadaliby indywidualnie przed osobami, z którymi współpracowali.”
PRZYPADEK BRATA HIRSHA
W odniesieniu do pana Hirsha sytuacja była jeszcze bardziej skomplikowana. Został on wybrany po rezygnacji H.C. Rockwella, który sam nigdy nie był legalnym członkiem Rady. Co więcej:
- Uzurpacja uprawnień: Rezygnacja Rockwella została przyjęta 8 lutego 1917 r. Rada wybrała Hirsha dopiero 29 marca (ponad 30 dni później). W tym czasie wyłączne prawo do obsadzenia wakatu należało do Prezesa.
- Błąd terytorialny: Wybór odbył się w stanie Nowy Jork, podczas gdy statut wymaga spotkań w Allegheny (Pensylwania). Wybór ten był całkowicie eksterytorialny, a zatem nielegalny i nieważny.
JEDYNI LEGALNI PRZEDSTAWICIELE
Z analizy prawnej wynikało jednoznacznie, że jedynymi osobami prawnie uprawnionymi do działania jako Zarząd byli:
- J.F. Rutherford (Prezes)
- A.N. Pierson (Wiceprezes)
- W.E. Van Amburgh (Sekretarz-Skarbnik)
Zostali oni wybrani zgodnie z procedurą na corocznym zebraniu. Pozostali czterej bracia, mimo że w dobrej wierze uważali się za dyrektorów, w świetle prawa stanowili jedynie grupę osób bez mandatu do kierowania korporacją.
ANALIZA PRAWNA: KTO STANOWI LEGALNĄ RADĘ DYREKTORÓW?
W obliczu narastającego konfliktu, kluczowe stało się rozstrzygnięcie, kto w świetle prawa ma prawo zasiadać w Radzie Dyrektorów. Analiza statutu oraz przepisów stanu Pensylwania ujawniła fundamentalne wady w powołaniu opozycyjnych braci.
Przypadek brata Hirsha
Szczegółowa analiza prawna wykazuje, że wybór brata Hirsha był nieważny z dwóch zasadniczych powodów:
„Zakładając jednak, że istniał wakat prawny, dla dobra argumentacji statut wyraźnie stanowił, że jeśli Rada nie obsadza wakatu w ciągu trzydziestu dni, wówczas i w takim przypadku Prezes ma wyłączne prawo do jego obsadzenia. Rezygnacja Rockwella została przyjęta 8 lutego 1917 r., a Hirsh został wybrany przez Radę Dyrektorów 29 marca 1917 r., czyli ponad trzydzieści dni po rezygnacji Rockwella. Prawo do obsadzenia wakatu w tym czasie należało więc do Prezesa, a działanie Zarządu, tak zwanego, stanowiło uzurpację uprawnień Prezesa i było w bezpośredniej sprzeczności ze statutem, a z tego powodu pozostaje bezskuteczne”.
Drugim argumentem przeciwko legalności tego wyboru był fakt złamania zasad terytorialnych:
„Dodatkowym powodem, dla którego wybór Hirsha był całkowicie nielegalny, jest fakt, że zebranie odbyło się w stanie Nowy Jork, podczas gdy statut stanowi, że zebrania będą odbywać się w mieście Allegheny w Pensylwanii. Jego wybór do Zarządu był całkowicie eksterytorialny i z tego dodatkowego powodu absolutnie i bezsprzecznie nielegalny i nieważny”.
W konsekwencji, brat Hirsh nie mógł być uznany za legalnego członka Zarządu, a każda decyzja podjęta z jego udziałem była w świetle prawa niebyła.
STATUS POZOSTAŁYCH CZŁONKÓW RADY
Wątpliwości dotyczyły również braci Hoskinsa i Ritchiego (w tekście źródłowym wymienionego obok nazwiska Wright). Zgodnie z zasadą prawa, jeżeli statut korporacji zawiera zapisy sprzeczne z nadrzędnym prawem stanowym, stają się one nieważne. Statut Towarzystwa zakładał dożywotność funkcji, co było sprzeczne z wymogiem corocznych wyborów.
„W związku z tym nieodparty jest wniosek, że panowie Wright, Hoskins i Ritchie nie są w żadnym sensie prawnym członkami Rady Dyrektorów, a wszelkie działania podejmowane przez nich w tym charakterze byłyby nieważne i nie miałyby skutków prawnych. Co więcej, oni sami odpowiadaliby indywidualnie przed wszelkimi osobami, z którymi mieli do czynienia”.
Warto również zauważyć, że sytuacja prawna była skomplikowana już u samej podstawy sukcesji:
- Brat Hirsh miał zastąpić brata Rockwella.
- Jednak fakty wskazują, że sam H. C. Rockwell nigdy nie był legalnym członkiem Rady Dyrektorów, co czyniło jakąkolwiek próbę obsadzenia miejsca po nim bezprzedmiotową.
JEDYNI LEGALNI PRZEDSTAWICIELE
Po odrzuceniu nielegalnie powołanych lub tych, których kadencja wygasła, wyłania się obraz faktycznego kierownictwa Towarzystwa:
„Jeśli chodzi o to, kto jest prawnym przedstawicielem Towarzystwa, oczywiste jest, że panowie Rutherford, Pierson i Van Amburgh są jedynymi osobami uprawnionymi do działania w tej roli. Zostali oni wybrani na doroczne walne zgromadzenie Rady Nadzorczej”.
Zasada prawna jest tu nieubłagana: osoba wybrana do obsadzenia wakatu, niezależnie od metody, może pełnić swój urząd tylko do następnych corocznych wyborów przeprowadzanych przez członków lub akcjonariuszy. To jedyna interpretacja zgodna ze statutem i literą prawa. Ponieważ oponenci nie zostali ponownie wybrani w wymagany sposób, ich roszczenia do władzy w Zarządzie nie posiadały fundamentu prawnego.
UPRAWNIENIA AKCJONARIUSZY I LEGALNOŚĆ WYBORÓW
Ważne jest zrozumienie, że to akcjonariusze, którzy zebrali się 6 stycznia 1917 roku w Allegheny w Pensylwanii, posiadają wyłączne prawo wyboru zarządu. Tylko oni mogą wykonywać uprawnienia ustawodawcze wewnątrz korporacji. Zebranie to odbyło się w ścisłej zgodności z postanowieniami statutu.
Wynika z tego jednoznaczny wniosek: tylko mężczyźni wybrani podczas tego zgromadzenia posiadają uprawnienia do działania w imieniu korporacji. Fakt, że nie wybrano wtedy pełnego, siedmioosobowego składu Rady Dyrektorów, jest z prawnego punktu widzenia nieistotny. Akcjonariusze wybrali trzech członków zarządu: Rutherforda, Piersona i Van Amburgha. Na mocy tego wyboru oraz zapisów statutu, to właśnie oni posiadają wszystkie prawa i przywileje zarządzania Towarzystwem.
„Są oni obciążeni odpowiedzialnością za administrowanie sprawami Towarzystwa i nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności przed nikim innym poza akcjonariuszami, którzy ich wybrali na regularnym dorocznym walnym zgromadzeniu”.
Warto dodać, że w przypadku wakatu, którego akcjonariusze nie uzupełnili, a Rada nie obsadziła go w wyznaczonym terminie, Prezes ma prawo mianować brakujących członków, o ile spełnione są wymogi dotyczące zamieszkania w stanie Pensylwania.
POWSTANIE STOWARZYSZENIA PEOPLES PULPIT ASSOCIATION
W 1909 roku brat Russell pragnął przenieść główną działalność do Brooklynu. Przebywałem wtedy w Pittsburghu na jego prośbę, badając kwestie prawne. Brat Russell zapytał mnie, czy Watch Tower Bible and Tract Society może zostać zarejestrowane jako korporacja w stanie Nowy Jork. Moje badania wykazały, że nie jest to możliwe, ponieważ była to korporacja akcyjna zorganizowana według prawa Pensylwanii, a prawo nowojorskie nie przewidywało wtedy rejestracji takiej zagranicznej organizacji.
Zasugerowałem więc powołanie nowej korporacji w Nowym Jorku, co też uczyniłem wiosną 1909 roku, tworząc Peoples Pulpit Association. Był to czas silnych ataków na brata Russella – spiskowcy próbowali usunąć go ze stanowiska pastora i zniszczyć Towarzystwo. Brat Russell zapytał wówczas, czy w statucie nowej korporacji można zawrzeć środki ochrony przed takimi rebeliami.
„Pamiętam, jak odpowiedziałem Bratu Russellowi, że sporządziłbym taki statut, który uniemożliwiłby któremukolwiek z rebeliantów usunięcie go za jego życia. Napisałem Statut Stowarzyszenia Peoples Pulpit, który przyznaje jego Prezesowi absolutną władzę i kontrolę nad sprawami Stowarzyszenia w stanie Nowy Jork”.
Zgodnie z tym statutem:
- Prezes jest wybierany dożywotnio.
- Do jego obowiązków należy nadzór, kontrola i zarządzanie całą działalnością korporacji.
STATUS PRAWNY I KONIECZNOŚĆ DZIAŁANIA
Pojawiło się pytanie: jakie uprawnienia w Nowym Jorku posiada oryginalne Watch Tower Bible and Tract Society? Wyjaśniłem bratu Russellowi, że z formalnego punktu widzenia nie posiada ono tam statusu prawnego. Brat Russell chciał jednak zachować tę nazwę w korespondencji, ponieważ była ona znana przyjaciołom. Zgodziłem się, że jest to możliwe, dopóki nikt nie zgłosi zastrzeżeń prawnych i dopóki coroczne wybory będą odbywać się w Pittsburghu.
Po wybuchu zamieszek wywołanych przez panów Hirsha, Hoskinsa i innych w Domu Betel, uznałem, że muszę przedstawić dowody prawne. Choć próbowałem im wyjaśnić status obu stowarzyszeń, nie chcieli słuchać. Brat Ritchie stwierdził nawet:
„Jeśli możecie mi udowodnić, że Prezes jest uprawniony do bycia zarządcą, to się poddam; chcę postępować właściwie”.
Zwróciłem się więc o niezależną opinię do wybitnego prawnika z Filadelfii. Potwierdził on, że ani Wright, ani Ritchie, ani Hirsh, ani Hoskins nie są prawnymi członkami zarządu, a Prezes ma pełne prawo mianować czterech nowych członków.
Dlaczego ujawniłem to dopiero teraz?
Możecie zapytać, dlaczego nie przedstawiłem tej analizy podczas wyborów w styczniu. Odpowiedź jest prosta: wiedziałem o tym stanie rzeczy od 1909 roku, ale ujawnienie tego wtedy mogłoby narazić brata Russella na krytykę i podważyć kurs, który obrał. Uznałem, że sytuacja prawna powinna pozostać nienaruszona tak długo, jak długo panuje harmonia. Kiedy jednak harmonii zabrakło, a oponenci zaczęli zagrażać dziełu, milczenie przestało być opcją.
Główne powody podjęcia kroków prawnych w Pittsburghu:
- Determinacja oponentów: Czterej bracia chcieli odebrać mi zarządzanie Towarzystwem i przejąć je w swoje ręce.
- Stan rodziny Betel: Atmosfera w domu była skrajnie napięta przez ich postępowanie.
- Zagrożenie dla pracy biura: Pracownicy grozili masowym odejściem w przypadku przejęcia władzy przez wspomnianą czwórkę.
- Groźby finansowe: Jeden z oponentów sugerował w obecności innych, że mogą „zabrać fundusze” z Watch Tower, aby sparaliżować działania Peoples Pulpit Association w Nowym Jorku.
GROŹBY I DETERMINACJA „WIELKIEJ CZWÓRKI”
Analiza prawna, którą przedstawiłem wcześniej, nie była jedynie teoretycznym rozważaniem. Stała się koniecznością w obliczu bezpośrednich gróźb. Brat Wisdom przekazał mi oświadczenie złożone przez brata Hirsha – jednego z czterech oponentów. Wynikało z niego jasno, że grupa ta nie cofnie się przed niczym.
„Postanowili mnie »złamać« i nic nie mogło zmienić ich zamiaru, z wyjątkiem śmierci jednego z członków ich grupy. Zapowiedzieli, że jeśli nie będą mogli przejąć kontroli pokojowo, zamrożą pieniądze Towarzystwa w banku, tak aby nikt oprócz nich nie mógł ich wypłacić. Dodali, że jeśli nie skłonię się przed nimi, będzie to dowodem mojego buntu, a za ewentualny upadek Towarzystwa to ja będę całkowicie winny i odpowiedzialny”.
Ta groźba, w połączeniu z działaniami, które brat Johnson podjął wcześniej w Anglii – gdzie faktycznie wkroczył na drogę sądową, zamroził fundusze, zabrał pieniądze z sejfu i siłą przejął biuro – doprowadziła mnie do przekonania, że ci bracia zamierzają zrealizować swoje zapowiedzi. Wiedziałem bowiem, że brat Johnson był ich doradcą i kierował ich postępowaniem.
DYLEMAT PREZESA
Stanąłem przed niezwykle trudnym pytaniem: czy mam stać z boku i patrzeć, jak praca Towarzystwa jest niszczona i dezorganizowana? Czy też mam skorzystać z mocy prawnej, którą Pan mi powierzył, powołując mnie na urząd prezesa, aby zapobiec temu bezprawnemu aktowi? Wiedziałem, że stawką jest dobro akcjonariuszy i braci na całym świecie. Rozmyślałem i modliłem się nad tą sprawą bardzo intensywnie.
Naturalnie możecie zapytać: „Dlaczego nie ujawniłeś tego stanu prawnego podczas wyborów w styczniu?”.
Moja odpowiedź jest prosta: znałem sytuację prawną od 1909 roku, ale gdybym wtedy, w atmosferze jedności, zaczął o tym mówić, naraziłbym się na zarzuty o fanatyzm i podważanie kursu obranego przez brata Russella. Późniejsza krytyka ze strony niektórych braci dowodzi, że moje obawy były słuszne. Razem z bratem Russellem uzgodniliśmy kiedyś, że pozostawimy sprawy takimi, jakimi są, dopóki wszystko będzie szło harmonijnie. Wtedy nie było powodu, by zakłócać ten kurs.
POWODY POWOŁANIA NOWYCH CZŁONKÓW ZARZĄDU
Kiedy ostatecznie udałem się do Pittsburgha, aby powołać czterech nowych członków Zarządu, kierowały mną następujące fakty:
- Determinacja oponentów: Wspomniani czterej bracia otwarcie dążyli do odebrania mi zarządzania sprawami Towarzystwa i przejęcia pełnej władzy.
- Atmosfera w Betel: Rodzina Betel znajdowała się w stanie skrajnego napięcia nerwowego z powodu sposobu, w jaki ta czwórka postępowała od dłuższego czasu.
- Bunt pracowników: Pracownicy biura byli tak zaniepokojeni, że grozili masowym odejściem z pracy w chwili, gdy opozycja przejmie dowodzenie.
- Szantaż finansowy: Jeden z braci potajemnie groził mi w obecności świadków, że wykorzystają Watch Tower Bible and Tract Society, aby zablokować fundusze i uniemożliwić działanie stowarzyszenia Peoples Pulpit Association w Nowym Jorku.
Dlaczego nie udzielił takiej rady na tych wyborach?
Moja odpowiedź jest taka, że wiedziałem o tym stanie rzeczy od 1909 roku; ale gdybym tak stwierdził w Pittsburghu w fanatyzmie, naraziłbym się na krytykę, która natychmiast zaczęłaby podważać kurs obrany przez brata Russella, a późniejsza krytyka ze strony niektórych braci dowodzi, że mój wniosek w tym względzie był słuszny. Rozumowaliśmy, że pozostawimy to tak długo, jak wszystko pójdzie harmonijnie, jak brat Russell i ja kiedyś się zgodziliśmy; wtedy nie będzie powodu, aby zakłócać ten kurs.
POWÓD WNIOSKU O POWOŁANIE CZTERECH CZŁONKÓW ZARZĄDU
Kiedy udałem się do Pittsburgha, aby powołać czterech członków zarządu, miałem w głowie następujące fakty: Wspomniani czterej bracia wyrazili swoją determinację, aby odebrać mi zarządzanie sprawami Towarzystwa, gdzie zostało ono prawnie umieszczone, zarówno przez akcjonariuszy, jak i Radę Dyrektorów, i powierzyć je im.
Rodzina Bethel była w bardzo nerwowym stanie z powodu sposobu postępowania, jaki ta czwórka prowadziła od jakiegoś czasu. Pracownicy biura byli zaniepokojeni i zagrozili odejściem w chwili, gdy ta czwórka przejmie dowodzenie. Kilku z nich wyraziło swoją determinację, by odejść z pracy, jeśli ta czwórka przejmie stery. Niektórzy z nich stwierdzili, że konsultują się z prawnikami, aby dowiedzieć się, co mogą ze mną zrobić. Jeden z nich potajemnie groził mi w obecności innych, że:
„Watch Tower Bible and Tract Society może zabrać fundusze, aby Stowarzyszenie PEOPLES nie mogło działać w Nowym Jorku.”
Oświadczenie brata Wisdoma, jednego z tej czwórki, brzmiało tak, że postanowili mnie „złamać” i nic nie mogło zmienić ich celu, z wyjątkiem śmierci jednego z ich członków. Twierdzili, że jeśli mogliby przejąć kontrolę pokojowymi metodami, to zamrożą pieniądze w banku, aby nikt inny nie mógł ich wyciągnąć oprócz nich; i że jeśli nie skłonię się przed nimi, będzie to dowodem mojego buntu, a jeśli nastąpi upadek Towarzystwa, to będę całkowicie winny i odpowiedzialny.
Ta groźba, w połączeniu z działaniami, jakie brat Johnson podjął w Anglii — udając się do sądów i blokując pieniądze Towarzystwa, wykradając pieniądze z sejfu i siłą przejmując biuro — doprowadziła mnie do przekonania, że w pełni zamierzali podjąć próbę urzeczywistnienia swojej groźby. Wiedziałem, że był on doradcą tych czterech braci i kierował ich postępowaniem.
Pytanie brzmiało:
Czy mam stać z boku i patrzeć, jak praca Towarzystwa jest niszczona i dezorganizowana, czy też mam skorzystać z mocy prawnej, którą Pan dał mi, powierzając mi urząd prezesa, aby zapobiec temu bezprawnemu aktowi, który mógłby zostać popełniony wobec was i wszystkich akcjonariuszy na całym świecie? Rozmyślałem i modliłem się o to bardzo…
Dlaczego nie udzielił takiej rady podczas wyborów?
Moja odpowiedź jest taka, że wiedziałem o tym stanie rzeczy od 1909 roku; ale gdybym tak stwierdził w Pittsburghu w fanatyzmie, naraziłbym się na krytykę, która natychmiast zaczęłaby podważać kurs obrany przez brata Russella. Późniejsza krytyka ze strony niektórych braci dowodzi, że mój wniosek w tym względzie był słuszny. Uznałem, że pozwolimy sprawom pozostać w takim stanie tak długo, jak wszystko pójdzie harmonijnie – tak jak brat Russell i ja kiedyś się zgodziliśmy. Wtedy nie byłoby powodu, aby zakłócać ten bieg wydarzeń.
POWÓD WNIOSKU O POWOŁANIE CZTERECH CZŁONKÓW ZARZĄDU
Kiedy udałem się do Pittsburgha, aby powołać czterech członków zarządu, miałem w głowie następujące fakty: wspomniani czterej bracia wyrazili swoją determinację, aby odebrać mi zarządzanie sprawami Towarzystwa, gdzie zostało ono prawnie umieszczone, zarówno przez posiadaczy certyfikatów głosujących, jak i Radę Dyrektorów, i powierzyć je im.
Rodzina Bethel była w bardzo nerwowym stanie z powodu sposobu postępowania, jaki ta czwórka prowadziła od jakiegoś czasu. Pracownicy biura byli zaniepokojeni i zagrozili odejściem w chwili, gdy ta czwórka przejmie dowodzenie. Kilku z nich wyraziło swoją determinację, by odejść z pracy, jeśli ta czwórka podejmie takie kroki.
Niektórzy z nich stwierdzili, że konsultują się z prawnikami, aby dowiedzieć się, co mogą ze mną zrobić. Jeden z nich potajemnie groził mi w obecności innych, że:
„Watch Tower Bible and Tract Society mogą odebrać fundusze, aby Stowarzyszenie PEOPLES nie mogło działać w Nowym Jorku.”
Oświadczenie brata Wisdoma (brata Hirsha), jednego z owej czwórki, brzmiało:
„Postanowili mnie »złamać« i nic nie mogło zmienić ich celu, z wyjątkiem śmierci jednego z ich członków. Jeśli mogliby przejąć kontrolę pokojowymi metodami, to zamrożą pieniądze w banku, aby nikt inny nie mógł ich wyciągnąć oprócz nich; i że jeśli nie skłonię się przed nimi, będzie to dowodem mojego buntu, a jeśli nastąpi upadek Towarzystwa, to będę całkowicie winny i odpowiedzialny.”
Ta groźba, w połączeniu z działaniami, jakie Brat Johnson podjął w Anglii — wnosząc pozew do sądu, blokując pieniądze Towarzystwa, wykradając fundusze z sejfu i siłą przejmując biuro — doprowadziła mnie do przekonania, że w pełni zamierzali podjąć próbę urzeczywistnienia swojej groźby. Wiedziałem, że Johnson był radcą tych czterech braci i kierował ich postępowaniem.
Pytanie brzmiało:
Czy mam stać z boku i patrzeć, jak praca Towarzystwa jest niszczona i dezorganizowana, czy też mam skorzystać z mocy prawnej, którą Pan dał mi, powierzając mi urząd prezesa, aby zapobiec temu bezprawnemu aktowi, który mógłby zostać popełniony wobec was i wszystkich akcjonariuszy na całym świecie? Rozmyślałem i modliłem się o to bardzo…
Powód wniosku o powołanie czterech członków zarządu
Kiedy pojechałem do Pittsburgha, aby powołać czterech członków zarządu, w mojej głowie były następujące fakty: Wspomniani czterej bracia wyrazili swoją determinację, aby odebrać mi zarządzanie sprawami Towarzystwa, gdzie zostało ono prawnie umieszczone, zarówno przez posiadaczy akcji (certyfikatów), jak i Radę Dyrektorów, i powierzyć je im.
Rodzina Betel była w bardzo nerwowym stanie z powodu sposobu postępowania, który ta czwórka stosowała od jakiegoś czasu. Siły biurowe były zaniepokojone i groziły odejściem w chwili, gdy ta czwórka przejmie władzę. Kilku z rodziny Betel wyraziło swoją determinację, aby odejść z pracy, jeśli ta czwórka podejmie swoje działania.
Niektórzy z tej czwórki stwierdzili, że konsultują się z prawnikami, aby dowiedzieć się, co mogą ze mną zrobić. Jeden z nich potajemnie groził mi w obecności innych, że:
„Watch Tower Bible and Tract mogą zabrać fundusze, tak aby Stowarzyszenie Peoples nie mogło działać w Nowym Jorku.”
Oświadczenie złożone bratu Wisdomowi przez brata Hirsha, jednego z czterech, brzmiało:
„Zamierzają mnie złamać i nic nie może zmienić ich zamiaru, poza śmiercią jednego z członków, a jeśli uda im się to osiągnąć pokojowymi metodami, to zamrożą pieniądze w banku, aby nikt poza nimi nie mógł ich wypłacić; a jeśli nie ukłonię się przed nimi, będzie to dowodem mojego buntu, a jeśli nastąpi upadek Towarzystwa, to będę ponosić całkowitą winę i odpowiedzialność.”
Ta groźba, w połączeniu z działaniami, jakie Brat Johnson podjął w Anglii — wnosząc pozew do sądu i blokując fundusze Towarzystwa, wyprowadzając pieniądze z sejfu i siłą przejmując biuro — a także wiedząc, że był radcą tych czterech braci i kierując ich postępowaniem, doprowadziła mnie do przekonania, że w pełni zamierzali podjąć próbę spełnienia swojej groźby.
W takim razie pytanie brzmiało:
Czy mam stać z boku i patrzeć, jak praca Towarzystwa jest niszczona i dezorganizowana, czy też mam skorzystać z mocy prawnej, którą Pan powierzył mi, powierzając mi urząd prezesa, aby zapobiec temu bezprawnemu aktowi, który mógłby zostać popełniony wobec was i wszystkich akcjonariuszy na całym świecie? Rozmyślałem i modliłem się o to bardzo. A późniejsza krytyka niektórych braci dowodzi, że mój wniosek w tym względzie był słuszny. Uznałem, że pozwolimy mu pozostać tak długo, jak wszystko pójdzie harmonijnie, jak Brat Russell i ja kiedyś się zgodziliśmy; wtedy nie będzie powodu, aby zakłócać ten bieg wydarzeń.
Ta groźba, w połączeniu z działaniem, które brat Johnson podjął w Anglii, faktycznie wchodząc do sądów i zamrażając pieniądze Towarzystwa, i zabierając pieniądze z sejfu i siłą przejmując biuro, wiedząc, że był radcą tych czterech braci i kierując ich postępowaniem, doprowadziło mnie do przekonania, że w pełni zamierzali spróbować zrealizować swoją groźbę. Wtedy ja zastanawiałem się:
Czy mam stać z boku i patrzeć, jak praca Towarzystwa jest niszczona i destabilizowana, czy też mam wykorzystać władzę prawną, którą Pan powierzył mi z racji powierzenia mi urzędu prezesa, aby zapobiec temu bezprawnemu aktowi, który mógłby się stać udziałem was i wszystkich akcjonariuszy na całym świecie?
Rozmyślałem i modliłem się nad tą sprawą bardzo intensywnie. Wspomniani czterej bracia wyrazili swoją determinację, aby przejąć zarządzanie sprawami Towarzystwa z moich rąk, gdzie zostało ono prawnie powierzone zarówno przez posiadaczy certyfikatów, jak i Radę Dyrektorów, i powierzyć je im.
Rodzina Betel była w bardzo nerwowym stanie z powodu toku postępowania, który ta czwórka prowadziła od jakiegoś czasu. Siły biurowe były zaniepokojene i groziły odejściem w chwili, gdy ta czwórka przejmie władzę. Kilku z rodziny Betel wyraziło swoją determinację, aby odejść z pracy, jeśli ta czwórka podejmie działania. Niektórzy z tej czwórki stwierdzili, że konsultują się z prawnikami, aby dowiedzieć się, co mogą ze mną zrobić. Jeden z nich potajemnie groził mi w obecności innych, że:
„Watch Tower Bible and Tract Society mogą zabrać fundusze, tak aby Stowarzyszenie Peoples nie mogło działać w Nowym Jorku.”
Oświadczenie złożone bratu Wisdomowi przez brata Hirsha, jednego z czterech, w tym sensie, że postanowili mnie „złamać” i nic nie mogło zmienić ich zamiaru, z wyjątkiem śmierci jednego z ich członków, a jeśli mogliby przejąć kontrolę nad pieniędzmi pokojowo, to zamrożą je w banku, tak aby nikt oprócz nich nie mógł ich wyciągnąć; i że jeśli nie skłonię się przed nimi, to będzie to dowodem, że byłem buntownikiem, a jeśli nastąpi upadek Towarzystwa, to będę całkowicie winny i odpowiedzialny.
Ta groźba, w połączeniu z działaniem, które brat Johnson podjął w Anglii, faktycznie wchodząc do sądów i zamrażając pieniądze Towarzystwa, i zabierając pieniądze z sejfu i siłą przejmując biuro, wiedząc, że był radcą tych czterech braci i kierując ich postępowaniem, doprowadziło mnie do przekonania, że w pełni zamierzali spróbować zrealizować swoją groźbę. Wtedy ja zastanawiałem się:
Czy mam stać z boku i patrzeć, jak praca Towarzystwa jest niszczona i destabilizowana, czy też mam wykorzystać władzę prawną, którą Pan powierzył mi z racji powierzenia mi urzędu prezesa, aby zapobiec temu bezprawnemu aktowi, który mógłby się stać udziałem was i wszystkich akcjonariuszy na całym świecie?
Rozmyślałem i modliłem się nad tą sprawą bardzo intensywnie, w tym sensie, że byli nastawieni na:
„Złamanie mnie” i nic nie mogło zmienić ich celu, z wyjątkiem śmierci jednego z ich członków, a jeśli mogliby przejąć kontrolę nad nimi pokojowymi metodami, to zamrożą pieniądze w banku, tak aby nikt oprócz nich nie mógł ich wyciągnąć; i że jeśli nie skłonię się przed nimi, to okaże się, że byłem buntownikiem i jeśli nastąpi upadek Towarzystwa, to będę całkowicie winny i odpowiedzialny.
Ta groźba, w połączeniu z działaniem, które brat Johnson podjął w Anglii, faktycznie wchodząc do sądów i zamrażając pieniądze Towarzystwa, i zabierając pieniądze z sejfu i siłą przejmując biuro, wiedząc, że był radcą tych czterech braci i kierując ich postępowaniem, doprowadziło mnie do przekonania, że w pełni zamierzali spróbować zrealizować swoją groźbę. Wtedy ja zastanawiałem się:
Czy mam stać z boku i patrzeć, jak praca Towarzystwa jest niszczona i destabilizowana, czy też mam wykorzystać władzę prawną, którą Pan powierzył mi z racji powierzenia mi urzędu prezesa, aby zapobiec temu bezprawnemu aktowi, który mógłby się stać udziałem was i wszystkich akcjonariuszy na całym świecie?
Rozmyślałem i modliłem się nad tą sprawą bardzo intensywnie, w tym sensie, że byli nastawieni na:
„Złamanie mnie” i nic nie mogło zmienić ich celu, z wyjątkiem śmierci jednego z ich członków, a jeśli mogliby przejąć kontrolę nad nimi pokojowymi metodami, to zamrożą pieniądze w banku, tak aby nikt oprócz nich nie mógł ich wyciągnąć; i że jeśli nie skłonię się przed nimi, to okaże się, że byłem buntownikiem i jeśli nastąpi upadek Towarzystwa, to będę całkowicie winny i odpowiedzialny.
Ta groźba, w połączeniu z działaniem, które brat Johnson podjął w Anglii, faktycznie wchodząc do sądów i zamrażając pieniądze Towarzystwa, i zabierając pieniądze z sejfu i siłą przejmując biuro, wiedząc, że był radcą tych czterech braci i kierując ich postępowaniem, doprowadziło mnie do przekonania, że w pełni zamierzali spróbować zrealizować swoją groźbę. Wtedy ja zastanawiałem się:
Czy mam stać z boku i patrzeć, jak praca Towarzystwa jest niszczona i destabilizowana, czy też mam wykorzystać władzę prawną, którą Pan powierzył mi z racji powierzenia mi urzędu prezesa, aby zapobiec temu bezprawnemu aktowi, który mógłby się stać udziałem was i wszystkich akcjonariuszy na całym świecie?
Rozmyślałem i modliłem się nad tą sprawą bardzo intensywnie, 1 sierpnia 1917 roku, konsultując się z innymi braćmi, jak wskazano powyżej. Doszedłem do wniosku, że moim obowiązkiem jest wykorzystać moc, którą Pan dał mi w ręce, aby wspierać interesy akcjonariuszy i innych osób zainteresowanych Prawdą na całym świecie, które oczekują ode mnie wiernego wykonywania moich obowiązków; a niewierność wobec nich byłaby niewiernością wobec Pana.
Postanowiłem podjąć działania. Wiedząc, że prawo wymaga, aby trzech członków Zarządu było mieszkańcami stanu Pensylwania i że mianowanie powinno nastąpić w Pensylwanii, udałem się do Pittsburgha i 12 lipca 1917 roku zatwierdzono tam dr. W.E. Spill i brata J.A. Bohneta z hrabstwa Allegheny w Pensylwanii oraz brata George’a H. Fishera ze Scranton w Pensylwanii; oraz brata A.H. Macmillana z Nowego Jorku jako członków Zarządu. Każdy z wyżej wymienionych braci podpisał pisemne przyjęcie takiej nominacji. Mieliśmy wówczas pełny i kompletny Zarząd, składający się z siedmiu członków, a mianowicie: braci Van Amburgh, Pierson, Spill, Bohnet, Macmillan, Fisher i Rutherford.
Wszyscy ci bracia podpisali oświadczenie o zgodzie na spotkanie Zarządu, zgadzając się, że spotkanie Zarządu odbędzie się 17 lipca 1917 roku. Powiadomiłem o tym spotkaniu wyżej wymienionych braci: Wrighta, Ritchiego, Hirsha i Hoskinsa, jak wynika z powyższej korespondencji, i otrzymałem od nich potwierdzenie otrzymania takiego powiadomienia oraz odmowę.
Rano ponownie ogłoszono przy stole w Betel zebranie Zarządu, a jeden z wyżej wymienionych czterech podszedł do mnie i w bardzo bezczelny sposób powiedział: — Dzisiaj nie będzie posiedzenia Zarządu; rozumiesz to? Odpowiedziałem jedynie: — Bardzo dobrze, bracie.
O wyznaczonej godzinie należycie i legalnie ukonstytuowany Zarząd Towarzystwa Watch Tower Bible and Tract Society zebrał się zgodnie z zawiadomieniem i pisemną zgodą i rozpoczął obrady. Następnie sporządziłem pisemny raport z działalności i pracy stowarzyszenia od śmierci brata Russella, a po jego wysłuchaniu Zarząd przygotował, podpisał i przyjął rezolucję, której dokładna kopia znajduje się na pierwszej stronie.
Działania co najmniej dwóch z czterech wyżej wymienionych braci, podjęte po ich groźbach, wskazują na ich zamiar zrealizowania groźby. Ich plan polegał na wzbudzeniu podniecenia wśród przyjaciół, że ignoruję ich wolę i ignorując Radę Dyrektorów w zarządzaniu Towarzystwem, a po wywołaniu znacznego sprzeciwu wobec mnie, podjęli uchwałę o odebraniu mi prawa do zarządzania sprawami Towarzystwa.
Zwołali posiedzenie Rady Dyrektorów na 20 lipca. W niedzielę wieczorem, 15 lipca, zanim dowiedzieli się, że podjąłem działania w celu powołania członków Zarządu, brat Hoskins odwołał swoje spotkanie z P.P.A. (Peoples Pulpit Association) w Bridgeton w stanie New Jersey i spotkał się z bratem Hirshem w Filadelfii. Żaden z nich nie miał tam umówionego spotkania, ale obaj się pojawili i na zebraniu kościoła oskarżyli brata Van Amburgha i mnie, co bardzo podburzyło przyjaciół. Dzień wcześniej zwołałem zebranie kongregacji w Brooklynie w innym celu, które miało się odbyć w środę wieczorem, 18 lipca. Ich plan miał uniemożliwić zebranie Zarządu do czasu, aż zgromadzenie w Brooklynie się spotka, po czym spodziewali się kolejnej kłótni, a następnie na spotkaniu 20 lipca, jako Zarząd Dyrektorów, związać mi ręce, a jeśli zaprotestuję, zamrożą fundusze w banku. Zdyskredytowanie mnie przed dwoma zgromadzeniami wydawałoby się usprawiedliwieniem dla pozbawienia mnie zarządzania Towarzystwem. Robili to, ponieważ nie zostali tak uhonorowani, jak uważali, że im się należy.
Klasa filadelfijska zaprosiła mnie, abym przyszedł tam wieczorem 20 lipca i przedstawił fakty. Po południu, zanim wyruszyłem do Filadelfii, brat Hirsh podszedł do mnie i powiedział: — Bracie Rutherford, czy nie moglibyśmy tego naprawić? Odpowiedziałem: — Zawsze chętnie wszystko naprawię, jeśli da się to zrobić dobrze. Powiedział: — Czy nie możesz przywrócić nas do stanu sprzed spotkania? Powiedziałem: — Nie, bracie Hirsh, nie mogę i nie ma sensu o tym dyskutować. Następnie powiedział: — Jeśli przywrócisz mnie do zarządu, pojadę dziś wieczorem do Filadelfii i załatwię z nimi sprawę bardziej niż dobrze i zadowolę wszystkich. Natychmiast odmówiłem, mówiąc: — Nie, bracie Hirsh, nie zaoferuję ci niczego w zamian za zajęcie takiego stanowiska; idź do Filadelfii i powiedz prawdę. Bardzo źle zrobiłeś! Poszedłem tam ostatniej nocy i powiedziałem, co zrobiłeś. Teraz, jeśli chcesz postąpić właściwie, idź i powiedz im prawdę. Jeśli uważasz, że Pan chce, abyś to zrobił, to zrób to, ale nie zawrę z tobą żadnej umowy, aby cię do tego nakłonić.
NIE STWIERDZONO RZECZYWISTEJ WINY
W żadnym momencie wymienieni wyżej czterej bracia ani żadna inna osoba nie wykazała ani nie oskarżyła prezesa w jakikolwiek sposób o niewłaściwe postępowanie lub niewłaściwe zarządzanie korporacją. Wydaje się, że nagle ogarnęło ich niefortunne pragnienie otrzymania zaszczytów jako członkowie Rady Dyrektorów i nalegania na wykonywanie władzy w wydawaniu poleceń dotyczących sposobu wykonywania pracy. Nie potrafię tego tak dobrze wyrazić, jak zostało to wyrażone w liście napisanym do mnie przez jednego z braci pielgrzymów, który niniejszym załączam:
Ta groźba, w połączeniu z działaniem, które brat Johnson podjął w Anglii, faktycznie wchodząc do sądów i zamrażając pieniądze Towarzystwa, i zabierając pieniądze z sejfu i siłą przejmując biuro, wiedząc, że był radcą tych czterech braci i kierując ich postępowaniem, doprowadziło mnie do przekonania, że w pełni zamierzali spróbować zrealizować swoją groźbę. Wtedy ja zastanawiałem się: Czy mam stać z boku i patrzeć, jak praca Towarzystwa jest niszczona i destabilizowana, czy też mam wykorzystać władzę prawną, którą Pan powierzył mi z racji powierzenia mi urzędu prezesa, aby zapobiec temu bezprawnemu aktowi, który mógłby się stać udziałem was i wszystkich akcjonariuszy na całym świecie? Rozmyślałem i modliłem się nad tą sprawą bardzo intensywnie.
Waynesboro, Wirginia, 9 lipca 1917 r.
„Drogi Bracie Rutherfordzie:
Moje serce raduje się po moim pobycie w Betel, zauważając lojalność, umiarkowanie i mądrość z góry okazaną przez braci, szczególnie ze strony tych, którzy pozostali u władzy, aby reprezentować Zarząd Towarzystwa. Z żalem i zmartwieniem obserwowałem błędne rozumowanie niektórych, którzy uważają za poważny błąd to, że nie są bardziej wyeksponowani. Z moich obserwacji w domu i w terenie obawiam się, że ci sami bracia, zamiast wzburzyć czyste umysły przyjaciół, sieją nielojalność wobec Prawdy i służby.
Zamiast tej procedury, spotkanie z otwartością ujawnia, jak wielką stratą dla świata byłoby, gdyby takim ludziom udzielono większej władzy. Można również zauważyć, że zły duch prowadzi do błędnego stosowania Pisma Świętego, a te same Pisma, które czytane są poprawnie, ujawniłyby błędność ich postępowania, błędnie odczytane, dowodząc im, że mają rację. Jak smutno widzieć, jak drodzy bracia zbliżają się do „zewnętrznej ciemności”.
Nie byłoby twoją winą, drogi Bracie Rutherfordzie, gdyby nadmierne docenianie przez brata jego egoistycznych interesów i niedocenianie interesów ludu Pańskiego ograniczało jego użyteczność i znaczenie w służbie. Jak oczywiste jest, że pełna miłości służba wobec braci schodzi na drugi plan lub całkowicie znika z oczu, gdy tacy starają się wzbudzić ludzkie współczucie po swojej stronie. Czym może być to ramię ciała? Żal nie polega na tym, że lud Pański nie jest obsługiwany, ani że jest utrudniany, ale cała skarga jest taka: oni nie są bardziej zaszczyceni. Ci zdają się uważać, że sprawa ucierpi, aby ich cenny cel mógł zostać osiągnięty.
Jaka jest moc w Chrystusie, oprócz tej danej przez Głowę? Kościół nie jest demokracją, jak ci zdają się myśleć. Kiedy ludzie starają się za pomocą wpływów, większości, sympatii zdobyć władzę i znaczenie nie dane przez Pana, z pewnością pomijają Boski autorytet w Kościele. Z drugiej strony, drogi bracie, jeśli uważnie poszukujesz umysłu i woli Pana, daje to braciom zaufanie do ciebie. Z tego powodu miłość i szacunek, które dają człowiekowi, są bardziej godne uwagi niż te oparte na faworyzowaniu.
Możemy z drżeniem myśleć o możliwych konsekwencjach buntu przeciwko naszemu przymierzu posłuszeństwa woli Chrystusa na rzecz naszej ludzkiej woli. Bądź pewien, że jeśli niektórzy wyraźnie dadzą do zrozumienia, że już nie „trzymają się Głowy” z należytym szacunkiem, inni z nas są przyciągani bliżej naszej Głowy, bliżej siebie nawzajem i bliżej Ciebie w lojalności wobec służby, która jest naszym pokarmem i napojem.
Modląc się, aby każda próba wykazała, że jesteśmy wierni Jego woli i naszemu przymierzu poświęcenia, pozostaję,
Twój w miłości i służbie Chrystusowi, M.L. Herr”
ICH SKARGI I INTENCJE
Czterech braci, którzy zajęli stanowisko w opozycji do spraw Towarzystwa i odmówili uczestnictwa w spotkaniu Zarządu Dyrektorów, sprawiło, że rodzina Betel była tak zaniepokojona panującymi warunkami, iż stało się konieczne, abym złożył oświadczenie — w jadalni, co uczyniłem we wtorek, 17 lipca, na zakończenie którego prawnik panów Hirsha, Hoskinsa i innych złożył długie oświadczenie, po którym nastąpiły dalsze kroki.
Zamiast tej procedury, spotkanie z otwartością ujawnia, jak wielką stratą dla świata byłoby udzielenie im większej władzy. Można również zauważyć, że niewłaściwy duch prowadzi do błędnego stosowania Pisma Świętego, a te same Pisma, które czyta się poprawnie, ujawniają błędność ich postępowania, błędnie odczytują, dowodząc im, że mają rację. Jak smutno widzieć, jak drodzy bracia zbliżają się do „ciemności zewnętrznej”.
Nie byłoby twoją winą, drogi Bracie Rutherfordzie, gdyby brat nadmiernie doceniał swoje egoistyczne interesy i niedoceniał interesów ludu Pańskiego, ograniczając jego użyteczność i znaczenie w służbie. Jakże oczywiste jest, że pełna miłości służba braciom schodzi na dalszy plan lub całkowicie znika z pola widzenia, gdy tacy starają się wzbudzić ludzkie współczucie po swojej stronie. Czymże może być to ramię ciała? Żal nie polega na tym, że lud Pański nie jest obsługiwany, ani że jest utrudniany, ale cała skarga jest taka: oni nie są bardziej zaszczyceni. Ci zdają się uważać, że sprawa ucierpi, aby ich cenny cel mógł zostać osiągnięty.
„Jaka jest moc w Chrystusie, oprócz tej danej przez Głowę? Kościół nie jest demokracją, jak ci zdają się myśleć. Kiedy ludzie starają się za pomocą wpływów, większości, sympatii zdobyć władzę i znaczenie nie dane przez Pana, z pewnością pomijają Boski autorytet w Kościele. Z drugiej strony, drogi bracie, jeśli uważnie poszukujesz umysłu i woli Pana, daje to braciom zaufanie do ciebie. Z tego powodu miłość i szacunek, które dają człowiekowi, są bardziej godne uwagi niż te oparte na faworyzowaniu.
Możemy z drżeniem myśleć o możliwych konsekwencjach buntu przeciwko naszemu przymierzu posłuszeństwa woli Chrystusa na rzecz naszej ludzkiej woli. Bądź pewien, że jeśli niektórzy wyraźnie dadzą do zrozumienia, że już nie „trzymają się Głowy” z należytym szacunkiem, inni z nas są przyciągani bliżej naszej Głowy, bliżej siebie nawzajem i bliżej Ciebie w lojalności wobec służby, która jest naszym pokarmem i napojem.
Modląc się, aby każda próba wykazała, że jesteśmy wierni Jego woli i naszemu przymierzu poświęcenia, pozostaję,
Twój w miłości i służbie Chrystusowi, > M.L. Herr”
Ich skargi i intencje
Czterech braci, którzy zajęli stanowisko w opozycji do spraw Towarzystwa i odmówili uczestnictwa w spotkaniu Zarządu Dyrektorów, a rodzina Betel była tak zaniepokojona panującymi warunkami, że stało się konieczne, abym złożył oświadczenie — w jadalni, co uczyniłem we wtorek, 17 lipca, na zakończenie którego prawnik panów Hirsha, Hoskinsa i innych złożył długie oświadczenie, po którym nastąpiły…
Zamiast tej procedury, spotkanie z otwartością ujawnia, jak wielką stratą dla świata byłoby udzielenie im większej władzy. Można również zauważyć, że niewłaściwy duch prowadzi do błędnego stosowania Pisma Świętego, a te same Pisma, które czyta się poprawnie, ujawniają błędność ich postępowania, błędnie odczytują, dowodząc im, że mają rację. Jak smutno widzieć, jak drodzy bracia zbliżają się do „ciemności zewnętrznej”. Nie byłoby twoją winą, drogi Bracie Rutherfordzie, gdyby brat nadmiernie doceniał swoje egoistyczne interesy i niedoceniał interesów ludu Pańskiego, ograniczając jego użyteczność i znaczenie w służbie. Jakże oczywiste jest, że pełna miłości służba braciom schodzi na dalszy plan lub całkowicie znika z pola widzenia, gdy tacy starają się wzbudzić ludzkie współczucie po swojej stronie. Czymże może być to ramię ciała? Żal nie polega na tym, że lud Pański nie jest obsługiwany, ani że jest utrudniany, ale cała skarga jest taka: oni nie są bardziej zaszczyceni. Ci zdają się uważać, że sprawa ucierpi, aby ich cenny cel mógł zostać osiągnięty.
„Jaka jest moc w Chrystusie, oprócz tej danej przez Głowę? Kościół nie jest demokracją, jak ci zdają się myśleć. Kiedy ludzie starają się za pomocą wpływów, większości, sympatii zdobyć władzę i znaczenie nie dane przez Pana, z pewnością pomijają Boski autorytet w Kościele. Z drugiej strony, drogi bracie, jeśli uważnie poszukujesz umysłu i woli Pana, daje to braciom zaufanie do ciebie. Z tego powodu miłość i szacunek, które dają człowiekowi, są bardziej godne uwagi niż te oparte na faworyzowaniu.
Możemy z drżeniem myśleć o możliwych konsekwencjach buntu przeciwko naszemu przymierzu posłuszeństwa woli Chrystusa na rzecz naszej ludzkiej woli. Bądź pewien, że jeśli niektórzy wyraźnie dadzą do zrozumienia, że już nie „trzymają się Głowy” z należytym szacunkiem, inni z nas są przyciągani bliżej naszej Głowy, bliżej siebie nawzajem i bliżej Ciebie w lojalności wobec służby, która jest naszym pokarmem i napojem.
Modląc się, aby każda próba wykazała, że jesteśmy wierni Jego woli i naszemu przymierzu poświęcenia, pozostaję,
Twój w miłości i służbie Chrystusowi, > M.L. Herr”
Ta groźba, w połączeniu z działaniem, które brat Johnson podjął w Anglii, faktycznie wchodząc do sądów i zamrażając pieniądze Towarzystwa, i zabierając pieniądze z sejfu i siłą przejmując biuro, wiedząc, że był radcą tych czterech braci i kierując ich postępowaniem, doprowadziło mnie do przekonania, że w pełni zamierzali spróbować zrealizować swoją groźbę. Wtedy ja zastanawiałem się:
Czy mam stać z boku i patrzeć, jak praca Towarzystwa jest niszczona i destabilizowana, czy też mam wykorzystać władzę prawną, którą Pan powierzył mi z racji powierzenia mi urzędu prezesa, aby zapobiec temu bezprawnemu aktowi, który mógłby się stać udziałem was i wszystkich akcjonariuszy na całym świecie?
Rozmyślałem i modliłem się nad tą sprawą bardzo intensywnie, 1 sierpnia 1917 roku, konsultując się z innymi braćmi, jak wskazano powyżej. Doszedłem do wniosku, że moim obowiązkiem jest wykorzystać moc, którą Pan dał mi w ręce, aby wspierać interesy akcjonariuszy i innych osób zainteresowanych Prawdą na całym świecie, które oczekują ode mnie wiernego wykonywania moich obowiązków; a niewierność wobec nich byłaby niewiernością wobec Pana.
Postanowiłem podjąć działania. Wiedząc, że prawo wymaga, aby trzech członków Zarządu było mieszkańcami stanu Pensylwania i że mianowanie powinno nastąpić w Pensylwanii, udałem się do Pittsburgha i 12 lipca 1917 roku zatwierdzono tam dr. W.E. Spill i brata J.A. Bohneta z hrabstwa Allegheny w Pensylwanii oraz brata George’a H. Fishera ze Scranton w Pensylwanii; oraz brata A.H. Macmillana z Nowego Jorku jako członków Zarządu. Każdy z wyżej wymienionych braci podpisał pisemne przyjęcie takiej nominacji. Mieliśmy wówczas pełny i kompletny Zarząd, składający się z siedmiu członków, a mianowicie: braci Van Amburgh, Pierson, Spill, Bohnet, Macmillan, Fisher i Rutherford.
Wszyscy ci bracia podpisali oświadczenie o zgodzie na spotkanie Zarządu, zgadzając się, że spotkanie Zarządu odbędzie się 17 lipca 1917 roku. Powiadomiłem o tym spotkaniu wyżej wymienionych braci: Wrighta, Ritchiego, Hirsha i Hoskinsa, jak wynika z powyższej korespondencji, i otrzymałem od nich potwierdzenie otrzymania takiego powiadomienia oraz odmowę.
Rano ponownie ogłoszono przy stole w Betel zebranie Zarządu, a jeden z wyżej wymienionych czterech podszedł do mnie i w bardzo bezczelny sposób powiedział: — Dzisiaj nie będzie posiedzenia Zarządu; rozumiesz to? Odpowiedziałem jedynie: — Bardzo dobrze, bracie.
O wyznaczonej godzinie należycie i legalnie ukonstytuowany Zarząd Towarzystwa Watch Tower Bible and Tract Society zebrał się zgodnie z zawiadomieniem i pisemną zgodą i rozpoczął obrady. Następnie sporządziłem pisemny raport z działalności i pracy stowarzyszenia od śmierci brata Russella, a po jego wysłuchaniu Zarząd przygotował, podpisał i przyjął rezolucję, której dokładna kopia znajduje się na pierwszej stronie.
Działania co najmniej dwóch z czterech wyżej wymienionych braci, podjęte po ich groźbach, wskazują na ich zamiar zrealizowania groźby. Ich plan polegał na wzbudzeniu podniecenia wśród przyjaciół, że ignoruję ich wolę i ignorując Radę Dyrektorów w zarządzaniu Towarzystwem, a po wywołaniu znacznego sprzeciwu wobec mnie, podjęli uchwałę o odebraniu mi prawa do zarządzania sprawami Towarzystwa.
Zwołali posiedzenie Rady Dyrektorów na 20 lipca. W niedzielę wieczorem, 15 lipca, zanim dowiedzieli się, że podjąłem działania w celu powołania członków Zarządu, brat Hoskins odwołał swoje spotkanie z P.P.A. (Peoples Pulpit Association) w Bridgeton w stanie New Jersey i spotkał się z bratem Hirshem w Filadelfii. Żaden z nich nie miał tam umówionego spotkania, ale obaj się pojawili i na zebraniu kościoła oskarżyli brata Van Amburgha i mnie, co bardzo podburzyło przyjaciół.
Dzień wcześniej zwołałem zebranie kongregacji w Brooklynie w innym celu, które miało się odbyć w środę wieczorem, 18 lipca. Ich plan miał uniemożliwić zebranie Zarządu do czasu, aż zgromadzenie w Brooklynie się spotka, po czym spodziewali się kolejnej kłótni, a następnie na spotkaniu 20 lipca, jako Zarząd Dyrektorów, związać mi ręce, a jeśli zaprotestuję, zamrożą fundusze w banku. Zdyskredytowanie mnie przed dwoma zgromadzeniami wydawałoby się usprawiedliwieniem dla pozbawienia mnie zarządzania Towarzystwem. Robili to, ponieważ nie zostali tak uhonorowani, jak uważali, że im się należy.
Klasa filadelfijska zaprosiła mnie, abym przyszedł tam wieczorem 20 lipca i przedstawił fakty. Po południu, zanim wyruszyłem do Filadelfii, brat Hirsh podszedł do mnie i powiedział: — Bracie Rutherford, czy nie moglibyśmy tego naprawić? Odpowiedziałem: — Zawsze chętnie wszystko naprawię, jeśli da się to zrobić dobrze. Powiedział: — Czy nie możesz przywrócić nas do stanu sprzed spotkania? Powiedziałem: — Nie, bracie Hirsh, nie mogę i nie ma sensu o tym dyskutować. Następnie powiedział: — Jeśli przywrócisz mnie do zarządu, pojadę dziś wieczorem do Filadelfii i załatwię z nimi sprawę bardziej niż dobrze i zadowolę wszystkich.
Natychmiast odmówiłem, mówiąc: — Nie, bracie Hirsh, nie zaoferuję ci niczego w zamian za zajęcie takiego stanowiska; idź do Filadelfii i powiedz prawdę. Bardzo źle zrobiłeś! Poszedłem tam ostatniej nocy i powiedziałem, co zrobiłeś. Teraz, jeśli chcesz postąpić właściwie, idź i powiedz im prawdę. Jeśli uważasz, że Pan chce, abyś to zrobił, to zrób to, ale nie zawrę z tobą żadnej umowy, aby cię do tego nakłonić.
NIE STWIERDZONO RZECZYWISTEJ WINY
W żadnym momencie wymienieni wyżej czterej bracia ani żadna inna osoba nie wykazała ani nie oskarżyła prezesa w jakikolwiek sposób o niewłaściwe postępowanie lub niewłaściwe zarządzanie korporacją. Wydaje się, że nagle ogarnęło ich niefortunne pragnienie otrzymania zaszczytów jako członkowie Rady Dyrektorów i nalegania na wykonywanie władzy w wydawaniu poleceń dotyczących sposobu wykonywania pracy. Nie potrafię tego tak dobrze wyrazić, jak zostało to wyrażone w liście napisanym do mnie przez jednego z braci pielgrzymów, który niniejszym załączam:
ICH SKARGI I INTENCJE
Czterech braci, którzy zajęli stanowisko w opozycji do spraw Towarzystwa i odmówili uczestnictwa w spotkaniu Zarządu Dyrektorów, sprawiło, że rodzina Bethel była tak zaniepokojona panującymi warunkami, iż stało się konieczne, abym złożył oświadczenie w jadalni. Uczyniłem to we wtorek, 17 lipca. Na zakończenie tego oświadczenia prawnik panów Hirsha, Hoskinsa i innych złożył długie oświadczenie, po którym nastąpiły porywcze przemówienia ze strony braci Hirsha i Hoskinsa.
W toku swoich uwag brat Hirsh stwierdził, że intencją tej czwórki było usunięcie brata Macmillana ze stanowiska, na którym umieścił go brat Russell; uważali bowiem, iż powinien on zostać ukarany. Nie znajdując nic poważnego, o co mógłby mnie oskarżyć, brat Hirsh po raz pierwszy zarzucił, że zamieszczałem własne artykuły w The Watch Tower zamiast artykułów napisanych przez brata Russella.
Aby wykazać, że jego stwierdzenie było nieuczciwe, zapytałem go publicznie, kto jest w posiadaniu rękopisu, który pozostawił brat Russell, a on odpowiedział, że on sam – co było prawdą. Był on w jego posiadaniu krótko po tym, jak został członkiem Komitetu Redakcyjnego, a ja nigdy, w żadnym momencie, nie ingerowałem w publikację żadnego z nich. Wręcz przeciwnie, przygotowałem trzy artykuły na temat wiary, nadziei i miłości i to na pilną prośbę brata Hirsha dwa z nich zostały opublikowane, a trzeci może zostać opublikowany w przyszłości. Nie prosiłem o ich publikację. W rzeczywistości nigdy nie było nieporozumień w Komitecie Redakcyjnym co do tego, co ma się ukazać, i żaden z członków nie próbował niczego dyktować. Komitet pozostawił bratu Hirshowi w dużej mierze wybór materiałów i przedłożenie ich pozostałym do zatwierdzenia.
Wysunął on podobny zarzut w odniesieniu do The Bible Students Monthly – „Dlaczego narody prowadzą wojnę?”. Pragnę tutaj oświadczyć to, co oświadczyłem przed rodziną, że to na pilną prośbę brata Hirsha, uzupełnioną prośbami braci Van Amburgha i Sturgeona, wyraziłem zgodę na wydanie tego numeru ochotniczego. Sam w żaden sposób o to nie prosiłem.
W SPRAWIE NUMERU OCHOTNICZEGO Z 1917 ROKU
Na poparcie tego załączam niniejszym oświadczenie pod przysięgą brata Hudgingsa, który kieruje całym drukiem dla Towarzystwa, a które przygotował całkowicie bez mojej wiedzy i prośby:
„Ja, William F. Hudgings, niniejszym zaświadczam pod przysięgą następujące fakty znane mi osobiście jako poprawne i prawdziwe:
(1) Że cała treść pojawiająca się w bieżącym numerze ochotniczym The Bible Students Monthly, t. 9, nr 5, została wybrana i przygotowana do publikacji przez brata Roberta H. Hirsha; że usilnie nalegał on na opublikowanie w nim dwóch kazań brata J. F. Rutherforda, zatytułowanych „Dlaczego narody prowadzą wojnę?” oraz „Dlaczego duchowieństwo atakuje Pastora Russella?”; że brat Rutherford wykazywał niewielkie lub żadne osobiste zainteresowanie wydaniem tego numeru ochotniczego, że nie wydał on żadnych instrukcji, pisemnych ani ustnych, działowi druku Towarzystwa w tej sprawie, oraz że przebywał w podróży z wykładami w czasie, gdy tekst był składany i układany w strony; że brat R. H. Hirsh zajmował się takim układem stron, nagłówków, ilustracji itp. z własnej inicjatywy i że brat Rutherford nie widział odbitek ostatecznego składu, dopóki matryce nie zostały wykonane i założone na maszynę oraz wydrukowano pewną ilość; że wspomniany R. H. Hirsh dobrowolnie oświadczył mi osobiście, iż uważa wspomniany numer ochotniczy za najlepszy numer, jaki kiedykolwiek wydało nasze Towarzystwo, i że nie sugerowałby żadnej innej treści ani układu materiału.
(2) Że brat R. H. Hirsh zasugerował i zredagował artykuł oraz jego nagłówek, pojawiający się na ostatnich stronach drugiego wydania numeru pamiątkowego The Watch Tower, zatytułowany: „Następca Pastora Russella, sędzia Joseph F. Rutherford”; że usilnie nalegał na jego publikację pomimo bezpośredniego protestu zarówno brata Rutherforda, jak i brata Van Amburgha; że druk tego drugiego wydania wspomnianego numeru pamiątkowego był opóźniony o ponad dwa tygodnie na prośbę brata R. H. Hirsha, który wyjaśnił niżej podpisanemu, że pragnie czasu na ponowną komunikację z bratem Rutherfordem (który był wówczas poza miastem), aby sprawdzić, czy nie uda mu się ostatecznie przekonać go do wyrażenia zgody na wstawienie tegoż artykułu, który brat Hirsh napisał własnoręcznie; że portrety i podpisy pod nimi w wyżej wymienionym artykule zostały zasugerowane i przygotowane przez R. H. Hirsha.
(3) Że powyższe fakty były swobodnie omawiane przez brata R. Hirsha i niżej podpisanego w pełnej wierze i zaufaniu przed czasem, gdy postawa tego pierwszego wobec brata Rutherforda uległa zmianie; że wszelkie twierdzenia lub sugestie sprzeczne z niniejszym zeznaniem są sprzeczne z faktami, o których osobiście wiem, że istnieją.
(4) Że niniejsze oświadczenie pod przysięgą zostało złożone całkowicie z mojej własnej woli i chęci, bez najmniejszej sugestii czy wiedzy kogokolwiek innego, a wyłącznie z osobistego pragnienia prawdy i sprawiedliwości w sprawach, które zostały niewłaściwie zinterpretowane.
William F. Hudgings. Podpisano i zaprzysiężono przede mną dnia 24 lipca 1917 r.”
Rodzina Betel lojalna
Aby pokazać, że personel biurowy i członkowie rodziny są ze mną zgodni, załączam niniejszym oświadczenie, przygotowane i podpisane przez nich bez mojej wiedzy i, oczywiście, bez mojej prośby:
„18 lipca 1917 r. DO WSZYSTKICH, KTÓRYCH MOŻE TO DOTYCZYĆ:
My, pracownicy Przybytku (Tabernacle), pragniemy wyrazić nasze uznanie dla naszego Prezesa jako kierownika pracy prowadzonej w biurze, którego jesteśmy sługami, zaznaczając, że ani razu nie padło nieuprzejme słowo do żadnego z nas w godzinach pracy ani w żadnym innym czasie. Zaobserwowaliśmy ulepszenia i wydajność w biurze, co było satysfakcjonujące.
Prezes (Brat Rutherford) nigdy nie wykazywał chęci dominacji ani dyrygowania pracą. Bardzo rzadko odwiedzał Tabernakulum lub w jakikolwiek sposób się narzucał. Chcemy otwarcie oświadczyć, że naszym pragnieniem jest wiernie służyć Panu i Jego ludowi pod kierownictwem obecnego zarządu, ponieważ wierzymy, że Pan błogosławi temu układowi. Nie mamy ani jednej wady do wytknięcia, lecz możemy zgodnie z prawdą powiedzieć, że praca w Biurze, tak jak jest ono prowadzone od czasu wyboru Brata Rutherforda, jest przyjemnością.”
Podpisani pracownicy: W. T. Hooper, N. Guzzetta, S. Levine, Margaret Baaser, Florence Pack, Ann J. Eshleman, Helen May Cohen, A. S. Eshleman, Pearl R. Arnold, W. H. Bareberry, J. W. Ferguson, W. E. Van Amburgh, Gertrude E. Penny, J. A. Macotson, Hermann H. Boranza, Gordon Sturgeon, Lupe T. Van Amburgh, W. Batta Lusk, Mary T. Haaruman, M. L. Rogers, Ida Wilson, Wm. F. Hudgings, Sister Miura, A. S. Zakian, Pearl, Sr. M. E. Woodley, M. E. Woodley, F. G. Mason, J. De Cecca, Fred L. Mason, A. H. Macmillan, Theo. Boranz, Mabel A. Russell, A. Donato, J. L. Maybee, R. J. Martin.
LISTY WSPARCIA OD RODZINY BETHEL
G. S. Muir – podobne oświadczenie zostało mi przekazane przez pracowników w Bethel:
„18 lipca 1917 r. DROGI BRACIE RUTHERFORD:
Zdając sobie sprawę, że znajdujesz się obecnie pod wielką presją w wyniku fałszywych oskarżeń, jakie zostały przeciwko tobie wysunięte, — my, niżej podpisani, pragniemy wyrazić naszą miłość i uznanie dla ciebie za twoją wierność w służbie Pańskiej, i z łaską oraz pomocą Pana będziemy stać przy tobie na dobre i na złe aż do końca.
Bro. Maybee, Sr. Maybee, Lewis T. Cohen, Emma Nyun, Sr. Hudgings, George Jones, Mary Barber, A. C. Anderson, Florence Roberts, W. T. Barber, C. Tomins, Fred G. Whelpton, V. France, C. E. Frost, Eugene Keurenpergen, Mrs. Jennie M. Barber”
1 sierpnia 1917 r. zapewnienia zostały przekazane. Bracia mieszkający w Świątyni w Nowym Jorku przesłali następujące:
„18 lipca 1917 r. DROGI BRACIE RUTHERFORD:
Chcielibyśmy w tym czasie zapewnić cię o naszej żarliwej chrześcijańskiej miłości i wyrazić naszą wdzięczność za twoją lojalność wobec Pana i wierność Sprawie Prawdy i Braciom. Codziennie modlimy się o ciągłe błogosławieństwo Pana dla twoich usług.
RODZINA TABERNACLE”
Dodatkowo, otrzymałem kilka listów pocieszających od różnych członków Rodziny Bethel:
„23 lipca 1917 r. DROGI BRACIE RUTHERFORD:
Nie możemy ci powiedzieć, jak bardzo nam przykro, że ta obecna chmura spoczywa nad domem. Modliliśmy się żarliwie za każdego z drogich braci zaangażowanych w tę sprawę, aby sprawy mogły zostać naprawione i aby braterska miłość trwała. Dziś wieczorem modlimy się, aby opatrzność Boża pozwoliła wszystkim dojść do porozumienia, nie tylko dla ich własnego dobra, ale dla dobra całego Kościoła. […] Chcemy zapewnić Cię, drogi Bracie, o naszej miłości, współczuciu i modlitwach w tej ciężkiej próbie – Twoje siostry w Chrystusie.”
„24 lipca 1917 r. DROGI BRACIE RUTHERFORD:
Nawet nasz Mistrz, który był doskonały, pragnął ludzkiego współczucia Swoich przyjaciół. Nie znamy sposobu, aby wyrazić Ci naszą miłość, drogi Bracie, poza słowami. Wierzymy, że zdecydowana większość drogiej rodziny Bethel odczuwa do Ciebie to, co wyrażają te słowa. […] Jesteś zawsze siłą i pocieszeniem dla lojalnych, wiernych braci, którzy dostrzegają w Tobie ducha naszego drogiego Pana i Głowy.
Twoi bracia w Jego miłości: M. L. Herr, Abner H. Eshleman, Stella M. Wilson, Ida C. Wilson, Florence Pack, Barber.”
„Brooklyn Bethel, 24 lipca 1917 r. NASZ UKOCHANY BRACIE RUTHERFORD —
Niech Pan cię błogosławi i strzeże. Niech Pan rozjaśni swoje oblicze nad tobą, okaże ci łaskę i da ci pokój! Chociaż pilnie powstrzymałam się od dyskusji, jak mnie proszono, zostałem wciągnięta w jedną ostatniej nocy wbrew mojej woli i celowi, i widzę wyraźnie, że to nie przynosi żadnego dobra. Odtąd, licząc Pana Jezusa jako moją wystarczalność, powstrzymam się całkowicie, prosząc o wybaczenie za to, że wydaję się zbyt gorąca, chociaż mówiłam tylko w obronie twojego stanowiska. Twoja siostra, Alice L. Darlington.”
WSZYSTKIE ZARZUTY CAŁKOWICIE BEZPODSTAWNE
Czterech braci oskarża mnie o zlekceważenie woli brata Russella. Takie stwierdzenie jest całkowicie bezpodstawne. Testament brata Russella został spisany w 1907 roku. W 1908 roku sędzia Carter, który był głównym doradcą brata Russella w pewnym procesie sądowym w Pittsburghu dotyczącym jego akcji z prawem głosu, o ile mi wiadomo, powiedział mu, że te akcje nie mogą być przenoszone w testamencie ani w żaden inny sposób. To samo pytanie pojawiło się na rozprawie w sprawie „Brooklyn Eagle” i ponownie omówiłem z nim tę sprawę. Brat Russell nigdy nie zmienił swojego testamentu w tej kwestii; w rzeczywistości został on zapieczętowany w 1910 roku i nie został otwarty aż do jego śmierci.
Wkrótce po jego śmierci poinformowałem Zarząd o powyższych faktach i zasugerowałem, że głosowanie tymi akcjami jest błędem. Chcieliśmy ustanowić precedens, aby w przypadku śmierci kogoś innego, czyi krewni byli przeciwni Prawdzie, nie mogli oni głosować swoimi akcjami na niekorzyść Towarzystwa. Za wiedzą i zgodą Zarządu uzyskaliśmy pisemną opinię kancelarii prawnej, którą brat Van Amburgh odczytał pięciu siostrom; w pełni zgodziły się one, że głosowanie nad tymi akcjami nie było mądre. Głosowaliby przecież na mnie – zatem z pewnością nie można powiedzieć, że zlekceważyłem testament z jakiegokolwiek ukrytego powodu.
Brat Russell nie powołał w testamencie Rady Dyrektorów. Prawo Pensylwanii oraz Statut mogą to tylko przewidywać. Nie ma ani jednego przypadku, w którym można by wskazać, że zlekceważyłem wolę brata Russella, z wyjątkiem głosowania na brata Sturgeona w Komitecie Redakcyjnym. To bracia Ritchie i Van Amburgh podpisali umowę sprzedaży Fotodramy i w tym poparli ich pozostali czterej bracia. To brat Ritchie jako pierwszy zaproponował przed Zarządem sprzedaż Angelophone i przekazanie mu przez Towarzystwo 18 000 dolarów, które wówczas znajdowały się na koncie firmy Angelophone i które należały do Towarzystwa, a także przejęcie przez niego nierozliczonych kontraktów. Zapobiegłem temu. Zgodnie z prawem stanu Nowy Jork, w celu ochrony Stowarzyszenia People’s Pulpit oraz zgodnie z wolą brata Russella, wyrażoną wcześniej bratu Cooke, część produkcyjna firmy Angelophone została sprzedana bratu Cooke, a Towarzystwo zastrzegło sobie prawo do sporządzania i udostępniania dokumentacji, którą nadal posiada.
Wyjaśnienie kwestii Zarządu i publikacji biografii
Drugie wydanie pamiątkowego wydania Watch Tower, które zawierało krótką biografię mnie, zostało rozesłane wielokrotnie. Brat Hirsh nalegał, aby to zrobić w interesie pracy. Pozostali członkowie Komitetu ostatecznie go poparli, a na koniec powiedziałem:
„Bracia, możecie robić, co chcecie, ale musicie wziąć na siebie odpowiedzialność”.
W ten sposób widać, że powstały sprzeciw nie został spowodowany żadnym rzekomym złym zarządzaniem lub niewłaściwym prowadzeniem spraw. Całe kłopoty powstały z powodu pragnienia wymienionych braci, aby pozbawić brata Macmillana pozycji, w jakiej umieścił go brat Russell i przejąć kontrolę, i tak związać mi ręce, że praktycznie nie mogłem nic zrobić. Przedstawiam te fakty zatem braciom wszędzie, aby wyjaśnić, co zrobiłem, i pozostawiam waszemu osądowi ustalenie, czy postąpiłem we właściwy sposób.
SIÓDMY TOM NARODZONY W BÓLACH
Przypominamy sobie zbieg okoliczności, o którym tu wspominamy. To rzeczywiście była wielka próba dla rodziny i dla innych drogich przyjaciół w całym kraju, którzy o tym słyszeli. Brat Russell powiedział kiedyś, że siódmy tom zostanie przekazany Kościołowi w godzinie jego największej potrzeby, aby ich pokrzepić i pocieszyć, a Pismo Święte przewiduje, że znajdą się szemracze, narzekający itd.
Siódmy tom, jak wiecie, jest już opublikowany. Pierwsze egzemplarze znajdowały się w jadalni Betel w południe we wtorek, 17 lipca. Kończąc moje oświadczenie dla rodziny o tym, co doprowadziło do tych okoliczności, oświadczyłem, że Siódmy Tom jest dostępny do rozdania każdemu, kto go zapragnie; i natychmiast potem ataki rozpoczęły się na mnie ze strony braci Hirsha i Hoskinsa. Wierzymy, że uważne i pełne modlitwy przeczytanie Siódmego Tomu, który jest teraz w Waszych rękach, pozwoli wszystkim drogim przyjaciołom na całym świecie znaleźć pocieszenie i pomoc oraz zdecydować, jakie postępowanie powinniśmy podjąć w obecnym kryzysie.
Kompilacja Siódmego Tomu była w toku od czasu śmierci brata Russella. Rękopis był gotowy do publikacji mniej więcej w czasie, gdy rozpoczął się wspomniany wyżej sprzeciw. Miałem właśnie przedstawić odbitki drukarskie tym i innym braciom w momencie wystąpienia tych problemów, ale widząc ich gwałtowny sprzeciw, wiedziałem, że publikacja zostanie opóźniona, jeśli będą nalegać na przeczytanie rękopisu i wcześniejsze zgłoszenie zastrzeżeń. Skonsultowałem się z braćmi Van Amburghem, Macmillanem, Martinem i Hudgingsem i doszedłem do wniosku, że biorąc pod uwagę fakt, iż nadeszła najlepsza okazja do publikacji, a wydanie trafi do drukarni w niedługim czasie, proces powinien być kontynuowany.
Zauważono, że prawdopodobnie ci bracia podniosą kwestię, czy sprzeniewierzyliśmy fundusze na publikację tego tomu. Pan zdawał się natychmiast odpowiadać na wszelkie takie zarzuty. Jakiś czas po śmierci brata Russella bardzo drogi brat Truth napisał do mnie, że ma trochę pieniędzy, które chciałby przeznaczyć na jakieś specjalne dzieło, jeśli dam mu znać, że może to zrobić w dowolnym momencie. Widząc, że publikacja tomu zbliża się, napisałem do tego brata, że siódmy tom wkrótce zostanie opublikowany i, mając na uwadze jego wcześniejszą uprzejmą ofertę, jedynie mu o tym przypomniałem. Następny list przyniósł mi czek w kwocie wystarczającej na publikację, a ja wykorzystałem te pieniądze na zapłacenie drukarzom zamiast prosić Skarbnika o zapłacenie za to samo. Wykorzystałem je za pełną wiedzą, zgodą i kierownictwem brata, który je dostarczył.
Pragnąc, aby bracia w całym kraju otrzymali tę książkę tak szybko, jak to możliwe, ponieważ jest to ostatnie dziedzictwo naszego ukochanego Pastora dla drogiego Izraela Bożego, postanowiliśmy wysłać ją pocztą, aby każdy otrzymał ją praktycznie w tym samym czasie; a pieniądze od wyżej wymienionego drogiego brata pokryły również opłatę pocztową.
Podsumowanie brata Hemery’ego
Kierownika oddziału w Londynie, przeglądającego sytuację w Brytanii
Poniższe podsumowanie sytuacji w Anglii przedstawił Brat Hemery, Kierownik londyńskiego biura Towarzystwa, przed londyńską kongregacją w niedzielę 1 kwietnia 1917 r.:
„W zeszłą niedzielę Brat Thackway powiedział coś, co powinien był powiedzieć przeze mnie w odniesieniu do Brata Johnsona i jego stanowiska. Cieszę się z jednej strony, że mam przywilej mówić o tej sprawie, aby złagodzić pewien niepokój, który zapewne odczuwacie, ale jednocześnie jest mi przykro, że muszę to powiedzieć. Wywnioskowaliście z tego, co Brat Thackway powiedział dwa tygodnie temu, że sytuacja była wówczas poważna. Jest poważna i bardzo smutna.
Z mojego rozumienia jest to jedna z najsmutniejszych rzeczy, które trzeba będzie odnotować w całej sprawie związanej z Pracą Żniwną; nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to tragedia, ponieważ zbliżamy się do najpoważniejszej ze wszystkich spraw, z którymi mamy do czynienia – sprawy Brata Johnsona. Oświadczenie Brata Thackwaya do Was dwa tygodnie temu było, można powiedzieć, kompletne samo w sobie, ale od tego czasu nastąpiły pewne zmiany i prawdopodobnie uznam za konieczne, aby powiedzieć Wam coś więcej. Macie prawo w tej sprawie, będąc tak blisko związanymi z Watch Tower Bible & Tract Society, które reprezentował Brat Johnson.
Brat Thackway mówił o buncie – mocne słowo, ale prawdziwe, ponieważ brat Johnson nie tylko okazał się nielojalny wobec swojego przełożonego w pracy, ale wręcz aktywnie sprzeciwiał się bezpośrednim poleceniom. Obrał inną drogę i zaprzeczył wszelkiej władzy, jaka powinna być udzielona w tych okolicznościach. Bardzo pokrótce przedstawię okoliczności, nie wdając się jednak w szczegóły, ponieważ wiele z nich jest wam bliskich.
Wiecie, że wkrótce po przybyciu Brata Johnsona tutaj, spotkał się on, jak uważał, ze sprzeciwem wobec swojego postępowania u moich dwóch kolegów, braci Shearna i Crawforda, i wiecie, jak zwolnił ich z urzędu. Przyjęli swoje zwolnienie; następnie, ponieważ zbliżał się termin wyborów w naszym Kościele, sprzeciwił się wysuwaniu ich nazwisk do wyboru ze względu na sprawę, w którą byli zaangażowani oni i kilku innych starszych. Ta sprawa została częściowo rozstrzygnięta, ale jeśli chodzi o braci Shearna i Crawforda, ich nominacja nadal jest ważna i czekamy na raport Brata Rutherforda z jego decyzji po zapoznaniu się z faktami sprawy przedstawionymi przez Komisję, którą sam powołał.
Brat Johnson w swoim roszczeniu twierdził, że miał pełne prawo do kontrolowania urzędu i pełne prawo do kontrolowania brytyjskiego dzieła. Zapewnił nas, że omówił swoje kwalifikacje z Komitetem Wykonawczym w Brooklynie i że nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko uważać go za akredytowanego brata. Niemniej jednak postąpił tak, a my się zgodziliśmy, ale kiedy brat Rutherford dowiedział się o poczynaniach brata Johnsona, odstąpił od jego działań i telegrafował do niego, że nie są one autorytatywne.
Później brat Johnson, zdając się wzrastać dzięki władzy, jaką sprawował i widząc, że inni są mu posłuszni, postawił się na wyższej pozycji, niż miał prawo to zrobić. Zaczął mieć o sobie wysokie mniemanie i dostrzegać, ku własnej satysfakcji, że „wypełnia biblijne typy”, które prowadzą go do wyższych i większych rzeczy. Zaczął postrzegać siebie jako dość ważną osobistość. Wymieniono depesze między nim a bratem Rutherfordem. Brat Rutherford wysłał telegram, który został odczytany tutaj w niedzielę 4 marca, mówiąc, że bracia Shearn i Crawford mają zostać przywróceni do urzędu, a działanie brata Johnsona było całkowicie bezprawne.
W tym tygodniu brat Johnson udał się do Liverpoolu. Tam otwarcie oświadczył braciom, że jest „Szafarzem” (Zarządcą) z Przypowieści (Mt 20,8). Było to śmiałe stwierdzenie. Oznaczało to, że był następcą brata Russella, a chociaż wiele głosów mogłoby wyznaczyć prezesa na głowę The Watch Tower, to sam Pan ustanowił brata Johnsona „zarządcą” wszystkich swoich dóbr i rozdzielcą możliwości służby. Brat Johnson napomknął mi o tym w mglisty sposób, ale kiedy publicznie to ogłosił w Liverpoolu, natychmiast napisałem do niego, że jestem mu przeciwny – nie osobiście, ale dlatego, że nie wierzę w jego roszczenia. Całkowicie je odrzucam. Stwierdziłem, że jeśli będzie się upierał przy swoim, oznacza to, że jego praca w Wielkiej Brytanii jest skończona, ponieważ niemożliwe jest, aby „zarządca” przebywał w Wielkiej Brytanii, podczas gdy prezes jedynego kanału błogosławieństwa dla ludu Pańskiego jest w Ameryce.
Nalegałem, aby natychmiast udał się do Ameryki i tam przedstawił swoje roszczenia. Będąc w Liverpoolu, wysłał długi telegram do brata Rutherforda (który przebywał w Kalifornii), informując go o swoich czynach. Napisał w nim, że skoro dokonał pewnych rzeczy w Przybytku 28 stycznia, został wyznaczony przez Pana „Szafarzem” i opuścił Przybytek ubrany tak, jak Mordechaj, gdy opuszczał obecność króla (zob. Estera 8:15). Poprosił brata Rutherforda o wysłanie mu „prawej ręki” i stwierdził, że nie może oderwać rąk od pracy tutaj.
Brat Rutherford odpisał, że jego praca reprezentacyjna w Londynie została ukończona i że ma natychmiast wrócić do Ameryki. Poinformował nasze biuro, że brat Johnson nie ma już żadnego upoważnienia do reprezentowania Towarzystwa w jakikolwiek sposób. Stanowisko brata Rutherforda było takie, że człowiek, który wysłałby taki telegram jak on, nie jest w odpowiednim stanie psychicznym, aby reprezentować Towarzystwo. Nakazał nam anulować wszelkie prace Johnsona i odesłać go.
Brat Johnson wrócił z Liverpoolu i przez kilka dni milczał, pozornie godząc się z tym. Wrócił do Londynu w weekend, w którym obradowała Komisja. Był stosunkowo spokojny, ale w sobotni wieczór doszedł do wniosku, że nie weźmie udziału w posiedzeniu Komisji, ponieważ uważał, że jako „Steward” (Zarządca) jest od niej wyższy. Odrzucił jej uprawnienia i oświadczył, że zażąda unieważnienia swoich zapieczętowanych dokumentów nominacyjnych jako akredytowanego przedstawiciela Towarzystwa.”
Kontynuacja raportu: Bunt brata Johnsona w Londynie
Nieco później zaprzeczył, że brat Rutherford miał jakiekolwiek uprawnienia i że jego wybór na urząd był nielegalny. Nieustannie, krok po kroku, zaprzeczał każdemu telegramowi i każdemu uprawnieniu. W domu powtórzył swoje roszczenie, a mnie, jako przedstawicielowi Prezydenta, przypadło poinformowanie go, że dopóki pozostaje w domu w oczekiwaniu na powrót do Ameryki, może zostać jako honorowy gość ze względu na swoją wcześniejszą pracę, ale musi trzymać się z dala od zarządu.
Powiedział, że tego nie zrobi. Ponadto oświadczył w tym tygodniu — w środę po powrocie Komisji do domu — że jego celem jest powrót do tego Kościoła w następną niedzielę i, używając jego własnych słów:
„tych starszych, których zabił kilka tygodni wcześniej, aby ponownie odsunąć od władzy braci, których wybraliście na urząd, których nazwiska widniały na liście, która przyniosła tyle kłopotów Kościołowi”.
Powiedziałem mu, że powinienem mu się sprzeciwić w tej sprawie i dodałem również, że nie znajdzie u was uznania w tym, co robi, ale on stwierdził, że typ biblijny jasno wskazuje, że tak trzeba zrobić. Kiedy jednak zobaczył, że jestem zdecydowany tego nie robić, wrócił, żeby ponownie spojrzeć na „typ” i powiedział, że pokazuje on teraz coś innego i że na razie będzie zadowolony.
Jednak w następny weekend zbuntował się całkowicie przeciwko bratu Rutherfordowi, ogłaszając, że nie ma prezesa The Watch Tower, że jego wybór był nielegalny i że zamierzał przejąć pełną kontrolę nad brytyjską pracą. To było nic innego jak bunt, jak mu powiedziałem.
Otrzymaliśmy kolejny telegram, podpisany nie tylko przez brata Rutherforda, ale także przez The Watch Tower Society, mówiący, że wszelka działalność brata Johnsona w tym kraju została odwołana. Nie mogło być wyraźniejszego upoważnienia. Oto brat Johnson wysyłał telegramy i nie otrzymywał żadnej odpowiedzi, podczas gdy na moje telegramy odpowiadano regularnie i szybko. To wywołało podziały w naszym domu, ponieważ posunęliśmy się do ostateczności. Nie podobał mu się mój sprzeciw. Nie miałem innego wyjścia, jak tylko mu się sprzeciwić.
Nie było powodu, by sądzić, że The Watch Tower, która jest oficjalnym czasopismem Towarzystwa, była w zmowie z jakimś spiskiem w Ameryce lub że coś tam było nie tak; nie było powodu, by sądzić, że The Watch Tower kłamała lub że władze były nieostrożne w swojej pracy, kiedy wybrały brata Rutherforda na prezesa. Johnson nie posłuchał żadnej instrukcji. Potem podjął ostatni krok, jaki mógł podjąć, i muszę ci powiedzieć, że dwa tygodnie temu, w poniedziałek, zwolnił mnie z biura. Zwolnił mnie kilkanaście razy, a kiedy zauważył, że nie odejdę, zawiesił mnie.
Osobiście nie miało to dla mnie większego znaczenia. Niestety, w domu i biurze byli tacy, którzy patrzyli na sprawy z punktu widzenia brata Johnsona, a brat Housden i trzech innych braci w biurze z nim współpracowali.
PRZESIEW ŻNIW (Harvest Siftings)
Twierdzili, że wierzą, iż brat Johnson ma rację; inny brat nie stanął po żadnej stronie, cokolwiek tamten powiedział, ale z pewnością okazał trochę współczucia bratu Johnsonowi. Czy wiesz, że przez cały poprzedni tydzień ukrywali przede mną każdy list, który przyszedł, z wyjątkiem tych kilku, które akurat były zaadresowane na moje nazwisko? Nie pozwolono mi zobaczyć korespondencji, a oni zajmowali się sprawami, o których nie mieli pojęcia. Odsunęli mnie od telefonu, a kiedy chciałem zadzwonić, nie pozwalali ani mnie, ani mojej sekretarce z niego korzystać, a także blokowali przesyłanie wiadomości do mojego biura.
Tymczasem brat Johnson próbował odzyskać pieniądze, które mieliśmy w banku. Był przekonany — jak twierdził, i udało mu się przekonać tych, którzy mu towarzyszyli — że w najlepszym interesie brytyjskiej pracy leży to, by on kontrolował te fundusze, a dla pracy niezwykle ważne jest, abym się z niej usunął. Jak do tego doszedł — nie wiem; przypuszczam, że w jakiś sposób to sobie „wymodlił” lub „zobaczył”. Przekonał braci, którzy z nim pracowali, że to właściwa decyzja i podjęli działania. To naprawdę przykre.
Cóż, z wielką radością informuję, że trzech braci, którzy z nim pracowali, przyszło jeden po drugim, by dostrzec swój błąd i z wielką pokorą wyrazili mi swój żal z powodu traktowania, jakie mi zgotowali, i z powodu ich stosunku do pracy. Zaczynamy teraz ponownie nabierać kształtu, ale nastąpił poważny regres, który wywołał poruszenie w kraju, gdzie ludzie zastanawiają się, co się dzieje.
W międzyczasie brat Johnson wniósł pozew do Sądu Najwyższego, aby powstrzymać mnie i osoby ze mną związane od dysponowania pieniędzmi The Watch Tower. Dlaczego chciał tego dla siebie — on najlepiej wie, ja nie — ale próbował przejąć kontrolę nad kwotą około 1500 funtów. Ze względu na formalności prawne koszty wynoszą już około 150 funtów. Miało to na celu przede wszystkim odsunięcie mnie od pracy i zapewnienie mu opieki nad brytyjską filią w obliczu wszystkich dowodów przeciwko niemu.
Brat Rutherford odrzuca pozew brata Johnsona z dwóch powodów:
- Po pierwsze, Johnson nigdy nie został wyznaczony do prac, których się podjął. Brat Rutherford pisze mi w liście, który otrzymałem dzień lub dwa temu, że kiedy wystawiali te listy uwierzytelniające ze złotą pieczęcią, którą pan widział, dobrze rozumiano, że miało to na celu jedynie uzyskanie lepszego paszportu do tego kraju, a brat Johnson w pełni to rozumiał i w żaden sposób nie miał prawa ingerować w brytyjską pracę. Brat Rutherford powiedział, że brat Johnson o tym wiedział, a ja wolę wierzyć bratu Rutherfordowi niż bratu Johnsonowi.
- Po drugie, brat Rutherford odwołał brata Johnsona, ponieważ wysłał on ten nierozsądny telegram, który dowodził, że nie jest on w stanie psychicznym pozwalającym mu reprezentować Towarzystwo ani kogokolwiek innego.
No cóż, bracia, oto dlaczego brat Johnson nie pojawił się przed wami. Nie pojawi się tutaj ani nigdzie indziej jako przedstawiciel Towarzystwa. Nie może to mieć miejsca w takich warunkach. To jedna z najstraszniejszych rzeczy, jakie wydarzyły się w całym dziele Żniwnym i nie widzę innego wytłumaczenia niż to, które zasugerował brat Rutherford: brat Johnson stracił równowagę umysłu, przypisując sobie nadmierną wartość dla brytyjskiej pracy. Od dawna, zanim przybył do Wielkiej Brytanii, dręczyły go myśli, które sprawiły, że te rzeczy szybko na niego wpłynęły, ale z litości dla niego powiemy, że stało się tak z powodu osłabienia umysłu spowodowanego napięciem.
Powiedzieć, że nam przykro, to nic nie znaczy. Głównym problemem jest to, że w sercach i umysłach braci dokonano pracy, która z pewnością będzie im szkodzić przez jakiś czas. Brat Rutherford w swoim liście do mnie przesyła wiadomość do zgromadzenia. Pisze, jak bardzo żałuje, że brat Johnson obrał taką drogę, jaką obrał. Musiał tak postąpić, a jednak czuje, że wszystkie te rzeczy zostały dozwolone przez Pana, aby wykonać jakąkolwiek pracę, jaką Pan może mieć.
Komisja złożyła w Ameryce raport na temat pracy, a kiedy ten raport zostanie rozpatrzony i wysłuchamy go, wtedy będzie coś więcej do powiedzenia na temat relacji braci Shearna i Crawforda w biurze. Tymczasem brat Rutherford mówi, po przesłaniu swojej miłości do Zgromadzenia: „Mam
PRZESIEWANIE ŻNIW – Kontynuacja raportu z Londynu
Otrzymałem liczne listy od zboru w Londynie. Nie mam teraz czasu na nie odpowiedzieć. Dlatego proszę w moim imieniu o poinformowanie londyńskiego zboru, że jako prezes stowarzyszenia szczerze potępiam działania brata Johnsona, zarówno w zakresie powierzania braciom obowiązków, jak i ich odwoływania, i że przypisuję jego działanie nie złemu stanowi serca, lecz zaniedbaniu psychicznemu.
„Proszę zbór o ponowne zawieszenie osądu i spokojne oczekiwanie na wskazówki Ducha Świętego, wiedząc, że w stosownym czasie sprawi On, że nawet ta wielka próba skończy się dobrze dla wszystkich, którzy tego doświadczyli, którzy Go kochają i zostali powołani zgodnie z Jego zamysłem.”
Oczywiście, że to uczyniliśmy: pozostawiliśmy wybór dwóch braci w zawieszeniu. Sprawa urzędu nie dotyczy nas jako Kościoła, jak już mówiliśmy jakiś czas temu, że mogłaby zaszkodzić dobru braci w kwestii wyboru. Pozostawiliśmy to jednak i czekamy na odpowiedź od braci po drugiej stronie. Brat Rutherford przesyła nam bardzo miły list i nie wiem, co więcej powiedzieć. To kolejny dowód na to, o czym tak często przypominał nam nasz drogi Pastor: że zbliża się czas Pamiątki, a dla Kościoła następują trudne chwile.
„Wygląda na to, że Pan pozwolił Szatanowi, aby zbliżył się do Kościoła i ludu Pańskiego w tym czasie. Ale, jak tak często mówiliśmy, nic nie może nam zaszkodzić, dopóki będziemy nadal na Niego czekać. Uczyńmy to, bracia, abyśmy, kiedy wrócimy w przyszłym tygodniu, na przykład w czwartek wieczorem, mogli przyjść z czystymi rękami i czystymi sercami, a jeśli pojawi się coś z goryczą, złośliwością lub złymi podejrzeniami, zanieśli to Panu i oczyścili się.”
Jestem pewien, że ręka Pana była w tym wszystkim dla dobra na Polu Żniwnym i dla nas samych. Z pewnością było coś tutaj, w Londynie, co powodowało napięcie – spływamy teraz na spokojniejsze wody; popłyniemy ku słodszemu dobrobytowi. Wierzę, że Pan nas pogania, aby praca w kraju płynęła swobodniej, aby mogła zebrać ostatnie ziarna pszenicy. Niech nic nie zakłóci Waszego spokoju, Bracia. Jakiekolwiek dziwne wieści usłyszycie, a w całej tej sprawie dzieje się coś dziwnego, zanieście to Panu. Nie mówcie o tym; nie pytajcie każdego, kogo spotkacie, czy słyszał najnowsze wieści. Zanieście to Panu, a jeśli są sprawy związane z urzędem, które należy wam przedstawić, przedstawimy je wam we właściwym czasie. Zachowajcie cierpliwość waszych dusz i pamiętajcie, że Pan jest naszą siłą.
Nasze podsumowanie powyższych dowodów
Postępowanie podjęte w Wielkiej Brytanii, które niemal zrujnowało tamtejszą pracę, zostało również podjęte tutaj. Brat Johnson, najzdolniejszy brat w całym kraju, był głównym narzędziem w tej smutnej sprawie.
Brat Johnson udał się do Wielkiej Brytanii, aby przejąć pełną kontrolę nad całą tamtą pracą, ogłaszając się Szafarzem (Stewardem) z całą władzą, jaką posiadał Brat Russell, i ogłosił zamiar założenia nowej stolicy w tym kraju. Aby osiągnąć ten cel:
- Oskarżył kilku braci, że są nielojalni wobec Brata Russella i Towarzystwa oraz że lekceważą wyrażone życzenia.
- Bez prawa ani upoważnienia zwolnił dwóch kierowników londyńskiego biura, którzy są członkami rady Międzynarodowego Stowarzyszenia Badaczy Pisma Świętego.
- Wypędził ich z londyńskiego Betel i próbował wypędzić trzeciego, jedynego pozostałego z kierowników.
- Objechał kraj, opowiadając całej klasie o straszliwej sytuacji, którą zastał, i zatruwając ich umysły przeciwko tym braciom.
Kiedy jego europejska trasa została odwołana, a on sam wezwany do Ameryki, powołano komisję złożoną z pięciu braci, aby ustaliła fakty i sporządziła raport. Wówczas odrzucił wybór prezesa Towarzystwa i za pośrednictwem brata Ritchiego odwołał się do zarządu; zignorował komisję i odmówił stawienia się przed nią. W swoim ujmującym stylu i poprzez błędne zastosowanie znacznej części Starego Testamentu, nakłonił niektórych członków londyńskiego Betel do poparcia go.
Nie czekał na instrukcje z Ameryki, lecz ze wspólnikiem zdobył klucze do biura, siłą zajął całą pocztę, biuro i wszystko, co się w nim znajdowało, i zabrał z sejfu dużą sumę pieniędzy. Nie mogąc wpłynąć na komisarzy, zanim się pojawili, i widząc, że jego plany spełzają na niczym, zabrał wszystkie pieniądze, jakie wpadły mu w ręce – część z nich należała do niego, część ze specjalnego funduszu, który zebrał, aby pomóc biednym braciom w obronie przed Ustawą Wojskową. Następnie zatrudnił prawnika, wypłacił mu 200 dolarów z pieniędzy Towarzystwa i wniósł pozew w imieniu Towarzystwa i siebie jako Specjalnego Przedstawiciela przeciwko londyńskim menedżerom i bankowi, zamroził fundusze Towarzystwa i wstrzymał tam pracę do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia pozwu. Widząc, że sąd rozstrzygnął tę sprawę na jego niekorzyść i że jego ostatnia desperacka próba się nie powiodła, opuścił londyński Bethel, schodząc z dachu i ukrywając się w Londynie, aż do wypłynięcia do Ameryki.
CZĘŚĆ DRUGA
W Brooklynie brat Johnson miał dwa przesłuchania przed Zarządem i innymi braćmi, trwające cztery godziny, po których wszyscy obecni zgodzili się, że brat Johnson cierpi na jakieś urojenia. Powstrzymaliśmy się od mówienia o tym nawet rodzinie Bethel, pragnąc go chronić. Pozostał cichy w Bethel przez około dwa miesiące.
Potem przyszedł do mnie i powiedział, że jest gotowy wrócić do Wielkiej Brytanii. Kiedy powiedziano mu, że nie może wrócić, że nie ma tam nic do zrobienia i że brytyjscy bracia go nie chcą, zdenerwował się i oświadczył, że odwoła się do Rady Dyrektorów. Zażądał, abym zwołał zebranie Rady, czego odmówiłem.
Dlaczego chciał zwołać zebranie Rady? Odpowiadamy:
Miał nadzieję, że Rada unieważni decyzję Prezesa i odeśle Brata Johnsona z powrotem do Wielkiej Brytanii.
Pomimo faktu, że Bracia Hirsh, Hoskins, Wright i Ritchie wiedzieli o jego wyczynach w Wielkiej Brytanii, wysłuchali go i na jego prośbę podpisali żądanie, abym zwołał zebranie Rady Dyrektorów, aby go wysłuchać. Dlaczego mieliby wysłuchać jego apelu w tej sprawie?
SUGEROWANE POWODY
Brat Russell mianował Brata Macmillana na stanowisko Przedstawiciela i Asystenta Prezesa, z pełnymi uprawnieniami do nadzorowania całej pracy i usunął Brata Ritchiego ze stanowiska Kierownika biura, a Brata Hoskinsa z działu Kolporterów. Komitet Wykonawczy mianował brata Macmillana na to samo stanowisko. Kiedy zostałem Prezesem, nadal piastowałem to stanowisko przez brata Macmillana.
Brat Hoskins, Hirsh i Ritchie byli niezadowoleni z nominacji brata Macmillana przez brata Russella oraz z tego, co im zrobił i powiedział. Chcieli „pozbawić go stanowiska i władzy”. Każdy z nich wypowiadał się przeciwko bratu Macmillanowi, a ja pod jego nieobecność odmówiłem wysłuchania ich przemówienia. Brat Ritchie nie był przychylny wobec zarządzania Towarzystwem od czasu, gdy nie został wybrany w Pittsburghu.
Brat Johnson, w swoim przekonującym stylu, przekonał tych braci, że jako Prezes uzurpuję sobie władzę, którą powinni sprawować.
„Uzurpacja władzy” to ulubiony zarzut brata Johnsona wobec jego braci.
Zobacz jego listy przedstawione wcześniej (strona 4). Gdyby udało mu się nakłonić zarząd do przejęcia zarządzania, miał nadzieję, że zostanie oczyszczony z zarzutów w Wielkiej Brytanii i odesłany do tego kraju. Łatwo było zauważyć, że gdyby ci czterej bracia mogli przejąć zarządzanie 1 sierpnia 1917 r., mogliby usunąć brata Macmillana i mieć zaszczyt kierować Towarzystwem.
Spisek i zmowa
Spisek to zmowa mająca na celu dokonanie bezprawnego czynu. Czy istniało porozumienie między tymi braćmi? Okoliczności wskazują, że tak. Dowody poszlakowe są często silniejsze niż bezpośrednie. Było to korzystne dla wszystkich tych braci, jak rozumowali, aby pozbawić mnie zarządzania. Natychmiast połączyli siły. Wyższe zdolności brata Johnsona dyktowały kurs.
Dlaczego brat Wright miałby do nich dołączyć? Biedny brat Wright — inni wmówili mu, że jest ignorowany jako członek zarządu i że jego obowiązkiem jest ich wspierać, aby zachować godność zarządu. Brat Wright powiedział kilkakrotnie od początku kłopotów, że został wciągnięty w tę sprawę i wmówiono mu, że jeśli nie będzie wspierał pozostałych trzech, będzie niewierny; że chciałby się od tego uwolnić. Czuję głębokie współczucie dla drogiego brata.
Kwestia zwołania Zarządu
Pomimo tego, że ci czterej bracia byli w jadalni trzy razy dziennie, widzieli mnie i nigdy nie prosili o spotkanie Zarządu, a ja nigdy nie odmówiłem zwołania żadnego, i nie mieli powodu sądzić, że odmówię. Gdyby mnie poprosili, na prośbę brata Johnsona i za jego radą, podpisali dokument, który brat Johnson napisał, prosząc o zwołanie spotkania Zarządu w imieniu brata Johnsona, i brat Johnson przyniósł to do mnie. Zrobili to, chociaż wiedzieli, że miał dwa przesłuchania i wiedzieli, że powiedziałem bratu Johnsonowi, że nie może wrócić do Anglii.
Byłem zaskoczony tym działaniem. Natychmiast wyczułem, że rozwija się spisek, aby zakłócić pracę tutaj i sprowadzić brata Johnsona z powrotem do Anglii, aby tam miał więcej kłopotów. Natychmiast wezwałem braci Wrighta, Ritchiego, Hirsha i Hoskinsa oraz brata Van Amburgha na konferencję w salonie. To nie było spotkanie Zarządu. Zapytałem tych braci, dlaczego wysłali mi ten dokument za pośrednictwem brata Johnsona. Powiedziałem im, dlaczego nie zwołam posiedzenia Zarządu na jego prośbę; że próbuje mnie zmusić do powrotu do Wielkiej Brytanii.
Aby pokazać, że konsultował się z tymi braćmi w sprawie pozbawienia mnie funkcji zarządcy, bracia Hirsh i Hoskins przybyli na tę konferencję, myśląc niewątpliwie, że to posiedzenie Zarządu, uzbrojeni w dokumenty, które przedstawili i przeczytali, próbując udowodnić, że wolą brata Russella było, aby Zarząd, a nie Prezes, zarządzał sprawami Towarzystwa. Byłem zdumiony ich postawą.
Brat Hirsh wyciągnął wtedy z kieszeni kopię listu, który napisałem do brata Johnsona w Anglii przed wyborami, w którym próbował udowodnić, że zgadzam się z tym, że Zarząd sprawuje kontrolę. Nie mógł uzyskać tego listu od nikogo innego poza bratem Johnsonem. Brat Hirsh próbował następnie wymusić wniosek o przesłuchanie brata Johnsona, ale powiedziano mu, że Zarząd nie obraduje. Powiedział:
„Bracia, ta sprawa angielska jest ściśle sprawą Zarządu i ja zajmowałem się nią bez sprzeciwu ze strony kogokolwiek do tej pory, ale nie zależy mi na ujawnianiu faktów”.
Raport i rezolucja
Następnie przedstawiłem tym braciom raport komisarza i moje ustalenia dotyczące tego raportu i poprosiłem ich o zbadanie go i naradzenie się z bratem Johnsona i złożenie raportu na posiedzeniu Zarządu, które miałem zwołać tydzień później.
Na tym spotkaniu, po tym, jak bracia naradzili się z bratem Johnsonem przez tydzień, pojawili się z raportem, który:
- Uniewinnił brata Johnsona ze wszystkiego, co zrobił w Anglii.
- Zalecił, aby Towarzystwo zapłaciło 500 dolarów prawnikowi brata Johnsona, pomimo że sędzia Sądu Najwyższego nakazał prawnikowi zapłatę tych pieniędzy jako grzywnę za bezprawne wniesienie pozwu bez upoważnienia i po otrzymaniu od Prezesa Towarzystwa powiadomienia, że taki pozew był niewłaściwy.
Brat Hirsh przedstawił rezolucję mającą na celu wprowadzenie tego w życie i wnioskował o jej przyjęcie, a ja uznałem ją za nieważną i zapobiegłem pozbawieniu Towarzystwa 500 dolarów. Jako dalszy dowód na istnienie zmowy między stronami, brat Hirsh natychmiast wyciągnął z kieszeni przygotowaną rezolucję i ją przedstawił, która to rezolucja usiłowała uchylić ustawę uchwaloną przez Akcjonariuszy i Radę Dyrektorów oraz odebrać zarządzanie Towarzystwem Prezesowi i oddać je w ręce tych czterech.
Przesiewanie Żniwa: dalszy bieg wydarzeń
Co nastąpiło później, o czym już wcześniej wspomniałem? Ponownie brat Johnson i jego sojusznicy zostali udaremnieni w swoim posunięciu. Postępując zgodnie z tą samą taktyką, którą przyjął w Wielkiej Brytanii, brat Johnson i ci inni bracia postanowili podburzyć umysły przyjaciół przeciwko nam.
Bracia Johnson i Hoskins odbyli pielgrzymkę, aby zajmować się konsultacjami między sobą i z prawnikami, nie robiąc absolutnie nic w pracy Żniwnej, chociaż żyli na koszt Towarzystwa. Teraz mieli odwiedzić przyjaciół i wlać im do uszu oskarżenia przeciwko członkom Towarzystwa, dokładnie tak, jak brat Johnson zrobił w Wielkiej Brytanii. Postępując zgodnie z jego przykładem, brat Hoskins odwołał swoje spotkanie na niedzielę 15 lipca i zgodnie z wcześniejszym porozumieniem spotkał się z bratem Hirschem w Filadelfii. Obaj ci bracia cieszyli się tam wielkim szacunkiem i mieli nadzieję uzyskać wpływ na tamtejszych przyjaciół. Na tym niedzielnym spotkaniu wieczorem wysunęli oskarżenia przeciwko bratu Van Amburghowi, mnie i innym.
„Dla bezpieczeństwa przyjaciół jestem zmuszony powstrzymać się od publikowania niektórych rzeczy, które wówczas stwierdzili.”
Bracia ci, wraz z kilkoma innymi osobami, na spotkaniu zboru w Brooklynie próbowali wnieść wniosek o usunięcie mnie z funkcji przewodniczącego zboru. Nie udało im się to.
Środowe spotkanie i próby mediacji
Kiedy wróciłem, zwołałem zebranie kongregacji na środę wieczorem, 18 lipca. Ci bracia i ich sojusznicy byli tam, gotowi do walki, aby osiągnąć swój cel. Jednak ich przywódca zawiódł ich i stał się tchórzliwy – nie spróbowali zrealizować swojego planu. W rezultacie błogosławieństwo Pana spoczęło na zebraniu i zamieniło się ono w Ucztę Miłości, a przeciwnicy odeszli rozczarowani. Ich celem było zdyskredytowanie mnie przed jak największą liczbą przyjaciół, a następnie uchwalenie rezolucji pozbawiającej mnie zarządzania Towarzystwem.
Brat Johnson powiedział mi otwarcie:
„Konsultujemy się z prawnikami i wiemy, co możemy z tobą zrobić”.
Około 20 lipca brat Johnson przyszedł do mnie w innej postaci – w roli mediatora lub rozjemcy, pragnąc rzekomo zaprowadzić pokój. Wcale mnie nie oszukał. Powiedział:
„Teraz, bracie, ta sprawa powinna zostać rozwiązana, ponieważ jeśli trafi przed Kościół, zostaniesz zdyskredytowany”.
Nagle stał się bardzo troskliwy o moje dobro, mimo że wcześniej on, Hirsch i Hoskins robili wszystko, by mnie zdyskredytować. Odpowiedziałem mu:
„Bracie Johnson, nie szukam publicznej aprobaty; jestem tu, aby wypełnić swój obowiązek, niezależnie od tego, kto jest za, a kto przeciwko mnie. Staram się chronić interesy Towarzystwa i zadowolić Pana”.
Stwierdziłem wprost, że to on był przyczyną tych kłopotów, ponieważ odmówiłem wysłania go z powrotem do Anglii. Przyznał to.
Powołanie nowego Zarządu
Drodzy bracia, oświadczam, że nie działałem z egoistycznych pobudek. Jeden z prawników zajmujących się korporacją poinformował mnie, że ci czterej mężczyźni nie byli legalnymi członkami Zarządu i że mam prawo powołać nowy zarząd. Zrobiłem to, aby chronić interesy Towarzystwa. Obecnie w skład zarządu wchodzą:
- J. A. Bohnet,
- George H. Fisher,
- A. H. Macmillan,
- A. N. Pierson,
- W. E. Van Amburgh oraz ja.
Są to bracia, którym brat Russell bardzo ufał. Wierzę, że przyjaciele w całym kraju mają do nich zaufanie. Zarząd zgodził się spotykać raz w miesiącu. Peoples Pulpit Association jest korporacją prawną w Nowym Jorku posiadającą pełne uprawnienia kierownicze; poprosiłem Zarząd o utworzenie Komitetu Wykonawczego, który będzie działał wspólnie ze mną.
Kiedy odrzuciłem propozycję brata Hirsha, aby przywrócić go do Zarządu w zamian za „naprawienie sytuacji” w Filadelfii, natychmiast udał się tam i złożył jeszcze gorsze oświadczenia przeciwko nam. Czy ci bracia zabiegali o dobro Towarzystwa, czy mieli inny motyw? Przeciwnicy nigdy nie wskazali ani jednego przypadku złego zarządzania. Ich polityka to pragnienie honoru i zasada: „rządzić albo zrujnować”.
Ostateczny dowód: Groźba procesów sądowych
Jako ostateczny dowód, że ci spiskowcy zamierzali zrealizować groźbę uciekania się do sądów cywilnych w celu zamrożenia pieniędzy Towarzystwa (dokładnie tak, jak zrobiono w Anglii), dołączamy następujące zawiadomienie, które doręczono braciom Van Amburghowi, Piersonowi i mnie:
PROSZĘ ZAUWAŻYĆ, że niżej podpisani, będący większością członków Zarządu THE WATCH TOWER BIBLE AND TRACT SOCIETY, niniejszym zwołują specjalne spotkanie Zarządu wspomnianego Towarzystwa, które odbędzie się w hotelu St. George w Brooklynie w Nowym Jorku w sobotę 28 lipca 1917 r. o godzinie 14:00 tego dnia w celu przeprowadzenia następujących spraw:
- Podjąć wszelkie niezbędne działania w celu zapobiegania, zakazania i powstrzymania osób obecnie nazywających siebie Zarządem tego Towarzystwa od podejmowania się ingerencji w zarządzanie jego sprawami lub kontrolowania ich jako Dyrektorzy.
Poparcie dla prezesa Rutherforda
My, niżej podpisani, po uważnym przeczytaniu powyższego i porównaniu listów oraz osobistym zapoznaniu się z faktami, pragniemy wyrazić naszą aprobatę i poparcie dla działań Brata Rutherforda w jego oficjalnej funkcji Prezesa Towarzystwa Strażnica Biblijna i Traktatowa, jak to zostało tutaj stwierdzone.
Wierzymy, że przedstawione tu dowody zostały zebrane przez Pana w celu uświadomienia Jego bliskim subtelnego sposobu, w jaki Przeciwnik usiłował obalić dzieło, które tak bardzo kochamy i które powoduje szybki upadek jego imperium. Z pewnością pała gniewem, bo widzi, że jego czas jest krótki. Pan jest z nami, któż może być przeciwko nam!
- W. E. VAN AMBURGH
- A. H. MACMILLAN
- W. F. HUDGINGS (z Brooklyn Tabernacle i Bethel)
- D. J. COHEN (Lider Brooklyn Congregation)
ŻĄDANIA OPOZYCYJNEJ RADY
Poniżej przedstawiamy punkty zawiadomienia o zwołaniu specjalnego spotkania przez braci usiłujących przejąć kontrolę nad funduszami i dokumentacją Towarzystwa:
- Zapobiegać, zabraniać i powstrzymać to Towarzystwo od wypłacania funduszy przekraczających kwotę podaną za zgodą i pod nadzorem tego Zarządu.
- Podjąć wszelkie niezbędne działania w celu powstrzymania któregokolwiek z członków tego Stowarzyszenia od działania wykraczającego poza uprawnienia przyznane mu w Statucie i regulaminie tego Stowarzyszenia oraz w prawie.
- Podjąć takie działania, jakie mogą być konieczne do odwołania, zakazania i powstrzymania wszelkich czynności tego Towarzystwa od deponowania jego zapisów, ksiąg i papierów z wyjątkiem zgody i pod nadzorem tej Rady.
- Podjąć takie działania, jakie mogą być konieczne do odwołania, zakazania i powstrzymania każdego urzędnika tego Stowarzyszenia od przekazywania funduszy tego Stowarzyszenia na rzecz Peoples Pulpit Association z wyjątkiem zgody i pod nadzorem tej Rady.
Powodem, dla którego specjalne spotkanie tego Zarządu zostało zwołane przez niżej podpisanych, jest to, że Prezes Stowarzyszenia zobowiązał się, bez żadnego upoważnienia, uznać, że sprawy Stowarzyszenia znajdują się pod wyłączną kontrolą jego i pewnych innych dżentelmenów, którzy nie wchodzą w skład Zarządu.
- J. D. WRIGHT
- I. F. HOSKINS
- A. I. RITCHIE
- J. D. HIRSH
REFLEKSJA NAD PRÓBĄ I PRZESIEWANIEM
Brat Ritchie powiedział: „Gdybym został wybrany na jakiekolwiek stanowisko w Pittsburghu, uważałbym się za członka klasy Wielkiej Kompanii”. Skoro teraz stara się przejąć zarządzanie Towarzystwem, czyżby chciał dostać się do klasy Wielkiej Kompanii?
Cała ta sprawa była smutna. To była wielka próba dla rodziny Bethel. To stworzyło przesiewową pracę tutaj. Zastanawialiśmy się, dlaczego Pan pozwolił, aby to nadeszło. To był czas ognistej próby. W związku z tym gorąco polecamy ponowne przeczytanie artykułu „THE HOUR OF TEMPTATION”, napisanego i opublikowanego przez brata Russella tuż przed jego śmiercią. Jego wypowiedzi tam zawarte wydają się być prorocze i teraz się spełniają.
Umiłowani w Panu, strzeżmy naszych serc, czuwajmy pilnie i strzeżmy, aby żadna rózga goryczy nie wyrosła przeciwko komuś. Trwajmy w miłości Boga i dopóki ogień płonie, wiedzmy, że Jego wieczne ramiona są pod nami i On nas podtrzyma i przeprowadzi przez tę ognistą próbę każdego, kto zostanie przez nią właściwie wyćwiczony, oczyszczony i bardziej gotowy do użytku Mistrza. Moje serce krwawi z powodu tych braci. Chciałbym im pomóc, ale są w rękach Pana i wierzę, że On łaskawie się nimi zajmie i że w pełni powrócą do zdrowia, jeśli taka będzie Jego święta wola.
SŁOWO KOŃCOWE PREZESA
Teraz, drodzy bracia, przedstawiłem wam fakty. Jestem świadomy, że postąpiłem słusznie. Inni mogą się ze mną nie zgadzać. Przypominamy sobie, że do końca mojej kadencji pozostało zaledwie pięć miesięcy. Przyrzekam wam, na znak Bożej łaski, że będę dążył do utrzymania spraw w ryzach i dopilnuję, aby żadna ambitna osoba nie zrujnowała ich w ciągu tych pięciu miesięcy.
W tym czasie jestem pewien, że Pan pokieruje swoim drogim ludem, jaką drogą ma podążać. Nie mam żadnych ambicji, jak tylko służyć Panu. Miałem błogosławiony przywilej odegrania niewielkiej roli w przedstawieniu Kościołowi ostatniego dzieła Brata Russella, Siódmego Tomu STUDIES IN THE SCRIPTURES. Starałem się być wierny. Pan jest moim sędzią. Ziemska reputacja nic nie znaczy, a to życie nie liczy się dla mnie.
To, co było dla mnie prawdziwą próbą, uważam za przywilej — cierpieć z moim Mistrzem, czyniąc to, co uważam za słuszne. Proszę o osądzanie mnie miłosiernie, widząc, że w naszych sercach nie ma goryczy. Bądźmy trzeźwi i czuwajmy w modlitwie. Koniec jest bliski. Ponad wszystko przyobleczmy się w miłość, która jest więzią doskonałości.
Modlę się o błogosławieństwo Pana dla każdego z Was i proszę o Wasze modlitwy w moim imieniu, abym otrzymał mądrość i łaskę od Pana oraz więcej Ducha Pańskiego, abym mógł wiernie wypełniać obowiązki, które On powierzył moim dłoniom, aż do ich ukończenia.
Z wielką miłością proszę o błogosławieństwo dla Waszego brata i sługi z Jego łaski,
J. F. RUTHERFORD
HARVEST SIFTINGS (CZĘŚĆ II)
„Gdyż nie toczymy walki z krwią i ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, ze sprawcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich.” — Efezjan 6:12
BROOKLYN, NY nr 10 – ODPOWIEDŹ NA GAZETKĘ ZWANĄ „ŚWIATŁO PO CIEMNOŚCI”
[Przygotowane przez Prezesa Watch Tower Bible and Tract Society na prośbę Zarządu. Nie do powszechnej dystrybucji, ale wysyłane bezpłatnie na życzenie.]
Wierzę, że jednomyślnie wszyscy poświęceni zgodzą się, że nasz wielki Przeciwnik byłby rad, gdybyśmy zajmowali czas dyskusjami o naszych różnicach, zaniedbując dzieło Żniwa, zwłaszcza że dzieło Żniwa dobiega końca i trzeba w tym kierunku podjąć większe wysiłki. Wszyscy jesteśmy skłonni wykrzyknąć: „Jakże dziwne, że my – czyż teraz w Kościele nie powinno być takich prób?”. Wtedy przypominają nam się słowa św. Piotra:
„Umiłowani, nie dziwcie się temu pożarowi, który wybuchł między wami, jakby was coś dziwnego spotkało.” (1 Piotra 4:12).
Potrzebny będzie spokój, trzeźwość umysłu, czystość serca i zwiększona miara Ducha Pańskiego, aby przetrwać burzę. Pan udzieli wszelkiej potrzebnej łaski tym, którzy pamiętają o ostatecznym celu naszej walki. Królestwo Niebios jest bliskie i wszystko, co może być wstrząśnięte, zostanie teraz wstrząśnięte. (Hebrajczyków 12:26-28). Naszym wielkim pragnieniem jest wejście do tego Królestwa. Najważniejszą myślą każdego chrześcijanina powinna być myśl: Co mogę zrobić, aby zapewnić sobie zdobycie tej wielkiej nagrody?
Twierdzenie, że ktokolwiek z nas jest wolny od błędów, nie jest zgodne z prawdą. Wszyscy jesteśmy niedoskonali, a osąd każdego jest mniej lub bardziej wypaczony. Z pewnością nadszedł czas, abyśmy zważali na słowa Apostoła: „Nade wszystko miejcie żarliwą miłość wzajemną, bo miłość zakrywa wiele wad”.
Kwestia publikacji przeciwników
„Światło po Ciemności” to myląca nazwa dla gazety wydanej przez braci Hirsha, Hoskinsa, Wrighta i Ritchiego i w rzeczywistości nie jest ona odpowiedzią na Harvest Siftings. Będę ją tutaj nazywać „Dokumentem Przeciwników”, mając na myśli braci, którzy ją przygotowali i opublikowali.
Wśród nich nie ma brata A. N. Piersona, ponieważ, jak mi powiedziano, nie brał on udziału w publikacji wspomnianego dokumentu. Kiedy był gotowy do druku, poproszono go o podpis, ale odmówił, stwierdzając, że nie chce mieć nic wspólnego z ich publikacjami ani słowami o takiej treści. Należy jednak zauważyć, że list, który wcześniej został wydany w Bostonie i zawierał nazwisko brata Piersona, został tak zręcznie ułożony na końcu „Dokumentu Przeciwników”, że nieświadomi niczego ludzie mogli uwierzyć, iż wspomniany dokument został podpisany i wydany również przez brata Piersona.
Autorzy „Dokumentu Przeciwników”, z dużą wolnością słowa, oświadczają, że Harvest Siftings zawiera nie mniej niż sto nieprawdziwych oskarżeń i błędnych stwierdzeń. Ponieważ w Harvest Siftings omówiono znacznie mniej niż połowę tej liczby punktów, wynika z tego, że autorzy ci umieszczają mnie, braci Van Amburgha, Hudgingsa, Macmillana, Wisdoma, Cohena, Herra, Hemery’ego, Wardena, McCloya, MacKenziego i członków rodziny Bethel w Klubie Ananiasza (klubie kłamców). Nierozważność takiego oskarżenia musi być oczywista dla każdego bezstronnego obserwatora. Przypominam sobie, że św. Juda napisał, iż nawet nasz Pan nie wniósł bluźnierczego oskarżenia przeciwko Szatanowi, ale zadowolił się powiedzeniem: „Niech cię Pan zgromi”. (Judy 9).
PRAWDZIWY PROBLEM
Przyjrzyjmy się przez chwilę prawdziwemu problemowi w tej sprawie. Problem nie dotyczy brata Van Amburgha i brata Rutherforda ani innych wymienionych — wręcz przeciwnie. Nie mamy nic przeciwko żadnemu z tych braci, ale chętnie im pomożemy.
Nie ma też znaczenia, czy zostali oni usunięci z funkcji członków Zarządu w sposób właściwy czy niewłaściwy, ponieważ nie byli oni legalnymi członkami Zarządu, a zatem nie mogli zostać usunięci. Prezes nie ma prawa usuwać kogokolwiek z Zarządu – nigdy nie próbowałem czegoś takiego. Były po prostu cztery wakaty w Zarządzie, a Statut stanowi, że Prezes, po trzydziestu dniach istnienia tych wakatów, wyznaczy odpowiednie osoby do ich wypełnienia. To wszystko, co zrobiłem.
Prawdziwym problemem jest:
Czy prezes miał prawo powołać czterech członków Rady Dyrektorów, co uczynił 12 lipca 1917 r., aby obsadzić wakaty i sprawować urząd do następnych corocznych wyborów, które odbędą się 5 stycznia 1918 r.?
Cokolwiek wykracza poza fakty dotyczące tej kwestii, jedynie zaciemnia sprawę. Gazeta wydawana przez naszych przeciwników stara się poruszyć wiele innych kwestii, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistym problemem, ale mogą wprowadzać zamieszanie. Próbują nawet wykazać, że niektórzy z nas są przestępcami i powinni trafić do więzienia. Nie publikuję tego oświadczenia w obronie własnej, ale po to, by ci, którzy pragną wyjaśnienia, mogli je otrzymać.
TESTAMENT BRATA RUSSELLA I STATUT
„Dokument Przeciwników” oskarża, że „Brat Russell nie żył dłużej niż kilka dni, kiedy jego testament został uznany za nielegalny, a zatem niewiążący”. Oczywistym celem było przekazanie myśli, że to ja jestem winny. Oświadczam tutaj, że nigdy nie uznałem testamentu brata Russella za nielegalny. Jedyne pytanie, jakie kiedykolwiek pojawiło się w związku z testamentem, dotyczyło jego akcji z prawem głosu, których szczegóły są jasno przedstawione w Harvest Siftings.
Niektórzy byli rozczarowani, gdy usłyszeli werdykt dotyczący ich pozycji. Wkrótce potem brat Hirsh zaczął sondować przyjaciół, pytając, jaki byłby ich pogląd w odniesieniu do odrzucenia testamentu brata Russella. Na dowód tego przedkładam oświadczenie dwóch świadków:
OŚWIADCZENIE
Stan Nowy Jork | Hrabstwo Kings
My, niżej podpisane, pani J.B. Walbach i panna Mary L.B. Walbach, obie z Brooklynu w stanie Nowy Jork, składamy dobrowolnie pod przysięgą następujące oświadczenie:
Że około 2 listopada 1916 r., około dwa dni po śmierci brata Russella i przed przybyciem jego ciała do Brooklynu, brat R.H. Hirsh wyszedł z domu Bethel i dołączył do nas po przeciwnej stronie ulicy i przeszedł z nami dwa przecznice, w trakcie czego wygłosił następujące uwagi w naszej obecności; było to około 14:30, po odczytaniu testamentu naszego drogiego pastora w jadalni domu Bethel podczas posiłku obiadowego. Powiedział:
„Co sądzisz o testamencie brata Russella? Ja osobiście nie sądzę, żeby odzwierciedlał on jego nowsze życzenia. Został napisany, jak wiesz, wiele lat temu; i uważam, że powinien zostać złamany: Testament w obecnej formie nie jest najlepszym rozwiązaniem dla prowadzenia Strażnicy i jest naprawdę niesprawiedliwy dla członków Rodziny Bethel. Większość braci, o których mowa w Komitecie Redakcyjnym, jest obecnie członkami Rodziny Bethel i i tak nie mieli doświadczenia w takiej pracy, podczas gdy są bracia tutaj w Domu, na przykład ja, którzy mają wieloletnie doświadczenie w organizowaniu spraw dla Wieży; i jestem pewien, że gdyby brat Russell napisał ten testament niedawno, zrobiłby to inaczej, szczególnie w odniesieniu do Zespołu Redakcyjnego. Potrzeba doświadczenia, aby właściwie opublikować Strażnicę.”
Powyższy cytat jest tak dosłowny, jak tylko jesteśmy w stanie sobie przypomnieć. Rozmowa jest dla nas całkiem jasna, ponieważ wywarła na nas obu trwałe wrażenie. Byliśmy przerażeni, że Brat Hirsh, lub ktokolwiek inny, omawia lub nawet myśli o takich sprawach w takim czasie, jeszcze zanim nasz ukochany Pastor został pochowany. Kiedy zapytał nas, czy nie zgadzamy się z nim, że należy coś zrobić, aby złamać testament Brata Russella, odpowiedzieliśmy jedynie, że nie mamy nic do powiedzenia w tej sprawie.
Był bardzo poruszony i było oczywiste, że jest zasmucony tym, że został wymieniony w testamencie jako stały członek Komitetu Redakcyjnego, a nie tylko wymieniony jako zastępca. Oświadczył nam, że należy poprosić o rezygnację troje członków Komitetu.
Pani J.B. Walbach [Pieczęć] Mary L.B. Walbach
Podpisano i zaprzysiężono przede mną tego 1 października 1917 r., OSCAR L. OBERG; Notariusz Publiczny. (Moja komisja wygasa w marcu 1918 r.)
Testament i statut żonglowane
„Papier Przeciwników” tak żongluje testamentem brata Russella, statutem korporacji i dokumentem napisanym w 1894 roku przez brata Russella, że wprowadza czytelnika w błąd, a każdy, kto nie zna tych dokumentów, może zostać wprowadzony w błąd. Statut, oczywiście, przewiduje Radę Dyrektorów, ale żaden z przeciwników nie jest w nim wymieniony, ani też brat Russell nigdy ich nie wymienił lub któregokolwiek z nich, jako Dyrektorów w jego „Testamencie” lub w jakimkolwiek dokumencie, jaki kiedykolwiek napisał.
Testament Brata Russella jedynie mimochodem wspomina, że „Rada Dyrektorów Society dokona odpowiednich ustaleń dla Komitetu Redakcyjnego”. Nikt nie jest wymieniony w jego Testamencie jako członek Rady Dyrektorów. Dlaczego więc ci bracia mieliby ciągle mieć przed oczami myśl, że Prezes usunął Radę Brata Russella? Nic nie jest dalsze od prawdy. Raz i znowu cytują z broszury wydanej przez Brata Russella w 1894 roku, ponad dwadzieścia trzy lata temu, w którym to czasie zwracał uwagę na to, dlaczego on i jego żona, pani Russell, powinni kontrolować Society. W tym miejscu powiedział:
„Rozumie się, że ich [Dyrektorów] użyteczność wyjdzie na wierzch w przypadku mojej śmierci.”
Pisząc te słowa, nie myślał ani o braciach Ritchie, Wrighcie, Hoskinsie, ani Hirshu, ponieważ w tamtym czasie żaden z nich nie był związany z Towarzystwem. Słowa te nie występują ani w testamencie, więc jest to niesprawiedliwe, że próbuje się je zawrzeć w testamencie brata Russella.
Innym dowodem niesprawiedliwości jest wyraźne stwierdzenie na stronie 5, kolumna 1 w „Dokumencie Przeciwników”. Cytują tam fragmenty testamentu brata Russella i HARVEST SIFTINGS, CZĘŚĆ 1 (Brooklyn, NY) z Karty, z oczywistym zamiarem wykazania, że były one w umyśle brata Russella w momencie pisania testamentu i że chronił je przed duchem ambicji, pychy lub przywództwa. Uważnie czytając, zauważysz, że pierwszy cytat z jego testamentu odnosi się do faktu, że miał on sprawować kontrolę nad The Watch Tower i innymi publikacjami za życia. To nie zawierało żadnego odniesienia do zarządzania szczegółowymi sprawami Towarzystwa.
Należy zauważyć, że cytaty z testamentu odnoszą się wyraźnie do Komitetu Redakcyjnego i nie odnoszą się w żaden sposób do Dyrektorów, z oczywistego powodu, że Brat Russell wiedział, że nikt nie może wskazać imienia i nazwiska Dyrektorów korporacji. Po zacytowaniu tych stwierdzeń z testamentu w odniesieniu do Komitetu Redakcyjnego, „Dokument Przeciwników” przechodzi do konkluzji, mówiąc:
„W ten sposób okaże się, że po śmierci Brata Russella Rada Dyrektorów stała się jego następcami w zarządzaniu sprawami Towarzystwa”
podczas gdy ani jedno słowo w testamencie nie sugerowało takiej rzeczy. Pozwólcie mi tutaj powiedzieć, że nigdy, ani przez chwilę, nie zaprzeczałem ani nawet nie kwestionowałem prawa Rady Dyrektorów do kontrolowania spraw Towarzystwa Strażnica. Moje stanowisko zawsze było i jest takie, że czterej bracia, o których mowa, nie byli prawnie członkami Zarządu w lipcu tego roku, a z powodu ich jawnej groźby i zamiaru zakłócenia i dezorganizacji pracy, skorzystałem z władzy, jaką prawo i Pan powierzyli mi, aby powołać członków Zarządu, którzy będą pracować w harmonii i dla dobra Stowarzyszenia.
Gdyby czterej bracia nadal wykonywali swoje obowiązki w sposób cichy i uporządkowany, nie okazując chęci zakłócania pracy i nie grożąc, że zamrożą fundusze procesami sądowymi i zniszczą Stowarzyszenie, nigdy nie podjęto by nawet próby podważenia legalności ich urzędu. Krok ten został podjęty jedynie w ostateczności i jako zabezpieczenie do czasu przeprowadzenia wyborów przez Akcjonariuszy i wyboru Zarządu. W Harvest Siftings, szczególnie na stronie 16, przedstawiłem powód powołania czterech członków Zarządu.
„Dokument przeciwników”, strona 4, akapit 21, mówi:
„Celem Dyrektorów chcących zmienić Statut nie było to, aby czterech członków Zarządu mogło przejąć kontrolę nad Society, ale aby Zarząd mógł zostać przywrócony do swojej właściwej pozycji zgodnie z testamentem i statutem brata Russella.”
Ponownie powtarzamy, że testament brata Russella nie mianował żadnego z czterech członków Zarządu, ani nie próbował zrobić tego, czego nie mógł zrobić, a mianowicie przewidzieć w swoim testamencie Zarządu Dyrektorów. Statut oczywiście przewiduje zorganizowaną Radę dla Society, którą Society obecnie posiada i która w rzeczywistości kontroluje sprawy Society i która pracuje w harmonii z życzeniami Udziałowców i polityką prowadzoną przez Society przez ostatnie trzydzieści trzy lata, a mianowicie, że Prezes będzie dyrektorem wykonawczym i dyrektorem generalnym, z zastrzeżeniem, oczywiście, kontroli Zarządu, a Zarząd podlega kontroli Akcjonariuszy.
STATUT
„Dokument Przeciwników”, w próbie przekazania myśli, że jestem autokratą, w pogrubionym nagłówku na stronie 5, zawiera tekst: „Uchwalone Uchwały Brata Rutherforda”. Czasami zastanawiamy się, dlaczego ludzie mogą tak bardzo zapominać się w składaniu oświadczeń! Z silniejszym uzasadnieniem bracia w Prawdzie powinni mówić zgodnie z faktami.
STATUT I KWESTIA KONTROLI
Krótko przed śmiercią Brat Russell oświadczył, że pragnie postawić Society bardziej szczegółowo na podstawie wydajności i że wszyscy, którzy pozostali w Betel, powinni być w stanie świadczyć i powinni świadczyć skuteczną służbę. Fakty te zostały przedstawione Komitetowi Wykonawczemu, który składał się z braci Ritchiego, Van Amburgha i mnie.
Omówiliśmy sprawę i postanowiliśmy poprosić Akcjonariuszy o uchwalenie statutu w Pittsburghu, postępując zgodnie z teorią, że głos ludu – Akcjonariuszy – powinien zostać wysłuchany. W związku z tym, prawdopodobnie dlatego, że jestem prawnikiem z zawodu, zostałem poproszony przez pozostałych członków Komitetu Wykonawczego o sporządzenie takiego statutu. Przedstawiłem go braciom Van Amburghowi i Ritchiemu, którzy w pełni go zatwierdzili. Brat Ritchie, jako przewodniczący dorocznego zgromadzenia w Pittsburghu, powołał trzyosobowy komitet, który miał zbadać ten statut i rezolucje przed przedstawieniem ich konwentowi.
Dlaczego ci bracia mają teraz taką lukę w pamięci? Zwróćcie uwagę na rozbieżność między oskarżeniami zawartymi w „Dokumencie Przeciwników” a rzeczywistymi faktami. Twierdzą oni, że miałem „dobrze opracowany plan przejęcia kontroli” i że groźbami zmusiłem komisję do zgłoszenia statutu przyznającego mi władzę. Tymczasem słowo „kontrola” nawet nie pojawia się w statucie!
Statut w ówczesnym brzmieniu przewidywał, że Prezes może powołać „Komitet Doradczy składający się z trzech osób, który będzie doradzał mu w sprawach, których zapragnie”. Komisja ds. Rezolucji zmieniła ten zapis, aby to Rada Dyrektorów, a nie Prezes, powoływała ów komitet. Była to jedyna kwestia sporna między mną a komisją. Argumentowałem, że jeśli Prezes potrzebuje rady, powinien mieć przywilej wyboru swoich doradców – tak jak wybiera się własnego lekarza czy prawnika. Komitet ostatecznie zgodził się ze mną. Bracia Ritchie, Hirsh i Wright byli obecni przy tej dyskusji i wiedzą, że mówię prawdę.
LIST OD CZŁONKA KOMITETU STATUTOWEGO
Na potwierdzenie moich słów załączam list od brata H. Brickera, członka wspomnianego komitetu, który brał udział w tamtych pracach:
„N. S., Pittsburgh, Pa. Pan J. F. RUTHERFORD
DROGI BRACIE W CHRYSTUSIE: — Czytając artykuł „Światło po ciemności”, z przykrością widzę, że autorzy przedstawili sprawy w tak niesprawiedliwy sposób. […] Zauważ, że statut uchwalony przez członków Stowarzyszenia w styczniu został wspomniany tak, jakbyś domagał się zmian, aby oddać w Twoje ręce więcej władzy.
Pamiętasz, na czym polegała różnica. Nie chodziło o to, czy Prezes powinien być Dyrektorem Wykonawczym — te kwestie zostały już przegłosowane. Chodziło jedynie o to, kto powinien powołać Komitet Doradczy. Myślą komitetu było, aby robiła to Rada, podczas gdy Pan uważał, że skoro to komitet doradczy Prezesa, to on powinien go wybierać. Jeden z członków Zarządu był obecny i zgodził się z Panem, a następnie komitet dokonał zmiany.
Chcę powiedzieć, drogi Bracie Rutherfordzie, że nadal wierzę, iż „Pan Żniwa” ma pełną kontrolę nad sytuacją i jest w pełni zdolny do kierowania pracą, nawet bez pomocy Zarządu. Pan nie popełnia błędów.
Twój w służbie Mistrza, H. Bricker.”
Głos ludu a władza zarządu
Na spotkaniu Rady Dyrektorów po zgromadzeniu rocznym statuty te zostały oficjalnie uchwalone, co było wymogiem prawnym. Dlaczego przedstawiliśmy je wcześniej Akcjonariuszom? Ponieważ to oni stanowią Korporację. Choć technicznie władza spoczywa w Zarządzie, każdy powinien pragnąć podporządkować się głosowi większości, wierząc, że Pan przemawia przez nich.
„Głos ludu jest najwyższym prawem.”
Rada Dyrektorów nie miałaby moralnego prawa całkowicie zignorować woli Akcjonariuszy. Te statuty nie były „moje” – były to statuty Society, zatwierdzone przez Akcjonariuszy i uchwalone przez Zarząd. Ich przyjęcie stanowiło uroczystą umowę.
Brat Hirsh, który w momencie uchwalania statutu nie był w Radzie, dołączył później do pozostałej trójki z zamiarem podeptania woli Akcjonariuszy. Próbowali oni odebrać zarządzanie sprawami Prezesowi i oddać je w ręce „czwórki”. Nigdy nie próbowałem przejąć kontroli nad Society dla siebie; po prostu starałem się sumiennie wykonywać obowiązki menedżera. Żaden z tych braci nie wskazał ani jednego przypadku niewłaściwego zarządzania z mojej strony.
Statut stowarzyszenia People’s Pulpit Association daje władzy wykonawczej pełną kontrolę. Poprosiłem jednak Radę tej korporacji o utworzenie Komitetu Wykonawczego do spraw nadzoru nad Domem Bethel i biurem. Nie wpływa to jednak na urząd Prezesa jako Dyrektora Generalnego. Każda instytucja musi mieć jednego szefa. Wielu mogłoby pełnić tę funkcję lepiej ode mnie, ale skoro objąłem ten urząd w sposób, na który nie miałem wpływu, trudno oskarżać mnie o to, że tam jestem.
USUNIĘCIE ZE STOWARZYSZENIA PEOPLES PULPIT
31 lipca bracia Hirsh i Hoskins zostali usunięci ze Stowarzyszenia Peoples Pulpit Association z ważnego powodu. W związku z tym „Gazeta Przeciwników” oskarża, że inni bracia i ja jesteśmy „winni przestępstw, podlegamy oskarżeniu karnemu i szybkiej oraz surowej karze”. Oczywistym celem tego oskarżenia jest wzbudzenie uprzedzeń w umysłach przyjaciół i przedstawienie nas jako bezwzględnych przestępców. Jeśli bracia ci naprawdę wierzą w ten zarzut, powinni natychmiast przestać zwracać się do nas per „bracie”. Jestem jednak pewien, że sami w to nie wierzą.
W 1911 roku, na wniosek brata Russella, uchwalono rezolucję umożliwiającą usunięcie członka Stowarzyszenia. Statut stanowi, że następuje to na dorocznym zebraniu. Należy rozumieć, że każde odroczone zebranie nadal prawnie zachowuje status „dorocznego zebrania”.
Przebieg głosowania
Doroczne zebranie ze stycznia ubiegłego roku było wielokrotnie odraczane, aż do 27 lipca 1917 r. Uprawnienia tej sesji były identyczne jak na pierwszym spotkaniu, a wszystkie pełnomocnictwa do głosowania pozostały ważne. Stowarzyszenie zebrało się 27 lipca w pełnym porządku prawnym. Braciom Hoskinsowi i Hirshowi wcześniej przekazano zawiadomienia o stawianych im zarzutach. Obaj byli obecni, podobnie jak wielu innych braci.
Po odczytaniu zarzutów, oskarżeni poprosili o więcej czasu. Z akt sprawy wynika, że:
„Na ich wniosek złożono i przyjęto wniosek o ponowne odroczenie zebrania do 31 lipca, co też uczyniono”.
31 lipca ponownie zwołano zebranie. Wysłuchano zeznań obu stron. Oddano dwadzieścia trzy głosy za usunięciem wymienionych braci, co stanowiło wymaganą większość. Tylko pięć głosów oddano przeciwko usunięciu (w tym jeden głos pełnomocnika). Dwaj oskarżeni bracia nie mogli zgodnie z prawem głosować we własnej sprawie. Cały proces został przeprowadzony legalnie, co potwierdzają oficjalne rejestry Stowarzyszenia, do których każdy ma prawo wglądu.
ATAKI W „BROOKLYN EAGLE”
Osobiście nie wiem, kto przekazał informacje gazecie „Brooklyn Eagle”. Kiedy skontaktował się ze mną reporter, opowiadając o szczegółach konfliktu, odmówiłem jakiegokolwiek komentarza, mówiąc: „Nie mam nic do powiedzenia”.
Wiem jednak, że publikacja ta poważnie zaszkodziła reputacji brata Russella i innych. Rozmawiałem o tym później z bratem Hirschem. Przyznał mi, że 17 lipca (w dniu swojej płomiennej mowy w jadalni Bethel) w salonie czekał na niego reporter. Choć twierdził, że wtedy odmówił spotkania, kilka dni później spotkał go na ulicie i opowiedział mu o całej sprawie.
OSKARŻENIE DOTYCZĄCE BRACI PIELGRZYMÓW
„Gazeta Przeciwników” zarzuca mi i innym potajemne prowadzenie kampanii wśród Rodziny Bethel oraz manipulowanie braćmi Pielgrzymami, aby rozpowszechniali fałszywe doniesienia wśród zborów. Wzywam wszystkich braci Pielgrzymów, aby ujawnili, czy kiedykolwiek zostali poproszeni o takie działanie!
Przez trzy miesiące, gdy byłem nękany przez tych braci w Domu Bethel, ani razu nie rozmawiałem o tych trudnościach z odwiedzającymi nas Pielgrzymami. Wielu z nich dobrowolnie napisało do mnie, aby zdementować te kłamstwa:
List od brata M. A. Howletta
„Czuję się zmuszony napisać do Ciebie w związku ze stwierdzeniem zawartym w broszurze »Światło po Ciemności«. […] Czuję, że moim obowiązkiem jest obalić stwierdzenie dotyczące braci Pielgrzymów sprowadzonych do Domu Biblijnego i rzekomo wypełnionych instrukcjami. Ani razu nie skontaktował się ze mną żaden z zamieszanych w to braci w tej kwestii.” — 26 września 1917 r.
List od brata W. J. Thorna
„W gazecie wydanej przez opozycję zauważyłem oświadczenie, że pielgrzymi zostali przekupieni lub zastraszeni przez prezesa. Jako jeden z tych braci, składam protest przeciwko takiemu fałszywemu twierdzeniu. W sierpniu ubiegłego roku przez cztery tygodnie byłem w Bethel i ani razu nie poruszono ze mną tej kwestii.” — Lansing, Michigan, 18 września 1917 r.
List od brata J. A. Gillespiego
„Stwierdzenie na stronie 9 »Światła po Ciemności« dotyczące wpływu na Pielgrzymów w żadnym sensie mnie nie dotyczy. Moje osądy opierają się wyłącznie na faktach. Jestem przekonany, że Towarzystwo ma swoją pracę do wykonania i nie można jej utrudniać.” — Mason City, Iowa, 23 września 1917 r.
Głosy Braci (1917) – Korespondencja w sprawie „Światła po Ciemności”
Poniżej publikujemy treść listów nadesłanych do brata Rutherforda jesienią 1917 roku, będących odpowiedzią na ówczesne trudności i kontrowersje wokół Rady Dyrektorów.
List I
Clayton, NM, 26 września 1917 r.
„Drogi BRACIE RUTHERFORD:
Widzę z broszury zatytułowanej „Światło po ciemności” na stronie 9, że Ty lub Twój „przedstawiciel” jesteście oskarżeni o „szeptanie do uszu Braci Pielgrzymów i zatruwanie ich umysłów” na temat byłej Rady Dyrektorów. Pierwsze „szepty”, jakie usłyszałem, pochodziły od czterech braci, którzy wysuwają oskarżenie. Z pierwszej broszury, którą wysłali, dowiedziałem się o problemie.
Z łaski Pana, R. O. Haney”
List II
Logansport, Ind., 18 września 1917 r.
„Drogi Bracie RUTHERFORD:
Od czasu przeczytania „Światła po ciemności”, co właściwiej byłoby nazwać „Ciemnością po świetle”, postanowiłem napisać do Ciebie, aby dać Ci znać, że masz moje całkowite zaufanie, a także całe wsparcie, jakiego mogę Ci udzielić w jakikolwiek sposób. Ręka Pana jest tak wyraźnie po Twojej stronie w całej tej sprawie, że nie mam najmniejszych wątpliwości, że On ją odrzucił i że Jego wola została spełniona.
Zarzut postawiony w „Ciemności po świetle” — że umysły Pielgrzymów zostały zatrute przez Twojego przedstawiciela, Brata Macmillana — jest z pewnością fałszywy, o ile mnie to dotyczy lub mam jakąkolwiek wiedzę. Z książki „Ciemność po Świetle” wynika, że kierują się namiętnością, a nie zasadami, i że odwołują się do uczuć przyjaciół, a nie do ich uświęconego rozumu. Świadczy o tym użycie zdjęcia naszego pastora na okładce.
Twój w Nim z radością, M. E. Rreacez”
List III
Mason City, Iowa, 23 września 1917 r.
„J. F. Rutherford, Brooklyn, N.Y.
Mój drogi BRACIE RUTHERFORD:
Pozdrowienia! Piszę do Ciebie w związku z Twoim listem w ostatnim Tower, który właśnie przeczytałem. Oświadczenie na stronie 9 „Światła po Ciemności” dotyczące wpływu Pielgrzymów na cokolwiek poza publikacjami, które trafiły w moje ręce, w żadnym sensie mnie nie dotyczy. Moje osądy opierają się wyłącznie na oświadczeniach otrzymanych od Towarzystwa i braci, którzy mają do mnie pretensje.
Czuję tę pewność, że Towarzystwo ma swoją pracę do wykonania. Nie można jej przeszkodzić ani w żaden sposób jej zakłócić, dopóki ta praca nie zostanie ukończona. Wtedy nadejdzie czas, aby się rozpadła, ale nie wcześniej.
Twój brat w Błogosławionej Nadziei współdziedzictwa z Chrystusem i Boską Naturą, J. A. Grespie”
Dodatkowe odpisy i duplikaty (zgodnie z oryginałem)
Z chrześcijańską miłością, pozostaję. W. J. Thorn.
„Clayton, NM, 26 września 1917 r. Drogi BRACIE RUTHERFORD: Widzę z broszury zatytułowanej „Światło po Ciemności” na stronie 9, że Ty lub „Twój przedstawiciel” jesteście oskarżeni o „szeptanie do uszu Braci Pielgrzymów i zatruwanie ich umysłów” na temat byłej Rady Dyrektorów. Pierwsze „szepty”, jakie usłyszałem, pochodziły od czterech braci, którzy wysuwają oskarżenie. Z pierwszej broszury, którą wysłali, dowiedziałem się o problemie. Twój z łaski Pana, R. O. Haney.”
„Logansport, Ind., 18 września 1917 r. Drogi Bracie RUTHERFORD: Od czasu przeczytania „Światła po ciemności”, co właściwie należałoby nazwać „Ciemnością po świetle”, postanowiłem napisać do Ciebie, aby dać Ci znać, że masz moje całkowite zaufanie, a także wszelkie wsparcie, jakiego mogę Ci udzielić w każdy możliwy sposób. Ręka Pana jest tak wyraźnie po Twojej stronie w całej tej sprawie, że nie mam najmniejszej wątpliwości, że On ją odrzucił i że Jego wola została spełniona. Zarzut postawiony w „Ciemności po Świetle” – że umysły Pielgrzymów zostały zatrute przez Waszego przedstawiciela, Brata Macmillana – jest z pewnością fałszywy, o ile mi wiadomo lub o ile mam jakąkolwiek wiedzę. Z „Ciemności po Świetle” wynika, że kierują się namiętnością, a nie zasadami, i że odwołują się do uczuć przyjaciół, a nie do ich uświęconego rozumu. Świadczy o tym umieszczenie na okładce zdjęcia naszego Pastora: Twój w Nim z radością, M. E. Rreacez.”
„Moje osądy opierają się wyłącznie na oświadczeniach otrzymanych od Towarzystwa i braci, którzy mają do nas pretensje. Jestem przekonany, że Towarzystwo ma do wykonania swoją pracę. Nie można jej utrudniać ani w żaden sposób ingerować w nią, dopóki ta praca nie zostanie ukończona. Wtedy nadejdzie czas, by się rozpadła, ale nie wcześniej. Wasz brat w Błogosławionej Nadziei współdziedzictwa z Chrystusem i Boską Naturą, J. A. Grespie.”
(Dalsze powtórzenia listu R.O. Haneya i M.E. Rreacez z Logansport zostały scalone w powyższych blokach dla czytelności, zachowując pełne brzmienie tekstu).
Głosy z pola oraz sprostowanie dotyczące „Listu Audytora” (1917)
Poniżej prezentujemy dalszą część korespondencji oraz oficjalne wyjaśnienia dotyczące wydarzeń w Betel z jesieni 1917 roku.
Świadectwa braci
„Ręka Pana jest tak wyraźnie po Twojej stronie w całej tej sprawie, że nie mam najmniejszych wątpliwości, że On ją odrzucił i że Jego wola została spełniona. Zarzut postawiony w „Ciemności po świetle” – że umysły Pielgrzymów zostały zatrute przez Twojego przedstawiciela, Brata Macmillana – jest z pewnością fałszywy, o ile mnie to dotyczy lub mam jakąkolwiek wiedzę. Z książki „Ciemność po Świetle” wynika, że kierują się namiętnością, a nie zasadami, i że odwołują się do uczuć przyjaciół, a nie do ich uświęconego rozumu. Świadczy o tym użycie zdjęcia naszego pastora na okładce.”
Twój w Nim z radością, M. E. Rreacez.
Wyjaśnienie dotyczące listu „Audytora”
Miejsce niezgody, 1 października 1917 r.
„Papier przeciwników” zawiera list od brata F. G. Masona, który można by bez problemu przesłać bez komentarza. Nie będę tu próbował go omawiać. W dużych nagłówkach jest on określany jako „List audytora”, a sam autor tak się posługuje w komunikacji. Brat Mason nigdy nie był audytorem Towarzystwa: był podrzędnym urzędnikiem w dziale zakupów w momencie, gdy poproszono go o opuszczenie Bethel. Wcześniej pracował w dziale wysyłkowym i jego traktowanie innych braci i sióstr pracujących z nim było tak nieuprzejme i brutalne, że został stamtąd usunięty i przeniesiony jako podrzędny urzędnik w dziale zakupów. Rachunki sprawdzane przez niego nie były opłacane, dopóki nie zostały zweryfikowane i zaakceptowane przez innych, a w szczególności przez osobę odpowiedzialną za Dział Zakupów.
Każdy, kto dobrze zna brata Van Amburgha, wie, że dbał o bezpieczeństwo skarbca i nigdy nie zapłacił żadnego rachunku bez dowodu wpłaty i nie wiedział, że jest on prawidłowy. Zarzut, że setki dolarów są wypłacane bez udokumentowania, jest całkowicie niezgodny z prawdą. Kilka lat temu brat Russell wprowadził i zatwierdził system dowodów wpłaty, przy wsparciu brata E. W. Brenneisena, który jest wykwalifikowanym księgowym i audytorem. System ten eliminuje wiele niepotrzebnych czynności księgowych i został przyjęty, aby zaoszczędzić czas i umożliwić poświęcenie go na inne, ważne zadania. System ten jednak w pełni zabezpiecza każdą możliwość. Krytyka brata nie jest zatem krytyką mnie, ale brata Russella, który przez lata stosował system używany przez Towarzystwo (Society) i którego nie zmieniłem.
Jego list odnosi się do faktury na 11 000 dolarów, której, jak twierdzi, odmówił sprawdzenia. Faktem jest, że nie mógł jej sprawdzić, ponieważ nie znał rachunku i nie był doświadczonym księgowym ani rewidentem. Rachunek został sprawdzony przez brata Hudgingsa, który kieruje tym działem i który odbył kilkuletnie szkolenie pod okiem brata Brenneisena. Opłata została zapłacona w ramach regularnego kursu, a odpowiedni zapis na ten temat istnieje. Było wiele podobnych przypadków, w których brat Mason wykazał swoją niezdolność do pracy biurowej, która wymaga szczególnej ostrożności. Pewnego razu wystawił czek – prosząc Skarbnika o wystawienie czeku na 950,00 dolarów na zapłatę małego rachunku w wysokości 9,50 dolarów. Sprawa została zauważona przez kierownika działu, zanim czek dotarł do biura Skarbnika. Po wielokrotnych poważnych błędach brat Mason przyznał, że „nigdy w życiu nie prowadził ksiąg rachunkowych ani nie wykonywał pracy biurowej” przed przeniesieniem go do działu z magazynu w Tabernacle kilka tygodni wcześniej.
Brata Masona poproszono o usunięcie z Betel z powodu jego nieokrzesanego zachowania oraz pozornie niekontrolowanej skłonności do nieuprzejmości i brutalności wobec innych, i ponieważ okazał swoją nielojalność, otwarcie ogłaszając, że „Brooklyn Eagle” opublikował „świetny artykuł o problemie” i że on go zatwierdził, który to artykuł był bezpośrednim odzwierciedleniem brata Russella. Po swoim odejściu zaoferował na sprzedaż Towarzystwu część swoich dóbr domowych, które kupiliśmy, aby mu pomóc. Starając się dokonać sprzedaży, udawał wielką lojalność wobec zarządu Towarzystwa, dobrowolnie udzielając informacji, że przeciwni bracia poprosili go o „napisanie czegoś w odpowiedzi na Harvest Siftings” (Przesiewanie Żniwa), ale że „stanowczo odmówił”. Pozostałe stwierdzenia w liście brata Masona nie są warte rozważenia w tym miejscu.
Nikogo nigdy nie poproszono o opuszczenie Betel, ponieważ odmówił podpisania dokumentu lub poparcia obecnej administracji. Niektórzy, którzy byli zaangażowani wraz z innymi w zakłócanie spokoju w Domu i biurze, poświęcili większą część swojego czasu na rozmowy o trudnościach, starając się podsycać zamieszki i zostali poproszeni o odejście. Myślą zarządu jest, aby osoby korzystające z dobrodziejstw Domu oddawały im należytą służbę, a Betel powinno być miejscem spokoju i ciszy, poświęconym Panu. Nie zawsze uznawano zasadę, dawno temu ustanowioną przez brata Russella, że „przebywanie w Betel to przywilej, a nie prawo”, a pobyt każdego może zostać w każdej chwili przerwany.
Nie trzeba dodawać, że nie użyto żadnej siły wobec brata Johnsona w dniu, w którym on i kilku innych wszczęli zamieszki w jadalni. Poproszono ich o ciszę, a gdy odmówił, chwytono go za rękaw płaszcza i poproszono o wyjście. Nie użyto żadnej siły. (Przesiewanie Żniwa, Część II, str. 29). Przebywał on w Domu, podżegając do zamieszek, otwarcie sprzeciwiając się kierownictwu i wielokrotnie powtarzał, że nie pójdzie, dopóki Zarząd tak nie powie, mając na myśli czterech rzekomych członków, którzy wspierali go w spisku przeciwko Towarzystwu. Po kilku tygodniach oporu, gdy myślał, że prawdopodobnie będzie musiał odejść, spakował bagaż i zostawił go w swoim pokoju. Wyszedł na ulicę bez kapelusza i pozostał tam przez kilka godzin. Jego kapelusz i bagaż zaniesiono do przedpokoju, a kiedy wrócił, wręczono mu je na progu, a wstępu odmówiono. Następnie zaoferowano mu pieniądze na pokrycie wydatków związanych z jego domem w Columbus w stanie Ohio, gdzie nie był od listopada ubiegłego roku. Odmówił.
Współczujemy bratu Johnsonowi i żałujemy, że musieliśmy to opublikować. Podajemy fakty, tak jak to zrobiliśmy w odniesieniu do jego epizodów, ale ponieważ wielokrotnie spotykał się na konsultacjach z braćmi Ritchie, Wrightem, Hoskinsem i Hirshem i wielokrotnie zwracał się do mnie, mówiąc, że powinienem im ulec, że jestem „uzurpatorem” i że Pan jest ze mnie niezadowolony (co rzekomo dowodzi Pismo Święte) oraz że „konsultujemy się z prawnikiem i wiemy, co możemy zrobić”, i składał wiele innych oświadczeń, które były napisane identycznym językiem, jak ten, którego używali czterej przeciwnicy; i widząc, że przyjęli schemat lub plan identyczny z tym, który on realizował w Anglii; wydawało się konieczne, abym opublikował to, co zrobiłem. To, co powiedział mi Brat Wisdom, wystarczyło, aby postawić każdego rozsądnego człowieka w stan gotowości i uzasadnić podjęcie przez niego działań w celu ochrony tego, co zostało mu powierzone.
Biografia i oświadczenie pod przysięgą
Z oczywistym celem próby udowodnienia, że szukałem rozgłosu, „Papier Przeciwników” przedstawia obszerne oświadczenie na temat mojej biografii. Najwyraźniej Brat Hirsh napisał tę część „Papieru Przeciwników”. Niespójność jest oczywista. Próbuje pokazać, że starał się utrzymać to w tajemnicy, ale teraz musi publicznie oświadczyć, że napisałem moją biografię. Mówi tam: „Myślałem, że nigdy nikomu nie wspomnę o tej sprawie, ale ponieważ drogi Brat Hirsh przysięga, że Brat Hirsh napisał ten artykuł, itd. nie ma powodu, dla którego nasze usta miałyby pozostać zamknięte”. Można by wnioskować, że nigdy wcześniej o tym nie wspominał. Dlaczego więc brat Hudgings w ogóle miałby myśleć o złożeniu w tej sprawie oświadczenia?
Fakty są takie, że brat Hirsh wysunął ten zarzut przeciwko mnie otwarcie i publicznie w Filadelfii przed liczną publicznością 19 lipca, pomimo że nieświadomie przypisał sobie całą odpowiedzialność za artykuł biograficzny w Memorial Tower w swoim pełnym pasji przemówieniu w jadalni Bethel dwa dni wcześniej. Ci, którzy słyszeli go w Bethel 17 lipca, byli nieco zaskoczeni, że tak szybko potem wycofał się z tej sprawy. Najwyraźniej ma bardzo słabą pamięć. Brat Hudgings, słysząc te zarzuty – i wiedząc, że są fałszywe – dobrowolnie złożył oświadczenie pod przysięgą bez mojej wiedzy i wręczył mi je tuż przed oddaniem Harvest Siftings do druku, a następnie zostało ono wklejone.
Fakty są następujące: Tydzień lub dziesięć dni przed zebraniem akcjonariuszy w styczniu, brat Sturgeon odwiedził moje biuro i powiedział, że dziennikarz i prawnik są w Domu i rozmawiali z bratem Hirshem; że bardzo chcieli się ze mną spotkać. Początkowo odmówiłem spotkania z nimi, ale po namyśle zgodziłem się na kilka minut. Ci dwaj panowie, wraz z braćmi Hirschem i Sturgeonem, weszli do mojego pokoju, a dziennikarz i prawnik zasypywali mnie pytaniami przez dwie godziny i wydobyli ode mnie wszystkie moje osobiste doświadczenia z młodości.
Kilka dni później brat Hirsh odwiedził mnie i powiedział w skrócie: „Bracie Rutherford, wszyscy wiedzą, że zostaniesz wybrany na prezydenta”. Na to nie odpowiedziałem. Kontynuując, brat Hirsh powiedział: „Jeśli nie będziesz się wtrącał i nie będziesz przeszkadzał, chciałbym przygotować coś dla prasy, a dziennikarz, który był tu ze mną zeszłej nocy, chce to przekazać Associated Press”. Potem powiedział: „Czy mógłbyś podyktować swojemu stenografowi te punkty dotyczące twojego życia?”. Ponieważ nie było w tym żadnej tajemnicy i nie było powodu, dla którego miałbym odmówić, podyktowałem mojemu stenografowi krótkie oświadczenie moich doświadczeń życiowych, które brat Hirsh zapisał, a następnie, z pomocą wspomnianego dziennikarza, przygotował ogłoszenie dla prasy, którego nie widziałem, dopóki nie zostało opublikowane. Na tej podstawie brat Hirsh przygotował później podobny artykuł do drugiego wydania Memorial Tower, jak przedstawiono w oświadczeniu. Zostałem poinformowany, że kazał trzykrotnie przestawiać drukarki, ponosząc niepotrzebne koszty, zanim udało mu się złożyć je dokładnie tak, jak chciał.
Brat Hudgings, dostrzegając oczywistą niesprawiedliwość, której brat Hirsh próbował się teraz dopuścić, dobrowolnie złożył to oświadczenie pod przysięgą, jasno przedstawiając dokładne fakty. Podobnie jak inne rzeczy opublikowane w „Gazecie Przeciwników”, ta kwestia biografii jest nieistotna dla sprawy, ale została przedstawiona w ewidentnej próbie zdyskredytowania mnie w oczach przyjaciół i dalszego zaciemnienia prawdziwego tematu. Różnych innych punktów w oświadczeniu brat Hirsh nawet nie próbował zaprzeczyć.
„ZARZĄDZANIE PREZESA”
Na posiedzeniu Zarządu brat Van Amburgh poprosił protestujących o wskazanie pojedynczego przypadku, w którym prezes źle zarządzał sprawami Stowarzyszenia, ale nie byli w stanie tego zrobić. Widząc wagę tego przyznania, „Dokument przeciwników” na stronie 12 próbuje znaleźć coś, co mogliby: W oskarżeniu przeciwko zarządzaniu Society najpierw wspominają o Foto-Dramacie Stworzenia. Faktem jest, że to brat Ritchie jako wiceprezes podpisał tę umowę, a to Rada Dyrektorów poleciła mi zawarcie porozumienia z nabywcami w celu jej zwrotu.
Odnosząc się do Angelophone Company, brat Ritchie, jak wynika z protokołów z posiedzeń Rady, był odpowiedzialny za tę sprawę i działał zgodnie z jej instrukcjami. Nieprawdą jest, że bracia Van Amburgh, Macmillan i ja kiedykolwiek gardziliśmy czymkolwiek, co zainaugurował brat Russell. Angelophone Company była zaangażowana w kontrakty, które z powodu śmierci brata Russella groziły Towarzystwu dużymi stratami, a niespłacone zobowiązania wynosiły około czterdziestu tysięcy dolarów. Brat Ritchie powiedział mi kiedyś, że przejmie zobowiązania i przejmie Angelophone Company. Wtedy mu powiedziałem, że nie chciałbym, aby poniósł przeszkodę, której nie będzie w stanie udźwignąć. Później, na posiedzeniu Rady, poprosił o przekazanie osiemnastu tysięcy dolarów mu, jak przedstawiono w Harvest Siftings. Nie jest prawdą, jak stwierdzono w „Opponent’s Paper”, że „siostra z Illinois zgłosiła się i zapłaciła 1500 dolarów za nagranie wykładów”. Pieniądze te zostały zapłacone przez Society, jak pokazują księgi.
RADA DYREKTORÓW
Nowi członkowie Rady Dyrektorów nie zostali mianowani dlatego, że miałem jakiekolwiek pragnienie skrzywdzenia kogokolwiek. Zostali mianowani, aby wypełnić wakaty i zapobiec temu, aby ci, którzy nie byli legalnymi członkami, realizowali groźby wszczęcia postępowania prawnego, zatrzymania pracy i zgarnięcia pieniędzy Society i zniszczenia jej, chyba że mogliby przejąć kontrolę. Działałem z konieczności, a nie z wyboru. Nie mianowałbym tych członków, gdyby nie ta groźba, ponieważ przez kilka miesięcy dobrze nam się współpracowało, dopóki przeciwni bracia nie zaczęli utrudniać postępu pracy.
DLACZEGO WYSŁANO Z BETHEL?
Braci, o których mowa, poproszono o opuszczenie Bethel z powodu ciągłych zamieszek, które sami powodowali, oraz sprzeciwu wobec pracy. Cała rodzina Bethel i siły biurowe były utrzymywane w stanie ciągłego niepokoju, a praca nie mogła postępować w zadowalający sposób w takich warunkach. Przeciwni bracia stale spędzali czas na konferencjach w godzinach pracy, całkowicie lekceważąc wszelkie zasady i nie wykonując pracy Żniwnej. Przygotowywali się do wszczęcia postępowania…
PRZESIEWANIE ŻNIWA, CZĘŚĆ II – DOKUMENTACJA WYDARZEŃ (1917)
Rozstanie z braćmi w Bethel
Przeciwnicy przygotowywali się do wszczęcia postępowania sądowego i niewątpliwie by to zrobili, gdyby brat Pierson im nie przeszkodził. Wezwałem ich na konferencję i poprosiłem, aby powiedzieli mi, co zamierzają zrobić; wyjaśniłem, że wyjeżdżam na dwa miesiące na Zachód i chcę przed wyjazdem załatwić sprawę. Jeśli zamierzali wnieść sprawę do sądu, chciałem poczynić pewne ustalenia przed wyjazdem.
Zapytałem wprost:
„Bracia, czy zamierzacie wszcząć postępowanie sądowe, czy też zaprzestaniecie zamieszek i zabierzecie się do pracy?”
Odpowiedzieli: „Nie będziemy z wami rozmawiać, jeśli nie będzie obecny nasz prawnik”. Odparłem: „Z pewnością nie jest konieczna obecność prawnika, aby omówić te sprawy”. Odmówili odpowiedzi. Wtedy powiedziałem: „Dam wam ultimatum; jeśli zamierzacie walczyć, musicie wyjść poza ten Dom, aby kontynuować walkę. Nie możecie tu pozostać i kontynuować tej walki, szkodząc i zakłócając pracę Żniwa”.
Kilka dni później brat Pierson przyszedł do mnie i zwrócił się do mnie w imieniu czterech braci. Gdy zapytał, czy istnieje jakiś sposób, aby ci bracia mogli pozostać w pracy, odpowiedziałem: „Tak, byłbym rad, gdyby pozostali w pracy. Brat Ritchie jest obywatelem Kanady. Nasi amerykańscy Pielgrzymi nie mogą swobodnie dostać się do Kanady. Jeśli Brat Ritchie pojedzie do Kanady, podejmie pracę Pielgrzyma, powstrzyma te zamieszki i będzie głosił Prawdę, Towarzystwo z przyjemnością wyśle go tam i zapewni utrzymanie jego żony”.
Oświadczyłem dalej: „Towarzystwo zapewni podobne wsparcie Bratu Hoskinsowi i jego żonie w Stanach Zjednoczonych, jeśli podejmie się służby Pielgrzyma, będzie głosił Prawdę i tylko to. Co do pozostałych dwóch braci, zapewnimy im odpowiednie warunki, aby mogli pozostać w pracy – również pod warunkiem, że będziemy mieli pokój”.
Brat Pierson wyraził zadowolenie z tej sugestii i udał się do braci z propozycją. W ciągu godziny wrócił, mówiąc, że odmówili zaakceptowania takiego rozwiązania. Wtedy powiedziałem bratu Piersonowi: „Wyjeżdżam na dwumiesięczną trasę konferencyjną. Nie mogę opuścić tego Domu i biura w tym stanie zamętu; ci bracia nie mogą tu zostać w obecnych warunkach”. Brat Pierson odpowiedział w zasadzie: „Widzę, że masz rację, bracie”. Zaproponowałem wówczas, aby bracia wyjechali na wakacje na koszt Towarzystwa (Society) na dwa miesiące, zostawiając umeblowane pokoje, by mogli studiować i modlić się nad tą sprawą.
Oni jednak odmówili, twierdząc, że nie chcą wakacji. Wtedy powiedziałem bratu Piersonowi: „Muszą wyjechać; zrobiłem wszystko, co mogłem”. Brat Pierson zapytał o wsparcie finansowe, aby nie zostali bez środków. Zgodziłem się, by to brat Pierson ustalił kwotę. Zaproponował on 300 dolarów dla każdego. Przystałem na to, dając im wybór: 150 dolarów na dwumiesięczne wakacje albo 300 dolarów i natychmiastowe odejście bez warunków. Wybrali drugą opcję. Następnego dnia w południe trzech z nich wyszło w cichy i pokojowy sposób. Serce mi się krajało, widząc ich odejście, ale praca musi zostać wykonana w pokoju.
Sprzeciw wobec Siódmego Tomu
Tom siódmy został wydany przez Watch Tower Bible and Tract Society i mamy wszelkie powody, by sądzić, że cieszy się aprobatą Pana. Zdecydowana większość braci na całym świecie raduje się z jego posiadania. Jest to „pokarm na czas słuszny” dla domowników wiary. Pomaga wielu wytrwać i radować się w ucisku, zawierając przesłanie o pokonaniu Babilonu. Tymczasem „Dokument Przeciwników” pokazuje, że ci bracia są mu przeciwni, pisząc na stronie 14: „Uważajmy, jak przyjmujemy tak zwany Siódmy Tom”. W ten sposób opóźniają, a nie wspierają dzieło Żniwa.
„Dokument Przeciwników” zaprzecza również, że brat Hirsh zaproponował mi powrót do Zarządu w zamian za wycofanie swoich oświadczeń w Filadelfii. Faktem pozostaje jednak, że sam brat Hirsh wieczorem 1 lipca powtórzył część naszej rozmowy i nie zaprzeczył wówczas faktowi złożenia takiej oferty, co komentowało wielu obecnych braci.
Zbadanie rzeczywistego problemu
Po rozwiązaniu kwestii nieistotnych, przyjrzyjmy się prawdziwemu problemowi: Czy Prezes miał prawo, biorąc pod uwagę okoliczności, mianować czterech poświęconych braci na wakujące stanowiska w Zarządzie do czasu corocznych wyborów w styczniu?
Przyznane Fakty:
- Prezes Watch Tower Bible and Tract Society pełnił funkcję zarządcy od powstania Towarzystwa aż do śmierci brata Russella.
- Udziałowcy w styczniu 1917 r. jednomyślnie wyrazili życzenie, aby Prezes pozostał organem wykonawczym i zarządzającym.
- Rada Dyrektorów uchwaliła później podobny statut, zobowiązując się do jego przestrzegania jako prawa Towarzystwa (Society).
Przeciwnicy przyznają, że do czerwca 1917 r. wszystko działało sprawnie. Problemy zaczęły się, gdy jeden z braci przedstawił rezolucję o uchyleniu statutu i przejęciu zarządzania z rąk Prezesa. Przyznają oni, że początkiem trudności było rozważenie epizodów brata Johnsona w Anglii.
„Dokument przeciwników” wyraźnie stwierdza na stronie 6, że „prawdziwy problem, zarządzanie Towarzystwem, wysunął się na pierwszy plan i doszło do rezolucji o uchyleniu statutu”. Faktem jest, że czterech wspomnianych braci spędziło tydzień na badaniu dokumentów dotyczących działań brata Johnsona w Anglii (w tym zamrożenia pieniędzy Towarzystwa i wszczęcia pozwu) i zaproponowali Radzie uchwałę zatwierdzającą te działania. Co więcej, bracia Hirsh, Hoskins, Wright i Ritchie wezwali do zwrotu 500 dolarów z pieniędzy Towarzystwa na pokrycie kary nałożonej na prawnika brata Johnsona przez Wysoki Trybunał w Londynie za bezprawne kontynuowanie pozwu. Brat Hirsh przedstawił tę rezolucję, którą jako przewodniczący uznałem za niezgodną z porządkiem obrad.
Przesiewanie Żniwa, część II – kontynuacja
Prezes uznał rezolucję za niezgodną z porządkiem obrad z tego powodu, że obowiązkiem dyrektora i kierownika Society jest odwołanie każdego Brata Pielgrzyma, gdy zajdzie taka potrzeba, a pozew został wniesiony przez Brata Pielgrzyma Johnsona bez żadnego prawnego upoważnienia. Obowiązkiem Prezesa, jako funkcjonariusza wykonawczego, było szybkie działanie w celu zatrzymania takiego pozwu. Orzekłem, że Rada Dyrektorów nie miała prawa ani upoważnienia do cofnięcia takiego działania i przeznaczenia pieniędzy Towarzystwa na zapłatę prawnikowi, który niesłusznie wszczął i prowadził taki pozew na wniosek brata Johnsona; zwłaszcza gdy Sąd Najwyższy w Londynie orzekł, że Prezydent miał prawo wstrzymać sprawę, a radca prawny, za niewykonanie tego, powinien ponieść karę, którą Sąd na niego nałożył.
To właśnie orzeczenie Prezydenta przyspieszyło kłopoty. Natychmiast po tym orzeczeniu Brat Hirsh, działając w imieniu własnym i swoich kolegów, przedstawił rezolucję o uchyleniu statutu, odbierając zarządzanie z rąk Prezydenta i oddając je w ręce Rady Dyrektorów, a ta czwórka, będąca większością, kontrolowałaby sytuację, oczywiście. W ten sposób angielskie epizody Brata Johnsona zostałyby w pełni zatwierdzone, a pieniądze Towarzystwa przeznaczone na zapłatę wyżej wspomnianemu radcy prawnemu.
„Dokument Przeciwników” wyraźnie przyznaje (strona 6, kolumna 2), że w ten sposób prawdziwy problem zarządzania (a nie kontroli) Towarzystwem wysunięty został na pierwszy plan i doprowadził do przedstawienia rezolucji o uchyleniu statutu.
Niech będzie wiadomo, że był to początek kłopotów w Zarządzie i że przed rozpatrzeniem incydentów Brata Johnsona nie było żadnych kłopotów w Zarządzie. Mając na uwadze, że Prezes był wówczas zarządcą na mocy długoletniego zwyczaju, który nadal obowiązuje w Towarzystwie, oraz na mocy statutu należycie uchwalonego i zatwierdzonego zarówno przez Akcjonariuszy, jak i Zarząd, pytanie, które teraz należy rozważyć, brzmi: CZY CZTEREJ BRACIA MIELI PRAWO, starając się o uchwalenie rezolucji zatwierdzającej wyżej wymienione działania Brata Johnsona? Czy też, postępując w ten sposób, niesłusznie usiłowali zignorować decyzje Akcjonariuszy i Zarządu oraz zlekceważyć działania, które podjął on zgodnie z prawem i prawidłowo jako zarządca, w celu ochrony interesów Stowarzyszenia?
Kiedy Przewodniczący orzekł, że przedstawiona rezolucja jest niezgodna z porządkiem obrad, bracia nie próbowali jej przeforsować, nie biorąc na siebie całej odpowiedzialności, lecz, jak wspomniano powyżej, jeden z nich natychmiast przedstawił inną, wcześniej przygotowaną rezolucję, aby pozbawić Prezesa zarządu Towarzystwa i oddać go w ręce czterech wymienionych. Do tego momentu wszystko, co Prezes robił w związku z kontrowersją, było całkowicie defensywne. Czy byli usprawiedliwieni, próbując uchylić statut, na który uroczyście się zgodzili, a który to statut Akcjonariusze, jako przedstawiciele Pana w całym kraju, jednomyślnie wyrazili jako swoje życzenie, a zatem jako wolę Pana?
Zauważcie, że Prezes nie zrobił niczego jako zarządca i prezes, do czego mieliby zastrzeżenia do tego czasu, poza ogłoszeniem rezolucji w odniesieniu do Brata Johnsona za niezgodną z porządkiem obrad, jak wspomniano powyżej. Czyniąc to, działał wyraźnie w ramach swoich uprawnień wynikających z prawa i statutu Towarzystwa. To właśnie wtedy Brat Van Amburgh wezwał tych czterech braci do wymienienia jednego występku, którego dopuścił się Prezes, a oni nie byli w stanie tego zrobić. W tym samym czasie Brat Pierson powiedział im: „Bracia, myślę, że lepiej nie próbować przeszkadzać Akcjonariuszom w ich działaniach”.
Na tym etapie Zarząd zawiesił obrady na cztery tygodnie. W międzyczasie, w świetle oświadczenia Brata Ritchiego, że chce postępować właściwie i że jeśli pokażę mu prawo, postąpi właściwie, uznałem za rozsądne uzyskać opinię prawną jakiegoś bezstronnego prawnika i na następnym spotkaniu przedstawić ją braciom i pokazać im, w czym się mylą. Przedstawiłem fakty dotyczące kwestii prawnych wspomnianemu prawnikowi, nie sugerując mu, że w Stowarzyszeniu są jakieś problemy; i do dziś dnia, o ile mi powiedziano, nie wie, że są jakieś problemy. Ta opinia prawna została oparta wyłącznie na faktach, jak wynika z protokołów Stowarzyszenia.
W ciągu następnych trzech lub czterech tygodni czterej bracia, o których mowa, wielokrotnie naradzali się między sobą oraz z bratem, który spowodował zamieszki w Wielkiej Brytanii, i konsultowali się z prawnikami w sprawie dalszego postępowania. Trzykrotnie lub więcej próbowali wymusić zwołanie posiedzenia Zarządu pod nieobecność brata Van Amburgha i brata Piersona. Brat Johnson powiedział mi w istocie:
„Jesteś uzurpatorem; łakniesz władzy; jesteś w błędzie; Pan jest z ciebie niezadowolony; powinieneś podporządkować się woli Zarządu [mając na myśli czwórkę, o której mowa], a jeśli się nie podporządkujesz, znajdziesz się w wielkiej niesławie wśród wszystkich przyjaciół. Konsultujemy się z prawnikami i wiemy, co możemy zrobić”.
Biorąc pod uwagę fakt, że pozostali czterej bracia, przy różnych okazjach, mówili praktycznie to samo, czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach wahałby się choć przez chwilę uwierzyć, że cała piątka działa razem? Oprócz tego osobiście widziałem ich razem kilka razy, a inni członkowie rodziny Bethel wielokrotnie donosili mi, że spotykają się w Domu Bethel. Biorąc pod uwagę wszystkie fakty i okoliczności, czy Prezydent miał prawo powołać czterech dobrych, zdolnych, poświęconych braci, wiernych i doświadczonych, aby obsadzić wakaty w Radzie Dyrektorów, aby Rada mogła wypełniać swoje obowiązki, a tym samym chronić i zabezpieczać interesy Stowarzyszenia do następnych wyborów?
Postaw się na jego miejscu i zadaj sobie pytanie: Co ja bym zrobił? Oczywiście Prezydent mógł ustąpić i powiedzieć: „Pozwolę im mieć to, co zechcą”, ale czy nie byłoby to niewiernością w wypełnianiu obowiązków spoczywających na nim na zajmowanym stanowisku? Załóżmy, że ktoś próbowałby zniszczyć twoją własność.
PRZESIEWANIE ŻNIWA, CZĘŚĆ II – KONTYNUACJA (1917)
„…i został udaremniony przez Twoją szybką reakcję. Załóżmy, że kilka tygodni później ta sama osoba, która próbowała wyrządzić Ci krzywdę, została przyłapana na konsultacjach i doradzaniu innym, o których wiedziałeś; a następnie otrzymałeś wiarygodne informacje, że te osoby, wspólnie, zamierzały zniszczyć Twoją własność; czy siedziałbyś bezczynnie i czekał, aż ją zniszczą, czy podjąłbyś rozsądne kroki, działając szybko, aby zapobiec takiemu zniszczeniu? Czy są jakiekolwiek wątpliwości co do tego, co zrobiłaby rozsądnie ostrożna osoba w takich okolicznościach? Jako Prezes Towarzystwa stanąłem twarzą w twarz z następującą sytuacją:
Trudna sytuacja
Jeden brat, działający w Wielkiej Brytanii, zwolnił dwóch kierowników londyńskiego biura, zmusił ich do opuszczenia domu, przejął książki, pocztę i pieniądze Towarzystwa, wszczął proces w Sądzie Najwyższym w Londynie i zamroził fundusze Towarzystwa, utrudniając w ten sposób pracę. Brat ten wrócił już do Ameryki i ponieważ nie mógł sam zdecydować, jakie działania należy podjąć, aby sprowadzić go z powrotem do Wielkiej Brytanii, zwrócił się do czterech braci, których uważał za prawowitych członków Rady Dyrektorów. Spisał dokument i zaniósł go tym czterem, prosząc o podpis, a następnie osobiście przedstawił go Prezesowi Stowarzyszenia, żądając, aby Rada Dyrektorów zobowiązała się do udzielenia mu (bratu Johnsonowi) kolejnego przesłuchania. (Oznaczałoby to trzecie przesłuchanie).
Doprowadziło to do zaproponowania przez brata Hirsha wspomnianej wcześniej rezolucji zatwierdzającej działania brata Johnsona w Anglii; a jej odrzucenie doprowadziło do wprowadzenia kolejnej rezolucji o przejęciu zarządzania sprawami Stowarzyszenia z rąk Prezesa – gdzie zgodnie z prawem powierzono je Akcjonariuszom i Radzie Dyrektorów – i przekazaniu go w ręce czterech osób, którym doradzał brat Johnson. Te kłopoty, trwające kilka tygodni, doprowadziły do zaburzenia porządku w biurze przez czterech braci, o których mowa, a także do zaburzenia porządku w rodzinie Bethel. Kilku członków biura wyraziło zamiar odejścia, jeśli czterech braci przejmie kontrolę nad zarządem. Jeden z czterech wspomnianych braci groził mi w obecności innych osób, mówiąc o zamrożeniu funduszy Towarzystwa. Spodziewałem się zebrania Zarządu wkrótce po moim powrocie z Chicago. Jeśli poczekam do zebrania i sprzeciwię się ich działaniom, to można było rozsądnie oczekiwać, że spełnią swoją groźbę bezzwłocznie i wniosą pozew, zanim zdążę cokolwiek zrobić. Czy zatem rozsądnie było czekać, czy też rozsądniej było działać szybko?
Po modlitewnym rozważeniu sprawy uznałem, że w najlepszym interesie dzieła będzie działać bezzwłocznie. Dlatego udałem się z Chicago bezpośrednio do Pittsburgha i mianowałem czterech wcześniej wymienionych braci do obsadzenia wakatów w Zarządzie. Kiedy uzyskałem opinię prawną od radcy prawnego w Filadelfii, nie było moim celem mianowanie innych do obsadzenia wakatów w Zarządzie, ale przekonanie braci o prawdziwej sytuacji. Dopiero gdy brat Wisdom przedstawił mi fakty, jak je wcześniej opublikowano, które wskazywały na niebezpieczną sytuację i konieczność natychmiastowego działania, zdecydowałem, co zrobić. Wtedy właśnie zdecydowałem się obsadzić te wakaty.
Zwołałem spotkanie na 17 lipca, zapraszając braci Wrighta, Ritchiego, Hirsha i Hoskinsa, aby byli obecni, w celu odczytania im opinii prawnej, a następnie poinformowania ich o sytuacji; i miałem nadzieję, że cicho się zgodzą, że problem się zakończy, a praca będzie przebiegać sprawnie. Tego dnia wszyscy byli w Domu Bethel, ale odmówili pójścia na spotkanie, w związku z czym zmusili mnie do złożenia oświadczenia w jadalni przed rodziną i innymi osobami w sprawie nominacji braci Spill, Bohnet, Fisher i Macmillan oraz powodu, dla którego podjąłem tę decyzję. Stało się to tego samego dnia, w którym po raz pierwszy ogłoszono i przekazano rodzinie Siódmy Tom, z powodu którego poprosiłem całą rodzinę o obecność na południowym posiłku.
Czy moje działania w tej sprawie skłoniły mnie do osobistych uczuć wobec tych czterech braci? Nie, wcale nie. Nie żywię do nich urazy i nigdy nie miałem. Z przyjemnością zrobię wszystko, co zachęci ich do ponownego aktywnego włączenia się w dzieło Żniwa Pańskiego i do harmonijnej pracy. Czy czterej bracia, a mianowicie bracia Hirsh, Hoskins, Wright i Ritchie, zostali poszkodowani przez moje działania w związku z obsadzeniem tych stanowisk? Żadnych, chyba że można uznać, że nie otrzymali tego, co niektórzy mogą nazwać honorem, i że przez to zostali skrzywdzeni. Czy Stowarzyszenie lub jego praca poniosły jakąkolwiek szkodę z powodu moich działań w obsadzaniu tych wakatów? Żadnych – nigdy. Wręcz przeciwnie, fakty pokazują, że praca rozwijała się każdego dnia od tego czasu. Każda gałąź pracy poczyniła postępy.
Podniesiono kwestię, że jeśli czterech wymienionych członków nie było legalnymi członkami Zarządu, to w jaki sposób Brat Van Amburgh, Brat Pierson i ja mogliśmy „stać się legalnymi Dyrektorami wybranymi w Pittsburghu”? Odpowiadam: zostaliśmy wybrani głosowaniem Akcjonariuszy na funkcjonariuszy Stowarzyszenia i na mocy takiego wyboru jesteśmy legalnymi członkami Zarządu wspomnianego Stowarzyszenia, zarówno na mocy prawa, jak i Statutu. „Opponents’ Paper” publikuje to, co rzekomo jest Statutem, ale w paragrafie VI zmienili treść pierwotnej Karty, pomijając oficjalne tytuły wybranych członków. Pierwotny paragraf VI Karty brzmi następująco:
VI. Korporacją ma zarządzać Rada Dyrektorów składająca się z siedmiu członków, a nazwiska już wybranych Dyrektorów są następujące: Prezes: Charles T. Russell Wiceprezes: Wm. I. Mann Wm. C. Macmillan Sekretarz i Skarbnik: Maria F. Russell Simon O. Blunden J. B. Adamson Joseph F. Smith
Gdyby „Dokument Przeciwników” poprawnie zacytował Statut, pokazałby fakty takimi, jakie są, a mianowicie, że intencją autora Statutu i sądu przyznającego go było, aby Prezes, Wiceprezes i Sekretarz-Skarbnik, z racji swojego wyboru na te odpowiednie stanowiska, byli członkami Rady Dyrektorów. Od daty organizacji aż do swojej śmierci, Brat Russell nigdy nie był wybierany na dorocznym spotkaniu na miejsce Dyrektora w Radzie, ale jego coroczny wybór na Prezesa ustanawiał go członkiem Rady Dyrektorów. To samo dotyczyło dwóch pozostałych funkcjonariuszy. Stąd wybór trzech funkcjonariuszy, tj. Prezesa, Wiceprezesa i Sekretarza-Skarbnika, podczas corocznych wyborów w styczniu 1917 r., tym samym ustanowił ich prawnie członkami Zarządu. Brat Ritchie został członkiem Zarządu jedynie na mocy swojego wyboru na Wiceprezesa w 1916 r. i wcześniej, ale przestał być członkiem, gdy Brat Pierson został wybrany na jego następcę. Pozostała trójka nigdy nie została wybrana w żadnym momencie i dlatego nigdy nie była legalnymi członkami Zarządu. Prawo wymaga, aby członkowie Zarządu byli wybierani corocznie.
Spotkanie Akcjonariuszy
Dotarło do mnie kilka listów z prośbą o zwołanie specjalnego spotkania Akcjonariuszy w celu rozstrzygnięcia tej różnicy. Takie spotkanie kosztowałoby dużo czasu i pieniędzy oraz spowodowałoby utratę możliwości pracy na polu żniwnym. To jest tylko krótki czas do 5 stycznia, kiedy to musi odbyć się regularne, coroczne spotkanie w celu wyboru nowego Zarządu, dyrektorów i urzędników. Czy powinniśmy teraz przerwać pracę i spotkać się, aby rozstrzygnąć kwestię, czy ci czterej bracia byli legalnymi dyrektorami i czy będą pełnić tę funkcję przez kilka pozostałych tygodni tego roku aż do następnych corocznych wyborów? Czy też byłoby bardziej przyjemne dla Pana Żniwa, gdybyśmy wspólnie skierowali nasze wysiłki na wykonanie naszej pracy i odłożyli tę inną sprawę do corocznych wyborów?
Jeśli chodzi o mnie, wolę poczekać na wykonanie pracy, ale nie chcę być arbitralny i zrobię tak, jak prosi większość udziałowców. Moim pragnieniem i celem jest służba Panu i Jego ludowi. Nie mam ambicji ziemskiej władzy ani zaszczytów. Nie ubiegałem się o wybór na urząd Prezesa i nie ubiegam się o reelekcję. Pan jest w stanie zająć się swoimi sprawami.
Na spotkaniu zarządu, gdy przeciwni bracia po raz pierwszy rozpoczęli ten niepokój, wówczas i tam zaproponowałem rezygnację ze stanowiska Prezesa, jeśli taka rezygnacja przyniesie pokój. Później złożyłem podobne oświadczenie w jadalni w obecności całej rodziny i w obecności tych czterech braci. Bardzo potępiam spory i kłopoty; takie będą miały tendencję do trzymania z dala od Królestwa wszystkich, którzy się w nie angażują. Chcę dostać się do Królestwa ponad wszystko. To jest moje największe pragnienie dla moich braci. Starałem się uniknąć tych kłopotów.
Miejmy pokój! Praca Żniwna jest o wiele ważniejsza niż honor lub interesy jakiegokolwiek człowieka. Czcijmy Pana w pierwszej kolejności, a ponad wszystko idźmy zjednoczeni do Jego dzieła. Słowa Apostoła wydają się tak odpowiednie w tym czasie:
„Patrzcie na siebie, abyście nie utracili tego, co pracowaliśmy, ale abyśmy otrzymali pełną zapłatę”.
Z wielką miłością i modlitwami za wszystkie drogie dzieci Boże, proszę, abym pozostał Waszym bratem i sługą z Jego łaski,
J. F. RUTHERFORD
